Jeśli chodzi o poprawki do ustaw o stanach nadzwyczajnych, to polecam moje notki:
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=764
i wcześniejszą:
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=644
Proponuję zwrócić uwagę też na to, że MSWiA, ABW i MON zlecają projekty na opracowanie narzędzi informatycznych mających na celu szpiegowanie komputerów oraz blokowanie dostępu do treści publikowanych w sieciach teleinformatycznych:
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=772
Rozumiem, że pisze Pan o I Rzeczypospolitej.
Upadła tak samo jak II Rzeczpospolita - scentralizowana i o wiele bardziej przymusowa.
Dlaczego w przypadku II Rzeczypospolitej wskazuje się na siłę wrogów, zdradę sojuszników czy w ostateczności błędy polityki zagranicznej, a w przypadku I Rzeczypospolitej modne jest upatrywanie przyczyn jej upadku w anarchii i słabości państwa?
Popieram pomysł "indywidualnych umów z rządem". Tylko możliwość rezygnacji z usług rządu (realnej, przy nieblokowaniu przez nie usługodawców alternatywnych) może doprowadzić do sytuacji, by rząd był dla obywateli, a nie odwrotnie - no i oczywiście jeśli ktoś nie chce korzystać z usług rządu, to nie powinien być do tego przymuszany.
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=311
Może zainicjować jakiś ruch na rzecz "Dobrowolnej Rzeczypospolitej"? (http://www.libertarianizm.pl/wolnosciowe_czytanki/anarchizm/dobrowolna_rzeczpospolita)
O ile pamiętam, Lennon nie śpiewał "make peace not war", ale "make LOVE not war" (w "Mind Games" - "I want you to make love, not war, I know you've heard it before").
Czyli dosłownie "uprawiaj miłość, a nie wojnę" :-)
http://www.youtube.com/watch?v=dmkAuTQ8Sc4
A czy ktoś mówi o tym, że Komorowski zabiegał o poparcie u Jaruzela?
Nie zabiegał, a w każdym razie nic o tym nie wiadomo.
Mi chodzi tylko o to, że Pan Leski napisał, że "jeden z najnowszych mitów to poparcie Jaruzelskiego dla Komorowskiego". Pozwoliłem sobie przytoczyć informacje z mediów o tym, że takie poparcie rzeczywiście nastąpiło i zapytać, czy to kłamstwa? Bo jeśli nie, to poparcie Jaruzelskiego dla Komorowskiego nie jest żadnym mitem.
Natomiast co do zarzucania - jeśli byłbyś człowiekiem o biografii takiej jak Jaruzel, i wyraził swoje poparcie dla Kaczyńskiego, to miałoby to swoją wymowę nawet jeśli on by o to poparcie nie zabiegał. Można byłoby z tego wyciągać np. wniosek, że sympatycy twoi i twoich dokonań mieszczą się w jego elektoracie i z jakiś powodów bardziej sympatyzują z nim niż z jego przeciwnikiem. Dlatego też nic dziwnego, że z faktu poparcia Jaruzelskiego dla Komorowskiego w II turze ludzie wyciągają wniosek, że "wyborcy Komorowskiego "stoją tam, gdzie ZOMO"".
Tak, oczekuję, że odpowie mi Pan na zadane wyżej pytania - czy "Wprost" i TVN kłamały, informując o poparciu Jaruzelskiego dla Komorowskiego w II turze?
I pytanie dodatkowe, warunkowe:
Jeśli nie kłamały, to dlaczego nazywa Pan powtarzanie tej informacji "mitem"?
To prawda, że Komorowski nie powiedział "jaki prezydent, taki zamach". Powiedział: "Jaka wizyta, taki zamach".
Natomiast co do poparcia Jaruzelskiego - czy "Wprost" kłamało, podając: "Gen. Jaruzelski zadeklarował, że w II turze zagłosuje na marszałka Sejmu"?
http://www.wprost.pl/ar/194875/Jaruzelski-w-II-turze-zaglosuje-na-Komorowskiego/
Czy TVN kłamał, podając: "Wojciech Jaruzelski jest przekonany, że wybory wygra Bronisław Komorowski. Choć w pierwszej turze popiera Grzegorza Napieralskiego, nie kryje się z sympatią dla kandydata PO. – W drugiej turze ma mój głos – zapewniał w "Faktach po Faktach"".?
http://www.tvn24.pl/0,1655717,0,1,jaruzelski-komorowski-ma-charyzme,wiadomosc.html
Zgodnie z tymi relacjami, Jaruzelski wyraźnie zaznaczył, że w I turze głosuje na Napieralskiego, ale nie wierzy w to, że przejdzie on do II tury i dlatego w II turze zagłosuje na Komorowskiego.
jako wolnościowiec i przeciwnik podatkowej grabieży dziękuję za danie wszystkim do zrozumienia, że nie wierzy Pan w zapowiedzi likwidacji i obniżania podatków przez partię kandydata, któremu udzielił Pan poparcia :-)
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=237
A poza tym radzę wrócić do korzeni:
"Rząd nas uciska, kłamią prawa,
Podatków brzemię ciąży nam,
I z praw się naszych naigrawa
Ten, co z bezprawia żyje sam."
Jeżeli ktoś interpretuje parę pojednawczych gestów Jarosława Kaczyńskiego pod adresem SLD jako to, że "dla kilku głosów byłych wojskowych, milicjantów, etatowych pracowników PZPR, Jarosław Kaczyński jest gotów porzucić fundament swojego programu wyborczego", to tym bardziej powinien sprzeciwiać się faktycznej, trwającej już od dłuższego czasu współpracy PO ze środowiskami postkomunistów (np. wystawienie p. Huebner w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy PO, wybór Marka Belki na prezesa NBP, poparcie p. Cimoszewicza dla kandydatury Komorowskiego na prezydenta). Powinien też piętnować umizgi PO do wyborców Napieralskiego (nazywanego kiedyś przez Stefana Niesiołowskiego "betonem" i "nowym Stefanem Olszowskim"), takie jak choćby tutaj: http://www.tvn24.pl/0,1662143,0,1,po-jestesmy-lewicowi-dowod-w-tabelce,wybory2010.html
"Obok ksenofobów w rodzaju posła Pięty czy działaczy z Zakopanego, ramię w ramię szli by gen. Jaruzelski, Włodzimierz Czarzasty, Robert Kwiatkowski."
Póki co, Jaruzelski zapowiedział poparcie w II turze dla Bronisława Komorowskiego. Poparcie wyrazili też Jerzy Urban, Włodzimierz Cimoszewicz i gen. Dukaczewski.
"PIS i SLD razem to koncepcja państwa wszechogarniającego, kontrolującego obywateli"
Cokolwiek nie mówić o rządach PiS i SLD, rządy te nie szły tak daleko, by:
- wysunąć projekt cenzury Internetu opartej na blokowaniu dostępu do stron, jak w Chinach czy Turcji (http://sierp.libertarianizm.pl/?p=230);
- proponować odcinanie od Internetu "piratów komputerowych" (http://sierp.libertarianizm.pl/?p=204);
- bez żenady, w sposób systemowy nękać legalnie działających na rynku przedsiębiorców kontrolami skarbowymi po to, by utrudnić im działalność (dzisiejsza akcja przeciwko sklepom z dopalaczami) oraz przygotowywać prawo umożliwiające decyzją urzędnika wycofanie z obrotu dowolnej "podejrzanej" substancji;
- uchwalić prawo umożliwiające urzędnikowi (nie sądowi) zabranie dziecka rodzicom (choć za tym prawem akurat SLD głosował);
- rozszerzać uprawnienia CBA na ściganie przestępstw związanych nie tylko z korupcją, ale i "godzących w interesy ekonomiczne państwa" (http://www.dziennik.pl/dziennik/dziswdzienniku/article627609/Partia_Tuska_spuszcza_CBA_ze_smyczy.html?page=1).
Skoro jest Pan za wolnością gospodarczą, i skoro nie wierzy Pan (moim zdaniem słusznie), że PO nie ma zamiaru wprowadzać wolnorynkowych reform, to wybór jest prosty.
W przypadku, jeśli prezydentem zostanie Komorowski, to wolnorynkowe reformy nie zostaną wprowadzone, za to może poprzechodzić dużo ustaw wcale nie wolnorynkowych.
W przypadku, jeśli prezydentem zostanie przeciwnik PO i Komorowskiego, nawet o poglądach niewolnorynkowych, to część niewolnorynkowych ustaw zgłoszonych przez rząd i posłów PO może zostać zawetowana. A jeśli sam zgłosi pomysł jakiejś niewolnorynkowej ustawy, to przeciwna mu większość sejmowa to zablokuje.
...to dlaczego nie było słychać jego głosów sprzeciwu w styczniu, gdy Rada Ministrów przyjmowała projekt ustawy, w której znajdowały się zapisy o Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych?
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=205
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=210
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=230
"Ale porównywanie płatnego seksu do stosunków homoseksualnych uważam za wyraz uprzedzeń. Podobnie jak porównywanie trybu życia (podejścia do seksualności) obu grup."
A ja uważam za wyraz uprzedzeń to, że ktoś może obrazić się za - czy uznać za obrzydliwe - samo wymienienie w jednym szeregu z prostytutką. Ja bym się nie obraził, jeśli by ktoś powiedział "prawo do demonstracji ma każdy, czy to Jacek Sierpiński, czy prostytutka", albo "uważam, że publiczne eksponowanie swojej seksualności jest obsceniczne, czy robi to prostytutka, czy Jacek Sierpiński". W tym drugim przypadku mógłbym nie zgodzić się z tym, że jest to obsceniczne, ale na pewno nie obraziłbym się za przywołanie w tym kontekście akurat prostytutki.
Powyższa wypowiedź też zawiera te uprzedzenia - bo założenie z góry, że nie można porównywać podejścia do seksualności gejów i prostytutek JEST UPRZEDZENIEM. A niby dlaczego nie można? Można porównywać, i można na przykład dojść do wniosku, że dla większości gejów i dla większości prostytutek seksualność jest sferą, której nie eksponuje się publicznie, aczkolwiek zdarzają się tak geje, jak i prostytutki lubiący to publicznie eksponować (i niektórzy mogą uważać to za obsceniczne).
Prostytutka jest takim samym człowiekiem jak gej czy lesbijka. Ma takie samo prawo do godności. Obrażanie się tak za porównanie z gejem, jak za porównanie z prostytutką jest wyrazem uprzedzeń.
Prostytutki tak jak geje i lesbijki urządzają demonstracje na rzecz swoich praw:
http://www.metro.co.uk/news/819044-french-prostitutes-protest-against-brothels-plan-with-left-bank-march
http://www.repubblica.it/2007/05/sezioni/cronaca/padova-prostitute/corteo-prostitute/corteo-prostitute.html
http://www.thelondonpaper.com/thelondonpaper/news/london/news/masked-prostitutes-march-through-the-streets-of-soho
http://www.swopusa.org/March3/
I tak samo w niektórych przypadkach te demonstracje mogą być uznane przez niektórych za frywolne, a nawet obsceniczne. W każdym razie wyglądają dość podobnie do wielu demonstracji środowisk homoseksualnych.
A skoro uważa Pan, że prostytutki nie są w jakikolwiek sposób gorsze od innych, to co takiego obrzydliwego jest w porównaniu kogokolwiek do prostytutek? Gdyby Pani Romaszewska wymieniła zamiast prostytutek np. nudystów albo zwolenników praktyk BDSM, to też byłoby to obrzydliwe? A anarchistów, komunistów, artystów, fanów techno czy brazylijskiej samby?
Jeżeli ktoś uważa kontekstowe przyrównanie kogoś (w tym przypadku gejów i lesbijek) do prostytutek za "obrzydliwe", to oznacza, że ten ktoś uważa prostytutki za kogoś w oczywisty sposób gorszego, gardzi nimi.
Bo inaczej traktowałby to przyrównanie jak każde inne - do górników, studentów czy nudystów.
Gejom i lesbijkom należy się szacunek, ale prostytutkom już nie?
Dla mnie obrzydliwe jest właśnie to uczucie pogardy.
Skoro p. Wielowieyska uważa, że porównanie gejów i lesbijek do prostytutek bardzo obraziło środowiska gejów i lesbijek, to znaczy, że według niej te środowiska uważają prostytutki za coś gorszego od siebie i nimi pogardzają. Bo inaczej dlaczego miałyby się obrazić?
A jeśli p. Wielowieyska sama uważa to porównanie za obraźliwe, to znaczy, że sama pogardza prostytutkami.
Rozumiem zatem, że według p. Wielowieyskiej uczucie pogardy wobec prostytutek jest uczuciem zasługującym na szczególny szacunek i ochronę i nikt, a w szczególności p. Romaszewska, nie ma prawa w to uczucie godzić. Warto byłoby zapytać ją, co w tym uczuciu jest takiego szczególnego, że zasługuje na szacunek i ochronę.
"Nie jest latwo zmienic moment bezwladnosci takiej rozpedzonej masy i przejsc z fazy opadania do wznoszenia."
No ale przy założeniu, że wysokości były podawane z wysokościomierza ciśnieniowego trzeba przyjąć, że po osiągnięciu 100 m na wysokościomierzu samolot przez 6-7 sekund nie opadał, tylko leciał poziomo (bo utrzymywał tę wysokość). A więc przyspieszenie przy prawidłowym ustawieniu steru powinno spowodować natychmiastowe wznoszenie.
"Prosze popatrzec na image smol 3. Dno obnizenia gruntu (kolor czerwony) jest 80 metrow ponizej poziomu lotniska. Piloci prawdopodobnie otrzymali cisnienie dotyczace okolic tej niecki."
Z arkusza to nie wynika. Punkty H9 i H10 mają elewację odpowiednio 204 i 215 m npm, czyli 51 i 40 m poniżej poziomu lotniska.
Proszę ponadto zwrócić uwagę, że błąd wysokościomierza, jeśli założyć, że był, to musiałby być stały. A więc w punkcie H11 samolot znajdowałby się wg wysokościomierza na wysokości 255+6 = 261 m npm, a faktyczny szczyt drzewa wypadałby na wysokości 248+6 = 254 m npm. Punkt H11 znajduje się 7 metrów poniżej elewacji lotniska i błąd, jeśli był, musiałby wynosić właśnie tyle.
Gdyby piloci otrzymali ciśnienie dotyczące okolic "niecki", to w punktach H9 i H10 wysokościomierz powinien pokazywać około zera, a w momencie zderzenia ok. -40.
