WujekDobraRada

komentarze użytkownika

  • 08.08.2011 09:02

    Dziecinnie prostą

    Jak już musisz się koniecznie żenić to tylko z jakąś Ireną. Dogadaj się więc z jakąś Ireną, ale - motyla noga! - nie z jakąś o innym imieniu!

    Wszystkie Ireny to porządne chłopki!
    JAKOB: Raport z oblężonego miasta
  • 01.08.2011 09:39

    L.A. (nowe zaczynanie)

    If you have a problem...

    If no one else can help...

    and

    If you can find them...

    Maybe you can hire... (ale nie za frajer!)

    You know what I mean?
    JAKOB: Miasto Aniołów
  • 29.07.2011 09:45

    Ja chyba znam tego Edvardasa

    A czy on się nie nazywa przypadkiem Baridas? Korespondowałem z takim nawet kiedyś, ale jeszcze jak fejsbuka nie było.

    Zapytaj się go Pan, skąd Litwini wracają?

    A co to, to takie 21cm na początku wpisu? Chwali się Pan publicznie? Amerykański lumpenlyberalizm uderzył Panu już do głowy niczym saturator?!
    JAKOB: Merced
  • 23.07.2011 23:40

    Czy ten Richard to taki Richie Rich?

    Jak taki ustosunkowany i opływający w luksusy to pewnie musi nieźle pedałować, co? Niech Pan uważa, Panie Jacov, niech Pan uważa...

    Co z tymi Republikanami? Rozumiem, że wszyscy Teksańczycy na barbekju nimi się objawili, a reszta? Mormoni, Brazylijczycy, Rich? Jakie pytania Pan żeś zadawał w sondzie? Może niereprezentatywna grupa? Nie lubią Czarnego Mesjasza? Nie podoba im się, jak w TV gra w golfa, urządza grilla albo robi wypad na spątanicznego CHAMburgera do maka?

    Weź Pan się jeszcze dowiaduj takich rzeczy, a wszystkie te pierdoły typu naleśniki zostaw Pan tej swojej małej Japonce.

    Cieszę, że Pan Katolik i tu zawitał.
    Będzie tak, jak powiedział nasz Papież - zwycięży Dobro i Miłość.

    Amen.
    JAKOB: W krainie Mormonów
  • 22.07.2011 10:22

    Greyhound = amerykański Sindbad

    Panie Jacov, u nas w tygodniu amerykanskim w Lidlu też można se kupić takie naleśniki w płynie i nie trzeba dudnić aż do Rapid City.

    Piszesz Pan tak:

    "... wziąłem naleśniki z czekoladą, lukrem, cynamonem i syropem klonowym".
    Masz Pan gust kulinarny zupełnie jak mój brat, tyle, że on by jeszcze domaścił to Nutellą, obowiązkowo pałaszowaną na łyżeczki!

    "... z 3 ofert wybraliśmy RICHARDA" - oj, niedobrze się kojarzy, niedobrze!

    "Ada nabyła za 1$ plażowe japonki" - u nas w Lidlu za taką cenę to nie tylko japonki, ale i przebój Majki Jeżowskiej "Mogłam małą być Japonką..." gratis!

    PS Czy w Montana spotkał Pana Hannah (tatarskiego)?
    JAKOB: Missoula, Montana
  • 20.07.2011 22:47

    Pośmielimy się, pożartowali, a teraz do rzeczy:

    Im bardziej w głąb Stanów Pan jedziesz, im bardziej na południe, tym ciekawsze notki Pan płodzisz. Takie i do śmiechu i do płaczu, Panie Jacov.

    Udziela się atmosfera prawdziwej Ameryki? Są tam jeszcze prawdziwi Amerykanie? Czy ino same lemingi, co to łykną wszystko jak na, hihi, czarnego luda przystało? Czy tamtejszy czarny lud wszystko kupi?

    Krowy wyłącznie czarne... No, już chyba nikt nie ma wątpliwości, że Nigga to najwięksi rasiści. Jak Białasy rządziły to jednak o jakieś pozory zawsze dbały.

    A Emerton-Siuks to macza palce w tej secesji? Kumpluje się z Means'em? Pytaj Pan, Panie Jacov, o takie rzeczy, orientuj się! A dudnienie w jego róg zostaw Pan Susanne, w końcu kapelanka.

    PS Wujek-CUKIERNIK dał chleba, konserw i pasztetów?! Co on, też mojżeszowy?!?!?!
    JAKOB: Brama do Gor Czarnych
  • 20.07.2011 22:05

    @Jakob

    Aaaaaaaaaaaaaaaa jakiego tam "Kraśko"?!

    Tema Kratko!

    Panś powinien akurat takie rzeczy wiedzieć, Panie Jacov!

    Hucpa!!!
    JAKOB: Brama do Gor Czarnych
  • 20.07.2011 17:44

    @Jakob

    Nie w "polskich", a co najwyżej w "polskojęzycznych".

    Delikatna, acz decydująca różnica.
    JAKOB: Brama do Gor Czarnych
  • 18.07.2011 22:43

    Jacov

    Nie tyle słuchaj, co weż se tego Pyzola w ogóle. Mustangi można z taką kraść!
    JAKOB: Chicago vol. III
  • 17.07.2011 18:34

    Koncepcja

    Niech Pan zboczy nieco z głównej drogi i uda się do Colorado Springs - fantastyczne miejsce!

    Przy wjeździe do miasteczka urzęduje Jake - fryzjer, co Panu już za pół dolca pejsy po mistrzowsku przystrzyże.
    Jake jest żywym przykładem, iż nie trzeba ślęczeć w książkach, by do czegoś dojść. Jake jest tzw alfabetą, a mimo to piastuje odpowiedzialne stanowisko burmistrza. Wysoko poszedł.

    Dalej, świeżo przystrzyżony, pójdziesz Pan do sklepu Pana Lorena. Właściciel - choć nieco pierdołowatym się jawi - ma zawsze mnóstwo interesujących towarów na składzie, z Denver, a czasem nawet i z samego Bostonu (herbatka, mmmmmmm, herbatka!).

    Po zakupach zajrzyj Pan do Saloonu pana Hank'a. Właściciel bardzo równy gość, z Jake'm-golipejsem zawsze pierwszy chętny do wieszania Murzynów albo strzelania do Indian.
    W Saloonie pana Hank'a walniesz Pan porządnej whisky, nie wylewając za szyję, co ośmieli Pana w nawiązaniu stosunków z niejaką Majrą, pro... fesjonalistką najwyższej klasy. Trudno, co robić - bardzo porządna dziewczyna.

    Ale uwaga! Majra jest narzeczoną Horacego, też fachowca w swojej branży, tj w nadawaniu więc jak będziesz Pan chciał się jakoś skontaktować ze światem to lepiej nie dawać mu powodów do zazdrości bo strzeli focha i telegramu nie nada. Poza tym nie kocha się on zbytnio z Hankiem (za to Majra wprost przeciwnie bo z Horacym są nowoczesnym narzeczeństwem).

    Uffffff... Po takich emocjach można poczuć się głodnym więc czym prędzej udaj się Pan do gospody "U Grejs".
    Grejs to świeżo wyzwolona AfroMurzynka, z fenomenalnym wprost talentem kulinarnym. Polecam wyśmienitą pieczeń, a na deser wspaniałe ciasto, koniecznie z kruszonką. Bożesz ty mój, niebo w gębie!
    Jake i Hank też tam jadają regularnie, co nie przeszkadza im równie regularnie chcieć spalić Grejs razem z jej gospodą "U Grejs". Przy tych regularnych okazjach dostaje się również regularnie Robertowi I., narzeczonemu Grejs i także wyzwolonemu AfroCzarnemu (a z zawodu znakomitemu kowalowi).
    Do Jake'a i Hank'a często dołącza się ta stara pierdoła Pan Loren, ale Jake i Hank zawsze zdążą się w porę ulotnić, a tego capa trzeba nieustannie ratować z opresji.

    W każdym razie regularne polowania z nagonką na Grejs&Roberta I. nie przeszkadzają Jake'owi i Hank'owi (Panu Loren'owi zresztą też) na regularne zachwycane się kuchnią Grejs oraz regularne podkuwanie kopyt u Roberta I. Żyją wszak jak jedna wielka rodzina i nikt ich nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe.

    Gdybyś się Pan znalazł - nie daj Boże! - w oku tego cyklonu i odniósł uszczerbek na zdrowiu to czym prędzej leć Pan do dochtórki Mikejli.
    Dochtórka Mikejla to lokalna gwiazda. Nawet prezia USA w jego dużym pałacu zasłoniła swego czasu własną piersią przed kulą zamachowca. Dochtórka ma gołębie serce i od pacjentów forsy nie bierze więc podziękuj jej Pan symbolicznie, wręczając np 10 jaja albo jakąś kurę rossolini. W ostateczności zaproś Pan na ciasto "U Grejs" (sprawdzić czy akurat się nie pali).
    Przedtem jednak będziesz Pan zmuszony wysłuchać kazania Mikejli o trzech grzechach śmiertelnych, leżących u zarania Ameryki:
    1) Indianie
    2) Murzyni
    3) Bizony

    Taaaaaaaa... Jak Pan znajdziesz jeszcze chwilę to wybierz się Pan na wzgórza za miasteczkiem, do obozu Czejenów. Lokalny watażka - Tańcząca Chmura - to o wiele większa szycha niż ten cały Szalony Koń. Tylko nie rozpowiadaj Pan, że tam idziesz bo Jake&Hank gotowi zrobić wjazd na chatę (indiańską). Loren pewnie też.

