Krytykuje pan WOŚP podając jako alternatywę listę innych organizacji charytatywnych, których działalność jest mało nagłośniana przez media. Uważa pan że im też się należy. Czyli kręcimy się w kółko skacząc od jednej do drugiej medialnie uruchamianej organizacji kompletnie zapominając jak radzi sobie z tym cywilizowany świat. Tam nie ma nawiedzonego telewizyjnego idola głoszącego objawioną mantrę o słuszności ofiary. Jest za to cyrk, dosłownie. Olbrzymi namiot cyrkowy ląduje na osiedlowym placu czy błoniach i obywa się wielka społecznościowa, charytatywna impreza (organizowana przez bumistrza). Moherowe babcie i dziargana młodzież wspólnie ucztują i bawią się przy muzyce od Toma Jonesa do Madonny (o zgrozo obcy ludzie zaczynają się poznawać i nawet lubić!) A cel może być różny od rozbudowy miejscowego przedszkola, stypendium dla zdolnej mieszkanki osiedla pragnącej studiować medycynę po opłacenie drogiej operacji chirurgicznej. Byłem, widziałem i szczękę ze zdziwienia łapałem w kolanach. Dlaczego nie można u nas? Bo u nas można działać tylko w mega skali, anonimowo jako bezwolny trybik machiny w czym wtórują dziennikarze, propagatorzy lokalnej "mądrości".
Pozdrawiam.
@Łukasz Warzecha
Pozdrawiam.