Proste zestawienie w Polsce reglamentowanych zawodów jest 380 (rekordzista w Europie), w biurokratycznych Niemczech ok. 170, na Łotwie 70. To chyba jednak o czymś świadczy? Codziennie kupuje Pan pieczywo, a przecież to zawód dotychczas nie licencjonowany, czy wobec tego bez specjalnych zezwoleń nie potrafi Pan odróżnić dobrego piekarza od partacza?
Nie zgadzając się z niektórymi tezami zawartymi w artykule (głównie z uznaniem hegemonii Niemiec) też zadaję sobie podobne pytanie. Jaki przekaz pragnie partia ta przedstawic społeczeństwu? Czy taki, że UE jest złem wcielonym, zagrozeniem dla suwerenności kraju? Czy też, że będąc zwolennikiem Unii nie zgadza się na proponowane zmiany? Słyszac wystapienie posłanki która zadaje pytanie Sikorskiemu czy ten wyobraża sobie za kilka lat w pełni suwerenną Polskę po wyjsciu z UE, wydaje mi się że przynajmniej w części to pierwsze. Podobnie cała hucpa z narodową flagą na piersi. W kraju w którym jest największy odsetek euroentuzjastów, to samobójcza polityka spychanie się do roli eurosceptyka (czyli kilkunastoprocentowego elektoratu). A przeciez przekaz powinien być jeden tak dla UE, nie dla planu zmian będącym wypaczeniem istoty UE, nie dla planu pomocy przez uboższych dla dużo bogatszych. Przekaz powinien być jeden - nie może Kowalski zarabiający kilkaset euro płacić na kilkkrotnie więcej zarabiającego Greka lub Włocha. Ale do tego trzeba konsekwencji i pilnowania nieco szalonych wystąpień, zwłaszcza biorąc pod uwagę niezbyt przychylne media. I jeszcze jedno wydaje mi się, że ostatnio PO gra metodą na śp. Lecha Kaczyńskiego. Wystarczy zacytować (niekiedy przekręconą wypowiedź) by wnet zjawił się tłum obrońców pamięci L. Kaczyńskiego którzy śpieszą się bronić czci byłego prezydenta. Czy Ci obrońcy nie zdają sobie sprawy, że we wszystkim nalezy zachowywać umiar. Aż zadaję sobie pytanie, czy ogłoszono juz dogmat o nieomylności śp. L. Kaczyńskiego. To był "mój prezydent", ale przecież był tylko człowiekiem.
Z większością tez pełna zgoda. Aczkolwiek największe wątpliwości związane z brakiem możliwości cięcia wydatków. Otóż ja widzę ogromne możliwości cięcia tych wydatków. Jakoś nie jestem w stanie pojąć jak to możliwe, ze 20 lat po upadku komuny nadal państwo jest właścicielem iluś tam tysięcy hektarów ziemi, którą administruje (oddaje w dzierżawę na kilka lat, później decyduje o przedłużeniu lub nie). Jak różnica jest w byciu właścicielem a dzierżawcą na kilka lat nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Ale sens tego stanu jest jeden odpowiednia Agencja która gruntami zarządza, źródło posadek dla iluś tam znajomych aktualnie rządzącej partii. A to tylko jeden z przykładów. Oczywiście przy cięciu trzeba zachować umiar nie kierować się krzykliwymi hasłami (np: ślepego cięcia 10% urzędników w każdym urzędzie, są takie gdzie należałoby zwolnić i 100%, ale są i takie gdzie należałoby zatrudnić dodatkowych). No ale działania oczywiście działania stymulujące wzrost gospodarczy winny stać się priorytetem oczywiste wydaje mi się radykalne zmniejszenie liczby zawodów wymagających specjalnego zezwolenia (dla przypomnienia Polska jest rekordzistą w Europie jak dobrze pamiętam coś koło 360 zawodów, mocno przecież sformalizowane Niemcy bodajże 150, a najmniej Łotwa (lub Estonia) coś koło 70.
Po każdych wyborach, tym, bardziej po przegranych, nastąpić musi czas refleksji, oceny czy dana partia zrobiła wszystko co możliwe. No to rozważmy dokonania PIS. Czy możliwe było zwycięstwo PIS?
Z jednej strony sprzyjające PO (a już w Tuska wręcz zapatrzone) media, ale z drugiej 4 lata rządów PO które w naturalny sposób obciążają partie władzy. Z jednej strony wierny ale tez i hermetyczny elektorat PIS - te stałe 30% ale nie więcej, ale z drugiej strony badania dowodzące, ze elektorat PO jest najbardziej niestabilną grupą wyborców, gotową do pójścia inna drogą, za innym wodzem jeśli tylko takowy zjawi się na scenie politycznej. Ale wybory nie rozstrzygają się między twardymi elektoratami, wynik rozstrzygają osoby zupełnie nie interesujące się polityką, idące na wybory - bo taki jest obywatelski obowiązek, albo po to by zaprotestować raz na kilka lat przeciwko komuś.
Co zrobiło PO, by przejąć tych niezdecydowanych (albo przynajmniej by nie przejął jej nikt inny) po pierwsze wykasowało SLD -Arłukowicz, Rosatti, podważanie na każdym kroku pozycji Napieralskiego. Także myślę, że Palikot (który miał służyć osłabieniu SLD, ale zrobił wynik zaskakujący wszystkich). Po drugie postraszyło tych niezdecydowanych wizją tych złych którzy pójdą na wybory- kibole, radiomaryjni itd.
Co zrobił PIS by zagrać o tych niezdecydowanych, no fakt odsunął parę postaci na bok, wyeksponował nowa młoda twarz, ale czy to było wystarczające? W mojej opinii nie, zupełnie się nie zgadzam z opinią, że to była dobra kampania PIS, dla mnie to była kampania prowadzona wyłącznie na warunkach PO. 4 lata rządów zupełnie nieudanych, a jednak w opinii ogółu gdzieś zanotowała się Polska w budowie. Czy ja widziałem gdzieś zatłoczone pociągi, czy widziałem spoty z pustymi placami budów opuszczone przez chińczyków, czy widziałem spoconą twarz Chlebowskiego? Utarł się taki stereotyp łagodny PIS robi dobry wynik, łagodny tak w pewnych kwestiach, ale tam gdzie trzeba musi być ostry tak jak kiedyś spot z lodówką. Podane są trzy przykłady - kibole tu PO wepchnęło PIS na pozycje obrońców bandytów stadionowych, ale gdzie było PIS czy widziałem spot gdzie młody,wykształcony człowiek z dziećmi nie mógł pójść na mecz bo stadiony dla wszystkich zamknął Tusk, z podpisem nie dla bandytów, tak dla zwykłych kibiców.
Książka i sprawa Merkel -pewnie, że to afera nadęta do niebotycznych rozmiarów przez media, ale czy nie jest tak, że wiedząc o skrajnym braku obiektywizmu w mediach, do takiej sprawy nie należało dopuścić, nie miałbym żalu gdyby była to spontaniczna wypowiedź ale przygotowana książka, tam każde słowo winno być sprawdzone.
Wreszcie sprawa najważniejsza jak wybrnąć z tej podwójnej pętli z Kaczyńskim tylko 30%, bez Kaczyńskiego rozpad partii. Co wybrać? Czy faktycznie taka teza jest uprawniona, czy nie świadczy ona źle o partii. Przecież, gdyby PO powiedzmy przegrało wybory, nietrudno wyobrazić można sobie PO bez Tuska, czy to nie świadczy dobrze o sprawności tej partii. Dlaczego zatem z PIS uciekają, są odsuwane bardziej wyraziste postacie, dlaczego otoczenie prezesa to coraz bardziej osoby mierne, mało wyraziste. Czasem to wręcz zakrawa na kpinę, gdy czołowe postacie PIS bronią się przed wyrażeniem jakiejkolwiek opinii, bo nie wiadomo co na ten temat powie prezes. Czy nie myli się komuś dyscyplina partyjna z miałkością i potakiwaniem. Czy zawsze jest tak, że to media źle wskazują dane postacie, czy one faktycznie może takie są. Te wybory udowodniły poza PIS nie ma alternatywy na prawej stronie, ale jaki ten PIS ma być to już zupełnie inny temat.
Ponadto najważniejsze nie zgadzam się całkowicie z tezą przyjdzie kryzys zmiecie PO, PIS obejmie władzę. Co innego przygotowywać się do niego, a co innego go wypatrywać. Czy to nie zakrawa na obłęd?
Podobnie dzieje się, w całej Polsce. A gdy dodać do tego zatrudnienie 60% młodych na tzw. umowy śmieciowe (krótkotrwałe zlecenia, czy tez umowy o dzieło) z czym wiąże się niska zdolność kredytowa i brak szans na własne mieszkanie, wyłania się nam obraz obecnej sytuacji młodych w Polsce. Nic dziwnego, że w gronie moich znajomych (dodam, że po trzydziestce) my z dwójką dzieci raczej jesteśmy wyjątkiem niż regułą, dominuje bowiem model 2+1, lub też nawet związek bezdzietny. Gdy długo zaś pomyślałem, to w gronie rodziny i dalszych znajomych znalazłem tylko jedna rodzinę z trójką dzieci. Do czego ta sytuacja doprowadzi nietrudno się domyśleć. Jednakże ten przykład nie świadczy tylko o wyjątkowej głupocie rządzących Warszawą (choć do moich ulubieńców nie należą), bo podobnie dzieje się w całej Polsce. Świadczy to o skrajnie nieodpowiedzialnej polityce całych naszych władz, o myśleniu tylko w kategoriach najbliższej przyszłości której horyzont wyznaczają co najwyżej najbliższe wybory.
Cały czas sądzę, że sensem istnienia partii jest realizacja swojego programu, aby ten cel osiągnąć, trzeba zdobyć a następnie utrzymać władzę. Zatem aby to zrealizować, nie można unikać konfrontacji, debaty, przedstawienia swych racji jak zwał, tak zwał. Oczywiście o kwestie techniczne, wizualne musi zadbać sztab fachowców, nawet malutkie detale mogą zdecydować o wyniku debaty. Tusk sprytnie rozegrał ta kwestię, we właściwym momencie rzucił rękawice czym oczywiście wprawił w osłupienie sztabowców PIS. Gorączkowo zatem pojawiają się nierealne projekty przesłuchiwania ministrów w centrum PIS, strata czasu, stawiająca PIS w defensywie, co oczywiście jest na rękę PO. I tak dłuższy czas opinię publiczną nie zajmują kwestie co partia rządząca osiągnęła przez 4 lata rządów, jaki ma pomysł na dalsze rządy. Tylko debata o debacie. Brawo super. Taka strategią kolejne "moralne zwycięstwo" PIS ma w kieszeni.
A co najciekawsze, to wobec decyzji pozostałych partii PIS i tak do debaty przystąpi, oczywiście zadecyduje o tym w ostatniej chwili, nieprzygotowany. Czasem się zastanawiam czy w sztabie PIS to nie pracuję jakiś agent Platformy?
Dopóki w leczeniu nie wymusi się mechanizmu rynkowego czyli leczysz dobrze, masz dużo pacjentów- zarabiasz dobrze, leczysz źle, nikt do ciebie nie przychodzi- zarabiasz kiepsko, albo musisz zwijać interes, dopóki będzie to bagno które mamy obecnie w tzw. publicznej służbie zdrowia. Tylko, że tu na tzw. środowisko lekarskie nie bardzo bym liczył, bo po co się wysilać harować, kiedy teraz za niewielką pracę (limity) ma się niezłe pieniądze i ubezpieczenie, a później prywatny gabinecik oficjalnie otwarty raz w tygodniu 2 godz. dziennie, a faktycznie 7 dni po kilka godz.(tutaj już tylko składka na ub. zdrowotne, a nie całe składki i podatek taki jakby się przyjęło 5 pacjentów na msc.) i kasa leci. A i jeszcze z publicznego sprzętu da się skorzystać dla swych prywatnych pacjentów. To po co to zmieniać?
Po czynach ich poznajmy, nie słowach. Po raz kolejny słyszymy o strategicznym sojuszu, prawdziwej przyjaźni, tylko, że na słowach się kończy. USA przez ostatnie 20 lat nie zrobiło nic co by wyżej wymienione tezy potwierdzić. Nasze relacje nie przypominają mi w żadnym stopniu partnerskich relacji, nawet z uwzględnieniem proporcji pomiędzy naszymi krajami, ale raczej stosunek kolonialny. My wam garść paciorków, audiencję w Białym Domu, lub od czasu do czasu wizytę w Polsce, a wy nam rynek zbytu (F-16), mięso armatnie- Irak, Afganistan. Pewnie też z gazem łupkowym skończy się podobnie.
Co zawinili zwykli kibice ludzie kochający swoje drużyny, a zapewniam, że to większość kibiców piłkarskich, nieraz za ostatnie pieniądze wykupujący karnet na sezon. Czy za przewinienie pirata drogowego powinno zamykać się drogi. Niech organizatorzy meczów, policja, PZPN weźmie się do roboty i problemu nie będzie. Mam nadzieję, że będzie to początek końca PO albo chociaż Tuska. Władza poczuła się zbyt pewnie, myśli, że wszystko jej wolno, a pycha to grzech za który musi przyjść kara. A tutaj Tusk nadepnął na odcisk ITI (właścicielowi Legii) narażając ich na spore straty, a kasę to oni umieją liczyć, chyba, że rekompensatę (odszkodowanie) zapłacimy my wszyscy jako podatnicy.
Gdyby choć 1/10 tego co się dziś dzieje wydarzyła się za czasów rządów PIS media grzmiały by o wprowadzaniu ustroju totalitarnego, a teraz co cisza. To jest powrót do komuny, z tym, że dawnych kułaków zastąpili najpierw źli urzędasi blokujący reformy (w znacznej części przez władze zatrudnieni), teraz kibole. Jaka grupa będzie następna w kolejce do wskazania jako winnych? Jeszcze tylko "afery mięsnej" brakuje i corocznych "problemów ze sznurkiem do snopowiązałek
Od 10 lat nie udało się wprowadzić nowego ugrupowania, więc powinniście jako PJN zdawać sobie sprawę z trudności tego zadania. Czy wobec powyższego możecie z czystym sumieniem odpowiedzieć zrobiliśmy i nadal robimy wszystko co było w naszej mocy by właśnie nam się udało? Czy przedstawiliście wyborcom wizję dlaczego właśnie mają na Was głosować? czym Wy się różnicie od pozostałych partii. Mam co do tego bardzo duże wątpliwości. Ja który przyznam z pewna dozą życzliwości spoglądałem na Wasze poczynania, jako możliwą szansę na choć na częściowe przełamanie tego tragicznego układu PO-PIS które wiąże naszą scenę polityczną.
Cały wywiad przypominał mi wywiad z I sekretarzem. Czyli co zrobić, żeby broń boże nie zadać żadnego trudnego pytania. A mimo to w żaden sposób nie naciskany premier zanotował kilka wpadek. Że z Tuska żaden liberał to już od pewnego czasu było wiadomo, ale w tym wywiadzie jawi się on jak socjalista pełną gębą. Żadnych cięć w wydatkach bo to pozbawi ludzi pieniędzy - tego Marks z Engelsem by się nie powstydzili. Tylko, że, a pisze to z bólem, Tusk pozostanie premierem przez najbliższe 4 lata, Tusk nic nie musi robić sama opozycja o to zadba.
No cóż, liczy się tylko "nius", chodzi przecież o "wysoką oglądalność", a, że za dzień nikt o tym nie będzie pamiętał, cóż to liczy się chwila. Tak jest we wszystkich mediach, w życiu politycznym. Tylko, że mi to coraz bardziej kojarzy się z "balem na Titanicu'.
Nareszcie dyskusja o faktycznym problemie a nie tradycyjne partyjne "bicie piany". Można nie zgadzać się z wszystkimi postulatami, ani z przypisywaniem winy tylko obecnej władzy, ale problem demograficzny to w/g jedno z najważniejszych wyzwań jakie stoi przed naszym krajem. Każdy kto ma przynajmniej minimalne pojęcie o systemie emerytalnym wie, że stabilność tego systemu, a co z tym idzie i wysokość emerytur w przyszłości, zależy w głównej mierze od tego ilu zatrudnionych przypada na statystycznego emeryta. Tak więc m.in. od tego ile obecnych dzieci wkroczy w "wiek produkcyjny" zależy wysokość naszych emerytur. Tego nie zmieni żadna "nowa reforma", takie są bowiem realia naszego (jak i większości krajów). I tutaj musi wkroczyć państwo ze swoją polityką, można zastanawiać się nad formami tego wsparcia, ale jeżeli chodzi o sam sens tego wsparcia to nie mam co do tego żadnych wątpliwości. I nie chodzi tu o postulowanie powrotu do sytuacji, ze w każdej rodzinie po kilkanaścioro dzieci, ale chodzi o przełamanie modelu 2+1, o zachęcenie młodych rodzin, żeby z decyzją o pierwszym macierzyństwie nie czekali po kilka (kilkanaście) lat po ślubie. Dla krytyków którzy twierdziliby, żeby zostawić to tylko "wolnemu rynkowi" proponuje zapoznać się choćby z systemem podatkowym USA. Dla krytyków zaś stojących na pozycji, że takie są realia współczesności, radzę zaś, żeby zajrzeli do danych z Wielkiej Brytanii otóż tam właśnie nasi rodacy są jedną z "grup narodową" o największym przyroście naturalnym.
Oczywiście, że wysokość naszych emerytur zależeć będzie od likwidacji przywilejów emerytalnych, agent Tomek jest idealnym przykładem, ale też choćby sędziowie, prokuratorzy itd., ale to już inny temat.
Przyznam, że i ja z uwagą obserwowałem poczynania PJN. Liczyłem, że może w końcu coś przełamie istniejący układ PO-PIS, ta ich "święta wojna" to ciągłe szarpanie się, sprawia, że ucieka czas a sprawy naprawdę istotne umykają. Ale, że można by mnie określić mianem "życzliwego obserwatora" to wydaje się, że uprawnia mnie do podkreślenia co mnie u PJN solidnie wkurzyło.
Pierwsza rzecz wydawało by się detal poparcie dla dwudniowych wyborów i tu padający argument, że 30mln kosztów z tym związanych to błahostka i co to znaczy przy całości budżetu państwa. Łatwość z jaką politycy wydają nasze pieniądze zawsze mnie irytowała, a tu politycy PJN stanowczo przesadzili.
Druga i istotniejsza, że po utworzeniu PJN mam wrażenie, że jakby zmienili swe poglądy, to poparcie dla rozwiązań bardzo liberalnych w gospodarce jest zgoła odmienne od tego co prezentowali wcześniej jako politycy PIS. Czasem przy debacie o OFE wydawało mi się, że zabiegają o namaszczenie Balcerowicza. Może to strategia wyborcza, próba pozyskania nowego liberalnego elektoratu, rozczarowanego lekko polityką PO. Jeżeli tak to jest to w/g mnie strategia błędna, dla tego środowiska pozostaną nadal może przefarbowanymi ale nadal "pisiorami". Rostkowska niech lepiej mówi o polityce socjalnej bo na tym się zna może i najlepiej w Polsce.
@autor
Co ten PIS wyprawia?
autor
Co dalej?
Z jednej strony sprzyjające PO (a już w Tuska wręcz zapatrzone) media, ale z drugiej 4 lata rządów PO które w naturalny sposób obciążają partie władzy. Z jednej strony wierny ale tez i hermetyczny elektorat PIS - te stałe 30% ale nie więcej, ale z drugiej strony badania dowodzące, ze elektorat PO jest najbardziej niestabilną grupą wyborców, gotową do pójścia inna drogą, za innym wodzem jeśli tylko takowy zjawi się na scenie politycznej. Ale wybory nie rozstrzygają się między twardymi elektoratami, wynik rozstrzygają osoby zupełnie nie interesujące się polityką, idące na wybory - bo taki jest obywatelski obowiązek, albo po to by zaprotestować raz na kilka lat przeciwko komuś.
Co zrobiło PO, by przejąć tych niezdecydowanych (albo przynajmniej by nie przejął jej nikt inny) po pierwsze wykasowało SLD -Arłukowicz, Rosatti, podważanie na każdym kroku pozycji Napieralskiego. Także myślę, że Palikot (który miał służyć osłabieniu SLD, ale zrobił wynik zaskakujący wszystkich). Po drugie postraszyło tych niezdecydowanych wizją tych złych którzy pójdą na wybory- kibole, radiomaryjni itd.
Co zrobił PIS by zagrać o tych niezdecydowanych, no fakt odsunął parę postaci na bok, wyeksponował nowa młoda twarz, ale czy to było wystarczające? W mojej opinii nie, zupełnie się nie zgadzam z opinią, że to była dobra kampania PIS, dla mnie to była kampania prowadzona wyłącznie na warunkach PO. 4 lata rządów zupełnie nieudanych, a jednak w opinii ogółu gdzieś zanotowała się Polska w budowie. Czy ja widziałem gdzieś zatłoczone pociągi, czy widziałem spoty z pustymi placami budów opuszczone przez chińczyków, czy widziałem spoconą twarz Chlebowskiego? Utarł się taki stereotyp łagodny PIS robi dobry wynik, łagodny tak w pewnych kwestiach, ale tam gdzie trzeba musi być ostry tak jak kiedyś spot z lodówką. Podane są trzy przykłady - kibole tu PO wepchnęło PIS na pozycje obrońców bandytów stadionowych, ale gdzie było PIS czy widziałem spot gdzie młody,wykształcony człowiek z dziećmi nie mógł pójść na mecz bo stadiony dla wszystkich zamknął Tusk, z podpisem nie dla bandytów, tak dla zwykłych kibiców.
