2 obserwujących
36 notek
11k odsłon
171 odsłon

Duchowe oblicze Traugutta

Wykop Skomentuj3

Duchowe oblicze Traugutta
   
„Nieskończenie dziękuję Bogu za Jego święte błogosławieństwo, którego bardzo niegodnym się czuję, a dobroć Stwórcy daje mi otuchę i nadzieję, iż za Jego świętą łaską i pomocą we właściwym czasie, zdołam uczynić zadość wszelkim obowiązkom, jakie na mnie ciążą a o jakich me serce na chwile nie przepomina. Bóg nieskończenie miłosierny, po odjęciu takiej matki, jaką zastąpić niepodobieństwem prawie zdawało się — dał mym sierotom najczulszą opiekunkę, prawdziwą matkę, a mnie żonę, której godnym całą duszą być pragnę i staram się. On nas wszystkich przytuli i nie opuści. Ufajmy tylko Jemu i służmy szczerze".
„W naszem dotychczasowem położeniu często nie można wielu rzeczy zrobić jak się rozumie i jak potrzeba; w takich razach robić co tylko można, a z resztą śmiało spuszczać się na Boga. Szczerej pracy i poczciwym chęciom, prędzej czy później, Bóg zawsze dopomoże i pobłogosławi... Często On nie daje tym, których kocha wszystkich potrzebnych do roboty środków, właśnie dlatego, aby nie zapominali o tem, że co się dobrego robi, od niego pochodzi, i aby sobie samym tego nie przypisywali... Człowiek ziemię uprawia, krwawo pracuje koło niej i zasiewa, ale Bóg ziarna wzrost i obfitość plonu daje... Tak więc człowiek od pracy i starań nie jest wolny, aby tylko staranie i praca czystemi i poczciwemi były, o skutek ich troszczyć się nie powinien — bo ten w Bożem ręku. Przeciwnościami i niepowodzeniem nie zrażać się; spotykane przeszkody tylko zdwojoną energję do ich pokonania wywołać powinny".
Dwa te urywki pochodzą z prywatnej korespondencji ostatniego dyktatora Polski z r. 1863 — Romualda Traugutta.
Pierwszy — z listu do Matyldy Plumbergierowej — siostry zmarłej w 1859 r. żony dyktatora, Anny. List pisany 11 stycznia 1863 — na dni kilkanaście przed początkiem styczniowej tragedji. Drugi — z listu do gen. Józefa Bosak-Haukego, na dni niewiele przed finałem bohaterskich wysiłków — przed aresztowaniem Traugutta (w nocy z 10-go na 11 kwietnia), będącem początkiem końca.
Ograniczamy się do tych wyjaśnień niezbędnych. Zasadniczo bowiem nie obchodzi nas w danym razie komentarz do słów — ale same słowa.
Są one krótkie, zwięzłe, ale jakże wylewne!
Są proste, ale jakże uduchownione!
Bije z nich siła osobistego przeżycia: wieją szczerością głębokiego przekonania. Nic w nich z religijnego patosu romantyków. Nic z ciemnej, kabalistycznej frazeologji towianizmu. Człowiek, który to pisał, musiał żyć w gorącym klimacie duszy bardzo zjednoczonej z Bogiem. Słowa żarzą się wiarą i tchną ciepłem. To jakby styl Augustynów czy Teres...
Traugutta mało znamy.
Wszystko omal streszcza się w owym samotnym krzyżu, sterczącym na stokach Cytadeli Warszawskiej. Jest to znak bohaterskiego wytrwania i ofiarnej śmierci. Piękna i na zawsze dla dziejów Traugutta ważna monografja Dubieckiego ma luki. Pamiętniki Janowskiego są dopełnieniem do dziejów samej październikowej dyktatury. W opracowaniach roku 63-go postać Traugutta występuje na ogół w świetle szlachetnem, ale bladem. Jego rysy duchowe są często błędne lub zniekształcone, jak zniekształcone są rysy fizyczne na wielkich srebrnych, dziesięciozłotówkach...
Ale tajniki duszy Traugutta, ale katakumby jego myśli i uczuć są niezbadane. I dlatego chcemy w nie wejść. A jak na pielgrzymów katakumbowych przystało, chcemy płomykiem chęci naszej, oświetlić to wszystko, co nosi tam na sobie znamię Pro Christo. Czynimy to w przekonaniu, że sprawa ta dla Polski katolickiej jest na czasie, zwłaszcza, że obecnie jest kwestjonowana; że wreszcie zdaniem naszem, religijność Traugutta stanowi jeden z najważniejszych rysów w psychice Dyktatora i klucz do jej zrozumienia.
Sądy współczesnych, i wroga (Berg) i swoich (Dubiecki, Janowski, Krzemiński, Orzeszkowa, Limanowski nawet) są jednozgodne: Traugutt wyróżniał się mocnym światopoglądem religijnym.
To uderzało zarówno drwiących, sceptycznych i hulaszczych kadetów i oficerów rosyjskich, jak i czerwonych czy białych liberałów warszawskich.
Co wpłynęło zewnętrznie na formację takiego światopoglądu? Zarówno kraj jak dom.
Kraj lat dziecinnych i młodzieńczych Traugutta to pogranicze Podlasia i Polesia, kraj zapadły, puszczański, gdzie niewiara XVIII stulecia docierała najwyżej echem budzącem i grozą i odrazą; gdzie katastrofa rozbiorów zbyt wcześnie zbudziła świadomość, iż bastjonami polskości wobec schyzmatyckiej Rosji są kościoły i klasztory. W nich bowiem pierwiastek religijny kojarzył sią niezwykle mocno ze wspomnieniem o minionej przeszłości Rzeczypospolitej. Wszystkie prawie stanowiły fundacje miejscowych starożytnych rodów, mówiły o dostojeństwie rozdartej Ojczyzny. Dla Traugutta takiemi źródłami wzruszeń religijnych i narodowych, poza kościołem parafjalnym w Kamieńcu Litewskim, był kościół w bliższem rodzinnemu Szostakowiu — Wysokiem Litewskiem, fundacji ostatecznie Sapieżyńskiej a tradycją do Witolda sięgającej, był po drodze do Wysokiego Lit. klasztor Marjanów w Raśnie, fundacji Matuszewiczów, z cmentarzem szlachty okolicznej („mogiłki raśniańskie"); był wreszcie, kiedy ojciec Romualda, Ludwik Traugutt, nabył wieś Białe, kościółek parafjalny w kościuszkowskich Siechniewiczach. Kościółek fen w duchowej historji Traugutta zajmuje doniosłe miejsce. Tu z rąk długoletniego proboszcza tej parafji — ks. Skibickiego, przyjaciela rodziny Trauguttów — przyjął pierwszą komunję św. Ten sam staruszek spowiadał go i błogosławił, gdy w pierwszych dniach maja 1863 ruszał na bój. Interesował też żywo Traugutta bliski klasztor po Kartuzach w Berezie, fundacji Kazimierza Lwa Sapiehy. Za lat już dojrzałych będzie spisywał historję tego kościoła i klasztoru berezkiego, którą siostrzeniec jego, Jan Juszkiewicz, uzupełni i doda wspomnienia dotyczące okolicznych świątyń i kaplic. To stwierdza najlepiej jaki wpływ wywierały na miejscowych Polaków święte, a przez Moskwą profanowane mury kościołów i klasztorów. A takich tragedyj po r. 1831, za lat chłopięcych Traugutta było dość. Wystarczały chociażby bolesne wieści o profanowaniu i rujnowaniu katolickich świątyń w bliskim Brześciu nad Bugiem. Wtedy to z woli cara Mikołaja, Brześć zamieniono na twierdzę i w gruzy obracano wszystko, co mówiło o katolickości i polskości stolicy tego województwa, które Polsce dało ostatniego króla, Stanisława Augusta i ostatniego obrońcą niepodległości — Kościuszką. Prześladowania i szykany budziły tem większą miłość do wiary Ojców, a jej atmosfera, była atmosferą wszystkich domów polskich na tej rubieży Rzeczypospolitej.
Nie danym było wprawdzie małemu Romualdowi czerpać pierwszych wrażeń religijnych na kolanach i z ust matczynych. Urodzony 16 stycznia 1826, matką stracił już w maju 1828 r., mając zaledwie rok i kilka miesięcy. Jej miejsce zajęła babka macierzysta Justyna Błocka. Jeżeli się mówi o wpływie domu na małego Romusia, to był to przede wszystkim wpływ babki. Nie opuściła go prawie całe życie z wyjątkiem krótkich lat kadeckich w Petersburgu i kampanij wojennych. Zmarła w 1859 r. a więc na cztery prawie lata przed śmiercią ukochanego wnuka. Rósł więc Traugutt pod okiem babki, mądrej, głęboko wierzącej i czującej matrony i to była pierwsza mistrzyni jego życia. Ona przywiozła podrosłe już chłopię do Warszawy (gdzie wspomnienia Grochowa i Woli były tak żywe) aby dziecku na miejscu pokazać zabytki wspomnień narodowych, dochowała się nawet z tych czasów tradycja o wędrówce na grób Staszica na Bielany warszawskie (umarł przecie w tym roku i miesiącu, gdy Traugutt przyszedł na świat). Chcąc zabezpieczyć chłopca od wszelkich niepożądanych wpływów osiada później w Swisłoczy, kiedy kochany wnuś rozpoczął nauki gimnazjalne.
Jej to wskazówkom zapewne zawdzięczał Traugutt to, co sam z kolei dziewczątkom swoim, ślęczącym nad książką zalecał: „jeśli natraficie na coś trudnego, to trzeba westchnąć na chwilę do Boga a zobaczycie, że się to wyjaśni". Po niej zapewne też odziedziczył troskę, by form religijnych nie utożsamiać z pojęciem doskonałości chrześcijańskiej; „bo one bez ducha chrześcijańskiego — jak pisał Traugutt do gen. Bosaka 2 marca 1864 — i płynących zeń czynów, będą nie tylko niepożytecznemi, ale szkodliwemi nawet; gdyż będą kalać świętość religji, sprowadzając ją tylko do zewnętrznych praktyk". Z pobożności babki odziedziczył może i to pełne zgadzanie się z wolą Bożą w ciężkich chwilach życia, wierząc w jej miłościwą Opatrzność i celowość. Po babce też przejął odwagę swoich przekonań. Niezwykłą to musiała być niewiastą ta matrona, Justyna z książąt Szujskich Błocka, skoro umiała przeciwstawić się odwiecznym konwenansom klasowym i popełnić... „mezaljans", gdy księżniczką będąc, oddała rękę zwykłemu szlachcicowi idąc za głosem serca i przekonania. Tę odwagę przekonań, zwłaszcza odwagę swoich przekonań religijnych odziedziczył i ukochany jedyny wnuk — Romuald.
„Był to cichy i skromny młodzieniec — pisze Berg — dobroduszny na oko wobec wszystkiego; znęcaj się nad nim, ile chcesz — zaciśnie zęby i milczy uparcie... Ale jeżeli zaczęto żartować z religji katolickiej, z papieża, z księży — wtedy spokój opuszczał Traugutta, popadał we wściekłość (sic), oczy jego błyszczały nienaturalnym, dzikim(!) blaskiem... Koledzy jego, z pensjonatu Stiepanowa widywali go, jak co wieczora, zabierając się do spania, długo modlił się, klęcząc przy łóżku i bił się pięścią w piersi". Ta opinja rosyjskiego liberała, Berga, wyrażona z pewną złośliwą przesadą, stwierdza jedno: niezwykłą odwagę młodzieńca w wyznawaniu swej wiary. Podobny rys spotykamy w Traugucie jako młodym i cenionym oficerze w czasie wojny krymskiej. Gdy w walkach oblężniczych w Sewastopolu zjawiały się chwile wolne, i gdy oficerowie trwonili czas przy kartach czy kieliszku, „Traugutt — pisze Berg — zaszywał się w swój namiot i długo z niego nie wychodził, to na pewno dlatego, żeby na osobności pomodlić się (co prawda Bóg wie o co) lub przeczytać cośkolwiek z Biblji"
Kraj więc i dom, dały Trauguttowi głębokie przywiązanie i cześć dla wiary ojców, przekonanie, że forma musi odpowiadać treści, rozumienie znaczenia modlitwy i wreszcie odwagę wyznawania swej wiary bez względu na to, czy się to komu podoba, czy nie.
To życie religijne wniósł Traugutt i w swoje stosunki rodzinne. Poślubiwszy w 1853 r. Annę z Pikielów, był szczęśliwym mężem i ojcem. Niestety. Śmierć zabrała w ciągu roku dwoje dziatek, ukochaną babkę, a po niej w tygodni parę i umiłowaną żonę (listopad 1859 r.).
Ciosy były zbyt nagłe i silne, Traugutt zapadł ciężko na zdrowiu. Jakież były jego uczucia wewnętrzne?
„Boże Miłosierny — pisze wtedy w swych notatkach osobistych w momencie poświęconym wspomnieniom drogich mu zmarłych — bądź im miłościw, daj im wieczne odpoczywanie w chwale Twej świętej, a mnie wspieraj, abym razem z nimi zasłużył sobie wielbić Ciebie, Ojcze nasz Najdroższy po wszystkie wieki". Wzmianki Traugutta o Bogu są zawsze dziwnie ciepłe: wyczuwa się wprost to wzruszenie, które przepływa przez jego duszę.
Poza temn — żadnego buntu ni skargi. Nurt żalu głęboki, ale spokojny, opromieniony aktem miłości.
Duszę jednak palił ból i trzeba było ukojenia. Cóż tak koiło duszę?
Z nielicznych po Traugucie pamiątek pozostała książka w czarną skórę oprawna. Autor i tytuł: Catherine Emerich: Douloureuse Passion de N. S. Jesus Christ... To wczytywanie się w Mękę Zbawiciela musiało poruszyć głęboko serce Traugutta, skoro zabrał się do przetłumaczenia dziełka na język ojczysty. W latach przedwojennych starano się o wydanie tego tłumaczenia. Śmierć jednak ś. p. Alojzy Trauguttówny, córki Dyktatora (w 1907 r.) zamiar unicestwiła, a co gorsza rękopis się zawieruszył. Czy istnieje dotąd? Wydanie objawień wielkiej katolickiej mistyczki z XIX wieku w tłumaczeniu wielkiego męczennika i bohatera narodowego, jakim by było nabytkiem dla naszej literatury religijnej!
Nadszarpnięte nieszczęściami zdrowie, nastrój, który udzielał się całemu społeczeństwu polskiemu, wreszcie śmierć dziada, Witalisa księcia Szujskiego, oraz spadek po nim, powoduje prośbę o dymisję z armji rosyjskiej. Dymisjonowany (26. VI. 1862) w randze podpułkownika, osiedla się w odziedziczonym Ostrowiu w okolicach Kobrynia. Ze względu na drobne dzieci, poślubia Antoninę Kościuszkównę, która staje się matką dla sierot, a oddaną żoną dla wdowca.
Życie poczyna znów się układać i przejaśniać, a jak płynęło w ostrowieckim dworze, posłuchajmy wspomnień córki p. Anny Juszkiewiczowej: „Tatuś, ponieważ kościół był daleko, na górze w jednym z pokojów gościnnych, urządził coś w rodzaju kaplicy. Był obraz Matki Bożej, świece, ołtarzyk. Co wieczór tatuś zbierał tam całą rodzinę i służbę na wspólny pacierz. Również w niedzielę, gdy nie można było jechać do kościoła, tatuś gromadził tam wszystkich domowników i czytał Mszę św.“. „Rano tatuś zawsze się modlił razem z mamą: mówili pacierz...".
I jeszcze inny przemiły obrazek:
„Pamiętam jak nas dzieci brał (tatuś) na kolana i sam uczył katechizmu i historji św. Były to wielkie księgi z ilustracjami Dorego. Tatuś pokazywał nam obrazki, a potem objaśniał...".
Do kościoła jeżdżono zazwyczaj do Krupczyc. W Kobryniu bywano w kościele, o ile bawiono w gościnie u matki i wuja, pani Trauguttowej, w pobliskim folwarczku Kłopociu. W kobryńskim kościele rodzina miała ulubione miejsce; było to na prawo, koło ołtarza Matki Boskiej...
To życie ciche, zbożne, nie pozbawione zresztą kłopotów materjalnych i przykrości ze strony współsukcesora, niejakiego Aleksandra Bęklewskiego, przerwał grom powstania. 
Traugutt stanął pod bronią w dn. 8-mym maja, a w dniu 17-fym października objął ster całego ruchu jako Dyktator. Urzeczywistnił to, co pisał jakby w przeczuciu 11 stycznia 1863 r.: „...iż za jego (Stwórcy) świętą łaską i pomocą, we właściwym czasie, zdołam uczynić zadość wszystkim obowiązkom, jakie na mnie ciążą, a o jakich me serce na chwilę nie przepomina...".
