"Pierwszą informację o katastrofie minister otrzymał od szefa Departamentu Wschód w MSZ o godz. 8.48. - Wiem precyzyjnie, bo sprawdziłem bilingi później - opowiada." - i co? Przez następne 3 tygodnie nie protestuje, gdy jako godzinę katastrofy podawano 8:56? To jaki z niego minister?
Niewiele komentarzy znajduję pod Pańskimi tekstami. Mało osób sie na tym zna. Ja też do zanwców nie należę. Mimo to odważę się na słowa zachęty: niech Pan kontynnuuje, bo Paśkie teksty to dla mnie - a moze nie tylko dla mnie - rewelacja!
Oczywiście, trzeba użyć programu graficznego, a nie robić tego ręcznie, bo różnica 10 sek na 20 min to jednak niewiele. Punkty muszą być naniesione dokładnie.
Jeśli juz Pan zadał sobie trochę trudu, to doradzałbym jego kontynuację. Na poziomej osi proszę spróbować odłożyć skalę czasu wg KIES, a na pionowej wg MAK. W tym układzie współrzędnych proszę spróbować odkładać wypowiedzi występujące w obu raportach. Jeśli linia przechodząca przez te punkty będzie mniej więcej prosta, to nic ciekawego. Jeśli natomiast zauważy Pan gdzieś wyraźny uskok lub zmianę nachylenia, to okolicom tego punktu warto przyjrzeć się dokładniej. Życzę powodzenia!
Pan z wielką łatwością budje hipotezy na hipotezach - jeżeli jacyś "niepostronni" porządkujący tam działali, to sądząc po skutkach, szybko stracili motywację. Ja trwam przy jednej (hipo)tezie - na podstawie ułożenie worków trzeba wykluczyć możliwośc, aby nad nimi przeleciał wielki samolot na wysokości 6 - 7. metrów.
Amielin sfotografował brzozę ze śmieciami 13.04.2010. Na jego zdjęciach śmiecie są tak samo ułożone, jak na fotce zamieszczonej wyżej w niniejszym blogu, która jest zrobiona znacznie później, bo jest na niej zielona trawa. Amielin twierdzi, że od katastrofy do czasu zrobienia przez niego zdjęcia brzozy (13.04.2010) teren był zamkniety dla osób postronnych. Muszę liczyć się z faktami i przyjąć, że w takiej sytuacji jego zdjęcie przedstawia nienaruszony stan po przelocie samolotu. Zabijcie mnie, ale nie dam sobie wmówić, że tajfun wywołany przelotem samolotu zaledwie kilka metrów powyżej gruntu pozostawi po sobie grzecznie do siebie poprzytulane worki, chyba, że każdy worek wypelniony jest po brzegi granulkami stopu platyny z irydem. No, ale to już zbyt śmiała hipoteza.
Ależ nie sprzed katastrofy! Po prostu chodzi mi o dokumentację stanu p o katastrofie, żeby śmiecie były w nieładzie. Niczego takiego nie znalazłem; jeśli śmiecie są w kadrze, to zawsze w tej samej schludnej kupce. Muszę założyć, że leżały tam w tej postaci od dłuższego czasu. Nie wyobrażam sobie, aby p o katastrofie a p r z e d badaniem przez śledczych ktoś je tam naznosił.
W tym właśnie mój problem, że nie mam zdjęć z bałaganem, mimo starań. Gdybym miał, to bym uwierzył, że samolot w tę brzozę uderzył.
A widząc tylko tę uporządkowaną kupkę (pewnie po Sprzątaniu Świata we wrześniu 2009 lub jeszcze 2008 r.), nie mogę sobie wyobrazić, aby ostała się w takim stanie po tajfunie, jaki musiałby nad nią przejść.
Brzoza stanowi jedno z najważniejszych centrów narracji MAK. Niekompletna dokumentacja fotograficzne odnośnie do tak ważnego elementu dowodowego musi zdumiewać - chce Pan, abym uwierzył, że zanim ekipa śledcza MAK dokonała obdukcji brzozy, ktoś nieuprawniony tam się pałętał i gromadził worki ze śmieciami, porozrzucane po okolicy? Zadrwił Pan z mojej inteligencji, ale wybaczam Panu.
A dyskusja o śmieciach jest jak najbardziej w temacie tego wątku. Bez rozstrzygnięcia tego problemu, dywagacje o mechanizmach zderzenia skrzydło - brzoza są po prostu bezprzedmiotowe.
Bo wszystkie zdjęcia brzozy, jakie znalazłem w internecie, mają tę kupkę worków, o ile kadr je obejmuje. Nie ja pierwszy podnoszę tę kwestię. Gdyby był jakikolwiek materiał z brzozą bez worków, lub z workami w nieładzie, już dawno pojawiłby się w obiegu. Worki prawdopodobnie leżały tam od września 2009 r. (ostatnie przed katastrofą Sprzątanie Świata). Gdyby Pan dysponował linkiem do zdjęcia bez śmieci albo z workami pozaczepianymi na gałęziach okolicznych drzew, byłbym wdzięczny za udostępnienie. Jeśli takich materiałów brak, pozostanę niestety przy swoim. Żadne wiatry na ulicy, żadne kubły i inne takie. Rzeczone worki tulą się do siebie, co mogę jedynie wytłumaczyć działaniem atraktora Mandelbrota, o którym pisałem wyżej.
Również pozdrawiam. Problem jednak w tym, że śmiecie są niejako wrośnięte w zagadnienie, które Pan i wielu innych rozważa, i, że tak powiem, nie dają się wyabstrahować. Wiem, że podnoszę kwestię obrzydliwą (gdyby te worki otworzyć, to dopiero byłby aromat!). Ale dam przykład nie budzący takich skojarzeń. Mamy duże, puste akwarium, szczelnie przykryte taflą szklaną (zamierzamy hodować rybki). Nad akwarium, na suficie, wisi lampa. Wychodzimy z pomieszczenia, w którym znajduje się akwarium, a za chwilę wracamy po parasol, a tu katastrofa: na dnie akwarium potłuczona lampa, która jakoś zerwała się z haka w suficie, ale o dziwo - tafla przykrywająca akwarium nieporuszona i nietknięta (to elegantsza wersja tych worków)! Czy zasadne byłoby analizowanie przede wszystkim haka, badanie wytrzymałości materiału mocującego do niego lampę, naprężenia w kloszu, który się roztrzaskał, itp. itd.?
To jeszcze raz ja, autor "hipotezy motyla", że tak pozwolę sobie ją nazwać roboczo. Piszę jako laik, ale czasami tacy mają dobre skojarzenia. Otóż uściślam "hipotezę motyla": w całej tej mieszaninie wirów i gazów odlotowych motyl wykreował atraktor Mandelbrota (czy kogoś tam innego, ważne, że atraktor). I oto ten atraktor (jak sama nazwa wskazuje) pościągał z całego tego lasku porozrzucane worki i ułożył z nich zgrabną kupkę, a potem, no cóż, uległ dyssypacji. Czy to by nie wzmacniało Pańskich argumentów? Jeżeli tak, to odstępuję Panu swoją "hipotezę motyla". Może Pan z niej korzystać bez powoływania się na źródło!
Panie Inżynierze, skoro te wiry MUSZĄ BYĆ, a ponadto, były jeszcze strumienie gazów odlotowych skierowane ku ziemi (bo samolot ponoć wznosił się) to skąd ten schludny stosik woreczków ze śmieciami(?), widoczny na wszystkich krążących w sieci zdjęciach? Przyznam,że ten problem nie dawał mi spać. Czy mogło być tak, że te wiry zneutralizowały pęd gazów odlotowych, albo może odwrotnie, gazy wzięły wiry "na klatę", skutkiem czego woreczkom nic się nie stało? Jestem laikiem w temacie. Słyszałem tylko od znawców przedmiotu, że ruch turbulentny to ho, ho! Nic tam nie można brać "na intuicję", bo przelot motyla w Rio de Janeiro może wywołać tajfun w Japonii! Jeśli tu też jakiś motyl się zaplatał, i pomieszał te wiry z gazami odlotowymi, to może dlatego te śmiecie ocalały? Byłbym szczęśliwy, gdyby moja hipoteza przydałaby się do uwiarygodnienia Pańskich wniosków, bo inaczej nadal czeka mnie bezsenność.