    Na koniec umów się Pan z niejakim Byron'em Sully (wspominałem już kiedyś o nim) na wyprawę do Yellowstone. On nie takie rzeczy robił, niedźwiedzicy nawet odbierał poród więc żadna zwierzyna mu niestraszna. Z nim Pan nie zginiesz.

    No, i to by było na tele. Jest prawda czasu i prawda ekranu.

    PS Aha, policzyłem ile jest z Rapid City do Colorado Springs. Dokładnie 600km i 160m (te metry to do Czejenów na wzgórzu).

    Czuwaj!
    JAKOB: Chicago vol. III
  • 16.07.2011 12:32

    Kiiiiiiiiiiieeeeeeeeeedy znów zakwiiiiiiiitnąąąąąąą biaaaaaaałe bzi...

    Śpiewało się kiedyś, śpiewało. No, ale cyk! Walenty, na bok sentymenty.

    Tyle Pan zdjęć narobił, że to już chyba podpada pod ten sławetny Patriot Act, co? Na lotniskach to już pewnie Pan wisi jako "Wanted dead or alive".

    Aha - ta rodzina tej Pana łani, te cukierniki, to jakaś "medel" class? Bo wie Pan, w dawnych czasach to mój pradziad - John "Jaśko" Pawlak - pisał tak:
    "Jeśli Ameryka rajem to droga do niej cierniowa. Roboty nijakiej nie ma bo czarne robią za półdarmo. A tyle ich, co mrowiu!"
    JAKOB: Zdjęcia
  • 15.07.2011 16:53

    Delicje za 89 centów (nie na Jackowie)

    Boże, jakaż recesja!

    Niech Pan uważa w tym Chicago na grube baby w okolicach obuwniczego, co to poruszają się wokół swoich własnych orbit.
    JAKOB: Chicago - historia prawdziwa
  • 15.07.2011 16:45

    @Pyzol

    Sama widzisz, jaka ta wasza Kanada... Baba chłopa chce bić! Taki postęp!

    U nas jest normalnie - zmuszamy baby do siedzenia w kuchniach, bycia Matkami-Polkami i nie pozwalamy robić kariery.

    Ciemnogród&kartoflisko.
    JAKOB: Toronto
  • 13.07.2011 16:46

    Szpanuje Pan nieco

    A jajka w koszulkach po indyjsku też Pan jadł na tej obiadokolacji? Czy oni tam w ogóle podają koszerne przysmaki?

    "Wypiliśmy trochę więcej"
    Dobra, dobra... Niech się Pan przyzna, że na czworakach Pan chodził po tej szklanej podłodze, 4,5km nad ziemią.

    Nie czas żałować róż, gdy płoną kolce!

    Panie Jacov, ilość odsłon bloga się zwiększa, ale ilość komentarzy zmniejsza. Niech Pan jakoś zaradzi, do kata!

    A ta cała Kanada to jest zasadniczo krajem uschniętego liścia klonowego...
    JAKOB: Toronto
  • 12.07.2011 17:32

    @Lech12

    "Nie każdego musi rajcować NY"

    No i już, tyle! O to chodzi - każdy lubi co innego i ma do tego święte prawo. Albo ja jestem przewrażliwiony albo Pan jest tzw napinaczem na necie. Gdzie to Pan nie był, czego nie widział, ile kasy nie wydał... Gra muzyka, ale po co się tak napinać? Żyłka może pęknąć.

    Ja też byłem i w Rio i w Bayo, a bilet to miałem nawet na Hawajo... Ale tam już nie zdołałem polecieć, może nadrobię i to bez napinki.

    A może Pan Jacov jedzie wzdłuż i wszerz bo wie, że już tam mu nie będzie dane wrócić? Może po powrocie żeni się biedak i wie, że będzie pod pantoflem siedział? Więc może zdołał się teraz jeszcze wyrwać i chce wszędzie być, choćby tylko na chwilę?

    Pana porywa NY i w porządku. Rozumiem - rozmach, wielkość, awangarda postępu...

    Mimo to nie odbieram Panu bycia porządnym katolikiem i konserwatystą.
    JAKOB: Uwagi ogólne
  • 11.07.2011 16:41

    Aj waj!

    Widzę, że e-pióro się wyostrza - i bardzo słusznie! 5, a nawet 6!

