Nie chcę wchodzić w spór na temat osoby St. Dziwisza, ale uważam, że przyjęte założenie (głowa na ramieniu) ma charakter sentymentalny i nic poza tym. Żona Jasienicy donosiła na niego przed małżeństwem, w czasie jego trwania i nawet nad trumną historyka. Nie bez kozery w obiegowej opinii imiona Brutusa i Judasza kojarzą się ze zdradą kogoś najbliższego. To w żaden sposób nie obciąża kard. Dziwisza, ale jego wierność nie może również mieć charakteru dogmatu. Kiedy w dramatycznych okolicznościach ginie mąż lub żona zawsze przede wszystkim weryfikuje się w pierwszej kolejności możliwość sprawstwa ze strony współmałżonka. I nie ma tu żadnego znaczenia, jak bardzo się kochali i jak bardzo sobie ufali.
Pozdrawiam
Pani Urszulo,
nie darowałbym sobie, gdybym czymkolwiek zrujnował Pani dobry nastrój. Tak trudno o to dzisiaj (o dobry nastrój oczywiście). Dziękuję za Rozmowy kontrolowane. To jeden z moich ulubionych filmów w domowej filmotece. Nawet postać wrednego Tyma nie psuje przyjemności każdej powtórki. Zalinkowany fragment dla mnie jest szczególnie cenny ze względu na tekst: "albo usuniemy pana siłą z pokoju" czytaj: "siłą spokoju". Niesamowite, że Chęcińskiemu udało się zrobić taki film. Czy dzisiaj odważyłby się na to? Proszę zwrócić uwagę jak naiwna "siła spokoju" kupuje w dobrej wierze każde kłamstwo. Łza w oku się kręci, kiedy wspomnę tamte czasy pełne nadziei.
Pozdrawiam
Szanowna Pani,
Pani wiara jest piękna i wielka, ale w równym stopniu naiwna. Sienkiewicz nie pisał szukając prawdy, ale jak Pani to pięknie zauważyła, ku pokrzepieniu serc, stąd też jedyną jego powieścią, którą można zaliczyć do powieści historycznych, są Krzyżacy. Nie ulega również wątpliwości, że niepodległa Polska odrodziła się dzięki pragmatyzmowi takich ludzi jak Dmowski i Piłsudski, a nie pokrzepiaczom serc rodzaju Sienkiewicza, którego nota bene uwielbiam. Na nic zdałby się jednak geniusz Piłsudskiego i Dmowskiego, gdyby nie faktyczny cud, jaki wówczas miał miejsce. Mam na myśli fakt klęski trzech zaborców, którzy starli się ze sobą należąc do różnych obozów. Prosta logika wykazuje, że któryś z nich powinien wygrać, a jednak przegrała sromotnie cała trójka.
Aleksander Ścios w sposób kategoryczny stwierdza, że nikt nie umrze za polską prawdę. Niezupełnie się z tym zgadzam. Jestem przekonany, że w tej chwili w Polsce są ludzie, którzy gotowi by byli oddać za tę prawdę życie. Ale proszę mi powiedzieć, co znaczy oddać życie za prawdę? Co w istocie kryje się za tym pytaniem? Wiem, że za katastrofę smoleńską odpowiada Putin i polski rząd. Wszystkie poszlaki wskazują, że miał miejsce zbrodniczy zamach. Problem polega na tym, że ta prawda w zasadzie znana jest całemu zainteresowanemu tą katastrofą światu. Na czym więc polega problem? Za co mamy oddawać życie? No właśnie... Nie chodzi zatem o poznanie prawdy, lecz o jej tryumf!!! Nie zależy nam na poznaniu prawdy, bo my już ją znamy, lecz na tym, by ona zwyciężyła, a kłamcy przegrali. To są właśnie marzenia @Seleny, że ktoś stanie po stronie prawdy, ale przecież @Selenie również nie chodzi tylko o to, żeby ktoś po tej stronie stał, bo stoi po tej stronie bardzo wielu ludzi. @Selenie w istocie chodzi o to, żeby po stronie prawdy stanął ktoś, kto przebije swoją mocą kłamstwo Putina i Tuska i pozwoli tej prawdzie zatryumfować. Niestety, wiara @Seleny jest próżna. 13 stycznia pod artykułem "Błąd" pozwoliłem sobie przywołać rozmowę Jezusa z Piłatem na temat prawdy. Piłat szydzi z Jezusa ukazując mu w konsekwencji, jak niewielkie znaczenie ma prawda dla ludzi. A przecież ewangelista dotknął tu kluczowego problemu w kontekście religijnej dysputy, jak wówczas toczyła się w pączkującym chrześcijaństwie. Niedawno pomarli ostatni świadkowie życia Jezusa. Od kilkudziesięciu lat w gminach chrześcijańskich krążą listy św. Pawła, a jego uczniowie głoszą ewangelię, która w sposób bulwersujący jest sprzeczna z tym, czego faktycznie Jezus nauczał. Ewangelia Jana jest właśnie odpowiedzią na pawłowe nauczanie. Jest dramatyczną konstatacją, że nie prawda Jezusa, lecz kłamstwa Pawła muszą zwyciężyć. I zwyciężyły. To on w istocie jest twórcą kościoła chrześcijańskiego. To jego zapewne miał Dostojewski na myśli, kiedy w usta Wielkiego Inkwizytora wkładał słowa skierowane do Jezusa: "Po cóżeś przyszedł nam przeszkadzać? Albowiem przyszedłeś nam przeszkadzać i sam o tym wiesz. Ale czy wiesz, co jutro będzie? Nie wiem, kim jesteś, i nie chcę wiedzieć: czy to Ty, czyś tylko podobieństwem Jego, jutro będę Cię sądził i spalę Cię na stosie, jako największego heretyka, i ten lud, który dziś całował Cię po nogach, jutro na mój znak będzie podsycał płomień na Twoim stosie".
Pani Urszulo, nawet jeżeli prawda w końcu dochodziła do głosu, to rzadko za życia pokolenia, które o nią walczyło. Bo prawda dochodzi do głosu wówczas, kiedy już nikomu nie może zaszkodzić. Proszę nie zapominać, że dopiero w XX wieku Kościół przeprosił za to, co konkwistadorzy uczynili w Ameryce Południowej. W XXII/XIII wieku na południu Francji doszło do ludobójstwa, które można chyba porównać jedynie z tym, co wyprawiał Hitler, ale Kościół nigdy nie uderzył się za to w piersi. A przecież to papież Innocenty III obwieścił, że wewnętrzne zagrożenie, jakie stanowi kataryzm, jest straszniejsze niż zewnętrzne niebezpieczeństwo ze strony saracenów. O ironio, holocaust katarów dokonał się tylko dlatego, że poszukiwali prawdy, nikogo nie zmuszali do jej przyjmowania. Czy trzeba przypominać Giordana Bruna, Galileusza, czy innych męczenników za prawdę? Jesteśmy na tym blogu, bo poszukujemy prawdy czy sprawiedliwości? Prawda jest taka, że smoleńskie kłamstwo, zapewne ku pokrzepieniu serc, zostanie przykryte innym kłamstwem. Wielu odbierze to kłamstwo za prawdę nie dlatego, ze w nie uwierzy, ale dlatego, że tak będzie wygodniej. Wątpię, by prawda zwyciężyła w czasie, który by mnie satysfakcjonował. Jestem tu jednak nie dlatego, że szukam prawdy dla innych, lecz dlatego, że szukam prawdy dla siebie. I tylko ta prawda ma dla mnie znaczenie. W ten sposób właśnie ta prawda zwycięża we mnie. A że głupi ludzie wolą żywić się kłamstwem? Cóż, to ich sprawa...
Popatrzcie, jaka piękna wrzutka: Tu-154 i problemy z 8 kwietnia http://www.rp.pl/artykul/502510_Tu-154-i-problemy-z-8-kwietnia---.html. Mamy już dowody na całkowitą nieodpowiedzialność polskich lotników. Łamanie procedur bezpieczeństwa to u nich norma.
Nie wiem dlaczego, ale wyrwało mi z tekstu cytat, do którego sie odnosiłem. Mój wpis dotyczy tekstu:
"W oczach Zachodu „koegzystencja” z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. (...) Nie powinno więc dziwić, że putinowska Rosja bez trudu znalazła sprzymierzeńców wśród przywódców Zachodu... (...) Dla europejskich stolic „szatanem” jest dziś groźba otwartego konfliktu z państwem Putina i utrata dotychczasowych efektów „resetu”. Dla jej zażegnania gotowe są na każdy rodzaj sojuszu z kremlowskim „diabłem”... "
Szanowny Panie Aleksandrze,
pisze Pan: .
W świetle tego jak przerażający zwiastun nowego porządku odebrać należy to, co stało się w piątek w Brukseli. Stara Unia wycofuje się z Europy Wschodniej. Ze starego bloku radzieckiego tylko Słowacja i Estonia należą do strefy Euro. Jak inaczej odczytać intencje Niemiec i Francji niż jako wycofanie się na z góry upatrzone pozycje i oddanie Europy Środkowej ponownie we władanie Rosji? Jakże inna by była sytuacja, gdyby mozolnie budowana wspólnota państw naszego regionu przez Lecha Kaczyńskiego została urzeczywistniona. Tymczasem państwa byłego bloku sowieckiego są dziś, w wyniku aktywnej polityki Polski i Rosji, skłócone jak nigdy w ostatnim 20-leciu. Zacieśnienie Unii do granic Wspólnoty Europejskiej w kontekście agresywnej polityki Rosji przyprawia o dreszcze i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ma charakter bardziej polityczny, niż gospodarczy. Dla pełnej jasności brakuje mi tylko usunięcia artykułu piątego z traktatu waszyngtońskiego.
Szanowny Panie Aleksandrze,
pisze Pan, że "przyczyna tych rażących zachowań jest znacznie poważniejsza i polega na współdziałaniu w zastawieniu pułapki smoleńskiej, a następnie w zacieraniu prawdy o zdarzeniu z 10 kwietnia. Mamy zatem do czynienia z zakładnikami kłamstwa smoleńskiego." W tym kontekście kluczową kwestią jest pytanie o charakter tego współdziałania? Po której stronie mamy do czynienia z mózgiem, a kto jest świadomym lub bezwiednym pomocnikiem, współsprawcą? Przecież Putin nie umówił się z Tuskiem na kawę i nie zaproponował mu wspólnej akcji!!! Jaki zatem mechanizm sprawił, że można dziś mówić o współdziałaniu i zakładniku kłamstwa smoleńskiego? W jaki sposób Putin rozegrał sprawę wykorzystując mizerię Tuska? Piszę o tym, bo nie wierzę, że Tusk w sposób świadomy, ręka w rękę z Putinem, zaplanował katastrofę TU-154. Przede wszystkim `jest zbyt małym, chyba zupełnie nieznaczącym graczem dla Putina, aby takie współdziałanie mogło mieć miejsce. Odrzucam więc taką koncepcję uznając ją za zupełnie absurdalną. Jednak, z drugiej strony, współdziałanie w zbrodni jest dla mnie oczywiste, stąd powrót do pytania o mechanizm, jaki Putin wykorzystał do związania całej polskiej ekipy?
Nad tym mechanizmem zastanawiałem się już w kwietniu po czułym "misiu" Tuska i Putina i wówczas też natychmiast do głowy przyszło skojarzenie z Dostojewskim. W "Biesach" jest wspaniała scena, gdzie Stawrogin rozmawia z Wierchowieńskim i ten pierwszy tłumaczy drugiemu, w jaki sposób powiązać ze sobą grupę ludzi na śmierć i życie i zabezpieczyć się przed zdradą: "Musi pan po prostu namówić czterech członków kółka, by zaszlachtowali piątego, wmawiając w nich, że należy to zrobić, ponieważ zamierzał zdradzić. Krwią, którą przeleją, zwiąże ich pan ze sobą nierozerwalnym węzłem. I będzie pan miał ich w ręku. Nie ośmielą się wystąpić przeciw panu, nie będą też wymagać od pana żadnych sprawozdań".
Putin-Wierchowieński prowadził swoją koronkową robotę i wykorzystał do niej prymitywną ekipę Tuska. Nienawiść do Prezydenta, marzenie o dorżnięciu watahy, odebrało tej ekipie resztki rozumu i kiedy wpadły w pajęczynę Putina na wszystko już było zbyt późno. Pozostało strzelić sobie w łeb albo dalej brnąć w zdradę Polski. Z przyczyn oczywistych wybrano to drugie, bo brak zdolności honorowej uniemożliwiał pierwsze wyjście. Myślę, że wszystkie działania jakie podejmowano, ze strony Tuska odbierane były jak dalszy ciąg walki o krzesło i środek maksymalnego upokorzenia prezydenta. Tusk cieszył się, że w upadlaniu Prezydenta pozyskał tak potężnego sojusznika. Pewnie jeszcze nie podejrzewał, że każdy krok Putina prowadzi do precyzyjnie zaplanowanej zbrodni. A może podejrzewał i tylko był pewny, że całe odium za to zło spadnie na Putina, a on pozostanie czysty jak kaszubska dziewica. W zaślepiającej go nienawiści nie dostrzegł, że znalazł się w pajęczynie, z której nie zdoła sie już wyrwać. Myślę, że po zgodzie na rozdzielenie uroczystości Tusk tak mocno tkwił już w uścisku Putina, że cofnięcie się nie było możliwe. Proszę nie odbierać mojego wpisu, jako próby bronienia Tuska. Wręcz przeciwnie. Jeśli na tym polegał ten psychologiczny mechanizm, to wina Tuska jest większa niż otwarte układanie zbrodni z Putinem, ponieważ stawroginowski mechanizm oskarża Tuska nie tylko o zdradę ale i głupotę. Mam nadzieję, że skończy się to tak, jak skończyło się w przypadku Nieczajewa, choć biorąc pod uwagę moce, jakie biorą udział w tej grze, moja nadzieja wydaje się być płonna.
