Prywatyzacja Saaba jest stałym wątkiem na stronie:
http://www.saabsunited.com/
i na forum:
http://www.saabklub.pl/
W skrócie:
1. Prawicowy rząd Szwecki jest zdecydowanie przeciw nacjonalizacji, ba nawet przeciw wszelkim poręczeniom kredytowym zanim Saab nie znajdzie kupca (Saab rozważał usamodzielnienie się, ale to teraz nie wchodzi w rachubę - jedyną szansą jest nowy inwestor). Dyskusja jest głośna, gdyż opozycja jest innego zdania. Bankructwo Saaba, to nie tylko katastrofa dla Trollhattan, ale być może również dla Volvo (nb. Volvo na razie jest w znacznie lepszej sytuacji i otrzymało poręczenia kredytowe od rządu) - ze względu na możliwe bankructwo producentów podzespołów. Niemniej Saab i Volvo to David i Goliat.
2. GM zainwestował w Saaba, gdy ten był w całkiem dobrej kondycji. Saab potrzebował wtedy inwestora lub kooperanta do stworzenia nowego modelu. Saab to mała (jak na producenta samochodów) i raczej niszowa firma. Już Saab 9000 z 1984 r. powstał w kooperacji z Fiatem, gdyż przekraczało to możliwości finansowe Saaba (produkującego wtedy tylko model 900).
3. Współpraca z GM okazała się katastrofalna i zdaniem większości "popsuła" dobrą markę (w latach 80-tych Saab bił na głowę BMW pod względem innowacyjności i nie tylko). Można bardzo długo wyliczać nietrafione, niedokończone lub zmarnotrawione inwestycje (jeden przykład: długoletnie prace nad płytą podłogową dla modelu 9-5, w końcu zarzucone, bo wykorzystano płytę Vectry). GM po prostu nie wiedział czego chce.
4. Nadzieją dla Saaba są gotowe do produkcji 2 nowe modele + know-how w zakresie technologii turbodoładowania. Zatem "wystarczy" zainwestować w przetrwanie najbliższych kilku miesięcy i liczyć, że te modele chwycą (a jest na to szansa). Pytanie czy nie skończy się na "wyssaniu" wszystkiego co się da przez inwestora, który gdy przyjdzie czas na kolejne inwestycje nie spakuje manatek....
Generalnie GM traci zarówno Saaba, jak i Opla w chwili, gdy te mogłyby zacząć w końcu przynosić zyski (model Insygnia i oparty na nim nowy Saab 9-5) - ale nie ma wyboru, bo walczy o przetrwanie.
5. Saab Automobile dzieli markę z producentem samolotów, ale to już od dawna zupełnie inna firma. Podobnie Scania - też oddzieliła się od Saaba.
W 1968 r. Miłosz sobie zrobił jaja z Herberta i powiedział mu, że Polskę należałoby przyłączyć do ZSRR. Kiedy indziej, że Polacy mieli przed wojną takie śmieszne mundury iż pal diabli cała martyrologię gdy człowiek na ich widok pęka ze śmiechu. No i Herbert wziął to na poważnie...
Po prostu autor robi sobie z was jaja drodzy salonowicze. Swoje poglądy wykłada stylem typowego przedstawiciela salonu24 tyle że a rebours. Z Kwaśniewskim ładnie pojechał :))).
Czy po studiach technicznych (w moim przypadku matematycznych i informatycznych) jest w jakimś sensie "łatwiej"? Czy implikują one materializm (rodem z XIX w.) i metafizyczną nieprzemakalność co zdaje się Pan sugerować?
To ciekawe zagadnienie. Ja na przykład uważam, że faktycznie matematycy (szczególnie teoretycy) mogą mieć w pewnym sensie łatwiej przez swoją... ignorancję. Mnie (nie)stety los nie uczynił posiadaczem "pięknego umysłu", ale dostrzegam korelację nadmiaru zdolności abstrakcyjnego myślenia z jakaś forma upośledzenia w innych obszarach (i tym się pocieszam sądząc, że ze mnie taki ni pies ni wydra - co mnie uodparnia na błędy jednych i drugich). Taką rzec można archetypiczną postacią jest chyba Feynman (polecam jego autobiografię "Pan raczy żartować, panie Feynman!") lub jedna z postaci "Rękopisu znalezionego w Saragossie" - matematyk Velasquez.
Z drugiej jednak strony matematyka i logika mogą zaprowadzić w dość ciekawe rejony metafizyczne właśnie - Wittgenstein na ten przykład. No właśnie... dla mnie późny Wittgenstein odpłynął i błądzi we mgle, ale dla innych zaczyna się pewnie tam gdzie dla mnie się skończył. Podobnież z wyciąganiem filozoficznych wniosków z odkryć współczesnej fizyki (np. "Tao fizyki" Capry). Nieraz mam wrażenie, że to takie współczesne wersje "Timaiosa" Platona i jego rozważań o czterech żywiołach - błądzenie we mgle.
Teoria wszystkiego kojarzy mi się z biednym Snergiem-Wiśniewskim (autorem SF m.in. genialnej powieści "Robot"), fizykiem samoukiem, w jakimś sensie geniuszem choć niezrównoważonym, który ponoć ją odkrył... Niedoceniony (nikt jego prac nie chciał już nawet recenzować) popełnił samobójstwo. To pierwsze skojarzenie, wrodzona nieufność - proszę mi wybaczyć :))). Niemniej podążę za Pana wskazówkami z czystej ciekawości, którą w sobie pielęgnuję.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Wi%C5%9Bniewski-Snerg
Mam nadzieję, że nie urażę poniższymi przemyśleniami być może upraszczającymi.
Modlitwa wydaje mi się odnosić sukcesy głównie poprzez odwrócenie uwagi. Ponieważ modlący stawia na pierwszym planie bóstwo, a siebie pomniejsza, pozwala to przywrócić rzeczom właściwe proporcje i zredukować zarazem stres. Mój osobisty problem znika wobec zagadnienia bóstwa i zbawienia. Poniekąd obciążam nim kogoś innego. Choć dla mnie jest to złudzenie, to jest to bardzo pożyteczne. Będąc tak odciążonym dostrzegam albo wyjście z sytuacji, albo że problem był tylko w mojej wyobraźni, albo ja sam jestem jego źródłem poprzez swoje "złe" emocje itp. Psychoanaliza i terapia - choć niewiele tutaj studiowałem - wydaje mi się podążać tym tropem - odwrócenia uwagi.
Poniekąd chciałem delikatnie zasugerować "błąd pomiaru" i gdzie go szukać :-).
To o czym Pan pisze bardzo łatwo zinterpretować "świecko i materialnie". Wyobrażanie sobie negatywnych następstw jest paraliżujące. Ja np. trochę się wspinam i wiem, że wtedy należy działać "jak automat". Oczywiście myśleć o ryzyku, ale bez nadmiernego popuszczania fantazji. Ponadto myślenie o pozytywnych skutkach jest zalecane [*]
także dlatego, że "ukierunkowuje na cel". Jeśli pomyślimy o pozytywnych skutkach mózg sam zacznie nam proponować drogi do osiągnięcia celu. Czasem nie wiemy "czego" tak naprawdę chcemy, dopiero gdy spróbujemy sobie wyobrazić skutki osiągnięcia "tego" krystalizuje nam się zarówno "to" (czyli cel), jak i droga jego osiągnięcia. To wszystko można znaleźć w tym i innych poradnikach. Modlitwa może mieć podobny skutek, skoro:
1. sama w sobie jest dla nas ważna
2. zatem nie modlimy się "o byle co" tylko staramy się przy okazji dojść do tego czego naprawdę pragniemy
[*] Przykład: http://www.amazon.com/Getting-Things-Done-Stress-Free-Productivity/dp/0142000280
I gdyby nie ten wczorajszy "nieprawdopodobny" przypadek to bym pewnie nie komentował na Pana blogu, bo rzadko to w ogóle czynię :-).
Kontynuując, nasze postrzeganie przypadkowości jest spaczone tym jak dane zdarzenie się do nas odnosi. Dostrzegamy tylko rzeczy nam nieobojętne, choć czasem ta "nieobojętność" jest bardzo dalekim ciągiem skojarzeń (pociągnięciem za właściwą strunę we właściwym momencie). Nieraz miałem wrażenie, że świat chce mi coś powiedzieć, albo mnie czymś ukarać/nagrodzić. Jestem niewierzący, więc staram się wierzyć, że to tylko... przypadek :-). Przypadek z filmu Kieślowskiego lub powieści Lema "Śledztwo" - wierzę, że świat jest obojętny. Ale! to nie znaczy, że obojętne mi są te przypadkowe sygnały! Wręcz przeciwnie: w tej interpretacji to ja sam je nadaję do siebie. Wysyłam komunikat okrężną drogą interpretując świat/zdarzenie obiektywnie nieznaczące, w sposób ujawniający dla mnie tajemny przekaz (ujawniający moją podświadomość). Czy mózg nie wysyła takich sygnałów np. w postaci deja vu?
To co potocznie rozumiemy jako prawdopodobieństwo różni się często od matematycznej teorii. Wynika to po części z trudności takich pojęć jak np. przypadkowy. Matematyka opisuje tutaj rzeczywistość statystycznie co nie przekłada się na naszą intuicję. Ponadto nasze postrzeganie rzeczywistości jest selektywne. Dwa przykłady:
1. Prawd. wyrzucenie 6 zwykłą kostką jest zawsze 1/6, ale co z przypadkiem gdy wyrzuciłem już 3 razy pod rząd 6, czy nadal jest 1/6? A może (1/6)^4? Czasem "matematyczne prawdopodobieństwo" nie jest tym czym nam się wydaje!
2. Nie dalej jak wczoraj graliśmy z przyjaciółmi w grę planszową Settlers of Catan, gdzie rzuca się 2 kostkami. Grałem razem z żoną (był nadmiar graczy) i ona bardzo chciała rzucić kostkami. Powiedziałem dla żartu: "Bardzo cię proszę tylko nie wyrzuć 7-ki" (strata w grze połowy "zasobów"). I co? Padła 7-ka. W następnej turze znowu chciała rzucić i powiedziałem "Bardzo cię proszę tylko nie wyrzuć 8" (większość naszych przeciwników na tym zyskiwała a my nic). I co? Tym razem padła 8.
Czy to coś znaczy? Np. żona miała mi za złe, że choć gramy razem, to ja narzucam decyzje i dlatego wyrzuciła mi na złość? Nie. Po prostu: jeśli coś jest możliwe, to się wydarzy. W tym przypadku nie było to nawet bardzo nieprawdopodobne - choć utkwi to wszystkim (z powodu wywołania ogólnej wesołości) na długo w pamięci jako coś wyjątkowego i "nieprawdopodobnego" właśnie - w naszym ludzkim pojęciu, a nie matematycznym.
W tej samej grze padła również seria 4 ósemek pod rząd, bardzo dla nas niekorzystna. I znowu: innych serii nie zapamiętałem choć w każdej dostatecznie długiej grze się trafiają...
Kierowcy gdy widzą, że inny samochód będzie chciał włączyć się do ruchu przyspieszają, aby zdążyć przed nim (w przeciwnym przypadku będą musieli zwolnić, gdyż pojazd będzie miał mniejszą od nich prędkość - jest to łatwe do zaobserwowania na autobusie startującym z wysepki przystankowej - nagle wszyscy przyspieszają aby jeszcze zdążyć przed nim).
Jeśli dobrze zrozumiałem: niska średnia nie mówi nic o tym, że najprawdopodobniej zwiększony ruch pojawia się tylko w godzinach wyjazdów do/powrotów z pracy. Czyli jeśli wyjeżdża pan tak jak wszyscy to nie dziwi fakt, że na drodze są już inne auta :)
Ale która hipoteza wydaję się Panu bardziej prawdopodobna:
a) Mol robił to wszystko w pełni świadomie tj. był fanatykiem i de facto terrorystą
b) Nie wierzył w swoją chorobę, a poza tym był zwykłym mitomanem
?
