...mający na celu zniechęcenie zawczasu Tuska do pójścia w ślady Janukowicza. Bo nie wierzę, żeby on o tym nie marzył - a czas Euro mógłby być dobrą okazją do jakiejś prowokacji, która byłaby znakomitym pretekstem do uwięzienia Jarosława Kaczyńskiego. Skoro na Ukrainie można, to dlaczego nie w Polsce?
Z tego punktu widzenia nadanie jak największego rozgłosu sprawie Tymoszenko, z bojkotem Ukrainy włącznie - wszystko jedno, czy ona sama jest tego warta, czy nie - i ostentacyjne przyłączenie się JK do "demokratycznej opinii europejskiej" utrudnia gładkie przeprowadzenie takich planów. Może to o to właśnie chodziło.
Wszystko wskazuje, że sejmowy wyskok był pułapką tusko-rosyjską, starannie i na zimno przygotowaną, najpewniej grubo przed 10.4.2012, w celu przykrycia rocznicowych uroczystości. Bardzo możliwe, że częścią planu było wymycie wraku przez Rosjan (bo przecież zrobili to tylko po to, żeby Polaków wyprowadzić z równowagi - w ten sposób wszystkich śladów usunąć się nie da).
Reakcje naszej strony dawały się łatwo przewidzieć. Musiał pojawić się wniosek o oddanie wraku, a zatem okazja do wystąpienia dla Tuska, które mu przygotował zapewne cały sztab fachowców. I teraz wszyscy trąbią o skandalu w sejmie, a druga rocznica zbladła - i o to chodziło.
Z drugiej strony, czy można było nie zareagować na taką bezczelność? Tyle, że riposta Kaczyńskiego powinna była wystarczyć, natomiast późniejsza fala komentarzy była zupełnie niepotrzebna i nadała rozgłos sprawie, na który Oni właśnie liczyli.
Przez cały PRL funkcjonował ten mechanizm: co jakiś czas - po kolejnej po fali "niepokojów społecznych" - następowała "odnowa". Naiwny naród znowu dawał się spacyfikować mirażami "komunizmu z ludzką twarzą", kiedy po złym Bierucie przychodził dobry Gomułka, a po złym Gomułce dobry Gierek, ale tak naprawdę nic się nie zmieniało.
Jak widać, dzisiejsze tuskomatołki czerpią pełnymi garściami z krynicy mądrości socjalizmu. Wniosek wydaje się jasny: próba cząstkowego reformowania III RP ma tyleż sensu, co "reformowanie" PRLu przez Jaruzela. Cały ten system musi być odrzucony, a jego ludzie trwale odsunięci od wpływu na sprawy publiczne. Nie wyleczy się gangreny bez amputacji.
Że będzie trzymał się z daleka od odkurzaczy i worków treningowych, że nie ma syna dysponującego piłą mechaniczną, że nie lubi tańczyć, że przed wypiciem sprawdza herbatę licznikiem Geigera, że uważa przy czyszczeniu broni etc. etc. Ileż to zagrożeń czyha zewsząd na Bogu ducha winnego obywatela!
Coś wygląda na to, że pan Turowski jest kopalnią wiedzy. Obyśmy dożyli czasów, kiedy się z nami nią zechce podzielić.
Pisze Pan: "Jeśli zatem ktoś przyjmuje, że doszło do „totalnej mistyfikacji”, musiałby w pierwszej kolejności odpowiedzieć na pytanie: dlaczego służby zamachowca wybrały trudniejszy i bardziej skomplikowany sposób działania, jeśli ten sam cel mogły osiągnąć stosunkowo prostą i bezpośrednią metodą?"
Sam się nad tym zastanawiałem. Wydaje się, że motyw takiego działania mógł być jeden: chęć przechwycenia nieuszkodzonych urządzeń i nośników informacji, zwłaszcza tajemnic NATO (oprócz, rzecz jasna, celu głównego, jakim było zgładzenie polskiej elity). Po rozbiciu samolotu wyławianie interesujących obiektów ze stosu szczątków mogło trwać tygodniami i niewiele dać.