Film jest zapewne jak kość rzucona psu w celu odwrócenia jego uwagi od spraw istotnych. Chyba to naturalne, że musi w niej coś pachnieć aby pies się zainteresował...
Szanowny Panie Aleksandrze,
niewielka to satysfakcja z posiadania racji, które w konsekwencji ukazują powolny, zaprogramowany upadek Ojczyzny. Trudno nie zgodzić się z którymkolwiek ze słów publikacji. Ci, którzy przewidywali rychły upadek Tuska wiercą się chyba nerwowo na krzesłach, oczywiście nie z powodu tego, co Pan pisze, bo przecież Pan tylko opisuje otaczającą nas rzeczywistość, a nie ją kreuje. Wydaje mi się, ze z Pana artykułem doskonale koresponduje art. P. Harczuka "Wojna w rodzinie czyli koniec mody na PO" (z niewielkim jedynie zastrzeżeniem). Jestem niemal pewny, że harcownicy z szeregów dawnej Unii Demokratycznej z Balcerowiczem na czele to nic innego, jak na wszelki wypadek przygotowywany wariant awaryjny. NA WSZELKI WYPADEK, czyli wchodzący do gry dopiero wtedy, gdyby nagle z jakichś nieprzewidzianych powodów, zaszła konieczność odsunięcia Tuska. Takim powodem mógłby być na przykład niekontrolowany wybuch społecznego protestu. Jak długo jednak będzie się udawało pacyfikować nastroje społeczne, tak długo pozycja Tuska wydaje się nienaruszalna, a Balcerowicz będzie trzymany w bezpiecznym odwodzie. Tu posłużę się przytaczanym już porównaniem: nie oddaje się do hycla psa, na którego tresurę (uwieńczoną sukcesem) poświęciło się trzy (a może znacznie więcej) lata
Przeczytałem uważnie artykuł Brauna i mam bardzo ambiwalentne odczucia. Z wieloma rzeczami się zgadzam, ale może zacznę od tego, co mi się szczególnie nie podoba. Kiedyś, kiedyś, dawno temu, zdawałem ustny egzamin z przedmiotu, z którego miałem nadzieję dostać ocenę najwyższą. Szczęście mi sprzyjało, ponieważ dostałem pytanie dotyczące konstytucji amerykańskiej. Wszystko szło pięknie, póki w samozachwycie nie zacząłem mówić o Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Pani przeprosiła mnie grzecznie, wzięła indeks, wysmarowała dwóję a następnie powiedziała, żebym zgłosił się na poprawkę kiedy już sie dowiem, jak nazywa się największe (obok Związku Radzieckiego oczywiście) mocarstwo świata. Wiem, że to głupstwo, ale trzęsie mnie za każdym razem, kiedy w Jednym z Dziesięciu Sznuk popełnia ten sam, koszmarny błąd.
Druga kwestia, z którą się nie zgadzam, to zaliczenie Wielkiej Brytanii do klubu jałtańskich zbrodniarzy. Brytyjczycy stali się ofiarą spisku Roosevelta i Stalina i wyszli z wojny bardzo sponiewierani. Fakt, że znaleźli się w Jałcie moim zdaniem nie upoważnia do postawienia ich obok tamtej dwójki. Ale to znacznie szersza kwestia.
Trzecią kwestią, z którą się nie zgadzam, to kwestia imperatywu kategorycznego wierności Kościołowi. To już nawet nie kwestia mojego światopoglądu. Pytanie do Brauna brzmi: wierności któremu Kościołowi? Temu, którego księciem jest Życiński i jemu podobni? Temu Kościołowi, który swoim prymasem uczynił kapłana otwarcie przyznającego się do współpracy z SB? Wiem, że to bardzo drażliwa kwestia, nie chcę jej tu wrzucać. Moim zdaniem imperatywem kategorycznym naszego działania powinna być prawda i tylko prawda. A o niej pan Braun jakby zapomina. Zgadzam się natomiast, że historię kształtują jednostki potrafiące ponieść tłumy. Tyle tylko, że cierpimy na ich tragiczny deficyt.
Szanowny Panie Aleksandrze,
od dłuższego czasu zastanawiałem się (a razem ze mną z pewnością wielu przekonanych, że świetnie wytresowanego psa nie oddaje się hyclom), co wymyślą Rosjanie, aby Tuska rzuconego na kolana utrzymać na namiestnikowskim stanowisku. Muszę przyznać, że zostałem zupełnie zaskoczony. Tajna instrukcja to mistrzostwo świata godne graczy mistrzowskiej klasy. Obawiam się, że nasze kochane społeczeństwo nie będzie się w stanie temu oprzeć. Mamy przecież do czynienia z "zaprzaństwem nie notowanym w dziejach". Sytuację pogarsza jeszcze medialna ofensywa ze strony Mumii Demokratycznej, która zmierza w stronę stworzenia alternatywy dla Tuska. To o tyle niebezpieczne, że przecież to stary i sprawdzony obóz Michnika, sądzę że z premedytacją ulokowany przy Komorowskim aby stworzyć pozory odległości od ekipy rządzącej. Wszak Komorowski cieszy się najwyższym zaufaniem społecznym. Wiem, że przy pomocy niespecjalnie wyszukanych środków socjotechnicznych, za to przy totalnej 24-godzinnej akcji medialnej, Balcerowicz wraz z całą targowicą może zostać wypromowany na jedynego sprawiedliwego obrońcę ludu. Martwi mnie to.
Szanowny Panie,
pyta Pan: "dlaczego Pan i Pańscy zwolennicy z taką łatwością mieszacie swoją "pobożność" z nienawiścią do innych. Proszę uwierzyć że nie tego nauczał Jezus...". W związku z tym, że jestem jednym ze zwolenników Autora pozwolę sobie odpowiedzieć, że, niestety, grzeszy Pan słabą znajomością Pisma Świętego. Gdyby się Pan nieco wczytał w Jego treści z pewnością by Pan zauważył, że JEDYNYM GRZECHEM, KTÓREGO NIE DOTYCZY MIŁOSIERDZIE BOŻE jest ZDRADA. Pismo mówi również, jak kończą zdrajcy. To tylko tyle a'propos religijnych wątków tego forum.
Pozdrawiam.
Szanowny Panie,
to bardzo ciekawe, co Pan pisze. Szczególnie zachwyciła mnie uwaga, że "oligarchia jest mocno wkurzona na Tuska bo nie gwarantuje już ich interesów i doprowadził do stanu w którym nawet takie firmy jak ITI mogą w ciągu paru miesięcy przestać istnieć." Pisze Pan o polskiej oligarchii tak, jakby jej potęga, wzorem magnackich rodów zachodnich, wynikała z dorobku wielu pokoleń. Chyba umknęło Pana uwadze, że polskie fortuny powstały dzięki łasce ze strony państwa udzielanej wybranym jednostkom i z pewnością nie w tym celu, aby te buntowały się, kiedy nagle koniunktura w kraju się zmienia. Szanowny Panie Pistacjuszu, majątek polskich oligarchów w 100% uzależniony jest od osłony państwowej i w każdej chwili może prysnąć, podobnie jak majątek Chodorkowskiego, kiedy pańska łaska się od nich odwróci, a przecież jeździ na pstrym koniu. W Polsce nie robi się interesów, tylko kręci lody (najlepsze chyba na autostradach i stoczniach), a swobodę tego biznesu gwarantuje właśnie Tusk i im większy burdel w tym kraju, łącznie z burdelem w finansach publicznych, tym łatwiejsze kręcenie lodów. Dramat finansów publicznych to dramat tysięcy średnich i małych przedsiębiorstw, a nie oligarchów.
