sasza

komentarze użytkownika

  • 08.06.2009 22:03

    >WS

    Dziękuję za wpis, sporo ciekawych obserwacji, przy okazji potwierdzających moje wrażenia z pobytu w Izraelu - zarówno na Zachodnim Brzegu jak i na terenach Izraela. Szok kulturowy i ekonomiczny, towarzyszący przejazdowi z Hebronu (wjazd przez Kiryat Arba, wraz z kontrolą paszportów i zawartości samochodu, itd.) czy innych miejsc na ZB do wschodniej Jerozolimy jest niewiarygodny.

    Na ten temat doskonałą książkę opublikował Uri Huppert (Izrael w cieniu fundamentalizmów, Wydawnictwo Sprawy Polityczne, 2007). Głęboka analiza związków państwa Izraela z ortodoksją, geneza historyczna tychże związków, stosunek do innych kategorii obywateli itd. Napisane przy tym wspaniałym płynnym językiem (duża tu zasługa tłumaczenia p. Stefana Bratkowskiego) - doskonała lektura.

    Pozdrawiam,

    RS.
    WOJCIECH SADURSKI: Jak mnie Eli Barbur z Izraela deportował
  • 27.03.2007 14:40

    tak...

    Zaraz zapewne okaże się, że głównym "wyciszaczem" afery Rywina była Gazeta Wyborcza... RS.
    JOANNA LICHOCKA: Wyciszacze w defensywie
  • 24.01.2007 14:46

    Witamy serdecznie

    Witam, bardzo cenię Pańskie teksty w obu ww. tytułach, więc miło będzie poczytać je również tutaj. Co do zniechęcenia tą formą wypowiedzi - myślę, że skutecznie może Pana zniechęcić lektura komentarzy pod wpisami... Już zaczyna Pan dostawać próbkę tego w komentarzach na wpis wstępny, choć jeszcze nie wypowiedział Pan żadnej, poza kurtuazyjną, treścią. Polecam lekturę komentarzy pod wpisami red. Wrońskiego - zrozumie Pan co mam na myśli - a Pan, wspominając, że publikował w Wyborczej, zostanie zaliczony do tego samego frontu (odpowiedź: "Nie należę do żadnego frontu, piszę co osobiście uważam" nie jest poprawna. Skoro publikuje Pan w wyborczej (czy raczej jak będzie to pisane "Wybiórczej", "Gadzinówce" itd.) to jest Pan z góry zły. I już :) Oczywiście mam nadzieję, że nie zniechęci to Pana do pisania - choć zrozumiałbym to, bo mnie to momentami niemalże zniechęca do czytania... :) Pozdrawiam, RS.
    WOJCIECH SADURSKI: Powitanie
  • 27.04.2007 14:55

    ^^

    Dzięki za spis przeszkód na torze, pouczające. A mi się to bardzo dobrze wpisuje w politykę władz (oczywiście stan rzeczy nie jest winą władz obecnych) - to tak jak z becikowym. Damy wam 1000 zeta na urodziny, ale potem: nie będziesz miała przedszkola, ciężko ci będzie wrócić do pracy, a w szpitalu potraktują cię jak petenta i z łaski przyjmą poród... Czyli generalnie wymyśla się cudne programy, szermuje hasełkami, a zapomina o szarej rzeczywistości, której zmiana jest tak naprawdę potrzebna... Pozdr, /sasza
    STARY WIARUS: PORADNIK WYBORCY POLONIJNEGO
  • 26.03.2007 14:48

    cd.

    I absolutnie nie zgadzam się, że jest to kwestia "tchórzostwa". Co więcej, nie przyszło by mi z tego NIC wymiernego. A co do podania fałszywych danych, to właśnie o to chodzi - osobie, która występuje po czerwonej stronie, stronie "zawodowej" chcę móc UFAĆ, że podaje dane prawdziwe. Domyślam się, że pp. Janke Katarynie ufają, skoro zapraszają ją na tę stronę. RS.
    BOGNA JANKE: Pierwszy awans w Salonie - Kataryna zmienia barwy
  • 26.03.2007 14:46

    @Michał Piątek

    Dziennikarz ma prawo do pisania pod pseudonimem, ale przynajmniej w salonie WSZYSCY publicyści występują z imienia i nazwiska. Nie chodzi tu o rozróżnienie blogosfera/ redakcja, można sobie wyobrazić "czerwoną" stronę Salonu jako taki klub, gdzie wszyscy występują z imienia i nazwiska. Oczywiście decyzja należy do gospodarzy Salonu, którzy mogą po prostu a priori orzec: o nie, każdy może wystepować jak chce, a to, że wszyscy są pod nazwiskiem, to przypadek - niemniej dla mnie - i chyba nie tylko, choć jesteśmy sądząc po komentarzach w mniejszości, byłby to miły zwyczaj. Pozdr, Radosław Soszka :)
    BOGNA JANKE: Pierwszy awans w Salonie - Kataryna zmienia barwy
  • 26.03.2007 14:19

    Awans awansem, ale czemu anonimowy?

    Hmm... akurat blog Kataryny należy do tych, których czytanie przychodzi mi z trudem, ale nie o tym - tak czy inaczej doceniam zaangażowanie, merytoryczne podejście i techniczną sprawność autorki. W ogóle trzeba przyznać, że zgodnie z postępującym trendem decentralizacji mediów i centrów tworzenia opinii niektóre blogi "niebieskie" od "czerwonych" mało różnią się pod względem jakości zawartości. Tym bardziej istotna staje się różnica dotycząca anonimowości właśnie. Blogi czerwone, oprócz bycia blogami osób pracujących w mediach miały jedną dodatkową cechę: wszystko były to blogi osób piszących pod imieniem i nazwiskiem, zatem łatwo identyfikowalnych. Uważam, że skoro uważacie Państwo (właściciele Salonu), iż kataryna, ze względu na merytoryczną wartość jej publikacji ma prawo do takiego awansu, powinna ona również występować jawnie. W innym przypadku tworzy się nierównowaga - z jednej strony dużo, często dość brutalnie, opluwanych autorów występujących pod nazwiskiem, z drugiej - anonimowa kataryna. Pozdr, :sasza:
    BOGNA JANKE: Pierwszy awans w Salonie - Kataryna zmienia barwy
  • 16.12.2006 19:00

    Beauty is in the eye of the beholder

    "Piękno jest w oku patrzącego" - tak mówi angielskie przysłowie... A zrozumienie - powinno być w oku czytającego. Problemem nie jest zlikwidowanie audycji esperanckiej - zgadzam się z tą częścią argumentacji, że była to audycja dla gromadki hobbystów - zresztą, jeżeli prawdą jest, że 92% słuchaczy odbierało ją przez internet, to spokojnie można przenieść ją do tego medium. Problemem jest to, że osoba publiczna używa argumentów typu "to nie był polak, tylko obywatel polski pochodzenia żydowskiego". Znaczy, obywatel polski pochodzenia żydowskiego nie jest Polakiem. Spory kawałek naszej historii, kultury i nauki trzeba odciąć... To również można było zrozumieć z artykułu Wyborczej - i tak też zrozumiałem to ja i wielu innych. Ale na blogu pana Rybińskiego - liczy się tylko, żeby GW przywalić. Beauty is in the eye of the beholder....
    MACIEJ RYBIŃSKI: Wstrząs esperancki
  • 16.08.2007 02:54

    ^

    To i ja swoje podobne wspomnienie załączę.... Wiedziony refleksją, że jednak mimo wszystko to nie jest defilada Kaczyńskiego i Szczygły, tylko defilada POLSKi, choćby ją prowadzili Kaczyński i Szczygło, i ja wybrałem się na defiladę... Już po zakończeniu, a stałem naprzeciwko wejścia URM - więc biorąc pod uwagę, że chciałem się dostać do Silver Screen Pułwska, nijak było mi nie w smak podążać do Rozdroża, postanowiłem przebić się do Klonowej. Natknąłem się jednak na barierkę, oddzielającą VIP-ów od reszty. I tak stałem, czekając aż ją otworzą, bo i tak wydawało mi się to lepsze od powrotu do rozdroża i dalej Szuchem. Babcia jakaś nadgorliwa zapytała policjanta, kiedyż to otworzą, na co on odparł, bez krępacji żadnej: "Nie mam pojęcia, ja tu tylko stoję, jak powiedzą, otworzę". W tym samym czasie, przepchnąwszy się, typ jakiś, w stylu "Cwaniaczek Polski" wziął i barierkę ową otworzył. Nagabnięty przez policjanta odrzekł "Jak to, już przecież można". Na co policjant, zamiast zapytać w ogólnym bałaganie centralę, zapytał "Jak to? Kto to Panu powiedział" A typ, niezrażony, wskazał na tłumek przebiegający Aleje w przeciwnym kierunku (bo z drugiej strony już otworzyli): nie widzi Pan? już wolno? I policjant zmył się jak pyszny... I tak to cwaniak jeden olał wszelkie zabezpieczenia i Aleje otworzył. Dobrze, że bomby nie miał :))) Pozdr, /sasza
    ŁUKASZ WARZECHA: Polska anarchia, czyli czemu nie mam zdjęć z defilady
  • 12.04.2007 03:24

    Pierwszy?

    Oj, zaraz się Panu dostanie :) A z tekstem zgadzam się w 100%. Zarówno w części związanej z diagnozą recepcji raportu jak i związanej z oceną stanu, nazwijmy to, dyskursu politycznego. Swoją drogą dostaje się Panu ostatnio nieźle - chyba dlatego, że "zdrada" swoich boli szczególnie. Ponieważ teraz następuje polaryzacja sceny i podział na dwa odcienie ("bez światłocienia"), to albo jest Pan ZA, albo PRZECIW. Albo chce Pan zniszczenia układu, albo jest Pan jego częścią. Z początku wydawało się, że jest Pan za IV RP w 100%... a teraz? ma Pan wątpliwości, więc ani chybi jest Pan "woda na młyn odwetowców z Bonn" (err, z WSI) :) Pozdrawiam nocną porą, RS.
    ŁUKASZ WARZECHA: Kto nie z Antkiem, ten zdrajca
  • 23.02.2007 13:04

    Stępień był członkiem rządu.

    Za Wikipedią (http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Stępień): Jerzy Adam Stępień (ur. 7 września 1946 w Staszowie), prawnik, polityk, sędzia oraz Prezes Trybunału Konstytucyjnego. W 1969 ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1969-1971 odbył aplikację sądową. Od 1971 do 1973 był asesorem, od 1973 sędzią Sądu Powiatowego w Kielcach, a od 1975 Sądu Rejonowego. W latach 1979-1989 był radcą prawnym. W latach 1989-1993 senator I i II kadencji z województwa kieleckiego z listy Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" i Porozumienia Obywatelskiego Centrum. Przewodniczący Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej Senatu. Członek Komisji Konstytucyjnej Senatu (1989-1993) oraz Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego (1991-1993). Pełnił funkcję Generalnego Komisarza Wyborczego w latach 1990-1993. W latach 1997-1999 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. W czerwcu 1999 został wybrany przez Sejm sędzią Trybunału Konstytucyjnego. 28 czerwca 2006 został wraz z sędzią Markiem Mazurkiewiczem wybrany przez Trybunał Konstytucyjny kandydatem na stanowisko prezesa Trybunału. 12 lipca 2006 jego kandydatura została przedstawiona prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. 4 listopada 2006 został powołany przez Prezydenta RP na stanowisko Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Funkcję tę pełni od 6 listopada 2006 i najprawdopodobniej będzie ją sprawować aż do końca kadencji sędziego trybunału, która upływa 25 czerwca 2008. Jest pierwszym prezesem TK bez tytułu naukowego; dotychczasowi prezesi i wiceprezesi byli profesorami. Oczywiście nie zmienia to moim zdaniem meritum sprawy, niemniej osoby wypowiadające się o jego udziale w rządzie mają rację. Pozdrawiam, RS.
    PAWEŁ WROŃSKI: Minister Ziobro a prezes Stępień
  • 19.12.2006 14:50

    hmmm

    Rzadko zabieram głos na tym forum. Dokładnie rzecz biorąc zabrałem raz, komentując niezbyt moim zdaniem rozsądny wpis pana Rybińskiego (za czepianie się GW bez wniknięcia w merytoryczną treść artykułu) i zostałem z miejsca zaliczony do "tzw. konsekwentnych miłośników GW" i poproszony o wyjaśnienia w jakiejś tam sprawie... Teraz zabiorę po raz drugi... z przykrością. Pan Wroński dość rzadko pisuje na swoim blogu, ale zawsze z przyjemnością czytam jego wpisy. Tym razem, zupełnie nie mogę go zrozumieć - i mam wrażenie, że jest napisany na podobnym poziomie analizy, co tekst, do którego komentarzem zainicjowałem swoją obecność na tych forach. Co ma poparcie, bądź nie, kary śmierci w Polsce do kary śmierci zasądzanej w Libii? Czy z faktu, że karę śmierci stosują namiętnie Chińczycy, wynika, że nie można chcieć wprowadzić jej w Polsce? Czy z faktu, że chce się wprowadzenia kary śmierci w Polsce, wynika fakt, że należy pochwalać ją w Chinach? Libii? Tym przykrzej czyta mi się ww. tekst, że sam należę do zdecydowanych przeciwników kary śmierci, a tekst jest wręcz modelowym przykładem publicystyki, którą jej zwolennik może wykorzystać jako argumentację przeciwko przeciwnikowi, i to na zasadzie [i]reductio ab absurdum[/i]. Panie Redaktorze - z przykrością stwierdzam, że nie rozumiem zupełnie, o co właściwie chodzi w tekście. Czy można liczyć na jakieś wyjaśnienia? :) Pozdrawiam, RS.
    PAWEŁ WROŃSKI: Brawo libijski sąd!
  • 01.10.2008 17:31

    a tu jest ciąg dalszy

    A pod tym adresem jest ciąg dalszy: http://www.nasa.gov/news/budget/index.html Dane za 1997-2009 :) Google na "nasa yearly budget". I oczywiście koniecznie angielska wersja google a nie polska. Jak się dobrze popatrzy, to w każdym z tych linków jest podana łączna roczna kwota, nie trzeba jej dodawać z podpozycji. Pozdr, /sasza
    KRZYSZTOF LESKI: NASA - SOS!
  • 19.09.2007 17:35

    ^^^

    Bo ta Wyborcza tak już ma, że nigdy nie pisze o niczym istotnym, zwłaszcza niepasującym do mentalnej układanki niektórych osób... I tak ostatnio przeczytałem na salonie, że cud się stał, bo Wyborcza napisała o Katyniu... i to wielka zmiana, którą zawdzięczamy Kaczyńskim. Pamiętając wszystkie ciekawe, wielostronne teksty, które o Katyniu w GW przeczytałem postanowiłem się upewnić, że mnie pamięc nie myli, i czytałem je w tej właśnie polskojęzycznej GW a nie w rzetelnej prasie... I co? tekstów jest rzecz jasna całe morze... ale nie pasują do układanki. To tak jak z niedawnym, beznadziejnym skądinąd artykule "Patriotyzm jest jak nacjonalizm" - zresztą przecież nie autora GW, tylko osoby z zewnątrz. Ten artykuł zauważony został, bo pasuje do wyimaginowanej wizji "linii" GW i tejże bezpośrednio przypisany, a cała polemika, która się po nim rozpętała - już pominięta... Ot, standard. :) Dlatego też Wyborcza nie dostrzega błędów innych partii niż PIS, nie piętnuje błędnych zachowań koalicji PO-LiD itd... Podobnie jak bezkrytycznie popierała wszystkie lewicowe rządy, etc etc. Pozdr, sasza
    KRZYSZTOF LESKI: Ogon do góry kotem
  • 29.04.2007 02:39

    ^^

    Miałem nie pisać, ale w końcu kilka drobnych uwag w paru komentarzach mnie do tego zachęciło. Generalnie znakomita większość sondaży wyborczych prowadzonych przez duże firmy jest robiona na dobrych próbach. Po pierwsze, prawie nigdy nie są to próby telefoniczne - telefonizacja Polski jest zdecydowanie za mała, a na dodatek rozkład telefonów po klasie miejscowości i geografii jest mocno skrzywiony. Jeżeli jest to sondaż telefoniczny, to przynajmniej GW zawsze dokładnie to zaznacza. Po drugie, są to prawie zawsze badania na próbach reprezentatywnych, więc również czyjeś (przepraszam, nie pamiętam czyje) biadolenia nad nieobejmowaniem wsi są chybione. Próba ogólnopolska, reprezentatywna może być konstruowana na kilka sposobów, ale każdy z nich gwarantuje w sporym stopniu rzetelność doboru. Może to być dobór losowy z basy PESEL (najdroższy, najwolniejszy w realizacji, najlepszy, bo zapewniający pełną randomizację). Może to być dobór metodą punktów startowych - losuje się pewną ilość punktów startowych (np. 200-250 komisji wyborczych, te są dość dobrym typem punktów startowych z racji rozmieszczenia terytorialnego) i z nich metodą random route - daruję wam szczegóły przeprowadza się wywiady. Można również losować gminy i losować parametry respondentów w poszczególnych gminach, itd itd. Każda z firm preferuje swój sposób doboru próby, również moja firma ma swój ulubiony, co nie znaczy, że metody stosowane przez konkurencję nie są równie dobre. Oczywiście, możecie powiedzieć teraz: skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Niestety, owo magiczne 3% to błąd tylko i wyłącznie matematycznego modelu szacowania. Oznacza to ni mniej ni więcej, że gdybyśmy idealnie (bez odmów itd) pobrali 1000 osób i spisali np. kolor włosów - bo tu nie ma możliwości pomyłki, to udział blondynów w naszej próbie odzwierciedlałby udział ich w populacji w przedziale +/- 3%. Ale gdyby np. bruneci częściej odmawiali, to błąd może wynieść bóg wie ile. Albo gdyby respondent mógł oszukać nas co do koloru... Oczywiście, doświadczeni badacze specjalizujący się w badaniach społecznych mogą zgadywać, jakie mechanizmy zachodzą - np. że są pewne partie, na które jest "wstyd" głosować i ich wynik będzie zaniżony... ale jest to już czysta zgaduj-zgadula i sztuka interpretacji.. cyfry pozostają cyframi, a przecież gazety publikują cyfry. Problem polega w dużej mierze na tym, że często zapominamy, że to TYLKO badania, a nie odzwierciedlenie rzeczywistość w 100%. W grze w monopol jest taki przepis, że jeśli wyrzuci się trzy razy dublet, idzie się do więzienia... I zapewne nie raz, nie dwa zdarzyło się wam z tego powodu do więzienia iść... A przecież szansa takiego zdarzenia to zaledwie niecałe 0,5%... Czy to znaczy, że kości są nieuczciwe? Nie, znaczy, że tak akurat wyszło. Podobnie jest z badaniami. Jeszcze kilka słów o uczciwości. Firmy badawcze, choć przeciętny człowiek spotyka się z nimi tak naprawdę głównie przy właśnie sondażach wyborczych, zajmują się wieloma innymi typami badań. Co więcej, badania wyborcze stanowią jedynie naprawdę niewielki ułamek przychodów tych firm - a co jeszcze więcej, znakomita część przychodów pochodzi od firm prywatnych, nie mających żadnego związku z państwem. Czy myślicie, że porządna firma, o obrotach kilkudziesięciu milionów złotych (taki jest mniej więcej rząd obrotów pierwszej dziesiątki firm) będzie ryzykowac reputację dla zaspokojenia czyjegoś politycznego fiu-bździu? Wszystko powyższe nie znaczy, że błędy się nie zdarzają. Że są, dowodzi tego chociażby wpadka CBOS-u? (chyba, przepraszam jeśli się mylę) sprzed jakiegoś czasu, na temat najbardziej skorumpowanych partii w parlamencie - ot, komuś przesunęło się parę cyferek, i wyniki wyszły nie takie jak potrzeba ;) Ale na błędy te wpływa bardzo wiele rzeczy, z których duża część pozostaje poza kontrolą zarówno firmy jak i ankieterów prowadzących badanie... I jeśli sympatycy jednej z partii mają np. postawę ogólnie niechętną wobec świata i innych ludzi (a takie zależności istnieją, pisałem na ten temat pracę magisterską :))) - to ta właśnie partia BĘDZIE niedoreprezentowana choćby nie wiem co.. Pozdr, sasza PS. Jeszcze kilka słów o PGB - firma ta stosuje całkowicie odmienną metodę doboru próby, zresztą niezgodną z jakimikolwiek regułami sztuki (przynajmniej pozostając w paradygmacie pełnej randomizacji doboru próby)... Co do efektów... Polecam link: http://www.pgb.org.pl/DOKUMENTY/SMITH_dokladnosc_sondazy_2005.pdf Jest to materiał znajdujący się na ich stronie... nie będę go omawiał sam, już i tak się nadto rozpisałem, ale wbrew pozorom rożnice pomiędzy PGB i innymi firmami nie są aż tak duże.
    KRZYSZTOF LESKI: Do szkoły, koledzy!
  • 03.04.2007 16:26

    ^^

    Formalnie to nie powiada wprost, tylko sugeruje. Co nie zmienia faktu, że draństwo wyjątkowe i uczucia Pańskie musiały wtedy być wyjątkowo nie do pozazdroszczenia. Pozdr, RS. PS. Ale prawnik by ich wybronił :) Przyznam, że często czytając gazety mam wrażenie, że są pisane tak "po bandzie" - zrobić jak największego newsa, ale w granicach, w których da się to obronić na sali sądowej... nieetycznie, ale legalnie.
    KRZYSZTOF LESKI: "Dziennik" jednak nie zagrał fair
  • 02.04.2007 23:51

    ^^^

    A swoją drogą, jeśli można zapytać i nie jest to zbyt intymne, to ciekaw jestem czy kwestia, o której Pan napisał rusza Pana od dawna, narastała, czy dostrzegł Pan ją teraz pod wpływem sprawy pana Damięckiego? RS.
    KRZYSZTOF LESKI: Lustracja: uwolnij wyobraźnię
  • 02.04.2007 23:47

    ^^

    Panie Krzysztofie, przytoczył właśnie Pan jeden z głównych argumentów wielu osób opowiadających się przeciwko lustracji robionej "na rympał". Mam wrażenie, że dla wielu osób sprzeciw, czy też niechęć wobec lustracji nie jest sprzeciwem "bo tak", a raczej dokonanym w ramach własnych przemyśleń wyważeniem wszystkich za i przeciw z ostatecznym wynikiem negatywnym... - "Może i umyję samochód z błota, ale mocno przy tym porysuję karoserię :) A poza tym błoto i tak nie zejdzie tylko się rozmaże na całej masce." Wielu uczestników życia publicznego nieustannie próbuje przekonać (vide ostatnie wystąpienia Bulterriera JK), że przeciwko lustracji są tylko agenci... Oczywiście, równie wiele osób zdaje sobie sprawę, że jest to brednia - weźmy mnie... Przeciwko lustracji, a agentem za cholerę być nie może - na kogo miałem donosić? Na kolegę, który był lepszy niż ja w olimpiadzie chemicznej dla klas szóstych podstawówki? A niewątpliwie lustracja budzi we mnie istotny sprzeciw - nie IDEA lustracji - a możliwość sensownej egzekucji tejże. Tymczasem każdy dzień, każda kolejna ujawniona teczka, choć budzi we mnie często wielki smutek (np. Dzieduszycki, Czajkowski) ukazuje zarazem tak wiele odcieni, że tym bardziej przestaję wierzyć w możliwość przeprowadzenia tego w sposób niekrzywdzący niewinnych postronnych. Pomijam już fakt, że często są problemy z rozstrzygnięciem samego faktu współpracy osoby posądzonej - vide casus Gilowska - a wiara naszego gospodarza, wyznana w ostatnim jego poście, że całkowite otwarcie wszystkiego pozwoli na łatwe sprawdzenie kto zacz, wydaje mi się czystą naiwnością, a i nie do końca chce mi się wierzyć w to, że Jedyną Sfałszowana Teczkę posiada Wiadomo-Kto (zabrzmiało z Rowlingowsko-Potterowska, w końcu ostatni tom nadchodzi wielkimi krokami :)... Sprawa lustracji i dziedzictwa służb jest wyjątkowo trudna i delikatna, straszna szkoda, że toczyć się musi w rytm ciągłych wypowiedzi w stylu "Przeciwko lustracji protestują tylko agenci" lub "Wyrok wyrokiem, drugi wyrok drugim wyrokiem a Wałęsa to Bolek".. Ale, zobaczymy jak nowa władza wybrnie z umieszczenia urzędującego wicepremiera na liście OZI opublikowywanej już wkrótce :) Pozdrawiam, RS.
    KRZYSZTOF LESKI: Lustracja: uwolnij wyobraźnię
  • 30.03.2007 23:12

    ^^

    Panie Krzysztofie, źle mnie Pan zrozumiał - czyli zapewne wyraziłem się niejasno. Ma Pan pełne prawo wyrazić żal, że coś poszło dziko... I mieć z tego powodu żal do pewnych osób/ instytucji. Chodziło mi o to, że bardzo wiele osób, generalnie opowiadających się za lustracją, dopiero w momencie, kiedy dotyka ona kogoś bliskiego, zaczyna widzieć, że lustracja może (a jak dowodzi praktyka ostatnich wielu lat zazwyczaj idzie) nie tak, jak można by chcieć. Myślę, że u podstaw wielu (na pewno mojej) postaw niechętnych lustracji legła właśnie ta niewiara w możliwość rzetelnego i porządnego zbadania kwestii... Czy da się to zrobić teraz? A czy dało się to zrobić wcześniej, kilkanaście lat temu? Nie wiem... Będziemy się z tym pytaniem zderzać dopóki nie umrą ostatni pamiętający PRL, a pewnie i dłużej... RS.
    KRZYSZTOF LESKI: Maciek Damięcki - czy "Dziennik" zagrał fair?
  • 30.03.2007 00:32

    ^^

    Panie Krzysztofie, Pana post doskonale pokazuje mechanizm tworzenia postaw wobec lustracji. Wiele osób jest, tak jak Pan, ZA lustracją, uważa, że przynosi ona więcej pożytku itd... Do momentu, kiedy zarzut powstaje wobec osoby, której się akurat ufa. Wtedy pojawia się postawa: Lustracja tak, wypaczenia nie. Przy czym przez wypaczenia każdy rozumie lustrację tej osoby, której akurat ufa... Tak było z każdą lustracją znanej osoby - każdy zlustrowany ma kogoś, kto mu ufa, i kogoś, kto nie... Nawet, kiedy pojawiają się kolejne dokumenty, aż do powstania 100% pewności lub przyznania się osoby, nadal mu się ufa... Dla mnie jest to jeden z głównych problemów z lustracją jako taką i poważny argument przeciwko niej w szerokiej/ powszechnej formie. Mówi się, że będzie bolało, ale prawda nas oczyści - ale czy rzeczywiście jesteśmy w stanie kiedykolwiek poznać prawdę? Btw... jeżeli okazałoby się przypadkiem, że pan Maciej Damięcki współpracował poważniej z SB, a byłby Pan nadal dziennikarzem Wyborczej, blogooblatywacze wszelkiej maści (pun intended) nabijaliby się z Pana do końca internetu.... - vide przypadek Maleszki. Znowu, jak przy każdym kolejnym doniesieniu tego typu przypomniało mi się Życie na podsłuchu - film niedoskonały, to prawda, ale jakże ważny... I gorzki finał, jaki dopisało do niego życie (na aktor grającego podsłuchującego oficera donosiła jego własna żona). Pozdr, RS.
    KRZYSZTOF LESKI: Maciek Damięcki - czy "Dziennik" zagrał fair?

12 następna



zamknij

logowanie


Użyj konta Facebook do komentowania w Salon24.pl:

Zaloguj się z kontem facebook


zamknij