Jak to? – Wajda pojechał do Moskwy? A kto za niego zapiali świeczkę na grobie czerwonoarmisty? No chyba, że nasz autorytet zapali świeczkę w mauzoleum Lenina, to wtedy będzie mu wybaczone, bo zapalić świeczkę na grobie wodza to jakby zapalić świeczki na grobach wszystkich czerwonoarmistów. Mam nadzieję, że nasi reporterzy nie zapomną o takim wydarzeniu donieść.
Nie wiem czy pamiętacie ale kiedyś był inny słynny wyjazd do Moskwy, który został uwieczniony w piosence „Łysy jedzie do Moskwy”: http://www.youtube.com/watch?v=NJHJOmlSQkg,
niestety Łysy popadł w niełaskę i już więcej nie pojedzie do Moskwy ale może jakiś artysta uwieczni ten obecny wyjazd do Moskwy.
"Nie zapraszasz ich do domu, nie odwiedzasz ich samych
Kto z kim przestaje, takim się staje
Na zawsze to w każdej jednej głowie zostaje
Myślę, że jest w tym coś żenującego
Odwiedzać gospodarza dzieci mordującego
W imię imperialnych bredni, to pomysł nieprzedni
Tłumaczy to święto, dzień powszedni
Gdy na wsie góralskie bomby spadają
Jedyna ich wina, że tam właśnie mieszkają
Gdy swoją ręką ścisnąć rękę zakrwawioną
Musowo się zabrudzi, tak już to jest zrobione
Nie będzie inaczej - zapytaj na Kaukazie
Co o tej rocznicy tam się sądzi w takim razie
Uśmiechnięte facjaty w imię zwycięstwa
Armia gdzie indziej okazuje męstwo"
Bardzo mi się podoba koncepcja Grobu Nieznanego Krzyżaka. Nawiązując jednak do akcji GW to próba wymuszenia naszego pojednania z ruskimi przypomina mi trochę sytuację w grupie koleżeńskiej w wieku wczesnej podstawówki, gdzie często się zdarza, że jeden z chłopców będący masywnym osiłkiem pozbawionym wszelkich skrupułów, terroryzuje grupę karząc wszelkie próby przeciwnego zdania nieuchronnym łomotem, wśród takich grup często się zdarza również jakiś pozbawiony godności i wiary siebie wazeliniarz, który próbuje się wkupić do łask stosując pochlebstwa i komplementy pod adresem osiłka, niestety taka postawa jest po prostu żałosna i nigdy nie przynosi nic dobrego. To palenie świeczek przypomina mi trochę postawę takiego wazeliniarza. Przekładając więc stosunki między narodami na stosunki między ludźmi mógłbym powiedzieć, że byłbym skłonny pójść z Rosjaninem na piwo, ale nie koniecznie muszę od razu, przepraszam za kolokwializm, dawać mu dupy, żeby się przypodobać. Niestety ale palenie świeczek w dniu 9-tym maja jest żałosnym serwilizmem, pozbawiającym nas godności. I tak zapewne będą postrzegać ten gest przedstawiciele innych narodów. GW wystawia nas na pośmiewisko organizując tą akcję.
Super! – świetna inicjatywa z tymi zniczami. Uważam, że, wykorzystując ta atmosferę wzajemnego zrozumienia, powinniśmy się jak najszybciej z ruskimi zbratać. W tym celu proponuję aby GW podjęła następną akcję polegającą na wytypowaniu jakiejś fajnej bazy wojskowej na terenie Polski; mogła to być np. Świdnica, bo przecież ruscy już tam kiedyś mieszkali, na okres powiedzmy 100 lat, a w zamian moglibyśmy uzyskać od Gazpromu 5-cio procentową zniżkę na gaz w przyszłym roku. Dobrze by było wytypować jakieś miejsce cotygodniowych spotkań naszych prezydentów (może Poronin), no bo jak już się z nimi zbratamy to nie wyobrażam sobie, żeby nasi prezydenci nie odczuwali takiej potrzeby – Janukowycz i Miedwiediew w każdym bądź razie taką potrzebę odczuwają i z tego co się orientuję tę potrzebę realizują.
Dziękuję za uznanie – musze przyznać, że ten wywiad mnie również zainteresował do tego stopnia, że nie potrafiłem się skupić i zabrać za bardziej pożyteczne rzeczy, tylko czytałem go i czytałem, znajdując coraz to nowe fascynujące myśli, np.: „Okazuje się, że to on (Kościół) sprawuje rządy nad trumnami naszych bohaterów, podczas gdy myślano, że należą one do całego narodu.” To również wymaga jakiegoś wyjaśnienia, bo przecież nie może być tak, że gdy umiera jakiś bohater wyznania, powiedzmy, mojżeszowego lub hinduista albo mahometanin, żeby takiego bohatera innego wyznania przejmował Kościół katolicki – to niedopuszczalne. Uważam, że należy powołać jakąś komisję sejmową aby tą sprawę zbadała, bo „... powinniśmy się dowiedzieć” jak Kościół to robi. Ponieważ pan Andrzej Wajda ma szerokie międzynarodowe kontakty, myślę, że powinien również zainteresować tą sprawą samego Dana Brown’a – on jest specjalistą od wszelkich tajnych i ciemnych sprawek Kościoła katolickiego i z pewnością ta historia go zainteresuje. Wszystko wskazuje bowiem na to, że w Kościele musi funkcjonować tajna komórka zajmująca się monitorowaniem życia potencjalnych bohaterów, która w momencie ich śmierci podejmuje decyzję; przejmować rząd nad ich trumną czy nie przejmować. W jaki sposób Kościół przejmuje rząd na trumnami dokładnie jeszcze nie wyjaśniono ale jak to udowodnił Dan Brown nie takie rzeczy Kościół już robił, więc przejęcie rządu nad trumną to dla nich betka. Osobną sprawą dotyczącą tego fragmentu wypowiedzi wieszcza jest co poeta miał na myśli mówiąc: „...myślano, że należą one (trumny bohaterów) do całego narodu”. Pan Wajda używa bowiem zwrotu „myślano” – powstaje jednak pytanie kto tak myślał? I odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka prosta. Na pozór, dla zwykłego Kowalskiego, mogłoby się wydawać, że to rodzina decyduje o pochówku uwzględniając oczywiście wole zmarłego, i że w kościele, mam tu na myśli budynek świątyni należący do organizacji wyznaniowej zwanej Kościołem katolickim, może być pochowany tylko katolik, ale nie, to nie jest takie oczywiste, to tylko zewnętrzny przejaw zjawisk, idei, które w swej istocie pozostają zakryte dla zwykłych zjadaczy chleba, tylko filozofowie potrafią dostrzec te idee takimi, jakie one są naprawdę. I tak to widzi nasz wieszcz, bowiem zadaniem wieszcza jest widzieć dalej, wiedzieć więcej. I nie jest tak, że Kościół decyduje, kto może być pochowany w świątyni katolickiej – to naród o tym decyduje, oczywiście, tą wolę ludu najlepiej wyrażają autorytety, wieszcze takie jak nasz słynny reżyser. Oni to wiedzą, że trzeba podziały zasypywać, że dobrze by było paru niewierzących pochować w kościołach, wybrać na papieża jakiegoś agnostyka, Biedronia uczynić świętym, a Benedyka zrobić znanym celebrytą, gospodarzem popularnego programu telewizyjnego „Urbi & Orbi Show”.
