Bylem w piatek na tym filmie i widze to jednak inaczej.
Owszem, przedstawione jest srodowisko baletu od podszewki (w filmie chyba pierwszy raz-zasluga Aronofskiego), ale to co najciekawsze, moim zdaniem, wynika z kontrastu: delikatnosci scenicznej tej formy sztuki, okupionej jednak, jak sie okazuje, nieludzkim wysilkiem. Zestawienie pieknych tancerek z kontuzjami, krwia i.... ,tak jest, wewnetrzna rywalizacja i zawiscia.Tylko ze przeiez nie dotyczy to tylko baletu- zawisc jest wszedzie.
Glowna bohaterka, Nina, jest rzeczywiscie wyobcowana, ale przeciez trudno powiedziec to o innych tancerkach-nic o nich jako widzowie nie wiemy. Druga glowna rola kobieca-rywalka Niny, to juz przeciez kobieta z krwi i kosci: prowadzi wyemancypowane wielkomiejskie zycie: mezczyzni, narkotyki, nocne kluby.A wiec nie tylko balet.
Nina jest zatem taka a nie inna, nie tylko za sprawa baletu. Pomijasz calkowicie watek matki-bardzo wazny w tym filmie. Uklad typowy: wladcza matka, ktorej sie nie udalo w zyciu, wychowujaca samotnie corke na artystke. Nina jest piekna i zdolna, ale mimo dwudziestu kilku lat, jest ciagle dzieckiem, wycofanym i seksualnie zablokowanym. Wina lezy po stronie matki, manipulujcej uczuciami, poczuciem winy itd. To stopniowo rodzi paranoje.Dopiero szef baletu (Toma?), probuje ja z tego wzwolic. W pewnym momencie nastepuje symobliczne pozegnanie z dziecinstwem, gdy Nina wyrzuca wszystie lalki i misie do kosza.
Jak dla mnie film na czworke, a”Wstret” Polanskiego siedzi tam z rogami i kopytami. Z tym, ze Polanski zdolniejszy. Ale i tak bardzo cenie Aronofskiego, za cala dotychczsowa droge, nie mowiac juz o tym, ze przywrocil swiatowemu kinu Mickey Rourke;)
Notka jest nierzetelna, niestety. Milosz i tak budzi kontrowersje, powinna wiec byc zgoda wobec faktow.
Panski cytat, że „dla Polski nie ma miejsca na ziemi.” pochodzi z Roku Mysliwego. Byc moze wydanie tej kisazki w Polsce ukazalo sie w 1991 roku, jednak sam zapis jest z ok. 1987 roku. Zgodzi sie Pan, ze zmienia to calkowicie wymowe cytatu. Jeszcze w 1987 roku nieweielu ludzi bylo w stanie przewidziec, jak potocza sie losy w tej czesci Europy.
Zreszta, wrzucanie pojedynczych fraz z poezji, czy nawet eseju jest zawsze ryzykowne, zwlaszcza gdy piszemy pod przyjeta teze. Milosz zasluguje na wiecej.
Pamietam zdanie z autobiografii Giedroycia, ze "Polacy to okropny narod", tylko ze zaraz potem idzie dalsza czesc wypowiedzi, ze "zreszta, prawdopodobnie wszystkie narody sa okropne".
Zaprzanstwo to mocne slowo.Przypominam, ze Milosz jeszcze w latach 70-tych, funkcjonowal w USA glownie jako tlumacz Herberta. Opublikowal rowniez po angielsku historie literatury polskiej, z czego kpil Gombrowicz, jakoby taka dzialanosc "artyscie nie przystoi".
Wreszcie apostazja. Czy ma Pan jakies dowody na wystapienie Milosza z kosciola katolickiego? Zgoda, Milosz krytykowal tradycyjny polski katolicyzm, a dokladnie jego "zrosty" z polska kultura. Ale przeciez regularnie chodzil w Kalifornii na msze, tylko, ze po angielsku. Szanowal polskiego Papieza. Pamietam tez, z jakiegos wywiadu, gdy mowil o sobie "raz katolik, na zawsze katolik."
Zestwienie, na zasadzie kontrastu, protestujacych w obronie krzyza, z pogladami Milosza, jest ciekawe i mozna o tym dyskutowac, pod warunkiem jednak, ze bedzie to dyskusja prowadzona rzetelnie.
Pani Sylwio, z braku czasu przeczytalem tylko pierwszy akapit i do niego sie krotko odnosze.
Rzeczywiscie, po II wojnie Japonia rozwijala sie szybko, ale nie od zera. Wyszla,owszem, zniszczona po 1945 roku, ale nie zapominajmy, ze nieco wczesniej, w krotkim czasie, ten sam kraj podbil cala Azje Wschodnia i zadal dotkliwy cios USA w Pearl Harbour. Korzenie rozwoju tkwia w okresie Meiji. Prosze rowniez pamietac, ze powiazania polityki i biznesu byly silne juz przed wojna, wielu biurokratow rezymu lat 30-40 utrzymalo swoje stanowiska po wojnie, a de facto poletkiem doswiadczalnym dla powojennego sukcesu bylo Manchukuo-marionetkowe panstwo utworzone w latach 30-tych na obszarze Mandzurii.
pozdrawiam
--Japonia po II wojnie światowej doświadczyła niezwykłego skoku gospodarczego. Z biednego azjatyckiego kraju przeobraziła się w trzecią gospodarkę świata. Państwo bardzo intensywnie wspierało prywatną sferę biznesu, ogromne sumy przeznaczyło też na państwowe inwestycje infrastrukturalne. Takie okoliczności zaowocowały wytworzeniem się systemu wzajemnych powiązań między sferą biznesu, polityki i biurokracji.
Ciesza pochlebne opinie o Tajwanie,to jeden z moich ulubionych krajow w Azji-takie mini Chiny, ale sympatyczniejsze, "miekksze" z wieksza oglada.
Troche bym sie pospieral np. na temat czystosci niektorych dzielnic Tajpei, mniejsza o to.
Dwie uwagi.
Pisze Pan, slusznie, o dosc hojnej opiece socjalnej Tajwanu. Wiele osob zachwalajacyh tzw. azjatyckie tygrysy, tego nie wie. Ze dwa razy slyszalem Korwina Mikke, ktory wskazywal wlasnie na Tajwan i chyba Malezje, jako kraje czystego kapitalizmu, ktore Polska powinna nasladowac. No, kurat z tym mu nie wyszlo...
Wreszcie, jestem badziej sceptyczny co do przyszlosci wyspy. Oczywiscie niczego nie przesadzam i status quo jest wciaz najbardziej prawdopodobne. Jednak, po pierwsze, sytuacja gospodarcza Tajawanu nie jest rozowa, po drugie, jest on coraz bardziej uzalezniony gospodrczo od Chin Ludowych. Jak latwo sie domyslic, rodzic to moze napiecia, nie tylko w relacjach dwustronnych (np. jakis rodzaj propozycji nie do odrzucena), ale tez na samym Tajwanie, ktory bywa bardziej lub mniej wewnetrznie podzielony.
Podpisuje sie. Zawsze i bez wzgledu na wszystko, uwazalem go za bardzo porzadnego czlowieka. I jedenego z niewielu politykow w Polsce, o uformowanych pogladach i takiej niepodrabianej wrazliwosci. Chociaz dzis pamiec nalezy sie oczywiscie wszystkim.
komentuje tylko u Panstwa. Przegladajac zdjecia przypomnial mi sie stary dowcip:taka "Biede" to ja chcialbym cale zycie klepac.
pozdrowienia dla wszystkich Pan
Ciekawe, co pisze Pani o ubezpieczniach spol. w NZ. Czy znaczy to, ze ZUS zostal zlikwidowany, i nie ma tzw. solidarnosci pokolen, tylko kazdy oszczedza na emeryture indywidualnie na wlasnym koncie?
Nie bardzo widze, gdzie mialbym sie mylic.
Jak wspomnialem, KMT miala leninowsko-stalinowska strukture, ale Czang Kaj-Szek nie byl przeciez komunista w sensie scislym: ani w Chinach do 1945 roku, ani pozniej na Tajwanie nie wprowadzil komunizmu i nigdy nie chcial. Nie sugerujesz chyba, ze jedynym powodem, ze tego nie zrobil byla chec odroznienia sie od Mao...
Czang byl militarysta, nacjonalista, dyktatorem i..chrzescijaninem.
Jak wspominalem, KMT byla zbudowana na wzor stalinowski (nie w sensie ideologii, podobnie jak partia republikanska w Korei Poludniowej), Czang Kaj-Szek byl nawet w Moskwie, ale przeciez komunista nie byl.Sun Yat-sen tez nie, o wspolnym pniu z komunistami mozna mowic jedynie w sensie zerwania z feudalna przeszloscia i tworzenia nowoczesnego panstwa po 1911 roku.
Natomiast, mimo roznych podobienstw, roznica miedzy Mao i Czangiem jest zasadnicza:ten pierwszy byl komunista, a ten drugi nie.
Drobna uwaga o nacjonalistach (KMT)-to oni byli tradycyjnie antykomunistyczni, zwlaszcza odkad pojawili sie na Tajwanie (choc sama struktura partii byla stalinowska). DPP zas, bardziej niz antykomunizm akcentuje odrebnosc Tajwanu.
Ale mniejsza o to. Z ciekawosci zapytam jak sie mieszka na Tajwanie? Mam spory sentyment do tej wyspy (ludzie,kultura, jedzenie) bylem kilka razy, zawsze krotko. W porownaniu z Singapurem, czy Japonia jest troche balaganiarsko, ale sympatycznie, ludzie sa bardziej na luzie, pogoda-dla mnie ok, choc dla niektorych moze za goraco.
No wlasnie, jak sie tam mieszka? Plusy, minusy..
Wlaciwie to moglbym sie podpisac pod wypowiedzia bloxera. Pamietam czasy przed skokiem cen. Trwalo to nawet kilka lat. Moj znajomy kupil bodaj w 2002 mieszkanie (z jakas specjalna znizka, bo "nie szly"), ktore dzis jest warte 5 razy tyle.
Jestem amatorem w tych sprawach, ale jesli rzeczywiscie uznac, ze to co wydarzylo sie na rynku nieruchomosci w istatnich 2-3 latach, to anomalia, to znaczyloby, ze ceny wroca do poziomu np. 3tys./m2. Nie wierze-sadzac chocby po kosztach robocizny, ktore ciagle rosna. Ceny moga spasc o 20% ale nie o 200-300.
Warto tez zwrocic uwage, ze mimo boomu mieszkaniowego, w wiekszosci polskich miast, nowe budynki czesto stanowia tylko enklawy wsrod budownictwa minionej epoki (wielka plyta). Nie ma sily, w ciagu nastepnych 10-30 lat, te budynki musza zostac zastapione innymi. To takze nas rozni od wielu krajow Europy Zach.
Warto tez wspomiec, ze i w Europie nie kazdego stac na wlasne mieszkanie. Swoja droga, ciekawe, czy w Polsce rozwinie sie rynek wynajmu mieszkan, jak np. w Niemczech?
To nie byl zarzut, tylko taki moj udzial w dyskusji. A skoro o nieruchomosciach. Poczynilem niedawno spostrzezenie, jak bardzo sie rozjechaly ceny miedzy duzymi miastami a prownicja. Za komuny chyba az tak nie bylo. Pamietam, ze np. w latach 80-tych, domy w malych miesjcowosciach w Beskidach (skadinad urokliwych), gdzie spedzalem wakacje, byly calkiem drogie-solidne, murowane, dach w stylu goralskim, 6-7 pokoi, i spora dzialka-byly calkiem drogie.
Dzis patrze na ceny tych budynkow: 200, 300 tys., czyli tyle co mala kawalerka w duzym miescie. Prawdopodobnie wiaze sie to z upadkiem, generalnie, polskiej prowincji po 1989 roku. Moze teraz zacznie odzywac?
Widzialem takze Twoj post o III filarze, z ciekawosci zapytam w co inwestujesz: fundusze, akcje czy jeszcze co innego? W sumie jedyny plus tego rozwiazania, to ze nie placisz podatku belkowskiego, ale w takim razie, czy nie lepiej wlozyc pieniadze do jakiegos funduszu zagranicznego?
cytat:
2. Stale w rozmowach przypominam i zwracam uwagę (również na tym blogu), że w Polsce ,z wiadomych powodów, nie było jeszcze kryzysu nieruchomościowego. To jest potencjalnie niebezpieczny obszar, zwłaszcza jak mi ktoś mówi, że na nieruchomościach nie można stracić (a były takie uwagi jeszcze rok temu)
A ja bym sie mimo wszystko upieral, ze wciaz warto inwestowac w mieszkania w Polsce. Ryzyko jest niewielkie pod warunkiem, ze myslimy o co najmniej 10-15 letniej inwestycji. Wychodze z zalozenia, ze ceny (poza wyjatkami) sa wciaz w Polsce nizsze niz w EU, no i ze,mimo wszystko, spoelczenstwo bedzie sie bogacic. Oczywiscie mozliwe sa tapniecia (i odpadna np. ci co z czynszu nie pokryja raty), ale wydaje mi sie, ze,uogolniajac, Polska jest jeszcze w innej fazie rozwoju niz Anglia czy Szwajcaria.
Panska wypowiedz nie trzyma sie kupy: jesli Marcinkiewicz istotnie mial swiadomosc, ze kamera pracuje, to trudno stawiac zarzuty TVN 24, ze to pokazal. Z tego, co wyczytalem na blogu, "gruchali" nieswiadomie-wtedy istotnie zachowanie TVN jest zle Jesli natomiast Kazek jakos w upowszechnieniu tego materialu partycypowal-to buc z niego do kwadratu i odwoluje wszystko co ponizej napisze.
Bo mam akurat ochote "Kazimierza" bronic. Nie wiem jak "grucha" sie w wyzszych sferach i za malo mam danych by szacowac IQ tej panny,ale dla mnie, jesli juz-calosc zrobila sympatyczne wrazenie. Po prostu zakochalo sie chlopisko. Niech ma.
Oczywiscie nie stawia to w lepszym swietle ani tego co, jeszcze niedawno, glosil o swoim swiatopogladzie, ani, ze zostawia czeredke dzieci i, podobno, ciezko chora zone. Tego cienia i tak sie nie pozbedzie.
Ja zasadniczo mialem Marcinkiewicza za miekkiego Dyzme, ale ostatnio, np. po przesluchaniu u Lisa-gdzie stawal dziarsko-troche zmienilem zdanie. Poza tym o ile do kierowania interesu pn. Polska, co widac, nie trzeba byc orlem, o tyle u Goldmana Sachsa musi byc co najmniej kilku facetow umiejacych liczyc pieniadze i oni raczej za friko tych tysiecy funtow Kaziowi nie placa. (Co prawda Dyzma tez byl dyrektorem banku).
Pomijajac fragment o "domku"-fakt, nieelegancki, caly wywiad jest ciekawy. Lubie Wrobla-robi wrazenie uczciwego faceta. W wywiadzie sa przeciez cieple slowa o Rzepie, jest krytyka Michalskiego i wiele innych rzeczy. Wrobel zasluguje na bardziej wywazona ocene.
Labedz
Owszem, przedstawione jest srodowisko baletu od podszewki (w filmie chyba pierwszy raz-zasluga Aronofskiego), ale to co najciekawsze, moim zdaniem, wynika z kontrastu: delikatnosci scenicznej tej formy sztuki, okupionej jednak, jak sie okazuje, nieludzkim wysilkiem. Zestawienie pieknych tancerek z kontuzjami, krwia i.... ,tak jest, wewnetrzna rywalizacja i zawiscia.Tylko ze przeiez nie dotyczy to tylko baletu- zawisc jest wszedzie.
Glowna bohaterka, Nina, jest rzeczywiscie wyobcowana, ale przeciez trudno powiedziec to o innych tancerkach-nic o nich jako widzowie nie wiemy. Druga glowna rola kobieca-rywalka Niny, to juz przeciez kobieta z krwi i kosci: prowadzi wyemancypowane wielkomiejskie zycie: mezczyzni, narkotyki, nocne kluby.A wiec nie tylko balet.
Nina jest zatem taka a nie inna, nie tylko za sprawa baletu. Pomijasz calkowicie watek matki-bardzo wazny w tym filmie. Uklad typowy: wladcza matka, ktorej sie nie udalo w zyciu, wychowujaca samotnie corke na artystke. Nina jest piekna i zdolna, ale mimo dwudziestu kilku lat, jest ciagle dzieckiem, wycofanym i seksualnie zablokowanym. Wina lezy po stronie matki, manipulujcej uczuciami, poczuciem winy itd. To stopniowo rodzi paranoje.Dopiero szef baletu (Toma?), probuje ja z tego wzwolic. W pewnym momencie nastepuje symobliczne pozegnanie z dziecinstwem, gdy Nina wyrzuca wszystie lalki i misie do kosza.
Jak dla mnie film na czworke, a”Wstret” Polanskiego siedzi tam z rogami i kopytami. Z tym, ze Polanski zdolniejszy. Ale i tak bardzo cenie Aronofskiego, za cala dotychczsowa droge, nie mowiac juz o tym, ze przywrocil swiatowemu kinu Mickey Rourke;)
Milosz
Panski cytat, że „dla Polski nie ma miejsca na ziemi.” pochodzi z Roku Mysliwego. Byc moze wydanie tej kisazki w Polsce ukazalo sie w 1991 roku, jednak sam zapis jest z ok. 1987 roku. Zgodzi sie Pan, ze zmienia to calkowicie wymowe cytatu. Jeszcze w 1987 roku nieweielu ludzi bylo w stanie przewidziec, jak potocza sie losy w tej czesci Europy.
Zreszta, wrzucanie pojedynczych fraz z poezji, czy nawet eseju jest zawsze ryzykowne, zwlaszcza gdy piszemy pod przyjeta teze. Milosz zasluguje na wiecej.
Pamietam zdanie z autobiografii Giedroycia, ze "Polacy to okropny narod", tylko ze zaraz potem idzie dalsza czesc wypowiedzi, ze "zreszta, prawdopodobnie wszystkie narody sa okropne".
Zaprzanstwo to mocne slowo.Przypominam, ze Milosz jeszcze w latach 70-tych, funkcjonowal w USA glownie jako tlumacz Herberta. Opublikowal rowniez po angielsku historie literatury polskiej, z czego kpil Gombrowicz, jakoby taka dzialanosc "artyscie nie przystoi".
Wreszcie apostazja. Czy ma Pan jakies dowody na wystapienie Milosza z kosciola katolickiego? Zgoda, Milosz krytykowal tradycyjny polski katolicyzm, a dokladnie jego "zrosty" z polska kultura. Ale przeciez regularnie chodzil w Kalifornii na msze, tylko, ze po angielsku. Szanowal polskiego Papieza. Pamietam tez, z jakiegos wywiadu, gdy mowil o sobie "raz katolik, na zawsze katolik."
Zestwienie, na zasadzie kontrastu, protestujacych w obronie krzyza, z pogladami Milosza, jest ciekawe i mozna o tym dyskutowac, pod warunkiem jednak, ze bedzie to dyskusja prowadzona rzetelnie.
