Uciekł z Białorusi, w Polsce grozi mu więzienie. „Polacy są wspaniali, państwo bezduszne”

Vitaliy: Ja i rodzina po prostu chcemy normalnie żyć, Fot. archiwum prywatne
Vitaliy: Ja i rodzina po prostu chcemy normalnie żyć, Fot. archiwum prywatne
Nie szukam łaski, nie szukam jakichś zapomóg. Jestem przedsiębiorcą i nie chcę żyć z polskiego państwa, ale zarabiać w nim, uczciwie płacić podatki. I być traktowany normalnie. Przyjechałem do Was, bo w moim kraju groziło mi na pewno więzienie, a może nawet śmierć. Chciałem ratować swoje życie. Teraz grozi mi więzienie w Polsce i to jest ponure w tej całej sytuacji – mówi Salonowi 24 Vitaliy, Białorusin, który przepłynął Bug, by uciec od reżimu Łukaszenki do Polski.

To znaczy?

To znaczy, że mam złożony wniosek o azyl, który czeka na rozpatrzenie. A sprawa jest prawnie bardzo trudna, bo mam też kartę stałego pobytu. I teraz instytucje państwowe nie wiedzą, jak mnie potraktować. Czy uznać za azylanta, czy jednak osobę z kartą pobytu. Natomiast ta sytuacja sprawia, że teoretycznie w każdej chwili mogą mnie jeszcze odesłać na Białoruś. Poza tym bardzo utrudnione jest codzienne życie. Na przykład szukanie pracy. W praktyce nie mogę jej znaleźć. Chodzę od firmy do firmy, od instytucji do instytucji. Zgłaszam się do Urzędu Pracy. I efekt jest taki, że zawsze otrzymuję odmowę, bo właśnie odstrasza ta niepewna sytuacja. Jest jeszcze jeden problem.

Jaki?

Czasem zdarza się, że „na chwilę” udaje mi się gdzieś już niby dostać. Ostatnio miałem otrzymać pracę w firmie dostarczającej jedzenie. I przez jakiś czas musiałem jeździć na zasadzie „próbnej”. Po okresie próbnym nagle dowiedziałem się, że nie mogę podjąć pracy, bo takich jak ja nie można zatrudnić. To raz, że nie w porządku. Ale dwa – przez ten okres próbny zajmowałem się pracą, której i tak nie dostałem, a straciłem możliwość w tym czasie szukania innej pracy.

Ale jednak pomoc ze strony Polaków Pan otrzymał?

Oczywiście, że ją otrzymałem, i jestem za nią niezmiernie wdzięczny. Z tym, że jest to pomoc od zwykłych ludzi. W przypadku urzędów napotykałem na potężną biurokratyczną barierę. Na przykład – przeterminowało mi się prawo jazdy na samochody ciężarowe. To bardzo dla mnie ważna rzecz, gdyż wcześniej prowadziłem firmę transportową, auto to moje narzędzie pracy. Zgłosiłem się do polskiego urzędu o możliwość przedłużenia tego prawa jazdy. Dowiedziałem się od pani w okienku, że nie wystarczy samo podejście do egzaminu, że muszę mieć też na nowo opłacony kurs prawa jazdy.

Wyszedłem zdruzgotany. I nagle podszedł do mnie przypadkowy człowiek – zupełnie mi nieznany. Powiedział, że słyszał o moim problemie, że jego zdaniem jak najbardziej mogę zdawać egzamin bez konieczności powtarzania i opłacania kursu itd. I sam, bezinteresownie, przejrzał przepisy, poszedł z nimi do tej urzędniczki, porozmawiał. I okazało się, że jak najbardziej mogę podejść do egzaminu bez tej całej procedury, kursów itd. Człowiek ten pomógł mi nie mając żadnego interesu. Ale urzędniczka, której obowiązkiem jest pomóc komuś, kto do niej przychodzi, tego nie zrobiła.

Zwykli ludzie w Polsce są wspaniali, serdeczni, potrafią bezinteresownie pomóc. W urzędach i instytucjach panuje bezduszność, człowieka traktuje się jak przedmiot. Dlatego powiem, że jestem wdzięczny, bo udało mi się uciec z Białorusi, chciałem po prostu przeżyć. Naród jest u was wspaniały, pomoc będę pamiętał zawsze. Państwo należy jednak ocenić fatalnie. Najlepszym przykładem jest to, co stało się ostatnio. Tego samego dnia byłem i w Urzędzie Pracy, i w prokuraturze. Prokurator straszyła więzieniem, proponowała „pójście na rękę”, jeśli zgodzę się dobrowolnie poddać karze. A przecież nic złego nie zrobiłem – na Białorusi zaprotestowałem przeciwko ewidentnemu złu. A uciekając, po prostu starałem się ratować swoje życie. I pani prokurator tego nie chce zrozumieć.

Z kolei w Urzędzie Pracy inaczej – tam też mają procedury. Ale wyraźnie widać, że te panie chciały mi pomóc. Były serdecznie, starały się szukać dopuszczalnych prawem rozwiązań. Pani w Urzędzie ds. Cudzoziemców, która zajmuje się moją sprawą, przestrzega procedur, ale widzi we mnie człowieka, jest życzliwa. Pani prokurator straszy więzieniem. To pokazuje, jak bardzo jest to zróżnicowane.

Chciałem na końcu podkreślić jeszcze jedno, bardzo istotne – ja nie szukam łaski, nie szukam jakichś zapomóg. Jestem przedsiębiorcą i nie chcę żyć z polskiego państwa, ale zarabiać w nim, uczciwie płacić podatki. I być traktowany normalnie. Przyjechałem do Was, bo w moim kraju groziło mi na pewno więzienie, a może nawet śmierć. Chciałem ratować swoje życie. Teraz grozi mi więzienie w Polsce i to jest ponure w tej całej sytuacji.

rozmawiał Przemysław Harczuk

CZYTAJ TEŻ: 

Antyrządowe demonstracje na Kubie. Policja pacyfikowała protestujących

Zamieszki z policją podczas miesięcznicy smoleńskiej. Próbowano zakłócić obchody






Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka