Gingrich miał na początku pewne szanse, Santorum nie miał żadnych nigdy (moim zdaniem Cain i Bachmann nie mieli, Perry i kilkoro którzy w końcu nie startowali (Christie, Huckabee) mieli). Co się takiego Twoim zdaniem stało, że dynamiczna sytuacja nigdy nie pchnęła RP do grona faworytów czy choćby ludzi będących na poważnie rozpatrywanych? Bo dlaczego moim zdaniem nigdy nie miał mogę Ci łatwo powiedzieć (to tylko reprezentant, więc w amerykańskiej polityce praktycznie pan nikt, jest na obrzeżu partii, nie jest najlepszym mówcą (Rand lepiej wypada tu)).
Fanboizm może i jest wszędzie, ale na pewno nie wszędzie w tym samym natężeniu.
Owszem, fan może skutecznie ośmieszyć idola - przykład z innej dziedziny: jeżeli widzimy 10 wymalowanych panienek krzyczących "Doda jest dla mnie największym autorytetem gdy idzie o malowanie paznokci", to to się odbija bezpośrednio na wizerunku wokalistki. Tu mamy inne pole, ale mechanizm dokładnie ten sam.
Mój kibicowski głos poszedł na Mitta nie dlatego, że lubię być we większości (wtedy, jako że amerykańską politykę odbieram prawie wyłącznie przez Net, byłbym fanem Rona Paula, tu jest Was tylu, że jak ktoś jest konformistą to musi się świetnie wśród Was czuć), ale dlatego, że ten wydaje mi się być zwyczajnie najlepszym z grona nienajlpeszych kandydatów, jak to wielokrotnie było pisane ;)
Moim zdaniem dla tych rozsądniejszych, bardziej myślących (czyli, miejmy nadzieję rządzących w przyszłości ;)), istotne jako doświadczenie było czytanie postów fanów rRP w stylu: "Ron Paul wygrywa każdą debatę wyborczą, każdą! Jeżeli tego nie widzicie, to jesteście zwyczajnie głupi lub oglądacie tylko skróty z debat przygotowane przez zwolenników innych kandydatów!" i oglądanie potem wlotu Gingircha spowodowanego przez debaty czy po prostu ciągłe powtarzanie przez tychże fanów "Ron Paul to najpewniejszy kandydat do nominacji" gdy od początku było widać, że nie ma żadnych szans.
Dla jasności, ja sam do sędziwego kongresmena nic nie mam, a z wieloma jego poglądami się zgadzam (i z pomysłem przeszczepienia ich do polskiego ustawodwastwa też, choć tu już ta liczba jest mniejsza).
Sorry, ale absolutnie nie mogę się zgodzić. Jeżeli mamy stwierdzone, że młodzi, często jeszcze na utrzymaniu rodziców mają inne poglądy niż ci, którzy już sami zarabiają na życie, to jakoś nie jestem się w stanie zmusić do przyjęcia, że to ci idealiści mają rację, a "gruboskórni zgredzi" się mylą. Ponadto tego, że to młodzi są bardziej podatni na wpływ propagandy (więcej oglądają telewizji itd.), tego chyba jakoś specjalnie udowadniać nie trzeba. Więcej nie piszę, bo jestem po dniu ciężkiej pracy, przed dniem ciężkiej pracy i w trakcie dnia ciężkiej pracy ;)
Młody wyborca zaczyna potem prawdziwe życie i dowiaduje się, że:
1) świat jest prosty, mechanizmy nim rządzące banalne, więc proste recepty, ktore popierał jako dzieciak były słuszne.
2) świat jest skomplikowany, pełen mechanizmów trudnych do wychwycenia, więc pora zmienić poglądy i przestać popierać proste recepty, które popierał jako dzieciak.
Serio uważasz, że w stanach jest duża liczba "rządowych posad"? Może jeszcze spółki skarbu państwa? I nie pisz proszę kawałków w stylu: "spowoduje zbytnie uzyskanie przewagi przez drugą stronę", bo znów przekraczasz granice śmieszności.
Powiedz mi jeszcze, głos "praktycy biznesu, którzy naprawdę się tym zajmują, czyli Romney&ska vs jajogłowi teoretycy, którzy znają to tylko z książek, czyli Obama i jego dwór" ma szansę się przebić, jak myślisz?
To niech zarzuci to (hipokryzję) Republikanom, nie Sądowi.
Będzie wojna pierwszych dam, po tym jak Ann jest oficjalnie pierwszą kurą domową Ameryki, a Michelle mamą pracującą? Jak tak, to Obamiści się wtopili na maxa, bo o ile w wypadku Mitta można podnosić argument "no przecież on jest jeszcze gorszy niż my", o tyle w wypadku Ann nie ;>
To zbytnie uproszczenie, że przedłużanie kampanii służy Demokratom. Przecież Santorum rozgrzewa i rozgrzewa bazę, Romney przypomina o sobie jako o centryście i znawcy gospodarki a Gintrich o sprawach energii. I to służy GOP, przynajmniej tak długo jak Panowie nie pójdą tak naprawdę na noże.
Tak samo jak nie jest prawdą, że skoro Obama et Companieres koncentrują się na atakach na Romneya to znaczy, że jego właśnie chciałby widzieć jako kontrkandydata w generalce. Jest Romney, to atakuje się Romneya. Byłby Santorum czy inny McDonnel, to atakowaliby jego. Tylko to, nic więcej już.
"Wiadomo było"... No ale on zaprzeczał. Od 2006 r. był konserwatystą, opowiadał, że to co wcześniej mówił to było błądzenie, że grzeszył. W tej kampanii też, tylko zwyczajnie tego nie podkreślał. Gdyby Romney powiedział: "Tak w ogóle to do startu motywuje mnie to, że leczę kompleksy po tatusiu" albo "Długo w moim życiu ważne było tylko robienie pieniędzy, coraz więcej i więcej, jeśli trzeba było w tym celu zafundować całym rodzinom, w tym dzieciom, regularne głodowanie, no to to robiłem, bo dlaczego nie", albo, już przekładając to na warunki polskie, gdyby Kaczyński powiedział: "Jestem w polityce tylko po to, by mścić się na Tusku i Putinie, zabójcach Leszka", to też wszystko byłoby w porządku? Jasne, że trochę przerysowywuję, ale tylko trochę.
Rzeczywiście wpadka wielka, powinnien był powiedzieć "Mitt jest konserwatystą z przekonania, znam go od dawna i wiem, że wyznaje szczerze te wartości, ten punkt widzenia jest jego punktem widzenia, pamiętaj jednak, że w generalnej kampanii ważne będzie co innego: gospodarka, miejsca pracy, opieka zdrowotna. Tego, że tu nasz kandydat góruje nad Barackiem Obamą jednoznacznie, tego chyba udowadniać nie trzeba." I byłoby w porządku, a facet uciekłby od pułapki zastawionej w tym pytaniu".
Jindal po wycofaniu się Perrego nawet napisał na fb, że nikogo już nie poprze aż do Tulsy ;)
Nie, pozostaje jeszcze 10 000 innych czynników. Przede wszystkim "pogoda", to czy jest dobrze w kraju, w gospodarce, czasem w polityce międzynarodowej, czy nie. Gdyby chodziło tylko o media i forsę, to Bush Jr. nie miałby cienia szansy z Gore'em, a potem marmurowa Hillary nie miałaby szans w prawyborach 2007-8 z wygadanym papugą Edwardsem a drewniany McCain z medialnymi jak chorela (i lubianymi przed sponsorów, acz z różnych grup) Huckabee'm i Rudy'm. To najlepszy polski blog o zaoceańskiej polityce, więc proszę i błagam, nie powtarzajmy tu bezmyślnie tego typu mądrości.
@woyzeck
@woyzeck
@ Tekst
Ok., Newta musiał osobiście zniszczyć, na spółkę z Paulem przypominając jego przeszłość, ale to tylko jego.
@Art.
Fanboizm może i jest wszędzie, ale na pewno nie wszędzie w tym samym natężeniu.
Owszem, fan może skutecznie ośmieszyć idola - przykład z innej dziedziny: jeżeli widzimy 10 wymalowanych panienek krzyczących "Doda jest dla mnie największym autorytetem gdy idzie o malowanie paznokci", to to się odbija bezpośrednio na wizerunku wokalistki. Tu mamy inne pole, ale mechanizm dokładnie ten sam.
Mój kibicowski głos poszedł na Mitta nie dlatego, że lubię być we większości (wtedy, jako że amerykańską politykę odbieram prawie wyłącznie przez Net, byłbym fanem Rona Paula, tu jest Was tylu, że jak ktoś jest konformistą to musi się świetnie wśród Was czuć), ale dlatego, że ten wydaje mi się być zwyczajnie najlepszym z grona nienajlpeszych kandydatów, jak to wielokrotnie było pisane ;)
@Art.
Dla jasności, ja sam do sędziwego kongresmena nic nie mam, a z wieloma jego poglądami się zgadzam (i z pomysłem przeszczepienia ich do polskiego ustawodwastwa też, choć tu już ta liczba jest mniejsza).
@Art.
@Art.
1) świat jest prosty, mechanizmy nim rządzące banalne, więc proste recepty, ktore popierał jako dzieciak były słuszne.
2) świat jest skomplikowany, pełen mechanizmów trudnych do wychwycenia, więc pora zmienić poglądy i przestać popierać proste recepty, które popierał jako dzieciak.
No, ciekawe, którz z możliwości jest prawdziwa?
@czubas
@armitage 44
;)
@woyzeck
Powiedz mi jeszcze, głos "praktycy biznesu, którzy naprawdę się tym zajmują, czyli Romney&ska vs jajogłowi teoretycy, którzy znają to tylko z książek, czyli Obama i jego dwór" ma szansę się przebić, jak myślisz?
@woyzeck
Będzie wojna pierwszych dam, po tym jak Ann jest oficjalnie pierwszą kurą domową Ameryki, a Michelle mamą pracującą? Jak tak, to Obamiści się wtopili na maxa, bo o ile w wypadku Mitta można podnosić argument "no przecież on jest jeszcze gorszy niż my", o tyle w wypadku Ann nie ;>
@armitage 44
Wiadomość dnia.
@armitage 44
Tak samo jak nie jest prawdą, że skoro Obama et Companieres koncentrują się na atakach na Romneya to znaczy, że jego właśnie chciałby widzieć jako kontrkandydata w generalce. Jest Romney, to atakuje się Romneya. Byłby Santorum czy inny McDonnel, to atakowaliby jego. Tylko to, nic więcej już.
@Art.
@Marcin Gugulski
Tylko, że z tą Izbą nie zacznie ;p Następną chyba też ;)
@Stan Swingujący2012
@ Tekst
Jindal po wycofaniu się Perrego nawet napisał na fb, że nikogo już nie poprze aż do Tulsy ;)
@czubas