Zgadzam się z Pana opinią, premier Tusk był w piątek świetnie przygotowany. Chwilami z niedowierzaniem kręciłam głową. Zwróciłam uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim "najlepszą bronią jest atak" i to wykorzystywał premier. Poza tym używał można by nazwać "retorykę patriotyczną" co jest moim zdaniem interesującym posunięciem z jego strony. Słowa jego skierowane były do tej części społeczeństwa, dla której liczy się tylko tu i teraz i dla nich z pewnością przekaz premiera był bardziej przekonujący od słów wyprowadzonego z równowagi (pewnie i o to chodziło) Jarosława Kaczyńskiego. Premier Tusk nie kierował ani przez chwilę tego przekazu do osób, które są w stanie porównać jego wcześniejsze wypowiedzi oraz czyny. A posłowie z jego partii byli widziałam zachwyceni przemówieniem (szczególnie widać było zachwyt na twarzy posła Niesiołowskiego). Takie były moje wrażenia.
A najbardziej zadziwiła mnie końcówka przemówienia: "...Być może jedynym, kto będzie miał z tego projektu satysfakcję, to ten na Kremlu, w Moskwie, który się cieszy, wtedy kiedy widzi, że Warszawa jest podzielona jak nigdy dotąd. Tak, naprawdę ci, którzy nam źle życzą, oni naprawdę poparliby tę uchwałę jednogłośnie..." Premier Tusk powiedział, że ci na Kremlu nam źle życzą! Niebywałe!
Chciałabym kiedyś przeczytać opracowanie uczynione przez speca od socjotechniki tłumaczącego o co tak naprawdę chodzi w wypowiedziach premiera Tuska. Byłoby to wielce pouczające!
Całe wystąpienie premiera Tuska można znaleźć tu w stenogramach z posiedzenia Sejmu (str.237), chociaż warto to było obejrzeć i posłuchać bo było w nim również wiele uczucia, nasz premier jest dobrym aktorem:
Bardzo Panu dziękuję za ten tekst i podzielenie się swoimi cennymi spostrzeżeniami. Bardzo mnie interesuje ten temat i poruszane przez Pana sprawy (np. zastanawiałam się przez ostatnie miesiące nad celami grupy Anonymous oraz innych grup hakerskich i nad tym kim oni są, prawdę mówiąc niepokoją mnie tak mało przejrzyste grupy i wojny, które toczą się w internecie, np. ostatnio podana na onecie informacja http://wiadomosci.onet.pl/swiat/anonimowi-groza-izraelowi,1,5022764,wiadomosc.html).
Pisze Pan o zjawisku niezwykle złożonym, na które możemy patrzeć na różnych płaszczyznach. Internet może być miejscem wolności ale również nieznanej do tej pory na tę skalę (globalną) manipulacji oraz przestępstw. Uzależniamy się od internetu i od różnych elektronicznych gadżetów coraz bardziej, co gorsze, nie wiemy jeszcze jaki to będzie miało wpływ na nas samych, na nasze dzieci, ich i nasze relacje z innymi oraz sposób życia.
Z jednej strony, dzięki temu, że korzystam z internetu, mam dostęp do informacji do których nie mają dostępu moi Dziadkowie. Z drugiej strony, wiele osób ma dostęp do mnie, a nie wiadomo jakie są ich intencje.
Wyzwaniem jest to jak wychowywać nasze dzieci, żeby nie ulegały zbiorowym histeriom i manipulacjom. Jak wychować dzieci aby miały wolność w sobie (również wolność w stosunku do elektronicznych gadżetów). Żeby w ogóle wiedziały czym jest ta wolność. Bo internet (który bardzo lubię i używam) jest niestety coraz częściej narzędziem naszego własnego zniewolenia.
Przerażające, że stał się również miejscem współczesnych wojen.
W ostatnich dniach zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa. Ilu hakerom udało się zdobyć informacje o tym co stało się naprawdę w Smoleńsku i kiedy te informacje wypłyną.
"Pewien człowiek stanął po śmierci u bram niebios, gdzie przyjął go św. Piotr.
– Zgodnie z obowiązującą zasadą, aby znaleźć się w niebie, potrzebujesz stu punktów – wyjaśnia św. Piotr. Opowiedz mi o wszystkich dobrych uczynkach swojego życia, a za każdy przyznam ci odpowiednią liczbę punktów, w zależności od ich wagi. Jeśli uzyskasz w sumie sto punktów, dostaniesz się do nieba.
– Świetnie – odpowiada mężczyzna, przekonany o swojej dobroci. Przez pięćdziesiąt lat miałem jedną żonę i nigdy jej nie zdradziłem, nawet w myślach…
– Wspaniale – odparł święty Piotr. Otrzymujesz trzy punkty.
– Tylko trzy? – dziwi się mężczyzna tak surową oceną. Przez całe swoje życie należałem do wspólnoty Kościoła. Pełniłem różne posługi. Płaciłem dziesięcinę.
– Doskonale – stwierdził Piotr. Otrzymujesz jeden punkt!
– Tylko jeden? – pyta coraz bardziej zaskoczony mężczyzna. Założyłem jadłodajnię dla biednych w moim mieście i zajmowałem się bezdomnymi.
– Moje gratulacje! Masz dwa dodatkowe punkty!
– Co? Dwa punkty? – krzyknął człowiek. Przy takiej punktacji nie mam najmniejszych szans, aby dostać się do nieba, pomimo moich dobrych uczynków. Cała moja nadzieja w łasce i miłosierdziu Boga! Panie, błagam Cię, bądź wobec mnie miłosierny! Ufam Tobie!
W tej samej chwili Piotr szeroko rozłożył ramiona. Chodź do nas, przyjacielu… Witaj w niebie!"
"Dobry Bóg nie dawałby mi pragnień nierealnych, więc pomimo że jestem taka mała, mogę dążyć do świętości. Niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaką jestem, ze wszystkimi swymi niedoskonałościami; chcę jednak znaleźć sposób dostania się do Nieba, jakąś małą drogę, bardzo prostą i bardzo krótką, małą drogę zupełnie nową. Żyjemy w wieku wynalazków, nie ma już potrzeby wchodzić na górę po stopniach schodów; u ludzi bogatych z powodzeniem zastępuje je winda.
Otóż i ja chciałabym znaleźć taką windę, która by mnie uniosła aż do Jezusa, bo jestem zbyt mała, by wstępować po stromych stopniach doskonałości. Poszukiwałam więc w księgach świętych wytłumaczenia co do owej windy, przedmiotu mych pragnień, i przeczytałam te słowa, które wyszły z ust Przedwiecznej Mądrości: Jeżeli kto jest maluczki, niech przyjdzie do mnie.
Znalazłam więc to, czego szukałam, a chcąc się dowiedzieć, o mój Boże! co uczynisz maluczkiemu, kiedy odpowie na Twe wezwanie, poszukiwałam dalej. I oto co znalazłam: - Jak matka pieści swe dziecię, tak ja was pocieszać będę przy piersiach was poniosę i będę was kołysał na mych kolanach! O! nigdy jeszcze słowa czulsze, o bardziej melodyjnym brzmieniu nie rozweseliły mej duszy; windą, która mnie uniesie aż do Nieba, są Twoja ramiona, o Jezu! a do tego nie potrzebuję wzrastać, przeciwnie, powinnam zostać małą, stawać się coraz mniejszą."
"Znamienne jest, że protesty wywołało widmo końca darmowego ściągania filmików i muzyki z sieci, a nie upadek polskiej państwowości"
TO PORAŻAJĄCE ale to bardzo trafna uwaga moim zdaniem! Jesteśmy tak już zanurzeni w konsumpcjoniźmie, że sprawy inne niż konsumpcja wszelkiego rodzaju przestają być jak się okazuje istotne. Coś jak w książce "Nowy wspaniały świat" Huxleya. Dziś wielu Polaków rezygnuje z wolności z własnego wyboru bo większe znaczenie ma dla nich kilka plików niż Ojczyzna.
Przyznam, że martwi mnie ta zbiorowa histeria w sprawie ACTA.
Niepokoi mnie podejście naszego rządu ale równie bardzo niepokoi mnie grupa Anonymous (która zainteresowała mnie już kilka miesięcy temu). Niepokoi mnie ta grupa gdyż nie wiadomo ani kim są jej założyciele, ani do czego dążą. Krótkie filmiki zamieszczane od jakiegoś czasu w internecie brzmią jakoś tak złowieszczo i nie podobają mi się w swojej wymowie. No i kończą się zwykle złowieszczymi słowami: "jesteśmy anonimowi, jesteśmy legion, nie przebaczamy, nie zapominamy..."
Dzisiaj rano, o zgrozo, już mój siedmioletni synek przeżywał, że usuną mu konto na nk... :(
No cóż, warto by było uczyć ludzi jak nie poddawać się manipulacji i zbiorowej histerii, jak myśleć samodzielnie. Mam nadzieję, że Synka tego nauczę. :) Dziękuję, że Pan w swoich tekstach właśnie tego uczy!
Pozdrawiam serdecznie!
Dziękuję za ciekawy tekst. Z dużym zainteresowaniem i niepokojem przyglądam się zaistniałej histerii. Niepokoi mnie podejście naszego rządu ale równie bardzo niepokoi mnie grupa Anonymous (która zainteresowała mnie już kilka miesięcy temu). Niepokoi mnie ta grupa gdyż nie wiadomo ani kim są jej założyciele, ani do czego dążą. Krótkie filmiki zamieszczane od jakiegoś czasu w internecie brzmią jakoś tak złowieszczo i nie podobają mi się w swojej wymowie. No i kończą się zwykle słowami z ulotek (z Pańskiego auta): "jesteśmy anonimowi, jesteśmy legion, nie przebaczamy, nie zapominamy..."
Dzisiaj rano, o zgrozo, już mój siedmioletni synek przeżywał, że usuną mu konto na nk... :(
No cóż, warto by było uczyć ludzi jak nie poddawać się manipulacji i zbiorowej histerii, jak myśleć samodzielnie. Mam nadzieję, że Synka tego nauczę. :)
Pozdrawiam!
Zgadzam się z Pana opinią. Obejrzałam wcześniejsze filmiki grupy Anonymous jakiś czas temu i w ogóle nie podoba mi się ta organizacja. Nie wiadomo tak naprawdę kim oni są, kto za tymi akcjami stoi. Nie wiadomo również do czego dokładnie ta grupa dąży. Słowa na końcach ich niektórych filmików: "Jesteśmy legion, nie przebaczamy, nie zapominamy" czy coś takiego, z pamięci piszę, również budzą mój niepokój.
Myślę, że nie powinniśmy się dawać manipulować ani rządowi, ani niewiadomego pochodzenia organizacjom. Ludzie wreszcie powinni wreszcie zacząć uczyć się przede wszystkim samodzielnie myśleć, oceniać sytuację a nie poddawać się manipulacji i ulegać histerii.
Pozdrawiam serdecznie!
Ja również z całego serca wierzę, że Bóg jest blisko nas i może czynić wielkie cuda w naszym życiu. On nas kocha bo jesteśmy Jego dziećmi, nie przestaje nas kochać nawet gdy odchodzimy od Niego. Jezus przyszedł na świat, uzdrawiał, przebaczał grzechy i również dzisiaj to robi. Jezus zmartwychwstał więc to co działo się 2000 lat temu jest możliwe i dziś, to się dzieje. Jezus wyprowadza nas z naszych grobów, z naszych grzechów, ma moc przemienić nasze życie, uzdrawia, przebacza, kocha... Niech więc Chodzący po wodzie dotyka w te Święta naszych serc, abyśmy stali się nowymi ludźmi i lepszymi Polakami.
Dziękuję za piękny tekst o Edycie (poleciła mi Ewa Filozof). :)
Spotkanie z drugim człowiekiem, spotkanie z Bogiem to coś czego możemy również my doświadczyć. Przyznam, że mam ochotę przeczytać "Światłość w ciemności" po przeczytaniu tego tekstu. Dziękuję za zachętę. :)
Spotkanie z drugim człowiekiem i spotkanie z Bogiem to coś czego możemy realnie doświadczać w naszym życiu i to jest czymś wspaniałym. Takie prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem, spojrzenie nawzajem w swoje oczy, uśmiechnięcie się do siebie, otwarcie. Kiedyś jeden znajomy jezuita powiedział, że spotkanie z drugim człowiekiem jest jak spotkanie dwóch innych światów.
Ja natomiast chciałabym się podzielić doświadczeniem mojego spotkania z Bogiem z ostatniego tygodnia.
Uczestniczyłam w rekolekcjach ewangelizacyjnych "Z grzechu do wolności", które prowadził w pobliskiej mi parafii w Łodzi zespół Mocni w Duchu (jak chcecie możecie znaleźć ich w internecie, to grupa Odnowy w Duchu Świętym przy kościele ojców jezuitów w Łodzi).
Jest to dla mnie doświadczenie, które mogę porównać do czasu mojego nawrócenia, które było już prawie 20 lat temu (wczoraj sobie uświadomiłam jaki to kawał czasu!) kiedy byłam w IV klasie LO.
Tak, teraz, w czasie tych rekolekcji przeżywałam również nawrócenie.
Doświadczyłam, że Bóg przemienia moje serce i moje patrzenie. Uzmysławia mi, że mam koncentrować się na Nim a nie na złu. Wiele jest zła w nas i wokół nas, w polityce, mediach, w naszym życiu, w pracy itd. Za często koncentrowałam się na tym złu. Również często za bardzo koncentrujemy się na naszych grzechach (nawet po to, żeby nie grzeszyć). Koncentrując się jednak na grzechach, na złu, jesteśmy jak w klatce.
Bóg pragnie dla nas czegoś o wiele więcej i o wiele piękniejszego. Pragnie dla nas wolności, pragnie żebyśmy skoncentrowali się właśnie na dobru,na miłości, na Nim! Niby skutek (zewnętrznie) jest podobny ale wewnętrznie to zmienia wszystko.
Tego doświadczyłam w ostatnich dniach i tym się pragnę dzisiaj z Wami podzielić.
Była też Msza święta z modlitwą o uzdrowienie. Pan Bóg jest wspaniały. Naprawdę doświadczyłam Jego dotknięcia, Jego przytulenia. Doświadczyłam wielkiej bliskości z innymi ludźmi, którzy byli w kościele. Drugiego dnia rekolekcji na koniec wyściskałam się ze starszą Panią, która stałą obok mnie, łzy miała w oczach jak mnie przytulała, ja zresztą też. Pierwszego dnia mały niepełnosprawny chłopiec rzucił mi się na Mszy na szyję. :)
To jest właśnie królestwo Boże w nas. Zewnętrznie niby nic się nie zmienia. Ale wewnątrz coś rośnie (zaczyn w naszych sercach). W ten sposób mamy przemieniać świat. Pozwolić Bogu przemienić siebie, pozwolić Mu zmienić swoje serce, powiedzieć Jezusowi TAK. Wtedy będziemy zaczynem, fermentem, który będzie mógł przemienić wiele również wokół nas. Ta zmiana patrzenia, zwrócenie się ku dobru, ku Bogu, to jest jak przewrót kopernikański.
Jestem grzesznikiem ale Bóg mnie kocha i Jego Miłość może wszystko.
Jestem pewna, że tego doświadczała święta Edyta.
Jeśli chodzi o miłość to gorąco polecam komentarz ks. Tomasza Chlebowskiego do dzisiejszego czytania (staram się zresztą czytać codziennie):
http://chleb-boski.blogspot.com/2011/10/trzy-elementy.html
Z zainteresowaniem będę wracała na Pani blog. Jestem fizykiem, również mamą i żoną więc tak jak Pani staram się łączyć pracę, dom, wychowanie dzieci itp. Pracuję na uczelni, zajmuję się inżynierią biomedyczną, zastosowaniem diamentu w nauce i technice oraz badam meteoryty (diamenty w meteorytach). Bardzo interesuje mnie relacja wiary i nauki jak również filozofia (którą jednak znam w bardzo małym stopniu więc będę starała się w najbliższym czasie douczyć).
Pozdrawiam bardzo serdecznie. Dobrej niedzieli życzę!
Tak, tu nie ma sprzeczności. Jest Miłość i Sprawiedliwość Boga.
A jednak Jego Miłość jest pierwsza i jest bezwarunkowa, i jest do każdego bez wyjątku człowieka, to mówi Biblia. Pomimo naszych grzechów.
Sami nie moglibyśmy się zbawić zasługując niejako sami z siebie na Niebo. To Jezus nas zbawił. My bez Jezusa bylibyśmy w sytuacji beznadziejnej. Tak, człowiek ma wolny wybór i może Miłość Boga odrzucić, wybrać zło i wybrać śmierć. Ale nawet takiego człowieka Bóg wciąż kocha. Tylko że wtedy sam człowiek ściąga na siebie nieszczęście, czyż nie tak?
Jeśli wybieram Boga to nawracam się, moje życie ulega przemianie i dążę do świętości. Wiara bez uczynków jest martwa.
Tak, to On przeprowadza nas ku wieczności i On zdecyduje w każdym wypadku.
Pozdrawiam.
Oczywiście, że cała nasza wiedza jest o Bogu i dla Boga, wszystko co robimy powinno być dla Boga. Nauka to też, tak jak już powiedziałam, poznawanie świata, który stworzył Bóg. Tylko że nauka posługuje się pewną metodologią, która nie jest w stanie ogarnąć tematów dotyczących Boga (w tym sensie Ineligentny Projekt nie jest teorią tak naprawdę naukową gdyż nie podlega on falsyfikowalności). Istnieje pewne zetknięcie zainteresowań nauki i teologii i bardzo mnie to przyznam szczerze interesuje, jest to fascynujący temat. Tak jak napisałam, wiara i nauka to dla mnie dwa skrzydła, dzięki którym możemy wzlecieć ku poznaniu świata, który stworzył Bóg. Do zasady antropicznej odnoszę się z szacunkiem ale czegoś mi w niej brakuje.
Myślę, że w niczym to nie przynosi ujmy wierze gdy staramy się zrozumieć świat w oparciu o prawa przyrody, pod warunkiem, że jako osoby wierzące nie zapominamy o tym, że badamy świat, który jest stworzony przez Boga. Wiara i nauka nie stoją w sprzeczności. Niedorzeczne jest wyjaśnianie istnieniem Boga tylko i wyłącznie dziur w naszej niewiedzy. Hawking w ostatniej książce "udowadnia" na przykład, że Boga nie ma, gdyż wydaje mu się, że zrozumiał pewne rzeczy, do wyjaśnienia których potrzebny był ludziom Bóg. To jest niedorzeczne. Wierzę, że Bóg stworzył wszystko więc nawet gdyby się tak zdarzyło (teoretycznie), że zrozumiemy (na sposób naukowo-przyrodniczy) nawet moment początku Wszechświata, to przecież w niczym nie eliminuje to Boga.
Poruszyłam temat fizyki mikroświata gdyż podobnie jak planet poza Układem Słonecznym, nie "widzimy" np. cząstek elementarnych. A doświadczenia dzięki którym je odnajdujemy są bardzo "zamieszane" z teoriami fizycznymi (podobnie jak przy odnajdywaniu planet).
Bardzo dziękuję za Pana przemyślenia bo mnie również skłaniają do przemyśleń i dalszych studiów. Pozostaję z ogromnym szacunkiem.
W każdym razie Bóg jest wspaniały!
Rozumiem takie podejście i szanuję.
Jednakże we współczesnej fizyce i technice w coraz większym stopniu teoria (jak również "obróbka" komputerowa) jest "zamieszana" w sam pomiar. Podobnie jak planet spoza Układu Słonecznego, również nikt nie "widział" kwarków, neutrin itd.
Zdaję sobie sprawę, że z filozoficznego punktu widzenia w różny sposób można interpretować obiekty np. z teorii naukowych takie jak kwarki. Jednakże obiekty te pomagają nam zrozumieć otaczający świat a o to w nauce chodzi (ostatnio również jest traktowana konsumpcyjnie ale to inna sprawa). Uważam, że nauka ma głęboki sens i nie zagraża w niczym wierze ani relacji człowieka z Bogiem, nie jest też możliwe, żeby była sprzeczna z wiarą. To Bóg stworzył świat poznawalnym i matematycznym i to jest piękne, że człowiek może poznawać świat, który stworzył Bóg. Nauka i wiara powinny być jakby dwoma skrzydłami umożliwiającymi nam poznanie świata. Nie wolno też nam z nauki czynić religii ani z religii nauki.
Jestem przeciwko naginaniu nauki, zarówno żeby zaprzeczyć istnieniu Boga jak i udowodnić istnienie Boga, nie wchodzi to w zakres i możliwości metodologii nauk przyrodniczych.
Trochę być może zboczyłam z tematu.
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za ciekawe myśli.
Lars von Trier jest jak dla mnie zbyt depresyjny. Wystarczy, że obejrzałam "Przełamując fale". Dobry film ale okropne wrażenie pozostające na długo.
A co do życia poza Ziemią to nie ma ani żadnych dowodów, że jest ani że go nie ma. Więc jest to sfera science fiction i jako taką ją trzeba traktować. W niczym jednak istnienie życia poza Ziemią nie zaprzecza ani Objawieniu ani samemu Bogu. Zaprzecza jedynie ewentualnie naszym wyobrażeniom o świecie. Oczywiście to moje osobiste zdanie, nie nakłaniam, żeby je podzielać.
Jestem przede wszystkim praktykującą katoliczką i staram się słuchać Kościoła oraz czytać Pismo Święte, modlić się, być coraz bliżej Boga.
Przepraszam, chyba źle zrozumiałam to co poprzednio napisałeś.
Oczywiście, że wierzę, że Bóg za dobre wynagradza a za złe karze. Nie jest to sprzeczne z tym co napisałam o Jego Miłosierdziu i o tym, że kocha każdego człowieka bez żadnych warunków.
Pozdrawiam serdecznie.
@Seaman
A najbardziej zadziwiła mnie końcówka przemówienia: "...Być może jedynym, kto będzie miał z tego projektu satysfakcję, to ten na Kremlu, w Moskwie, który się cieszy, wtedy kiedy widzi, że Warszawa jest podzielona jak nigdy dotąd. Tak, naprawdę ci, którzy nam źle życzą, oni naprawdę poparliby tę uchwałę jednogłośnie..." Premier Tusk powiedział, że ci na Kremlu nam źle życzą! Niebywałe!
Chciałabym kiedyś przeczytać opracowanie uczynione przez speca od socjotechniki tłumaczącego o co tak naprawdę chodzi w wypowiedziach premiera Tuska. Byłoby to wielce pouczające!
Całe wystąpienie premiera Tuska można znaleźć tu w stenogramach z posiedzenia Sejmu (str.237), chociaż warto to było obejrzeć i posłuchać bo było w nim również wiele uczucia, nasz premier jest dobrym aktorem:
http://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter7.nsf/0/9212DC35D0AA40BAC12579DF0061D955/%24File/12_c_ksiazka.pdf
@Adam Kalita, Grzegorz Surdy, Leszek Jaranowski, Bogusław Dąbrowa-Kostka, Marian Stach
Mama dwójki dzieci oraz wykładowca na Politechnice Łódzkiej -
dr inż. Anna Karczemska
@Aleksander Ścios
Pisze Pan o zjawisku niezwykle złożonym, na które możemy patrzeć na różnych płaszczyznach. Internet może być miejscem wolności ale również nieznanej do tej pory na tę skalę (globalną) manipulacji oraz przestępstw. Uzależniamy się od internetu i od różnych elektronicznych gadżetów coraz bardziej, co gorsze, nie wiemy jeszcze jaki to będzie miało wpływ na nas samych, na nasze dzieci, ich i nasze relacje z innymi oraz sposób życia.
Z jednej strony, dzięki temu, że korzystam z internetu, mam dostęp do informacji do których nie mają dostępu moi Dziadkowie. Z drugiej strony, wiele osób ma dostęp do mnie, a nie wiadomo jakie są ich intencje.
Wyzwaniem jest to jak wychowywać nasze dzieci, żeby nie ulegały zbiorowym histeriom i manipulacjom. Jak wychować dzieci aby miały wolność w sobie (również wolność w stosunku do elektronicznych gadżetów). Żeby w ogóle wiedziały czym jest ta wolność. Bo internet (który bardzo lubię i używam) jest niestety coraz częściej narzędziem naszego własnego zniewolenia.
Przerażające, że stał się również miejscem współczesnych wojen.
W ostatnich dniach zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa. Ilu hakerom udało się zdobyć informacje o tym co stało się naprawdę w Smoleńsku i kiedy te informacje wypłyną.
Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie!
Bliżej
http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/jan-pospieszalski-blizej
Pozdrawiam!
I jeszcze jedna historyjka:
– Zgodnie z obowiązującą zasadą, aby znaleźć się w niebie, potrzebujesz stu punktów – wyjaśnia św. Piotr. Opowiedz mi o wszystkich dobrych uczynkach swojego życia, a za każdy przyznam ci odpowiednią liczbę punktów, w zależności od ich wagi. Jeśli uzyskasz w sumie sto punktów, dostaniesz się do nieba.
– Świetnie – odpowiada mężczyzna, przekonany o swojej dobroci. Przez pięćdziesiąt lat miałem jedną żonę i nigdy jej nie zdradziłem, nawet w myślach…
– Wspaniale – odparł święty Piotr. Otrzymujesz trzy punkty.
– Tylko trzy? – dziwi się mężczyzna tak surową oceną. Przez całe swoje życie należałem do wspólnoty Kościoła. Pełniłem różne posługi. Płaciłem dziesięcinę.
– Doskonale – stwierdził Piotr. Otrzymujesz jeden punkt!
– Tylko jeden? – pyta coraz bardziej zaskoczony mężczyzna. Założyłem jadłodajnię dla biednych w moim mieście i zajmowałem się bezdomnymi.
– Moje gratulacje! Masz dwa dodatkowe punkty!
– Co? Dwa punkty? – krzyknął człowiek. Przy takiej punktacji nie mam najmniejszych szans, aby dostać się do nieba, pomimo moich dobrych uczynków. Cała moja nadzieja w łasce i miłosierdziu Boga! Panie, błagam Cię, bądź wobec mnie miłosierny! Ufam Tobie!
W tej samej chwili Piotr szeroko rozłożył ramiona. Chodź do nas, przyjacielu… Witaj w niebie!"
@Arkadiusz Robaczewski
"Dobry Bóg nie dawałby mi pragnień nierealnych, więc pomimo że jestem taka mała, mogę dążyć do świętości. Niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaką jestem, ze wszystkimi swymi niedoskonałościami; chcę jednak znaleźć sposób dostania się do Nieba, jakąś małą drogę, bardzo prostą i bardzo krótką, małą drogę zupełnie nową. Żyjemy w wieku wynalazków, nie ma już potrzeby wchodzić na górę po stopniach schodów; u ludzi bogatych z powodzeniem zastępuje je winda.
Otóż i ja chciałabym znaleźć taką windę, która by mnie uniosła aż do Jezusa, bo jestem zbyt mała, by wstępować po stromych stopniach doskonałości. Poszukiwałam więc w księgach świętych wytłumaczenia co do owej windy, przedmiotu mych pragnień, i przeczytałam te słowa, które wyszły z ust Przedwiecznej Mądrości: Jeżeli kto jest maluczki, niech przyjdzie do mnie.
Znalazłam więc to, czego szukałam, a chcąc się dowiedzieć, o mój Boże! co uczynisz maluczkiemu, kiedy odpowie na Twe wezwanie, poszukiwałam dalej. I oto co znalazłam: - Jak matka pieści swe dziecię, tak ja was pocieszać będę przy piersiach was poniosę i będę was kołysał na mych kolanach! O! nigdy jeszcze słowa czulsze, o bardziej melodyjnym brzmieniu nie rozweseliły mej duszy; windą, która mnie uniesie aż do Nieba, są Twoja ramiona, o Jezu! a do tego nie potrzebuję wzrastać, przeciwnie, powinnam zostać małą, stawać się coraz mniejszą."
Pozdrawiam serdecznie,
Ania Karczemska
@nurni
TO PORAŻAJĄCE ale to bardzo trafna uwaga moim zdaniem! Jesteśmy tak już zanurzeni w konsumpcjoniźmie, że sprawy inne niż konsumpcja wszelkiego rodzaju przestają być jak się okazuje istotne. Coś jak w książce "Nowy wspaniały świat" Huxleya. Dziś wielu Polaków rezygnuje z wolności z własnego wyboru bo większe znaczenie ma dla nich kilka plików niż Ojczyzna.
Pozdrawiam!
@Autor
Przyznam, że martwi mnie ta zbiorowa histeria w sprawie ACTA.
Niepokoi mnie podejście naszego rządu ale równie bardzo niepokoi mnie grupa Anonymous (która zainteresowała mnie już kilka miesięcy temu). Niepokoi mnie ta grupa gdyż nie wiadomo ani kim są jej założyciele, ani do czego dążą. Krótkie filmiki zamieszczane od jakiegoś czasu w internecie brzmią jakoś tak złowieszczo i nie podobają mi się w swojej wymowie. No i kończą się zwykle złowieszczymi słowami: "jesteśmy anonimowi, jesteśmy legion, nie przebaczamy, nie zapominamy..."
Dzisiaj rano, o zgrozo, już mój siedmioletni synek przeżywał, że usuną mu konto na nk... :(
No cóż, warto by było uczyć ludzi jak nie poddawać się manipulacji i zbiorowej histerii, jak myśleć samodzielnie. Mam nadzieję, że Synka tego nauczę. :) Dziękuję, że Pan w swoich tekstach właśnie tego uczy!
Pozdrawiam serdecznie!
@Autor
Dzisiaj rano, o zgrozo, już mój siedmioletni synek przeżywał, że usuną mu konto na nk... :(
No cóż, warto by było uczyć ludzi jak nie poddawać się manipulacji i zbiorowej histerii, jak myśleć samodzielnie. Mam nadzieję, że Synka tego nauczę. :)
Pozdrawiam!
@Autor
Myślę, że nie powinniśmy się dawać manipulować ani rządowi, ani niewiadomego pochodzenia organizacjom. Ludzie wreszcie powinni wreszcie zacząć uczyć się przede wszystkim samodzielnie myśleć, oceniać sytuację a nie poddawać się manipulacji i ulegać histerii.
Pozdrawiam serdecznie!
@Tomasz Sakiewicz & @Wszyscy
Dziękuję :)
Spotkanie z drugim człowiekiem, spotkanie z Bogiem to coś czego możemy również my doświadczyć. Przyznam, że mam ochotę przeczytać "Światłość w ciemności" po przeczytaniu tego tekstu. Dziękuję za zachętę. :)
Spotkanie z drugim człowiekiem i spotkanie z Bogiem to coś czego możemy realnie doświadczać w naszym życiu i to jest czymś wspaniałym. Takie prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem, spojrzenie nawzajem w swoje oczy, uśmiechnięcie się do siebie, otwarcie. Kiedyś jeden znajomy jezuita powiedział, że spotkanie z drugim człowiekiem jest jak spotkanie dwóch innych światów.
Ja natomiast chciałabym się podzielić doświadczeniem mojego spotkania z Bogiem z ostatniego tygodnia.
Uczestniczyłam w rekolekcjach ewangelizacyjnych "Z grzechu do wolności", które prowadził w pobliskiej mi parafii w Łodzi zespół Mocni w Duchu (jak chcecie możecie znaleźć ich w internecie, to grupa Odnowy w Duchu Świętym przy kościele ojców jezuitów w Łodzi).
Jest to dla mnie doświadczenie, które mogę porównać do czasu mojego nawrócenia, które było już prawie 20 lat temu (wczoraj sobie uświadomiłam jaki to kawał czasu!) kiedy byłam w IV klasie LO.
Tak, teraz, w czasie tych rekolekcji przeżywałam również nawrócenie.
Doświadczyłam, że Bóg przemienia moje serce i moje patrzenie. Uzmysławia mi, że mam koncentrować się na Nim a nie na złu. Wiele jest zła w nas i wokół nas, w polityce, mediach, w naszym życiu, w pracy itd. Za często koncentrowałam się na tym złu. Również często za bardzo koncentrujemy się na naszych grzechach (nawet po to, żeby nie grzeszyć). Koncentrując się jednak na grzechach, na złu, jesteśmy jak w klatce.
Bóg pragnie dla nas czegoś o wiele więcej i o wiele piękniejszego. Pragnie dla nas wolności, pragnie żebyśmy skoncentrowali się właśnie na dobru,na miłości, na Nim! Niby skutek (zewnętrznie) jest podobny ale wewnętrznie to zmienia wszystko.
Tego doświadczyłam w ostatnich dniach i tym się pragnę dzisiaj z Wami podzielić.
Była też Msza święta z modlitwą o uzdrowienie. Pan Bóg jest wspaniały. Naprawdę doświadczyłam Jego dotknięcia, Jego przytulenia. Doświadczyłam wielkiej bliskości z innymi ludźmi, którzy byli w kościele. Drugiego dnia rekolekcji na koniec wyściskałam się ze starszą Panią, która stałą obok mnie, łzy miała w oczach jak mnie przytulała, ja zresztą też. Pierwszego dnia mały niepełnosprawny chłopiec rzucił mi się na Mszy na szyję. :)
To jest właśnie królestwo Boże w nas. Zewnętrznie niby nic się nie zmienia. Ale wewnątrz coś rośnie (zaczyn w naszych sercach). W ten sposób mamy przemieniać świat. Pozwolić Bogu przemienić siebie, pozwolić Mu zmienić swoje serce, powiedzieć Jezusowi TAK. Wtedy będziemy zaczynem, fermentem, który będzie mógł przemienić wiele również wokół nas. Ta zmiana patrzenia, zwrócenie się ku dobru, ku Bogu, to jest jak przewrót kopernikański.
Jestem grzesznikiem ale Bóg mnie kocha i Jego Miłość może wszystko.
Jestem pewna, że tego doświadczała święta Edyta.
Pozdrawiam serdecznie,
Ania fizyk
@Ewa-Filozof
@Ewa-Filozof
http://chleb-boski.blogspot.com/2011/10/trzy-elementy.html
Z zainteresowaniem będę wracała na Pani blog. Jestem fizykiem, również mamą i żoną więc tak jak Pani staram się łączyć pracę, dom, wychowanie dzieci itp. Pracuję na uczelni, zajmuję się inżynierią biomedyczną, zastosowaniem diamentu w nauce i technice oraz badam meteoryty (diamenty w meteorytach). Bardzo interesuje mnie relacja wiary i nauki jak również filozofia (którą jednak znam w bardzo małym stopniu więc będę starała się w najbliższym czasie douczyć).
