Zielona rewolucja zaczyna boleć

Cena za prąd pójdzie w górę.
Cena za prąd pójdzie w górę.
Po prądzie także gaz drożeje nam na potęgę. Ale czy naprawdę kogoś to dziwi? Czy to nie dość oczywiste koszty zielonej rewolucji, które zaczynają być po prostu widoczne gołym okiem?

Lobby antyatomowe Niemiec

Dodatkowo - pod wpływem potężnego lobby antyatomowego z Niemiec - za nieczystą uchodzi też energetyka jądrowa. Tak skonstruowany system - argumentują jego zwolennicy - ma wymuszać przechodzenie zielone technologie energetyki odnawialnej. Tyle, że tu dochodzimy do problemu fundamentalnego. Każdy bowiem, kto choć odrobinę zna się na energetyce wie, że nie sztuka tak rozbudować infrastrukturę zielonej energetyki, by zdolna była zaspokoić nawet 100 proc. zapotrzebowania na energię. Kłopot w tym, że nawet taki system potrzebuje energetyki zapasowej. To znaczy takiej, która uchroni ludzi oraz przemysł przed „blackoutami” na wypadek, gdyby za słabo świeciło słońce albo przestał wiać wiatr. Co się w naszej części świata zdarza. Bo wtedy trzeba się przełączyć na inne zasilanie. Ale na jakie? Skoro węgiel jest nieczysty, a atom podejrzany? Zostaje właśnie gaz.

I to jest właśnie pułapka. Oznacza bowiem, że popyt na błękitne paliwo będzie maksymalnie sztywny. Czyli niezastępowalny. A im bardziej będzie niezastępowalny, tym bardziej tegoż gazu dostawcy będą mogli dyktować jego ceny kręcąc - tak to się mówi - gazowym kurkiem. Ze strony Rosji doświadczały tego dotychczas tylko kraje satelickie jak Białoruś czy Ukraina. Ale przecież nie jest powiedziane, że podobny schemat nie zostanie zastosowany wobec Europy. Przecież właśnie teraz mamy tego próbkę. I trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że jeśli obecne zielone trendy i ambicje zostaną utrzymane, to takie scenariusze staną na porządku dziennym także w przyszłości. Bo przecież spekulować cenami gazu mogą nie tylko Rosjanie. Ale także ich inni - też nastawieni na zysk - dostawcy: Norwegowie albo Amerykanie. Dlaczego ktokolwiek ma się tu nad Europejczykami rozczulać? Business is business..

Pytanie brzmi: czy Europa weźmie to - jak to się czasem mówi - na klatę. Wedle zasady: jesteśmy bogaci, stać nas, zapłacimy. A jeśli tak, to kto zapłaci? Społeczeństwo? Ale kto konkretnie? Wszyscy konsumenci energii po równo niezależnie od dochodu?

Wszystkie kraje Unii niezależnie od poziomu zamożności? Czy też jakoś inaczej? Odpowiedzi na te pytania wciąż wiszą w powietrzu. A przecież powinniśmy znać na nie odpowiedzi. Bo koszty już tu są.

Rafał Woś

Lubię to! Skomentuj150 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka