Terlikowski: Beatyfikacja Wyszyńskiego może być kołem ratunkowym dla polskiego Kościoła

Fot. PAP/Tomasz Gzell
Fot. PAP/Tomasz Gzell
Traktuję tę beatyfikację jako koło ratunkowe dla polskiego Kościoła. A jest on w bardzo trudnej sytuacji. W ciągu jednego roku szkolnego aż dziesięciu biskupów zostało ukaranych. Niedługo jest wizyta ad limina u papieża. Nie można wykluczyć kolejnych kar. Mamy spiralę laicyzacyjną w polskim społeczeństwie. Szczególnie mocną wśród młodych ludzi. I w tym czasie prymas Wyszyński może inspirować – mówi Salonowi24 dr Tomasz Terlikowski, filozof i publicysta.

Myślę, że warto podkreślić, iż prymasa Wyszyńskiego ciężko zaszufladkować jako takiego twardego konserwatystę. To był raczej kapłan społeczny. Ortodoksyjny. Ale dopiero gdy przyjął rolę prymasa, gdy stał się mężem stanu, wówczas przyjął też pewien styl. W ramach struktury, w którą wszedł swoją osobą, ale nie chciał jej rozsadzać. Natomiast co do krytyki, to Józef Mackiewicz ostro krytykował nawet Piusa XII. A tamten papież był antykomunistą. Łatwo pisać takie rzeczy będąc na emigracji. Ale faktycznie – były dwa modele podejścia do komunizmu. Ten prezentowany przez kardynała Midszenty’ego, i model polski. I można w pewnym sensie tłumaczyć, że Wyszyński miał łatwiej od węgierskiego hierarchy.

Dlaczego?

Kardynał Mindszenty był wychowany w duchu józefinizmu, czyli ścisłego sojuszu państwa i Kościoła. Stefan Wyszyński pochodził z kongresówki. I o ile w Polsce były rejony, które były pod wpływem józefinizmu, to pod zaborem rosyjskim absolutnie nie. Tam zdawano sobie sprawę, że pełna uległość wobec władzy doprowadzi do prześladowań. Ale z kolei zbyt ostre postawienie się skończy się tym, że władza Kościół zmiażdży. Druga sprawa, że Kościół w Polsce był dużo silniejszy niż na Węgrzech.

Profesor Antoni Dudek powiedział w wywiadzie dla Salonu 24, że polski Kościół potrzebuje nie jednego, ale pięciu nowych Wyszyńskich. I, że tacy księża są, jednak ich nie widać. Bo dzisiejszy Episkopat Polski jest całkowicie XX-wieczny.

Chciałbym, żeby profesor Dudek miał rację. Ale ja bym tu doszukiwał się innej analogii. Do nie XX, ale końca XVIII wieku. Wtedy prymas Polski, Michał Poniatowski, był niewierzącym masonem, z domem publicznym. Byli owszem jacyś wierzący księża. Ale poziom większości arystokracji i duchowieństwa był na niskim poziomie. A chłopstwo, choć formalnie chrześcijańskie, było z natury pogańskie. I co się stało potem – praca dziesiątek wybitnych jednostek – duchownych i świeckich – doprowadziła i do odrodzenia Kościoła w Polsce, i do odrodzenia religijności Polaków. Ale potrzeba na to było prawie stu lat XIX wieku. Teraz jest podobnie. Nie liczyłbym na szybkie zmiany. Ale wierzę, że ludzie, którzy mogą doprowadzić do odnowy Kościoła albo już są, albo niebawem będą.

Przeczytaj też:

„Słowa Terleckiego to zapowiedź dyplomatycznej zdrady stanu! Polexit byłby katastrofą”

Ziobro o decyzji Komisji Europejskiej: To kolejny przejaw agresji wobec Polski


Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo