1. Ponoć 5 kwietnia dokonano przeglądu lotniska i oblotu jego środków przez-samolot LABORATORIUM- (powtórzono to 12 kwietnia) to dlaczego wcześniej ciągle podkreślano, że lotnisko nie było tak wyposażone i przygotowane jak być powinno, gdyż od jakiegoś czasu jest nieużytkowane...? Teraz okazuje się, że są dokumenty z przeglądów technicznych, oblotów - albo jeszcze ich nie sporządzono.
2. Na lotnisku rozwinięty był radiolokacyjny system lądowania - rodzaj radaru precyzyjnego, służący do sprowadzania do lądowania samolotów w trudnych warunkach pogodowych. Pracujący na nim kierownik
lądowania czyli taki ruski kontroler lotów sprawuje radiolokacyjną kontrolę nad podchodzącym do lądowania samolotem obserwując jego podejście na dwóch wskaźnikach kursu i ślizgu, udziela załodze
informacji o poprawkach w kursie, o odległości od progu pasa, a także kontroluje jego wysokość...
Nie wymaga to wielkich umiejętności - chyba, że ten kontroler był pijany lub szczególnie nierozgarnięty, system nie pracował, był uszkodzony czy mieoblatany.
Bo pytam się zakładając, że wszystko było sprawne na tip-top, jak kontroler czy jak go tam zwą kierownik systemu lądowania mógł nie ostrzec załogi Tu-154M, że jest zbyt nisko... przecież obserwował to na swoim radiolokacyjnym wskaźniku zobrazowania ślizgu.... jak byk widać na nim przesuwający się znacznik z doplerowskiego odbicia od samolotu co pozwala określić nie tylko odległość od progu pasa lecz także kontrolować wysokość
zniżania.
Krótko po katastrofie udzielający informacji rosyjski kontroler ani razu nie wspomniał, że informował załogę Tu-154M o zbyt małej wysokości, podając np. komendę "przerwij zniżanie", "schowaj
podwozie, kalpy i odejdź na drugie zajście" itd.
Nie podał żadnej takiej informacji czy komendy... Podawał tylko odległość i czekał na kwitowanie wysokością...Wszyscy to słyszeliśmy. Przecież musiał widzieć, że samolot odchyla się od kursu lądowania
i jest stanowczo za nisko...Dlaczego nie reagował ?
Mało tego, końcowa faza podejścia prawdopodobnie została zarejestrowana na kliszy fotograficznej - zdjęcia poklatkowe zobrazowania wskaźnika ślizgu... Jest to tym bardziej nieprawdopodobne, gdyż byłoby to dowodem świadczącym przeciwko kontrolerowi - widział i nie reagował.
Z tego łgarstwa MAK ani nasi ufni, tępi czy tchórzliwi prokuratorzy razem z naszym rządem się nie wyplączą - chyba, że udowodnią, że załoga Tu-154M była ślepa, głucha, pijana, chciał się
zabić czy już nie żyła itd.
3. jeśli samolot był sprawny to dlaczego załoga nie zareagowała na sygnalizację systemu TAWS, który na 18 sek (niewiarygodnie późno jeśli był sprawny) przed zaczepieniem o pierwszą przeszkodę terenową ostrzegał ją o tym. Podobnie jak w pkt 2 trudno będzie udowodnić, że załoga była głucha, ślepa itd.
4. zakładając, że załoga podjęła decyzję przerwania zniżania i wykonanie drugiego podejścia, co się mogło stać gdy nacisnęła przycisk "Uchod" po angielsku "TOGA" switch - przerwanie lądowania
i odejście na drugi krąg ?
5. zahaczając o kolejne drzewa i szorując po zakrzaczonym bagiennym terenie środkowa część samolotu porozrywana została na drobne kawałki jakiej to skali zniszczeń nie obserwuje się w przypadku katastrof gdy samoloty spadają z wysokości tysięcy metrów.
Dołączając do tego fakt, że otrzymamy tylko kopie rejestratorów budzi uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności ustaleń MAK. Pomijam 10-tki kłamliwych informacji i fałszywych zapewnień podawanych przez przedstawicieli naszego rządu jak choćby tę podaną przez panią Kopacz o przekopaniu itd.
1. Ponoć 5 kwietnia dokonano przeglądu lotniska i oblotu jego środków przez-samolot LABORATORIUM- (powtórzono to 12 kwietnia) to dlaczego wcześniej ciągle podkreślano, że lotnisko nie było tak wyposażone i przygotowane jak być powinno, gdyż od jakiegoś czasu jest nieużytkowane...? Teraz okazuje się, że są dokumenty z przeglądów technicznych, oblotów - albo jeszcze ich nie sporządzono.
2. Na lotnisku rozwinięty był radiolokacyjny system lądowania - rodzaj radaru precyzyjnego, służący do sprowadzania do lądowania samolotów w trudnych warunkach pogodowych. Pracujący na nim kierownik
lądowania czyli taki ruski kontroler lotów sprawuje radiolokacyjną kontrolę nad podchodzącym do lądowania samolotem obserwując jego podejście na dwóch wskaźnikach kursu i ślizgu, udziela załodze
informacji o poprawkach w kursie, o odległości od progu pasa, a także kontroluje jego wysokość...
Nie wymaga to wielkich umiejętności - chyba, że ten kontroler był pijany lub szczególnie nierozgarnięty, system nie pracował, był uszkodzony czy mieoblatany.
Bo pytam się zakładając, że wszystko było sprawne na tip-top, jak kontroler czy jak go tam zwą kierownik systemu lądowania mógł nie ostrzec załogi Tu-154M, że jest zbyt nisko... przecież obserwował to na swoim radiolokacyjnym wskaźniku zobrazowania ślizgu.... jak byk widać na nim przesuwający się znacznik z doplerowskiego odbicia od samolotu co pozwala określić nie tylko odległość od progu pasa lecz także kontrolować wysokość
zniżania.
Krótko po katastrofie udzielający informacji rosyjski kontroler ani razu nie wspomniał, że informował załogę Tu-154M o zbyt małej wysokości, podając np. komendę "przerwij zniżanie", "schowaj
podwozie, kalpy i odejdź na drugie zajście" itd.
Nie podał żadnej takiej informacji czy komendy... Podawał tylko odległość i czekał na kwitowanie wysokością...Wszyscy to słyszeliśmy. Przecież musiał widzieć, że samolot odchyla się od kursu lądowania
i jest stanowczo za nisko...Dlaczego nie reagował ?
Mało tego, końcowa faza podejścia prawdopodobnie została zarejestrowana na kliszy fotograficznej - zdjęcia poklatkowe zobrazowania wskaźnika ślizgu... Jest to tym bardziej nieprawdopodobne, gdyż byłoby to dowodem świadczącym przeciwko kontrolerowi - widział i nie reagował.
Z tego łgarstwa MAK ani nasi ufni, tępi czy tchórzliwi prokuratorzy razem z naszym rządem się nie wyplączą - chyba, że udowodnią, że załoga Tu-154M była ślepa, głucha, pijana, chciał się
zabić czy już nie żyła itd.
3. jeśli samolot był sprawny to dlaczego załoga nie zareagowała na sygnalizację systemu TAWS, który na 18 sek (niewiarygodnie późno jeśli był sprawny) przed zaczepieniem o pierwszą przeszkodę terenową ostrzegał ją o tym. Podobnie jak w pkt 2 trudno będzie udowodnić, że załoga była głucha, ślepa itd.
4. zakładając, że załoga podjęła decyzję przerwania zniżania i wykonanie drugiego podejścia, co się mogło stać gdy nacisnęła przycisk "Uchod" po angielsku "TOGA" switch - przerwanie lądowania
i odejście na drugi krąg ?
5. zahaczając o kolejne drzewa i szorując po zakrzaczonym bagiennym terenie środkowa część samolotu porozrywana została na drobne kawałki jakiej to skali zniszczeń nie obserwuje się w przypadku katastrof gdy samoloty spadają z wysokości tysięcy metrów.
Dołączając do tego fakt, że otrzymamy tylko kopie rejestratorów budzi uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności ustaleń MAK. Pomijam 10-tki kłamliwych informacji i fałszywych zapewnień podawanych przez przedstawicieli naszego rządu jak choćby tę podaną przez panią Kopacz o przekopaniu itd.
Co jest lepsze wkrótce się okaże. Nie martw się więc o polskie społeczeństwo, a już zupełnie o to kto będzie Prezydentem RP. Na pewno nie ktoś kto Putinowi służyć może jedynie za podnóżek (...) Zawiedziona troszkę ? Ciemnogród nie taki ciemny jak go malowali, a że malowanych lal nie brak ci u nas i pisać w dodatku potrafią to smarują co im do główki przyjdzie... to i ciekawiej. No z nieba nie spadły. Dalej lepiej nie dociekać - ciarki po plecach przechodzą.
Bez owijania... wiem co piszę. Ta tragedia obciąża sumienia obecnie nami rządzących - oby tylko dotyczyło to sumień.
Przygotowanie, zabezpieczenie wizyty Prezydenta RP z towarzyszącą jemu delegacją oceniam, że w praworządnym państwie lepiej przygotowuje się transport baranów. W tłoku, jednym zdezelowanym s-tem (tak, tak wyremontowanym made in rosyja)wyprawiono Prezydenta w świętą dla polaków misję, a kolanem dopchnięto by drzwi zamknąć... i z fanfarami pożegnano - ale za to jak pięknie witano... Trzeba mózgu nie mieć by tego nie rozczytać. Hańba.
Wiemy jaką solą w oku była sprawa Katynia zarówno dla Rosji jak państwa z PO czy SLD. Jak ich drażniły prace i badania prowadzone przez IPN, a wreszcie nie przejednana postawa naszego Ś.P. Prezydenta L.Kaczyńskiego i jego otoczenia w dochodzeniu prawdy katyńskiej. Zamiast wsparcia ze strony rządu była krytyka (delikatnie mówiąc) za te narodowe resentymenty Pana Prezydenta - że najwyższy czas z tym skończyć - jak wyraził się Premier Tusk itd.
To co obserwujemy w związku z badaniem przyczyn katastrofy woła o pomstę. Nie wiem jak to nazwać : niemoc, nieudolność, układność czy tchórzostwo naszych organów powołanych do ustalenia przyczyn tej tragedii.
Dominuje strach i obawa by nie zadawać niewygodnych pytań i w końcu nie wprowadzać w konfuzje naszego rządu i jego premiera w kwestii jakże to dobrze zapowiadającej się poprawie stosunków polsko-rosyjskich...
Brakuje odważnych dziennikarzy, którzy podjęliby temat w sposób jak to robi Pan Łukasz Warzecha, przed nim czynił to Ś.P. niezapomniany Maciej Rybiński. Trzeba mieć jaja by uprawiać takie dziennikarstwo.
Co do listy pytań na które nie znamy odpowiedzi dodałbym :
1. Czy na lotnisku w Smoleńsku pracowały takie urządzenia jak :
- bliższa radiolatarnia prowadząca
- dalsza radiolatarnia prowadząca
- radiolokacyjny system lądowania
Są to typowe urządzenia/systemy będące na wyposażeniu rosyjskich lotnisk wojskowych.
Jeśli powyższe urządzenia nie pracowały lub nie były rozwinięte to dlaczego ??? Nasz rząd i określone służby powinny zadbać o to, aby zamówić pracę takich urządzeń i dopilnować - wysyła się grupy rekonesansowe - ich sprawnego działania. Nie było ani jednej osoby ze strony polskiej -nawigatora, kontrolera, oficera określonych służb czy innej osoby do bezpośredniego kontaktu z polskimi organami ruchu lotniczego - zwykłego łącznika, który byłby przy ruskim kontrolerze w Smoleńsku itd. DNO. Szkoda porównywać przygotowań do zabezpieczenia lądowania naszego Prezydenta do np. lądowania Prezydenta Obamy...
Konkluzja jest następująca : wszystko to zostało olane i wiadomo dlaczego.
Mamy żyjącego Premiera i jego ministrów Klicha i Sikorskiego winnych szeregu zaniedbań, które bezpośrednio przełożyły się na tragiczny rozmiar tej katastrofy. W państwie prawa takie osoby pociąga się do odpowiedzialności.
Nie można tłumaczyć przyczyn tej tragedii mgłą nad lotniskiem i innymi bzdurami, lub czekać na wyniki prac rosyjskich prokuratorów. Wszyscy już wiemy, że dostali wolną rękę, a co można zrobić z zapisem korespondencji radiowej... Ile warta jest prawda w wydaniu ruskim nie trzeba tłumaczyć. Ciekawe, że naszemu rządowi to wystarcza, a kto będzie śmiał w tą prawdu powątpiewać i zadawać pytania (dziennikarz) tego w niebyt strąci piórem czy słowem, ja ciebie zniszczę jak odgrażał się Herbertowi.
Raport MAK, a sprawność lotniska i jego kontroli - kolejne kłamstwo. Byłem kontrolerem na radarze precyzyjnym.
2. Na lotnisku rozwinięty był radiolokacyjny system lądowania - rodzaj radaru precyzyjnego, służący do sprowadzania do lądowania samolotów w trudnych warunkach pogodowych. Pracujący na nim kierownik
lądowania czyli taki ruski kontroler lotów sprawuje radiolokacyjną kontrolę nad podchodzącym do lądowania samolotem obserwując jego podejście na dwóch wskaźnikach kursu i ślizgu, udziela załodze
informacji o poprawkach w kursie, o odległości od progu pasa, a także kontroluje jego wysokość...
Nie wymaga to wielkich umiejętności - chyba, że ten kontroler był pijany lub szczególnie nierozgarnięty, system nie pracował, był uszkodzony czy mieoblatany.
Bo pytam się zakładając, że wszystko było sprawne na tip-top, jak kontroler czy jak go tam zwą kierownik systemu lądowania mógł nie ostrzec załogi Tu-154M, że jest zbyt nisko... przecież obserwował to na swoim radiolokacyjnym wskaźniku zobrazowania ślizgu.... jak byk widać na nim przesuwający się znacznik z doplerowskiego odbicia od samolotu co pozwala określić nie tylko odległość od progu pasa lecz także kontrolować wysokość
zniżania.
Krótko po katastrofie udzielający informacji rosyjski kontroler ani razu nie wspomniał, że informował załogę Tu-154M o zbyt małej wysokości, podając np. komendę "przerwij zniżanie", "schowaj
podwozie, kalpy i odejdź na drugie zajście" itd.
Nie podał żadnej takiej informacji czy komendy... Podawał tylko odległość i czekał na kwitowanie wysokością...Wszyscy to słyszeliśmy. Przecież musiał widzieć, że samolot odchyla się od kursu lądowania
i jest stanowczo za nisko...Dlaczego nie reagował ?
Mało tego, końcowa faza podejścia prawdopodobnie została zarejestrowana na kliszy fotograficznej - zdjęcia poklatkowe zobrazowania wskaźnika ślizgu... Jest to tym bardziej nieprawdopodobne, gdyż byłoby to dowodem świadczącym przeciwko kontrolerowi - widział i nie reagował.
Z tego łgarstwa MAK ani nasi ufni, tępi czy tchórzliwi prokuratorzy razem z naszym rządem się nie wyplączą - chyba, że udowodnią, że załoga Tu-154M była ślepa, głucha, pijana, chciał się
zabić czy już nie żyła itd.
3. jeśli samolot był sprawny to dlaczego załoga nie zareagowała na sygnalizację systemu TAWS, który na 18 sek (niewiarygodnie późno jeśli był sprawny) przed zaczepieniem o pierwszą przeszkodę terenową ostrzegał ją o tym. Podobnie jak w pkt 2 trudno będzie udowodnić, że załoga była głucha, ślepa itd.
4. zakładając, że załoga podjęła decyzję przerwania zniżania i wykonanie drugiego podejścia, co się mogło stać gdy nacisnęła przycisk "Uchod" po angielsku "TOGA" switch - przerwanie lądowania
i odejście na drugi krąg ?
5. zahaczając o kolejne drzewa i szorując po zakrzaczonym bagiennym terenie środkowa część samolotu porozrywana została na drobne kawałki jakiej to skali zniszczeń nie obserwuje się w przypadku katastrof gdy samoloty spadają z wysokości tysięcy metrów.
Dołączając do tego fakt, że otrzymamy tylko kopie rejestratorów budzi uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności ustaleń MAK. Pomijam 10-tki kłamliwych informacji i fałszywych zapewnień podawanych przez przedstawicieli naszego rządu jak choćby tę podaną przez panią Kopacz o przekopaniu itd.
Raport MAK, a sprawność lotniska i jego kontroli - kolejne kłamstwo. Byłem kontrolerem na radarze precyzyjnym.
2. Na lotnisku rozwinięty był radiolokacyjny system lądowania - rodzaj radaru precyzyjnego, służący do sprowadzania do lądowania samolotów w trudnych warunkach pogodowych. Pracujący na nim kierownik
lądowania czyli taki ruski kontroler lotów sprawuje radiolokacyjną kontrolę nad podchodzącym do lądowania samolotem obserwując jego podejście na dwóch wskaźnikach kursu i ślizgu, udziela załodze
informacji o poprawkach w kursie, o odległości od progu pasa, a także kontroluje jego wysokość...
Nie wymaga to wielkich umiejętności - chyba, że ten kontroler był pijany lub szczególnie nierozgarnięty, system nie pracował, był uszkodzony czy mieoblatany.
Bo pytam się zakładając, że wszystko było sprawne na tip-top, jak kontroler czy jak go tam zwą kierownik systemu lądowania mógł nie ostrzec załogi Tu-154M, że jest zbyt nisko... przecież obserwował to na swoim radiolokacyjnym wskaźniku zobrazowania ślizgu.... jak byk widać na nim przesuwający się znacznik z doplerowskiego odbicia od samolotu co pozwala określić nie tylko odległość od progu pasa lecz także kontrolować wysokość
zniżania.
Krótko po katastrofie udzielający informacji rosyjski kontroler ani razu nie wspomniał, że informował załogę Tu-154M o zbyt małej wysokości, podając np. komendę "przerwij zniżanie", "schowaj
podwozie, kalpy i odejdź na drugie zajście" itd.
Nie podał żadnej takiej informacji czy komendy... Podawał tylko odległość i czekał na kwitowanie wysokością...Wszyscy to słyszeliśmy. Przecież musiał widzieć, że samolot odchyla się od kursu lądowania
i jest stanowczo za nisko...Dlaczego nie reagował ?
Mało tego, końcowa faza podejścia prawdopodobnie została zarejestrowana na kliszy fotograficznej - zdjęcia poklatkowe zobrazowania wskaźnika ślizgu... Jest to tym bardziej nieprawdopodobne, gdyż byłoby to dowodem świadczącym przeciwko kontrolerowi - widział i nie reagował.
Z tego łgarstwa MAK ani nasi ufni, tępi czy tchórzliwi prokuratorzy razem z naszym rządem się nie wyplączą - chyba, że udowodnią, że załoga Tu-154M była ślepa, głucha, pijana, chciał się
zabić czy już nie żyła itd.
3. jeśli samolot był sprawny to dlaczego załoga nie zareagowała na sygnalizację systemu TAWS, który na 18 sek (niewiarygodnie późno jeśli był sprawny) przed zaczepieniem o pierwszą przeszkodę terenową ostrzegał ją o tym. Podobnie jak w pkt 2 trudno będzie udowodnić, że załoga była głucha, ślepa itd.
4. zakładając, że załoga podjęła decyzję przerwania zniżania i wykonanie drugiego podejścia, co się mogło stać gdy nacisnęła przycisk "Uchod" po angielsku "TOGA" switch - przerwanie lądowania
i odejście na drugi krąg ?
5. zahaczając o kolejne drzewa i szorując po zakrzaczonym bagiennym terenie środkowa część samolotu porozrywana została na drobne kawałki jakiej to skali zniszczeń nie obserwuje się w przypadku katastrof gdy samoloty spadają z wysokości tysięcy metrów.
Dołączając do tego fakt, że otrzymamy tylko kopie rejestratorów budzi uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności ustaleń MAK. Pomijam 10-tki kłamliwych informacji i fałszywych zapewnień podawanych przez przedstawicieli naszego rządu jak choćby tę podaną przez panią Kopacz o przekopaniu itd.
Spokojna twoja usmiechnięta...
To był ostatni transport...
Przygotowanie, zabezpieczenie wizyty Prezydenta RP z towarzyszącą jemu delegacją oceniam, że w praworządnym państwie lepiej przygotowuje się transport baranów. W tłoku, jednym zdezelowanym s-tem (tak, tak wyremontowanym made in rosyja)wyprawiono Prezydenta w świętą dla polaków misję, a kolanem dopchnięto by drzwi zamknąć... i z fanfarami pożegnano - ale za to jak pięknie witano... Trzeba mózgu nie mieć by tego nie rozczytać. Hańba.
Wiemy jaką solą w oku była sprawa Katynia zarówno dla Rosji jak państwa z PO czy SLD. Jak ich drażniły prace i badania prowadzone przez IPN, a wreszcie nie przejednana postawa naszego Ś.P. Prezydenta L.Kaczyńskiego i jego otoczenia w dochodzeniu prawdy katyńskiej. Zamiast wsparcia ze strony rządu była krytyka (delikatnie mówiąc) za te narodowe resentymenty Pana Prezydenta - że najwyższy czas z tym skończyć - jak wyraził się Premier Tusk itd.
To co obserwujemy w związku z badaniem przyczyn katastrofy woła o pomstę. Nie wiem jak to nazwać : niemoc, nieudolność, układność czy tchórzostwo naszych organów powołanych do ustalenia przyczyn tej tragedii.
Dominuje strach i obawa by nie zadawać niewygodnych pytań i w końcu nie wprowadzać w konfuzje naszego rządu i jego premiera w kwestii jakże to dobrze zapowiadającej się poprawie stosunków polsko-rosyjskich...
Brakuje odważnych dziennikarzy, którzy podjęliby temat w sposób jak to robi Pan Łukasz Warzecha, przed nim czynił to Ś.P. niezapomniany Maciej Rybiński. Trzeba mieć jaja by uprawiać takie dziennikarstwo.
Co do listy pytań na które nie znamy odpowiedzi dodałbym :
1. Czy na lotnisku w Smoleńsku pracowały takie urządzenia jak :
- bliższa radiolatarnia prowadząca
- dalsza radiolatarnia prowadząca
- radiolokacyjny system lądowania
Są to typowe urządzenia/systemy będące na wyposażeniu rosyjskich lotnisk wojskowych.
Jeśli powyższe urządzenia nie pracowały lub nie były rozwinięte to dlaczego ??? Nasz rząd i określone służby powinny zadbać o to, aby zamówić pracę takich urządzeń i dopilnować - wysyła się grupy rekonesansowe - ich sprawnego działania. Nie było ani jednej osoby ze strony polskiej -nawigatora, kontrolera, oficera określonych służb czy innej osoby do bezpośredniego kontaktu z polskimi organami ruchu lotniczego - zwykłego łącznika, który byłby przy ruskim kontrolerze w Smoleńsku itd. DNO. Szkoda porównywać przygotowań do zabezpieczenia lądowania naszego Prezydenta do np. lądowania Prezydenta Obamy...
Konkluzja jest następująca : wszystko to zostało olane i wiadomo dlaczego.
Mamy żyjącego Premiera i jego ministrów Klicha i Sikorskiego winnych szeregu zaniedbań, które bezpośrednio przełożyły się na tragiczny rozmiar tej katastrofy. W państwie prawa takie osoby pociąga się do odpowiedzialności.
Nie można tłumaczyć przyczyn tej tragedii mgłą nad lotniskiem i innymi bzdurami, lub czekać na wyniki prac rosyjskich prokuratorów. Wszyscy już wiemy, że dostali wolną rękę, a co można zrobić z zapisem korespondencji radiowej... Ile warta jest prawda w wydaniu ruskim nie trzeba tłumaczyć. Ciekawe, że naszemu rządowi to wystarcza, a kto będzie śmiał w tą prawdu powątpiewać i zadawać pytania (dziennikarz) tego w niebyt strąci piórem czy słowem, ja ciebie zniszczę jak odgrażał się Herbertowi.