Powtarzam to, co napisałem gibertowi. Pojedyncze odczyty mają małe znaczenie, ale ich ułozenie się w wyraźne trendy, już tak! Czy teoria, że nie było beczki, jest bardziej szalona od tej, że śp. Protasiuk wpadł w "kanał świadomosciowy" albo od tej, że że głos II pilota to głos gen. Blasika, albo od tej... i tu mozna by mnożyc przykłady, ale mi sie nie chce.
Strona 186 niczego nie wyjaśnia. Jeżeli mamy ciąg znaków w terenie, rozciągnięty na kilkuset metrach i układający się wzdłuż gładkiej linii, a zarazem ciąg odczytów współrzędnych, również układający się w gładką linię, to Pańskie argumenty o błedach pomiaru traca sens. Powtarzam, na rysunkach w tym wątku, ślady w terenie porównane z trajektorią samolotu, wykluczają zachodzenie obrotu prowadzacego w końcu do obrócenia sie "na plecy". To jest ogólny problem naciągania danych "pod tezę" - jeśli w jakims miejscu sie zeszyje, to w innym rozpruje.
Miller nie zaznaczył, ale punktu TAWS 38, uzył. Zgadzam się. Jeżeli narysowana trajektoria jest poprawna (bo przechodzi prz TAWS 38), to skąd taki rownoległy do trajektorii ślad na drzewach, mniej wiecej w 2/3 lewego skrzydła w pozycji "normalnej", skoro to skrzydło opadało w trakcie wykonywania beczki. Ślad na drzewach powinien zbiegać do trajektorii, a tak nie jest! Nie ma beczki...
To nie jest konwencja rysowania! Żółte punkty to są ślady na drzewach. Wg MAK i Millera, zrobił je kikut lewego skrzydła, w trakcie wykonywania beczki. Punkty od 6 do 9 włącznie leżą na zadziwiająco gładkiej linii, mimo, iż w czasie pomiędzy 7 i 9 kikut przechodzi na drugą stronę, tzn. gdzieś pomiędzy 7 i 8 płaszyzna skrzydeł ustawiona jest pionowo do ziemi. To może nie było beczki?
"czy w rachunku prawdopodobieństwa jest operacja formalna zwana "interferencją prawdopodobieństw? Bo mechanice kwantowej Schroedingera jest tak obecna jak powietrze.."
Czy tak?
W mech. kwant. interferują (naogół zespolone) amplitudy prawdopodobieństwa; gęstość prawdopodobieństwa to kwadrat modułu tych ostatnich (zawsze nieujemny). A może coś pokręciłem?
@wqbit
@Marie
@Autor
@Autor
@Autor
@nerwica eklezjogenna
@nerwica eklezjogenna
@nerwica eklezjogenna, 21:51; nieśpieszny, 23:52
@nerwica eklezjogenna, 21:16
@Ford Prefect
A widząc tylko tę uporządkowaną kupkę (pewnie po Sprzątaniu Świata we wrześniu 2009 lub jeszcze 2008 r.), nie mogę sobie wyobrazić, aby ostała się w takim stanie po tajfunie, jaki musiałby nad nią przejść.
@nerwica eklezjogenna, 19:31
A dyskusja o śmieciach jest jak najbardziej w temacie tego wątku. Bez rozstrzygnięcia tego problemu, dywagacje o mechanizmach zderzenia skrzydło - brzoza są po prostu bezprzedmiotowe.
@wadams
@Andrzejmat
@Andrzejmat
@Andrzejmat
@Mikołaj Doświadczyński
@gilbert19
@gilbert19
@gilbert19
@Eine
Czy tak?
W mech. kwant. interferują (naogół zespolone) amplitudy prawdopodobieństwa; gęstość prawdopodobieństwa to kwadrat modułu tych ostatnich (zawsze nieujemny). A może coś pokręciłem?