Czy w tym rozpędzeniu nie widzicie, że osłabiacie wagę lustracji i siłę oddziaływania takich zjawisk, jak Maleszka? Jeśli na każdego rzuca się oskarżenia, za chwilę ludzie przestaną wierzyć w winę Maleszki. Tak nie wolno. Piszę to jako zwolenniczka lustracji i konsekwentna obrończyni "Listy Wildsteina". Nie ma żadnych podstaw, by rzucać oskarżenia na prof.Halinę Bortnowską. Zarejestrowanie jako kontakt operacyjny, nie świdczy jeszcze o winie. KO mógł nie mieć pojęcia, że tak go traktuje kolega lub bliski znajomy. Wiem to ze swoich teczek, a mam ich ponad 10 kg. Bortnowska mogła chodzić na kawę i ciastka z facetem, który jej sie podobał, a ten wyciągał od niej "ploteczki". Mogła o tym nie wiedzieć, tak jak nie wiedzieli koledzy Pyjasa. Pisanie, że sprzedawała kolegów za kawę i ciastka jest bezmyślnością, a w obecnych warunkach okrucieństwem. Przykro mi, ż ks.Zaleski, którego bardzo szanuję przekracza granicę. A co gorsza, takie wypowiedzi szkodzą idei lustracji
Jak to przykro oglądać, gdy lubiany niegdyś polityk, traci klasę. Ostatnie zdanie Pana tekstu sugeruje, że to samo zjawisko drąży CAŁĄ KLASĘ. Czy Schetyna oczekiwał od Marcinkiewicza konkretnego gestu podbudowującego pozycję Tuska jako przyszłego kandydata na prezydenta? Czy jakiegokolwiek ruchu dokopania PiS-owi? Czy Marcinkiewicz samorzutnie chciał się przypodobać? Należy domniemywać, że jeśli się na to zdobył, to był przekonany, że tym czynem zyska łaski. Musiał mieć jakieś sygnały, a to już źle świadczy o całym PO. Marcinkiewicz swoim zachowaniem kompromituje wszystkich: Jarosława Kaczyńskiego jako promotora Kazika na fotel premierowski, Schetynę, który chciał go "zagospodarować" w rządzie, Gowina jako rektora Szkoły Liderów oraz nas wszystkich, że mieliśmy premiera tak marnej klasy
Panie Ludwiku,
Wielbię Pana teksty, bo są mądre. Podkręcam głos w TVN24, gdy Pana widzę, bo ma Pan coś sensownego do powiedzenia. Dlaczego ten sam intelekt nie mógł przebić się na zewnątrz, gdy sprawował Pan funkcję wiceprezesa PiS i "pisowskiego" marszałka sejmu? Dlaczego wtedy wchodził Pan w ideologiczną retorykę Gosiewskiego i Kaczyńskiego i podporządkowując jej także swoją erudycję? Przecież "wykształciuchami", "kamaszami" itp. wpisywał się Pan w obowiązujący pisowski język, który nie przynióśł partii chwały, a wręcz odwrotnie zaburzył komunikację nawet z sympatykami idei pisowskich? Przecież jako marszałek sejmu mógł Pan wyjść z tego kostiumu. Dlaczego tak się nie stało? Pozostaje to dla mnie tajemnicą i rodzi wielki smutek.
Panie Emisariuszu Drogi,
Jest jeden warunek, www.radaprogramowa... nie może służyć żadnym politycznym działaniom, także, skąd inąd interesującym próbom budowania IV RP, które zawarł Pan w tym poście. Oceniać program TVP muszą wszyscy, ludzie różnych poglądów i z takich punktów widzenia, jakich zechcą . Bronię idei niezależności i bezstronnści telewizji publicznej jak Niepodległości.
Już prywatnie: jestem córką przedwojennego działacza Narodowej Demokracji, ale nie podoba mi się, że przy nazwisku Śpiewaka użył Pan słowa "koszerny". Po co? To łyżka dziegciu w beczce miodu.
Pozdrawiam
Panie Emisariuszu,
Bardzo mi się podoba pomysł z FORUM dyskusyjnym Potrzebuję jak nawięcej uwag na temat konkretnych pozycji programowych TVP, ramówek, propozycji tematów, pomysły na audycje, nowe formaty itp. Nie chodzi o fachowe propozycje, choć i te mile widziane, ale o odczucia, potrzeby, uwagi krytyczne, konkretnie, coźle i dlaczego. Czy nie można tego jakoś związać ze stroną TVP? Pytam, ponieważ mam obawy, że niektórzy członkowie Rady mogą mieć rezerwę do prywatnej inicjatywy. Pan wie, jak ludzie są dziś podejrzliwi, Pan również, o czym świadczy wciskanie mi jakichś układów z SLD. Takich barier, jeśli będą, nie pokona się, tak jak Panu i innym nie wytłumaczy się, że Gadzinowski od 6 lat jest członkiem Rady Programowej, co nikogo do tej pory nie dziwiło, a jak w wyborach demokratycznych wszedł do prezydium (funkcja tytularna), to ogólne święte oburzenie. Mitem też jest "doradztwo" prezesowi i zarządowi. Radę traktują jak zło konieczne i opędzają się od jej uchwał jak od much. Wstrętne mi są poglądy polityczne Gadzinowskiego, ale nie można komuś odbierać praw wyborczych z powodu jego poglądów. Wracając do FORUM wwww.radaprogramowa.tvp.fora.pl - genialne! Proszę mi dokładniej napisać mejlem mój adres: Janina.Jankowska@gmail.com , jak to by praktycznie wyglądało, czego Pan oczekuje od poszczególnych członków? Obawiam, ze nie wszyscy posługują się na codzień internetem. W 3/4 jest to zbiorowisko bogatych indywidualności politycznych, któremu staram sie nadać kierunek skupiony na programie. Np. b. posłanka Sobecka, b.poseł Maksymiuk, obecny wiceminister rolnictwa p. Zaleski (PSL), rzeczony Gadzinowski, ale jest trójka dziennikarzy i fajny chłopak z "Frondy", który odmówił wejścia do prezydium. Gdyby się zgodził nie wszedłby Gadzinowski. Czy się wszyscy członkowie włączą czy nie, proszę Pana serdecznie o założenie takiej strony.
Pozdrawiam równie serdecznie
Z zażenowaniem oglądamy niektóre wystąpienia naszych posłów. Dlaczego temu stylowi ulegają dziennikarze?
Monika Olejnik w „Kropce nad i” (19 grudnia 07) przekroczyła w sposób przykry granice dobrego smaku.
W „Kropce nad i” zazgrzytało nieprzyjemnie. Monika Olejnik wspólnie z posłem SLD Jerzym Wunderlichem doprowadziła do sceny poniżenia na wizji drugiego gościa za to, że ma inne niż oni poglądy. Stosunek do moralnych aspektów metody in vitro jest kwestią wyznawanej filozofii. Biskupi maja prawo wypowiadać się w tej kwestii zgodnie z nauką kościoła. Posłowie mają prawo być katolikami i identyfikować się z poglądami biskupów. Głównym tematem tej rozmowy była ocena listu biskupów w sprawie zapłodnienia metodą in vitro. Z góry wiadomo, że o tej ocenie decyduje światopogląd. Można dyskutować o konflikcie racji, o konsekwencjach praktycznych jednego i drugiego światopoglądu. Wymuszanie na pośle Tadeuszu Cymańskim, który wyraźnie podkreślał, że rozumie pragnienia rodziców, negatywnej oceny listu Biskupów w tej sprawie jest zabiegiem poniżej standardów dziennikarskich. Dziennikarka w pełni zidentyfikowała się z poglądami Jerzego Wunderlicha, który atakując biskupów i Cygańskiego stosował chwyty z sali sejmowej ze szkoły Kazimierza Kutza. Monika Olejnik w pewnym momencie oddała mu prowadzenie. Tadeusz Cygański stanął pod pręgierzem, kiedy Wunderlich kazał mu natychmiast spojrzeć w kamerę i złożyć życzenia świąteczne dzieciom narodzonym dzięki metodzie in vitro. Tadeusz Cygański zdrętwiał z przerażenia. Monika Olejnik naciskała. Cymański nie mógł wydobyć z siebie słowa. Widz poczuł się nieswojo. To było poniżenie człowieka. Nie godzi się słynnej dziennikarce organizować tego rodzaju spektakli, bo to już z dziennikarstwem ma niewiele wspólnego.
Może nie mam racji? Proszę, obejrzyjcie ten spektakl za pół godziny po 24.00 w TVN24.
Dzięki za prześledzenie "obecności" medialnej aneksu, zwłaszcza w temacie kupna na bazarze. To typowy przykład nierzeczywistości, którą fundują nam dziś szczególnie wzięci na rynku dziennikarze. Politycy prowadzą swoją grę. Dziennikarze są instrumentem. Jeśli nazbyt silnie angażują się po jednej ze stron, zadania wyznaczone przez polityków wykonują z pasją. Nie posądzam ich o świadomy udział w jakimś z góry zarysowanym planie. Ania Marszałek szczerze nienawidzi PiS-u, a szczególnie Lecha Kaczyńskiego, który kiedyś, jeszcze jako minister sprawiedliwości zasugerował jej dziennikarską współpracę ze służbami i zapowiedział, że to udowodni. Nic z tego nie wyszło. Bo to nie musiało tak być, a Lech Kaczyński, jak zwykle, mówi o jeden akapit za dużo. Tymczasem Anna Marszałek, jak wszyscy bezkarnie korzysta z przecieków, podszeptów, pseudo dowodów sugerowanych przez tzw. źródła. A ma ich dużo, zwłaszcza wśród tych, którzy również nienawidzą Kaczyńskich. Napisałam "bezkarnie korzysta", bo tych informacji, które są miodem na jej duszę, nie sprawdza i szybko formułuje atrakcyjne medialnie uogólnienia. Są dziennikarze zaprogramowani na dowalanie temu lub innemu, inaczej myślącemu. Łańcuszek przyjaciół może zbudować w mediach taką nierealność jak możliwość kupna aneksu na bazarze. Takie publikacje wykorzystują politycy i w efekcie mamy sprawę Sumlińskiego.
W tym sensie autor ma rację, że współgranie tekstów medialnych z wydarzeniami politycznymi każe postawić pytanie, czy to jest jeszcze dziennikarstwo?
Zgadzam się,kardynał Dziwisz spotkaniem z Donaldem Tuskiem uprawomocnił działalność o.Rydzyka tym samym wciągnął polski kościół w politykę. Szkoda, tak bardzo chciałoby się, żeby ktoś w tym kraju czuwał, trzymał się zasad. Innymi słowy chronił, gdzie można, kościół od polityki.
"Sowieci w potworny sposób zamordowali polskich mężczyzn, następnie starali się to ukryć, a polskie kobiety cierpiały. Takie są fakty, i co niby ma z nich wynikać po 50 latach?"
"Hitlerowskie Niemcy wymordowały kilka milionów ludzi:Żydów, Cyganów,Polaków, Czechów, Węgrów, Rosjan itd. Takie są fakty, i co niby ma z nich wynikać po 50 latach?
Mieszkańcy Jedwabnego spalili w stodole kilkuset Żydów, co władza komunistyczna po wojnie starała się zatuszować. Takie są fakty i co niby ma z nich wynikać po 50 latach?
Po pierwsze: nikt piszący, szczególnie komentarze, nie może być obiktywny, ale może być uczciwy. A to znaczy, że posługuje się argumentami a nie etykietami. W dziennikarstwie próba zachowania bezstronności jest bardziej precyzyjnym pojęciem. Polemizując z cudzym poglądem też można zachować zasadę bezstonności poprzez wysiłek poznania i zrozumienia argumentów drugiej strony. U nas inaczej myślący to wróg. Osobiście lubię takich, bo intelektualnie prowokują, zmuszają do weryfikowania własnych przekonań, otwierają nowe przestrzenie, skłaniaja do konfrontacji różnych zjawisk. Odrębny pogląd to nie strzały z karabinu, ale inspiracją do szukania własnych odpowiedzi.
Niestety, w polskim dziennikarstwie porobiło się. W dalszym ciągu trwa wojna polityczna. Salon Warszawski i obciach. To też temat.
Bardzo bliski mi światopoglądowo tekst. Jak zaimplantować naszym elitom politycznym i dziennikarskim ten sposób myślenia? Na tle wrzawy o niczym Pana głos jest kroplą żródlanej wody. Dziękuję.
"Ćwok" jest określeniem pejoratywnym wywodzącym się z XIX w, odnoszącym sie do niskich sfer: nieobycie, brak inteligencji, "wiejski ćwok". Niemiły jest ten tekst, w którym autor używa tego określenia w stosuku do poglądów. To dosyć niskie, prymitywne. Mnie odrzuca.
"Podaję ich nazwy: Pierwsza "Radio Solidarność" w 1981.
Druga "Rzeczpospolita" na swoim starcie, budowała zespół."
Hola, hola, "RADIO SOLIDARNOŚĆ W 1981", proszę dokładniej. Czy chodzi o redakcję "Radio Solidarność" - Region Mazowsze w Warszawie nagrywającą audycje na kasetach magnetofonowych w Polskim Radiu, a rozprowadzanych kanałami zwiąkowymi do zakładów pracy? Czy o "Radio Solidarność" we Wrocławiu, które emitowało audycje z samochodów lub RS w Gdańsku? Pracowałam i współtworzyłam Radio Solidarność w 1981. Nikt w tamtym zespole nie mógł takich "nauk", jak piszesz. Nie znam piękniejszego okresu fantastycznej, bezinteresownej współpracy między dziennikarzami. Ludzie pracowali za darmo i w pełni ideowo. Jedyne, co dziś budzi moją wątpliwość, to nadmierne zidentyfikowanie się z ruchem Solidarności. Dziennikarz powinien mieć zawsze dystans, a wtedy, gdy walczyło sie z komuną, to było niemożliwe. Byliśmy częścią tej rewolucji. Cynizm, o którym piszesz w tej epoce, w tym konkretnym miejscu, u tych dziennikarzy jeszcze nie zdążył sie narodzić. Kłóciliśmy sie o inne sprawy. O odwagę i autocenzurę. Chyba nałożyły ci sie doświadczenia z późniejszych lat albo czegoś nie rozumiałeś.
Dokonuje Pan nadużycia, upolitycznia Pan wypowiedź Marka Kondrata, który buntuje się przeciwko TABLOIDYZACJI TELEWIZJI JAKO MEDIUM, co bardziej odnosi się do stacji prywatnych, których oglądalność wzrasta a nie do TVP, która tym nie może się pochwalić. Proszę uważnie czytać tekst Kondrata:
"Oglądalność wzrasta. Chamstwo rośnie w siłę. Jest jak niekontrolowana torpeda, która z hukiem przecina ciche dotąd jezioro, tylko dlatego że jest potężna. Rzeczywistość dała jej prawo postawić własne zachcianki nad potrzebami wszystkich innych. Jest uwolniona. Całe nieszczęście człowieka wrażliwego, który wbrew zniechęceniu w kółko usiłuje dociec swego miejsca na ziemi, polega na bezradności wobec tej torpedy. Jego wrażliwość w konfrontacji z tamtą usłyszy tylko: a chcesz w ryj? Odpowiedzi brak. Brak narzędzi i broni. Z potyczki chamstwa z wrażliwością ta ostatnia wychodzi pokonana."
Free Your Mind:
"No, diagnoza, jak diagnoza. Niewykluczone, że podobna myśl dręczyła K. Kutza, gdy niedawno stwierdził, żeby zrobić porządek z TVP. Akurat za R. Kwiatkowskiego takich dylematów aktorzy i reżyserzy chyba nie mieli, ale co tam, stare dzieje."
Drogi Free Your Mind, proszę nie zakłamywać rzeczywistości. Co ma wspólnego polityczny atak K.Kutza na wszystko, co kojarzy mu się z PiS-em, a więc i na TVP z odczuciami Marka Kondrata? O czem innym mowa. Prawda, że TVP przeżywa kryzys związany z zarządzaniem przez osoby tak niekompetentne jak dyr.Raczyńska, z decyzjami programowymi narzuconymi politycznie, wogóle z traktowaniem jej od lat jako mienie zdobyczne rządzących partii. Można wiele krytycznych słów powiedzieć o programach informacyjnych, publicystycznych czy rozrywkowych TVP, ale chamstwa w nich nie ma. Natomiast można mieć poważne zastrzeżenia do form publicystyczno-rozrywkowych typu "Teraz My", gdzie robi się publiczny shaw z intymnych przeżyć, a czasem zadaje pytania, które mogłyby paść w gabinecie ginekologicznym. W tej telewizji można wszystko zrobić z człowiekiem. "Rzeczywistość dała jej prawo postawić własne zachcianki nad potrzebami wszystkich innych. Jest uwolniona." - pisze Marek Kondrat I MA RACJĘ, ŻE TU NIE MA MIEJSCA NA CZŁOWIEKA WRAZLIWEGO. W TEATRZE TVP, W "SCENIE FAKTU" TAKIE MIEJSCE JEST.
Nie ważne, jakie są motywy powrotu Tomasza Lisa do TVP. (To jest autentyczny POWRÓT, bo dziennikarstwa uczył się Lis właśnie w TVP i tu zdobył popularność.)Co dziwnego, że rasowy dziennikarz szuka dobrego medium dzięki któremu może kontaktować się ze swoimi widzami? A TVP będzie miał ich najwięcej. To mądry ruch ze strony prezesa Urbańskiego. Nie ważne z jakich powodów podjął tę decyzję, ważne, że to służy telewizji publicznej i pluralizmowi. W konsekwencji odbiorcy zostaną wzbogaceni o inny punkt widzenia. To jest właśnie zadanie medium publicznego. Pełne oburzenia komentarze lewicowych dziennikarzy (np. Anna Laszuk w TokFM)świadczą o ciasnocie myślenia partyjnego w kontekście dziennikarstwa. Dla nich PO musi przejąć TVP, żeby Lis mógł godnie przekroczyć progi stacji. Paradoksalnie to owa "prawicowość" TVP utrzymuje pluralizm mediów. Jeśli zniknie program Pospieszalskiego,Kuby Strzeczkowskiego i inne, czym TVP będzie różniła się od TVN czy Polsatu? W TVP powinni być wszyscy, także Sławomir Sierakowski. Tylko telewizja publiczna daje takie szanse.
Chcecie wyprowadzić Polskę z Europy? Nie ma w cywilizowanym świecie kraju, gdzie nie byłoby telewizji i radia publicznego. Na innych zasadach w USA, na innych w Europie. Właśnie Europa ma najpotężniejsze stacje lub struktury sieciowe mediów publicznych. Począwszy od BBC a skończywszy na Skandynawach - nie ma społeczeństwa obywatelskiego bez mediów publicznych. One zawsze będą bardziej wywarzone, prezentują stanowisko rządu, opozycji, racje państwowe ( to nie zawłaszczenie tylko racja stanu), opinie pluralistycznego społeczeństwa, dialog społeczny i wspomaganie kultury narodowej. To jest ich rola, własny język, inne podejście do tematu, inne tematy, a nie upodabnianie się do tysięcy stacji komercyjnych. Telewizje publiczne w Europie są otwarte na DŁUGIE PROGRAMY. Wystarczy przypomnieć, że debata prezydencka we Francji trwała 3 godziny! A u nas znowu jakieś doraźne polityczne względy i kopletny brak rozeznania, co dzieje sie z mediami publicznymi w świecie oraz przyczajony lobbing różnych kapitałów uruchamia stadne myślenie o wylaniu dziecka z kąpielą czyli sprywatyzowaniu TVP i PR w Polsce. Amok. Tymczasem trzeba szybko pomyśleć o takiej nowelizacji ustawy o radiu i tv, by uruchomić mechanizm UNIEZALEŻNIENIA MEDIÓW PUBLICZNYCH OD BIEŻĄCEJ POLITYKI. Innymi słowy partie precz od TVP i POLSKIEGO RADIA.
Jaką wartość ma wolność badania dokumentów bez prawa publikacji wyników badań? Obrońcy Wałęsy odmawiają tego prawa historykom IPN, oczywiście moralnego prawa, bo dziś już nie mogą przełożyć swojego wyroku na zakaz administracyjny. Oceniają moralnie sam fakt podjęcia tematu, bo przecież samego tekstu nie znają. Takie myślenie cofa nas w czasy komunizmu.
Jeśli nie wpisują się w jego emocje, odrzuca. To znana metoda, szczególnie często stosowana w obecnych dyskursach przez każdą ze stron. Bardzo też użyteczna jest niewiedza, łatwiej wtedy sformułować efektowne uogólnienie, głównie polegające na wartościowaniu tj. ostatecznym zdyskredytowaniu przeciwnika. Skoro wraca Pan do krakowskiej przeszłości Kurtyki, to pragnę przywołać taki drobny FAKT. To on w 2002 jako szef krakowskiego oddziału IPN-u zainicjował nagrodę Kustosza Pamięci Narodowej, która przyznawana jest co roku pasjonatom przeszłości, ludziom, którzy dokumentowali historię swojego regionu, zbierali i chronili w trudnych czasach różnego rodzaju dokumenty i opracowania, tworzli prywatne zbiory, które służą nauce. To nie jest działalność polityczna, ale niesłychanie cenna dla dziedzictwa narodowego. Wbrew Pana ironii, Kurtyka jest doskonałym fachowcem w dziedznie archiwistyki. Przy całym szacunku dla p. Przewoźnika, znając pewne szczegóły sprowadzania z Niemiec "czaszki katyńskiej", nie powierzyłabym jego umiejętnościom organizacyjnym kierowania IPN-em. Jeśli udałoby sie uciec od walk politycznych i wgłębiło w profesjonalizm działań, odkrylibyśmy inną rzeczywistość niż ta, którą nam dziś serwują media i piszący z polityczna klapą na oczach - internauci.
Dosyć tego !
Bez klasy
Dlaczego?
Jest jeden warunek - raz jeszcze Rada Programowa
Do tematu Rada Programowa
Jak komentowała temat Monika Olejnik
Autor - to sprawa standardów dziennikarskich
To spotkanie nie służy katolikom
Jedwabne. O co chodzi?
Jest problem
Autor - dziękuję
To dosyć ohydne
Podpisuje sie pod apelem Pekin 2008
Michael - ja w sprawie dziennikarskich mistrzów
W sprawie telewizji
To dobra wiadomość
Partyzant i inni naiwniacy - zwolennicy prywatyzacji TVP i Pols
bryt.bryt
Czy autor udaje?
Autor ma swobodny stosunek do faktów.