To wielka sztuka nauczyć się zaklinać rzeczywistość. Milion pozdrowień anielskich, dwa miliony, może i trzy – magia wielkich liczb działa, ale jeśli połowa Polaków olewa wybory, to w następnych też wygrają chłopcy w krótkich spodenkach, którzy oprócz kopania piłki potrafią tylko robić miny przed kamerami i prezentować swoje wychudzone sylwetki tak, aby robiły wrażenie jeszcze chudszych. Dawniej dzieci uczono: łokcie przy sobie, a teraz odwrotnie – jak się trzyma łokcie z dala od tułowia, to wysmukla sylwetkę.
Całe szczęście, że bohater wczorajszych uroczystości nie zaraził się Pańskim hura-optymizmem, lecz publicznie wyraził niepokój, iż niektórzy nadawcy (lub kandydaci na nadawców) otrzymali po 2-3 miejsca na multiplexie (od siebie dodam: niektórzy już je przehandlowali) a TV TRWAM została skazana na wykluczenie. Proszę zwrócić uwagę, kto o tym decyduje: człowiek, który przed laty redagował ciekawy miesięcznik katolicki (w drugim wówczas obiegu) i na pewno wiele pozdrowień anielskich odmówił lub zaśpiewał.
P.S. Czy JP2 komuś młodszemu i zdrowszemu też zlecił troskę o RM? Zastanawiał się Pan, dlaczego nie broni Radia np. kard. Dziwisz, który był bliższym współpracownikiem JP2, niż kard. Deskur? No i w ogóle, jeśli wierzymy, że życie się zmienia, ale nie kończy, to czemu teraz RM jest tak wściekle atakowane, choć dwaj protektorzy (JP2 i kadr. Deskur) mają dziś większe możliwości, niż przed śmiercią.
Gratuluję ciekawej i rzeczowej notki. Wielu komentatorów już wczoraj wyraziło swój zachwyt, ja zaś znalazłem kilka mankamentów. Niektóre wymagają dokładnego sprawdzenia, więc na razie je pominę a napiszę o jednej osobie, której grubaśną książkę już dwa lata czytam po kawałku, tak jak radziła autorka.
Dr Wanda Półtawska nie udziela się w Zespole Wspierania Radia Maryja, co można sprawdzić tu
Razi mnie określenie „przyjaciółka JP2”, bo ma ono złe konotacje. Oto dowód, że nie jestem odosobniony w takim staroświeckim myśleniu.
Gdy ukazały się w księgarniach „Beskidzkie rekolekcje”, Gazeta Wyborcza rozpoczęła cykl artykułów na temat przyjaźni dr Półtawskiej z Karolem Wojtyłą. Dziennikarka sugerowała delikatnie – jak ujął to poeta – „czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie”. Gawiedź na forum popuściła wodze fantazjom i dla niej sprawa była jednoznaczna. Rzadko tam zaglądam, ale tym razem nie tylko przeczytałem wszystkie posty, lecz i skomentowałem kilkakrotnie.
Zdawało mi się, że ich przekonałem, informując chronologicznie: Wojtyła był młodym filozofem, Andrzej Półtawski też. Wykładali na KUL-u i zaprzyjaźnili się. Razem wyjeżdżali na wakacje, najczęściej w Beskidy: Andrzej Półtawski z żoną i dziećmi a w drugim namiocie Wojtyła. Można więc śmiało powiedzieć, że Wojtyła zaprzyjaźnił się z rodziną Półtawskich.
To był – jak wspomniałem – cykl publikacji w GW. Gdy po kilku dniach zajrzałem na forum, gawiedź komentowała kolejne odcinki w taki sposób, jakby nic nie wiedziała o przyjaźni Wojtyły z innym młodym filozofem i jego rodziną, tylko w radosny sposób powielała swoje odkrycie, czyją przyjaciółką była Półtawska.
……będę sprawę monitorował, będąc także w kontakcie ze światkami.
Czy kontakt ze „ŚWIATKAMI” oznacza, że istnieją jakieś światy okultystyczne (diabelskie?)? Lepiej, żeby Pan je omijał, a zachował relacje z naocznymi „ŚWIADKAMI”, tzn. pracownikami żłobków, którzy w godzinach służbowych - na polecenie przełożonych - zbierali podpisy na listach, zamiast zajmować się powierzonymi im dziećmi.
Jeśli umowę koalicyjną traktować jak kontrakt, który ma swoją wartość materialną, to powinien być ogłoszony przetarg (na pewno wartość > 5 tys. EUR). Oprócz ludowców, zgłosiłyby się dwie inne partie, a wygrałoby na pewno PSL i powiedzielibyśmy: przetarg był ustawiony.
Skoro nie było przetargu, tzn., że stara umowa koalicyjna ma trwać. Tak, drogi Pośle, UMOWA MA TRWAĆ,
a nie – jak napisał chochlik w Pańskiej notce – ........
Pana nie podejrzewam o slang młodzieżowy, bo parlamentarzysta – jak nazwa wskazuje – mówi językiem parlamentarnym.