Z tego arkusza Excela wynika, że elewacja lotniska znajduje się 255 npm, a w momencie zderzenia wysokościomierz pokazywał 6 (skąd ten wniosek? czy to wysokość drzewa?), co przy założeniu, że pokazywał wysokość od płyty lotniska daje 261 npm (255+6). Elewacja terenu w tym punkcie miałaby wynosić 248 npm. Daje to 13 metrów różnicy, a uwzględniając te tajemnicze 6 metrów (wysokości drzewa?) 7 metrów różnicy. Błąd we wskazaniu wysokościomierza byłby więc bardzo niewielki. Nie wiem, skąd zapisany w arkuszu wniosek, że w H11 "wysokość powinna być co najmniej 100 m nad lotniskiem, a jest 2 m poniżej lotniska"?
Moim zdaniem, prawdziwe pytanie przy założeniu, że wysokości były podawane od poziomu lotniska oraz prawidłowości wyliczeń odległości poziomej i prędkości w ww. arkuszu brzmi:
"Dlaczego po tym, jak samolot zaczął przyspieszać od wysokości 100 m wciąż opadał aż do momentu zderzenia, mimo że wcześniej musiałby już przez kilka sekund lecieć poziomo?"
Problem w tym, że jeśli przyjąć, że komunikaty były wg radiowego, a co za tym idzie samolot pomiędzy komunikatami "100" i "100" opadał równolegle, mniej więcej ze stałą prędkością, do zbocza "jaru", to sygnał "Pull up" pojawiłby się o wiele za późno (100 m do gruntu i przy szybkości opadania 9-10 m/s, czyli 10-11 s przed przewidywanym zderzeniem). A powinien się pojawić 30 s przed zderzeniem:
http://heading.pata.pl/taws.htm
("Terrain" rozległo się mniej więcej 90 s przed przewidywanym zderzeniem, tak jak podaje powyższy link, na wysokości ok. 350-400 m - sprawdziłem).
Wyrównanie do lotu w poziomie można by wytłumaczyć, jeśli przyjąć, że wyrównywano już od wysokości 150 m (pomiędzy 200 a 150 m prędkość opadania rosła, ale potem już malała).
Wtedy można sobie wyobrazić sytuację, że na wysokości 100 m (do poziomu lotniska) samolot ma prędkość opadania 3,3 m/s i nadal hamuje, 6,1 s później znowu jest na 100 m, pilot mówi "w normie", a potem...
No właśnie, potem "coś" się dzieje i zaczynają spadać.
Wg http://heading.pata.pl/taws.htm to "Pull up" powinno zostać podane na 30 sekund przed spodziewaną kolizją. "Terrain" powinno zostać podane na 90 sekund przed spodziewaną kolizją.
O brakujących (?) 12 sekundach pisałem jeszcze przed ujawnieniem stenogramu, 22 maja: http://sierp.libertarianizm.pl/?p=224
Wg stenogramu, pierwsze ostrzeżenie "Terrain" rozległo się o 10:40:06,7, w momencie, gdy sądząc po komunikatach załogi samolot znajdował się na wysokości pomiędzy 400 a 300 metrów. Można wyliczyć, że średnia prędkość pomiędzy komunikatem "400 metrów", a komunikatem "300" wynosiła 4,(4) m/s. Przemnażając tę prędkość przez 90 sekund, otrzymujemy równo 400 metrów. A więc ostrzeżenie "Terrain" pojawiło się "mniej więcej" wtedy, kiedy należałoby się go spodziewać zgodnie z zamieszczonym na początku linkiem. Choć jednak opóźnione o 10,6 sekundy, jeśli uznać, że komunikaty o wysokości są zgodne z prawdą. Jednak prędkość opadania samolotu mogła ulegać niewielkim wahaniom (tj. przyspieszaniu) od momentu "400" do "300" - wystarczy przyjąć, że w tym momencie wynosiła np. 4,1 m/s, aby otrzymać spójną z komunikatami wartość 369 m.
Ostrzeżenie "Pull up" pojawiło się natomiast równocześnie z komunikatem "100", a 6,1 s przed drugim komunikatem "100". Zakładając, że powinno pojawić się ono na 30 s przed spodziewaną kolizją (skoro "Terrain" pojawiło się rzeczywiście na ok. 90 s przed), daje to prędkość opadania w tym momencie 3,(3) m/s. Skądinąd jednak wiadomo, że wyliczona ze stenogramu średnia prędkość opadania pomiędzy komunikatami "150" i "100" wynosiła 9,(09) m/s, a pomiędzy "200" i "150" ok. 11,9 m/s. Jeśli przyjąć, że komunikaty były podawane wg wysokościomierza radiowego i samolot opadał dalej równolegle do zbocza "jaru" mniej więcej z tą samą prędkością (pomiędzy drugim "100" i "90" wyliczona prędkość jest 11,11 m/s), to otrzymujemy niespójność - ostrzeżenie "Pull up" pojawia się na 11-10 sekund przed spodziewaną kolizją. Jeśli założyć natomiast, że komunikaty były podawane wg wysokościomierza ciśnieniowego, to można roboczo założyć, że samolot próbował ostro wyhamować zniżanie gdzieś od momentu pomiędzy "150" i "100", tak, że w momencie osiągnięcia "100" pozostało mu 3,3 m/s (czy taki manewr jest możliwy?). Zakładając, że taki manewr jest możliwy, samolot musiał jeszcze przez chwilę (roboczo wyliczyłem, że jeśli wyhamowywał od 11,9 do 3,3 m/s ze stałym przyspieszeniem i tego przyspieszenia nie zmienił, to musiałoby to trwać ok. 2,2 s) się minimalnie (kilka metrów) zniżać, a następnie zacząć się podnosić, by osiągnąć ponownie 100 m. (Nie tłumaczy to jednak, dlaczego po ok. 2 sekundach "Pull up" rozległo się ponownie (chyba, że ten komunikat za pierwszym razem rozlega się podwójnie?).
Czy wykonawszy taki manewr (podchodzenie do "wysokości decyzji?) drugi pilot powiedział "w normie"? A potem nagle "coś się stało" i zaczęli spadać?
...przynajmniej w sprawie "czarnych skrzynek", których przejęcia zażądała natychmiast po ich odnalezieniu po katastrofie samolotu prezydenta Trajkovskiego w 2004 r. w Bośni, i doprowadziła do ich przebadania w laboratorium w Niemczech (a nie we Francji ani USA):
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=223
Z tego, co udało mi się wyczytać, śledztwo w tej sprawie prowadziła mieszana bośniacko-macedońsko-amerykańsko-NATOwska komisja:
http://www.nytimes.com/2004/05/06/world/world-briefing-europe-macedonia-crew-blamed-in-plane-crash.html
Sprawą zajmował się także (nie udało mi się ustalić, na czyją prośbę) Komitet ds. Prawnych Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy:
http://assembly.coe.int/ASP/NewsManager/EMB_NewsManagerView.asp?ID=3353
Macedończycy jednak uznali wyniki oficjalnego śledztwa za niewystarczające, i powołali parlamentarną komisję śledczą:
http://www.mia.com.mk/default.aspx?vId=70607031&lId=2
(wątpliwości dotyczyły m. in. braku przesłuchania kontrolera lotów oraz tego, że 18 sekund zapisu w czarnych skrzynkach gdzieś się "zapodziało").
W ostatnich dniach członek Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Andreas Gross, który zajmował się tą sprawą, oświadczył publicznie, że "są dowody wskazujące na to, że prezydent Trajkovski mógł zostać zamordowany":
http://www.balkaninsight.com/en/main/news/27809/
Polecam przeczytać
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=764
i wcześniejszą:
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=644
Proponuję zwrócić uwagę też na to, że MSWiA, ABW i MON zlecają projekty na opracowanie narzędzi informatycznych mających na celu szpiegowanie komputerów oraz blokowanie dostępu do treści publikowanych w sieciach teleinformatycznych:
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=772
@Jan z Kant
Upadła tak samo jak II Rzeczpospolita - scentralizowana i o wiele bardziej przymusowa.
Dlaczego w przypadku II Rzeczypospolitej wskazuje się na siłę wrogów, zdradę sojuszników czy w ostateczności błędy polityki zagranicznej, a w przypadku I Rzeczypospolitej modne jest upatrywanie przyczyn jej upadku w anarchii i słabości państwa?
Popieram
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=311
Może zainicjować jakiś ruch na rzecz "Dobrowolnej Rzeczypospolitej"? (http://www.libertarianizm.pl/wolnosciowe_czytanki/anarchizm/dobrowolna_rzeczpospolita)
@wojtek24
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=269
To nie jest chyba cytat z Lennona?
Czyli dosłownie "uprawiaj miłość, a nie wojnę" :-)
http://www.youtube.com/watch?v=dmkAuTQ8Sc4
@jacek 3
Nie zabiegał, a w każdym razie nic o tym nie wiadomo.
Mi chodzi tylko o to, że Pan Leski napisał, że "jeden z najnowszych mitów to poparcie Jaruzelskiego dla Komorowskiego". Pozwoliłem sobie przytoczyć informacje z mediów o tym, że takie poparcie rzeczywiście nastąpiło i zapytać, czy to kłamstwa? Bo jeśli nie, to poparcie Jaruzelskiego dla Komorowskiego nie jest żadnym mitem.
Natomiast co do zarzucania - jeśli byłbyś człowiekiem o biografii takiej jak Jaruzel, i wyraził swoje poparcie dla Kaczyńskiego, to miałoby to swoją wymowę nawet jeśli on by o to poparcie nie zabiegał. Można byłoby z tego wyciągać np. wniosek, że sympatycy twoi i twoich dokonań mieszczą się w jego elektoracie i z jakiś powodów bardziej sympatyzują z nim niż z jego przeciwnikiem. Dlatego też nic dziwnego, że z faktu poparcia Jaruzelskiego dla Komorowskiego w II turze ludzie wyciągają wniosek, że "wyborcy Komorowskiego "stoją tam, gdzie ZOMO"".
