Szkoda, że obsesyjnie wdał się Pan w bezproduktywną kłótnię dopasowując do jej poziomu. Jako bankowiec - finansista może Pan nie wiedzieć, że żel, który powstaje przez rozpuszczenie żelatyny w gorącej wodzie i ostudzenie, zwany potocznie galaretą, jest zupełnie poważnym materiałem w badaniach balistycznych oraz zderzeniowych. Pisząc zatem o galaretkowym profesorze daje Pan dowód swojej ignorancji w dziedzinie, w której zabiera Pan głos. Lepiej wychodzi, jeśli wypowiadamy się w sprawach, na których się znamy.
Założę się, że w kwestii deregulacji do dojdzie do kolejnego porozumienia ponad podziałami, gdyż - i tu zgadzam sie z autorem - regulacje są jedną z osi państwotworu zwanego III RP, w których wszystkie podzielone strony z korzyścią uczestniczą. W wyniku porozumienia coś tam rzuci się gawiedzi na pożarcie, ale zamachu na czynowniczą potęgę III RP i przyssane do niej około-budżetowe pijawki na pewno nie będzie.
Dodam jeszcze jedno. Otóż regulowanie zawodów ma jeszcze jeden idiotyczny aspekt. Polega ono na tym, że regulowanemu udziela zezwolenia/koncesji/upoważnienia nie kto inny niż... urzędnik. A kto to jest urzędnik? Odpowiedź podeprę przykładem z życia wziętym. Otóż mój przyjaciel, doktor fizyki z niezłym naukowym stażem, został zmuszony przez życie/rynek/transformację do zostania przedsiębiorcą. Okazało się, że musi uzyskać jakieś uprawnienia zawodowe, a to wymagało egzaminu. Więc stanął przed wysoką komisją składającą się z dwóch urzędników po zawodówkach i pani Basi po ogólniaku, którzy egzaminowali go z fizyki. To tak właśnie wygląda, socjaliści, w praktyce. Ktoś, kto jest tak słaby, że może być tylko urzędnikiem, decyduje o najważniejszych dla nas sprawach nie mając zwykle więcej kompetencji, niż brudu za paznokciami. System, w którym to jest na porządku dziennym, jest po prostu spaczony. Wy tę bezrozumną czynowniczą masę ludzików nazwaliście Państwem i nadaliście mu platońskie atrybuty, co jest idiotyzmem. Ilość nie przechodzi w jakość w żadnych warunkach. 460. posłów ma tyle samo zbiorowej inteligencji, co stado baranów.
Słuszny dał Pan odpór cierpiarzom, ale i Pan i sprawca tematu deregulacji, minister, zatrzymaliście się w pół drogi. Lista zawodów regulowanych w Polsce to prawie 400 pozycji. Ambitne plany ministra obejmują więc wycinek problemu, zarazem podkreślają i niejako legitymują istnienie kast zawodowych w zawodach o znacznie większym znaczeniu niż taksówkarze. Wszystko to budzi podejrzenia, że chodzi tylko o szum, a skończy się tam, gdzie autostrady. No, może na kogoś popadnie, ale wątpię, czy akurat na taksówkarzy; wiem kto zostaje regulowanym taksówkarzem.
Tymczasem nie deregulacja jest problemem, lecz regulacja, czyli bezprawna ingerencja zawodowych gangów w prawa obywatelskie i w mechanizmy rynkowe. Podobnie jak problemem nie jest ten lub inny wiek emerytalny, lecz sam błędny i zjadający już własny ogon system, który powinien być odrzucony w całości.
Pełna zgoda. W przemyśle jednak część trybów kręci się w jedną, a część w przeciwną stronę; inaczej cała machina by nie drgnęła. Podobnie być musi w przemyśle post-smoleńskim, którego - jak widać - jest Pan trybikiem. Aby wygłaszać sądy ex cathedra, trzeba mieć dowody. Ani adwersarze ani Pan ich nie macie. Kręcicie się, nie wiadomo po co. Oni przynajmniej zadają pytania, a wy, jak gęsi, nie macie wątpliwości.
Deregulacja jest tematem ważnym i dobrze, że poświęcił mu Pan (małą) część notki. Zauważył Pan, że "regulacje to czysto peerelowski relikt". Podzielam ten punkt widzenia. Ciekawy jestem, jak by Pan uzasadnił pozostawienie poza gowinowym celownikiem wielu zawodów, o dużo większym znaczeniu społecznym niż taryfiarze. Od siebie dodam, iż mimo poparcia dla tej inicjatywy, zakładam, że skończy ona tam, gdzie autostrady. Czyli w polu/piachu. Nie wiem tylko, czy Don Kichot deregulacji całkiem serio myśli zmierzyć się z wiatrakiem biurokracji, czy pajacuje. To okaże się niebawem. Może babcie klozetowe zostaną pokazowo zderegulowane, ale taksówkarze? Nie sądzę, by minister nie wiedział, skąd się biorą regulowani taksówkarze.
W mojej branży nikt o regulacjach przez lata nie słyszał. Atoli niedawno na spotkaniu w Polskim Towarzystwie Branży pani z ministerstwa tego i tamtego poinformowała, że od dwóch już lat zajmuje się nami i liczy na donosy. Po uregulowaniu ani piekarz ani nauczyciel nie przśliźnie się przez regulacyjne sito. Branża, która do tej pory radziła sobie jako tako wciągając do pracy każdego, kto chciał pracować i potrafił zliczyć do 20., będzie musiała szukać małp do pracy, bo ich jeszcze nie uregulowano. Tak więc może być tak, że zanim minister Gowin oznajmi koniec projektu, przybędą kolejne regulowane zawody, czyli będzie tak jak z tuskowym zmniejszeniem pogłowia administracji o minust 10% ;)
Niezupełnie. Kartki na cukier kojarzą Ci się z niedoborem, brakiem, biedą, głodem. Błąd! To był najwyższy etap rozwoju socjalizmu. Jeszcze nie "każdemu według potrzeb", ale już nie "każdemu według pracy". Każdemu według kartek! Społeczeństwo się cieszyło i chciało jeszcze: a to meblościanek, a to samochodzików, a to mieszkanek na kartki i po równo. Aż do wspomnianego plenum wodowało niemal codziennie nowy statek dla armatora, ba! nawet poleciało w kosmos w skafandrze swojego przedstawiciela. A potem szlus! Warcholstwo, anarchia, strajki, w sklepach ocet i bida.
Z tego co pamiętam, Polska rosła w siłę a ludziom żyło się coraz dostatniej aż do pamiętnego plenum, na którym odwołano Gierka. Po plenum z dnia na dzień dostatek ustąpił miejsca koszarom z nieodłącznymi niedoborami wszystkiego przez niemal całą dekadę. Jaki stąd wniosek? Że słyszymy jeno tuby propagandowe, z tym że dziś możemy posłuchać obu naraz. I uchchać się po pachy z omamów stereo i w kolorze. Skąd te "omamy"? Proste. Słychać z obu tub, w tym również u Pana: O, mamy... (najwyższe tempo rozwoju, najwyższe bezrobocie itd. niepotrzebne skreślić) ;)
Niniejszym odszczekuję Tel Awiw i oddaję ukłon w stronę Jerozolimy; dziękuję za pouczenie. Jestem wolny od wspomnianych dewiacji umysłowych; mam własne. GW nosiłem na własnym grzbiecie do września 1989, czyli 3 miesiące za długo, ale cofnąć się tego nie da. Od tamtego czasu nie odezwaliśmy się do siebie i tak już zostanie.
No cóż, przyjdzie mi te wieści skomentować bez taryfy ulgowej. W czasach, gdy między Tel Avivem a Pretorią stosunki układały się całkiem dobrze (czego pokłosiem są ładunki atomowe zakopane gdzieś w silosach na pustyni, przynajmniej część z nich) wasi żydowscy yntelektualiści na forach wsiej ziemli pletli postępowo o apartheidzie i piłowali gałąź, na której owe dobre stosunki wisiały. Teraz Południowi Afrykanie dopatrzą się apartheidu u was, bo jak mieliby wytłumaczyć swoje niedostatki cywlizacyjne. A wasi yntelektualiści? Teraz będą wyzwalać kobiety i pedałów. Skuteczność gwarantowana, ale skutki jak zwykle opłakane.
"nawet poza Polskę wywlekane są gierki niektórych - rodzimych - nawiedzonych".
Przykładów na to aż nadto. Zaczęło się to od czasów niesławnej pamięci Unii Demokratycznej i równie niesławnych produktów jej metamorfoz (albo lepiej - obumierania). To miało początkowo formę telefonów do zachodnich lewackich dzienników (maile nie były wówczas jeszcze w użytku) typu FAZ, SDZ, Le Monde z tematami do obśmiania w Polsce. Potem paszkwile wracały jak echo do Polski i służyły doraźnej politycznej nawalance. Główny paszkwilant już nie żyje, więc nie wymienię nazwiska. Dość że ten obrzydliwy obyczaj dyskusji via redakcje zachodnich gazet stamtąd pochodzi i znalazł niestety wielu naśladowców.
Mój głos nie jest krytyką ani Twojego tekstu ani Twojego libertarianizmu. Libertarianie są nimi na swój własny sposób; nie ma libertariańskiej partii, międzynarodówki, mediów itd. Musimy poszukiwać sami. Żyjemy w nielibertariańkim żywiole, musimy też chodzić na kompromisy. Ale są pewne granice. Dla mnie praktyczny libertarianizm to brak zaufania dla omnipotencji Państwa. NIe wierzę w Państwa nieomylność ani dobre intencje. Wolałbym dostać prawo do noszenia i użycia broni niż zgodzić się na tysiące etatów dla agentów, którzy wyczyszczą ulice z bandytów. Wolałbym prywatną służbę zdrowia niż taką jaką mamy, gdzie komuś opłaca się kręcić lody, a państwo powołuje coraz to nowe służby kontrolne wyposażając je w nadzwyczajne uprawnienia. Wolałbym wreszcie wsiąść po pijanemu do swojego samochodu i pojechać powolutku do domu niż iść na czworaka, a odpowiadać karnie tylko wtedy, gdybym coś rzeczywiście spowodował. Ale z socjalizmem trzeba iść na kompromisy.
Powtórzę: nie jestem entuzjstą Państwa, a tego państwa w szczególności. Ani jego agentur. Używanie nadzwyczajnych środków jest usprawiedliwione nadzwyczajnymi okolicznościami, to jasne, problem jednak w tym, że żadna siła tego nie upilnuje. Co właśnie widać.
Nie jestem entuzjastą prowokacji policyjnej. Podobnie jak tortur, które są czymś podobnym: wymuszeniem na człowieku zachowania, do którego inaczej by nie doszło. Różnica polega na tym, że tortury ograniczają się do stosowania bólu i cierpień, w przypadku prowokacji posługujemy się zazwyczaj pokusami.
NIe jestem również entuzjastą prewencji, kolejnego policyjnego czarciego pomiotu służącego do łapania przestępców, a w rzeczywistości traktują nas wszystkich jak przestępców. Przestępcą jest ten, który świadomie popełnił przestępstwo. Nie ten, który dał się złowić na sprytnie zastawiony hak albo nie wytrzymał cierpień i samooskarżył.
I nie ten, który mieszka w jakiejś dzielnicy lub urodził się w niewłaściwym miejscu. Powyższe postawy wynikają wprost z moich libertariańskich inklinacji, choć nie traktuję ich zbyt dogmatycznie. Co Ty na to, Autorze?
Grecy wybierali i mają tymczasowy rząd, który przygotuje wybory, aby Grecy wybrali nowy rząd tymczasowy. Potem nowy rząd tymczasowy przygotuje kolejne wybory etc. etc. Poprzednio rząd przygotowywał wybory wiele razy. Jeśli się wierzy, że od mieszania herbata robi się słodka, to trudno dziwić się konsekwencjom. Na tym właśnie polega demokracja. Współczesna demokracja jest jak seks z prostytutką: masz prawo wybrać chorobę, którą cię zarazi i nie licz na nic więcej ;)
Młody ideowy marksista w latach 70. ubiegłego wieku doszedł do wniosku, że wszystko jest lub niebawem będzie marksizmem, religia też. Nie tylko zresztą on tak uważał, ale wielu z nas niemających innych doświadczeń poza doświadczaniem dość już miękkiego, ale nadal marksistowskiego totalitaryzmu. Marksizujący księża po SV II rodzili się jak grzyby po deszczu, więc propozycja dialogu nie wydaje się czymś dziwnym. Młody ideowiec nie lubił krwi i jęków zarzynanych, co dotąd nieodmiennie towarzyszyło postępom marksizmu, wolał opar dymu papierosowego i kawy. Zaproponował dialog, w wyniku którego wszyscy mieliśmy być marksistami. Stało się, jak się stało. Stary marksista nadal usiłuje prowadzić dialog, tym razem mając sądy za narzędzie dialogu. Nie chichot historii?
Zarabiajcie, Panie, jak najwięcej. Najlepiej ustawowo, czyli niech ustawodawca określi wasze płace i od razu idźcie sobie na emerytury. Zawód babcia? - słusznie! Bo jeśli się nie jest matką, to babcią można zostać tylko zawodowo. Ale właściwie czemu nie rozciągnąć tego na wszystkie "zawody"? Zawód żona, zawód matka, kursy, szkolenia, certyfikaty. "Jestem certyfikowaną żoną, kończę kurs na matkę, a na babcię zaczynam w przyszłym tygodniu" - da się słyszeć w tramwaju. A potem po pieniądze. Tylko czy za 15 lat będą jeszcze pieniądze?
Ładnie i mądrze pisuje Pan o fizyce; żałuję, że niewiele z tego rozumiem, choć bardzo bym chciał. W swojej dziedzinie jestem ekspertem, ale dobrej fizykalnej podbudowy bardzo mi czasem brakuje. Jednak polityka różni się od fizyki brakiem wielu ograniczeń, które fizyka tak skwapliwie na siebie nakłada. Inkryminowane zdanie dostojnego senatora można przeczytać jako warunek wspak, a wówczas przestanie być bezsensowne, jak wydaje się autorowi i większości komentującym. Widać było adresowane do kogoś innego. Na tym właśnie polega polityka ;)
Niestety kulą w płot
Deregulacja
Socjalistom wszelkich maści
@ Autor
Tymczasem nie deregulacja jest problemem, lecz regulacja, czyli bezprawna ingerencja zawodowych gangów w prawa obywatelskie i w mechanizmy rynkowe. Podobnie jak problemem nie jest ten lub inny wiek emerytalny, lecz sam błędny i zjadający już własny ogon system, który powinien być odrzucony w całości.
Post-smoleński przemysł
Pełna zgoda. W przemyśle jednak część trybów kręci się w jedną, a część w przeciwną stronę; inaczej cała machina by nie drgnęła. Podobnie być musi w przemyśle post-smoleńskim, którego - jak widać - jest Pan trybikiem. Aby wygłaszać sądy ex cathedra, trzeba mieć dowody. Ani adwersarze ani Pan ich nie macie. Kręcicie się, nie wiadomo po co. Oni przynajmniej zadają pytania, a wy, jak gęsi, nie macie wątpliwości.
@Stary
Widać nie wie Pan, że poza PiSem też jest życie ;)
W uścisku norm
W mojej branży nikt o regulacjach przez lata nie słyszał. Atoli niedawno na spotkaniu w Polskim Towarzystwie Branży pani z ministerstwa tego i tamtego poinformowała, że od dwóch już lat zajmuje się nami i liczy na donosy. Po uregulowaniu ani piekarz ani nauczyciel nie przśliźnie się przez regulacyjne sito. Branża, która do tej pory radziła sobie jako tako wciągając do pracy każdego, kto chciał pracować i potrafił zliczyć do 20., będzie musiała szukać małp do pracy, bo ich jeszcze nie uregulowano. Tak więc może być tak, że zanim minister Gowin oznajmi koniec projektu, przybędą kolejne regulowane zawody, czyli będzie tak jak z tuskowym zmniejszeniem pogłowia administracji o minust 10% ;)
@GarUS
Raczej omam
@Eli Barbur
@
@Miracle
Pod warunkiem, że będzie potrafił uwolnić się od własnych głupców i jeszcze gorzej niż głupców.
De Polonia nihil nisi bene
Nie wiedziałem, że u Szanownego Autora o Polsce tylko dobrze albo wcale. Aż tak z nami źle?
To sobie kobiety pogadały ;)
"nawet poza Polskę wywlekane są gierki niektórych - rodzimych - nawiedzonych".
Przykładów na to aż nadto. Zaczęło się to od czasów niesławnej pamięci Unii Demokratycznej i równie niesławnych produktów jej metamorfoz (albo lepiej - obumierania). To miało początkowo formę telefonów do zachodnich lewackich dzienników (maile nie były wówczas jeszcze w użytku) typu FAZ, SDZ, Le Monde z tematami do obśmiania w Polsce. Potem paszkwile wracały jak echo do Polski i służyły doraźnej politycznej nawalance. Główny paszkwilant już nie żyje, więc nie wymienię nazwiska. Dość że ten obrzydliwy obyczaj dyskusji via redakcje zachodnich gazet stamtąd pochodzi i znalazł niestety wielu naśladowców.
@moraine
Powtórzę: nie jestem entuzjstą Państwa, a tego państwa w szczególności. Ani jego agentur. Używanie nadzwyczajnych środków jest usprawiedliwione nadzwyczajnymi okolicznościami, to jasne, problem jednak w tym, że żadna siła tego nie upilnuje. Co właśnie widać.
@moraine
NIe jestem również entuzjastą prewencji, kolejnego policyjnego czarciego pomiotu służącego do łapania przestępców, a w rzeczywistości traktują nas wszystkich jak przestępców. Przestępcą jest ten, który świadomie popełnił przestępstwo. Nie ten, który dał się złowić na sprytnie zastawiony hak albo nie wytrzymał cierpień i samooskarżył.
I nie ten, który mieszka w jakiejś dzielnicy lub urodził się w niewłaściwym miejscu. Powyższe postawy wynikają wprost z moich libertariańskich inklinacji, choć nie traktuję ich zbyt dogmatycznie. Co Ty na to, Autorze?
Mieszanie herbaty
Co w tym ciekawego?
Gender studies
@SNAFU