pozdrawiam
art
Rzeczywiscie, po II wojnie Japonia rozwijala sie szybko, ale nie od zera. Wyszla,owszem, zniszczona po 1945 roku, ale nie zapominajmy, ze nieco wczesniej, w krotkim czasie, ten sam kraj podbil cala Azje Wschodnia i zadal dotkliwy cios USA w Pearl Harbour. Korzenie rozwoju tkwia w okresie Meiji. Prosze rowniez pamietac, ze powiazania polityki i biznesu byly silne juz przed wojna, wielu biurokratow rezymu lat 30-40 utrzymalo swoje stanowiska po wojnie, a de facto poletkiem doswiadczalnym dla powojennego sukcesu bylo Manchukuo-marionetkowe panstwo utworzone w latach 30-tych na obszarze Mandzurii.
pozdrawiam
--Japonia po II wojnie światowej doświadczyła niezwykłego skoku gospodarczego. Z biednego azjatyckiego kraju przeobraziła się w trzecią gospodarkę świata. Państwo bardzo intensywnie wspierało prywatną sferę biznesu, ogromne sumy przeznaczyło też na państwowe inwestycje infrastrukturalne. Takie okoliczności zaowocowały wytworzeniem się systemu wzajemnych powiązań między sferą biznesu, polityki i biurokracji.
Tajwan
Troche bym sie pospieral np. na temat czystosci niektorych dzielnic Tajpei, mniejsza o to.
Dwie uwagi.
Pisze Pan, slusznie, o dosc hojnej opiece socjalnej Tajwanu. Wiele osob zachwalajacyh tzw. azjatyckie tygrysy, tego nie wie. Ze dwa razy slyszalem Korwina Mikke, ktory wskazywal wlasnie na Tajwan i chyba Malezje, jako kraje czystego kapitalizmu, ktore Polska powinna nasladowac. No, kurat z tym mu nie wyszlo...
Wreszcie, jestem badziej sceptyczny co do przyszlosci wyspy. Oczywiscie niczego nie przesadzam i status quo jest wciaz najbardziej prawdopodobne. Jednak, po pierwsze, sytuacja gospodarcza Tajawanu nie jest rozowa, po drugie, jest on coraz bardziej uzalezniony gospodrczo od Chin Ludowych. Jak latwo sie domyslic, rodzic to moze napiecia, nie tylko w relacjach dwustronnych (np. jakis rodzaj propozycji nie do odrzucena), ale tez na samym Tajwanie, ktory bywa bardziej lub mniej wewnetrznie podzielony.
+
przepowiednie
ostatnio
portal
do autora
witam
Leszek
Leszek Koltunski
dorzucam Nicponia
nurtuje mnie
!
kujawianin
Bloxer
mieszkania
Kaz
Panska wypowiedz nie trzyma sie kupy: jesli Marcinkiewicz istotnie mial swiadomosc, ze kamera pracuje, to trudno stawiac zarzuty TVN 24, ze to pokazal. Z tego, co wyczytalem na blogu, "gruchali" nieswiadomie-wtedy istotnie zachowanie TVN jest zle Jesli natomiast Kazek jakos w upowszechnieniu tego materialu partycypowal-to buc z niego do kwadratu i odwoluje wszystko co ponizej napisze.
Bo mam akurat ochote "Kazimierza" bronic. Nie wiem jak "grucha" sie w wyzszych sferach i za malo mam danych by szacowac IQ tej panny,ale dla mnie, jesli juz-calosc zrobila sympatyczne wrazenie. Po prostu zakochalo sie chlopisko. Niech ma.
Oczywiscie nie stawia to w lepszym swietle ani tego co, jeszcze niedawno, glosil o swoim swiatopogladzie, ani, ze zostawia czeredke dzieci i, podobno, ciezko chora zone. Tego cienia i tak sie nie pozbedzie.
Ja zasadniczo mialem Marcinkiewicza za miekkiego Dyzme, ale ostatnio, np. po przesluchaniu u Lisa-gdzie stawal dziarsko-troche zmienilem zdanie. Poza tym o ile do kierowania interesu pn. Polska, co widac, nie trzeba byc orlem, o tyle u Goldmana Sachsa musi byc co najmniej kilku facetow umiejacych liczyc pieniadze i oni raczej za friko tych tysiecy funtow Kaziowi nie placa. (Co prawda Dyzma tez byl dyrektorem banku).
Wrobel itd.