Proszę nie przesadzać ten wywiad nie jest aż tak zły, znajduje się w nim parę interesujących fragmentów, np.: „Nie sądziłem jednak, że znajdę się na bezludnej wyspie. Choć może nie całkiem: wiele osób na ulicy mi gratulowało. Ale to Platforma Obywatelska powinna była zabrać głos, a nie ja.” – no tak, zabrakło Palikota i ktoś inny musi uzupełnić tę wyrwę na tym jakże ważnym odcinku. Proszę również zwrócić uwagę, że wieszcz wyraża ból i składa jakby hołd ofiarom katastrofy: „To była ogromna strata. Na pokładzie samolotu znaleźli się ludzie reprezentujący sobą wielkie wartości.” Szybko jednak reflektuje się, że jego autorytet nie może przecież ucierpieć w konfrontacji z „ludźmi reprezentującymi sobą wielkie wartości” i zaraz po tym pokłonie ofiarom, jakby przestraszywszy się własnych słów dorzuca: „Los, jaki dotknął prezydenta Kaczyńskiego, jest tragiczny. Ale powinniśmy się dowiedzieć, w czym pomogą nam czarne skrzynki, czy decyzję o lądowaniu podjęto na jego rozkaz.” I tu wieszcz udowadnia, że jest jednak wielkim artystą; to przejście od tragedii do czarnych skrzynek, to wymaga mistrzowskiego wyczucia sytuacji. Wydarzyła się tragedia ale powinniśmy się dowiedzieć!!! Albo może nawet lepiej nie próbujmy się dowiedzieć, bo my to przecież już wiemy! Tak, po co próbować się dowiedzieć, pojawią się przecież jakiś kłopotliwe pytania, a przecież wieszcz już to wie. Na nic te dyskusje o wytrzymałości duraluminium, o prędkości lądowania, o systemie INS/GPS, EGPWS, o radiolatarniach, o podejściu do lądowania, o kalibracji wysokościomierzy, na nic to wszystko, nie dogonimy w lot myśli wieszcza, bo wieszcz już to wie, ba, nawet wie, że czarne skrzynki nagrały to rzucone przez zaciśnięte usta, można by powiedzieć wyplute „macie w tej chwili ku....a lądować”. Wieszcz już to widzi oczami swojej wyobraźni, więc może podsuńmy wieszczowi tę myśl by nakręcił o tym film!!! Niech wieszcz zleci napisanie scenariusza Adamowi Michnikowi, który to również wie – i niech bierze się do roboty. Co to byłaby za premiera, za pięć lat, w przeddzień zakończenia śledztwa, wspaniały film Andrzeja Wajdy „Czy leci z nami pilot 2 – czyli jak zapluty karzeł kazał lądować w Smoleńsku” albo „Katyń 2 - Nam lądować kazano”, film któryby w cudowny sposób antycypował wyniki śledztwa. Cóż to by była za wspaniała produkcja, może nawet drugi Oskar? – kto wie.
Temat podjęty przez Pana jest jak najbardziej zasadny, niestety dyskutujący tu mają niewielkie pojecie o lotnictwie dlatego proponuję przeglądanie stron fachowych, gdyż jedynie tam można zdobyć wiedzę niezbędną do uświadomienia sobie kluczowych problemów związanych z tą katastrofą. Dlatego proponuję na początek artykuł:
http://www.samoloty.pl/index.php/artykuly-lotnicze/5061-analiza-przyczyn-katastrofy-tu-154m
Chciałem jeszcze dorzucić swoje trzy grosze na temat kwestii wysokości lotu rządowego Tu-154 tuż przed katastrofą, gdyż to jest najbardziej tajemniczy element zagadki – dlaczego pilot leciał tak nisko? Jak już to ktoś powyżej wspominał pilot miał cztery źródła informacji o wysokości lotu na podejściu do lądowania:
- wysokościomierz ciśnieniowy
- wysokościomierz radiowy
- informację z wieży kontroli lotu na podstawie odczytu danych z radaru
- system INS/GPS
- dodatkowo w sytuacji krytycznej system EGPWS. który w Tupolewie był, i powinien się wtrącić niezadowolonym głosem 'TERRAIN, TERRAIN' albo 'PULL UP, PULL UP' na długo przed uderzeniem samolotu o drzewa
Pierwszy mógł być źle ustawiony przez pilota (np. ze względu na błędna informację z ziemi o aktualnym ciśnieniu), drugi mógł po prostu nie działać (aczkolwiek fakt nie działania jakiś urządzeń pokładowych w samolocie prezydenckim jest mało przekonujący). Natomiast w wypadku systemu INS/GPS powstaje pytanie czy takowy był na pokładzie i czy potrafił określić aktualną wysokość (tego systemu nie da się zakłócić, więc jeżeli był na wyposażeniu samolotu to piloci musieli wiedzieć na jakiej są wysokości). GPS każdy może sobie kupić i zainstalować. Ale tylko wojsko, i to nie każde, ma dostęp do precyzyjnej nawigacji przy użyciu specjalnego kodu. Moduł szyfrowy potrzebny do rozkodowania tego kodu jest tajny i można go otrzymać kanałami wojskowymi z USA, poprzez NATO. A może nawet nie każdy sojusznik w NATO może dostać ten kawałek elektroniki? Założenie, że wszystkie te systemy działały źle jest wręcz nieprawdopodobne, z drugiej strony założenie, że świadomie lecieli tak nisko jest również absurdalne, dlatego najbardziej prawdopodobne wydaje się szukanie przyczyny zbyt szybkiego opadania samolotu na podejściu do lądowania (chwilowy zanik ciągu silnika, blokada sterów). I otwarte pozostaje pytanie czy wieża kontroli lotów informowała pilotów o złym podejściu do lądowania.
Oczywiście, że ma rację; prezydentowi trzeba o wszystkim raportować. Gdyby prezydent jakiegokolwiek innego kraju zginął na sotole operacyjnym podczas nieudanej operacji, to również byłaby jego wina, ponieważ lekarz ma obowiązek obudzić prezydenta w połowie operacji i raportować mu o jej przebiegu. To prezydent decyduje czy wycinać wyrostek czy nie - każde dziecko na Białorusi o tym wie.
w naszym klimacie są bez sensu, ponieważ przy temperaturach poniżej -10 akumulatory po prostu padają, jak w każdym innym samochodzie, ich zasięg spada wtedy o połowę, a że w warunkach sprzyjających jest niezbyt duży, to w zimie, np. takiej jaką mamy obecnie, użytkownanie takiego pojazdu to po prostu katastrofa. Ale jeżeli ktoś akcetupje podróżowanie w zimie środkami komunikacji masowej to OK.
Panie Rolexie, podzielam Pana entuzjazm nad twórczością „misterofa” ale spójrzmy na jego pisarstwo szerzej, przecież wszystkie jego teksty są wspaniałe; by nie być gołosłownym weźmy na przykład tekst „Jezus z Nazaretu znów zagra w orkiestrze Owsiaka” – czyż to nie cudowny tytuł?? (podobno w przyszłym roku zagra również Mahomet, Budda i Hary Kriszna) A treść artykułu, również jest wspaniała, zapoznajcie się z nią – naprawdę warto!!! Jeżeli wstaliście rano i życie wydaje się wam zbyt trudne, jeżeli dopada was jesienna, zimowa lub też wiosenna deprecha – przeczytajcie jakiś tekst „mistreofa”, od razu minie wam ten podły nastrój, radośnie zerwiecie się do czekających was zadań, odepchniecie od siebie wszystkie smutki i bohatersko staniecie do walki o lepsze jutro. Te teksty są takie zaangażowane, mają takie kaznodziejskie zacięcie, że chciałby się stanąć razem z autorem i zaśpiewać: „Hej, młody junaku, smutek zwalcz i strach, Może na tym piachu za 30 lat, Przebiegnie, być może, jasna, długa, prosta, Szeroka jak morze Trasa Łazienkowska.....”
W nawiązaniu do słusznej uwagi Rolexa o dwóch narodach politycznych, proponowałbym używać nazw: Polacy i Poljaki – tak się jakoś dziwnie składa, że ten drugi „naród” polityczny darzy głęboką, nieodwzajemnioną miłością naszych wschodnich sąsiadów.
Kapitan Żbik: „Uważam że Jaruzelski w 1981 roku uratował Polskę, być może uratował i moje życie” Tak, z pewnością uratował ci życie, jak i wiele innych żyć. I z pewnością tych uratowanych „żyć” jest znacznie więcej, niż tych niechcąco zakończonych przez stan wojenny. Powinniśmy wszyscy mu podziękować za to – czy ty już podziękowałeś??? Jeżeli nie to nie zwlekaj, napisz jakiś list dziękczynny, albo może stwórz jakiś projekt medialny – np. całoroczne czuwanie przed domem generała, tak by wszyscy, którzy się czują uratowani przez niego mogli się spotkać przed jego willą, porozmawiać o wpływie generała na swoje życie, mogliby się ludzie wymieniać adresami i pisać do siebie, np. po rosyjsku, tak by znajomość tego pięknego języka nie zaginęła zbyt szybko w naszym społeczeństwie. Jakże pięknie byłoby spotkać się przed jego willą i zaśpiewać w gronie towarzyszy „padmaskiewsikije wiecziera”.
Nikt nie zauważył, że nasz dzielny gienierał był również wybitnym strategiem, który opracował nową doktrynę obronną. Ta doktryna była niezwykle postępowa (jakże by inaczej, przecież wszystko czego się tknął gienierał było postępowe) i była pierwszą w dziejach ludzkości wojskową doktryną pacyfistyczną (bo nasz gienierał jak nikt inny kochał pokój i w tym uczuciu z naszym gieneirałem mogli jedynie konkurować przywódcy ZSRR, bo przecież Wojciech nauczył się tej miłości w szkole dla oficerów najbardziej miłujących pokój w Riazaniu). Otóż w myśl tej doktryny jeżeli u granic danego państwa stanie znacznie większa i silniejsza armia, należy samemu (mówiąc samemu mamy na myśli głównego dowódcę sił zbrojnych danego kraju) napaść na własne społeczeństwo i je szybko je poddać nieprzyjacielowi, tak by wybić z głowy wszystkim oszołomom ewentualne próby przeciwstawienia się. Ta idea była tak postępowa, że nawet ruscy się po nas takiej postępowości nie spodziewali. I tu Wojciech wyprzedził swych nauczycieli – okazał się od nich znacznie bardziej postępowy i co się samo przez się rozumie, znacznie bardziej postępowy od naszych zaprzyjaźnionych krajów; Węgrzy przecież nie chcieli się sami spacyfikować i trzeba tam było tam samą „armię najbardziej miłującą pokój” zaprosić, by zaprowadzić porządek, Czesi również w potępowości znacznie nam ustępowali, chociaż byli trochę lepsi od Węgrów – ich przywódcy zabronili przeciwstawiać się wkraczającym miłośnikom pokoju, ale sami nie wpadli na to, by się samemu spacyfikować. Jedno mnie tylko zastanawia w tym wspaniałym życiorysie naszego dzielnego gienierała; czemu on przez całe życie mówił o przyjaźni (dozgonnej, wiecznej, nierozerwalnej) z naszym wielkim sąsiadem, a potem kiedy ci nasi najwspanialsi przyjaciele mieli nas osobiście odwiedzić, co prawda bardzo licznie ale przecież im więcej przyjaciół tym lepiej, to nazwał te potencjalne odwiedziny „większym złem”. I bardzo bym chciał, żeby jeżeli czyta nas jakaś bardziej znająca „niuanse” historyczne osoba, aby wytłumaczyła mi, i może innym, podobnie jak ja, nieczułym na owe „niuanse” osobom, czemuż to tą wielką, wspaniałą przyjaźń między naszymi bratnimi narodami, nasz gienierał nagle zaczął nazywać złem???
Czy orientuje się Pan czy obecnie (tzn. po przejęciu władzy przez Hamas) autonomia również jest dofinansowana przez Unię, a jeżeli tak, to jakiej wielkości jest to dofinansowanie?
Ile to już filmów wojennych z przesłaniem naoglądaliśmy się w naszej telewizji, wszystkie te filmy są tyle samo warte. Ja natomiast oglądałem niedawno na TVP Info inny film wojenny o konflikcie Izraelsko – Palestyńskim. To był film dokumentalny o bardzo prostej koncepcji; reżyser-scenarzysta-operator w jednej osobie, wsiadł do czołgu Merkava i wraz z załogą i trzema innymi czołgami z tego plutonu „zwiedzali” Liban – akcja się działa chyba w 2006 o ile mnie pamięć nie myli. To co mnie najbardziej uderzyło w tym filmie to to, że tę wojnę prowadzą zwykli ludzie, załogę czołgu stanowili nauczyciel, mechanik samochodowy i pozostali o podobnych profesjach, żadnych komandosów i innych terminatorów. Przeciwnik pojawiał się w oddali w postaci odzianych w dresy chłopaków, przemykających z kałachem lub granatnikiem RPG pomiędzy zabudowaniami zamieszkałymi przez tak zwanych „cywili”. Pojawiali się, oddawali parę strzałów i chowali się pomiędzy zabudowaniami, dzięki temu mogli liczyć na bezkarność, bo wiadomo, że czołgi nie otworzą ognia w mieście by nie zginęli przypadkowi ludzie. Gdyby ta wojna toczyła się 50 lat temu opinia publiczna nie oburzała by się, że giną cywile ale oburzała by się, że ktoś stosuje taktykę polegającą na chowaniu się za kobiety i dzieci. Ale dzisiaj wiadomo; nikt na takie błahostki nie zwraca uwagi.
Francja w 1940 roku podpisała zawieszenie broni z Niemcami na mocy którego większość terytorium znalazła się pod okupacją, a reszta wraz z koloniami stała się, że się tak wyrażę pewną „formą państwa” ze stolicą w Vichy. Jest to sytuacja analogiczna do naszej historii, gdzie my również mieliśmy pewną „formę państwa” zwaną PRL-em; oficjalny rząd kolaborował z okupantem, będąc od niego całkowicie uzależnionym. Pomimo to do dzisiaj wielu Polaków uważa PRL za jakąś „formę państwa” może nie całkowicie niezależną ale jednak za „państwo polskie” i nie ma zamiaru potępiać tej części historii, głównie dlatego, że ich własne życiorysy, lub ich najbliższych, są powiązane z tymże PRL-em (mówiąc „powiązane” mam na myśli uczestnictwo w strukturach władzy lub też zwykły konformizm). Dlatego nie dziwi mnie postawa Francuzów – w każdym państwie gdzie władza jest zależna od innego kraju będzie duża grupa społeczeństwa, która nie chce się rozliczyć z własną historią.
Jakaż to amerykańska administracja zagraża światu, bo niestety nie za bardzo rozumiem. Czy masz na myśli administrację obecną Georga Busha? Czy może chodzi ci o samego Busha Jr. A może o całą rodzinę Bush’ów? A może o każdy amerykański rząd? O amerykańskie społeczeństwo w całości? Czy też może o białych anglosaskich protestantów? Katolików? A może o czarnoskórych amerykanów ci chodzi? Lub Latynosów? Amerykańskich Żydów? Może po prostu każdy pojedynczy Amerykanin zagraża światu? Może to amerykański paszport sprawia, że zwykły przeciętny mieszkaniec Europy, który nagle staje się Amerykaninem, przemienia się w krwiożerczą bestię żądną podbojów i nowych kolonii. Bo nie wiem, co masz na myśli mówiąc „amerykańska administracja”, czy w tym kraju jest jakaś jedna idea, filozofia, koncepcja polityczna, którą podzielają wszyscy amerykanie i która powoduje, że amerykanie są takim zagrożeniem? A jeżeli tak – to jako to idea nam zagraża? Bo ja mam wrażenie, że ilekroć się spotykam z takimi opiniami (bo na polskich forach internetowych jest to pogląd dosyć rozpowszechniony), ich autorzy odczuwają dziwną solidarność z islamskim ekstremizmem, a łączy ich niechęć, może czasami nienawiść, do systemów demokratycznych, a szczególnie do sytemu amerykańskiego, bo tam ich ulubionego socjalizmu jest niewiele. Natomiast w naszym kraju miłośników socjalizmu nie brakuje.
