Albo Unia albo tani prąd. Niedługo możemy stanąć przed takim wyborem...

Nadchodzą czasy, gdy tematem numer jeden naszego „być albo nie być” w Unii będzie energia. Te czasy właściwie… już tu są. Nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Prąd w Polsce będzie drożał

Z tego, co napisaliśmy dotąd wynika więc, że prąd w Polsce będzie drożał. A wraz ze wzrostem jego ceny będzie rosła presja. I to na dwóch poziomach. Po pierwsze: w relacjach pomiędzy tym (i każdym następnym) polskim rządem oraz jego konsumującymi energię obywatelami. A dwa: między tym (i każdym kolejnym) polskim rządem a Unią Europejską. W tym sensie energetyka już zawsze będzie ważna i nigdy nie wróci do tematu pobocznego albo nieważnego.

I naprawdę zostawmy na boku wygodne, ale nic nie wnoszące slogany - że to wszystko „wina PiSu”. Który to PiS jest niskoemisyjności jakoś z nieracjonalnych powodów przeciwny. Albo że (druga wersja tego samego argumentu) „nic nie robi w temacie”. Każdy kto zada sobie trochę trudu zauważy, że to po prostu nie jest prawda. Już w roku 2019 inwestycje w niskoemisyjną energetykę przekroczyły w Polsce wydatki z czasów PO (powyżej 2 mld dol. rocznie). W 2020 to już było 4,5 mld. Wygląda na to, że te sumy będą rosły w kolejnych latach.

Czeka nas polexit?

Pytania na nadchodzący czas brzmią raczej tak:

Po pierwsze: czy Unia Europejska będzie wykorzystywała ekologię do dyscyplinowania nielubianych rządów - takich, jak ten PiSu w Warszawie. Na zasadzie: pozostaniemy głusi na wszelkie żale i prośby o więcej czasu na transformację energetyczną formułowane przez PiSowską Warszawę. Licząc na to, że polscy populiści się potkną o tani prąd i oddadzą władze politykom bardziej wobec unijnego mainstreamu spolegliwym.

Po drugie: czy w wyniku ewentualnej zmiany władzy w Polsce na takie siły polityczne, które uchodzą w Brukseli za bardziej proeuropejskie (PO, Polska2050, Lewica) Unia powstrzyma się przed używaniem ekologicznego kija na Polskę. Co wcale nie jest takie pewne. Bo jeśli nie, to przed dzisiejszą opozycją zadanie jeszcze trudniejsze niż przed PiSem. Oznacza bowiem ostre przyspieszenie dekarbonizacji polskiej gospodarki, co skaże nas albo na uzależnienie energetyczne od importowanej energii z Niemiec (która wcale nie musi być tania) albo na nieuchronne społeczne spięcia w regionach żyjących z wydobycia węgla. Albo i na jedno i na drugie razem.

I wreszcie po trzecie: czy nie będzie tak, że im bardziej nieprzejednaną postawę będzie prezentowała w temacie ekologii Bruksela, tym więcej będzie w Polsce paliwa dla argumentacji unijnosceptycznej? Albo wręcz polexitowej. Dziś problem „albo tania energia albo członkostwo w Unii” otwarcie stawia jako problem chyba tylko środowisko Solidarnej Polski. Ale polityka klimatyczna UE dopiero zaczyna nas boleć. I wiele w tym temacie w ciągu paru najbliższych lat może się jeszcze zmienić.

Rafał Woś

Czytaj dalej:


Lubię to! Skomentuj135 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka