Gdybym chciał być równie nieelegancki wytknąłbym Panu, że pisze Pan w ten sposób żeby przypodobać się katolickim i prawicowym mediom, ale wcale tak nie uważam. Sądzę natomiast, że dezawuowanie czyiś słów przez powoływanie się na interesy pewnych grup ma może długą tradycję, ale niekoniecznie szlachetną (pierwsze skojarzenie to komuniści). Dodam jeszcze, że takie zachowanie jest dla mnie równie żenujące jak wytykanie komuś jego pochodzenia rodziców (lub dziadków), ale to akurat nie jest zarzut do Pana.
Pan również hasa (i chyba nie będzie obrazą jeśli napiszę, że znacznie huczniej niż ks. Boniecki) i gdyby zachował Pan milczenie także nie zaszkodziłoby to nikomu. Zmierzam do tego, że jest Pan skory do ocen, ale nawet nie przedstawia Pan rzetelnych argumentów popierających decyzję Zakonu. Wymienia Pan jedynie kilka haseł i wątpię, że nawet przy ich twórczym rozwinięciu udałoby się obronić tezę, że ks. Boniecki działa wbrew nauce kościoła. W Kościele nie może być demokracji z założenia, ale to jeszcze nie oznacza, że trzeba upokarzać ludzi.
Co by Pan powiedział gdyby to zabito posła/asystenta PO z okrzykiem na ustach: 'chcę zabić Tuska!'? Czy wtedy winna byłaby kampania nienawiści prowadzona przez Pis, czy w dalszym ciągu uważałby Pan, że to wina 'środowiska PO' (umowny skrót myślowy)? A może uważa Pan, że żaden z szlachetnych obrońców Pisu nie byłby zdolny do takiego czynu, bo to inny - lepszy typ ludzi. A może obie strony nakręcały tę spiralę nienawiści i nie warto w emocjach rzucać tak ciężkich oskarżeń? Bardzo proszę o odpowiedź.
jest nią rozłożenie akcentów na rolę 'ludzi o znanych nazwiskach' jaką odegrali w sukcesie Solidarności.
1. Kuczyński nie napisał o tym, że jakoby śp. Geremek miał 'pozorny plan' który był skazany na porażkę. On napisał o atmosferze, która nie pozwalała uwierzyć w sukces do czasu przyjazdu na Wybrzeże.
2.Kuczyński nie stawia śp. Kaczyńskiego ponad grono ekspertów z Warszawy
3. Kuczyński podał nazwiska albo chociaż inicjały, tak że można zweryfikować jego pogląd.
Cała afera idzie moim zdaniem nie o to co kto powiedział, ale o to co chciał przekazać - to znacznie ważniejsze i żadna egzegeza tekstu tego nie odda. Kaczyński z pełną świadomością, delikatnie wprawdzie, ale bardzo czytelne dla każdego, zasugerował, ze jego śp. brat był mądrzejszy od grona głupców o dobrym sercu i jako jedyny 'faktycznie' reprezentował Solidarność. Takie stawianie sprawy jest manipulacją i służy jego celom politycznym.
Tak na marginesie to uważam, że inspiracją dla Kaczyńskiego był ten link - polecam:)
http://www.youtube.com/watch?v=UdlItEIj8bg
W Twojej hipotezie nie za bardzo rozumiem motywacji premiera do tuszowania sprawy przez udowadnianie, że decyzję podjął już wcześniej. To nielogiczne bo przyznałby tym samym, że działał pod wpływem lobby. Gdyby chciał się bronić to powinien mówić, że nic w tej sprawie nie robił, że załatwiano to poza nim i zwalić wszystko na kolegów i krzyczeć, że koniec końców nic się nie stało. Jaki miałby interes w tym żeby przekonywać do zmiany przepisów już po tym jak sprawa została namierzona przez CBA? Gdyby myślał wtedy o zamieceniu sprawy pod dywan, to po 14 sierpnia zamknąłby operację pt."robimy dobrze lobby hazardowemu". Według Twojej teorii jednak właśnie wtedy zaangażował się żeby zmienić założenia ustawy.
z treści polecenia Donalda Tuska z 26 sierpnia, wynika że nie chciał robić dobrze lobby finansowemu, być może przyszłe zmiany byłyby bardziej efektywne niż dopłaty - tego nie wiemy.
Wiemy za to co innego: polecenie zostało wydane już po rozmowie z szefem CBA z której wynikało, że są już na tropie afery. Dlatego polecenie z 26 sierpnia interpretowałbym raczej jako próbę krycia Drzewieckiego, udowodnienia, że dopłaty to merytorycznie gorszy pomysł niż dobrze zrobiony podatek. Nie sądzę, że w takim momencie premier ryzykowałby brnięcie w dalsze ułatwianie życia panom od hazardu.
Tygodnik sam w ten pośrednio przyznaje, że na jego stronach są takie bzdury, że nie można przykładać do nich miary rzetelnych i sprawdzonych informacji.
Zastanawiam się też czy nie jest to przemyślana strategia sprawdzania informacji alla Newsweek, a wyglądałoby to w ten sposób: redakcja zamieszcza sensacyjnego newsa na portalu, a jeśli nikt ni zaprzeczy - powiela je w papierowym wydaniu. To taka współczesna próba wody przy szukaniu czarownic, wrzuca się delikwenta do rzeki - jeśli pójdzie na dno to był winny, jeśli nie tonie to i tak będzie spalony.
Kataryno,
uważam, że podstawową rolą dziennikarza jest informować i prowokować do dyskusji na ważne tematy. Dziennikarz nie jest od tego żeby brać pod opiekę skrzywdzone losem nastolatki. P. Luiza wypełniła już swoją rolę, pisząc tekst o traumie, tak jaki i Ty to zrobiłaś pisząc bloga, teraz pora na rodzinę i najbliższych Agaty aby jej pomogli. Wręczając dziewczynie swój artykuł, P. Luiza straciłaby pozycję bezstronnego dziennikarza.
Pani Luizo,
uważam, że nie można przykładać tej samej miary do dziennikarza i osoby duchownej. Obowiązkiem duszpasterza jest pomagać swoim parafianom, szczególnie kiedy o to proszą, szczególnie kiedy dotyczy to spraw tak delikatnych, ściśle związanych ze sferą duchową.
Pozdrawiam
do Pana T. Terlikowskeigo
Pan również hasa (i chyba nie będzie obrazą jeśli napiszę, że znacznie huczniej niż ks. Boniecki) i gdyby zachował Pan milczenie także nie zaszkodziłoby to nikomu. Zmierzam do tego, że jest Pan skory do ocen, ale nawet nie przedstawia Pan rzetelnych argumentów popierających decyzję Zakonu. Wymienia Pan jedynie kilka haseł i wątpię, że nawet przy ich twórczym rozwinięciu udałoby się obronić tezę, że ks. Boniecki działa wbrew nauce kościoła. W Kościele nie może być demokracji z założenia, ale to jeszcze nie oznacza, że trzeba upokarzać ludzi.
Pozdrawiam,
Odwróćmy sytuację - bardzo Pana redaktora proszę o odpowiedź.
Kataryno, znalazłem różnicę:
1. Kuczyński nie napisał o tym, że jakoby śp. Geremek miał 'pozorny plan' który był skazany na porażkę. On napisał o atmosferze, która nie pozwalała uwierzyć w sukces do czasu przyjazdu na Wybrzeże.
2.Kuczyński nie stawia śp. Kaczyńskiego ponad grono ekspertów z Warszawy
3. Kuczyński podał nazwiska albo chociaż inicjały, tak że można zweryfikować jego pogląd.
Cała afera idzie moim zdaniem nie o to co kto powiedział, ale o to co chciał przekazać - to znacznie ważniejsze i żadna egzegeza tekstu tego nie odda. Kaczyński z pełną świadomością, delikatnie wprawdzie, ale bardzo czytelne dla każdego, zasugerował, ze jego śp. brat był mądrzejszy od grona głupców o dobrym sercu i jako jedyny 'faktycznie' reprezentował Solidarność. Takie stawianie sprawy jest manipulacją i służy jego celom politycznym.
Tak na marginesie to uważam, że inspiracją dla Kaczyńskiego był ten link - polecam:)
http://www.youtube.com/watch?v=UdlItEIj8bg
motywacje Tuska - luka w hipotezie?
za mało danych
Wiemy za to co innego: polecenie zostało wydane już po rozmowie z szefem CBA z której wynikało, że są już na tropie afery. Dlatego polecenie z 26 sierpnia interpretowałbym raczej jako próbę krycia Drzewieckiego, udowodnienia, że dopłaty to merytorycznie gorszy pomysł niż dobrze zrobiony podatek. Nie sądzę, że w takim momencie premier ryzykowałby brnięcie w dalsze ułatwianie życia panom od hazardu.
samobój Newsweeka
Zastanawiam się też czy nie jest to przemyślana strategia sprawdzania informacji alla Newsweek, a wyglądałoby to w ten sposób: redakcja zamieszcza sensacyjnego newsa na portalu, a jeśli nikt ni zaprzeczy - powiela je w papierowym wydaniu. To taka współczesna próba wody przy szukaniu czarownic, wrzuca się delikwenta do rzeki - jeśli pójdzie na dno to był winny, jeśli nie tonie to i tak będzie spalony.
Kataryno, Pani Luizo - nie macie racji (i macie ją zarazem).