Nie wdając się w głębsze analizy, czy to naprawdę tak jest z tym SLD, zauważę, że jeśli nawet faktycznie mieliby jakieś większe szanse przy wyborach w JOW - to jedynie dlatego, że rządzący POpaprańcy celowo kompromitują zarówno kapitalizm, jak i liberalizm, intencjonalnie (nad)używając tych określeń do opisu stosunków panujących w mafijnej i faszystowskiej "III RP" (w Polsce dnia dzisiejszego NIE MA żadnego kapitalizmu ani liberalizmu).
I tutaj raz jeszcze wartałoby przytoczyć myśl Konfucjusza.
> Nie zgodzę się z tezą, że SLD jest przeciwne wprowadzeniu JOW.
No, tak: świadczy o tym przecież długoletnie, stałe i konsekwentne poparcie SLD dla wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu.
> właśnie w JOW każdy poważny kandydat ma autentyczną szansę uzyskania
> mandatu posła bez względu na przynależność polityczną. W szczególnie
> dobrej pozycji są własnie ludzie związani z byłą PZPR i obecnie SLD
Miej nas zatem, Panie, w opiece: JOW, czy nie JOW - komuch nad Wisłą rządził, rządzi - i będzie rządzić dalej.
> Natomiast SLD wywodzi się z lewicowego ruchu robotniczego walczącego o
> godne życie człowieka.
Zdaje się, że tu co poniektórzy ujawniają swój tzw. "kościec ideologiczny".
"Nie da się rozwijać tej części Polski bez powstania woj. środkowopomorskiego – powiedział w niedzielę na spotkaniu z mieszkańcami Koszalina (Zachodniopomorskie) prezes PiS Jarosław Kaczyński. Województwo - jak dodał - powinno mieć dwie stolice. W jednej znalazłaby się siedziba administracji rządowej czyli urząd wojewody, w drugiej siedziba administracji samorządowej, czyli urząd marszałkowski."
http://tinyurl.com/ch4b4eo
Czy to PO, czy PiS - czy tam cokolwiek innego - zaduszą nas tą ustawicznie hodowaną biurokracją. I nieustannymi "reformami". Bez nowego centrum urzędniczego - a nawet dwóch, jak widać w cytacie - "nie da się rozwijać", i już.
> Jak Kolega wyciągnie wnioski, to może dojdziemy wreszcie do konsensusu.
No przecież już doszliśmy - ja w pełni się z wami, dobry człowieku, zgadzam, że nie należy dawać wiary, iż Tymoszenko dopuściła się jakiegokolwiek przestępstwa. Posiada ona majątek wartości zaledwie 2,5 mld USD (przyjmijmy tę dolną granicę), a przecież "każdy głupi" wie, że takie pieniądze można na Ukrainie zarobić uczciwą i wytrwałą pracą. No, i właśnie ta dzielna kobieta harowała lata całe, wypruwając sobie żyły. Dlatego ma efekty.
> my, znając realia tego systemu, nie dajemy wiary że J. Tymoszenko dopuściła
> się przestępstwa.
"Do dziś nikomu nie udało się obliczyć wielkości majątku Julii Tymoszenko. Szacunki są sprzeczne – od 2,5 miliarda dolarów do 6 miliardów funtów. W chwili, gdy weszła do polityki, oficjalnie nie posiadała dużego majątku, choć wszyscy wiedzieli, że jest bajońsko bogata."
Oczywiście, że nie należy dawać wiary, iż Tymoszenko dopuściła się jakiegokolwiek przestępstwa. Jak widać z cytatu powyżej, posiada ona zaledwie 2,5 mld USD (przyjmijmy tę dolną granicę), a przecież "każdy głupi" wie, że takie pieniądze można na Ukrainie zarobić uczciwą i wytrwałą pracą. No, i właśnie ta dzielna kobieta harowała lata całe, wypruwając sobie żyły. Dlatego ma efekty.
> Problem polega na tak wielkim systemie błędów, że każde dokładne
> przyjrzenie się analizie powoduje weryfikację ustaleń
Zaiste, interesująca konstrukcja zdaniowa; konia z rzędem temu, który dojdzie do tego, "co poeta miał na myśli".
> co do Gomułki, to co prawda był on komunistą, ale jednocześnie Polakiem.
Jest to niejaki paradoks, że taki komuch, jak właśnie Gomułka, wiedział, iż "wydaje się co najwyżej tyle, ile się zarabia" - a nie znają (wyjaśnienie uprzejme; każde inne będzie mniej uprzejme) tak prostej zasady obecni "fachoffcy" (farbowani "liberałowie", obrzydzający wszystkim liberalizm gospodarczy, zapewne z premedytacją), wpędzający cały naród na pokolenia w długi. W życiu nie przypuszczałbym, że trzeba będzie przedstawiać komunistę jako wzór do naśladowania (no, pod niektórymi względami, rzecz jasna).
Taki Gomułka błądził, ale można domniemywać, że jednak kierował się jakąś swoją wizją dobra państwa i kraju - zaś tym obecnym "włodarzom" chodzi jedynie o to, aby się możliwie dużo nachapać. A jeśli jednak o coś więcej - to są to działania w widoczny sposób skierowane przeciwko "tubylczym Irokezom", jak to St. Michalkiewicz czasami określa.
Trzeba po prostu mieć świadomość starej prawdy, że "wojna jest zawsze - tylko nie zawsze strzelają". I my jesteśmy obecnie właśnie w tej fazie "bez strzelania".
> Jeśli od 1989 jest coraz gorzej, to kiedy było lepiej? Za Gierka, który
> doprowadził do zapaści ekonomicznej 1976-1989? Za Gomułki? Kiedy?
W jakim zakresie poprawiło się nam po 1989? Sprawdźmy:
- paszporty mamy w domach (zatem możemy jechać do pracy do Anglii, bo "na miejscu" albo pracy nie ma, albo za niewolnicze stawki)
- złotówka jest wymienialna (aczkolwiek np. ja osobiście nigdy jeszcze nie potrzebowałem wymieniać złotówek za granicą; korzystam z nich w kraju)
- zaopatrzenie jest bez porównania lepsze, niż w PRL-u - można kupić wszystko, z samochodami i mieszkaniami na czele (o ile ma się w ogóle jakiekolwiek pieniądze)
...i to by chyba było "na tyle". Coś pominąłem?
A w jakim zakresie "jest gorzej"?
- coś takiego, jak polski przemysł, na naszych oczach przestaje istnieć. Wiele jego gałęzi (np. polska elektronika) nie istnieje już od dłuższego czasu
- złodziejstwo 1000x większe, niż w PRL-u - dawniej, jak jakiś sekretarz KW postawił sobie willę, to była kradzież na sporą skalę. Teraz kradnie się miliardy złotych.
- biurokracja - na której przerosty narzekano w PRL-u - zwiększona co najmniej pięciokrotnie - a to nie jest bynajmniej "nasze ostatnie słowo"! Wszak trzeba "hodować elektorat".
- Wojsko Polskie właściwie nie istnieje
- Policja? Spróbuj pan zgłosić się do niej po pomoc, gdy pana okradną
- arogancja tzw. "polityków" niewyobrażalna, gdy porównać z czasami PRL-u
- brak jakiejkolwiek chęci - ze strony tychże "POlityków" - do obrony polskiego interesu państwowego i narodowego. Taki np. Gomułka potrafił powiedzieć Ruskim, że "pod lufami armat rozmawiać nie będzie!" - mimo, iż wiedział, że bezpieczna taka deklaracja nie jest
- zamiast ekonomistów - finansami kraju rządzą jacyś macherzy, których jedyną troską jest ściemnianie i "kreatywna księgowość" (przypomnę, że Gomułka - odchodząc - zostawił państwo z nadwyżką budżetową, a bez długów)
- oświata polska systematycznie niszczona począwszy od "reformy Handkego"
- podatki niesamowicie wysokie - i ciągle rosnące, i przybywa ich rodzajów
- ...i nie chce mi się dalej wymieniać, bo to jest strasznie przykre. Zapraszam wszystkich do kontynuacji tej listy.
> Co ja komu zrobiłem?
Grzeszysz pan kretynizmem i głupotą. Albo łżesz pan z pełną świadomością łgarstw - ot, co.
> Pobozne zyczenia Stana Michalkiewicza. Kiedys Leninizm i Marksizm mialy
> uratowac swiat, ostatnio teorie Friedmana, Misesa i Hayka mialy zapewnic
> raj na ziemi. „Teorie byly dobre, tylko ludzie zawiedli”.
Czy byłby Pan łaskaw podać jakieś konkretne - możliwe do weryfikacji - przykłady prób zastosowania w praktyce tez (nie nazwałbym tego "teoriami") "Friedmana, Misesa i Hayka"?
Ja znam jeden taki przykład - Chile, gdzie ekonomiczny porządek zaprowadzili ludzie Friedmana - i tam bynajmniej nic nie "zawiodło": ani "teoria", ani "ludzie". Wbrew temu, co Pan wypisuje. Mało tego: jak można pisać o "teorii", skoro to jest funkcjonująca od kilkudziesięciu lat PRAKTYKA? Nie twierdzę bynajmniej - ani Friedman tak nie twierdził - że w Chile usiłowano wprowadzać "raj na ziemi". Czy może Pan zacytować (z podaniem źródeł) JAKIEKOLWIEK wypowiedzi "Friedmana, Misesa i Hayka", w których zapowiadali "wprowadzenie raju na ziemi"? Gdzie mieli ten raj "zaprowadzać", komu, i na kiedy to zaplanowali ci niegodziwi ludzie?
Wie Pan, tak "lać wodę", bez podawania żadnych faktów - jak to widać w Pana komentarzu - to sobie można... ot, "ostatnio teorie Friedmana, Misesa i Hayka mialy zapewnic raj na ziemi. „Teorie byly dobre, tylko ludzie zawiedli” ". No, to pytam: gdzie tak było? Gdzie zaprowadzano "raj na ziemi metodą Misesa", i kiedy konkretnie było owo "ostatnio"? Może Pan podać jakąś datę, tudzież współrzędne geograficzne tego miejsca? Chętnie dowiem się czegoś nowego.
> Gdzie Islandie, Irlandie, Grecje i Francje wykonczyli Prawicowi.
Rozumiem: jak ktoś się ogłosi "prawicą" - albo "wiodące media" tak tego kogoś przedstawiają - to Pan święcie wierzy, że to szczera prawda, bo z Pana akurat taki naiwny, "mały Kazio" jest. Zatem hitlerowcy to też była, według Pana, "skrajna prawica", bo tak o nich mówiono i w PRL-u, i jeszcze do dziś dnia lewicowe media ich na tą prawicę "przepychają"? Zastanawiam się, czy polemika z takimi bredniami ma jakikolwiek sens. Może na archiwalne wydania np. "Trybuny Ludu" też chętnie się Pan powoła, gdy będzie to Panu wygodne?
Panie: nie damy rady dojść do żadnej konkluzji, jeżeli będzie Pan jakichś lewaków - a może po prostu zwykłych złodziei i przekręciarzy - określał jako "prawicę", tylko dlatego, że tak akurat Panu "pasuje do dyskusji", w braku JAKICHKOLWIEK rzeczowych argumentów.
Daruję sobie zatem szczegółowy "rozbiór" Pańskiej wypowiedzi - bo w sumie szkoda czasu na to - poddam jedynie Panu pod rozwagę mądrość Konfucjusza:
Jeżeli język nie jest poprawny,
To, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć.
Jeżeli to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione.
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.
Może to coś Panu rozjaśni - chociaż widząc, co Pan tu wypisuje, zwłaszcza ostatnio, to nie jest to takie znowu pewne.
Jeżeli nie potrafi Pan ogarnąć umysłem tego, co pisze Hayek - i np. lektura takiej "Drogi do zniewolenia" po prostu Pana przerasta - to niech Pan pisze wprost, dajmy na to: "ja się na tym nie znam, to dla mnie za trudne - podoba mi się w Australii, zatem ja chcę, żeby w Polsce było tak, jak w Australii". No i wtedy będzie wiadomo, do czego się odnieść. Przynajmniej będzie jakiś konkretny punkt odniesienia, a nie jakieś Pańskie mgliste wyobrażenia, kto jest prawicą, a kto lewicą. Pan tego nie wie, bo Pan te rzeczy najwyraźniej zna jedynie z telewizji. A ja nie sądzę, żeby dzienniki - nawet australijskie - z założenia nastawione na tzw. "masowego odbiorcę", prezentowały jakiś specjalnie wysoki poziom, gdy chodzi o prezentację tych spraw.
Jak Pan takie duby smalone mi tu podsuwa, to po raz kolejny powtórzę, że ani trochę mnie nie dziwi, że ludzie, którzy - w przeciwieństwie do Pana - zadali sobie nieco trudu, aby zaznajomić się z tematyką, w której usiłują się wypowiadać, nie chcieli z Panem gadać. No przecież sam widzę, co Pan wypisuje.
OK, miałem to "olać", ale tak na koniec:
> Prosty wniosek ze swiat opiera sie nie na poboznych zyczeniach tylko na
> dobrych rozwiazaniach systemowych. Gdzie rozwiazania tam dobrze skrojony
> podatek celowy. Gdzie podatek tam dobrze skrojony JOW : rzad centralny,
> samorzadz wojewodzki, samorzad gminno-powiatowy.
I cóż to jest, jak nie zwyczajne wodolejstwo, które NIC NIE ZNACZY?
> A gdzie JOW tam wygrywa ten co reprezentuje interes klasy sredniej, czyli
> zdrowy chlopski rozum. Proste.
Tak już bawiąc się w "advocatusa diaboli": w Korei Płn. i Zimbabwe również tak jest? "Proste"? A może to Pan właśnie buja w obłokach, tak sobie po prostu teoretyzując: "wprowadzimy JOW, i zaraz będą wygrywać reprezentanci klasy średniej"? Może to Pan właśnie posługuje się teoriami - o tyle gorszymi od tych "Friedmana, Misesa i Hayka", że nikt - oprócz Pana jednego - nawet nie próbuje ich lansować (i nie bez powodu)?
> Kto by sie tam Wolnosciowcami przejmowal jak 99% z nich to studenci przed
> pierwasza praca albo pracownicy sektora budzetowego. Dla nich Kapitalizm =
> wlasnosc prywatna, Socjalizm = wlasnosc spoleczna. Idac tym tokiem
> rozumowania to od czasow cesarstwa rzymskiego wszystkie domy prywatne sa
> kapitalistyczne a drogi i chodniki socjalistyczne.
> Ja szczescie swiat jest normalny i dzieli sie na wlasnosc prywatna i
> wlasnosc publiczna.
"Tacy liberałowie - a wiadomo, że to inna nazwa zbrodniczych ignorantów - uważają na przykład, że „państwo” czyli władza publiczna, to tylko grupa ludzi wynajętych do zarządzania sektorem publicznym. Ten sektor powinien być jak najmniejszy, ponieważ im jest większy, tym mniejszy staje się sektor prywatny, a więc - mienie obywateli. Powiadają jeszcze ci zbrodniarze, że władza publiczna powinna mieć tylko tyle uprawnień, ile jest niezbędnie konieczne do zarządzania tym sektorem - i ani jednego więcej - bo każde uprawnienie ponadto ogranicza sferę wolności ludzkiej. Weźmy na przykład media; liberalni zbrodniarze twierdzą, że jeśli jeden człowiek chce coś powiedzieć innym ludziom, to nie powinien być zmuszany do ubiegania się o pozwolenie trzeciego człowieka, np. pana Jana Dworaka. Oczywiście nie mają racji, jak to zbrodniarze i ignoranci. Człowiek w każdej sytuacji powinien prosić o pozwolenie; na przykład w wojsku niższy stopniem zawsze prosi o pozwolenie zwrócenia się do wyższego stopniem, a nawet - o pozwolenie zajęcia miejsca siedzącego - i nikomu to jakoś nie przeszkadza. Oczywiście z wyjątkiem liberałów - ale kto by tam słuchał takich łotrów!"
1. W Portugalii skarbówka może ściągać długi z nieruchomości będącej własnością podatnika.
2. W "anglosaskim systemie protestanckim" skarbówka może "wejsc na samochod, meble, i inne ruchomosci". Może również wejść na nieruchomość, o ile jest ona własnością podatnika.
Nie wiem, gdzie tu ma być jakakolwiek różnica. Czy chodzi Panu o to, że w "anglosaskim systemie protestanckim" puszczą gościa nawet bez skarpetek?
> W Melborne byl natomiast przypadek ze przyjechal ksiadz prawoslawny i po
> pewnym czasie probowal sprzedac miejscowy kosciol. Oczywiscie, ze bylo to
> niemozliwe bo nalezal on do miejscowej Conmunity, ktora go budowala i
> miala na niego tytul wlasnosci."
Znaczy: w Melbourne prawosławny pop próbował sprzedać coś, co nie należało do niego - ale mu się nie udało? No i dobrze, że mu się nie udało.
W Polsce też tak mamy, że jeśli gdzieś "nastaje" nowy proboszcz, to wcale nie znaczy, że budynki kościelne stają się jego prywatną własnością, którą sobie może np. sprzedać na zasadzie własnej, spontanicznie podjętej decyzji.
> Moze te przyklady cos Panu rozjasnia.
Co mi to niby miało "rozjaśnić"? Czyżbym gdziekolwiek napisał, że gdy prawosławny pop gdzieś przyjeżdża, to powinien dostać cerkiew na własność w prezencie?
Moim zdaniem Pan sam za bardzo nie wie, co Pan właściwie chce przekazać.
> Ta katastrofa stała się sprawą pierwszorzędnę, ale tylko w tej metodycznej
> machinie odmóżdząnia społeczeństwa, która robi wszystko przy użyciu
> najcięższych środków walczy o to by do ludzi nie dotarło, że żyją w pseudo-
> demokracji, że o ich sprawach decydują pseudo-sądu nie kierujące się literą
> i duchem prawa lecz zupełnej dowolności, że byle prokurator nie wiadomo kto
> to taki i skąd może każdego z nas wsadzić do "aresztu wydobywczego" na dwa
> lata bez jakichkolwiek uzasadnionych powodów.
"Szczere zadowolenie z wyborczego zwycięstwa PO" panu przechodzi? O, "będzie mięknął"... no dobrze, dobrze... "kombinuj pan"... może to te zdjęcia z panienkami tak skutecznie działają.
> Prawdopodobnie nigdy mi sie nie uda wytlumaczyc Panu na czym polega
Zatem kiepsko z Pańskimi umiejętnościami tłumaczenia.
> WLASNOSC w aglosaskim systemie federalnym. [..]
> W Polsce mam pare nieruchomosci i juz sie zdazylem przekonac, ze niestety
> takiego systemu nie ma. Jest cos udajacego rejestr gruntow, ksiegi
> wieczyste, mapy geodezyjne. I tak samo niestety jest w Polce z wlasnoscia
> panstwowa udajaca wlasnosc publiczna.
Własność - i jej rodzaj - NIE ZALEŻY od "papierków"; albo coś jest moje, albo nie. To mniej-więcej tak, jak z prawem jazdy: prawem jazdy NIE JEST kartonik noszony w portfelu przez kierowcę; to jest tylko dokument, POŚWIADCZAJĄCY POSIADANIE PRAWA. Czyli jeśli np. w trakcie kontroli drogowej okazało się, że zapomniałem dokumentu zabrać, to wcale nie znaczy, że "jeżdżę bez prawa jazdy"; to tylko znaczy, że nie jestem w stanie bez cienia wątpliwości (i natychmiast) udowodnić, że takowe posiadam. A to, że kolokwialnie określa się ten dokument jako "prawko", to tylko taki "skrót myślowy".
Pan tych spraw najwyraźniej nie rozróżnia. Dla Pana "prawo=papier". Nie ma papieru - nie ma prawa(?).
> Stad postulat powszechnej prywatyzacji rzucany przez Wolnosciowcow
> wyglada co najmniej podejrzanie na gruncie anglosakism.
Jak ktoś tego postulatu nie rozumie - to już jego problem.
> Panie Wujek , jak swiat swiatem zawsze istnialy mosty, drogi i chodniki i bydynki administracyjne, ktore stanowily strefe publiczna.
To potrafi Pan po prostu odpowiedzieć na pytanie - czy jedynie będzie Pan "prowadził pokretna retoryke, zamacajaca przejrzystosc obrazu"?
> Nie zdarzylo sie zeby ktos prywatny budowal z wlasnej woli droge publiczna. Prywatne autostrady w swiecie zachodnim sa budowane w partnerstwie publiczno-prywatnym.
Tzw. "partnerstwo publiczno-prywatne" - mówiąc po polsku, a nie po australijsku: "styk prywatnego i państwowego" - to 100% pewne źródło korupcji na szkodę podatnika, co łatwo może sprawdzić na przykładzie ostatnich polskich 20 lat każdy, komu się zechce.
> Wszelkiego rodzaju spoldzielnie stanowia podmiot publiczny, gielda jest
> podmiotem publicznym, spolki i zjednoczenia tez maja charakter podmiotu
> publicznego, pieniadz i surowce, jako nalezace do narodu to podmiot
> publiczny, szkoly i administracja pantwa itd itd
Czyli jednak brnie Pan w "pokretna retoryke, zamacajaca przejrzystosc obrazu" (bo mowa była o własności społecznej/państwowej) - usiłując zamazywać znaczenie pojęć. Nie uda się ten chwyt; w każdym razie nie ze mną.
"Jeżeli język nie jest poprawny, to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć.
Jeżeli to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć, nie będzie zrobione to, co ma być zrobione.
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu,
I sprawiedliwość zejdzie na manowce,
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania".
(Konfucjusz)
> Wiec o czym my mowimy ??? O powszechnej prywatyzacji ??? Skoro to nie jest
> mozliwe. Nikomu sie to nie udalo od zarania dziejow czlowieka.
Żeby w ogóle "mówić", to należy najpierw zdać sobie sprawę, o czym się mówi. O "spółce publicznej", czy o "własności państwowej"? Bo to NIE JEST jedno i to samo.
> Ja glosze potrzebe umiejetnego podzialu strefy publicznej na trzy poziomy
> organizacji panstwa. Dla inteligentnego czlowieka jest to proste.
Rozumiem:
1. Jeśli komuś nie odpowiada "dalsze doskonalenie socjalizmu" - to jest nieinteligentny.
2. Głosząc te swoje zbawienne recepty dla Polski - sam woli Pan bezpiecznie obserwować nawet nie z kraju ościennego, a wręcz z antypodów. Lepiej trzymać się z daleka (im dalej, tym lepiej), i najpierw poobserwować, co z tego wyjdzie, nieprawdaż?
> Pana rozumowanie jest takie, „ze jak rynek w miescie Pierdziszewie jest
> nikogo, i nie przynosi zysku to sprzedac go Warszawiaczkowi za
> przyslowiowa zlotowke”.
Nie, to nie jest "moje rozumowanie"; jestem przekonany, że znalazłbym Warszawiaka, który dałby przynajmniej dwa złote, albo i więcej.
To jest tylko "rozumowanie", które - z sobie jedynie znanych powodów - chciałby Pan mi przypisać.
@Wojtek
I tutaj raz jeszcze wartałoby przytoczyć myśl Konfucjusza.
@Wojtek
No, tak: świadczy o tym przecież długoletnie, stałe i konsekwentne poparcie SLD dla wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu.
> właśnie w JOW każdy poważny kandydat ma autentyczną szansę uzyskania
> mandatu posła bez względu na przynależność polityczną. W szczególnie
> dobrej pozycji są własnie ludzie związani z byłą PZPR i obecnie SLD
Miej nas zatem, Panie, w opiece: JOW, czy nie JOW - komuch nad Wisłą rządził, rządzi - i będzie rządzić dalej.
> Natomiast SLD wywodzi się z lewicowego ruchu robotniczego walczącego o
> godne życie człowieka.
Zdaje się, że tu co poniektórzy ujawniają swój tzw. "kościec ideologiczny".
@Pawlo
@bisnetus
> demokratycznego?
Szczerze mówiąc: wtedy, gdy odsunie się od władzy POstkomuchów.
Nie masz, nie masz nadzieje...
http://tinyurl.com/ch4b4eo
Czy to PO, czy PiS - czy tam cokolwiek innego - zaduszą nas tą ustawicznie hodowaną biurokracją. I nieustannymi "reformami". Bez nowego centrum urzędniczego - a nawet dwóch, jak widać w cytacie - "nie da się rozwijać", i już.
@Wojtek
No przecież już doszliśmy - ja w pełni się z wami, dobry człowieku, zgadzam, że nie należy dawać wiary, iż Tymoszenko dopuściła się jakiegokolwiek przestępstwa. Posiada ona majątek wartości zaledwie 2,5 mld USD (przyjmijmy tę dolną granicę), a przecież "każdy głupi" wie, że takie pieniądze można na Ukrainie zarobić uczciwą i wytrwałą pracą. No, i właśnie ta dzielna kobieta harowała lata całe, wypruwając sobie żyły. Dlatego ma efekty.
@Wojtek
> się przestępstwa.
"Do dziś nikomu nie udało się obliczyć wielkości majątku Julii Tymoszenko. Szacunki są sprzeczne – od 2,5 miliarda dolarów do 6 miliardów funtów. W chwili, gdy weszła do polityki, oficjalnie nie posiadała dużego majątku, choć wszyscy wiedzieli, że jest bajońsko bogata."
Oczywiście, że nie należy dawać wiary, iż Tymoszenko dopuściła się jakiegokolwiek przestępstwa. Jak widać z cytatu powyżej, posiada ona zaledwie 2,5 mld USD (przyjmijmy tę dolną granicę), a przecież "każdy głupi" wie, że takie pieniądze można na Ukrainie zarobić uczciwą i wytrwałą pracą. No, i właśnie ta dzielna kobieta harowała lata całe, wypruwając sobie żyły. Dlatego ma efekty.
> Problem polega na tak wielkim systemie błędów, że każde dokładne
> przyjrzenie się analizie powoduje weryfikację ustaleń
Zaiste, interesująca konstrukcja zdaniowa; konia z rzędem temu, który dojdzie do tego, "co poeta miał na myśli".
@Ignacy
Jest to niejaki paradoks, że taki komuch, jak właśnie Gomułka, wiedział, iż "wydaje się co najwyżej tyle, ile się zarabia" - a nie znają (wyjaśnienie uprzejme; każde inne będzie mniej uprzejme) tak prostej zasady obecni "fachoffcy" (farbowani "liberałowie", obrzydzający wszystkim liberalizm gospodarczy, zapewne z premedytacją), wpędzający cały naród na pokolenia w długi. W życiu nie przypuszczałbym, że trzeba będzie przedstawiać komunistę jako wzór do naśladowania (no, pod niektórymi względami, rzecz jasna).
Taki Gomułka błądził, ale można domniemywać, że jednak kierował się jakąś swoją wizją dobra państwa i kraju - zaś tym obecnym "włodarzom" chodzi jedynie o to, aby się możliwie dużo nachapać. A jeśli jednak o coś więcej - to są to działania w widoczny sposób skierowane przeciwko "tubylczym Irokezom", jak to St. Michalkiewicz czasami określa.
Trzeba po prostu mieć świadomość starej prawdy, że "wojna jest zawsze - tylko nie zawsze strzelają". I my jesteśmy obecnie właśnie w tej fazie "bez strzelania".
@gruby.jasiu.com.au
Czy potrafi Pan odpowiedzieć mi na te pytania?
@Daven
> doprowadził do zapaści ekonomicznej 1976-1989? Za Gomułki? Kiedy?
W jakim zakresie poprawiło się nam po 1989? Sprawdźmy:
- paszporty mamy w domach (zatem możemy jechać do pracy do Anglii, bo "na miejscu" albo pracy nie ma, albo za niewolnicze stawki)
- złotówka jest wymienialna (aczkolwiek np. ja osobiście nigdy jeszcze nie potrzebowałem wymieniać złotówek za granicą; korzystam z nich w kraju)
- zaopatrzenie jest bez porównania lepsze, niż w PRL-u - można kupić wszystko, z samochodami i mieszkaniami na czele (o ile ma się w ogóle jakiekolwiek pieniądze)
...i to by chyba było "na tyle". Coś pominąłem?
A w jakim zakresie "jest gorzej"?
- coś takiego, jak polski przemysł, na naszych oczach przestaje istnieć. Wiele jego gałęzi (np. polska elektronika) nie istnieje już od dłuższego czasu
- złodziejstwo 1000x większe, niż w PRL-u - dawniej, jak jakiś sekretarz KW postawił sobie willę, to była kradzież na sporą skalę. Teraz kradnie się miliardy złotych.
- biurokracja - na której przerosty narzekano w PRL-u - zwiększona co najmniej pięciokrotnie - a to nie jest bynajmniej "nasze ostatnie słowo"! Wszak trzeba "hodować elektorat".
- Wojsko Polskie właściwie nie istnieje
- Policja? Spróbuj pan zgłosić się do niej po pomoc, gdy pana okradną
- arogancja tzw. "polityków" niewyobrażalna, gdy porównać z czasami PRL-u
- brak jakiejkolwiek chęci - ze strony tychże "POlityków" - do obrony polskiego interesu państwowego i narodowego. Taki np. Gomułka potrafił powiedzieć Ruskim, że "pod lufami armat rozmawiać nie będzie!" - mimo, iż wiedział, że bezpieczna taka deklaracja nie jest
- zamiast ekonomistów - finansami kraju rządzą jacyś macherzy, których jedyną troską jest ściemnianie i "kreatywna księgowość" (przypomnę, że Gomułka - odchodząc - zostawił państwo z nadwyżką budżetową, a bez długów)
- oświata polska systematycznie niszczona począwszy od "reformy Handkego"
- podatki niesamowicie wysokie - i ciągle rosnące, i przybywa ich rodzajów
- ...i nie chce mi się dalej wymieniać, bo to jest strasznie przykre. Zapraszam wszystkich do kontynuacji tej listy.
> Co ja komu zrobiłem?
Grzeszysz pan kretynizmem i głupotą. Albo łżesz pan z pełną świadomością łgarstw - ot, co.
@gruby.jasiu.com.au
> uratowac swiat, ostatnio teorie Friedmana, Misesa i Hayka mialy zapewnic
> raj na ziemi. „Teorie byly dobre, tylko ludzie zawiedli”.
Czy byłby Pan łaskaw podać jakieś konkretne - możliwe do weryfikacji - przykłady prób zastosowania w praktyce tez (nie nazwałbym tego "teoriami") "Friedmana, Misesa i Hayka"?
Ja znam jeden taki przykład - Chile, gdzie ekonomiczny porządek zaprowadzili ludzie Friedmana - i tam bynajmniej nic nie "zawiodło": ani "teoria", ani "ludzie". Wbrew temu, co Pan wypisuje. Mało tego: jak można pisać o "teorii", skoro to jest funkcjonująca od kilkudziesięciu lat PRAKTYKA? Nie twierdzę bynajmniej - ani Friedman tak nie twierdził - że w Chile usiłowano wprowadzać "raj na ziemi". Czy może Pan zacytować (z podaniem źródeł) JAKIEKOLWIEK wypowiedzi "Friedmana, Misesa i Hayka", w których zapowiadali "wprowadzenie raju na ziemi"? Gdzie mieli ten raj "zaprowadzać", komu, i na kiedy to zaplanowali ci niegodziwi ludzie?
Wie Pan, tak "lać wodę", bez podawania żadnych faktów - jak to widać w Pana komentarzu - to sobie można... ot, "ostatnio teorie Friedmana, Misesa i Hayka mialy zapewnic raj na ziemi. „Teorie byly dobre, tylko ludzie zawiedli” ". No, to pytam: gdzie tak było? Gdzie zaprowadzano "raj na ziemi metodą Misesa", i kiedy konkretnie było owo "ostatnio"? Może Pan podać jakąś datę, tudzież współrzędne geograficzne tego miejsca? Chętnie dowiem się czegoś nowego.
> Gdzie Islandie, Irlandie, Grecje i Francje wykonczyli Prawicowi.
Rozumiem: jak ktoś się ogłosi "prawicą" - albo "wiodące media" tak tego kogoś przedstawiają - to Pan święcie wierzy, że to szczera prawda, bo z Pana akurat taki naiwny, "mały Kazio" jest. Zatem hitlerowcy to też była, według Pana, "skrajna prawica", bo tak o nich mówiono i w PRL-u, i jeszcze do dziś dnia lewicowe media ich na tą prawicę "przepychają"? Zastanawiam się, czy polemika z takimi bredniami ma jakikolwiek sens. Może na archiwalne wydania np. "Trybuny Ludu" też chętnie się Pan powoła, gdy będzie to Panu wygodne?
Panie: nie damy rady dojść do żadnej konkluzji, jeżeli będzie Pan jakichś lewaków - a może po prostu zwykłych złodziei i przekręciarzy - określał jako "prawicę", tylko dlatego, że tak akurat Panu "pasuje do dyskusji", w braku JAKICHKOLWIEK rzeczowych argumentów.
Daruję sobie zatem szczegółowy "rozbiór" Pańskiej wypowiedzi - bo w sumie szkoda czasu na to - poddam jedynie Panu pod rozwagę mądrość Konfucjusza:
Jeżeli język nie jest poprawny,
To, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć.
Jeżeli to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione.
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.
Może to coś Panu rozjaśni - chociaż widząc, co Pan tu wypisuje, zwłaszcza ostatnio, to nie jest to takie znowu pewne.
Jeżeli nie potrafi Pan ogarnąć umysłem tego, co pisze Hayek - i np. lektura takiej "Drogi do zniewolenia" po prostu Pana przerasta - to niech Pan pisze wprost, dajmy na to: "ja się na tym nie znam, to dla mnie za trudne - podoba mi się w Australii, zatem ja chcę, żeby w Polsce było tak, jak w Australii". No i wtedy będzie wiadomo, do czego się odnieść. Przynajmniej będzie jakiś konkretny punkt odniesienia, a nie jakieś Pańskie mgliste wyobrażenia, kto jest prawicą, a kto lewicą. Pan tego nie wie, bo Pan te rzeczy najwyraźniej zna jedynie z telewizji. A ja nie sądzę, żeby dzienniki - nawet australijskie - z założenia nastawione na tzw. "masowego odbiorcę", prezentowały jakiś specjalnie wysoki poziom, gdy chodzi o prezentację tych spraw.
Jak Pan takie duby smalone mi tu podsuwa, to po raz kolejny powtórzę, że ani trochę mnie nie dziwi, że ludzie, którzy - w przeciwieństwie do Pana - zadali sobie nieco trudu, aby zaznajomić się z tematyką, w której usiłują się wypowiadać, nie chcieli z Panem gadać. No przecież sam widzę, co Pan wypisuje.
OK, miałem to "olać", ale tak na koniec:
> Prosty wniosek ze swiat opiera sie nie na poboznych zyczeniach tylko na
> dobrych rozwiazaniach systemowych. Gdzie rozwiazania tam dobrze skrojony
> podatek celowy. Gdzie podatek tam dobrze skrojony JOW : rzad centralny,
> samorzadz wojewodzki, samorzad gminno-powiatowy.
I cóż to jest, jak nie zwyczajne wodolejstwo, które NIC NIE ZNACZY?
> A gdzie JOW tam wygrywa ten co reprezentuje interes klasy sredniej, czyli
> zdrowy chlopski rozum. Proste.
Tak już bawiąc się w "advocatusa diaboli": w Korei Płn. i Zimbabwe również tak jest? "Proste"? A może to Pan właśnie buja w obłokach, tak sobie po prostu teoretyzując: "wprowadzimy JOW, i zaraz będą wygrywać reprezentanci klasy średniej"? Może to Pan właśnie posługuje się teoriami - o tyle gorszymi od tych "Friedmana, Misesa i Hayka", że nikt - oprócz Pana jednego - nawet nie próbuje ich lansować (i nie bez powodu)?
@Wojtek
> politycznej wypracowywanej przez dziesiątki lat
Znaczy: dopiero teraz nadszedł? Wcześniej nie powinno było rozumieć?
@gruby.jasiu.com.au
> pierwasza praca albo pracownicy sektora budzetowego. Dla nich Kapitalizm =
> wlasnosc prywatna, Socjalizm = wlasnosc spoleczna. Idac tym tokiem
> rozumowania to od czasow cesarstwa rzymskiego wszystkie domy prywatne sa
> kapitalistyczne a drogi i chodniki socjalistyczne.
> Ja szczescie swiat jest normalny i dzieli sie na wlasnosc prywatna i
> wlasnosc publiczna.
"Tacy liberałowie - a wiadomo, że to inna nazwa zbrodniczych ignorantów - uważają na przykład, że „państwo” czyli władza publiczna, to tylko grupa ludzi wynajętych do zarządzania sektorem publicznym. Ten sektor powinien być jak najmniejszy, ponieważ im jest większy, tym mniejszy staje się sektor prywatny, a więc - mienie obywateli. Powiadają jeszcze ci zbrodniarze, że władza publiczna powinna mieć tylko tyle uprawnień, ile jest niezbędnie konieczne do zarządzania tym sektorem - i ani jednego więcej - bo każde uprawnienie ponadto ogranicza sferę wolności ludzkiej. Weźmy na przykład media; liberalni zbrodniarze twierdzą, że jeśli jeden człowiek chce coś powiedzieć innym ludziom, to nie powinien być zmuszany do ubiegania się o pozwolenie trzeciego człowieka, np. pana Jana Dworaka. Oczywiście nie mają racji, jak to zbrodniarze i ignoranci. Człowiek w każdej sytuacji powinien prosić o pozwolenie; na przykład w wojsku niższy stopniem zawsze prosi o pozwolenie zwrócenia się do wyższego stopniem, a nawet - o pozwolenie zajęcia miejsca siedzącego - i nikomu to jakoś nie przeszkadza. Oczywiście z wyjątkiem liberałów - ale kto by tam słuchał takich łotrów!"
Całość: http://tinyurl.com/c9sv7js
@Wojtek
Znaczy: wcześniej to byłoby za prędko? Dopiero teraz "nadszedł czas"?
@gruby.jasiu.com.au
2. W "anglosaskim systemie protestanckim" skarbówka może "wejsc na samochod, meble, i inne ruchomosci". Może również wejść na nieruchomość, o ile jest ona własnością podatnika.
Nie wiem, gdzie tu ma być jakakolwiek różnica. Czy chodzi Panu o to, że w "anglosaskim systemie protestanckim" puszczą gościa nawet bez skarpetek?
> W Melborne byl natomiast przypadek ze przyjechal ksiadz prawoslawny i po
> pewnym czasie probowal sprzedac miejscowy kosciol. Oczywiscie, ze bylo to
> niemozliwe bo nalezal on do miejscowej Conmunity, ktora go budowala i
> miala na niego tytul wlasnosci."
Znaczy: w Melbourne prawosławny pop próbował sprzedać coś, co nie należało do niego - ale mu się nie udało? No i dobrze, że mu się nie udało.
W Polsce też tak mamy, że jeśli gdzieś "nastaje" nowy proboszcz, to wcale nie znaczy, że budynki kościelne stają się jego prywatną własnością, którą sobie może np. sprzedać na zasadzie własnej, spontanicznie podjętej decyzji.
> Moze te przyklady cos Panu rozjasnia.
Co mi to niby miało "rozjaśnić"? Czyżbym gdziekolwiek napisał, że gdy prawosławny pop gdzieś przyjeżdża, to powinien dostać cerkiew na własność w prezencie?
Moim zdaniem Pan sam za bardzo nie wie, co Pan właściwie chce przekazać.
@bisnetus
> machinie odmóżdząnia społeczeństwa, która robi wszystko przy użyciu
> najcięższych środków walczy o to by do ludzi nie dotarło, że żyją w pseudo-
> demokracji, że o ich sprawach decydują pseudo-sądu nie kierujące się literą
> i duchem prawa lecz zupełnej dowolności, że byle prokurator nie wiadomo kto
> to taki i skąd może każdego z nas wsadzić do "aresztu wydobywczego" na dwa
> lata bez jakichkolwiek uzasadnionych powodów.
"Szczere zadowolenie z wyborczego zwycięstwa PO" panu przechodzi? O, "będzie mięknął"... no dobrze, dobrze... "kombinuj pan"... może to te zdjęcia z panienkami tak skutecznie działają.
@gruby.jasiu.com.au
Zatem kiepsko z Pańskimi umiejętnościami tłumaczenia.
> WLASNOSC w aglosaskim systemie federalnym. [..]
> W Polsce mam pare nieruchomosci i juz sie zdazylem przekonac, ze niestety
> takiego systemu nie ma. Jest cos udajacego rejestr gruntow, ksiegi
> wieczyste, mapy geodezyjne. I tak samo niestety jest w Polce z wlasnoscia
> panstwowa udajaca wlasnosc publiczna.
Własność - i jej rodzaj - NIE ZALEŻY od "papierków"; albo coś jest moje, albo nie. To mniej-więcej tak, jak z prawem jazdy: prawem jazdy NIE JEST kartonik noszony w portfelu przez kierowcę; to jest tylko dokument, POŚWIADCZAJĄCY POSIADANIE PRAWA. Czyli jeśli np. w trakcie kontroli drogowej okazało się, że zapomniałem dokumentu zabrać, to wcale nie znaczy, że "jeżdżę bez prawa jazdy"; to tylko znaczy, że nie jestem w stanie bez cienia wątpliwości (i natychmiast) udowodnić, że takowe posiadam. A to, że kolokwialnie określa się ten dokument jako "prawko", to tylko taki "skrót myślowy".
Pan tych spraw najwyraźniej nie rozróżnia. Dla Pana "prawo=papier". Nie ma papieru - nie ma prawa(?).
> Stad postulat powszechnej prywatyzacji rzucany przez Wolnosciowcow
> wyglada co najmniej podejrzanie na gruncie anglosakism.
Jak ktoś tego postulatu nie rozumie - to już jego problem.
@Wojtek
A co tu rozwijać? Przecież wystarczy te wypracowania poczytać.
@Wojtek
W świetle lektury tych wypracowań: wygląda na to, że "dlatego, aby przywrócić socjalizm".
Fajna rekomendacja.
@gruby.jasiu.com.au
To potrafi Pan po prostu odpowiedzieć na pytanie - czy jedynie będzie Pan "prowadził pokretna retoryke, zamacajaca przejrzystosc obrazu"?
> Nie zdarzylo sie zeby ktos prywatny budowal z wlasnej woli droge publiczna. Prywatne autostrady w swiecie zachodnim sa budowane w partnerstwie publiczno-prywatnym.
Tzw. "partnerstwo publiczno-prywatne" - mówiąc po polsku, a nie po australijsku: "styk prywatnego i państwowego" - to 100% pewne źródło korupcji na szkodę podatnika, co łatwo może sprawdzić na przykładzie ostatnich polskich 20 lat każdy, komu się zechce.
> Wszelkiego rodzaju spoldzielnie stanowia podmiot publiczny, gielda jest
> podmiotem publicznym, spolki i zjednoczenia tez maja charakter podmiotu
> publicznego, pieniadz i surowce, jako nalezace do narodu to podmiot
> publiczny, szkoly i administracja pantwa itd itd
Czyli jednak brnie Pan w "pokretna retoryke, zamacajaca przejrzystosc obrazu" (bo mowa była o własności społecznej/państwowej) - usiłując zamazywać znaczenie pojęć. Nie uda się ten chwyt; w każdym razie nie ze mną.
"Jeżeli język nie jest poprawny, to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć.
Jeżeli to, co powiedziano, nie jest tym, co zamierzano powiedzieć, nie będzie zrobione to, co ma być zrobione.
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu,
I sprawiedliwość zejdzie na manowce,
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania".
(Konfucjusz)
> Wiec o czym my mowimy ??? O powszechnej prywatyzacji ??? Skoro to nie jest
> mozliwe. Nikomu sie to nie udalo od zarania dziejow czlowieka.
Żeby w ogóle "mówić", to należy najpierw zdać sobie sprawę, o czym się mówi. O "spółce publicznej", czy o "własności państwowej"? Bo to NIE JEST jedno i to samo.
> Ja glosze potrzebe umiejetnego podzialu strefy publicznej na trzy poziomy
> organizacji panstwa. Dla inteligentnego czlowieka jest to proste.
Rozumiem:
1. Jeśli komuś nie odpowiada "dalsze doskonalenie socjalizmu" - to jest nieinteligentny.
2. Głosząc te swoje zbawienne recepty dla Polski - sam woli Pan bezpiecznie obserwować nawet nie z kraju ościennego, a wręcz z antypodów. Lepiej trzymać się z daleka (im dalej, tym lepiej), i najpierw poobserwować, co z tego wyjdzie, nieprawdaż?
> Pana rozumowanie jest takie, „ze jak rynek w miescie Pierdziszewie jest
> nikogo, i nie przynosi zysku to sprzedac go Warszawiaczkowi za
> przyslowiowa zlotowke”.
Nie, to nie jest "moje rozumowanie"; jestem przekonany, że znalazłbym Warszawiaka, który dałby przynajmniej dwa złote, albo i więcej.
To jest tylko "rozumowanie", które - z sobie jedynie znanych powodów - chciałby Pan mi przypisać.