"Jest sporo roznica miedzy anonimowa Kataryna a wezmy na to Janem Osieckim z Newsweeka."
Jest i to wielka, co wynika z mialkosci intelektualnej Panskich wpisow. Jak to sie stalo, ze taka mizeria zostala dziennikarzem, pojecia nie mam. Winszuje.
Po pierwsze, dyskusja na temat kary smierci jest (jak podkresla prof. Legutko) w gruncie rzeczy zamknieta i de facto mamy do czynienia z obracaniem sie wokol tych samych argumentow.
Po drugie, wydaje sie (nie tylko mnie), ze rozstrzynieta zostala ona na korzysc zwolennikow kary glownej, a decyzja o jej porzuceniu jest decyzja polityczna, nie wynikajaca z przeslanek etycznych czy innych.
Po trzecie, tak jak nie da sie jednoznacznie rozstrzygnac tego, czy ma ona dzialanie odstraszajace (choc byly takie prace wskazujace, ze jednak odstrasza), tak nie da sie udowodnic, ze takowego nie ma. Wowczas dobrym argumentem jest mysl wysunieta przez van den Haaga, ktory to argument jest Panu Profesorowi zapewne znany.
Po czwarte, polecam prace "Kara smierci. Powracajacy dylemat" autorstwa Piotra Bartuli, ktory stanowi rzecz bardzo wartosciowa obejmujaca m.in. wszystkie argumenty przeciw, jakie wysunal Pan przeciw karze glownej.
Po piate, nie wiem skad to wyczuwalne oburzenie na slowa przytaczanego przez Pana autora, byc moze z utylitarystycznego podejscia do zagadnienia kary smierci, stawiajace jako punkt centralny dylemat "odstrasza-nie odstrasza". To naprawde jest kwestia drugorzedna. Tak myslal Kant, tak mysli Wolniewicz, tak mysli Legutko czy wspomniany van den Haag.
Jako sympatyk japonskiego anime, chcialbym dorzucic swoje 3 grosze w temacie sf, polecajac kilka znamienitych tytulow tego gatunku.
1. "Ergo Proxy" - moja ulubiona (23-odcinkowa) seria i chyba najwybitniejsze dokonanie jesli idzie o anime. Swietna kreska, mroczny i momentami surrealistyczny klimat, wspaniala muzyka - to tylko niektore cechy "Ergo Proxy". Momentami nieco nazbyt przesycone filozoficznymi rozwazaniami i odniesieniami do innych tekstow kultury, jednak ma swoj gleboki sens i przeslanie. Polecam goraco wszystkim, zwlaszcza osobom potrafiacym docenic przelamania konwencji i swieze spojrzenie na sf w wydaniu cyberpunkowym.
2. "Texhnolyze" - nr 2 na mojej liscie, akcja rozgrywa sie w nieokreslonej przyszlosci, w miescie Lux polozonym pod powierzchnia Ziemi. W zasadzie glownym "bohaterem" jest wlasnie owo miasto. Akcja toczy sie na pozor leniwie, lecz klimat serii sprawia, ze ma sie ochote siegac po kolejny odcinek. Swietne anime, ktore daje do myslenia.
3. "Serial Experiments Lain" - seria opowiadajaca o uczennicy, ktora zaglebia sie w wirtualny swiat "Wired" (bedacy odpowiednikiem naszego internetu). Akcja snuje sie bardzo leniwie, a kolejne epizody sprawiaja wrazenie dosc luzno powiazanych ze soba, jednak to tylko pozory. Seria dosc ciezka w odbiorze, wymagajaca skupienia i powracania do poprzednich odcinkow.
Naprawde warto siegnac po te serie i zaczac przygode z anime z tak zwanego "wysokiego C".
Myslalem ze to, czy ktos smieci lub nie zalezy od dobrego wychowania i kultury osobistej, ale dowiedzialem sie (szkoda ze tak pozno), ze zalezy to przede wszystkim od muzyki ktorej sie slucha.
Mam rozumiec, ze rastamani nie smieca? Litosci...
Sledze wpisy autora od jakiegos czasu i musze przyznac, ze zabawnie czyta sie krytyke rocka z pozycji muzyki reggae. Tak drodzy panstwo, nie z pozycji melomana sluchajacego muzyki powaznej, nie milosnika jazzu, ale wlasnie reggae, za ktora stoja prady myslowe i idee atrakcyjne chyba jedynie dla nierozgarnietych i "zbuntowanych" licealistow z dobrych domow.
Dodam, ze Woodstock to zupelnie nie moja bajka, zarowno pod wzgledem muzyki (slucham rocka progresywnego), jak i klimatu, ktory towarzyszy tej imprezie (Akademia Sztuk Przepieknych i jakze szacowni goscie zaproszeni w charakterze prelegentow, z jednym moze wyjatkiem).
Jakis mocarz intelektu Witold Radziwinowicz, notabene z GW, bredzil przed chwila o bledach Sakaszwiliego, ktory po prostu mial zgodzic sie na odlaczenie Osetii i rozwiazac problem na wzror "aksamitnej rewolucji"(!) Pozniej dodal, ze bledem dyplomacji europejskiej bylo to, ze nikt nie pokazal mu analogii do wojny w b. Jugoslawii i nie przekonal, ze utrata Kosowa nie byla znowuz taka wielka tragedia, ze przeciez Serbia istnieje, chce do Unii...
Jaka stacja, tacy eksperci, jaka gazeta, tacy dziennikarze.
Dno
Jest i to wielka, co wynika z mialkosci intelektualnej Panskich wpisow. Jak to sie stalo, ze taka mizeria zostala dziennikarzem, pojecia nie mam. Winszuje.
matrioszka, cien azraela
@ autor
anime
lol
a w TVN24