@Krzysztof Leski
I pytanie dodatkowe, warunkowe:
Jeśli nie kłamały, to dlaczego nazywa Pan powtarzanie tej informacji "mitem"?
czy TVN i Wprost kłamały, pisząc o poparciu Jaruzelskiego dla BK?
Natomiast co do poparcia Jaruzelskiego - czy "Wprost" kłamało, podając: "Gen. Jaruzelski zadeklarował, że w II turze zagłosuje na marszałka Sejmu"?
http://www.wprost.pl/ar/194875/Jaruzelski-w-II-turze-zaglosuje-na-Komorowskiego/
Czy TVN kłamał, podając: "Wojciech Jaruzelski jest przekonany, że wybory wygra Bronisław Komorowski. Choć w pierwszej turze popiera Grzegorza Napieralskiego, nie kryje się z sympatią dla kandydata PO. – W drugiej turze ma mój głos – zapewniał w "Faktach po Faktach"".?
http://www.tvn24.pl/0,1655717,0,1,jaruzelski-komorowski-ma-charyzme,wiadomosc.html
Zgodnie z tymi relacjami, Jaruzelski wyraźnie zaznaczył, że w I turze głosuje na Napieralskiego, ale nie wierzy w to, że przejdzie on do II tury i dlatego w II turze zagłosuje na Komorowskiego.
Panie pośle,
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=237
A poza tym radzę wrócić do korzeni:
"Rząd nas uciska, kłamią prawa,
Podatków brzemię ciąży nam,
I z praw się naszych naigrawa
Ten, co z bezprawia żyje sam."
jeśli piętnować, to wszystkich
"Obok ksenofobów w rodzaju posła Pięty czy działaczy z Zakopanego, ramię w ramię szli by gen. Jaruzelski, Włodzimierz Czarzasty, Robert Kwiatkowski."
Póki co, Jaruzelski zapowiedział poparcie w II turze dla Bronisława Komorowskiego. Poparcie wyrazili też Jerzy Urban, Włodzimierz Cimoszewicz i gen. Dukaczewski.
"PIS i SLD razem to koncepcja państwa wszechogarniającego, kontrolującego obywateli"
Cokolwiek nie mówić o rządach PiS i SLD, rządy te nie szły tak daleko, by:
- wysunąć projekt cenzury Internetu opartej na blokowaniu dostępu do stron, jak w Chinach czy Turcji (http://sierp.libertarianizm.pl/?p=230);
- proponować odcinanie od Internetu "piratów komputerowych" (http://sierp.libertarianizm.pl/?p=204);
- bez żenady, w sposób systemowy nękać legalnie działających na rynku przedsiębiorców kontrolami skarbowymi po to, by utrudnić im działalność (dzisiejsza akcja przeciwko sklepom z dopalaczami) oraz przygotowywać prawo umożliwiające decyzją urzędnika wycofanie z obrotu dowolnej "podejrzanej" substancji;
- uchwalić prawo umożliwiające urzędnikowi (nie sądowi) zabranie dziecka rodzicom (choć za tym prawem akurat SLD głosował);
- rozszerzać uprawnienia CBA na ściganie przestępstw związanych nie tylko z korupcją, ale i "godzących w interesy ekonomiczne państwa" (http://www.dziennik.pl/dziennik/dziswdzienniku/article627609/Partia_Tuska_spuszcza_CBA_ze_smyczy.html?page=1).
To proste
W przypadku, jeśli prezydentem zostanie Komorowski, to wolnorynkowe reformy nie zostaną wprowadzone, za to może poprzechodzić dużo ustaw wcale nie wolnorynkowych.
W przypadku, jeśli prezydentem zostanie przeciwnik PO i Komorowskiego, nawet o poglądach niewolnorynkowych, to część niewolnorynkowych ustaw zgłoszonych przez rząd i posłów PO może zostać zawetowana. A jeśli sam zgłosi pomysł jakiejś niewolnorynkowej ustawy, to przeciwna mu większość sejmowa to zablokuje.
skoro wicepremier Pawlak nie chce kontroli Internetu...
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=205
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=210
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=230
@Piotr Matejczyk
A ja uważam za wyraz uprzedzeń to, że ktoś może obrazić się za - czy uznać za obrzydliwe - samo wymienienie w jednym szeregu z prostytutką. Ja bym się nie obraził, jeśli by ktoś powiedział "prawo do demonstracji ma każdy, czy to Jacek Sierpiński, czy prostytutka", albo "uważam, że publiczne eksponowanie swojej seksualności jest obsceniczne, czy robi to prostytutka, czy Jacek Sierpiński". W tym drugim przypadku mógłbym nie zgodzić się z tym, że jest to obsceniczne, ale na pewno nie obraziłbym się za przywołanie w tym kontekście akurat prostytutki.
Powyższa wypowiedź też zawiera te uprzedzenia - bo założenie z góry, że nie można porównywać podejścia do seksualności gejów i prostytutek JEST UPRZEDZENIEM. A niby dlaczego nie można? Można porównywać, i można na przykład dojść do wniosku, że dla większości gejów i dla większości prostytutek seksualność jest sferą, której nie eksponuje się publicznie, aczkolwiek zdarzają się tak geje, jak i prostytutki lubiący to publicznie eksponować (i niektórzy mogą uważać to za obsceniczne).
Prostytutka jest takim samym człowiekiem jak gej czy lesbijka. Ma takie samo prawo do godności. Obrażanie się tak za porównanie z gejem, jak za porównanie z prostytutką jest wyrazem uprzedzeń.
Prostytutki tak jak geje i lesbijki urządzają demonstracje na rzecz swoich praw:
http://www.metro.co.uk/news/819044-french-prostitutes-protest-against-brothels-plan-with-left-bank-march
http://www.repubblica.it/2007/05/sezioni/cronaca/padova-prostitute/corteo-prostitute/corteo-prostitute.html
http://www.thelondonpaper.com/thelondonpaper/news/london/news/masked-prostitutes-march-through-the-streets-of-soho
http://www.swopusa.org/March3/
I tak samo w niektórych przypadkach te demonstracje mogą być uznane przez niektórych za frywolne, a nawet obsceniczne. W każdym razie wyglądają dość podobnie do wielu demonstracji środowisk homoseksualnych.
A skoro uważa Pan, że prostytutki nie są w jakikolwiek sposób gorsze od innych, to co takiego obrzydliwego jest w porównaniu kogokolwiek do prostytutek? Gdyby Pani Romaszewska wymieniła zamiast prostytutek np. nudystów albo zwolenników praktyk BDSM, to też byłoby to obrzydliwe? A anarchistów, komunistów, artystów, fanów techno czy brazylijskiej samby?
Obrzydliwe uczucie pogardy dla prostytutek
Bo inaczej traktowałby to przyrównanie jak każde inne - do górników, studentów czy nudystów.
Gejom i lesbijkom należy się szacunek, ale prostytutkom już nie?
Dla mnie obrzydliwe jest właśnie to uczucie pogardy.
Teraz powinny obrazić się prostytutki
A jeśli p. Wielowieyska sama uważa to porównanie za obraźliwe, to znaczy, że sama pogardza prostytutkami.
Rozumiem zatem, że według p. Wielowieyskiej uczucie pogardy wobec prostytutek jest uczuciem zasługującym na szczególny szacunek i ochronę i nikt, a w szczególności p. Romaszewska, nie ma prawa w to uczucie godzić. Warto byłoby zapytać ją, co w tym uczuciu jest takiego szczególnego, że zasługuje na szacunek i ochronę.
@tademule
No ale przy założeniu, że wysokości były podawane z wysokościomierza ciśnieniowego trzeba przyjąć, że po osiągnięciu 100 m na wysokościomierzu samolot przez 6-7 sekund nie opadał, tylko leciał poziomo (bo utrzymywał tę wysokość). A więc przyspieszenie przy prawidłowym ustawieniu steru powinno spowodować natychmiastowe wznoszenie.
"Prosze popatrzec na image smol 3. Dno obnizenia gruntu (kolor czerwony) jest 80 metrow ponizej poziomu lotniska. Piloci prawdopodobnie otrzymali cisnienie dotyczace okolic tej niecki."
Z arkusza to nie wynika. Punkty H9 i H10 mają elewację odpowiednio 204 i 215 m npm, czyli 51 i 40 m poniżej poziomu lotniska.
Proszę ponadto zwrócić uwagę, że błąd wysokościomierza, jeśli założyć, że był, to musiałby być stały. A więc w punkcie H11 samolot znajdowałby się wg wysokościomierza na wysokości 255+6 = 261 m npm, a faktyczny szczyt drzewa wypadałby na wysokości 248+6 = 254 m npm. Punkt H11 znajduje się 7 metrów poniżej elewacji lotniska i błąd, jeśli był, musiałby wynosić właśnie tyle.
Gdyby piloci otrzymali ciśnienie dotyczące okolic "niecki", to w punktach H9 i H10 wysokościomierz powinien pokazywać około zera, a w momencie zderzenia ok. -40.
Nie rozumiem
Moim zdaniem, prawdziwe pytanie przy założeniu, że wysokości były podawane od poziomu lotniska oraz prawidłowości wyliczeń odległości poziomej i prędkości w ww. arkuszu brzmi:
"Dlaczego po tym, jak samolot zaczął przyspieszać od wysokości 100 m wciąż opadał aż do momentu zderzenia, mimo że wcześniej musiałby już przez kilka sekund lecieć poziomo?"
czyżby jednak Autor miał rację z tym wysokościomierzem ciśnieniowym?
http://heading.pata.pl/taws.htm
("Terrain" rozległo się mniej więcej 90 s przed przewidywanym zderzeniem, tak jak podaje powyższy link, na wysokości ok. 350-400 m - sprawdziłem).
Wyrównanie do lotu w poziomie można by wytłumaczyć, jeśli przyjąć, że wyrównywano już od wysokości 150 m (pomiędzy 200 a 150 m prędkość opadania rosła, ale potem już malała).
Wtedy można sobie wyobrazić sytuację, że na wysokości 100 m (do poziomu lotniska) samolot ma prędkość opadania 3,3 m/s i nadal hamuje, 6,1 s później znowu jest na 100 m, pilot mówi "w normie", a potem...
No właśnie, potem "coś" się dzieje i zaczynają spadać.
a propos TAWS
O brakujących (?) 12 sekundach pisałem jeszcze przed ujawnieniem stenogramu, 22 maja: http://sierp.libertarianizm.pl/?p=224
Wg stenogramu, pierwsze ostrzeżenie "Terrain" rozległo się o 10:40:06,7, w momencie, gdy sądząc po komunikatach załogi samolot znajdował się na wysokości pomiędzy 400 a 300 metrów. Można wyliczyć, że średnia prędkość pomiędzy komunikatem "400 metrów", a komunikatem "300" wynosiła 4,(4) m/s. Przemnażając tę prędkość przez 90 sekund, otrzymujemy równo 400 metrów. A więc ostrzeżenie "Terrain" pojawiło się "mniej więcej" wtedy, kiedy należałoby się go spodziewać zgodnie z zamieszczonym na początku linkiem. Choć jednak opóźnione o 10,6 sekundy, jeśli uznać, że komunikaty o wysokości są zgodne z prawdą. Jednak prędkość opadania samolotu mogła ulegać niewielkim wahaniom (tj. przyspieszaniu) od momentu "400" do "300" - wystarczy przyjąć, że w tym momencie wynosiła np. 4,1 m/s, aby otrzymać spójną z komunikatami wartość 369 m.
Ostrzeżenie "Pull up" pojawiło się natomiast równocześnie z komunikatem "100", a 6,1 s przed drugim komunikatem "100". Zakładając, że powinno pojawić się ono na 30 s przed spodziewaną kolizją (skoro "Terrain" pojawiło się rzeczywiście na ok. 90 s przed), daje to prędkość opadania w tym momencie 3,(3) m/s. Skądinąd jednak wiadomo, że wyliczona ze stenogramu średnia prędkość opadania pomiędzy komunikatami "150" i "100" wynosiła 9,(09) m/s, a pomiędzy "200" i "150" ok. 11,9 m/s. Jeśli przyjąć, że komunikaty były podawane wg wysokościomierza radiowego i samolot opadał dalej równolegle do zbocza "jaru" mniej więcej z tą samą prędkością (pomiędzy drugim "100" i "90" wyliczona prędkość jest 11,11 m/s), to otrzymujemy niespójność - ostrzeżenie "Pull up" pojawia się na 11-10 sekund przed spodziewaną kolizją. Jeśli założyć natomiast, że komunikaty były podawane wg wysokościomierza ciśnieniowego, to można roboczo założyć, że samolot próbował ostro wyhamować zniżanie gdzieś od momentu pomiędzy "150" i "100", tak, że w momencie osiągnięcia "100" pozostało mu 3,3 m/s (czy taki manewr jest możliwy?). Zakładając, że taki manewr jest możliwy, samolot musiał jeszcze przez chwilę (roboczo wyliczyłem, że jeśli wyhamowywał od 11,9 do 3,3 m/s ze stałym przyspieszeniem i tego przyspieszenia nie zmienił, to musiałoby to trwać ok. 2,2 s) się minimalnie (kilka metrów) zniżać, a następnie zacząć się podnosić, by osiągnąć ponownie 100 m. (Nie tłumaczy to jednak, dlaczego po ok. 2 sekundach "Pull up" rozległo się ponownie (chyba, że ten komunikat za pierwszym razem rozlega się podwójnie?).
Czy wykonawszy taki manewr (podchodzenie do "wysokości decyzji?) drugi pilot powiedział "w normie"? A potem nagle "coś się stało" i zaczęli spadać?
Macedonia jakoś uzyskała więcej...
http://sierp.libertarianizm.pl/?p=223
Z tego, co udało mi się wyczytać, śledztwo w tej sprawie prowadziła mieszana bośniacko-macedońsko-amerykańsko-NATOwska komisja:
http://www.nytimes.com/2004/05/06/world/world-briefing-europe-macedonia-crew-blamed-in-plane-crash.html
Sprawą zajmował się także (nie udało mi się ustalić, na czyją prośbę) Komitet ds. Prawnych Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy:
http://assembly.coe.int/ASP/NewsManager/EMB_NewsManagerView.asp?ID=3353
Macedończycy jednak uznali wyniki oficjalnego śledztwa za niewystarczające, i powołali parlamentarną komisję śledczą:
http://www.mia.com.mk/default.aspx?vId=70607031&lId=2
(wątpliwości dotyczyły m. in. braku przesłuchania kontrolera lotów oraz tego, że 18 sekund zapisu w czarnych skrzynkach gdzieś się "zapodziało").
W ostatnich dniach członek Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Andreas Gross, który zajmował się tą sprawą, oświadczył publicznie, że "są dowody wskazujące na to, że prezydent Trajkovski mógł zostać zamordowany":
http://www.balkaninsight.com/en/main/news/27809/