Czy posłanka Sobecka też jest w tym nowym klubie? Czy dołączył poseł Górski?
Nie ma Sobeckiej, nie ma Górskiego.
Są posłowie:
Tadeusz Woźniak, Mieczysław Golba, Jerzy Rębek, Beata Kempa, Patryk Jaki, Piotr Szeliga, Andrzej Dera, Jarosław Żaczek, Andrzej Romanek, Arkadiusz Mularczyk, Jan Ziobro, Edward Siarka, Józef Rojek, Mariusz Orion-Jędrysek, Jacek Bogucki, Marzena Wróbel.
Warto dodać, że kilka lat temu na cześć tego wypędzenia [polskiej załogi z kremla w roku 1612 – przyp. HM] dzień 7 listopada Rosjanie ogłosili swoim świętem narodowym
Naprawdę? A ja pamiętam z dzieciństwa, że w Związku Sowieckim 7 listopada od zawsze świętowano rocznicę zwycięstwa rewolucji październikowej. W szkołach nauczyciele objaśniali dzieciom, że jest to tak wielka uroczystość narodów sowieckich, jak u nas święto odrodzenia (22 lipca – informacja dla świeżo pełnoletnich).
…w laboratoriach ABW telefony komórkowe przejawiają skłonność do zmiany przeróżnych swoich właściwości (od modelu, poprzez pamięć, na numerach seryjnych kończąc).
Czytałem w Naszym Dzienniku, że w czterech dokumentach, przy których ABW przekazała biegłemu informatykowi do zbadania sprzęt ofiar katastrofy smoleńskiej, autor popełnił „tylko” 20 błędów w opisie telefonów komórkowych, numerów fabrycznych, akcesoriów itp. To było dawno: 17, 18, 19 maja i 8 lipca 2010 r.
Gdy biegły informatyk zawiadomił ABW, że dostarczony mu sprzęt i akcesoria są inne, niż opisane w dokumentach, „Agencja dokonała 20 poprawek w 4 postanowieniach”.
7 września 2011 r. ABW rozesłała do rodzin ofiar zawiadomienie o błędach w dokumentach skierowanych do biegłego informatyka. Jedna z tych rodzin otrzymała list 21 października 2011 r. (po sześciu tygodniach!). Dawniej się mówiło: trzy dni koleją i cztery wołami, ale dziś taka przesyłka byłaby ekspresowa.
Pismo do rodzin zatytułowano
„Postanowienie o sprostowaniu oczywistej omyłki pisarskiej”.
No, cóż, jaki pisarz, takie „omyłki”. Wygląda mi to na przekład z rosyjskiego a logiki w tym nie ma za grosz, choćby ktoś szukał jej przez mikroskop. Jeśli błędy są oczywiste (znaczy: oczy widzą), to dlaczego „pisarz” ich nie poprawił przed wysłaniem tych dokumentów do biegłego? A nazywanie 20 błędów jednym to chyba już dowcip roku (może nawet dwóch lat: 2010 i 2011).
Swoją drogą, informacja
Это была простая ошибка
brzmi jak bajka na dobranoc, na pewno mniej stresująco, niż
P.S. Wspomniał Pan o zdjęciach satelitarnych, które giną bez śladu. Czy Pan – przeczesując sieć – nie trafił na pytanie (zapytanie?) posła Macierewicza, skierowane do premiera, gdzie są te zdjęcia i kto z nich korzysta?
…w laboratoriach ABW telefony komórkowe przejawiają skłonność do zmiany przeróżnych swoich właściwości (od modelu, poprzez pamięć, na numerach seryjnych kończąc).
Czytałem w Naszym Dzienniku, że w czterech dokumentach, przy których ABW przekazała biegłemu informatykowi do zbadania sprzęt ofiar katastrofy smoleńskiej, autor popełnił „tylko” 20 błędów w opisie telefonów komórkowych, numerów fabrycznych, akcesoriów itp. To było dawno: 17, 18, 19 maja i 8 lipca 2010 r.
Gdy biegły informatyk zawiadomił ABW, że dostarczony mu sprzęt i akcesoria są inne, niż opisane w dokumentach, „Agencja dokonała 20 poprawek w 4 postanowieniach”.
7 września 2011 r. ABW rozesłała do rodzin ofiar zawiadomienie o błędach w dokumentach skierowanych do biegłego informatyka. Jedna z tych rodzin otrzymała list 21 października 2011 r. (po sześciu tygodniach!). Dawniej się mówiło: trzy dni koleją i cztery wołami, ale dziś taka przesyłka byłaby ekspresowa.
Pismo do rodzin zatytułowano
„Postanowienie o sprostowaniu oczywistej omyłki pisarskiej”.
No, cóż, jaki pisarz, takie „omyłki”. Wygląda mi to na przekład z rosyjskiego a logiki w tym nie ma za grosz, choćby ktoś szukał jej przez mikroskop. Jeśli błędy są oczywiste (znaczy: oczy widzą), to dlaczego „pisarz” ich nie poprawił przed wysłaniem tych dokumentów do biegłego? A nazywanie 20 błędów jednym to chyba już dowcip roku (może nawet dwóch lat: 2010 i 2011).