Co do głównego tematu, to niestety muszę zauważyć, że takie posunięcia jak Szwajcarów umowa z Iranem, uchodzą w Europie dlatego, że ludzie bardziej nienawidzą USA, niż zamordystyczny reżim ajatollahów w Iranie. Wygłaszajcie sobie więc te swoje głupoty o amerykańskim zagrożeniu na różnych forach, w Iranie za poglądy inne od oficjalnych dostalibyście kamieniem w główkę na publicznej egzekucji, a tu możecie bredzić do woli. Tylko po co zapisujecie się do salonu, na forum Onetu znaleźlibyście większy poklask.
Obszerny artykuł na temat operacji "Oprea" można znaleźć w magazynie lotniczym "AERO" nr 2 z 2006 roku. Jest tam również informacja na temat króla Husseina.
O ile mi wiadomo operacja ta miała kryptonim „Opera” a wykonywały ją 8 F16 i 6 F15. Samoloty po starcie przeleciały nad zatoką Akaba, gdzie widziały je tysiące turystów oraz .... król Jordanii Hussein odpoczywający w swoim jachcie; skontaktował się on czym prędzej z Saudyjczykami, którzy jednak na swoich radarach niczego nie zauważyli – izraelskie samoloty przeleciały na wysokości 60 m nad ziemią !!!! Choć trudno w to dzisiaj uwierzyć ale cała ta operacja była możliwa dzięki wymianie informacji z wywiadem Iranu.
Jeśli chodzi o skutek operacji, to wydaje mi się, że my obywatele świata demokratycznego, pomimo dzielących nas różnic, możemy tylko przyklasnąć, że od czasu do czasu USA lub Izrael potrafi kopnąć w tyłek indywidua typu Saddam Hussein.
Dziękuję za ten tekst, bardzoś Pan to misternie wykoncypował. Patrz Pan wszyscy myśleli, że oni tacy prawi i sprawiedliwi, a oni tylko tak udawali. Wszyscy dali się nabrać; ja, moja żona, siostra, brat i żona brata, wszyscy sąsiedzi. Wyślę im linka, żeby dłużej już tak nie myśleli. Dziękuję Panu jeszcze raz, że nas Pan wyprowadził z błędu; dorośli ludzie, a jak dzieci we mgle, no nie zauważyli. Człowiek po pracy nie ma czasu, żeby tak zgłębiać meandry świata polityki ale na szczęście są jeszcze czujni dziennikarze, którzy nam wszystko jasno wyklarują. Brawo, brawo – tylko tak dalej.
Ale, ale, Panie Janie, co ja tu wyczytałem o Pana osobie; Pan mieszkasz w sejmie – pozazdrościć. I ten stolik okrągło-kwadratowy – wygodny? I strasznie Pan zapracowany; 12 godzin dziennie – fju, fju, rośnie nam tu prawdziwa potęga dziennikarska. Myślę, że Pan szybko dogoni Lisa, i jeszcze Pan go przegoni. Goń go, goń go Panie Janie, myślę, że z Pana możliwościami taki Lis jest w zasięgu ręki. I ten dowcip o wolnych chwilach – ubaw miałem po pachy, no jaja nieziemskie – wolne chwile. Muszę sobie ten dowcip zapisać, będę brylował w towarzystwie. Niech Pan jeszcze jakieś dowcipy opublikuje – chętnie się wszyscy pośmiejemy, jakoś tak ponuro w tym salonie.
Dziękuję za przypomnienie tego cytatu – bolszewizm aż bije od tego człowieka. Aż chciałoby się go zapytać, co ludzie mają robić ze swoimi majątkami, jeśli nie mieliby przepisywać je swoim dzieciom, jak sądzę pan Żakowski pewnie najchętniej widziałby docelowego odbiorcę spadków w aparacie biurokratycznym państwa.