Pozdrawiam bardzo serdecznie. Dobrej niedzieli życzę!
@Ewa Szumilewicz
Pozdrawiam serdecznie.
@Leszek Cisowy
A jednak Jego Miłość jest pierwsza i jest bezwarunkowa, i jest do każdego bez wyjątku człowieka, to mówi Biblia. Pomimo naszych grzechów.
Sami nie moglibyśmy się zbawić zasługując niejako sami z siebie na Niebo. To Jezus nas zbawił. My bez Jezusa bylibyśmy w sytuacji beznadziejnej. Tak, człowiek ma wolny wybór i może Miłość Boga odrzucić, wybrać zło i wybrać śmierć. Ale nawet takiego człowieka Bóg wciąż kocha. Tylko że wtedy sam człowiek ściąga na siebie nieszczęście, czyż nie tak?
Jeśli wybieram Boga to nawracam się, moje życie ulega przemianie i dążę do świętości. Wiara bez uczynków jest martwa.
Tak, to On przeprowadza nas ku wieczności i On zdecyduje w każdym wypadku.
Pozdrawiam.
@Eine
Myślę, że w niczym to nie przynosi ujmy wierze gdy staramy się zrozumieć świat w oparciu o prawa przyrody, pod warunkiem, że jako osoby wierzące nie zapominamy o tym, że badamy świat, który jest stworzony przez Boga. Wiara i nauka nie stoją w sprzeczności. Niedorzeczne jest wyjaśnianie istnieniem Boga tylko i wyłącznie dziur w naszej niewiedzy. Hawking w ostatniej książce "udowadnia" na przykład, że Boga nie ma, gdyż wydaje mu się, że zrozumiał pewne rzeczy, do wyjaśnienia których potrzebny był ludziom Bóg. To jest niedorzeczne. Wierzę, że Bóg stworzył wszystko więc nawet gdyby się tak zdarzyło (teoretycznie), że zrozumiemy (na sposób naukowo-przyrodniczy) nawet moment początku Wszechświata, to przecież w niczym nie eliminuje to Boga.
Poruszyłam temat fizyki mikroświata gdyż podobnie jak planet poza Układem Słonecznym, nie "widzimy" np. cząstek elementarnych. A doświadczenia dzięki którym je odnajdujemy są bardzo "zamieszane" z teoriami fizycznymi (podobnie jak przy odnajdywaniu planet).
Bardzo dziękuję za Pana przemyślenia bo mnie również skłaniają do przemyśleń i dalszych studiów. Pozostaję z ogromnym szacunkiem.
W każdym razie Bóg jest wspaniały!
@Eine
Jednakże we współczesnej fizyce i technice w coraz większym stopniu teoria (jak również "obróbka" komputerowa) jest "zamieszana" w sam pomiar. Podobnie jak planet spoza Układu Słonecznego, również nikt nie "widział" kwarków, neutrin itd.
Zdaję sobie sprawę, że z filozoficznego punktu widzenia w różny sposób można interpretować obiekty np. z teorii naukowych takie jak kwarki. Jednakże obiekty te pomagają nam zrozumieć otaczający świat a o to w nauce chodzi (ostatnio również jest traktowana konsumpcyjnie ale to inna sprawa). Uważam, że nauka ma głęboki sens i nie zagraża w niczym wierze ani relacji człowieka z Bogiem, nie jest też możliwe, żeby była sprzeczna z wiarą. To Bóg stworzył świat poznawalnym i matematycznym i to jest piękne, że człowiek może poznawać świat, który stworzył Bóg. Nauka i wiara powinny być jakby dwoma skrzydłami umożliwiającymi nam poznanie świata. Nie wolno też nam z nauki czynić religii ani z religii nauki.
Jestem przeciwko naginaniu nauki, zarówno żeby zaprzeczyć istnieniu Boga jak i udowodnić istnienie Boga, nie wchodzi to w zakres i możliwości metodologii nauk przyrodniczych.
Trochę być może zboczyłam z tematu.
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za ciekawe myśli.
@newdem
A co do życia poza Ziemią to nie ma ani żadnych dowodów, że jest ani że go nie ma. Więc jest to sfera science fiction i jako taką ją trzeba traktować. W niczym jednak istnienie życia poza Ziemią nie zaprzecza ani Objawieniu ani samemu Bogu. Zaprzecza jedynie ewentualnie naszym wyobrażeniom o świecie. Oczywiście to moje osobiste zdanie, nie nakłaniam, żeby je podzielać.
Jestem przede wszystkim praktykującą katoliczką i staram się słuchać Kościoła oraz czytać Pismo Święte, modlić się, być coraz bliżej Boga.
Pozdrawiam!
@unukalhai
Oczywiście, że wierzę, że Bóg za dobre wynagradza a za złe karze. Nie jest to sprzeczne z tym co napisałam o Jego Miłosierdziu i o tym, że kocha każdego człowieka bez żadnych warunków.
Pozdrawiam serdecznie.