Czy jeśli a) jest prawdziwy to czemu się nie przyznał przed śmiercią, być może mógłby liczyć na uznanie i naśladownictwo innych fanatyków? Te warianty nie wyczerpują wszystkich możliwości, a zatem inne pytanie: Która gazeta rzuca oskarżenie na religię?
@Crassus:
Orliński wyraził opinię, że Maleszka miał zawsze poglądy konserwatywno-liberalne i tylko stosunek do lustracji miał wiadomy. Ja rozumiem tekst Orlińskiego jako protest przeciw wrzucaniu wszystkich do jednego kotła tj. w GW są i byli ludzie o bardzo różnych poglądach.
@Autor:
Fanatyczny islamizm Mola jest li tylko przypuszczeniem dziennikarki opartym na niezbyt mocnych podstawach (oczywiście nie można tego wykluczyć, ale czemu mnie nie dziwi że to właśnie Rz podaje taką a nie inną interpretację?). Do katolicyzmu on sam się przyznawał. Jak niby Leszczyński ma polemizować z Rz bez przypomnienia tego faktu. I gdzie Pan wyczytał, że czyni z tego zarzut. Można być taki-owakim i święcie wierzyć, że jest się dobrym katolikiem, muzułmaninem, buddystą etc. Wiara-niewiara nie ma tu nic do rzeczy. Jest to raczej kwestia ile "pięter" liczyło sobie jego zakłamanie. Potępienie tego artykułu GW to jakiś odruch Pawłowa.
Logika jest rzeczą bardzo ważną (nawet nieskromnie przyznałem do studiów w tej dziedzinie..), ale najpierw trzeba zrozumieć poszczególne słowa, struktura logiczna później (jest tu sprzężenie zwrotne, bo czasem jednego bez drugiego się nie da..).
Odczytanie tego zdania w taki a nie inny sposób skojarzyło mi się z automatem właśnie.. Jestem pewien (uwaga zastawiam na siebie pułapkę :-), że laik nie będzie miał problemu ze zrozumieniem. Przeciętny użytkownik języka zdaje sobie sprawę z jego niejednoznaczności i rozmytej logiki (Mike lepiej to niż ja wyraził) - po coś w końcu wymyślono logikę rozmytą.
Manipulacja: mam rację != mam przekonanie. A to "prawdopodobnie" (szczególnie w zwrocie "mam przekonanie" słabszym niż "mam pewność") jest zawsze w domyśle i tylko bezdusznej maszynie trzeba o tym przypominać.
Bezczelnie zaproponuję autorowi lekturę "O pewności" Wittgensteina.
„Co nie oznacza, że uważam, że we wszystkim mam rację. Ale nie ma sensu wypowiadać jakichś sądów bez przekonania o ich słuszności.”
Uff. Już pierwszy przykład wadliwy, tak że niech autor wybaczy - nie czytam dalej.
Błąd logiczny dostrzec tu może tylko program AI zafiksowany na bezpośredniej logice zdania, bez znajomości kontekstu (podobnie jak zagubiłby się w tym kto kogo molestuje w tytule ;-). Nb. jest dowód na to, dlaczego z tą sztuczną inteligencją nam nie wychodzi..
A przecież nie ma sprzeczności w tym, że mogę być przekonany o swojej słuszności w jakiejś konkretnej sprawie i jednocześnie wiedzieć, że nie jestem nieomylny... Zdanie jest jak najbardziej logiczne, jeśli nie absolutyzujemy tego "przekonany". Wykłady z logiki mogą jednak w głowie namieszać..
Absolwent informatyki i matematyki na UW(arszawskim).
orientman
W poprzednim wpisie autora czytam:
"ich własne wychodowane wykształciuchy – wyborcy tak wspieranej HGW - umoczyły im w Wilnie kilka-kilkanaście milionów złotych…"
Semantyczny rozrzut porażający, chyba że Sz. P. Autor pokusi się o dalsze wyjaśnienia. A może wszystko da się sprowadzić do: "nie lubię warszawiaków" / "tęsknię za domem".
Profesorze Sadurski! Wzywam, przybądź na białym koniu i ratuj nas wykształciuchów/warszawkę z opresji!
PS "Wyhodowane"! ;-)
..starał sie zawsze powiedzieć parę słów po polsku, przynajmniej jeśli były to uroczystości z udziałem Polaków. Podobnie np. na imprezach, które odbywały się pod patronatem ambasady (jeśli oddelegowany pracownik nie znał polskiego to był z tłumaczem, nie każdy zna, ale trudno tego wymagać..)
Pozdrawiam,
Miasto moje a w nim
Wydali album "Polski Outdoor - Reklama w przestrzeni publicznej". Im nie jest obojętne. Polecam.
Zatem proponuję przeprowadzić się do Krakowa :)
O Saabie
http://www.saabsunited.com/
i na forum:
http://www.saabklub.pl/
W skrócie:
1. Prawicowy rząd Szwecki jest zdecydowanie przeciw nacjonalizacji, ba nawet przeciw wszelkim poręczeniom kredytowym zanim Saab nie znajdzie kupca (Saab rozważał usamodzielnienie się, ale to teraz nie wchodzi w rachubę - jedyną szansą jest nowy inwestor). Dyskusja jest głośna, gdyż opozycja jest innego zdania. Bankructwo Saaba, to nie tylko katastrofa dla Trollhattan, ale być może również dla Volvo (nb. Volvo na razie jest w znacznie lepszej sytuacji i otrzymało poręczenia kredytowe od rządu) - ze względu na możliwe bankructwo producentów podzespołów. Niemniej Saab i Volvo to David i Goliat.
2. GM zainwestował w Saaba, gdy ten był w całkiem dobrej kondycji. Saab potrzebował wtedy inwestora lub kooperanta do stworzenia nowego modelu. Saab to mała (jak na producenta samochodów) i raczej niszowa firma. Już Saab 9000 z 1984 r. powstał w kooperacji z Fiatem, gdyż przekraczało to możliwości finansowe Saaba (produkującego wtedy tylko model 900).
3. Współpraca z GM okazała się katastrofalna i zdaniem większości "popsuła" dobrą markę (w latach 80-tych Saab bił na głowę BMW pod względem innowacyjności i nie tylko). Można bardzo długo wyliczać nietrafione, niedokończone lub zmarnotrawione inwestycje (jeden przykład: długoletnie prace nad płytą podłogową dla modelu 9-5, w końcu zarzucone, bo wykorzystano płytę Vectry). GM po prostu nie wiedział czego chce.
4. Nadzieją dla Saaba są gotowe do produkcji 2 nowe modele + know-how w zakresie technologii turbodoładowania. Zatem "wystarczy" zainwestować w przetrwanie najbliższych kilku miesięcy i liczyć, że te modele chwycą (a jest na to szansa). Pytanie czy nie skończy się na "wyssaniu" wszystkiego co się da przez inwestora, który gdy przyjdzie czas na kolejne inwestycje nie spakuje manatek....
Generalnie GM traci zarówno Saaba, jak i Opla w chwili, gdy te mogłyby zacząć w końcu przynosić zyski (model Insygnia i oparty na nim nowy Saab 9-5) - ale nie ma wyboru, bo walczy o przetrwanie.
5. Saab Automobile dzieli markę z producentem samolotów, ale to już od dawna zupełnie inna firma. Podobnie Scania - też oddzieliła się od Saaba.
Pozdrawiam,
orientman
Członek Saab Klub Polska
@Koteusz
Czasem takie jaja są niebezpieczne... :)
jaja
nieufność
jeszcze o modlitwie
@modlitwa
PS
@prawdopodobieństwo
jeszcze inna interpretacja
@prawdopodobieństwo
Kto rzuca kamieniem
Bij leszcza
Jak nie Kundera to może Odojewski?
>autor
Molestowaniem dziewczynki zajęła się policja
Wykształciuchy rozrabiają też na stadionach...
Poprzedni ambasador Francji w Polsce..