Film jest tzw. independent, bo żadne studio z Hollywood go nie sfinansowało. Kosztował podobno 30 milionów dolarów a dołożył się National Geographic i Abu Dhabi. No cóż, ci pierwsi byli pewno zadowoleni, że to film o "podróży" przez pięknie sfilmowane krajobrazy a ci drudzy konkurują na rynku ropy z Rosją.
Film obejrzałem dzisiaj. Długość filmu to 2 godziny 13 minut - ciekaw jestem co będzie wycięte w Polskiej wersji? Jest to bowiem bardzo mocny atak na ZSRR - brutalność systemu pokazana jest zaraz na samym początku. Film zaś kończy się serią ujęć dokumentalnych: Węgry 1956, Budowa muru berlińskiego 1961, Praga 1968, Solidarność 1980, upadek komunizmu w Polsce 1989. Po tym ostatnim ujęciu, bardzo pięknie pokazany jest powrót bohatera do jego żony w Polsce. Historia Mr. Smitha z opowieścią, jak torturowano jego syna a potem zastrzelono go strzałem w głowę jest wstrząsająca, bo film po prostu pokazuje ludzi w "ekstremalnych warunkach krajobrazu bez sentymentalizmu" - taki był zamysł reżysera.
W New York Times jest recenzja http://movies.nytimes.com/2011/01/21/movies/21way.html?scp=1&sq=the%20way%20back&st=cse. Jest tam o wszystkim, tylko nie o brutalności nieludzkiego systemu sowieckiego.
Ciekawe, że film ma już w tej chwili aż 1741 głosów na http://www.imdb.com/title/tt1023114/ i jest oceniony stosunkowo wysoko (7.6 na 10).
Reżyser Peter Weir mówił w wywiadach, że interesowało go zachowanie ludzi w ekstremalnych warunkach. Trzeba jednak przyznać, że dużo, dużo wie o komunizmie i o ZSRR.
Nieprawdą jest, że "A kto uważa go (Jaruzelskiego) za człowieka honoru, ten jest manipulatorem i kłamcą. Albo głupcem."
Ci, którzy taką legendę skonstruowali, zrobili to po zawarciu doskonałego interesu z Jaruzelskim. W sumie pewno zarobili parę miliardów dolarów. Interes pewno zaczął się krystalizować jeszcze w 1981 roku, kiedy to pewni doskonale ustawieni w "S" ludzie zarzucali naiwność tym, którzy widząc przygotowania już w lecie tego roku ostrzegali przed niebezpieczeństwem wprowadzenia stanu wojennego. Ci sami potem robili wszystko, aby podziemna "S" nie zajmowała się polityką, lecz raczej "naprawą wentylacji w zakładach pracy". Polecam czytanie Tygodnika Mazowsze redagowanego głównie przez jedną z dzisiejszych milionerek i artykułów Dawida Warszawskiego (Konstantego Gerberta) z dobrej rodziny szpiegów NKWD i KGB, który też nieźle się dorobił na lansowaniu Jaruzelskiego.
Fakt, Michnik, Łuczywo i inne Pacajewicze dużo nabrali tego przysłowiowego "czerwonego sukna" na podstawie układu z komuchami. Nadal też robią szmal, i nie powiem, że mi to całkiem wisi. Coś się jednak zmieniło, tak może od 2005 roku. Poza zupełnymi oszołomami, nikt już w rozmowach prywatnych nie powołuje się na "Gazetę Wyborczą", "Politykę", czy też to trzecie pismo polskojęzyczne "Nie" jako autorytet czy też miarodajne i pozytywne źródło swoich informacji. Raczej powołują się na TVN i na telewizję w ogóle.
Dawniej, jak Michnik pojawiał się na jakiejś tam akademii ze studentami, studentki rzucały majtki na scenę (czasem i koronkowe stringi). Teraz rzucane są barchanowe majtki przez emerytki... Smutno, nawet jak się ma miliony w kieszeni. Kurcze blade!
Nie zgodziłbym się z twierdzeniem Autora, że "W Polsce nie ma niekontrowersyjnych autorytetów moralnych."
Po pierwsze, pojęcie "niekwestionowanego autorytetu moralnego" nie stnieje, bo kto namaszcza kogoś na taki autorytet?
W wielu krajach dominujące grupy medialne namaszczają wygodne sobie osoby na takie pozycje. Egzemplum może być Walter Cronkite (1916 - 2009), prezenter (i komentator) dzienników amerykańskiej sieci telewizyjnej CBS. Był nazywany "człowiekiem, któremu Ameryka najbardziej ufa" (the most trusted man in America), oczywiście dlatego, że w pompatyczny sposób relacjonował i komentował wiadomości w dość tendencyjny, lewicowy sposób. W najbardziej chyba brzydki sposób jego autorytet został wykorzystany do ratowania Prezydenta Clintona podczas afery "rozporkowej" (z Monicą Lewinsky). Scena była dość zresztą komiczna, bo media pokazywały Clintona żeglującego z Cronkitem na wartym dziesiątki milionów dolarów jachcie tego ostatniego. Nikt nic nie mówił, ale komentatorom telewizyjnym (odpowiednim) głos drżał ze wzruszenia, że oto człowiek, któremu Ameryka tak ufa przyjmuje Clintona w takiej ciężkiej chwili...
Autorytety moralne w Polsce poznaje się w czasie pogrzebów. W gazetach i w telewizji komentatorzy najpierw mówią (lub piszą) z takim wzruszeniem, że słuchaczowi czy czytelnikowi łzy się kręcą w oczach. Następnie wyliczają ilu to dostojnych gości przyszło, zwłaszcza takich, których obecność nikt by nie przewidział (biskupi na pogrzebie wroga Kościoła). Na koniec rzuca się zwyczajowe gromy na stałych wrogów tychże mediów.
Różnica pomiędzy USA i Polską jest jednak znaczna. W Polsce główne wydania dzienników telewizyjnych ogląda około 80% nastolatków i dorosłych a w USA tylko około 20%. Dlatego też Cronkite na liście autorytetów zajmuje jakieś 60 miejsce i żaden autorytet nie ma więcej, niż 10%. W Polsce sytuacja jest diametralnie inna...
Rybitzky to młody człowiek i wcale nie tak dokładny znawca życiorysów. Aby naprawdę zrozumieć Tadeusza Mazowieckiego, trzeba przeczytać wszystkie numery miesięcznika "Więź", z lat, kiedy Pan Mazowiecki był naczelnym redaktorem tego bardzo ciekawego pisma (1958-1981). Dla mnie bardzo odkrywcze były teksty Pana Mazowieckiego o Prymasie Wyszyńskim i polskim katolicyzmie w świetle II Soboru Watykańskiego.
Ciekawe byłoby także opublikowanie akt Urzędu do Spraw Wyznań, Wydziału Propagandy KC PZPR i odpowiednich departamentów MSW dotyczycących Pana Mazowieckiego.
Nikogo nie potępiam, każdy musiał jakoś zarabiać na życie... Każdemu grzesznikowi można wybaczyć i każdemu sprawiedliwemu zarezerwować miejsce w Niebie. Problem tylko w tym, że potrzebna jest szczera spowiedź lub opublikowanie materiałów, o których pisałem wyżej. Ponieważ Prymast Stefan Wyszyński przyjmował bardzo serdecznie Pana Mazowieckiego po 1976 roku, być może Pan Mazowiecki wyspowiadał się Prymasowi i przeprosił, za publikowane przez "Więź" napaści na Prymasa, być może, napisane przez cenzora (Ozjasza Szechtera?).
Namawiam więc bardzo osoby zainteresowane życiorysem Pana Mazowieckiego do przeczytania archiwalnych numerów "Więzi" biorąc pod uwagę fakt, że musiały przejść przez sito komunistycznej cenzury.
W książce Grossa i w tym komentarzu brakuje analizy, co się działo w okresie 1939-1941 w Jedwabnem i generalnie w Polsce okupowanej przez Sowietów. Jaki udział w ludobójstwie dokonanym na Polakach mieli Żydzi, nikt nie wie, bo nie ukazało się na ten temat żadne opracowanie. Kiedy robiono przesłuchania i procesy za sprawę Jedwabnego w latach stalinowskich, ten temat był nieobecny. Był także nieobecny we wszystkich bez wyjątku recenzjach książki Grossa w USA i w Europie.
Nie jestem pewien, czy tą białą plamę historii Polski da się kiedykolwiek odtworzyć.
Sąsiedzi w czasie wojny dokonywali różnych zbrodni, choć najbardziej znana jest sprawa Jedwabnego. Były morderstwa dokonywane przez Polaków na Żydach, przez Żydów na Polakach, przez Polaków na Litwinach i Białorusinach i przez Litwinów i Białorusinów na Polakach. Także Ukraińcy mordowali Polaków a Polacy Ukraińców. Znane są także mordy Polaków na Niemcach i Niemców na Polakach - mówię o sąsiadach a nie o przemocy firmowanej przez aparat hitlerowski czy też komunistyczny po wojnie.
Problem w tym, że mówi się tylko o jednym przypadku zezwierzęcenia sąsiadów przedstawiając ich ofiary jako członków społeczności bez skazy lub fałszywie oskarżanej w współuczestnictwo w "jakichś tam nieprawidłowościach, do jakich doszło na ziemiach polskich w czasie okupacji tych terenów przez Związek Radziecki".
KBW, UB i MO wymordowało o wiele więcej zupełnie niewinnych chłopów opierających się kolektywizacji w Polsce niż sąsiedzi Żydów w Jedwabnem. O tym jednak New York Times nigdy nie napisał. Niemieckie gazety i tygodniki też nie.
W zasadzie, nikt z dawnych ubeków czy też wysokich funkcjonariuszy stalinowskiego aparatu pochodzenia żydowskiego nie pozostawił wspomnień.
Najlepszym przykładem polukrowanych wspomnień jest skrajnie kłamliwa wypowiedź Zygmunta Baumana, guru alterglobalizmu i autorytetu "Gazety Wyborczej". Napisał on, że będąc pracownikiem stalinowskiej Informacji Wojskowej, znanej ze stosowania nieludzkich tortur, pisał tam tylko ulotki dla żołnierzy...
Co się więc dziwić Reichowi-Ranickiemu, kiedy odpisuje, że "nie przeczytał pytania i nie odpowie".
Nie każdy kat czy szuja może zamienić się w autorytet. Sukces osiągają tylko ci, co po pierwsze, byli są marksistami a po drugie, ci, którzy na ogół mają właściwe pochodzenie etniczne. Są też wyjątki, jak widać po ogłoszeniu przez "Gazetę Wyborczą" i większość mediów Leszka Kołakowskiego Największym Polakiem XX wieku, chociaż pewno kilka milionów innych Polaków ma bliżej do tego tytułu.
Timothy Garton Ash jest mało wykształconym lewakiem. Chiał ładnie powiedzieć o Pani Ani, a wyszła klapa. Niestety, jego przyjaciele w Polsce (np. Nadredaktor) też zapomnieli o czym tak naprawdę chodziło w sztuce komunisty Brechta (o plucie na kapitalizm).
Polski opis jest tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Matka_Courage_i_jej_dzieci i tam też linki do znacznie bardziej ciekawych i mniej skomunizowanych zachwytów nad Brechtem w innych językach. Najciekawszy jest tekst niemiecki, gdzie Mutter Courage jest podsumowana jako „Hyäne des Schlachtfeldes“ (hiena pola walki). Gdyby Ash i jego polscy przyjaciele nie nadużywali tyle alkoholu, może tak by ją nie nazwali?
Przewrotnie, może dlatego, że Nadredaktor pamiętał postać Matki Courage ze sztuku uwielbianego rpzez swoje środowisko Brechta, nie miał nic przeciwko nazwaniu Anny Walentynowicz mianem "hieny".
To mój błąd! Umieszczenie Urbana z innymi w "itp", to ZBRODNIA. Przecież On co tydzień nad wódeczką rozstawia pionki na szchownicy z Nadredaktorem śmiejąc się z naiwnych Polaczków. Było o tym nawet w telewizorni podczas serialu "Afera Rywina".
To dinozaury i tak samo znikną z horyzontu. Co bardziej cwani z PZPR to milionerzy z Gazety Wyborczej, Polityki, Przekroju, Playboya, TVN, PolSatu, Twojego Stylu, Gali i setki innych gazet, tygodników, miesięczników, stacji radiowych, stacji telewizyjnych, fundacji, banków, itp.
Czyż nie lepiej być szefem, powiedzmy Playboya, zamiast Trybuny Ludu?
Dzieł zebranych miliardera z Alei Przyjaciół nie przeglądałem, więc o tym fakcie autocenzury nie słyszałem. A czy jest tam słynny i odkrywczy artykuł, zatytułowany "Czerwoni i Czarni"? Też pewno autor zarobił miliony za kręcenie ogonem tego biednego kota.
Porównując (w kontekście Tyrmanda) antykomunizm emigracyjnego Londynu z kręgiem paryskiej "Kultury" nie należy zapominać o tym, że Giedroyć realizował amerykański (CIA?) plan rozmiękczenia komunizmu przez stawianie na komunistycznych "liberałów" i zwalczanie komunistycznych "twardogłowych" (ciemniaków). Taki sam plan realizowało Radio Wolna Europa. Tego wielu ludzi znających komunizm nie mogła pojąć. O genezie takiego planu możnaby długo dyskutować...
Warto także przeczytać jedno z najbardziej plugawych dziełek pewnego przyjaciela Giedroycia i wielu "liberałów" z PZPR i innych kompartii pod tytułem "Niezłomny z Londynu". To "dziełko" było napisane w więzieniu, więc pewno Kiszczak powinien być wymieniony na okładce jako wydawca i inspirator.
Mała poprawka, Pani Biedronko, nie napisałem, że gdybym miał takich rodziców o krwawych rękach lub o rękach poplamionych atramentem, którym podpisywali wyroki śmierci, to nie wiem, jak bym się zachował.
Czy oni (te dzieci) lub ich rodzice wyspowiadali się ze swoich grzechów? Chyba w 99.99% nie. Adam Michnik bronił swojego ojca przed zarzutami o terroryzm w II RP, ale nie napisał nic o jego grzechach ani o grzechach swojej matki. Jego rodzice nic nie napisali o tamtych czasach, więc albo bali się, że przyjdzie do nich "Wania z kałachem", albo przyjęli zasadę omerty (milczenia) jak w sycylijskiej czy sowieckiej mafii. Adam M. też, pomimo wielu próśb, nie napisał nic z o swoich wizytach w Moskwie przed Magdalenką. A szkoda, bo po 20 latach wyznania nawet największych grzeszników na spowiedzi zawsze radują, o ile grzesznik obiecuje poprawę.
Pani marta.luter popełni błąd uznając, że po iluś tam latach sprawa stosunków polsko-żydowskich "wyszumi" się. Pamięta pani sprawę tzw. pogromu kieleckiego? Nie różni się ona w schemacie od sprawy Jedwabnego. Tylko Jan Gross (i grupa zarządzająca Agorą i innymi mediami) skończył z Jedwabnym w 2002, pięć lat później odgrzewa się sprawę pogromu kieleckiego, wydając z wielkim hukiem książkę "Fear: Anto-Semitism in Poland After Auschwitz" - śliczny tytuł, nie ma co mówić! Temat ten wałkowany jest przez media na całym świecie bez przerwy a na wielu uniwersytetach są obowiązkowe kursy o polskim antysemityzmie. Oczywiście, nie ma nic o przyczynach tego antysemityzmu, zwłaszcza w czasach, kiedy Żydzi stanowili 90% kadry polskich komunistów w służbie zbrodniczego, ludobójczego reżymu sowieckiego.
Więc o "wyszumieniu" nie ma mowy. Ten problem jeszcze w 10 pokoleniu ofiar Holokaustu będzie chodliwy (i w 10 pokoleniu frakcji, która przegrała dintojrę komunistów w Polsce w roku 1968). Jak już pisałem, politycznie poprawne ofiary są ulubieńcami mediów i sfer uniwersyteckich. Moim zdaniem, nie warto z tym walczyć. Polaków jest wielu, mają rożne zalety i wady oraz lepsze rzeczy do roboty, niż płakać publicznie jak dzieci, wołając: "ta Agnieszka na mnie napluła!!!". Dla mnie Agnieszka zrobiła może jeden, dwa średnio dobre filmy a reszta to straszne gnioty. Podlizywać się jej nie będę. Nie będę pisał publicznych listów, aby Kołakowskiemu, Brusowi, i Baumanowi i setkom innych odebrać ordery, emerytury czy akcje Agory. To nie mój interes zajmować się tymi nędznymi kreaturami, które nie mają odwagi szczerze powiedzieć, jaka była ich rola we wprowadzaniu zbrodniczego sowieckiego reżimu w Polsce. To tchórze niegodni mojego zainteresowania.
Drogi Panie Krzysztofie:
Dialog z dziećmi Żydów, którzy budowali komunizm w Polsce jest bardzo trudny, a nawet całkowicie niemożliwy. Kiedy dorastali, ich rodzice na ogół już nie pracowali w aparacie represji. Na przykład dawny minister Resortu Bezpieczeństwa Publicznego (1945 – 1954) Stanisław Radkiewicz (ożeniony z Rutą Teitsch) był dyrektorem PGRów. Żyło mu się dobrze, dzieciom też, ale trochę na uboczu. Może z dawnych czasów dzieci stalinowskich polityków i stalinowskich oprawców coś pamiętały, ale idealizowały role rodziców albo też uzasadniały ich zawody i uczynki koniecznością historyczną. Dzieci stalinowców żydowskiego pochodzenia nie czuły się też na ogół Żydami - były przecież niewierzące i na ogół nigdy nie były w synagodze. W domu nie było kuchni koszernej, bo proste Polki, zatrudnione jako gosposie prosto ze wsi gotowały to, co potrafiły. Podczas epizodu reaktywowanego czerwonego harcerstwa (Krąg Walterowski 1955 - 1961), zorganizowanego przez Jacka Kuronia dzieci stalinowców chodziły po wsiach śpiewając na złość katolickim chłopom żydowskie piosenki. Jak wiem z rozmów z uczestnikami tych prowokacji, chodziło o robienie na złość chamom ze wsi w stylu postępowych warszawskich inteligentów a nie o podkreślenie swoich korzeni.
Dlatego 1968 rok był dla nich takim wstrząsem. Nagle poczuli się Żydami, dla których Polak (nie Żyd) był wrogiem, nawet kiedy pewno tylko drobny procent Polaków powtarzał antysemickie bzdety za komunistycznymi propagandystami. Zresztą antysemityzm Polaków wynikał z antykomunizmu, bo przecież znakomita większość kibicowała „naszym” Żydom w wojnie z „ich” (Sowietów) Arabami niecały rok wcześniej.
Bezkrytyczność wyjeżdżających w 1968 roku widać jak na dłoni w filmie Andrzeja Krakowskiego “Pożegnanie z Ojczyzną” (Farewell to My Country). W pewnym sensie film ten Krakowski poświęcił swojemu ojcu, Józefowi Krakowskiemu. Był to pułkownik UB, który po 1956 roku był dyrektorem Orbisu, skąd zwolniono go za machlojki. Przeniesiono go na teren filmu (był szefem produkcji Zespołu „Kamera”), gdzie nieźle mu się działo, bo wysłał syna i córkę na stypendium do Hollywood (prosta sprawa dla Polaków w czasach Gomułki). Tam Marzec zastał Andrzeja Krakowskiego, który szybciutko przedstawił się jako ofiara polskiego antysemityzmu i uzyskał obywatelstwo USA.
W 2002 roku, przy współpracy z różnymi osobami prywatnymi oraz firmami w Polsce Krakowski nakręcił film „Pożegnanie z Ojczyzną”, pokazywany także w Polsce. Są tam listy do ojca, oraz wywiady z różnymi ludźmi pochodzenia żydowskiego, którzy nagle w 1968 roku zrozumieli, że są Żydami i wyjechali z Polski dobrowolnie lub pod przymusem. Oczywiście, ojciec pokazany jest jako ofiara antysemickich Polaków bez słowa na temat jego kariery. Ojciec ma problemy z wywiezieniem z Polski obrazów i innych kosztowności i nie ma słowa na temat, że te cenne przedmioty Józef Krakowski nabył za pieniądze zarobione w UB czy zdefraudowane w Orbisie.
Nie da się tego filmu opisać – trzeba ten film obejrzeć. Nikt z wypowiadających się tam ludzi nawet mimochodem nie wspomina o swoich rodzicach i walkach frakcyjnych w PZPR. Według rozmówców Krakowskiego, za Marzec odpowiadali Polacy, zwłaszcza katolicy – tradycyjni antysemici a nie polscy komuniści.
Krakowski nie robi nic innego, niż to, co Michał Cichy opisał w wywiadzie z Michalski w „Dzienniku” w lutym 2009. Przemilcza się zbrodnie ludzi, którzy w każdym normalnym kraju odpowiadaliby za swoje czyny przed sądem a ich mieszkania, obrazy i inne kosztowności zostałyby skonfiskowane. Niestety, jak wiemy solidarność grupy o podobnej historii i podobnych korzeniach etnicznych powoduje, że czołowi propagandyści w Polsce po 1989 roku zadbali o przedstawienie prawie każdego stalinowca jak ofiary prześladowań, zwłaszcza, jeśli był z kręgu znajomych rodziców owych propagandzistów czy polityków. Do tego grona dokooptowano wielu stalinowców nie koniecznie żydowskiego pochodzenia. Już nikogo nie dziwi order Orła Białego dla Leszka Kołakowskiego czy też promowanie Zygmunta Baumana jako guru alterglobalizmu.
Agnieszka Holland tak jak większość Żydów, którzy nie wyjechali po 1968 roku, doczekała się po 1989 roku rewanżu. Zrobili awans i niektórzy z nich zostali milionerami na skutek pozycji, które im Michnik, Łuczywo i inni pozałatwiali w Magdalence. Do Polski wróciło też bardzo wielu dzieci żydowskich komunistów wygonionych z Polski w 1968 roku, np pani Rapaczynski. Powodzi im się znakomicie. W dużej mierze kierują mediami w Polsce i wydawałoby się, że powinni być wdzięczni, że mogli osiągnąć takie pozycje w społeczeństwie kraju, w którym ponoć żaden Żyd nie może czuć się bezpiecznie. Tak jednak nie jest, bo na świecie ofiary prześladowań prawdziwych lub rzekomych są mile widziane. Szkoda, że tak się stało, bo nadal monopol na informowanie zagranicznych mediów o Polsce mają ci, którzy z definicji muszą podkreślać, jacy Polacy są okropni – zacofani katolicy i antysemici.
Cóż można na to począć? Po pierwsze, nie pisać listów do Agnieszki Holland aby się opamiętała. Przecież jak by się „opamiętała”, to wypadnie z towarzystwa, dzięki któremu powodzi jej się świetnie i w Polsce i za granicą.
Darski1 nie powinien przykładać swojej miarki do tekstów Michnika i jego "cyngli". Odpowiedni ludzie czytają te teksty tak jak kiedyś czytano teleksy faksy i telegramy wysyłane z KC PZPR i innych organów władzy Płatnych Pachołków Rosji przez rodziców Michnika i jego "cyngli". Dlatego też widzę, że prawie wszyscy moi znajomi, programowo nienawidzący GW, Michnika i kręgu jego znajomych (dzieci i wnuki dawnych ubeków i aparatczyków PZPR) codziennie "mówią Michnikiem". Doskonale Panowie wiedzą, o co mi chodzi odwiedzając blog "mówiącego Michnikiem".
Wiedzą też Panowie, że Michnik "olewa" Ziemkiewiczao po i innych, usiłujących gryźć go po kostkach. Przecież on i jego ferajna z przedszkola i Czerwonego Harcerstwa to najbogatsi ludzie w Polsce, którzy do wyboru Lecha Kaczyńskiego bez pukania wchodzili do gabinetu dwóch kolejnych Prezydentów RP i gabinetu wszystkich premierów.
Przypomnijcie sobie także, że w teorii rządowa TVP i PR nawet pod rządami AWS i PiS waliła w te rządy "mówiąc Michnikiem". Psioczycie, psioczycie (Darski1), a Michnik i tak puści w najbliższy weekend antypolskie wypowiedzi swojego kolegi Janka oraz przyjaciół swoich rodziców, pewnego ZB i LK.
Ależ Panie Girzyński!!! Trzonem PO są dawni "aferałowie". Doskonale więc wiedzą, że gdyby skrytykowali Palikota, kopertówki mocno wyładowane banknotami nie znajdowałyby drogi do wewnętrznych kieszeni ich marynarek.
Śpiewają przecież na bankietach "Dał na przykład Bielecki/Walc, jak zwyciężać mamy."
Panie Chruszcz:
Nie jest Pan taki już młody, więc Panu nie wybaczę pomyłki w płci Pani Profesor Ruth Wedgwood. Lepiej sprawdzać źródła przed rzucaniem uporządkowanych (lub nie) myśli na papier. Popatrz Pan sobie np. na: http://rightweb.irc-online.org/profile/1382.html
To nie jest film zrobiony przez Hollywood
Film jest znakomity, ale recenzja w New York Times strzela kulą w płot
W New York Times jest recenzja http://movies.nytimes.com/2011/01/21/movies/21way.html?scp=1&sq=the%20way%20back&st=cse. Jest tam o wszystkim, tylko nie o brutalności nieludzkiego systemu sowieckiego.
Ciekawe, że film ma już w tej chwili aż 1741 głosów na http://www.imdb.com/title/tt1023114/ i jest oceniony stosunkowo wysoko (7.6 na 10).
Reżyser Peter Weir mówił w wywiadach, że interesowało go zachowanie ludzi w ekstremalnych warunkach. Trzeba jednak przyznać, że dużo, dużo wie o komunizmie i o ZSRR.
Głupcem? Kłamcą? Manipulatorem?
Ci, którzy taką legendę skonstruowali, zrobili to po zawarciu doskonałego interesu z Jaruzelskim. W sumie pewno zarobili parę miliardów dolarów. Interes pewno zaczął się krystalizować jeszcze w 1981 roku, kiedy to pewni doskonale ustawieni w "S" ludzie zarzucali naiwność tym, którzy widząc przygotowania już w lecie tego roku ostrzegali przed niebezpieczeństwem wprowadzenia stanu wojennego. Ci sami potem robili wszystko, aby podziemna "S" nie zajmowała się polityką, lecz raczej "naprawą wentylacji w zakładach pracy". Polecam czytanie Tygodnika Mazowsze redagowanego głównie przez jedną z dzisiejszych milionerek i artykułów Dawida Warszawskiego (Konstantego Gerberta) z dobrej rodziny szpiegów NKWD i KGB, który też nieźle się dorobił na lansowaniu Jaruzelskiego.
@Ocean mamony Agory
Dawniej, jak Michnik pojawiał się na jakiejś tam akademii ze studentami, studentki rzucały majtki na scenę (czasem i koronkowe stringi). Teraz rzucane są barchanowe majtki przez emerytki... Smutno, nawet jak się ma miliony w kieszeni. Kurcze blade!
@Piotr Dwojacki
Po pierwsze, pojęcie "niekwestionowanego autorytetu moralnego" nie stnieje, bo kto namaszcza kogoś na taki autorytet?
W wielu krajach dominujące grupy medialne namaszczają wygodne sobie osoby na takie pozycje. Egzemplum może być Walter Cronkite (1916 - 2009), prezenter (i komentator) dzienników amerykańskiej sieci telewizyjnej CBS. Był nazywany "człowiekiem, któremu Ameryka najbardziej ufa" (the most trusted man in America), oczywiście dlatego, że w pompatyczny sposób relacjonował i komentował wiadomości w dość tendencyjny, lewicowy sposób. W najbardziej chyba brzydki sposób jego autorytet został wykorzystany do ratowania Prezydenta Clintona podczas afery "rozporkowej" (z Monicą Lewinsky). Scena była dość zresztą komiczna, bo media pokazywały Clintona żeglującego z Cronkitem na wartym dziesiątki milionów dolarów jachcie tego ostatniego. Nikt nic nie mówił, ale komentatorom telewizyjnym (odpowiednim) głos drżał ze wzruszenia, że oto człowiek, któremu Ameryka tak ufa przyjmuje Clintona w takiej ciężkiej chwili...
Autorytety moralne w Polsce poznaje się w czasie pogrzebów. W gazetach i w telewizji komentatorzy najpierw mówią (lub piszą) z takim wzruszeniem, że słuchaczowi czy czytelnikowi łzy się kręcą w oczach. Następnie wyliczają ilu to dostojnych gości przyszło, zwłaszcza takich, których obecność nikt by nie przewidział (biskupi na pogrzebie wroga Kościoła). Na koniec rzuca się zwyczajowe gromy na stałych wrogów tychże mediów.
Różnica pomiędzy USA i Polską jest jednak znaczna. W Polsce główne wydania dzienników telewizyjnych ogląda około 80% nastolatków i dorosłych a w USA tylko około 20%. Dlatego też Cronkite na liście autorytetów zajmuje jakieś 60 miejsce i żaden autorytet nie ma więcej, niż 10%. W Polsce sytuacja jest diametralnie inna...
@Autor
Ciekawe byłoby także opublikowanie akt Urzędu do Spraw Wyznań, Wydziału Propagandy KC PZPR i odpowiednich departamentów MSW dotyczycących Pana Mazowieckiego.
Nikogo nie potępiam, każdy musiał jakoś zarabiać na życie... Każdemu grzesznikowi można wybaczyć i każdemu sprawiedliwemu zarezerwować miejsce w Niebie. Problem tylko w tym, że potrzebna jest szczera spowiedź lub opublikowanie materiałów, o których pisałem wyżej. Ponieważ Prymast Stefan Wyszyński przyjmował bardzo serdecznie Pana Mazowieckiego po 1976 roku, być może Pan Mazowiecki wyspowiadał się Prymasowi i przeprosił, za publikowane przez "Więź" napaści na Prymasa, być może, napisane przez cenzora (Ozjasza Szechtera?).
Namawiam więc bardzo osoby zainteresowane życiorysem Pana Mazowieckiego do przeczytania archiwalnych numerów "Więzi" biorąc pod uwagę fakt, że musiały przejść przez sito komunistycznej cenzury.
@Stary Fredro
"Ojciec najgorsze wyrazy
powtarzał po kilka razy"
Sąsiedzi 1939-1941
Nie jestem pewien, czy tą białą plamę historii Polski da się kiedykolwiek odtworzyć.
Sąsiedzi w czasie wojny dokonywali różnych zbrodni, choć najbardziej znana jest sprawa Jedwabnego. Były morderstwa dokonywane przez Polaków na Żydach, przez Żydów na Polakach, przez Polaków na Litwinach i Białorusinach i przez Litwinów i Białorusinów na Polakach. Także Ukraińcy mordowali Polaków a Polacy Ukraińców. Znane są także mordy Polaków na Niemcach i Niemców na Polakach - mówię o sąsiadach a nie o przemocy firmowanej przez aparat hitlerowski czy też komunistyczny po wojnie.
Problem w tym, że mówi się tylko o jednym przypadku zezwierzęcenia sąsiadów przedstawiając ich ofiary jako członków społeczności bez skazy lub fałszywie oskarżanej w współuczestnictwo w "jakichś tam nieprawidłowościach, do jakich doszło na ziemiach polskich w czasie okupacji tych terenów przez Związek Radziecki".
KBW, UB i MO wymordowało o wiele więcej zupełnie niewinnych chłopów opierających się kolektywizacji w Polsce niż sąsiedzi Żydów w Jedwabnem. O tym jednak New York Times nigdy nie napisał. Niemieckie gazety i tygodniki też nie.
Omerta
Najlepszym przykładem polukrowanych wspomnień jest skrajnie kłamliwa wypowiedź Zygmunta Baumana, guru alterglobalizmu i autorytetu "Gazety Wyborczej". Napisał on, że będąc pracownikiem stalinowskiej Informacji Wojskowej, znanej ze stosowania nieludzkich tortur, pisał tam tylko ulotki dla żołnierzy...
Co się więc dziwić Reichowi-Ranickiemu, kiedy odpisuje, że "nie przeczytał pytania i nie odpowie".
Nie każdy kat czy szuja może zamienić się w autorytet. Sukces osiągają tylko ci, co po pierwsze, byli są marksistami a po drugie, ci, którzy na ogół mają właściwe pochodzenie etniczne. Są też wyjątki, jak widać po ogłoszeniu przez "Gazetę Wyborczą" i większość mediów Leszka Kołakowskiego Największym Polakiem XX wieku, chociaż pewno kilka milionów innych Polaków ma bliżej do tego tytułu.
@Deżawi
Polski opis jest tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Matka_Courage_i_jej_dzieci i tam też linki do znacznie bardziej ciekawych i mniej skomunizowanych zachwytów nad Brechtem w innych językach. Najciekawszy jest tekst niemiecki, gdzie Mutter Courage jest podsumowana jako „Hyäne des Schlachtfeldes“ (hiena pola walki). Gdyby Ash i jego polscy przyjaciele nie nadużywali tyle alkoholu, może tak by ją nie nazwali?
Przewrotnie, może dlatego, że Nadredaktor pamiętał postać Matki Courage ze sztuku uwielbianego rpzez swoje środowisko Brechta, nie miał nic przeciwko nazwaniu Anny Walentynowicz mianem "hieny".
@citisus
@Trybuna Ludu
Czyż nie lepiej być szefem, powiedzmy Playboya, zamiast Trybuny Ludu?
@Godziemba
Londyn a Paryż
Porównując (w kontekście Tyrmanda) antykomunizm emigracyjnego Londynu z kręgiem paryskiej "Kultury" nie należy zapominać o tym, że Giedroyć realizował amerykański (CIA?) plan rozmiękczenia komunizmu przez stawianie na komunistycznych "liberałów" i zwalczanie komunistycznych "twardogłowych" (ciemniaków). Taki sam plan realizowało Radio Wolna Europa. Tego wielu ludzi znających komunizm nie mogła pojąć. O genezie takiego planu możnaby długo dyskutować...
Warto także przeczytać jedno z najbardziej plugawych dziełek pewnego przyjaciela Giedroycia i wielu "liberałów" z PZPR i innych kompartii pod tytułem "Niezłomny z Londynu". To "dziełko" było napisane w więzieniu, więc pewno Kiszczak powinien być wymieniony na okładce jako wydawca i inspirator.
@biedronka & marta.luter
Czy oni (te dzieci) lub ich rodzice wyspowiadali się ze swoich grzechów? Chyba w 99.99% nie. Adam Michnik bronił swojego ojca przed zarzutami o terroryzm w II RP, ale nie napisał nic o jego grzechach ani o grzechach swojej matki. Jego rodzice nic nie napisali o tamtych czasach, więc albo bali się, że przyjdzie do nich "Wania z kałachem", albo przyjęli zasadę omerty (milczenia) jak w sycylijskiej czy sowieckiej mafii. Adam M. też, pomimo wielu próśb, nie napisał nic z o swoich wizytach w Moskwie przed Magdalenką. A szkoda, bo po 20 latach wyznania nawet największych grzeszników na spowiedzi zawsze radują, o ile grzesznik obiecuje poprawę.
Pani marta.luter popełni błąd uznając, że po iluś tam latach sprawa stosunków polsko-żydowskich "wyszumi" się. Pamięta pani sprawę tzw. pogromu kieleckiego? Nie różni się ona w schemacie od sprawy Jedwabnego. Tylko Jan Gross (i grupa zarządzająca Agorą i innymi mediami) skończył z Jedwabnym w 2002, pięć lat później odgrzewa się sprawę pogromu kieleckiego, wydając z wielkim hukiem książkę "Fear: Anto-Semitism in Poland After Auschwitz" - śliczny tytuł, nie ma co mówić! Temat ten wałkowany jest przez media na całym świecie bez przerwy a na wielu uniwersytetach są obowiązkowe kursy o polskim antysemityzmie. Oczywiście, nie ma nic o przyczynach tego antysemityzmu, zwłaszcza w czasach, kiedy Żydzi stanowili 90% kadry polskich komunistów w służbie zbrodniczego, ludobójczego reżymu sowieckiego.
Więc o "wyszumieniu" nie ma mowy. Ten problem jeszcze w 10 pokoleniu ofiar Holokaustu będzie chodliwy (i w 10 pokoleniu frakcji, która przegrała dintojrę komunistów w Polsce w roku 1968). Jak już pisałem, politycznie poprawne ofiary są ulubieńcami mediów i sfer uniwersyteckich. Moim zdaniem, nie warto z tym walczyć. Polaków jest wielu, mają rożne zalety i wady oraz lepsze rzeczy do roboty, niż płakać publicznie jak dzieci, wołając: "ta Agnieszka na mnie napluła!!!". Dla mnie Agnieszka zrobiła może jeden, dwa średnio dobre filmy a reszta to straszne gnioty. Podlizywać się jej nie będę. Nie będę pisał publicznych listów, aby Kołakowskiemu, Brusowi, i Baumanowi i setkom innych odebrać ordery, emerytury czy akcje Agory. To nie mój interes zajmować się tymi nędznymi kreaturami, które nie mają odwagi szczerze powiedzieć, jaka była ich rola we wprowadzaniu zbrodniczego sowieckiego reżimu w Polsce. To tchórze niegodni mojego zainteresowania.
"Pożegnanie z Ojczyzną"
Dialog z dziećmi Żydów, którzy budowali komunizm w Polsce jest bardzo trudny, a nawet całkowicie niemożliwy. Kiedy dorastali, ich rodzice na ogół już nie pracowali w aparacie represji. Na przykład dawny minister Resortu Bezpieczeństwa Publicznego (1945 – 1954) Stanisław Radkiewicz (ożeniony z Rutą Teitsch) był dyrektorem PGRów. Żyło mu się dobrze, dzieciom też, ale trochę na uboczu. Może z dawnych czasów dzieci stalinowskich polityków i stalinowskich oprawców coś pamiętały, ale idealizowały role rodziców albo też uzasadniały ich zawody i uczynki koniecznością historyczną. Dzieci stalinowców żydowskiego pochodzenia nie czuły się też na ogół Żydami - były przecież niewierzące i na ogół nigdy nie były w synagodze. W domu nie było kuchni koszernej, bo proste Polki, zatrudnione jako gosposie prosto ze wsi gotowały to, co potrafiły. Podczas epizodu reaktywowanego czerwonego harcerstwa (Krąg Walterowski 1955 - 1961), zorganizowanego przez Jacka Kuronia dzieci stalinowców chodziły po wsiach śpiewając na złość katolickim chłopom żydowskie piosenki. Jak wiem z rozmów z uczestnikami tych prowokacji, chodziło o robienie na złość chamom ze wsi w stylu postępowych warszawskich inteligentów a nie o podkreślenie swoich korzeni.
Dlatego 1968 rok był dla nich takim wstrząsem. Nagle poczuli się Żydami, dla których Polak (nie Żyd) był wrogiem, nawet kiedy pewno tylko drobny procent Polaków powtarzał antysemickie bzdety za komunistycznymi propagandystami. Zresztą antysemityzm Polaków wynikał z antykomunizmu, bo przecież znakomita większość kibicowała „naszym” Żydom w wojnie z „ich” (Sowietów) Arabami niecały rok wcześniej.
Bezkrytyczność wyjeżdżających w 1968 roku widać jak na dłoni w filmie Andrzeja Krakowskiego “Pożegnanie z Ojczyzną” (Farewell to My Country). W pewnym sensie film ten Krakowski poświęcił swojemu ojcu, Józefowi Krakowskiemu. Był to pułkownik UB, który po 1956 roku był dyrektorem Orbisu, skąd zwolniono go za machlojki. Przeniesiono go na teren filmu (był szefem produkcji Zespołu „Kamera”), gdzie nieźle mu się działo, bo wysłał syna i córkę na stypendium do Hollywood (prosta sprawa dla Polaków w czasach Gomułki). Tam Marzec zastał Andrzeja Krakowskiego, który szybciutko przedstawił się jako ofiara polskiego antysemityzmu i uzyskał obywatelstwo USA.
W 2002 roku, przy współpracy z różnymi osobami prywatnymi oraz firmami w Polsce Krakowski nakręcił film „Pożegnanie z Ojczyzną”, pokazywany także w Polsce. Są tam listy do ojca, oraz wywiady z różnymi ludźmi pochodzenia żydowskiego, którzy nagle w 1968 roku zrozumieli, że są Żydami i wyjechali z Polski dobrowolnie lub pod przymusem. Oczywiście, ojciec pokazany jest jako ofiara antysemickich Polaków bez słowa na temat jego kariery. Ojciec ma problemy z wywiezieniem z Polski obrazów i innych kosztowności i nie ma słowa na temat, że te cenne przedmioty Józef Krakowski nabył za pieniądze zarobione w UB czy zdefraudowane w Orbisie.
Nie da się tego filmu opisać – trzeba ten film obejrzeć. Nikt z wypowiadających się tam ludzi nawet mimochodem nie wspomina o swoich rodzicach i walkach frakcyjnych w PZPR. Według rozmówców Krakowskiego, za Marzec odpowiadali Polacy, zwłaszcza katolicy – tradycyjni antysemici a nie polscy komuniści.
Krakowski nie robi nic innego, niż to, co Michał Cichy opisał w wywiadzie z Michalski w „Dzienniku” w lutym 2009. Przemilcza się zbrodnie ludzi, którzy w każdym normalnym kraju odpowiadaliby za swoje czyny przed sądem a ich mieszkania, obrazy i inne kosztowności zostałyby skonfiskowane. Niestety, jak wiemy solidarność grupy o podobnej historii i podobnych korzeniach etnicznych powoduje, że czołowi propagandyści w Polsce po 1989 roku zadbali o przedstawienie prawie każdego stalinowca jak ofiary prześladowań, zwłaszcza, jeśli był z kręgu znajomych rodziców owych propagandzistów czy polityków. Do tego grona dokooptowano wielu stalinowców nie koniecznie żydowskiego pochodzenia. Już nikogo nie dziwi order Orła Białego dla Leszka Kołakowskiego czy też promowanie Zygmunta Baumana jako guru alterglobalizmu.
Agnieszka Holland tak jak większość Żydów, którzy nie wyjechali po 1968 roku, doczekała się po 1989 roku rewanżu. Zrobili awans i niektórzy z nich zostali milionerami na skutek pozycji, które im Michnik, Łuczywo i inni pozałatwiali w Magdalence. Do Polski wróciło też bardzo wielu dzieci żydowskich komunistów wygonionych z Polski w 1968 roku, np pani Rapaczynski. Powodzi im się znakomicie. W dużej mierze kierują mediami w Polsce i wydawałoby się, że powinni być wdzięczni, że mogli osiągnąć takie pozycje w społeczeństwie kraju, w którym ponoć żaden Żyd nie może czuć się bezpiecznie. Tak jednak nie jest, bo na świecie ofiary prześladowań prawdziwych lub rzekomych są mile widziane. Szkoda, że tak się stało, bo nadal monopol na informowanie zagranicznych mediów o Polsce mają ci, którzy z definicji muszą podkreślać, jacy Polacy są okropni – zacofani katolicy i antysemici.
Cóż można na to począć? Po pierwsze, nie pisać listów do Agnieszki Holland aby się opamiętała. Przecież jak by się „opamiętała”, to wypadnie z towarzystwa, dzięki któremu powodzi jej się świetnie i w Polsce i za granicą.
@Darski1 & L.L.Leming
Wiedzą też Panowie, że Michnik "olewa" Ziemkiewiczao po i innych, usiłujących gryźć go po kostkach. Przecież on i jego ferajna z przedszkola i Czerwonego Harcerstwa to najbogatsi ludzie w Polsce, którzy do wyboru Lecha Kaczyńskiego bez pukania wchodzili do gabinetu dwóch kolejnych Prezydentów RP i gabinetu wszystkich premierów.
Przypomnijcie sobie także, że w teorii rządowa TVP i PR nawet pod rządami AWS i PiS waliła w te rządy "mówiąc Michnikiem". Psioczycie, psioczycie (Darski1), a Michnik i tak puści w najbliższy weekend antypolskie wypowiedzi swojego kolegi Janka oraz przyjaciół swoich rodziców, pewnego ZB i LK.
@niemiec.niemiec
@Palikot
@Ruth Wedgwood