Powszechnie zakłada się dwa podejścia do oskarżania kogokolwiek o cokolwiek. Jedno podejście dotyczy "zwykłych" obywateli. W tym przypadku oczywiście skarżący powinien udowodnić swoje oskarżenia i wszelkie wątpliwości powinny być interpretowane na korzyść oskarżonego.
Drugie podejście dotyczy ludzi, od których zależy los kraju (politycy, oficerowie wojska lub policji itp.). W tym przypadku obowiązuje przeciwna zasada: podejrzenie, że ktoś może mieć coś na sumieniu automatycznie dyskwalifikuje kandydata do danej funkcji.
Gdzieś przeczytałem, polski minister spraw zagranicznych (Skubiszewski) podczas negocjacji z rządem Niemiec był przez nich szantażowany, że jeżeli będzie zbyt nieustępliwy to oni ujawnią to co wiedzą o jego przeszłości. Nawet jeżeli tak konkretna informacja nie jest prawdziwa, to przecież łatwo można sobie taką sytuację wyobrazić w stosunku do jakiegokolwiek polityka. Dlatego pełna lustracja polityków JEST ABSOLUTNIE NIEZBĘDNA dla dobra Polski, abyśmy mogli mieć pewność, że ich decyzje nie są wynikiem szantażu.
Dokładnie ta sama zasada powinna dotyczyć dziennikarzy. Przecież hasło, że dziennikarze są kolejną władzą, nie jest tylko pustym sloganem. Dziennikarze poprzez media mają realny wpływ na wyborców i w konsekwencji na politykę. Dlatego lustracja dziennikarzy jest również ABSOLUTNIE NIEZBĘDNA dla dobra Polski!
Nie jestem dziennikarzem, nie czytałem ustawy. Zdaje mi się, że za fakt ujawnienia współpracy nie ma żadnych sankcji. Natomiast są sankcje za odmowę złożenia tego oświadczenia. I bardzo dobrze! Przecież tworzenie prawa, które nie przewiduje żadnych sankcji za nieprzestrzeganie go, nie ma kompletnie sensu. A jeżeli dziennikarz odmawia złożenia takiej deklaracji, to powstaje UZASADNIONE PODEJRZENIE, że nie ma czystego sumienia. Dlatego profilaktycznie należy go odsunąć od wpływu na opinię publiczną - dla dobra Polski.
Oczywiście dziennikarze, którzy przyznają się do współpracy, nie powinni być w jakiś formalny sposób karani. Przyznanie się da jednak gwarancję, że taki dziennikarz nie będzie się wypowiadał pod wpływem szantażu.
A pieprzenie odmawianie złożenia oświadczenia i tłumaczenie jej godnością i prawami człowieka jest kompletnym idiotyzmem. Żaden myślący samodzielnie człowiek ani przez chwilę nie potraktuje tego uzasadnienia poważnie.
Przestańcie też pieprzyć, że ktoś donosił, ale nikogo nie skrzywdził. Bo skąd taki donosiciel ma wiedzieć, że nie skrzywdził? Przecież UB interesowało się na przykład zwyczajami kardynała Wojtyły. Interesował ich jakie ma zwyczaje: o której godzinie się goli, jakich kosmetyków używa, o której godzinie wstaje, co je na śniadanie itp. Czy można kogoś skrzywdzić takimi duperelami? Skoro się domagali takich "dupereli", to widocznie można!
Oburzające
Do przeciwników lustracji dziennikarzy