Wydaje mi się, że rozważanie różnych wersji i hipotez samo w sobie nie jest jeszcze niczym złym, nawet jeśli te hipotezy brzmią fantastycznie, o ile nie popada się w zaślepienie. Na początku z dużym zainteresowaniem śledziłem to, co pisze "znany bloger" i jego komentatorzy. Później jednak zraziłem się, bo zaczęły się pojawiać najpierw niechętne, a potem otwarcie wrogie wypowiedzi pod adresem różnych osób również dążących do prawdy, jak Anita Gargas, czy nawet sam Antoni Macierewicz. Jak słyszę, obecnie poziom zacietrzewienia doprowadził już do atakowania na oślep nawet Rodzin Ofiar. To już zupełnie nie do przyjęcia.
Sądzę, że Putin nie mógłby sobie wymarzyć lepszego rezultatu swoich działań dywersyjnych i dezinformujących. Dlatego wielkie dzięki, że chlusnął pan wiadrem zimnej wody na rozgrzane głowy.
Swoją drogą ciekawe, że jeszcze nie wpadli na pomysł, żeby uhonorować Tuska tytułem "Niemca Roku". Ale może się jeszcze zreflektują. No bo któż bardziej na niego zasługuje, a w końcu Krzyża Żelaznego już nie przyznają.
1) Chyba się wyjaśniło, po co "usamobójstwiony" został Lepper. Gdyby żył, to pewnie o wiele trudniej by było odpowiednio nadmuchać Penisorękiego.
2) Czy to nie dziwne, że sondażowe wyniki podane zaraz po 21 prawie idealnie pokryły się z wynikami oficjalnymi? Bo może były znane jeszcze przed głosowaniem?
Nie przesadzajmy. Rozumiem te odczucia - sam mam podobne.
Ale w Sodomie wystarczyło dziesięciu sprawiedliwych - a u nas sprawiedliwych jest parę milionów.
A jak wziąć pod uwagę, jaki obraz przyszłego sejmu się rysuje - to tylko chwalić Pana Boga, że PiS nie wygrał! Bo co wtedy? Z kim w koalicję? Z SLD, czy z ruchem Penisorękiego? A tak, poczekamy, co teraz Chyży Rój sprokuruje. Niech się stara, może zdoła zatrzymać lawinę!
Wiele wskazuje że wybory zostały sfałszowane. Należało się z tym liczyć. Putin byłby ostatnim frajerem - a przecież nie jest - gdyby organizując pułapkę w Smoleńsku nie zadbał o odpowiednie "zabezpieczenie" wyborów, zarówno prezydenckich jak i parlamentarnych, których przecież nie mógł puścić "na żywioł".
Boję się jednak, że może być jeszcze gorzej: że wyborów nie trzeba nawet było specjalnie fałszować! W końcu przecież tylu funkcjonariuszy "frontu ideologicznego" od tak dawna zwija się jak w ukropie, że w końcu być może udało im się wyprać mózgi wielkiej części Polaków zupełnie do czysta.
Natomiast dostrzegam też iskierkę nadziei, którą budzi podobieństwo do sytuacji na Węgrzech. Pamiętajmy, że zanim tam miażdżące zwycięstwo odniósł Orban, najpierw przez dwie pełne kadencje rządzili komuniści, doprowadzając kraj do ruiny, a ludzi do rozpaczy. Dopiero wtedy naród się obudził. Może więc i u nas tak będzie. Kosztowna to niezwykle droga, ale być może trzeba wypić nawarzone piwo do końca.
Wszystko to skłania do wniosku, że niepodległość to bardzo cenna rzecz, która musi drogo kosztować. A nam się wydawało, że tym razem dostaliśmy ją za darmo w 1989 r. Teraz widać jasno, że to było tylko złudzenie.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie w tej ponurej chwili, z panem Aleksandrem na czele. Sursum corda!
Równo cztery lata temu, dnia 20 września 2007 r. Tusk powiedział przed kamerami TVP z podziwu godną szczerością, że jeśli wygra wybory, to jego rząd będzie prowadził politykę proniemiecką i prorosyjską. Ku mojemu zdziwieniu nikt wtedy nie zwrócił uwagi na tę wypowiedź i nikt nie drążył tematu. Wszyscy przeszli nad tym do porządku, zupełnie, jakby Tuskowi zdarzyło się puścić bąka w towarzystwie i jakby dobre wychowanie nakazywało udawać, że się niczego nie słyszało.
A tymczasem wygłosił przecież wtedy w tym jednym zdaniu swoje credo, któremu pozostał wierny aż do dziś. Wszystko, o czym przypomina powyższy artykuł, i wiele innych jeszcze spraw, jest tego dowodem. Każdy więc, kto głosował na to indywiduum i jego ugrupowanie, powinien był mieć świadomość, co ten wybór oznacza.
Ale ilu wyborców rzeczywiście zadaje sobie trud, żeby dowiedzieć się czegoś o popieranym kandydacie?
że gdyby miała okazać się prawdziwa, to by znaczyło, że całej prawdy nie dowiemy się nigdy. Bo nie wiem, co musiałoby się stać, żeby taka prawda wypłynęła na wierzch.
Wtedy moglibyśmy co najwyżej ustalić, że los Prezydenta i pozostałych Osób jest nieznany. Sprawdzić, kto naprawdę leży w grobach. I co najwyżej wskazać winnych niedopełnienia obowiązków po stronie "polskiej" (to można zrobić już teraz).
Wydaje mi się, że to właśnie jest powodem oporu, na jaki hipoteza 2M napotyka u wielu osób. Ja także wolałbym, żeby miejscem zamachu był Smoleńsk, bo wtedy można byłoby przynajmniej liczyć na zdjęcia satelitarne.
Nie wiem, czy słynna rozmowa Leppera z Tomaszem Sakiewiczem nie była jakąś próbą prowokacji wobec Jarosława Kaczyńskiego, albo przynajmniej Gazety Polskiej. Przecież faktycznie Lepper został "usamobójstwiony" ((C) Alfred Kujot) prawie rok później, więc dystans czasowy jest bardzo duży. Mało tego, jeśli w trakcie tej rozmowy drżał o swoje życie, to jak do tego pasuje, że później w marcu miał "ruszyć na podbój świata biznesu"?
Z kolei rzekoma zmiana przez niego frontu na stronę PiS też nie wygląda zbyt wiarygodnie, skoro w kwietniu składa zawiadomienie do prokuratury przeciwko ludziom protestującym przeciwko kłamstwu smoleńskiemu.
Nigdy nie ufałem Lepperowi, wiedząc, że to przez niego upadł rząd Kaczyńskiego. Być może chciał teraz wyrolować cwaniaka większego od siebie i to mu w końcu zaszkodziło. Dobrze się też zastanowić, czy "sprawa Leppera" nie ma przypadkiem na celu przykrycia finansowego "tsunami", które prędzej czy później do nas dotrze.
kiedy jeden z jej członków zginął w trzęsieniu ziemi.
No i proszę, jaki ten Mossad jednak nieracjonalny. Tworzy siatki szpiegowskie na Nowej Zelandii, gdzie nie ma czego szpiegować (chyba obyczaje godowe nielotów kiwi), a w takiej Polsce nie ma ani jednego szpiega. No bo czy ktoś widział na oczy izraelskiego agenta w Polsce?
- które jest bardzo ważne - należałoby moim zdaniem już teraz zastanowić się i przygotować konkretny plan działania na wypadek, gdyby fałszerstwo wyborcze na dużą skalę naprawdę zaistniało.
Trzeba np. dokładnie zbadać zawczasu, jakie możliwości pod tym względem dają różne instytucje europejskie - niech się choć do tego przydadzą. No bo chyba nikt się nie łudzi, że miałoby sens zgłaszanie protestów do naszego krajowego "wymiaru sprawiedliwości" (wyrok na J. Rymkiewicza dowodzi, po czyjej on jest stronie).
Natomiast niewiele sobie obiecuję po obserwatorach z zagranicy. Jeśli - a co do tego, jak widzę, panuje tu raczej zgodność poglądów - fałszerstwo nastąpi na poziomie powyżej komisji obwodowej, to obserwatorzy i tak niczego nie zauważą.
to wydaje mi się wątpliwe, żeby Jarosław Kaczyński, mając wszak dar przewidywania, naprawdę chciał zostać prezydentem. Walka o prezydenturę miała sens kiedy było dwóch Kaczyńskich; kiedy został już tylko jeden, wszelki sens straciła, bo ewentualne zwycięstwo musiałoby spowodować rozwalenie puszczonego samopas PiSu od środka (już była przygotowana odpowiednia do tego celu ekipa), a o powrocie do prawdziwej władzy JK mógłby zapomnieć.
Być może, JK nawet miał świadomość, czym się skończy obsadzenie kluzikowej w roli szefowej sztabu (w końcu znał ją od dawna) i było mu to na rękę.
Natomiast trudno pojąć, dlaczego w takim razie nie zdecydował się zrezygnować ze startu do prezydentury, wyznaczając innego kandydata. Chyba, że te wybory miały być wielkim sondażem poparcia.
A co do dzisiejszej sytuacji, to istotnie zaczyna dość niepokojąco przypominać tę sprzed wyborów prezydenckich. Nie wiem, o czym to może świadczyć. Chwilami chodzą mi po głowie domysły, że JK może wybiegać myślą dalej niż do najbliższych wyborów. A jeśli uznał, że w tegorocznych wyborach jeszcze nie ma szans na uzyskanie wyniku Orbana, a do następnych nie trzeba będzie czekać cztery lata, tylko dużo krócej?
Pozdrawiam serdecznie - Pana milczenie było niepokojące
Oni chcieli osiągnąć to, co udało się osiągnąć Chinom, gdzie władza komunistyczna została ożeniona z prężnym kapitalizmem. A z tego nic nie wyszło - to widać gołym okiem. Do Chin Ruskim daleko.
A nawiasem mówiąc, pomysły "transformacji" komunizmu mogą mieć dużo starszy rodowód, niż zwykło się sądzić. O ile mi wiadomo, to prekursorem "pieriestrojki" był nie kto inny, tylko sam Ławrentij Beria, który po śmierci Stalina nosił się ponoć z zamiarem wycofania Armii Czerwonej z NRD. Być może między innymi dlatego musiał rozstać się z tym światem.
Czy ŁŁ nie miał czegoś wspólnego z Gazpromem?
Wydaje mi się, że kiedyś sam napisał coś w tym rodzaju o sobie. To było dość dawno, kiedy był zwykłym blogerem i pisywał jeszcze całkiem do rzeczy.
Niestety, nie pamiętam dokładnie, o co konkretnie chodziło, ani co ŁŁ napisał. Może ktoś pamięta więcej? Zdaje mi się, że wyznał wtedy mimochodem, że pracuje dla Gazpromu (może jako radca prawny?), a w wolnych chwilach pisuje rzeczy o przeciwnej zupełnie wymowie. Ale nie dam głowy, czy czegoś nie pokręciłem.
To mogłoby wiele tłumaczyć.
Gratuluję Panu przenikliwości w rozszyfrowaniu nE. Muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz dotarły do mnie podejrzenia co do nE, to wydawało mi się, że to oceny przedwczesne i zbyt pochopne. A tu proszę, jednak wyszło szydło z worka!
A mnie się wydaje, że to mógł być manewr wyprzedzający Jarosława Kaczyńskiego
Z tego punktu widzenia nadanie jak największego rozgłosu sprawie Tymoszenko, z bojkotem Ukrainy włącznie - wszystko jedno, czy ona sama jest tego warta, czy nie - i ostentacyjne przyłączenie się JK do "demokratycznej opinii europejskiej" utrudnia gładkie przeprowadzenie takich planów. Może to o to właśnie chodziło.
Pozdrawiam
@Urszula Domyślna
Sami stajemy się dla nich rezonatorem
Reakcje naszej strony dawały się łatwo przewidzieć. Musiał pojawić się wniosek o oddanie wraku, a zatem okazja do wystąpienia dla Tuska, które mu przygotował zapewne cały sztab fachowców. I teraz wszyscy trąbią o skandalu w sejmie, a druga rocznica zbladła - i o to chodziło.
Z drugiej strony, czy można było nie zareagować na taką bezczelność? Tyle, że riposta Kaczyńskiego powinna była wystarczyć, natomiast późniejsza fala komentarzy była zupełnie niepotrzebna i nadała rozgłos sprawie, na który Oni właśnie liczyli.
Pozdrawiam i cieszę się z Pana powrotu
Utrzymywanie władzy dzięki cyklicznym roszadom to nic nowego
Jak widać, dzisiejsze tuskomatołki czerpią pełnymi garściami z krynicy mądrości socjalizmu. Wniosek wydaje się jasny: próba cząstkowego reformowania III RP ma tyleż sensu, co "reformowanie" PRLu przez Jaruzela. Cały ten system musi być odrzucony, a jego ludzie trwale odsunięci od wpływu na sprawy publiczne. Nie wyleczy się gangreny bez amputacji.
Pozdrawiam
Wypada mieć nadzieję, że pan Turowski będzie żył długo i cieszył się dobrym zdrowiem
Coś wygląda na to, że pan Turowski jest kopalnią wiedzy. Obyśmy dożyli czasów, kiedy się z nami nią zechce podzielić.
Pozdrawiam
Panie Aleksandrze
Sam się nad tym zastanawiałem. Wydaje się, że motyw takiego działania mógł być jeden: chęć przechwycenia nieuszkodzonych urządzeń i nośników informacji, zwłaszcza tajemnic NATO (oprócz, rzecz jasna, celu głównego, jakim było zgładzenie polskiej elity). Po rozbiciu samolotu wyławianie interesujących obiektów ze stosu szczątków mogło trwać tygodniami i niewiele dać.
Wydaje mi się, że rozważanie różnych wersji i hipotez samo w sobie nie jest jeszcze niczym złym, nawet jeśli te hipotezy brzmią fantastycznie, o ile nie popada się w zaślepienie. Na początku z dużym zainteresowaniem śledziłem to, co pisze "znany bloger" i jego komentatorzy. Później jednak zraziłem się, bo zaczęły się pojawiać najpierw niechętne, a potem otwarcie wrogie wypowiedzi pod adresem różnych osób również dążących do prawdy, jak Anita Gargas, czy nawet sam Antoni Macierewicz. Jak słyszę, obecnie poziom zacietrzewienia doprowadził już do atakowania na oślep nawet Rodzin Ofiar. To już zupełnie nie do przyjęcia.
Sądzę, że Putin nie mógłby sobie wymarzyć lepszego rezultatu swoich działań dywersyjnych i dezinformujących. Dlatego wielkie dzięki, że chlusnął pan wiadrem zimnej wody na rozgrzane głowy.
Pozdrawiam pięknie
Już tam nasi niemieccy przyjaciele dobrze wiedzą, za co te nagrody
Pozdrawiam
Coś mi świta...
2) Czy to nie dziwne, że sondażowe wyniki podane zaraz po 21 prawie idealnie pokryły się z wynikami oficjalnymi? Bo może były znane jeszcze przed głosowaniem?
@alfred kujot
Ale w Sodomie wystarczyło dziesięciu sprawiedliwych - a u nas sprawiedliwych jest parę milionów.
A jak wziąć pod uwagę, jaki obraz przyszłego sejmu się rysuje - to tylko chwalić Pana Boga, że PiS nie wygrał! Bo co wtedy? Z kim w koalicję? Z SLD, czy z ruchem Penisorękiego? A tak, poczekamy, co teraz Chyży Rój sprokuruje. Niech się stara, może zdoła zatrzymać lawinę!
Pozdrawiam
@Urszula Domyślna
Trzymajmy się razem, a nie damy się "swołeczeństwu".
Ukłony
Widocznie tak musiało być
Boję się jednak, że może być jeszcze gorzej: że wyborów nie trzeba nawet było specjalnie fałszować! W końcu przecież tylu funkcjonariuszy "frontu ideologicznego" od tak dawna zwija się jak w ukropie, że w końcu być może udało im się wyprać mózgi wielkiej części Polaków zupełnie do czysta.
Natomiast dostrzegam też iskierkę nadziei, którą budzi podobieństwo do sytuacji na Węgrzech. Pamiętajmy, że zanim tam miażdżące zwycięstwo odniósł Orban, najpierw przez dwie pełne kadencje rządzili komuniści, doprowadzając kraj do ruiny, a ludzi do rozpaczy. Dopiero wtedy naród się obudził. Może więc i u nas tak będzie. Kosztowna to niezwykle droga, ale być może trzeba wypić nawarzone piwo do końca.
Wszystko to skłania do wniosku, że niepodległość to bardzo cenna rzecz, która musi drogo kosztować. A nam się wydawało, że tym razem dostaliśmy ją za darmo w 1989 r. Teraz widać jasno, że to było tylko złudzenie.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie w tej ponurej chwili, z panem Aleksandrem na czele. Sursum corda!
Dziś rocznica jednej z niewielu rzetelnie spełnionych obietnic Tuska
A tymczasem wygłosił przecież wtedy w tym jednym zdaniu swoje credo, któremu pozostał wierny aż do dziś. Wszystko, o czym przypomina powyższy artykuł, i wiele innych jeszcze spraw, jest tego dowodem. Każdy więc, kto głosował na to indywiduum i jego ugrupowanie, powinien był mieć świadomość, co ten wybór oznacza.
Ale ilu wyborców rzeczywiście zadaje sobie trud, żeby dowiedzieć się czegoś o popieranym kandydacie?
Łączę pozdrowienia
Z hipotezą dwóch miejsc jest ten problem,
Wtedy moglibyśmy co najwyżej ustalić, że los Prezydenta i pozostałych Osób jest nieznany. Sprawdzić, kto naprawdę leży w grobach. I co najwyżej wskazać winnych niedopełnienia obowiązków po stronie "polskiej" (to można zrobić już teraz).
Wydaje mi się, że to właśnie jest powodem oporu, na jaki hipoteza 2M napotyka u wielu osób. Ja także wolałbym, żeby miejscem zamachu był Smoleńsk, bo wtedy można byłoby przynajmniej liczyć na zdjęcia satelitarne.
Pozdrawiam Autora
Dziwnie to wszystko wygląda
Z kolei rzekoma zmiana przez niego frontu na stronę PiS też nie wygląda zbyt wiarygodnie, skoro w kwietniu składa zawiadomienie do prokuratury przeciwko ludziom protestującym przeciwko kłamstwu smoleńskiemu.
Nigdy nie ufałem Lepperowi, wiedząc, że to przez niego upadł rząd Kaczyńskiego. Być może chciał teraz wyrolować cwaniaka większego od siebie i to mu w końcu zaszkodziło. Dobrze się też zastanowić, czy "sprawa Leppera" nie ma przypadkiem na celu przykrycia finansowego "tsunami", które prędzej czy później do nas dotrze.
Przesyłam ukłony Autorowi
Arabski za dużo wie
Pozdrawiam
Ciekawa sprawa: na Nowej Zelandii przypadkiem odkryto siatkę szpiegów Mossadu
No i proszę, jaki ten Mossad jednak nieracjonalny. Tworzy siatki szpiegowskie na Nowej Zelandii, gdzie nie ma czego szpiegować (chyba obyczaje godowe nielotów kiwi), a w takiej Polsce nie ma ani jednego szpiega. No bo czy ktoś widział na oczy izraelskiego agenta w Polsce?
Pozdrawiam
Niezależnie od liczenia głosów
Trzeba np. dokładnie zbadać zawczasu, jakie możliwości pod tym względem dają różne instytucje europejskie - niech się choć do tego przydadzą. No bo chyba nikt się nie łudzi, że miałoby sens zgłaszanie protestów do naszego krajowego "wymiaru sprawiedliwości" (wyrok na J. Rymkiewicza dowodzi, po czyjej on jest stronie).
Natomiast niewiele sobie obiecuję po obserwatorach z zagranicy. Jeśli - a co do tego, jak widzę, panuje tu raczej zgodność poglądów - fałszerstwo nastąpi na poziomie powyżej komisji obwodowej, to obserwatorzy i tak niczego nie zauważą.
Pozdrawiam
Jeśli idzie o kampanię prezydencką
Być może, JK nawet miał świadomość, czym się skończy obsadzenie kluzikowej w roli szefowej sztabu (w końcu znał ją od dawna) i było mu to na rękę.
Natomiast trudno pojąć, dlaczego w takim razie nie zdecydował się zrezygnować ze startu do prezydentury, wyznaczając innego kandydata. Chyba, że te wybory miały być wielkim sondażem poparcia.
A co do dzisiejszej sytuacji, to istotnie zaczyna dość niepokojąco przypominać tę sprzed wyborów prezydenckich. Nie wiem, o czym to może świadczyć. Chwilami chodzą mi po głowie domysły, że JK może wybiegać myślą dalej niż do najbliższych wyborów. A jeśli uznał, że w tegorocznych wyborach jeszcze nie ma szans na uzyskanie wyniku Orbana, a do następnych nie trzeba będzie czekać cztery lata, tylko dużo krócej?
Pozdrawiam serdecznie - Pana milczenie było niepokojące
A jednak chyba nie wszystko poszło po myśli komuchów
A nawiasem mówiąc, pomysły "transformacji" komunizmu mogą mieć dużo starszy rodowód, niż zwykło się sądzić. O ile mi wiadomo, to prekursorem "pieriestrojki" był nie kto inny, tylko sam Ławrentij Beria, który po śmierci Stalina nosił się ponoć z zamiarem wycofania Armii Czerwonej z NRD. Być może między innymi dlatego musiał rozstać się z tym światem.
Pozdrowienia
Panie Aleksandrze, coś mi się przypomina...
Wydaje mi się, że kiedyś sam napisał coś w tym rodzaju o sobie. To było dość dawno, kiedy był zwykłym blogerem i pisywał jeszcze całkiem do rzeczy.
Niestety, nie pamiętam dokładnie, o co konkretnie chodziło, ani co ŁŁ napisał. Może ktoś pamięta więcej? Zdaje mi się, że wyznał wtedy mimochodem, że pracuje dla Gazpromu (może jako radca prawny?), a w wolnych chwilach pisuje rzeczy o przeciwnej zupełnie wymowie. Ale nie dam głowy, czy czegoś nie pokręciłem.
To mogłoby wiele tłumaczyć.
Gratuluję Panu przenikliwości w rozszyfrowaniu nE. Muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz dotarły do mnie podejrzenia co do nE, to wydawało mi się, że to oceny przedwczesne i zbyt pochopne. A tu proszę, jednak wyszło szydło z worka!
Pozdrawiam