    Oby kolejne wpisy nosiły w sobie choćby znamiona ostrości, liczymy na Pana osobiste impresje, skojarzenia, spostrzeżenia z kraju ongiś nieograniczonych możliwości. Niech Pan uważnie się przygląda tamtejszemu światu i raczy nas tu swoimi przemyśleniami niekoniecznie stricte podróżniczo-geograficznymi.

    Tylko żeby nie było nudno, jak u cioci na imieninach!

    A swoim prześladowcom niech się Pan odszczekuje, zarówno tym na blogu, jak i na ten przykład tym na 4 siedzieniach, choć tylko w 2 cielskach...

    Szalom!
    JAKOB: Uwagi ogólne
  • 11.07.2011 11:31

    @Lech12

    Nie no, Panie Lechu, nie obrażaj się Pan tak! Tylko dlatego, że Pan Jacov Nowym Jorkiem się nie zachłysnął, a Toronto śmiało mu się spodobać to nie musisz Pan przestać komentować. Nie bądź Pan żyła!

    Panie Jacov, wszelki duch Pana Boga chwali! Ja już myślał, że Pan nic nie piszesz bo Pana Toronto Gay Pride porwało i wszystkie siły z Pana wyssało.

    PS 25kg bagażu?! Jakąś PIPPĘ Pan musisz na plecach nosić czy co?!
    JAKOB: Kanada
  • 11.07.2011 11:22

    @Lech12

    Nowy Jork i Nowy Jork... Ileż można?! Sado-maso to właśnie bycie w Nowym Jorku bo "wszyscy tam bywają". OK, Pan się upaja Nowym Jorkiem, lubi Pan te klimaty, dostaje spazmów z tego powodu i jest cool. Na szczęście nie wszyscy podążają w owczym pędzie, a Pan Jacov to mi wygląda bardziej na Phileasa Fogga więc Forrest przy nim wysiada... A jak będzie miał fantazję to i na Grenlandię skoczy - bo Alaska za mała, o!

    Panie Jacov, te dwie Murzynki z kategorii SUPER OPEN! to pewnie potomkinie Rosy Parks. Odbijają sobie teraz niedolę babki.

    Koniec świata, jak mi tu z boku Pan Popiołek podpowiada...
    JAKOB: NYC - dzień III - ostatni
  • 09.07.2011 10:10

    Goodbye, Big Apfelbaum!

    Czekam z niecierpliwością na niusy z południa Stanów, o herbaciarzach i Ameryce, jaką wszyscy znamy i kochamy, ku pokrzepieniu serc, dusz, umysłów i ciał.

    Bo niusy o degeneratów i matołów bandzie ze zwyrodniałego zadupia średnio eksajtują porządnego człowieka. A miłej Pani-bileterce następnym razem wystarczy baton podwawelskiej.

    Panie Jacov, czytelników przybywa więc niech i Pan się rozkręca. Wpisy przyjemne, dość ciekawe, nawet jeśli złośliwcy wynajdują pojedyncze wpadki rodem z KomoRuskiej Budy. Ale więcej pieprzu by się przydało! Chłostaj Pan, nie zważając na political correctness! Co Panu się tam tak podobuje, żeś Pan taki oględny?! A może jakaś PIPPA stoi nad Panem i nie daje rozwinąć skrzydeł?

    Yellowstone widzę na trasie... Ostatnio, pierwszy raz od bodajże 25 lat, zaatakował tam niedźwiedź (czy tam jakaś ona).

    Dla bezpieczeństwa więc niech Pan tam idzie z Byronem Sullym.
    JAKOB: NYC dzień II
  • 08.07.2011 11:28

    My goodness!

    W mordę jeża, nigdy bym nie poszedł do ONZ! Chyba, że na zasadzie "one way ticket"...

    Ten pomnik Jagiełły to kapitalna sprawa - rozpowiadaj wszędzie, że Polacy walczyli za wolność naszą i WASZĄ! Murzynom się powinno spodobać, w końcu walczyć to oni lubią; gorzej z gangami latynoskimi i jamajskimi (Fucking voodoo magic, man!), ale oni ponoć są najbardziej niebezpieczni we wtorki...

    Aha - z tym Jagiełłą na ustach mógłbyś też pofatygować się koniecznie na 501 Madison Avenue. Chociaż w sumie tam to są impregnowani na wszelkie argumenty więc spytaj tylko w kwestii informacyjnej o aktualny stan odsetek...
    JAKOB: Nowy Jork dzień I

123 następna



zamknij

logowanie


Użyj konta Facebook do komentowania w Salon24.pl:

Zaloguj się z kontem facebook


zamknij