Obawiam się również, że jest Pan niekonsekwentny w stosunku do samego siebie, bo z jednej strony pisze Pan, że "z punktu widzenia Putina jest całkowicie obojętne kto będzie w Polsce rządził", ale zaraz Pan dodaje "...istotne są tylko trzy rzeczy, zachowanie własnej agentury, sprzyjanie interesom Rosji i nie wpuszczanie Amerykanów", a więc z punktu widzenia Putina istotne jest, aby na czele rządów stała jednostka przedkładała interesy Rosji nad interesy Polski. Jakże łatwo przechodzi Panu przez klawiaturę stwierdzenie, że takich w Polsce jest na pęczki. A ja Pana zapewniam, że takich jak Tusk, (podobnie jak na drugim biegunie Kaczyński) w Polsce jest bardzo niewielu. Od 200 lat nikt nie ośmielił się na jawną zdradę Ojczyzny. Tusk to dla Putina skarb bezcenny. Z kolei polska oligarchia to bańka mydlana.
Kto się pogubił w mechanizmach sprawowania władzy wkrótce się okaże.
Pozdrawiam
Szanowny Panie Aleksandrze,
w zasadzie nie ma tu co komentować. Przeczytałem rano artykuł z ogromnym zainteresowaniem w "GP", a teraz powtórnie, łącznie ze wszystkimi komentarzami. Może jedyne, co chciałbym przekazać wszystkim tym, którzy w obecnych wydarzeniach upatrują końca Tuska, to krótka opowieść o moim psie. To jest duży wilczur, bardzo dobrze wyszkolony. Rozumie nie tylko słowa, ale nawet gesty, czy miny. Wierny absolutnie, wydaje się przebywać w moim pobliżu tylko po to, żeby spełniać moje życzenia. Jego obecna spolegliwość wymagała ode mnie sporo pracy, ale wiem, że pies mi ufa. On wie, że nie zrobię mu krzywdy, nawet jeśli czasami jest karcony (uspokajam, że tylko słowną reprymendą), a ja wiem, że jestem panem jego życia i śmierci. Za szaleńca uznałbym jednak każdego, kto w chwili, kiedy osiągnąłem tak dobry poziom wytresowania psa, sugerowałby że jego dni u mnie są policzone tylko dlatego, że szczekał na mnie, kiedy zbyt powolnie wybierałem się na codzienny wieczorny spacer.
Na koniec tylko smutna refleksja. Wydaje mi się, że nie ma w Europie siły zdolnej zatrzymać Putina w jego ekspansji. Pewną iskierką nadziei może być gaz łupkowy i amerykański kapitał tu zaangażowany, ale biorąc pod uwagę szkody dla środowiska przy jego odkrywkowym wydobyciu ta nikła iskierka świeci coraz słabiej.
Pozdrawiam i dziękuję za doskonały tekst.
Z zainteresowaniem czekałem na ten program. Miałem nadzieje, że usłyszę o przygotowaniach PiS-u do złożenia wniosku o postawienie Tuska, Schetyny, Sikorskiego i jeszcze kilku innych przed Trybunałem Stanu. Usłyszałem żenujące wypowiedzi Kempy i kompromitujące zachowanie Pospieszalskiego. Przecierałem ze zdumienia oczy. Dalej w to nie wierzę. Pawiem narodów byłaś i papugą (to pewnie o okresie wczesnej Solidarności), a teraz jesteś służebnicą cudzą. A jeszcze przed południem zastanawiałem się, co robic jesli PiS wygra większoscia umozliwiającą samodzielne rządy. O święta naiwności.
Szanowny Panie Aleksandrze,
Lenin uważał, że bez terroru nie da się wprowadzić nowego porządku. Każda rewolucja, podobnie jak dobry rolnik, najpierw przygotowuje grunt, orze i usuwa chwasty, a dopiero w następnej kolejności rzuca w glebę zdrowe ziarno. Byliśmy dumni z bezkrwawej rewolucji 1989 r., tyle tylko, że dziś już wiemy, że to był "wielki przekręt", a nie wielka rewolucja. Czy, Pana zdaniem, wobec sytuacji, jaka dzisiaj jest w Polsce, zakładając że PiS wygra w sposób umożliwiający samodzielne rządzenie, możliwe jest uzdrowienie sytuacji bez czasowego zawieszenia praw demokratycznych, które i tak przecież są zupełną iluzją? Czy możliwe jest naprawienie Polski bez brutalnych zmian w tzw. resortach siłowych i wymiarze sprawiedliwości oraz wprowadzenia sankcji dla mediów wrogich wolnej Polsce? Jeśli nadalibyśmy tym warunkom argument sine qua non to przecież, pomijając inne zagrożenia z tym związane, cały świat zachodni nas zje na surowo. Jest Pan wspaniałym analitykiem, więc może któryś z najbliższych tekstów poświęci Pan temu problemowi?
Poruszyłaś bardzo ciekawą kwestię dotyczącą poczucia tożsamości narodowej mieszkańców Polski. Problem ten przyszedł mi do głowy przy okazji ostatnich i poprzednich wyborów. Zwróć uwagę na wyborczą mapę Polski. Możemy zaryzykować tezę, że wschodnia Polska popiera PiS, zachodnia Polska popiera PO. Województwa wschodnie to te, które tworzyły Królestwo Kongresowe i w których polskość zakorzeniona jest z dziada pradziada. Najlepiej poznać to po datach na odwiedzanych grobach. Ten obszar, to ludność przywiązana do tradycji, hołdująca związkom rodzinnym, z dużym poczuciem związków z ziemią, na której rodziły się poprzednie pokolenia. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na zachodzie Polski. O Śląsku nie piszę, bo to zupełnie odrębna sprawa. Natomiast cała ściana przyodrzańska to ludzie wyrwani ze swojej ojcowizny i rzuceni na ziemie od wieków należące do Niemiec. Pozbawieni korzeni, przez wiele lat żyjący w strachu, oderwani od swoich grobów, oderwani od swojej historii. Zerwane więzi skutkują określonymi wyborami. Mieszkańcy województw zachodnich nie odczuwają, bo i nie mogą odczuwać, biologicznego związku z ziemią po której stąpają.
Być może jestem niesprawiedliwy, ale poszukując odpowiedzi na rozliczne pytania dotyczące obecnej sytuacji Polski, również takie refleksje przychodzą mi do głowy. Nie ma, niestety, na ten temat żadnych badań, ale mam nadzieję, że odezwą się tutaj mieszkańcy zachodnich województw, którzy zastanawiali się nad tym problemem. Moim zdaniem to bardzo ciekawe.
Szanowny Panie Aleksandrze,
istnieje ryzyko, że nawet po zwycięstwie PiS w najbliższych wyborach media nie pozwolą naprawiać Polski. Przecież faktycznie mamy medio- a nie demokrację. Żeby jednak skonfrontować się z tymi obawami najpierw trzeba te wybory wygrać. Aby jednak je wygrać, trzeba rozszerzyć dotychczasowy elektorat PiS. Nie da się tego zrobić przez elektorat PO i sądzę, że uzasadnienie jest tu zbędne. Dzisiejsza arytmetyka wyborcza wygląda tak, że 20% popiera PiS, 30% popiera PO, 50% popiera tumiwisizm. Odnoszę wrażenie, że cała energia PiS skierowana jest na przekonanych, których przekonywać nie trzeba i zaczadzonych, których przekonać się nie da. Całym tym wstępem zmierzam do pytania, jakich narzędzi użyć, aby obudzić bierną część społeczeństwa, której głos może zdecydować o naszych losach na najbliższe dekady. W jaki sposób pobudzić również PiS do znalezienia nowych środków porozumiewania się z tym elektoratem. Czy istnieje realna szansa na stworzenie telewizji, która mając świecki charakter miałaby jednocześnie jednolity wyraz na wzór telewizji Trwam? Mam nadzieję, że spośród tych 20% zwolenników prawdy każdy w jakiś sposób zgodziłby się na samoopodatkowanie w intencji powstania takiej telewizji i jej utrzymania. O sukcesie takiego przedsięwzięcia można wnioskować choćby na podstawie Gazety Polskiej, która jest odpowiedzią na głód wiarygodnej wiedzy o tym, co się dzieje w kraju. Praca od podstaw w małych kręgach znajomych to najczęściej praca z ludźmi o naszych poglądach. Telewizja ma zupełnie inną siłę rażenia i trafia często do ludzi, którym Internet jest obcy. Telewizja również ma tę siłę, jakiej Piłsudski upatrywał w pieczęci. Już sama próba apelu o takie samoopodatkowanie ukazałaby realną siłę (ilość szabel), jaką dysponuje opozycja. Jeśli PiS nie znajdzie zupełnie nowych metod pozyskiwania głosów nasze patriotyczne hasła będą niczym więcej niż wołaniem na puszczy.
Detoxic
Pozdrawiam
Urszula Domyślna
nie darowałbym sobie, gdybym czymkolwiek zrujnował Pani dobry nastrój. Tak trudno o to dzisiaj (o dobry nastrój oczywiście). Dziękuję za Rozmowy kontrolowane. To jeden z moich ulubionych filmów w domowej filmotece. Nawet postać wrednego Tyma nie psuje przyjemności każdej powtórki. Zalinkowany fragment dla mnie jest szczególnie cenny ze względu na tekst: "albo usuniemy pana siłą z pokoju" czytaj: "siłą spokoju". Niesamowite, że Chęcińskiemu udało się zrobić taki film. Czy dzisiaj odważyłby się na to? Proszę zwrócić uwagę jak naiwna "siła spokoju" kupuje w dobrej wierze każde kłamstwo. Łza w oku się kręci, kiedy wspomnę tamte czasy pełne nadziei.
Pozdrawiam
Urszula Domyślna
Pani wiara jest piękna i wielka, ale w równym stopniu naiwna. Sienkiewicz nie pisał szukając prawdy, ale jak Pani to pięknie zauważyła, ku pokrzepieniu serc, stąd też jedyną jego powieścią, którą można zaliczyć do powieści historycznych, są Krzyżacy. Nie ulega również wątpliwości, że niepodległa Polska odrodziła się dzięki pragmatyzmowi takich ludzi jak Dmowski i Piłsudski, a nie pokrzepiaczom serc rodzaju Sienkiewicza, którego nota bene uwielbiam. Na nic zdałby się jednak geniusz Piłsudskiego i Dmowskiego, gdyby nie faktyczny cud, jaki wówczas miał miejsce. Mam na myśli fakt klęski trzech zaborców, którzy starli się ze sobą należąc do różnych obozów. Prosta logika wykazuje, że któryś z nich powinien wygrać, a jednak przegrała sromotnie cała trójka.
Aleksander Ścios w sposób kategoryczny stwierdza, że nikt nie umrze za polską prawdę. Niezupełnie się z tym zgadzam. Jestem przekonany, że w tej chwili w Polsce są ludzie, którzy gotowi by byli oddać za tę prawdę życie. Ale proszę mi powiedzieć, co znaczy oddać życie za prawdę? Co w istocie kryje się za tym pytaniem? Wiem, że za katastrofę smoleńską odpowiada Putin i polski rząd. Wszystkie poszlaki wskazują, że miał miejsce zbrodniczy zamach. Problem polega na tym, że ta prawda w zasadzie znana jest całemu zainteresowanemu tą katastrofą światu. Na czym więc polega problem? Za co mamy oddawać życie? No właśnie... Nie chodzi zatem o poznanie prawdy, lecz o jej tryumf!!! Nie zależy nam na poznaniu prawdy, bo my już ją znamy, lecz na tym, by ona zwyciężyła, a kłamcy przegrali. To są właśnie marzenia @Seleny, że ktoś stanie po stronie prawdy, ale przecież @Selenie również nie chodzi tylko o to, żeby ktoś po tej stronie stał, bo stoi po tej stronie bardzo wielu ludzi. @Selenie w istocie chodzi o to, żeby po stronie prawdy stanął ktoś, kto przebije swoją mocą kłamstwo Putina i Tuska i pozwoli tej prawdzie zatryumfować. Niestety, wiara @Seleny jest próżna. 13 stycznia pod artykułem "Błąd" pozwoliłem sobie przywołać rozmowę Jezusa z Piłatem na temat prawdy. Piłat szydzi z Jezusa ukazując mu w konsekwencji, jak niewielkie znaczenie ma prawda dla ludzi. A przecież ewangelista dotknął tu kluczowego problemu w kontekście religijnej dysputy, jak wówczas toczyła się w pączkującym chrześcijaństwie. Niedawno pomarli ostatni świadkowie życia Jezusa. Od kilkudziesięciu lat w gminach chrześcijańskich krążą listy św. Pawła, a jego uczniowie głoszą ewangelię, która w sposób bulwersujący jest sprzeczna z tym, czego faktycznie Jezus nauczał. Ewangelia Jana jest właśnie odpowiedzią na pawłowe nauczanie. Jest dramatyczną konstatacją, że nie prawda Jezusa, lecz kłamstwa Pawła muszą zwyciężyć. I zwyciężyły. To on w istocie jest twórcą kościoła chrześcijańskiego. To jego zapewne miał Dostojewski na myśli, kiedy w usta Wielkiego Inkwizytora wkładał słowa skierowane do Jezusa: "Po cóżeś przyszedł nam przeszkadzać? Albowiem przyszedłeś nam przeszkadzać i sam o tym wiesz. Ale czy wiesz, co jutro będzie? Nie wiem, kim jesteś, i nie chcę wiedzieć: czy to Ty, czyś tylko podobieństwem Jego, jutro będę Cię sądził i spalę Cię na stosie, jako największego heretyka, i ten lud, który dziś całował Cię po nogach, jutro na mój znak będzie podsycał płomień na Twoim stosie".
Pani Urszulo, nawet jeżeli prawda w końcu dochodziła do głosu, to rzadko za życia pokolenia, które o nią walczyło. Bo prawda dochodzi do głosu wówczas, kiedy już nikomu nie może zaszkodzić. Proszę nie zapominać, że dopiero w XX wieku Kościół przeprosił za to, co konkwistadorzy uczynili w Ameryce Południowej. W XXII/XIII wieku na południu Francji doszło do ludobójstwa, które można chyba porównać jedynie z tym, co wyprawiał Hitler, ale Kościół nigdy nie uderzył się za to w piersi. A przecież to papież Innocenty III obwieścił, że wewnętrzne zagrożenie, jakie stanowi kataryzm, jest straszniejsze niż zewnętrzne niebezpieczeństwo ze strony saracenów. O ironio, holocaust katarów dokonał się tylko dlatego, że poszukiwali prawdy, nikogo nie zmuszali do jej przyjmowania. Czy trzeba przypominać Giordana Bruna, Galileusza, czy innych męczenników za prawdę? Jesteśmy na tym blogu, bo poszukujemy prawdy czy sprawiedliwości? Prawda jest taka, że smoleńskie kłamstwo, zapewne ku pokrzepieniu serc, zostanie przykryte innym kłamstwem. Wielu odbierze to kłamstwo za prawdę nie dlatego, ze w nie uwierzy, ale dlatego, że tak będzie wygodniej. Wątpię, by prawda zwyciężyła w czasie, który by mnie satysfakcjonował. Jestem tu jednak nie dlatego, że szukam prawdy dla innych, lecz dlatego, że szukam prawdy dla siebie. I tylko ta prawda ma dla mnie znaczenie. W ten sposób właśnie ta prawda zwycięża we mnie. A że głupi ludzie wolą żywić się kłamstwem? Cóż, to ich sprawa...
All
Aleksander Ścios
"W oczach Zachodu „koegzystencja” z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. (...) Nie powinno więc dziwić, że putinowska Rosja bez trudu znalazła sprzymierzeńców wśród przywódców Zachodu... (...) Dla europejskich stolic „szatanem” jest dziś groźba otwartego konfliktu z państwem Putina i utrata dotychczasowych efektów „resetu”. Dla jej zażegnania gotowe są na każdy rodzaj sojuszu z kremlowskim „diabłem”... "
Aleksander Ścios
pisze Pan: .
W świetle tego jak przerażający zwiastun nowego porządku odebrać należy to, co stało się w piątek w Brukseli. Stara Unia wycofuje się z Europy Wschodniej. Ze starego bloku radzieckiego tylko Słowacja i Estonia należą do strefy Euro. Jak inaczej odczytać intencje Niemiec i Francji niż jako wycofanie się na z góry upatrzone pozycje i oddanie Europy Środkowej ponownie we władanie Rosji? Jakże inna by była sytuacja, gdyby mozolnie budowana wspólnota państw naszego regionu przez Lecha Kaczyńskiego została urzeczywistniona. Tymczasem państwa byłego bloku sowieckiego są dziś, w wyniku aktywnej polityki Polski i Rosji, skłócone jak nigdy w ostatnim 20-leciu. Zacieśnienie Unii do granic Wspólnoty Europejskiej w kontekście agresywnej polityki Rosji przyprawia o dreszcze i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ma charakter bardziej polityczny, niż gospodarczy. Dla pełnej jasności brakuje mi tylko usunięcia artykułu piątego z traktatu waszyngtońskiego.
Aleksander Ścios
pisze Pan, że "przyczyna tych rażących zachowań jest znacznie poważniejsza i polega na współdziałaniu w zastawieniu pułapki smoleńskiej, a następnie w zacieraniu prawdy o zdarzeniu z 10 kwietnia. Mamy zatem do czynienia z zakładnikami kłamstwa smoleńskiego." W tym kontekście kluczową kwestią jest pytanie o charakter tego współdziałania? Po której stronie mamy do czynienia z mózgiem, a kto jest świadomym lub bezwiednym pomocnikiem, współsprawcą? Przecież Putin nie umówił się z Tuskiem na kawę i nie zaproponował mu wspólnej akcji!!! Jaki zatem mechanizm sprawił, że można dziś mówić o współdziałaniu i zakładniku kłamstwa smoleńskiego? W jaki sposób Putin rozegrał sprawę wykorzystując mizerię Tuska? Piszę o tym, bo nie wierzę, że Tusk w sposób świadomy, ręka w rękę z Putinem, zaplanował katastrofę TU-154. Przede wszystkim `jest zbyt małym, chyba zupełnie nieznaczącym graczem dla Putina, aby takie współdziałanie mogło mieć miejsce. Odrzucam więc taką koncepcję uznając ją za zupełnie absurdalną. Jednak, z drugiej strony, współdziałanie w zbrodni jest dla mnie oczywiste, stąd powrót do pytania o mechanizm, jaki Putin wykorzystał do związania całej polskiej ekipy?
Nad tym mechanizmem zastanawiałem się już w kwietniu po czułym "misiu" Tuska i Putina i wówczas też natychmiast do głowy przyszło skojarzenie z Dostojewskim. W "Biesach" jest wspaniała scena, gdzie Stawrogin rozmawia z Wierchowieńskim i ten pierwszy tłumaczy drugiemu, w jaki sposób powiązać ze sobą grupę ludzi na śmierć i życie i zabezpieczyć się przed zdradą: "Musi pan po prostu namówić czterech członków kółka, by zaszlachtowali piątego, wmawiając w nich, że należy to zrobić, ponieważ zamierzał zdradzić. Krwią, którą przeleją, zwiąże ich pan ze sobą nierozerwalnym węzłem. I będzie pan miał ich w ręku. Nie ośmielą się wystąpić przeciw panu, nie będą też wymagać od pana żadnych sprawozdań".
Putin-Wierchowieński prowadził swoją koronkową robotę i wykorzystał do niej prymitywną ekipę Tuska. Nienawiść do Prezydenta, marzenie o dorżnięciu watahy, odebrało tej ekipie resztki rozumu i kiedy wpadły w pajęczynę Putina na wszystko już było zbyt późno. Pozostało strzelić sobie w łeb albo dalej brnąć w zdradę Polski. Z przyczyn oczywistych wybrano to drugie, bo brak zdolności honorowej uniemożliwiał pierwsze wyjście. Myślę, że wszystkie działania jakie podejmowano, ze strony Tuska odbierane były jak dalszy ciąg walki o krzesło i środek maksymalnego upokorzenia prezydenta. Tusk cieszył się, że w upadlaniu Prezydenta pozyskał tak potężnego sojusznika. Pewnie jeszcze nie podejrzewał, że każdy krok Putina prowadzi do precyzyjnie zaplanowanej zbrodni. A może podejrzewał i tylko był pewny, że całe odium za to zło spadnie na Putina, a on pozostanie czysty jak kaszubska dziewica. W zaślepiającej go nienawiści nie dostrzegł, że znalazł się w pajęczynie, z której nie zdoła sie już wyrwać. Myślę, że po zgodzie na rozdzielenie uroczystości Tusk tak mocno tkwił już w uścisku Putina, że cofnięcie się nie było możliwe. Proszę nie odbierać mojego wpisu, jako próby bronienia Tuska. Wręcz przeciwnie. Jeśli na tym polegał ten psychologiczny mechanizm, to wina Tuska jest większa niż otwarte układanie zbrodni z Putinem, ponieważ stawroginowski mechanizm oskarża Tuska nie tylko o zdradę ale i głupotę. Mam nadzieję, że skończy się to tak, jak skończyło się w przypadku Nieczajewa, choć biorąc pod uwagę moce, jakie biorą udział w tej grze, moja nadzieja wydaje się być płonna.
ALPHA-ALPHA
Aleksander Ścios
niewielka to satysfakcja z posiadania racji, które w konsekwencji ukazują powolny, zaprogramowany upadek Ojczyzny. Trudno nie zgodzić się z którymkolwiek ze słów publikacji. Ci, którzy przewidywali rychły upadek Tuska wiercą się chyba nerwowo na krzesłach, oczywiście nie z powodu tego, co Pan pisze, bo przecież Pan tylko opisuje otaczającą nas rzeczywistość, a nie ją kreuje. Wydaje mi się, ze z Pana artykułem doskonale koresponduje art. P. Harczuka "Wojna w rodzinie czyli koniec mody na PO" (z niewielkim jedynie zastrzeżeniem). Jestem niemal pewny, że harcownicy z szeregów dawnej Unii Demokratycznej z Balcerowiczem na czele to nic innego, jak na wszelki wypadek przygotowywany wariant awaryjny. NA WSZELKI WYPADEK, czyli wchodzący do gry dopiero wtedy, gdyby nagle z jakichś nieprzewidzianych powodów, zaszła konieczność odsunięcia Tuska. Takim powodem mógłby być na przykład niekontrolowany wybuch społecznego protestu. Jak długo jednak będzie się udawało pacyfikować nastroje społeczne, tak długo pozycja Tuska wydaje się nienaruszalna, a Balcerowicz będzie trzymany w bezpiecznym odwodzie. Tu posłużę się przytaczanym już porównaniem: nie oddaje się do hycla psa, na którego tresurę (uwieńczoną sukcesem) poświęciło się trzy (a może znacznie więcej) lata
Halka
Druga kwestia, z którą się nie zgadzam, to zaliczenie Wielkiej Brytanii do klubu jałtańskich zbrodniarzy. Brytyjczycy stali się ofiarą spisku Roosevelta i Stalina i wyszli z wojny bardzo sponiewierani. Fakt, że znaleźli się w Jałcie moim zdaniem nie upoważnia do postawienia ich obok tamtej dwójki. Ale to znacznie szersza kwestia.
Trzecią kwestią, z którą się nie zgadzam, to kwestia imperatywu kategorycznego wierności Kościołowi. To już nawet nie kwestia mojego światopoglądu. Pytanie do Brauna brzmi: wierności któremu Kościołowi? Temu, którego księciem jest Życiński i jemu podobni? Temu Kościołowi, który swoim prymasem uczynił kapłana otwarcie przyznającego się do współpracy z SB? Wiem, że to bardzo drażliwa kwestia, nie chcę jej tu wrzucać. Moim zdaniem imperatywem kategorycznym naszego działania powinna być prawda i tylko prawda. A o niej pan Braun jakby zapomina. Zgadzam się natomiast, że historię kształtują jednostki potrafiące ponieść tłumy. Tyle tylko, że cierpimy na ich tragiczny deficyt.
Aleksander Ścios
od dłuższego czasu zastanawiałem się (a razem ze mną z pewnością wielu przekonanych, że świetnie wytresowanego psa nie oddaje się hyclom), co wymyślą Rosjanie, aby Tuska rzuconego na kolana utrzymać na namiestnikowskim stanowisku. Muszę przyznać, że zostałem zupełnie zaskoczony. Tajna instrukcja to mistrzostwo świata godne graczy mistrzowskiej klasy. Obawiam się, że nasze kochane społeczeństwo nie będzie się w stanie temu oprzeć. Mamy przecież do czynienia z "zaprzaństwem nie notowanym w dziejach". Sytuację pogarsza jeszcze medialna ofensywa ze strony Mumii Demokratycznej, która zmierza w stronę stworzenia alternatywy dla Tuska. To o tyle niebezpieczne, że przecież to stary i sprawdzony obóz Michnika, sądzę że z premedytacją ulokowany przy Komorowskim aby stworzyć pozory odległości od ekipy rządzącej. Wszak Komorowski cieszy się najwyższym zaufaniem społecznym. Wiem, że przy pomocy niespecjalnie wyszukanych środków socjotechnicznych, za to przy totalnej 24-godzinnej akcji medialnej, Balcerowicz wraz z całą targowicą może zostać wypromowany na jedynego sprawiedliwego obrońcę ludu. Martwi mnie to.
ps66ps
pyta Pan: "dlaczego Pan i Pańscy zwolennicy z taką łatwością mieszacie swoją "pobożność" z nienawiścią do innych. Proszę uwierzyć że nie tego nauczał Jezus...". W związku z tym, że jestem jednym ze zwolenników Autora pozwolę sobie odpowiedzieć, że, niestety, grzeszy Pan słabą znajomością Pisma Świętego. Gdyby się Pan nieco wczytał w Jego treści z pewnością by Pan zauważył, że JEDYNYM GRZECHEM, KTÓREGO NIE DOTYCZY MIŁOSIERDZIE BOŻE jest ZDRADA. Pismo mówi również, jak kończą zdrajcy. To tylko tyle a'propos religijnych wątków tego forum.
Pozdrawiam.
Pistacjusz
to bardzo ciekawe, co Pan pisze. Szczególnie zachwyciła mnie uwaga, że "oligarchia jest mocno wkurzona na Tuska bo nie gwarantuje już ich interesów i doprowadził do stanu w którym nawet takie firmy jak ITI mogą w ciągu paru miesięcy przestać istnieć." Pisze Pan o polskiej oligarchii tak, jakby jej potęga, wzorem magnackich rodów zachodnich, wynikała z dorobku wielu pokoleń. Chyba umknęło Pana uwadze, że polskie fortuny powstały dzięki łasce ze strony państwa udzielanej wybranym jednostkom i z pewnością nie w tym celu, aby te buntowały się, kiedy nagle koniunktura w kraju się zmienia. Szanowny Panie Pistacjuszu, majątek polskich oligarchów w 100% uzależniony jest od osłony państwowej i w każdej chwili może prysnąć, podobnie jak majątek Chodorkowskiego, kiedy pańska łaska się od nich odwróci, a przecież jeździ na pstrym koniu. W Polsce nie robi się interesów, tylko kręci lody (najlepsze chyba na autostradach i stoczniach), a swobodę tego biznesu gwarantuje właśnie Tusk i im większy burdel w tym kraju, łącznie z burdelem w finansach publicznych, tym łatwiejsze kręcenie lodów. Dramat finansów publicznych to dramat tysięcy średnich i małych przedsiębiorstw, a nie oligarchów.
Obawiam się również, że jest Pan niekonsekwentny w stosunku do samego siebie, bo z jednej strony pisze Pan, że "z punktu widzenia Putina jest całkowicie obojętne kto będzie w Polsce rządził", ale zaraz Pan dodaje "...istotne są tylko trzy rzeczy, zachowanie własnej agentury, sprzyjanie interesom Rosji i nie wpuszczanie Amerykanów", a więc z punktu widzenia Putina istotne jest, aby na czele rządów stała jednostka przedkładała interesy Rosji nad interesy Polski. Jakże łatwo przechodzi Panu przez klawiaturę stwierdzenie, że takich w Polsce jest na pęczki. A ja Pana zapewniam, że takich jak Tusk, (podobnie jak na drugim biegunie Kaczyński) w Polsce jest bardzo niewielu. Od 200 lat nikt nie ośmielił się na jawną zdradę Ojczyzny. Tusk to dla Putina skarb bezcenny. Z kolei polska oligarchia to bańka mydlana.
Kto się pogubił w mechanizmach sprawowania władzy wkrótce się okaże.
Pozdrawiam
Aleksander Ścios
w zasadzie nie ma tu co komentować. Przeczytałem rano artykuł z ogromnym zainteresowaniem w "GP", a teraz powtórnie, łącznie ze wszystkimi komentarzami. Może jedyne, co chciałbym przekazać wszystkim tym, którzy w obecnych wydarzeniach upatrują końca Tuska, to krótka opowieść o moim psie. To jest duży wilczur, bardzo dobrze wyszkolony. Rozumie nie tylko słowa, ale nawet gesty, czy miny. Wierny absolutnie, wydaje się przebywać w moim pobliżu tylko po to, żeby spełniać moje życzenia. Jego obecna spolegliwość wymagała ode mnie sporo pracy, ale wiem, że pies mi ufa. On wie, że nie zrobię mu krzywdy, nawet jeśli czasami jest karcony (uspokajam, że tylko słowną reprymendą), a ja wiem, że jestem panem jego życia i śmierci. Za szaleńca uznałbym jednak każdego, kto w chwili, kiedy osiągnąłem tak dobry poziom wytresowania psa, sugerowałby że jego dni u mnie są policzone tylko dlatego, że szczekał na mnie, kiedy zbyt powolnie wybierałem się na codzienny wieczorny spacer.
Na koniec tylko smutna refleksja. Wydaje mi się, że nie ma w Europie siły zdolnej zatrzymać Putina w jego ekspansji. Pewną iskierką nadziei może być gaz łupkowy i amerykański kapitał tu zaangażowany, ale biorąc pod uwagę szkody dla środowiska przy jego odkrywkowym wydobyciu ta nikła iskierka świeci coraz słabiej.
Pozdrawiam i dziękuję za doskonały tekst.
Szanowni Państwo
@Aleksander Ścios
Lenin uważał, że bez terroru nie da się wprowadzić nowego porządku. Każda rewolucja, podobnie jak dobry rolnik, najpierw przygotowuje grunt, orze i usuwa chwasty, a dopiero w następnej kolejności rzuca w glebę zdrowe ziarno. Byliśmy dumni z bezkrwawej rewolucji 1989 r., tyle tylko, że dziś już wiemy, że to był "wielki przekręt", a nie wielka rewolucja. Czy, Pana zdaniem, wobec sytuacji, jaka dzisiaj jest w Polsce, zakładając że PiS wygra w sposób umożliwiający samodzielne rządzenie, możliwe jest uzdrowienie sytuacji bez czasowego zawieszenia praw demokratycznych, które i tak przecież są zupełną iluzją? Czy możliwe jest naprawienie Polski bez brutalnych zmian w tzw. resortach siłowych i wymiarze sprawiedliwości oraz wprowadzenia sankcji dla mediów wrogich wolnej Polsce? Jeśli nadalibyśmy tym warunkom argument sine qua non to przecież, pomijając inne zagrożenia z tym związane, cały świat zachodni nas zje na surowo. Jest Pan wspaniałym analitykiem, więc może któryś z najbliższych tekstów poświęci Pan temu problemowi?
Szanowna Pani Ewa Błasik
nikt, komu leży na sercu dobro Polski, nie wierzy w brednie podawane przez media.
Kajka
Być może jestem niesprawiedliwy, ale poszukując odpowiedzi na rozliczne pytania dotyczące obecnej sytuacji Polski, również takie refleksje przychodzą mi do głowy. Nie ma, niestety, na ten temat żadnych badań, ale mam nadzieję, że odezwą się tutaj mieszkańcy zachodnich województw, którzy zastanawiali się nad tym problemem. Moim zdaniem to bardzo ciekawe.
Aleksander Scios
istnieje ryzyko, że nawet po zwycięstwie PiS w najbliższych wyborach media nie pozwolą naprawiać Polski. Przecież faktycznie mamy medio- a nie demokrację. Żeby jednak skonfrontować się z tymi obawami najpierw trzeba te wybory wygrać. Aby jednak je wygrać, trzeba rozszerzyć dotychczasowy elektorat PiS. Nie da się tego zrobić przez elektorat PO i sądzę, że uzasadnienie jest tu zbędne. Dzisiejsza arytmetyka wyborcza wygląda tak, że 20% popiera PiS, 30% popiera PO, 50% popiera tumiwisizm. Odnoszę wrażenie, że cała energia PiS skierowana jest na przekonanych, których przekonywać nie trzeba i zaczadzonych, których przekonać się nie da. Całym tym wstępem zmierzam do pytania, jakich narzędzi użyć, aby obudzić bierną część społeczeństwa, której głos może zdecydować o naszych losach na najbliższe dekady. W jaki sposób pobudzić również PiS do znalezienia nowych środków porozumiewania się z tym elektoratem. Czy istnieje realna szansa na stworzenie telewizji, która mając świecki charakter miałaby jednocześnie jednolity wyraz na wzór telewizji Trwam? Mam nadzieję, że spośród tych 20% zwolenników prawdy każdy w jakiś sposób zgodziłby się na samoopodatkowanie w intencji powstania takiej telewizji i jej utrzymania. O sukcesie takiego przedsięwzięcia można wnioskować choćby na podstawie Gazety Polskiej, która jest odpowiedzią na głód wiarygodnej wiedzy o tym, co się dzieje w kraju. Praca od podstaw w małych kręgach znajomych to najczęściej praca z ludźmi o naszych poglądach. Telewizja ma zupełnie inną siłę rażenia i trafia często do ludzi, którym Internet jest obcy. Telewizja również ma tę siłę, jakiej Piłsudski upatrywał w pieczęci. Już sama próba apelu o takie samoopodatkowanie ukazałaby realną siłę (ilość szabel), jaką dysponuje opozycja. Jeśli PiS nie znajdzie zupełnie nowych metod pozyskiwania głosów nasze patriotyczne hasła będą niczym więcej niż wołaniem na puszczy.
Armitage 44