John J. Silverstone

komentarze użytkownika

  • 31.03.2010 09:30

    @Zebe

    "Pan nie zrozumiałeś tego o czym piszę"

    Sądzę jednak, że to pan nie do końca rozumiesz, o czym piszesz ;)
    Pozdrawiam
    ZEBE: Taksówkarze
  • 30.03.2010 22:19

    @Zebe

    "Otóż w sytuacji, gdy jedni chcieli uciec, inni dojechać jak najszybciej, to moskiewscy taksówkarze podnieśli drastycznie ceny swoich usług.
    I to jest właśnie wynik końcowy liberalizmu - dzikiego kapitalizmu. Obojętnie jaki przymiotnik mu dodamy. Liberalizm nigdy nie sprzyja słabszym lub tym w potrzebie."

    Czysty populizm!

    Atak terrorystyczny nie jest efektem żadnego liberalizmu - nie jest także sytuacją normalną.

    Ewentualne pretensje można mieć wyłącznie do policji i ochrony metra - i to zarząd metra powinien w takiej sytuacji zapewnić "komunikację zastępczą" - tak jak to często bywa u nas w przypadkach różnych wypadków, katastrof kolejowych itp...

    Koncentrowanie się na sprzyjaniu słabszym jest działaniem fatalnym z punktu widzenia interesu ogółu społeczności.

    Słabszych można wspierać - ale nadawać im specjalne przywileje?
    De facto liberalizm nie wspiera także silniejszych - oni wspierają się sami.
    I tylko w liberaliźmie słabi mają szansę stać się silniejszymi - zaś w momencie, kiedy ktoś im zaczyna ułatwiać życie, zaczynają żądać coraz większego wsparcia.
    Takie "równanie w dół" to czysty bolszewizm.
    ZEBE: Taksówkarze
  • 28.03.2010 18:39

    @slaughterhouse5

    Dziękuję za komplement :)
    Na prowadzenie własnego bloga nie bardzo mam czas - ale chętnie podejmuję dyskusję na interesujące, tudzież budzące kontrowersje tematy.
    Pozdrawiam!
    EWA PIÓRO: Międzynarodowy koncern czy polska firma rodzinna. Gdzie można si
  • 25.03.2010 23:25

    @slaughterhouse5

    "1) W pewnych momentach nie da się rozwinąć realnie małej firmy, bo rynek jest już uporządkowany"

    Mała firma zawsze ma szansę rozwoju dzięki możliwości szybszej adaptacji do zastanych lub zmieniających się warunków. Naprawdę można konkurować z Coca-Colą - ale nie produkcją i sprzedażą kolejnej wersji "coke", ale zaoferowaniu konsumentom tejże "coke" innej alternatywy - np. zdrowego napoju owocowego. Zresztą, to już się stało w ostatnich latach - małe firmy produkujące różne napoje z sukcesem zaistniały na rynku - dlatego koncern Coca-Cola, w trosce o utrzymanie swojej pozycji, wprowadził do sprzedaży cały szereg nowych soków i napojów.

    2) Nawet super wybitna jednostka (o ekstra wielkich horyzontach), czy zdolnościach supermena, nie przekroczy pewnych barier (geograficznych np.). No - chyba, że wyczaruje, że np. nagle wszyscy Polacy będą jedli ze smakiem banany.
    Albo Polskę otoczą 4 morza i deski windsurfingowe staną się u nas i modne i potrzebne"

    Super-wybitna jednostka - to właśnie taka, która jest zdolna do pokonywania wszelkich barier... - a parafrazując jakiegoś klasyka marketingu (nie pomnę w tym momencie nazwiska) - jest nawet w stanie sprzedać zwykły shit za cenę złota!

    Z tym "shitem" to oczywiście "przegięcie" - do tego nie trzeba aż wybitnej jednostki - wystarczy namolny akwizytor i słaby psychicznie klient ;)
    EWA PIÓRO: Międzynarodowy koncern czy polska firma rodzinna. Gdzie można si
  • 25.03.2010 23:03

    @Ewa Pióro

    "mam podobne przemyślenia do całej pańskiej wypowiedzi.
    :P
    pozdrawiam"

    O! To utwierdza mnie w przekonaniu, że moje spostrzeżenia są obiektywne :)

    Pozdrawiam serdecznie!
    EWA PIÓRO: Międzynarodowy koncern czy polska firma rodzinna. Gdzie można si
  • 25.03.2010 22:07

    @slaughterhouse5

    "Pan pisze teoretycznie, jakby jakiś akademik cytujący podręcznik.

    A prawda jest taka, że praktyka rozmija się z teorią."

    Przeczytał pan mój komentarz powierzchownie i poniosły pana emocje.

    Wszystko, co napisałem, jest podsumowaniem 20 lat PRAKTYCZNEGO doświadczenia w pracy w korporacjach i małych firmach oraz niezależnej, biznesowej współpracy z nimi.
    EWA PIÓRO: Międzynarodowy koncern czy polska firma rodzinna. Gdzie można si
  • 25.03.2010 21:46

    @Ewa Pióro

    W międzynarodowym koncernie ścieżka kariery zależy głównie od "robienia dobrze" tzw. "przełożonym". Tak pojęte "robienie dobrze" nie jest równoznaczne z dobrą pracą dla firmy. Zaryzykuję twierdzenie, że zbyt dobra praca dla firmy jest niemile widziana przez bezpośrednich przełożonych - bo taki dobry pracownik stanowi dla nich bezpośrednie zagrożenie!

    A cała ta otoczka określana jako "coaching", "szkolenia", "integracja" itd. to przeważnie pic, a jeśli już coś naprawdę, to uszyte dokładnie pod potrzeby tej konkretnej organizacji, więc małe szanse, że przyda to się gdzie indziej.

    Mniejsza, lokalna firma rodzinna może być dużo lepszym rozwiązaniem - bo tu opracowywanie i wdrażanie nowych koncepcji i rozwiązań organizacyjnych oraz sposobów prowadzenia biznesu (począwszy od planów, projektów, poprzez produkcję, marketing, sprzedaż itd.) daje pracownikowi prawdziwą, a nie ustandaryzowaną i wirtualną szansę samorozwoju.

    Jednostki wybitne lepiej odnajdą się w małych organizacjach o dużym potencjale rozwoju.

    Osoby zorientowane na korporacyjny wyścig szczurów nie mają czego szukać w takiej firmie, ale znakomicie odnajdą się w korporacyjnych boksach.

    Innowacje w korporacjach są testowane na ograniczonych rynkach, a ci, którzy istotnie przyczynili się do ew. sukcesu, rzadko są docenieni - sukces idzie na konto kilku managerów, których obecność tak naprawdę nie miała żadnego znaczenia w osiągnięciu ew. sukcesu.
    Ich problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy nastąpi porażka... ;)

    W małych, lokalnych organizacjach trzeba legitymować się szerszymi horyzontami myślowymi oraz zdolnością to podejmowania wyzwań wydelegowanych w korporacjach na całe zespoły, z totalnie rozmytą odpowiedzialnością.

    To właśnie dlatego korporacyjna biurokracja i etatystyczne podejście powoduje wydłużenie procesów decyzyjnych, brak elastyczności i szereg innych problemów nieznanych w małych firmach.

    Dlaczego zatem małe firmy zdają się dążyć do przeistaczania się w wielkie, zbiurokratyzowane korporacje?
    Ano, taki jest ambicjonalny "trynd" ich twórców.

    Są jednak na świecie firmy rodzinne, które nigdy nie stały się molochami - i mają się wspaniale.

    Można uniknąć sprowadzenia firmy do absurdu - ale tylko w sytuacji, kiedy firma ma rzeczywistą misję i jej celem nie jest li tylko pomnażanie kapitału.
    EWA PIÓRO: Międzynarodowy koncern czy polska firma rodzinna. Gdzie można si
  • 22.03.2010 20:09

    @pandada

    "A co mi po formalnej dobrowolności, skoro brak zakupu polisy to wolny wybór głupoty?"

    Pan wolisz głupotę pod przymusem?

    "Kopa w zęby" da panu na starość ZUS.

    Resztę wyjaśnić próbował panu thaer - ale pan i tak pozostaniesz nieprzekonany.
    Pan nie chcesz płacić na pasożyta - centralna redystrybucja pana przed tym nie uchroni.
    To już lepiej sam rzuć pan parę złotych jakiemuś kalekiemu żebrakowi.
    WOJCIECH OLEJNICZAK: Brawo Obama!
  • 22.03.2010 20:04

    @L.L.Leming

    "Ze tez pana nie wybrali na prezydenta USA..."

    Nie kandydowałem ;)

    A w ogóle to w USA teraz dzieją się ciekawe rzeczy ;)
    "Plan Paulsona" i pomysły Obamy pozostawiam bez dalszego komentarza ;)
    WOJCIECH OLEJNICZAK: Brawo Obama!
  • 22.03.2010 17:18

    @L.L.Leming

    "No i co ma obowiazkowe ubezpieczenie zdrowotne i jego refundacja przez panstwo tym, ktorych na to nie stac z panstwowa sluzba zdrowia"

    Ano to, że to właśnie "państwo" rości sobie prawo redystrybucji tych funduszy pomiędzy interesy polityków, koncernów farmaceutycznych i innych, medycznych lobbies.

    A to winna być wyłączną domeną wolnego rynku.

    Zmuszanie zaś ludzi do ubezpieczania się - zwłaszcza tych, których normalnie nie stać na wykupienie sobie polisy - to kreacja socjalistycznej utopii.

    Jak człowiek zarobi, to się i ubezpieczy - a jak zarobi i się nie ubezpieczy - to jego sprawa.

    A jak nie zarobi, nie ubezpieczy się i zachoruje lub ulegnie ciężkiemu uszczerbkowi na zdrowiu w wyniku wypadku - to może liczyć na wsparcie prywatnych fundacji pomocy ofiarom wypadków itd...
    WOJCIECH OLEJNICZAK: Brawo Obama!
  • 22.03.2010 17:10

    @pandada

    Jeśli nie z twojej winy - to zapłaciłby za to sprawca - wystarczyłoby, w państwie prawa, zatrudnienie dobrego prawnika.

    A jeśli sprawca byłby goły i wesoły - to pozostałoby ci ew. wczesniejsze, dobrowolne, prywatne ubezpieczenie.

    A jeśli nie byłoby cie na nie stać - to równie dobrze możnaby stwierdzić, że nie byłoby cię stać na to, by w ogóle żyć...
    WOJCIECH OLEJNICZAK: Brawo Obama!
  • 22.03.2010 16:35

    @L.L.Leming

    Mając nawet ubezpieczenie zdrowotne i tak jestem zmuszony płacić za wizytę u lekarza specjalisty.
    Jeśli nie zapłacę, to mogę czekać ruski rok, aż właściwy lekarz raczy mnie przyjąć.

    Tzw. "służba zdrowia", dostępna powszechnie - to mit!

    A skoro już muszę płacić - to wolę płacić ryczałt prywatnej firmie medycznej, której chore prawo nie i tak nie pozwala działać w warunkach wolnego rynku - ale lepsze to, niż państwowa "służba zdrowia".

    Ludzie socjalistyczni nie są w stanie tego zrozumieć, dopóki życie nie zmusi ich do skorzystania z "dobrodziejstw" państwowej służby zdrowia.
    WOJCIECH OLEJNICZAK: Brawo Obama!
  • 22.03.2010 13:28

    @Ewa Pióro

    "...o co tutaj chodzi?"

    To proste :)

    Albo my ich, albo oni nas!

    A bardziej dosłownie:
    - człowiek bez pracy szuka jakiejkolwiek pracy, bo musi zarabiać, żeby przetrwać. Jeśli chodzi mu tylko o przetrwanie, to poprzestanie na pracy takiej, która mu to przetrwanie zapewni. Natomiast jeśli ma większe ambicje, to pierwszy dzień w nowej pracy zaczyna od poszukiwania lepszej pracy lub lepszej dla siebie opcji.

    Zatem ludzi można podzielić na dwa zbiory - tych, którzy godzą się na ich traktowanie jako maszyny ("od tąd, do tąd") i ludzi, którzy, jeśli nawet zmuszeni są świadczyć pracę najemną, to pozostają ludźmi, a nie godzą się na rolę maszyn do wykonywania zadań.

    Cała ta HR'owska ściema nt. "kultur organizacyjnych", "corporate codes" itd. jest tylko dorabianiem pseudonaukowych teorii do zapewnienia sobie przez pracodawców swoistego komfortu "zarządzania zasobami".

    To patologia, która wyjątkowo ostre formy przyjmuje w dużych organizacjach.
    Można to gołym okiem dostrzec choćby na corocznych, korporacyjnych spędach, gdzie pod pozorem integracji zespołu(ów) dokonuje się przeróżnych, socjotechnicznych manipulacji w celu jak najsilniejszego ich uzależnienia od "organizacji".

    Kontestatorzy są szybko eliminowani - tak jak w realnym socjaliźmie eliminowane były "elementy szkodliwe społecznie" ;)

    Zarzucając czytelnikom, że nie kumają "... o co tu chodzi.." raczy Pani z nich drwić - albo sama Pani udaje, że nie wie, o co tu chodzi! :)
    EWA PIÓRO: Tacy są zwycięzcy. Czy ktoś zna innych?
  • 19.03.2010 09:32

    @Ewa Pióro

    "Z drugiej strony widać ogromną determinację i motywację. Może jednak trzeba było ją rozpatrzeć jeszcze raz? Kandydat zdeterminowany i zmotywowany potrafi góry przenosić :P"

    Trzeba by pierwej zadać pytanie, o źródła tej ogromnej determinacji (a może: desperacji?) :P

    Jak mawia mój znajomy "Head of HR" w wielkiej "korpo" - "...przede wszystkim obowiązuje zasada BMW...", czyli najtaniej jest nauczyć leszcza pokory i wierności przełożonemu, niż starać się realnie inwestować w pracownika, który jak już się nauczy, to mu odbije, i pójdzie do konkurencji.

    Jednak wysoka rotacja na niższych i średnich szczeblach w "korpo" nie bierze się z niczego - po prostu nie każdy daje zrobić z siebie popychadło ;)

    Dlatego też, zgodnie z "zasadą Dilberta", z reguły na awans mogą liczyć nie ci, którzy rzeczywiście pracują, ale ci, którzy najpełniej przyswoili sobie "zasadę BMW"...
    EWA PIÓRO: Miłość i nienawiść do rekrutera
  • 18.03.2010 15:00

    Włażenie w tyłek

    Kiedyś miałem sposobność pełnić zadaniowo funkcję rekrutera - pamiętam kandydatkę, która niewiele sobą reprezentowała, ale starała się nadrobić swoje braki namolnym przypominaniem o swoim istnieniu - począwszy od kilku telefonów dziennie, po "przypadkowe" spotkania "na mieście"...

    Koniec z końcem - podobno zrobiła "olśniewającą" karierę.. ;)

    Czy Pani, jako zawodowy rekruter - rozważyłaby taką kandydaturę? (stanowisko sekretarsko-biurowe).
    EWA PIÓRO: Miłość i nienawiść do rekrutera
  • 18.03.2010 14:53

    @PPablo

    Dawno temu, na początku lat '90, pewien "średni" menago w korpo w odpowiedzi na pytania zespołu, co z kasą za nadgodziny, odpowiedział:

    - No co wy! Przecież inwestujecie w firmę!!!

    Odpowiedziało mu gromkie: - Hahahahahahaha!!!!

    W ciągu kilku tygodni nagłośniej śmiejący się zostali "wylogowani" pod byle pretekstami...

    Doskonale "utożsamiający się z firmą" "średni" menago został "średnim-wyższym", a potem "jeszcze wyższym" menago ;)
    I dalej prześwietnie zarządza "zasobami ludzkimi" ;)
    1MAUD: Zaorać rynek. Kolonizacja Polski
  • 07.03.2010 05:32

    @pandada

    "A taka zniewolona gospodarka."

    Tak. Szara strefa to jakieś 30% PKB. Gdyby zredukować nadmierny fiskalizm - to by dopiero było "do podziału" ;)

    Mniej więcej na takim samym poziomie kształtuje się szara strefa w Skandynawii. O tym nie wyczytasz pan w szwedzkich dziennikach ani w oficjalnych statystykach.

    Dobra gospodarka gwarantuje dobre życie tym, którzy chcą dobrze żyć.

    USA przetrwały niejeden kryzys i teraz też sobie poradzą. "Ofiary losu" także tam mogą liczyć na "mieszkanie socjalne", jeśli tylko tego chcą - a że wielu przebywa tam nielegalnie, aczkolwiek z własnej i nieprzymuszonej woli - to świadczy tylko o tym, że taki jest ich wybór - jak im źle, zawsze mogą pojechać na Kubę.

    Reasumując - ja wybieram model nowozelandzki.

    W "nadbałtikach" zaś brakło kapitału, którego nie było tam od kilkudziesięciu lat.

    W PL też to co zostało po PRL'u niewiele było warte.

    Licząc na głowę mieszkańca - globalny kapitał zainwestował w PL dużo więcej, niż pozostałych post-demoludach, dlatego nam jest dziś łatwiej.

    Można dyskutować o tym, czy warto było czekać kilkadziesiąt lat na to, aż rodzimy kapitał dokona pierwotnej akumulacji, czy lepiej było pójść na skróty i szybciej dołączyć do czołówki krajów rozwiniętych? Pierwszy scenariusz wymagałby jednak utrzymywania ograniczeń w międzynarodowej wymianie handlowej przez dłuższy okres, co wiązałoby się także z ograniczeniem wolności obywateli.

    Poza tym zmiana mentalności wymaga jednak kilku pokoleń - doskonale to widać na przykładzie byłego NRD, które po wchłonięciu przez RFN po dziś dzień pozostaje obszarem "drugiej kategorii" - ale i to się z czasem zmieni.

    Odnośnie marży niezależnych od państwa ubezpieczycieli - tylko wolna konkurencja jest w stanie zagwarantować optymalne rozwiązania.

    Marże, czyli koszty utrzymania ZUS'owskiej biurokracji są horrendalne!
    Pomimo miliardowych inwestycji w systemy informatyczne liczba urzędników w ZUS się nie zmniejszyła, a nawet wzrosła! ;)

    Równomierny podział zysków jest PATOLOGIĄ prowadzącą do postępującej demoralizacji i pauperyzacji społeczeństwa. To usankcjonowane złodziejstwo!
    Taka "równość" w pańskim pojęciu była już tu ćwiczona przez kilkadziesiąt lat - więc niech pan sobie uświadomi, że i przy takim "podziale" zawsze znajdą się "równi i równiejsi" ;)

    EWA PIÓRO: Czy zatrudnilibyście taką osobę? Prosze o szczere wypowiedzi
  • 06.03.2010 21:33

    @pandada

    "Natomiast Skandynawia ma się dobrze"

    Ja też sobie sam czytam statystyki - i Skandynawia wcale nie ma się tak dobrze ;)

    Problemy krajów nadbałtyckich wynikają z młodości ich demokracji.
    Na dzień dzisiejszy najlepsze wyniki w UE ma gospodarka Polski - i ten trend się utrwala.

    Kolejne pokolenia dokonają pełnej reformy ubezpieczeń społecznych na rzecz odejścia od przymusu ubezpieczania się w ZUS'ie, a może nawet, wzorem NZ - likwidacji państwowego ZUS'u i maksymalnej redukcji aparatu biurokracji państwowej.
    Na pewno zmieni się konstytucja.
    Rozwiązany zostanie konkordat.
    Wybory do zredukowanego liczebnie Sejmu będą odbywać się w jednomandatowych okręgach wyborczych.

    Na dziś celem jest jak najlepsza gospodarka - bo tylko taka gwarantuje dobre życie wszystkich obywateli.

    Skąd to wiadomo?

    To "oczywista oczywistość: ;)

    EWA PIÓRO: Czy zatrudnilibyście taką osobę? Prosze o szczere wypowiedzi
  • 06.03.2010 17:49

    @pandada

    "do dziś procent ludności aktywnej zawodowo jest w Szwecji najwyższy w Europie"

    Wg socjalistycznej statystyki w PRL w ogóle nie było bezrobocia, czyż nie? ;-)

    Ale SAAB pada, więc coś jednak jest "nie halo" ;)

    W kwestii Finlandii - Winiecki w cytowanym artykule odnosi się do całej Skandynawii.

    Znam Finów, którzy porzucili quasi-bezpieczny socjal i mieszkają w Polsce.
    Zaś znajomym Polakom, którzy mieszkają w Norwegii dość mocno doskwiera policyjny charakter ingerencji państwa w ich prywatność.

    Do każdej kultury i organizacji społecznej można się zaadaptować - ja jednak nie chcę, by w Polsce był powielany "model skandynawski".
    Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie w dzisiejszych czasach, żeby miłośnicy socjalu zażywali go "do bólu" tam, gdzie jeszcze udaje, że funkcjonuje.

    Na szczęście 3/4 Polaków żyjących w Polsce odrzuca socjalne projekty pod wezwaniem IVRP, więc jestem spokojny o dalszą ewolucję Polski w kierunku w pełni wolnego rynku - bo nie ukrywam, że do tego stanu jeszcze nam tu daleko, ale za 2-3 pokolenia stanie się to faktem.
    EWA PIÓRO: Czy zatrudnilibyście taką osobę? Prosze o szczere wypowiedzi
  • 06.03.2010 15:02

    @pandada

    Patronat UK nad NZ jest dziś już tylko formalny.

    Nie zrozumiał pan szerszego znaczenia stwierdzenia "sprzątanie śmieci" - ale nawet pojmując to tak dosłownie - firmy sprzątające nie miałyby powodu do obaw - przestępcy otrzymywaliby normalne wynagrodzenie za pracę (za które, oczywiście, musieliby opłacić koszty utrzymania przymusowego "hotelu" więziennego oraz płacić za żywność - a to, co ew. mogliby zaoszczędzić, przydałoby im się do rozpoczęcia nowego życia po wyjściu na wolność).

    I jeszcze o Szwecji:
    "Skutki strategii zastępowania rynku jednakowymi przyrostami płac były dla szwedzkiego przemysłu – wbrew ogólnikowym pochwałom ze strony mojego adwersarza – f a t a l n e. Rzeczywiście udało się doprowadzić do bankructwa większą część przemysłu lekkiego (włókienniczego, odzieżowego, obuwniczego, itd.), który nie był w stanie oferować takich przyrostów płac, do jakich został zmuszony. Udział tych gałęzi w produkcji przemysłowej spadł w rezultacie znacznie szybciej niż gdzie indziej w Europie zachodniej. Natomiast, co nie powinno być zaskoczeniem, w niewielkim stopniu rozwinęły się wydajne gałęzie przemysłu, o wysokiej innowacyjności i zdolności adaptacji do zmieniających się wymagań rynku. Zarówno innowacyjność, jak i przedsiębiorczość wymagają określonych warunków, o czym pisałem poprzednio. Tu dodam jedną opinię. Mauricio Rojas, lewicowy emigrant z Chile, po latach pobytu w Szwecji wyleczony – jak się z daje – z lewicowych ciągotek skomentował to następująco: „Zrównywanie dochodów i w tym samych czasie oczekiwanie, że ludność będzie inwestować swój czas i zasoby w doskonalenie zawodowe oraz tworzenie rzeczy nowych jest, po prostu, absurdem” [2005]. Nic dodać, nic ująć.
    W efekcie tych wszystkich działań szwedzki przemysł przetwórczy skurczył się dramatycznie i już latach 70. był najmniejszy w relacji do PKB ze wszystkich krajów zachodnioeuropejskich. Tak już zresztą zostało: w latach 1976-94 przyrost produkcji przemysłowej wynosił 1/3 średniej dla całego obszaru OECD!

    Konkurencyjność szwedzkiego przemysłu „poprawia” się natomiast, co jakiś czas, w wyniku głębokiej dewaluacji korony. Jest to zresztą główny powód niechęci rządzących socjaldemokratów do przyjęcia wspólnej waluty; kurs walutowy przestałby być bowiem instrumentem korygowania strukturalnych niewydolności. "

    źródło: http://www.winiecki.pl/pub1.php
    EWA PIÓRO: Czy zatrudnilibyście taką osobę? Prosze o szczere wypowiedzi

123456789... następna



zamknij

logowanie


Użyj konta Facebook do komentowania w Salon24.pl:

Zaloguj się z kontem facebook


zamknij