Książka i sprawa Merkel -pewnie, że to afera nadęta do niebotycznych rozmiarów przez media, ale czy nie jest tak, że wiedząc o skrajnym braku obiektywizmu w mediach, do takiej sprawy nie należało dopuścić, nie miałbym żalu gdyby była to spontaniczna wypowiedź ale przygotowana książka, tam każde słowo winno być sprawdzone.
Wreszcie sprawa najważniejsza jak wybrnąć z tej podwójnej pętli z Kaczyńskim tylko 30%, bez Kaczyńskiego rozpad partii. Co wybrać? Czy faktycznie taka teza jest uprawniona, czy nie świadczy ona źle o partii. Przecież, gdyby PO powiedzmy przegrało wybory, nietrudno wyobrazić można sobie PO bez Tuska, czy to nie świadczy dobrze o sprawności tej partii. Dlaczego zatem z PIS uciekają, są odsuwane bardziej wyraziste postacie, dlaczego otoczenie prezesa to coraz bardziej osoby mierne, mało wyraziste. Czasem to wręcz zakrawa na kpinę, gdy czołowe postacie PIS bronią się przed wyrażeniem jakiejkolwiek opinii, bo nie wiadomo co na ten temat powie prezes. Czy nie myli się komuś dyscyplina partyjna z miałkością i potakiwaniem. Czy zawsze jest tak, że to media źle wskazują dane postacie, czy one faktycznie może takie są. Te wybory udowodniły poza PIS nie ma alternatywy na prawej stronie, ale jaki ten PIS ma być to już zupełnie inny temat.
Ponadto najważniejsze nie zgadzam się całkowicie z tezą przyjdzie kryzys zmiecie PO, PIS obejmie władzę. Co innego przygotowywać się do niego, a co innego go wypatrywać. Czy to nie zakrawa na obłęd?
To juz raczej reguła, a nie wyjątek
No to jaka alternatywa ?
A co najciekawsze, to wobec decyzji pozostałych partii PIS i tak do debaty przystąpi, oczywiście zadecyduje o tym w ostatniej chwili, nieprzygotowany. Czasem się zastanawiam czy w sztabie PIS to nie pracuję jakiś agent Platformy?
Absurdy służby zdrowia
kolejne ble ble ble
@ Autor
Powrót do Komuny
@ Autor
Głos w dyskusji
@ Grzegorz Lepianka
Autor
Oczywiście, że wysokość naszych emerytur zależeć będzie od likwidacji przywilejów emerytalnych, agent Tomek jest idealnym przykładem, ale też choćby sędziowie, prokuratorzy itd., ale to już inny temat.
Autor
Pierwsza rzecz wydawało by się detal poparcie dla dwudniowych wyborów i tu padający argument, że 30mln kosztów z tym związanych to błahostka i co to znaczy przy całości budżetu państwa. Łatwość z jaką politycy wydają nasze pieniądze zawsze mnie irytowała, a tu politycy PJN stanowczo przesadzili.
Druga i istotniejsza, że po utworzeniu PJN mam wrażenie, że jakby zmienili swe poglądy, to poparcie dla rozwiązań bardzo liberalnych w gospodarce jest zgoła odmienne od tego co prezentowali wcześniej jako politycy PIS. Czasem przy debacie o OFE wydawało mi się, że zabiegają o namaszczenie Balcerowicza. Może to strategia wyborcza, próba pozyskania nowego liberalnego elektoratu, rozczarowanego lekko polityką PO. Jeżeli tak to jest to w/g mnie strategia błędna, dla tego środowiska pozostaną nadal może przefarbowanymi ale nadal "pisiorami". Rostkowska niech lepiej mówi o polityce socjalnej bo na tym się zna może i najlepiej w Polsce.