Swoją drogą, informacja
Это была простая ошибка
brzmi jak bajka na dobranoc, na pewno mniej stresująco, niż
P.S. Wspomniał Pan o zdjęciach satelitarnych, które giną bez śladu. Czy Pan – przeczesując sieć – nie trafił na pytanie (zapytanie?) posła Macierewicza, skierowane do premiera, gdzie są te zdjęcia i kto z nich korzysta?
Ojciec Redaktor …. modlitwę na koniec zapodał i Antoni tak dotąd głośny jeno momentami nieśmiało się odzywał i ledwie był słyszalny. Może nawet słów nie znał.
Ależ Pan strzelił kulą w płot!
Najlepszy dowód, że Pan nigdy się nie modlił z RM. A Antkowi to się zdarza, więc w sobotę wykazał klasę – nie przekrzykiwał redaktora, tylko mówił w tle.
Wiele osób – mnie również – bardzo drażni, gdy słuchacz modli się na antenie przez telefon a druga osoba go wspomaga. Tego się nie da wyćwiczyć, to bardzo przeszkadza w skupieniu. Jeśli tak trudno wyrównać głosy, będąc w jednym pokoju, to jak można to zrobić, gdy redaktor siedzi w studiu przy mikrofonie a Antek, oddalony o kilkaset kilometrów, mówi przez telefon?
A może Panu się zdawało, że Antek jest w studiu, wtedy zarzuty pod jego adresem miałyby jakiś sens, ale zapewniam, że była to rozmowa przez telefon. Jeśli Pan nie wierzy, proponuję odsłuchać jeszcze raz, choćby tylko początek audycji.
Popisów Radka nie komentuję, bo z krótkich spodenek wyrosłem.
A Rydzyk to jakiś podczłowiek i prostacy zatrudnieni w polsacie nie mają obowiązku pytać, czy można go filmować? Prawdziwy dziennikarz prosi o akredytację. Poza tym skąd wiadomo, kogo oni nagrywają: czy osobę stojącą w pobliżu czy gdzieś tam pod wałami?
Ludzie przyjeżdżają na Jasną Górę nie po to, żeby się odpędzać od tego prostactwa jak od much.
Nie kłam, nie pozwolił. Wyraźnie mówił, że nikt nie otrzymał akredytacji oprócz RM, TV TRWAM i ND. Nie wzywał do nienawiści, nie wysyłał nikogo, żeby ich pogonili, tylko wielkodusznie stwierdził, że jeśli już samowolnie nagrywają, to ma nadzieję, że nie zmanipulują. Tylko tyle i aż tyle.
"miejsce, które MAK uznaje za miejsce katastrofy".
A. Macierewicz porównywał parametry (szerokość i długość geograficzną) miejsca katastrofy określone w raporcie MAK z danymi, jakie odczytała firma amerykańska z centralnego komputera TUTKI. Dane te różnią się trochę ale najważniejszą wiadomością było, iż
czarne skrzynki i centralny komputer TUTKI przestały działać, gdy samolot był na wysokości 15 m nad poziomem pasa. Zatem informacja podana w raporcie MAK, że samolot rozbił się o ziemię, jest nieprawdziwa. Katastrofa nastąpiła na wysokości 15 m, w wyniku czego TUTKA spadła.
Dalsze badania Zespołu Parlamentarnego pójdą w kierunku ustalenia przyczyn, co się wydarzyło na wysokości 15 m. Godzina katastrofy odczytana z komputera TUTKI pokrywa się z publikowaną do tej pory: 10:41:05.
Myślę, że nic nie przekręciłem, bo chwilami głos w odbiorniku zanikał, ale jestem przekonany, że wtedy była mowa o innych szczegółach. Miejmy nadzieję, że jutro audycja będzie w archiwum do odsłuchania.
Tytuł rzemieślnika (czy robotnika) nadany św. Józefowi jakoś słabo się przyjął.
Znam parafię, która przez wiele lat była pod wezwaniem św. Józefa Robotnika a chciałem się dowiedzieć, kiedy zmieniła patrona, tzn. patronem jest dalej św. Józef ale Oblubieniec NMP. Zajrzałem na stronę internetową tej parafii, nawet nie wspominają o tym, że przez większą część swojej historii patronem był św. Józef Robotnik.
No cóż, nie trafił papież w gusta wiernych. Ludzie wolą mieć za patrona oblubieńca, nie robotnika.
P.S. Dobrze, że Pani poprawiła wiek, kiedy ustalono święto, ale ważniejszą sprawą byłoby zmienić „markę” na Matkę Bożą (Fatimską). A może tylko mój laptop tak wyświetla?
Twierdzi, że zna się na wszystkim, o czym pisze i dlatego jego blog omijam. Przeczytałem kilka jego notek na temat katastrofy smoleńskiej i odniosłem wrażenie, że są powtórzeniem tekstów Tatiany Anodijewny Anodiny a to do mnie nie przemawia, więc nie czytam. Polacy powinni szukać przyczyn katastrofy we własnym zakresie (i szukają – ileż jest wpisów w salonie!) a jeśli będzie możliwość, to z pomocą zagranicznych ekspertów, ale rosyjscy nie są wiarygodni.
