No tak, ale przy takim postawieniu sprawy polska rogata dusza tupie kopytkami na analogię Litwa-Polska do Bóg-Kuba - niedoczekanie! (przy odwróconej analogii tupania nie słychać). To może zmieńmy całkiem przysłowie na inne o podobnym znaczeniu:
Jakie „Szczęść Boże”, takie „Bóg zapłać”.
Albo żeby żadni politycy protestów na drzwiach kościoła nie przybijali, to może: jak ty komu, tak on tobie.
Ależ ja nie twierdzę, że nasze pretensje do Litwinów sa niezasadne. Dodałbym do pańskiej listy jeszcze los naszych litewskich inwestycji.
To cieszę się, że zgadzamy się co do zakresu problemów. I dziękuję za przypomnienie spraw inwestycji - to rzeczywiście istotna sprawa. Nb. o ile dobrze pamiętam, to w Możejkach pojawiło się, na mniejszą skalę, odbicie części problemów w stosunkach między naszymi narodami: najpierw Polacy próbowali podejść przyjaźnie i ostrożnie prowadzili politykę kadrową, po czym zaczęli oskarżać Litwinów o socjalistyczne podejście do pracy, a czasem wręcz o sabotaż, po czym gdy usprawnili zarządzanie przez wymianę części kadry na polską, to pojawiły się litewskie oskarżenia o paternalizm, polonizację, itp. No i jakoś, oficjalnie bez żadnego związku z powyższym, pojawiły się problemy z remontem torów, dostawami, itp.
Sprawa jest niewątpliwie skomplikowana, siłowych rozwiązań nie da się i nie należy stosować, ale trzeba bardziej racjonalnie i stanowczo realizować politykę zagraniczną. Warto było spróbować przyjaznego podejścia - bo przy przyjaznej odpowiedzi Litwinów, obie strony by na tym zyskały. Ale nie wyszło, więc trzeba dostosować politykę do realiów.
Nadal jednak uważam, że wypowiedzi większości polityków litewskich są albo chaotyczne, albo zdecydowanie antypolskie, w dodatku niepoważne, bo "idące w zaparte" w sprzeczności do faktów. Co zresztą wzmaga trudności w rozmowach z nimi, bo trudno jest w takiej sytuacji racjonalnie prowadzić dyskusję. Ale też kiepsko oceniam postępowanie strony polskiej - również mamy tu pewną chaotyczność, brak skoordynowania działań różnych ośrodków władzy, chyba zbyt słabą lub rzadką analizę sytuacji (tu oczywiście mogę się mylić, bo nie mam przecież dostępu do dokumentów rządowych) i brak sprawnej i konsekwentnej odpowiedzi na zidentyfikowane problemy. Idealnie by było, gdyby o wyznaczaniu kierunków polityki zagranicznej decydowało gremium składające się z przedstawicieli wszystkich partii parlamentarnych - co umożliwiłoby prowadzenie konsekwentnej i długoterminowej polityki zagranicznej, bez większych zawirowań przy zmianach rządów. Ale to wymagałoby kierowania się przez wszystkie partie wchodzące w skład tego gremium polską racją stanu (przynajmniej w aspekcie polityki zagraniczej), a tego warunku jednak nie spełnia większość obecnych partii...
Polityka zagraniczna, w tym w stosunku do Litwy, będzie zatem dalej tak samo chaotyczna, jak dotychczas, dopóki nie zmieni się zasadniczo funkcjonowanie państwa...
Ale żadnego Liwina nie gryzłem, ani się gryźć Litwinowi nie pozwoliłem, jak też i nie byłem świadkiem żmijowych ukąszeń osób jakiejkolwiek narodowości, więc nie będę się wypowiadał na temat prawdziwości rzeczonego przysłowia.
Jedyny człowiek podający się za rodowitego Litwina, którego znam, nazywa się niecałkiem po litewsku, działa nieco podejrzanie i wydaje mi się, że ma raczej różne związki z inną ościenną narodowością, nieco bardziej na wschód. Ale na podstawie pojedynczego przypadku nie zwykłem wyciągać wniosków o cechach całej populacji.
Niepokoi mnie natomiast postępowanie rządów po obu stronach granicy - i brak pewnej równowagi. W polityce zagranicznej warto długoterminowo kierować się zasadą wzajemności. Można wykonywać od czasu do czasu gesty bardziej przyjazne niż wynikałoby to z bieżącego poziomu wzajemnych stosunków, ale ogólnie warto kierować się innym przysłowiem:
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Na miejscu Litwinów, jeśli za coś szczerze bym Polaków nieznosił, to za paternalizm, takie właśnie porównywania do "rozwydrzonych, skrajnie egoistycznych bachorów". Ostra reakcja, mocna krytyka jest ok., ale poniżanie oponenta jest niehonorowe i nigdy nic dobrego z tego nie wyniknęło.
Z tego co wiem, to na poziomie państwowym raczej nie traktujemy Litwinów paternalistycznie, raczej obchodzimy się jak z jajkiem. Większość Polaków, również tych odwiedzających Litwę, pewnie o konfliktach nie wie, lub nie ma ochoty wiedzieć, zatem i traktuje nie gorzej i nie lepiej niż większość obcokrajowców, w granicach błędu statystycznego.
Ludzie bardziej zainteresowani - część polityków, dziennikarzy, blogerów, jak też pewnie kibiców na "występach" wyjazdowych, może od czasu do czasu coś chlapnąć z wyższością, albo po prostu niepochlebnie. Ale... czy oficjalne tłumaczenia Litewskich polityków są rzeczywiście poważne? Szkoły polskie za granicą mają najlepsze warunki na Litwie (czy jakoś podobnie)? Zmiana okręgów wyborczych pod Wilnem nie ma nic wspólnego z procentem ludności pochodzenia polskiego w tych okolicach? Restytucja mienia w Wilnie i okolicach przebiega identycznie dla wszystkich obywateli litewskich, niezależnie od narodowości? Naprawdę?
Czy takie oficjalne wypowiedzi można traktować jako "dorosłe"? Czy raczej jak dziecka, które złapane na przywłaszczeniu sobie zabawki, idzie w zaparte, że to jego, wujek mu ją dał, a że zabawka jest podpisana "Staś", to dlatego, że on ma tak na trzecie imię.
Przy okazji, powrównanie czyjegoś zachowania do "rozwydrzonych, skrajnie egoistycznych bachorów", niekoniecznie świadczy, że się musimy uznawać z dorosłych. Ja bym się w tym kontekscie nie obraził, gdyby nasze działania, a dokładnie polskiej dyplomacji, porównano do zachowania przerośniętego mazgaja, który po odmowie na prośbę puszczenia samolocików nad piaskownicą zajmowaną przez rozwydrzonego bachora, zamiast zabrać swoje zabawki - to płaczliwie błaga o możliwość zaprzyjaźnienia się i jeszcze próbuje przekupić cukierkami...
Jest jeszcze jeden aspekt sprawy: dyskutujemy, że pisownia polskich nazwisk to drobnostka niegodna większej uwagi, i w ogóle wszystkie te konflikty są strasznie rozdmuchane, ale dla Polaków mieszkających na Litwie to wcale nie są trywialne sprawy. Zamknięcie 20% polskich szkół i plany jeszcze bardziej drastycznych cięć, dyskryminowanie "urzędowe" Polaków, zwłaszcza w sprawie restytucji mienia, to dla nich są sprawy najwyższej wagi. Więc może warto jednak trochę bardziej stanowczo upominieć się o prawa rodaków za północną granicą. Zwłaszcza, że nie domagają się niczego niezwykłego, jak na obyczaje europejskie, włączając w to litewskie...
Ależ ja wiem. Tylko że wiem też, że państwo jest w stanie wyniuchać znacznie mniejsze "nadwyżki" finansowe obywateli... No i stanęłoby na głowie, żeby takie dobro się nie zmarnowało.
Pytanie: ile się uzbiera przez 40 lat pracy?
Odpowiedź: 1 milion 185 tysięcy 918 zł 44 grosze.
Uzbierać, to się może i uzbiera, ale czy nadal tam będzie po 40 latach pracy? Zakładając nawet, że państwo w wielkim swym miłosierdziu (lub niedowładzie, niepotrzebne skreślić) pozwoliłoby na taki eksperyment (i nie zmieniło przez 40 lat zdania!), to zwąchawszy ten ponad milion leżący sobie gdzieś spokojnie na koncie, odczułoby niemożliwą do opanowania pokusę, by poprawić wykorzystanie tych pieniędzy... 5 mln emerytów (za 40 lat - z pewnością niedoszacowane) * 1 mln zł = 5 bilionów zł. O rety! I taka kasa ma gdzieś sobie leżeć i państwo miałoby tylko czuć zapach tych pieniędzy? Nie, nie, to niemożliwe... Można by było przecież z tytułu zapewnienia bezpieczeństwa oszczędnościom/nadzoru bankowo-emerytalnego/opłaty nadzwyczajnej za niewtrącanie się/(inne dodać - biurokracja w dziedzinie wymyślania sposbów zalegalizowanego rabunku jest nazwyczaj sprawna) uszczknąć tak z 5%. Albo 10%. A właściwie, to 20%, bo państwo cierpliwie czekało przez 40 lat, to mu się premia za cierpliwość należy. A bogatszym, to można by było i z 70% zabrać, bo i po co komu więcej niż np. 7 tys. emerytury?
Tak, w teorii byłoby pięknie, ale najpierw trzeba by było wychować sobie niewtrącające się państwo. A takie się jeszcze nei narodziło. Ale można sobie pięknie pomarzyć.... ;-)
Pani każe, sługa musi,
skąpał się biedak po szyję...
[ale mokro na tym blogu, to pewnie przez gorące flądry].
Płanetniki (przynajmniej niektóre) wagomiar zaiste mają bliski czołgowi, ale z pięknością to już przesada. No chyba że Baśka ma militarystyczno-sprzętowe ciągoty (z ciągnikami nie mylić)...
To ta powyższa tylko połowicznie pasuje do stereotypu. Nie wydaje się mieć dużych wymagań, nawet nie podpowiada, czy chrupać ją z ziemniakami, czy ryżem, i od którego końca.
Faktycznie, to brzmi annafilaktycznie. Chyba znów obstawię na anna.salon24.pl...
A mi do Widzewa dość daleko.
Przy okazji, to warto zachować szczególną czujność z flądrowym tematem, bo od annofagii do pannofagii niedaleko. Choć sama pannofilia chyba jest mile widziana na tym blogu?
Nie zapominajmy o reżyserze Grzegorzu Braunie, który rzuciwszy się na 4 czy 5 spokojnie obserwujących demonstrację policjantów, pobił ich tak zawzięcie, że wyłamał sobie oba kciuki (podejrzewam też, że porysował kajdanki, ale sąd w łaskawości swojej tego już mu nie wypomniał). Rzecz jasna, taka bezczelna napaść nie może ujść nikomu na sucho i karząca ręka (i but też) sprawiedliwości go dosięgła...
Wszystkich starych komunistycznych zatrudnić od zaraz, którzy przeszli pomyslnie weryfikacje stanu wojennego.
A nie, nie, z tym ostrożnie. Niektórzy mieli ciężką alergię na pewne twarze w TVP, mogło im jeszcze nie przejść. Ale kto wie, gdyby ich wszystkich ubrać w mundury (odradzałbym ZOMO, ale pewnie marynarskie lub lotnicze byłyby do twarzy) - to może by się wszyscy "przyjęli"...
Uważam, że...
...powinno się zatrudnić Barańskiego i resztę tamtej załogi. Najlepiej w mundurach. Też tworzyli wizerunek i powinniśmy dać im drugą szansę. Niewątpliwie, kilka osób byłoby z tego powodu szczęśliwych.
Tak - ciekawe, kto w tym niezwykle praworządnym państwie szybciej zostanie skazany i więcej dostanie - niezwykle niebezpieczny przestępca Robert F. za okazanie cudzego dowodu, czy gen. Bielawny, były wiceszef BORu, za fałszowanie dokumentów państwowych (co z pewnością jest zupełnie wydumanym zarzutem, generał zapewne bawił się w pisarza political fiction i włożył swoją pracę do oficjalnej teczki, a oryginał wysłał do recenzenta. Niechybnie się to wszystko wyjaśni).
I niech nawet satyrykom przez myśl nie przemknie dostrzeganie jakiejś symetrii (np., że jak ktoś rusza kogoś ze służb, to i służby kogoś dla równowago ruszyć mogą)...
Swoja drogą ciekawi mnie, czy czasem Rosjanie nie zwracali się np o ustalenie stanu konta zabitych pilotów, by na przykład powiedzieć: widzicie mieli długi to się zabili.
Rzeczywiście, mogli się zwracać, ale że to nie działka IPNu, to i pewnie się nie dowiemy, że się zwrócili, i im zwrócono (wyciągi z kont i bilingi). No chyba, że polskie dochodzenie zacznie zbaczać z ustalonego toru, to wtedy się dowiemy, że któryś z pilotów 7 miesięcy wcześniej dzwonił do kuzyna ciotki szwagra, który jest psychiatrą, i wówczas MAK przedstawi uzupełniony portret psychologiczny załogi. A może się jeszcze okazać, że któryś z członków załogi niegdyś sprawdzał w internecie np. urządzenia do blokady kolumny kierowniczej w samochodach i będziemy mieli gotowy profil sabotażysty....
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie uzasadniła swoją prośbę realizacją wniosku nr 16 Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej z dnia 6 października 2011 r. o międzynarodową pomoc prawną.
Jak rozumiem, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie realizuje wniosek KŚ FR na zasadzie wzajemności, po tym (bo przecież z pewnością nie przed tym...) jak sama wystąpiła z wnioskiem nawet nie o ustalenie krewnych i powinowatych do 3 pokolenia wstecz, ale przynajmniej o ustalenie danych osobowych i o możliwość przesłuchania np.:
płk Nikołaja Krasnokutskiego (nadzorcy wieży w Smoleńsku)
gen. Władimira Benediktowa (rozmówcy płk Krasnokutskiego)
Jurija Uszakowa (pełnomocnika ds. organizacji obchodów)
dowódcy Iła-76
dowódcy ochrony na lotnisku w Smoleńsku
osoby kierującej akcją ratunkową po katastrofie
...
A swoją drogą, to Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie zapewne badała powiązania (niekoniecznie rodzinne, ale choćby biznesowe) np. Olega Deripaski, szefa konsorcjum kontrolującego m.in. zakłady Awiakor w Samarze, które od 2009 r. zaczęły dokonywać napraw polskich tupolewów... Albo zależności służbowe w MAK-u, który wydając certyfikaty dopuszczenia do ruchu samolotów (m. in. po naprawach w Samarze), prowadzi również dochodzenia w sprawie katastrof owych samolotów...
I jak rozumiem Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie niezwłocznie poinformuje opinię publiczną, gdy wnioski zaostaną przez Rosjan zrealizowane (no bo przecież zostaną, na zasadzie wzajemności...), nieprawdaż?
< ironia > Bo niemożliwym wszak jest, żeby polska prokuratura realizowała wnioski rosyjskie, nie oczekując pomocy prawnej od strony rosyjskiej w prowadzonym [?] przez siebie dochodzeniu...
< / ironia >
Czyli chodzi o brak zaufania do instytucji panstwa polskiego.
Dodam, ze instytucji niezaleznej bezposrednio od rzadu bo przeciez taka jest istota dzialania prokuratury.
Rozumiem, że są osoby, mające bezwzględne zaufanie do polskiej prokuratury (zarówno cywilnej jak i wojskowej). Pani Kurtyka zapewne do nich jednak nie należy, i sądzę, że ma pewne (być może zupełnie subiektywne) powody. Cywilizowane i kulturalne podejście do sprawy uwzględniałoby wątpliwości p. Kurtyki...
Obie prokuratury rzeczywiście są bezpośrednio i formalnie niezależne od rządu. Z ciekawości zapytam, czy Sz. Pan również uważa (ale tak poważnie), że są faktycznie całkiem niezależne od rządu? Np. w świetle przepychanek o zwolnienie szefa NPW, którego odwołania domagał się niezależny Prokurator Generalny RP, ale udało mu się do tego doprowadzić dopiero po "szerokich konsultacjach" z rządem i Prezydentem RP?
Widze, ze nieuznawanie panstwa polskiego i jego instytucji staje sie w srodowisku PISowskim jakas regula.
Sz. P. napisał to o mnie, czy o p. Kurtyce, bo nie całkiem dla mnie to jasne?
właśnie się dowiedziałem że Zuzanna Kurtyka NIE CHCE ekshumacji męża. No i co wy na to?
A dowiedział się Sz. Pan (lub wydedukował) dlaczego?
Pewną pomocą może być nieco obszerniejsza niż jednozdaniowa informacja, np. fragment artykułu z "Rzepy":
W oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem oraz Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Zuzanna Kurtyka poinformowała, że jest przeciwna tej procedurze.
"Prokuratura Wojskowa nie tak dawno poinformowała mnie o takiej swojej decyzji z urzędu. Dotychczas na moje dwa wnioski dotyczące: prośby o zaniechanie tej procedury i jednoznacznego stanowiska, że jestem jej w obecnych warunkach przeciwna i prośby o zgodę na udział w niej dwóch patomorfologów: jednego z Zakładu Medycyny Sadowej UJ z Krakowa, drugiego z Nowego Jorku otrzymałam dwie odpowiedzi odmowne" - napisała Zuzanna Kurtyka.
Kluczowe wydają się tu być sformułowania "w obecnych warunkach" oraz "prośby o zgodę na udział w niej dwóch patomorfologów". Moim zdaniem nie wygląda to na bezwzględną niechęć do ekshumacji i dalszego ustalania faktów, lecz raczej na brak zaufania do czynności urzędowych bez udziału nie powiązanych z władzami świadków/biegych, a może nawet chęć zapobieżenia zacierania lub niszczenia dowodów...
@Schwartzcharacter
No tak, ale przy takim postawieniu sprawy polska rogata dusza tupie kopytkami na analogię Litwa-Polska do Bóg-Kuba - niedoczekanie! (przy odwróconej analogii tupania nie słychać). To może zmieńmy całkiem przysłowie na inne o podobnym znaczeniu:
Jakie „Szczęść Boże”, takie „Bóg zapłać”.
Albo żeby żadni politycy protestów na drzwiach kościoła nie przybijali, to może: jak ty komu, tak on tobie.
Pozdrawiam,
@Dariusz Kozłowski
To cieszę się, że zgadzamy się co do zakresu problemów. I dziękuję za przypomnienie spraw inwestycji - to rzeczywiście istotna sprawa. Nb. o ile dobrze pamiętam, to w Możejkach pojawiło się, na mniejszą skalę, odbicie części problemów w stosunkach między naszymi narodami: najpierw Polacy próbowali podejść przyjaźnie i ostrożnie prowadzili politykę kadrową, po czym zaczęli oskarżać Litwinów o socjalistyczne podejście do pracy, a czasem wręcz o sabotaż, po czym gdy usprawnili zarządzanie przez wymianę części kadry na polską, to pojawiły się litewskie oskarżenia o paternalizm, polonizację, itp. No i jakoś, oficjalnie bez żadnego związku z powyższym, pojawiły się problemy z remontem torów, dostawami, itp.
Sprawa jest niewątpliwie skomplikowana, siłowych rozwiązań nie da się i nie należy stosować, ale trzeba bardziej racjonalnie i stanowczo realizować politykę zagraniczną. Warto było spróbować przyjaznego podejścia - bo przy przyjaznej odpowiedzi Litwinów, obie strony by na tym zyskały. Ale nie wyszło, więc trzeba dostosować politykę do realiów.
Nadal jednak uważam, że wypowiedzi większości polityków litewskich są albo chaotyczne, albo zdecydowanie antypolskie, w dodatku niepoważne, bo "idące w zaparte" w sprzeczności do faktów. Co zresztą wzmaga trudności w rozmowach z nimi, bo trudno jest w takiej sytuacji racjonalnie prowadzić dyskusję. Ale też kiepsko oceniam postępowanie strony polskiej - również mamy tu pewną chaotyczność, brak skoordynowania działań różnych ośrodków władzy, chyba zbyt słabą lub rzadką analizę sytuacji (tu oczywiście mogę się mylić, bo nie mam przecież dostępu do dokumentów rządowych) i brak sprawnej i konsekwentnej odpowiedzi na zidentyfikowane problemy. Idealnie by było, gdyby o wyznaczaniu kierunków polityki zagranicznej decydowało gremium składające się z przedstawicieli wszystkich partii parlamentarnych - co umożliwiłoby prowadzenie konsekwentnej i długoterminowej polityki zagranicznej, bez większych zawirowań przy zmianach rządów. Ale to wymagałoby kierowania się przez wszystkie partie wchodzące w skład tego gremium polską racją stanu (przynajmniej w aspekcie polityki zagraniczej), a tego warunku jednak nie spełnia większość obecnych partii...
Polityka zagraniczna, w tym w stosunku do Litwy, będzie zatem dalej tak samo chaotyczna, jak dotychczas, dopóki nie zmieni się zasadniczo funkcjonowanie państwa...
Pozdrawiam,
@Balt5
Ale żadnego Liwina nie gryzłem, ani się gryźć Litwinowi nie pozwoliłem, jak też i nie byłem świadkiem żmijowych ukąszeń osób jakiejkolwiek narodowości, więc nie będę się wypowiadał na temat prawdziwości rzeczonego przysłowia.
Jedyny człowiek podający się za rodowitego Litwina, którego znam, nazywa się niecałkiem po litewsku, działa nieco podejrzanie i wydaje mi się, że ma raczej różne związki z inną ościenną narodowością, nieco bardziej na wschód. Ale na podstawie pojedynczego przypadku nie zwykłem wyciągać wniosków o cechach całej populacji.
Niepokoi mnie natomiast postępowanie rządów po obu stronach granicy - i brak pewnej równowagi. W polityce zagranicznej warto długoterminowo kierować się zasadą wzajemności. Można wykonywać od czasu do czasu gesty bardziej przyjazne niż wynikałoby to z bieżącego poziomu wzajemnych stosunków, ale ogólnie warto kierować się innym przysłowiem:
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Oj, i wylazł jednak ten paternalizm... ;-)
@Dariusz Kozłowski
Z tego co wiem, to na poziomie państwowym raczej nie traktujemy Litwinów paternalistycznie, raczej obchodzimy się jak z jajkiem. Większość Polaków, również tych odwiedzających Litwę, pewnie o konfliktach nie wie, lub nie ma ochoty wiedzieć, zatem i traktuje nie gorzej i nie lepiej niż większość obcokrajowców, w granicach błędu statystycznego.
Ludzie bardziej zainteresowani - część polityków, dziennikarzy, blogerów, jak też pewnie kibiców na "występach" wyjazdowych, może od czasu do czasu coś chlapnąć z wyższością, albo po prostu niepochlebnie. Ale... czy oficjalne tłumaczenia Litewskich polityków są rzeczywiście poważne? Szkoły polskie za granicą mają najlepsze warunki na Litwie (czy jakoś podobnie)? Zmiana okręgów wyborczych pod Wilnem nie ma nic wspólnego z procentem ludności pochodzenia polskiego w tych okolicach? Restytucja mienia w Wilnie i okolicach przebiega identycznie dla wszystkich obywateli litewskich, niezależnie od narodowości? Naprawdę?
Czy takie oficjalne wypowiedzi można traktować jako "dorosłe"? Czy raczej jak dziecka, które złapane na przywłaszczeniu sobie zabawki, idzie w zaparte, że to jego, wujek mu ją dał, a że zabawka jest podpisana "Staś", to dlatego, że on ma tak na trzecie imię.
Przy okazji, powrównanie czyjegoś zachowania do "rozwydrzonych, skrajnie egoistycznych bachorów", niekoniecznie świadczy, że się musimy uznawać z dorosłych. Ja bym się w tym kontekscie nie obraził, gdyby nasze działania, a dokładnie polskiej dyplomacji, porównano do zachowania przerośniętego mazgaja, który po odmowie na prośbę puszczenia samolocików nad piaskownicą zajmowaną przez rozwydrzonego bachora, zamiast zabrać swoje zabawki - to płaczliwie błaga o możliwość zaprzyjaźnienia się i jeszcze próbuje przekupić cukierkami...
Jest jeszcze jeden aspekt sprawy: dyskutujemy, że pisownia polskich nazwisk to drobnostka niegodna większej uwagi, i w ogóle wszystkie te konflikty są strasznie rozdmuchane, ale dla Polaków mieszkających na Litwie to wcale nie są trywialne sprawy. Zamknięcie 20% polskich szkół i plany jeszcze bardziej drastycznych cięć, dyskryminowanie "urzędowe" Polaków, zwłaszcza w sprawie restytucji mienia, to dla nich są sprawy najwyższej wagi. Więc może warto jednak trochę bardziej stanowczo upominieć się o prawa rodaków za północną granicą. Zwłaszcza, że nie domagają się niczego niezwykłego, jak na obyczaje europejskie, włączając w to litewskie...
Pozdrawiam,
@Obi-Wan Kenobi
@piko
Odpowiedź: 1 milion 185 tysięcy 918 zł 44 grosze.
Uzbierać, to się może i uzbiera, ale czy nadal tam będzie po 40 latach pracy? Zakładając nawet, że państwo w wielkim swym miłosierdziu (lub niedowładzie, niepotrzebne skreślić) pozwoliłoby na taki eksperyment (i nie zmieniło przez 40 lat zdania!), to zwąchawszy ten ponad milion leżący sobie gdzieś spokojnie na koncie, odczułoby niemożliwą do opanowania pokusę, by poprawić wykorzystanie tych pieniędzy... 5 mln emerytów (za 40 lat - z pewnością niedoszacowane) * 1 mln zł = 5 bilionów zł. O rety! I taka kasa ma gdzieś sobie leżeć i państwo miałoby tylko czuć zapach tych pieniędzy? Nie, nie, to niemożliwe... Można by było przecież z tytułu zapewnienia bezpieczeństwa oszczędnościom/nadzoru bankowo-emerytalnego/opłaty nadzwyczajnej za niewtrącanie się/(inne dodać - biurokracja w dziedzinie wymyślania sposbów zalegalizowanego rabunku jest nazwyczaj sprawna) uszczknąć tak z 5%. Albo 10%. A właściwie, to 20%, bo państwo cierpliwie czekało przez 40 lat, to mu się premia za cierpliwość należy. A bogatszym, to można by było i z 70% zabrać, bo i po co komu więcej niż np. 7 tys. emerytury?
Tak, w teorii byłoby pięknie, ale najpierw trzeba by było wychować sobie niewtrącające się państwo. A takie się jeszcze nei narodziło. Ale można sobie pięknie pomarzyć.... ;-)
Pozdrawiam,
@Panna Wodzianna
Pani każe, sługa musi,
skąpał się biedak po szyję...
[ale mokro na tym blogu, to pewnie przez gorące flądry].
Płanetniki (przynajmniej niektóre) wagomiar zaiste mają bliski czołgowi, ale z pięknością to już przesada. No chyba że Baśka ma militarystyczno-sprzętowe ciągoty (z ciągnikami nie mylić)...
@Mania Prześladowcza 3
@Panna Wodzianna
A mi do Widzewa dość daleko.
Przy okazji, to warto zachować szczególną czujność z flądrowym tematem, bo od annofagii do pannofagii niedaleko. Choć sama pannofilia chyba jest mile widziana na tym blogu?
@Panna Wodzianna
Jak się nazywa taka "-filia"?
Pewnie "annafilia" prowadząca do "annofagii". Tylko ostrożnie, bo może się skończyć wstrząsem annafilaktycznym...
@Autor
@Alfredo
A nie, nie, z tym ostrożnie. Niektórzy mieli ciężką alergię na pewne twarze w TVP, mogło im jeszcze nie przejść. Ale kto wie, gdyby ich wszystkich ubrać w mundury (odradzałbym ZOMO, ale pewnie marynarskie lub lotnicze byłyby do twarzy) - to może by się wszyscy "przyjęli"...
@Dr.Wall
...powinno się zatrudnić Barańskiego i resztę tamtej załogi. Najlepiej w mundurach. Też tworzyli wizerunek i powinniśmy dać im drugą szansę. Niewątpliwie, kilka osób byłoby z tego powodu szczęśliwych.
Jasne, wszak "za mundurem panny sznurem"...
@Alfredo, Rymplum
Dobrze byłoby ustalić ile tych połów ma red. Lis, bo jeszcze gotów nam dać z siebie 150 albo i 200%...
Pozdrawiam,
@bren
A moze...
Choć nie, Lenin w Poroninie. Tylko gdzie tu ten Trocki?
@Nygus
I niech nawet satyrykom przez myśl nie przemknie dostrzeganie jakiejś symetrii (np., że jak ktoś rusza kogoś ze służb, to i służby kogoś dla równowago ruszyć mogą)...
Pozdrawiam,
@Martynka
Rzeczywiście, mogli się zwracać, ale że to nie działka IPNu, to i pewnie się nie dowiemy, że się zwrócili, i im zwrócono (wyciągi z kont i bilingi). No chyba, że polskie dochodzenie zacznie zbaczać z ustalonego toru, to wtedy się dowiemy, że któryś z pilotów 7 miesięcy wcześniej dzwonił do kuzyna ciotki szwagra, który jest psychiatrą, i wówczas MAK przedstawi uzupełniony portret psychologiczny załogi. A może się jeszcze okazać, że któryś z członków załogi niegdyś sprawdzał w internecie np. urządzenia do blokady kolumny kierowniczej w samochodach i będziemy mieli gotowy profil sabotażysty....
@Martynka
Jak rozumiem, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie realizuje wniosek KŚ FR na zasadzie wzajemności, po tym (bo przecież z pewnością nie przed tym...) jak sama wystąpiła z wnioskiem nawet nie o ustalenie krewnych i powinowatych do 3 pokolenia wstecz, ale przynajmniej o ustalenie danych osobowych i o możliwość przesłuchania np.:
płk Nikołaja Krasnokutskiego (nadzorcy wieży w Smoleńsku)
gen. Władimira Benediktowa (rozmówcy płk Krasnokutskiego)
Jurija Uszakowa (pełnomocnika ds. organizacji obchodów)
dowódcy Iła-76
dowódcy ochrony na lotnisku w Smoleńsku
osoby kierującej akcją ratunkową po katastrofie
...
A swoją drogą, to Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie zapewne badała powiązania (niekoniecznie rodzinne, ale choćby biznesowe) np. Olega Deripaski, szefa konsorcjum kontrolującego m.in. zakłady Awiakor w Samarze, które od 2009 r. zaczęły dokonywać napraw polskich tupolewów... Albo zależności służbowe w MAK-u, który wydając certyfikaty dopuszczenia do ruchu samolotów (m. in. po naprawach w Samarze), prowadzi również dochodzenia w sprawie katastrof owych samolotów...
I jak rozumiem Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie niezwłocznie poinformuje opinię publiczną, gdy wnioski zaostaną przez Rosjan zrealizowane (no bo przecież zostaną, na zasadzie wzajemności...), nieprawdaż?
< ironia > Bo niemożliwym wszak jest, żeby polska prokuratura realizowała wnioski rosyjskie, nie oczekując pomocy prawnej od strony rosyjskiej w prowadzonym [?] przez siebie dochodzeniu...
< / ironia >
Pozdrawiam,
@wadams
Dodam, ze instytucji niezaleznej bezposrednio od rzadu bo przeciez taka jest istota dzialania prokuratury.
Rozumiem, że są osoby, mające bezwzględne zaufanie do polskiej prokuratury (zarówno cywilnej jak i wojskowej). Pani Kurtyka zapewne do nich jednak nie należy, i sądzę, że ma pewne (być może zupełnie subiektywne) powody. Cywilizowane i kulturalne podejście do sprawy uwzględniałoby wątpliwości p. Kurtyki...
Obie prokuratury rzeczywiście są bezpośrednio i formalnie niezależne od rządu. Z ciekawości zapytam, czy Sz. Pan również uważa (ale tak poważnie), że są faktycznie całkiem niezależne od rządu? Np. w świetle przepychanek o zwolnienie szefa NPW, którego odwołania domagał się niezależny Prokurator Generalny RP, ale udało mu się do tego doprowadzić dopiero po "szerokich konsultacjach" z rządem i Prezydentem RP?
Widze, ze nieuznawanie panstwa polskiego i jego instytucji staje sie w srodowisku PISowskim jakas regula.
Sz. P. napisał to o mnie, czy o p. Kurtyce, bo nie całkiem dla mnie to jasne?
@Alex_Disease
A dowiedział się Sz. Pan (lub wydedukował) dlaczego?
Pewną pomocą może być nieco obszerniejsza niż jednozdaniowa informacja, np. fragment artykułu z "Rzepy":
W oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem oraz Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Zuzanna Kurtyka poinformowała, że jest przeciwna tej procedurze.
"Prokuratura Wojskowa nie tak dawno poinformowała mnie o takiej swojej decyzji z urzędu. Dotychczas na moje dwa wnioski dotyczące: prośby o zaniechanie tej procedury i jednoznacznego stanowiska, że jestem jej w obecnych warunkach przeciwna i prośby o zgodę na udział w niej dwóch patomorfologów: jednego z Zakładu Medycyny Sadowej UJ z Krakowa, drugiego z Nowego Jorku otrzymałam dwie odpowiedzi odmowne" - napisała Zuzanna Kurtyka.
Kluczowe wydają się tu być sformułowania "w obecnych warunkach" oraz "prośby o zgodę na udział w niej dwóch patomorfologów". Moim zdaniem nie wygląda to na bezwzględną niechęć do ekshumacji i dalszego ustalania faktów, lecz raczej na brak zaufania do czynności urzędowych bez udziału nie powiązanych z władzami świadków/biegych, a może nawet chęć zapobieżenia zacierania lub niszczenia dowodów...