Wajda jedzie do Moskwy
Nie wiem czy pamiętacie ale kiedyś był inny słynny wyjazd do Moskwy, który został uwieczniony w piosence „Łysy jedzie do Moskwy”: http://www.youtube.com/watch?v=NJHJOmlSQkg,
niestety Łysy popadł w niełaskę i już więcej nie pojedzie do Moskwy ale może jakiś artysta uwieczni ten obecny wyjazd do Moskwy.
"Nie zapraszasz ich do domu, nie odwiedzasz ich samych
Kto z kim przestaje, takim się staje
Na zawsze to w każdej jednej głowie zostaje
Myślę, że jest w tym coś żenującego
Odwiedzać gospodarza dzieci mordującego
W imię imperialnych bredni, to pomysł nieprzedni
Tłumaczy to święto, dzień powszedni
Gdy na wsie góralskie bomby spadają
Jedyna ich wina, że tam właśnie mieszkają
Gdy swoją ręką ścisnąć rękę zakrwawioną
Musowo się zabrudzi, tak już to jest zrobione
Nie będzie inaczej - zapytaj na Kaukazie
Co o tej rocznicy tam się sądzi w takim razie
Uśmiechnięte facjaty w imię zwycięstwa
Armia gdzie indziej okazuje męstwo"
Grób Nieznanego Krzyżaka
Akcja "Znicz"
autor
autor
Łukasz Warzecha
http://www.samoloty.pl/index.php/artykuly-lotnicze/5061-analiza-przyczyn-katastrofy-tu-154m
Chciałem jeszcze dorzucić swoje trzy grosze na temat kwestii wysokości lotu rządowego Tu-154 tuż przed katastrofą, gdyż to jest najbardziej tajemniczy element zagadki – dlaczego pilot leciał tak nisko? Jak już to ktoś powyżej wspominał pilot miał cztery źródła informacji o wysokości lotu na podejściu do lądowania:
- wysokościomierz ciśnieniowy
- wysokościomierz radiowy
- informację z wieży kontroli lotu na podstawie odczytu danych z radaru
- system INS/GPS
- dodatkowo w sytuacji krytycznej system EGPWS. który w Tupolewie był, i powinien się wtrącić niezadowolonym głosem 'TERRAIN, TERRAIN' albo 'PULL UP, PULL UP' na długo przed uderzeniem samolotu o drzewa
Pierwszy mógł być źle ustawiony przez pilota (np. ze względu na błędna informację z ziemi o aktualnym ciśnieniu), drugi mógł po prostu nie działać (aczkolwiek fakt nie działania jakiś urządzeń pokładowych w samolocie prezydenckim jest mało przekonujący). Natomiast w wypadku systemu INS/GPS powstaje pytanie czy takowy był na pokładzie i czy potrafił określić aktualną wysokość (tego systemu nie da się zakłócić, więc jeżeli był na wyposażeniu samolotu to piloci musieli wiedzieć na jakiej są wysokości). GPS każdy może sobie kupić i zainstalować. Ale tylko wojsko, i to nie każde, ma dostęp do precyzyjnej nawigacji przy użyciu specjalnego kodu. Moduł szyfrowy potrzebny do rozkodowania tego kodu jest tajny i można go otrzymać kanałami wojskowymi z USA, poprzez NATO. A może nawet nie każdy sojusznik w NATO może dostać ten kawałek elektroniki? Założenie, że wszystkie te systemy działały źle jest wręcz nieprawdopodobne, z drugiej strony założenie, że świadomie lecieli tak nisko jest również absurdalne, dlatego najbardziej prawdopodobne wydaje się szukanie przyczyny zbyt szybkiego opadania samolotu na podejściu do lądowania (chwilowy zanik ciągu silnika, blokada sterów). I otwarte pozostaje pytanie czy wieża kontroli lotów informowała pilotów o złym podejściu do lądowania.
Łukaszenko ma zawsze rację
Samochody elektryczne
Do autora
OZON, Rolex
Do Kapitana Żbika
Doktryna Jaruzelskiego
Pytanie do autora
filmy wojenne
Vichy
lendos
Eli Barbur
Eli Barbur
Panie Janie.
gość