Natomiast ze stroju świeckiego autor się wytłumaczył jakiś czas temu, twierdząc, że na forum są ludzie niekoniecznie religijni i strój duchowny w jakimś sensie może ich blokować, tzn. chcieliby zadać pytanie, ale woleliby postawić je osobie świeckiej, nie księdzu. Mnie tym przekonał, zwłaszcza że z prawej strony napisał, kim jest, więc zrezygnował z anonimowości. Zresztą w googlach można go znaleźć.
Ta fotka to chyba z czasów studenckich. Gdyby zamieścił aktualną, to też niektórych mógłby zniechęcić, ale niech tam będzie młody, przystojny i pisze w salonie dopóki salon będzie istnieć.
Jeszcze miesiąc czy dwa Pańskich popisów w salonie, a stoczy się Pan na poziom błazna, który niedawno legitymację poselską sprzedawał.
A Macierewicza proszę zostawić w spokoju. Gdy on zaczynał działalność opozycyjną, to Pana jeszcze na świecie nie było. Mój syn powiedziałby, że to było przed Pana erą. Przez tyle lat nie zmienił poglądów, nie musiał podlizywać się łże-mediom, przeskakując w „odpowiednim” momencie z jednej partii do drugiej, ani robić z siebie błazna na forach. Pan wybaczy, ale – w działalności publicznej – na razie Pan mu do pięt nie dorasta.
Najlepiej niech Pan odpocznie chociaż te trzy dni od pisania bzdur, bo jest Pan na drodze do uzależnienia od internetu. W skutkach - takie samo uzależnienie jak od narkotyków czy hazardu.
"czy pamiętacie moi drodzy, aby kiedykolwiek ojciec Cyprian był bez habitu?"...
Z tego nie można – moim zdaniem – robić dogmatu. Czasem strój duchowny przeszkadza w szybkim poruszaniu się, a zwłaszcza w pracy fizycznej.
Mieszkam w swojej dziupli 36 lat, a należę do trzeciej już parafii. Trzecia świątynia wybudowana, zawsze przy aktywnym udziale każdego z proboszczów-budowniczych. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zarzucił im, że przebywają na budowie w strojach świeckich. A nawet jak wyjdą do sklepu kupić wodę czy coś do jedzenia.
W sytuacjach oficjalnych, np. w kancelarii parafialnej, w czasie kolędy, na katechezie, czy wykładzie w szkole wyższej, przed kamerami TV itp. , naturalnie oczekuję, że duchowny wystąpi w sutannie a co najmniej w koloratce.
Odpowiedział mi Pan obok tematu, a szkoda. Chrzest i małżeństwo mogą być, pytałem czy w Kościele Protestanckim mają one charakter sakramentu (tak napisał autor – może siłą rozpędu). A jeśli małżeństwo nie jest sakramentem, to znaczy, że nie musi trwać do końca życia, może być związkiem okresowym. I o to chodzi a nie że małżonkowie sami sobie udzielają …. ale czego?
Niedawno ks. Artur zarzucił komuś, że pisząc o mężczyznach przygotowujących się do kapłaństwa ani razu nie użył słowa „alumn”, tylko „kleryk”. Na moje wyczucie, problem jest wydumany, bo słowo alumn w języku ludzi świeckich w ogóle nie funkcjonuje. Wszyscy mówią: kleryk. Natomiast kwestia, że Kościół Katolicki wyznaje siedem sakramentów świętych a Kościół Protestancki nie, jest chyba sprawą większej wagi, niż nazywanie alumna klerykiem. Ale autor nie raczy odpowiedzieć, więc będę go bojkotować.
Także para młoda - przynajmniej w telewizyjnym odbiorze - była skupiona w opactwie właśnie na zawieraniu sakramentalnego związku małżeńskiego, a nie na zewnętrznym blichtrze i celebrytowaniu.
Naprawdę w Kościele Protestanckim są sakramenty?
A to jestem niedouczony, może dlatego, że nie oglądam TV. Chyba, że Ksiądz się przejęzyczył.
@ShipMan
To wielka sztuka nauczyć się zaklinać rzeczywistość. Milion pozdrowień anielskich, dwa miliony, może i trzy – magia wielkich liczb działa, ale jeśli połowa Polaków olewa wybory, to w następnych też wygrają chłopcy w krótkich spodenkach, którzy oprócz kopania piłki potrafią tylko robić miny przed kamerami i prezentować swoje wychudzone sylwetki tak, aby robiły wrażenie jeszcze chudszych. Dawniej dzieci uczono: łokcie przy sobie, a teraz odwrotnie – jak się trzyma łokcie z dala od tułowia, to wysmukla sylwetkę.
Całe szczęście, że bohater wczorajszych uroczystości nie zaraził się Pańskim hura-optymizmem, lecz publicznie wyraził niepokój, iż niektórzy nadawcy (lub kandydaci na nadawców) otrzymali po 2-3 miejsca na multiplexie (od siebie dodam: niektórzy już je przehandlowali) a TV TRWAM została skazana na wykluczenie. Proszę zwrócić uwagę, kto o tym decyduje: człowiek, który przed laty redagował ciekawy miesięcznik katolicki (w drugim wówczas obiegu) i na pewno wiele pozdrowień anielskich odmówił lub zaśpiewał.
P.S. Czy JP2 komuś młodszemu i zdrowszemu też zlecił troskę o RM? Zastanawiał się Pan, dlaczego nie broni Radia np. kard. Dziwisz, który był bliższym współpracownikiem JP2, niż kard. Deskur? No i w ogóle, jeśli wierzymy, że życie się zmienia, ale nie kończy, to czemu teraz RM jest tak wściekle atakowane, choć dwaj protektorzy (JP2 i kadr. Deskur) mają dziś większe możliwości, niż przed śmiercią.
AUTOR
Gratuluję ciekawej i rzeczowej notki. Wielu komentatorów już wczoraj wyraziło swój zachwyt, ja zaś znalazłem kilka mankamentów. Niektóre wymagają dokładnego sprawdzenia, więc na razie je pominę a napiszę o jednej osobie, której grubaśną książkę już dwa lata czytam po kawałku, tak jak radziła autorka.
Dr Wanda Półtawska nie udziela się w Zespole Wspierania Radia Maryja, co można sprawdzić tu
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111003&typ=po&id=po31.txt'>SKŁAD ZESPOŁU
Razi mnie określenie „przyjaciółka JP2”, bo ma ono złe konotacje. Oto dowód, że nie jestem odosobniony w takim staroświeckim myśleniu.
Gdy ukazały się w księgarniach „Beskidzkie rekolekcje”, Gazeta Wyborcza rozpoczęła cykl artykułów na temat przyjaźni dr Półtawskiej z Karolem Wojtyłą. Dziennikarka sugerowała delikatnie – jak ujął to poeta – „czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie”. Gawiedź na forum popuściła wodze fantazjom i dla niej sprawa była jednoznaczna. Rzadko tam zaglądam, ale tym razem nie tylko przeczytałem wszystkie posty, lecz i skomentowałem kilkakrotnie.
Zdawało mi się, że ich przekonałem, informując chronologicznie: Wojtyła był młodym filozofem, Andrzej Półtawski też. Wykładali na KUL-u i zaprzyjaźnili się. Razem wyjeżdżali na wakacje, najczęściej w Beskidy: Andrzej Półtawski z żoną i dziećmi a w drugim namiocie Wojtyła. Można więc śmiało powiedzieć, że Wojtyła zaprzyjaźnił się z rodziną Półtawskich.
To był – jak wspomniałem – cykl publikacji w GW. Gdy po kilku dniach zajrzałem na forum, gawiedź komentowała kolejne odcinki w taki sposób, jakby nic nie wiedziała o przyjaźni Wojtyły z innym młodym filozofem i jego rodziną, tylko w radosny sposób powielała swoje odkrycie, czyją przyjaciółką była Półtawska.
AUTOR 11.11.2011 11:49
……będę sprawę monitorował, będąc także w kontakcie ze światkami.
Czy kontakt ze „ŚWIATKAMI” oznacza, że istnieją jakieś światy okultystyczne (diabelskie?)? Lepiej, żeby Pan je omijał, a zachował relacje z naocznymi „ŚWIADKAMI”, tzn. pracownikami żłobków, którzy w godzinach służbowych - na polecenie przełożonych - zbierali podpisy na listach, zamiast zajmować się powierzonymi im dziećmi.
A poza tym gratuluję, że Pan się za to zabrał.
KOALICJA MA TRWAĆ
Jeśli umowę koalicyjną traktować jak kontrakt, który ma swoją wartość materialną, to powinien być ogłoszony przetarg (na pewno wartość > 5 tys. EUR). Oprócz ludowców, zgłosiłyby się dwie inne partie, a wygrałoby na pewno PSL i powiedzielibyśmy: przetarg był ustawiony.
Skoro nie było przetargu, tzn., że stara umowa koalicyjna ma trwać. Tak, drogi Pośle, UMOWA MA TRWAĆ,
a nie – jak napisał chochlik w Pańskiej notce – ........
Pana nie podejrzewam o slang młodzieżowy, bo parlamentarzysta – jak nazwa wskazuje – mówi językiem parlamentarnym.
@ SZPILKA | 07.11.2011 21:40
Nie ma Sobeckiej, nie ma Górskiego.
Są posłowie:
Tadeusz Woźniak, Mieczysław Golba, Jerzy Rębek, Beata Kempa, Patryk Jaki, Piotr Szeliga, Andrzej Dera, Jarosław Żaczek, Andrzej Romanek, Arkadiusz Mularczyk, Jan Ziobro, Edward Siarka, Józef Rojek, Mariusz Orion-Jędrysek, Jacek Bogucki, Marzena Wróbel.
oraz senator Maciej Klima.
Podaję za UFKĄ (blog w salonie24)
@ EPITWO | 29.10.2011 13:52
Warto dodać, że kilka lat temu na cześć tego wypędzenia [polskiej załogi z kremla w roku 1612 – przyp. HM] dzień 7 listopada Rosjanie ogłosili swoim świętem narodowym
Naprawdę? A ja pamiętam z dzieciństwa, że w Związku Sowieckim 7 listopada od zawsze świętowano rocznicę zwycięstwa rewolucji październikowej. W szkołach nauczyciele objaśniali dzieciom, że jest to tak wielka uroczystość narodów sowieckich, jak u nas święto odrodzenia (22 lipca – informacja dla świeżo pełnoletnich).
Pozdrawiam
FYM: | 29.10.2011 14:16: Это была простая ошибка
…w laboratoriach ABW telefony komórkowe przejawiają skłonność do zmiany przeróżnych swoich właściwości (od modelu, poprzez pamięć, na numerach seryjnych kończąc).
Czytałem w Naszym Dzienniku, że w czterech dokumentach, przy których ABW przekazała biegłemu informatykowi do zbadania sprzęt ofiar katastrofy smoleńskiej, autor popełnił „tylko” 20 błędów w opisie telefonów komórkowych, numerów fabrycznych, akcesoriów itp. To było dawno: 17, 18, 19 maja i 8 lipca 2010 r.
Gdy biegły informatyk zawiadomił ABW, że dostarczony mu sprzęt i akcesoria są inne, niż opisane w dokumentach, „Agencja dokonała 20 poprawek w 4 postanowieniach”.
7 września 2011 r. ABW rozesłała do rodzin ofiar zawiadomienie o błędach w dokumentach skierowanych do biegłego informatyka. Jedna z tych rodzin otrzymała list 21 października 2011 r. (po sześciu tygodniach!). Dawniej się mówiło: trzy dni koleją i cztery wołami, ale dziś taka przesyłka byłaby ekspresowa.
Pismo do rodzin zatytułowano
„Postanowienie o sprostowaniu oczywistej omyłki pisarskiej”.
No, cóż, jaki pisarz, takie „omyłki”. Wygląda mi to na przekład z rosyjskiego a logiki w tym nie ma za grosz, choćby ktoś szukał jej przez mikroskop. Jeśli błędy są oczywiste (znaczy: oczy widzą), to dlaczego „pisarz” ich nie poprawił przed wysłaniem tych dokumentów do biegłego? A nazywanie 20 błędów jednym to chyba już dowcip roku (może nawet dwóch lat: 2010 i 2011).
Swoją drogą, informacja
Это была простая ошибка
brzmi jak bajka na dobranoc, na pewno mniej stresująco, niż
Это былo 20 простых ошибок
Więcej można przeczytać w Naszym Dzienniku
BŁĘDY ABW RANIĄ RODZINY
P.S. Wspomniał Pan o zdjęciach satelitarnych, które giną bez śladu. Czy Pan – przeczesując sieć – nie trafił na pytanie (zapytanie?) posła Macierewicza, skierowane do premiera, gdzie są te zdjęcia i kto z nich korzysta?
Pozdrawiam
PRÓBA Это была простая ошибка
…w laboratoriach ABW telefony komórkowe przejawiają skłonność do zmiany przeróżnych swoich właściwości (od modelu, poprzez pamięć, na numerach seryjnych kończąc).
Czytałem w Naszym Dzienniku, że w czterech dokumentach, przy których ABW przekazała biegłemu informatykowi do zbadania sprzęt ofiar katastrofy smoleńskiej, autor popełnił „tylko” 20 błędów w opisie telefonów komórkowych, numerów fabrycznych, akcesoriów itp. To było dawno: 17, 18, 19 maja i 8 lipca 2010 r.
Gdy biegły informatyk zawiadomił ABW, że dostarczony mu sprzęt i akcesoria są inne, niż opisane w dokumentach, „Agencja dokonała 20 poprawek w 4 postanowieniach”.
7 września 2011 r. ABW rozesłała do rodzin ofiar zawiadomienie o błędach w dokumentach skierowanych do biegłego informatyka. Jedna z tych rodzin otrzymała list 21 października 2011 r. (po sześciu tygodniach!). Dawniej się mówiło: trzy dni koleją i cztery wołami, ale dziś taka przesyłka byłaby ekspresowa.
Pismo do rodzin zatytułowano
„Postanowienie o sprostowaniu oczywistej omyłki pisarskiej”.
No, cóż, jaki pisarz, takie „omyłki”. Wygląda mi to na przekład z rosyjskiego a logiki w tym nie ma za grosz, choćby ktoś szukał jej przez mikroskop. Jeśli błędy są oczywiste (znaczy: oczy widzą), to dlaczego „pisarz” ich nie poprawił przed wysłaniem tych dokumentów do biegłego? A nazywanie 20 błędów jednym to chyba już dowcip roku (może nawet dwóch lat: 2010 i 2011).
Swoją drogą, informacja
Это была простая ошибка
brzmi jak bajka na dobranoc, na pewno mniej stresująco, niż
Это былo 20 простых ошибок
Więcej można przeczytać w Naszym Dzienniku
BŁĘDY ABW RANIĄ RODZINY
P.S. Wspomniał Pan o zdjęciach satelitarnych, które giną bez śladu. Czy Pan – przeczesując sieć – nie trafił na pytanie (zapytanie?) posła Macierewicza, skierowane do premiera, gdzie są te zdjęcia i kto z nich korzysta?
Pozdrawiam
ĆWICZENIE
2) >niebieski jak style<</i>/font>
3) BŁĘDY ABW RANIĄ RODZINY
4) BŁĘDY ABW RANIĄ RODZINY
5) Błędy ABW ranią rodziny
@ AUTOR
Ojciec Redaktor …. modlitwę na koniec zapodał i Antoni tak dotąd głośny jeno momentami nieśmiało się odzywał i ledwie był słyszalny. Może nawet słów nie znał.
Ależ Pan strzelił kulą w płot!
Najlepszy dowód, że Pan nigdy się nie modlił z RM. A Antkowi to się zdarza, więc w sobotę wykazał klasę – nie przekrzykiwał redaktora, tylko mówił w tle.
Wiele osób – mnie również – bardzo drażni, gdy słuchacz modli się na antenie przez telefon a druga osoba go wspomaga. Tego się nie da wyćwiczyć, to bardzo przeszkadza w skupieniu. Jeśli tak trudno wyrównać głosy, będąc w jednym pokoju, to jak można to zrobić, gdy redaktor siedzi w studiu przy mikrofonie a Antek, oddalony o kilkaset kilometrów, mówi przez telefon?
A może Panu się zdawało, że Antek jest w studiu, wtedy zarzuty pod jego adresem miałyby jakiś sens, ale zapewniam, że była to rozmowa przez telefon. Jeśli Pan nie wierzy, proponuję odsłuchać jeszcze raz, choćby tylko początek audycji.
Popisów Radka nie komentuję, bo z krótkich spodenek wyrosłem.
@ BRAVOR 11.07.2011 09:02
Był filmowany Rydzyk a nie ludzie
A Rydzyk to jakiś podczłowiek i prostacy zatrudnieni w polsacie nie mają obowiązku pytać, czy można go filmować? Prawdziwy dziennikarz prosi o akredytację. Poza tym skąd wiadomo, kogo oni nagrywają: czy osobę stojącą w pobliżu czy gdzieś tam pod wałami?
Ludzie przyjeżdżają na Jasną Górę nie po to, żeby się odpędzać od tego prostactwa jak od much.
@ STOPS
Rydzyk pozwolił filmować .....
Nie kłam, nie pozwolił. Wyraźnie mówił, że nikt nie otrzymał akredytacji oprócz RM, TV TRWAM i ND. Nie wzywał do nienawiści, nie wysyłał nikogo, żeby ich pogonili, tylko wielkodusznie stwierdził, że jeśli już samowolnie nagrywają, to ma nadzieję, że nie zmanipulują. Tylko tyle i aż tyle.
LALECZKA, MARTYNKA
"miejsce, które MAK uznaje za miejsce katastrofy".
A. Macierewicz porównywał parametry (szerokość i długość geograficzną) miejsca katastrofy określone w raporcie MAK z danymi, jakie odczytała firma amerykańska z centralnego komputera TUTKI. Dane te różnią się trochę ale najważniejszą wiadomością było, iż
czarne skrzynki i centralny komputer TUTKI przestały działać, gdy samolot był na wysokości 15 m nad poziomem pasa. Zatem informacja podana w raporcie MAK, że samolot rozbił się o ziemię, jest nieprawdziwa. Katastrofa nastąpiła na wysokości 15 m, w wyniku czego TUTKA spadła.
Dalsze badania Zespołu Parlamentarnego pójdą w kierunku ustalenia przyczyn, co się wydarzyło na wysokości 15 m. Godzina katastrofy odczytana z komputera TUTKI pokrywa się z publikowaną do tej pory: 10:41:05.
Myślę, że nic nie przekręciłem, bo chwilami głos w odbiorniku zanikał, ale jestem przekonany, że wtedy była mowa o innych szczegółach. Miejmy nadzieję, że jutro audycja będzie w archiwum do odsłuchania.
Pozdrawiam
AUTORKA
Tytuł rzemieślnika (czy robotnika) nadany św. Józefowi jakoś słabo się przyjął.
Znam parafię, która przez wiele lat była pod wezwaniem św. Józefa Robotnika a chciałem się dowiedzieć, kiedy zmieniła patrona, tzn. patronem jest dalej św. Józef ale Oblubieniec NMP. Zajrzałem na stronę internetową tej parafii, nawet nie wspominają o tym, że przez większą część swojej historii patronem był św. Józef Robotnik.
No cóż, nie trafił papież w gusta wiernych. Ludzie wolą mieć za patrona oblubieńca, nie robotnika.
P.S. Dobrze, że Pani poprawiła wiek, kiedy ustalono święto, ale ważniejszą sprawą byłoby zmienić „markę” na Matkę Bożą (Fatimską). A może tylko mój laptop tak wyświetla?
Pozdrawiam
PIWOŻŁOP | 30.04.2011 12:02
Twierdzi, że zna się na wszystkim, o czym pisze i dlatego jego blog omijam. Przeczytałem kilka jego notek na temat katastrofy smoleńskiej i odniosłem wrażenie, że są powtórzeniem tekstów Tatiany Anodijewny Anodiny a to do mnie nie przemawia, więc nie czytam. Polacy powinni szukać przyczyn katastrofy we własnym zakresie (i szukają – ileż jest wpisów w salonie!) a jeśli będzie możliwość, to z pomocą zagranicznych ekspertów, ale rosyjscy nie są wiarygodni.
Natomiast ze stroju świeckiego autor się wytłumaczył jakiś czas temu, twierdząc, że na forum są ludzie niekoniecznie religijni i strój duchowny w jakimś sensie może ich blokować, tzn. chcieliby zadać pytanie, ale woleliby postawić je osobie świeckiej, nie księdzu. Mnie tym przekonał, zwłaszcza że z prawej strony napisał, kim jest, więc zrezygnował z anonimowości. Zresztą w googlach można go znaleźć.
Ta fotka to chyba z czasów studenckich. Gdyby zamieścił aktualną, to też niektórych mógłby zniechęcić, ale niech tam będzie młody, przystojny i pisze w salonie dopóki salon będzie istnieć.
Pozdrawiam
AUTOR
Jeszcze miesiąc czy dwa Pańskich popisów w salonie, a stoczy się Pan na poziom błazna, który niedawno legitymację poselską sprzedawał.
A Macierewicza proszę zostawić w spokoju. Gdy on zaczynał działalność opozycyjną, to Pana jeszcze na świecie nie było. Mój syn powiedziałby, że to było przed Pana erą. Przez tyle lat nie zmienił poglądów, nie musiał podlizywać się łże-mediom, przeskakując w „odpowiednim” momencie z jednej partii do drugiej, ani robić z siebie błazna na forach. Pan wybaczy, ale – w działalności publicznej – na razie Pan mu do pięt nie dorasta.
Najlepiej niech Pan odpocznie chociaż te trzy dni od pisania bzdur, bo jest Pan na drodze do uzależnienia od internetu. W skutkach - takie samo uzależnienie jak od narkotyków czy hazardu.
GADOWSKI | 30.04.2011 10:46
Gratuluję!
Umie Pan załatwić sprawę grzecznie i skutecznie.
PIWOŻŁOP | 30.04.2011 11:08
"czy pamiętacie moi drodzy, aby kiedykolwiek ojciec Cyprian był bez habitu?"...
Z tego nie można – moim zdaniem – robić dogmatu. Czasem strój duchowny przeszkadza w szybkim poruszaniu się, a zwłaszcza w pracy fizycznej.
Mieszkam w swojej dziupli 36 lat, a należę do trzeciej już parafii. Trzecia świątynia wybudowana, zawsze przy aktywnym udziale każdego z proboszczów-budowniczych. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zarzucił im, że przebywają na budowie w strojach świeckich. A nawet jak wyjdą do sklepu kupić wodę czy coś do jedzenia.
W sytuacjach oficjalnych, np. w kancelarii parafialnej, w czasie kolędy, na katechezie, czy wykładzie w szkole wyższej, przed kamerami TV itp. , naturalnie oczekuję, że duchowny wystąpi w sutannie a co najmniej w koloratce.
DROGI DYREKTORZE
Odpowiedział mi Pan obok tematu, a szkoda. Chrzest i małżeństwo mogą być, pytałem czy w Kościele Protestanckim mają one charakter sakramentu (tak napisał autor – może siłą rozpędu). A jeśli małżeństwo nie jest sakramentem, to znaczy, że nie musi trwać do końca życia, może być związkiem okresowym. I o to chodzi a nie że małżonkowie sami sobie udzielają …. ale czego?
Niedawno ks. Artur zarzucił komuś, że pisząc o mężczyznach przygotowujących się do kapłaństwa ani razu nie użył słowa „alumn”, tylko „kleryk”. Na moje wyczucie, problem jest wydumany, bo słowo alumn w języku ludzi świeckich w ogóle nie funkcjonuje. Wszyscy mówią: kleryk. Natomiast kwestia, że Kościół Katolicki wyznaje siedem sakramentów świętych a Kościół Protestancki nie, jest chyba sprawą większej wagi, niż nazywanie alumna klerykiem. Ale autor nie raczy odpowiedzieć, więc będę go bojkotować.
Chyba, że Pan odpowiada w jego imieniu.
AUTOR
Także para młoda - przynajmniej w telewizyjnym odbiorze - była skupiona w opactwie właśnie na zawieraniu sakramentalnego związku małżeńskiego, a nie na zewnętrznym blichtrze i celebrytowaniu.
Naprawdę w Kościele Protestanckim są sakramenty?
A to jestem niedouczony, może dlatego, że nie oglądam TV. Chyba, że Ksiądz się przejęzyczył.