„Będąc przekonany, że niezależność jest koniecznym warunkiem prawdziwego szczęścia każdego narodu, zawsze jej pragnąłem dla swojej Ojczyzny, a to tem bardziej, że i oswobodzenie się Rosji od ciężaru panowania nad Polską, liczyłem za również konieczny warunek do zwrócenia całej działalności rządu i ludu rosyjskiego na rzeczywisty pożytek tego obszernego państwa. Były to moje pragnienia, których urzeczywistnienia oczekiwałem od Boskiej Sprawiedliwości i Miłosierdzia".
Tak zeznawał Traugutt w komisji śledczej w. dn. 4 maja 1864 r. Zasługują na uwagę słowa ostatnie: „Boska Sprawiedliwość i Miłosierdzie". Stanowią bowiem one jakby leitmotiv w licznych odezwach i notach dyktatora Traugutta.
„Będąc u steru spraw publicznych w tych najtrudniejszych okolicznościach, zmuszeni jesteśmy, Ojcze święty — pisze w adresie z dn. 29 października r. 1863 do Piusa IX — złożyć Ci najgłębsze dzięki za postawienie sprawy naszej... wobec Najwyższej Sprawiedliwości i bronienia jej tam przez swoje i wiernych — za przykładem Twoim idące, modlitwy".
„Godzina Miłosierdzia i Sprawiedliwości dla męczonego Narodu, godzina kary dla jego katów — niedaleka" zapewnia Naród w pierwszej swej doń odezwie po objęciu rządów".
„W imię tych uczuć, (pogwałconej sprawiedliwości i prawa) wszyscy do walki z wrogiem stanęliśmy: mocni niemi, mocni wiarą w Sprawiedliwość Najwyższą, pewni jesteśmy rychłego i stanowczego sprawy naszej zwycięstwa"; — brzmi zakończenie odezwy do Duchowieństwa z dn. 15 grudnia 1863 r.
A w manifeście do Ludu Polskiego z dn. 1 stycznia 1864 r. czytamy:
„My znowuż, Rząd Narodowy, wierząc niewzruszenie w Sprawiedliwość Boską i w Miłosierdzie Jego ufając, do ostatniej kropli krwi od wrogów bronić kraju naszego postanowiliśmy i tego święcie dotrzymamy".
„Polska istnieć będzie, bo istnienie jej do postępu ludzkości nie tylko jest potrzebnem, ale koniecznem: czas Zmiłowania Pańskiego nad nią, jak mocno ufamy, już niedaleki"; zwraca się Traugutt do Ludów Europy w odezwie z dn. 18 marca 1864 r., i kończy z mocą:
„...odzywamy się do Was, Ludy i Rządy Europy, a odzywamy się nie głosem błagalnym i żebraczym... Nie przystoi jęczeć i błagać temu, kto występuje w imię obrażonych i podeptanych najświętszych praw ludzkości, kto z niezachwianą wiarą w Najwyższą Sprawiedliwość, bezbronny prawie przeszło od roku walczy z rozwścieklonym wrogiem".
Moglibyśmy mnożyć jeszcze cytaty podobne. Wskazują one na jedno: sprawa niepodległości Polski była dla Traugutta przede wszystkim kwestią Najwyższej sprawiedliwości i Bożego Miłosierdzia. Była konsekwencją jego głębokiej wiary w Opatrzność, w ręku której są losy narodów i ludzkości.
„Groźna chmura wprawdzie zbiera się nad jasnym horyzontem naszym — pisał jeszcze w 1853 r. w przededniu wojny krymskiej, do przyjaciela Jana Karskiego — ale kiedyż milsza i wdzięczniejsza pogoda, jak nie po burzy? A burze i pogody, czyż nie są w jednej, wszechmocnej ręce, a ta ręka, czyż nie jest ręką Najmiłościwszego, Najlepszego Ojca, który wszystko we właściwą porę i wszystko dla naszego prawdziwego dobra zsyła?".
A więc może bierne opuszczenie rąk w oczekiwaniu Woli Najwyższej i cudu? - nie. Poza wiarą w Sprawiedliwość i Miłosierdzie Boże, Traugutt wierzy równie silnie w inną wielką prawdę chrześcijańską — w potrzebę osobistego wysiłku, z którym się łączy idea poświęcenia i nieprzemijająca wartość ofiary.
„Szczerej (bowiem) pracy i poczciwym chęciom prędzej czy później Bóg zawsze dopomoże i pobłogosławi". „Człowiek od pracy i starań nie jest wolny, aby tylko starania i praca czystemi i poczciwemi były, o skutek ich troszczyć się nie powinien — bo ten w Bożem ręku.
„Jako chrześcijanie — woła — jesteśmy cząstką tej ludzkości, dla której Chrystus krew swą wytoczył; również jak On pracować chcemy; za całą ludzkość i dla ludzkości walczyliśmy, cierpieliśmy za całą ludzkość i dla ludzkości teraz walczymy. Krew naszą, łzy nasze i całe męczeństwo z radością do skarbnicy ludów składamy i jako wspólną od wszystkich ofiarę, ośmielamy się złożyć przed tronem Przedwiecznej Sprawiedliwości. Nie ustaniemy w tej strasznej walce przeciwko duchowi fałszu, tyranji i ciemności, dopóki prawda triumfu nie odniesie".
W świetle tych prawd, Bożej Sprawiedliwości i Opatrzności, a ze strony człowieka — poświęcenia i ofiary, doszliśmy do subtelnej sprawy udziału Traugutta w powstaniu. To nam wiele w nim wytłumaczy i wyjaśni.
Traugutt w okresie przedpowstaniowym od ruchu przygotowawczego trzymał się z daleka. To co Dubiecki a nawet Berg pisze o rzekomych jego związkach z działaczami czy kółkami narodowemi jest domysłem. Faktem zaś jest, że z imieniem Traugutta nie spotykamy się w żadnych pracach czy kółkach na terenie Petersburga. Podobnież nieznani są szerszej widowni ludzie, z którymi Traugutt żyje. Cóż bowiem mówią nazwiska czy pułk. Antoszewskiego czy Bezaka, albo Jana Karskiego czy nikomu bliżej nie określonego, Tarwida o którym Traugutt mówi jako o swoim „najlepszym przyjacielu". A gdzież głośniejsze nazwiska? Już nie Jarosława Dąbrowskiego czy Padlewskiego, młodszych szarżą i wiekiem, ale Sierakowskiego Zygmunta, ale Różyckiego Edwarda, a choćby i Ohryzki?
Nadto wiemy, że ostatnie lata przedpowstaniowe były dla Traugutta ciężkie i tragiczne: choroba i zgony najbliższych, choroba osobista, kłopoty finansowe: wszystko tak się składało, że trudno przypuścić, iżby Traugutt miał chęć i czas na jakąś pracę narodowo-organizacyjną.
Nadto jego osobiste poglądy w stosunku do zbrojnych zamierzeń były co najmniej krytyczne. Powstanie wybuchło, a Traugutt miesiącami pozostaje raczej obserwatorem wypadków. Co innego, że w duszy tak szlachetnej i wielkiej musiały się toczyć bolesne walki. Stał jednak z daleka. „Powstania nikomu nie doradzałem — pisze Traugutt w cytowanych zeznaniach, a choć to tylko zeznania, tyle w nich żołnierskiej otwartości i odwagi cywilnej, że trzeba mu wierzyć. A dalej mówi: „przeciwnie, jako były wojskowy, widziałem całą trudność walczenia bez armji i potrzeb wojennych z państwem słynącem z militarnej potęgi. Gdy zbrojne powstanie wybuchło w okolicy mego mieszkania... udano się do mnie błagając, abym objął dowództwo. Okazało się, że odwołać nie było już czasu, zgodziłem się...“.
Tę brzemienną w skutki decyzję, powziął Traugutt w dworku Jana Mitraszewskiego w Bożym darze.13) Jan Mitraszewski był szkolnym kolegą Traugutta ze Swisłoczy, był już sybirakiem z r. 1848, był wreszcie powstańczym naczelnikiem Kobrynia. Wobec nieustępliwej postawy przyjaciela, rzucił mu Się wreszcie do kolan, wołając: „Błagam cię Romualdzie nie odmawiaj nam i Polsce i przyjmij dowództwo“. Traugutt zakrył oczy, chwilę się namyślał i rzekł: „Przekonałeś mnie Janie. Przyjmuję".
I rzecz dziwna. Ten do niedawna trzeźwy fachowiec i militarysta, nie tylko przyjmuje dowództwo nad kobryńskim oddziałkiem (co by jeszcze dało się tłumaczyć racjami czysto uczuciowemi) nie tylko dwa miesiące w nim walczy. Rozbity ostatecznie pod Kołodnem, (13 lipca 1863) sam chory i zbiedzony, mógł dyskretnie zniknąć z widowni, boć spełnił swój obowiązek. A tymczasem już 26 lipca zjawia się w Warszawie ofiarując swą współpracę Rządowi Narodowemu. Wreszcie sam bierze ster tego rządu i w czasie, gdy już mówiąc słowami poety „sama odwaga załamała ręce", niestrudzenie organizuje, pracuje, trwa i wierzy, wierzy w zwycięstwo mimo klęsk i ruin.
Stajemy wobec psychologicznej zagadki: Gdzież się podziały zastrzeżenia i racje doświadczonego podpułkownika, którego zresztą smutne przewidywania tak się rychło ziściły i to na nim samym? Widocznie przeważyły racje inne i mocniejsze: walka rozstrzygnęła się na innej płaszczyźnie, poza granicami chłodnej kalkulacji. Sprawa niepodległości Polski przerosła stosy bagnetów i parki artyleryjskie; zajaśniała jako nieodzowny postulat Najwyższej Sprawiedliwości. I widać Traugutt w burce powstańczej poczuł się przede wszystkiem tej Sprawiedliwości żołnierzem, poczuł, że go Bóg powołał na szaniec może zwycięski, może stracony, ale, że ta jego i Narodu ofiara, jeżeli nie jest ostatniem, to jednak koniecznem ogniwem warunkującem „rychlej czy później" zwycięstwo ostateczne. Z ludzkich środków nie poniechał żadnego: wiązania wciąż rwanej przez wroga organizacji; dyplomatycznej gry, aż do paktów z rewolucją; przemiany luźnych oddziałków w maleńką, lecz karną armję; gromadzenie zasobów pieniężnych; a krzesanie przede wszystkiem wiary i zapału w zmęczonym i okrwawionym narodzie. Ale wśród tego wszystkiego był świadom, że: „nie tylko orężem, ale i męczeństwem swych dzieci Polska sobie zbawienie, a światu triumf sprawiedliwości gotuje" i że ostatecznie „Bóg nie z pysznymi — jak pisał do ks. Władysława Czartoryskiego — i wiara nasza tem mocniejsza, że widocznie ręka Boża jest z nami i On dziełem naszem kieruje".
W Traugucie dziwnie się harmonizuje mistycyzm z realizmem, zapobiegliwość ludzka, z głębokiem religijnem namaszczeniem. Tu tkwi tajemnica jego niezwykłej siły moralnej. Energję swoją czerpał i odświeżał u wieczystych źródeł, a źródłami temi było obcowanie z Bogiem w modlitwie i sakramentach.
Ledwie stanął na gorącym bruku warszawskim i nawiązał łączność z podziemnym Rządem, zastrzega sobie dzień na spowiedź i komunję św. A w czasie pracowitych, naprężonych i chmurnych dni dyktatury, w atmosferze iście Pawłowych niebezpieczeństw „w dzień i w noc... w niebezpieczeństwach od fałszywych braci", kiedy zadziwiał ogromem swojej pracy, znajdował sporo czasu na rozmowę z Bogiem.
„Porządek dnia Traugutta — pisze Dubiecki, zaufany świadek ostatnich miesięcy życia Dyktatora — był tego rodzaju — modlitwa dłuższa lub krótsza, a zawsze korna, odbywana klęcząc, dzień zaczynała. Leżąca przy łóżku książka do nabożeństwa, widocznie w częstem bywała użyciu, gdyż stopniowo kartki jej wyszarzałą przybierały postać. Niekiedy wpadający do niego wczesną godziną najbliższy domownik i jedyny gość, (Dubiecki) który go w różnych chwilach doby nawiedzał, zastawał go na modlitwie. Czekał więc cierpliwie, wertując jakąś książkę... Przedłużało się czasem zbyt długo to oczekiwanie i zbliżała się godzina wykładów szkolnych (Dubiecki był profesorem gimnazjalnym) na które musiałem spieszyć" a Traugutt pozostawał jeszcze pogrążony w modlitwie...
Polityczną swoją korespondencję zwłaszcza z miesięcy ostatnich (luty, marzec) Traugutt stale kończy zwrotem: „niech was Bóg wspiera i błogosławi". Zwrot ten zastąpił dotychczas przyjęte w korespondencjach powstańczych republikańskie pozdrowienia i braterstwo. Szczegół drobny, ale ważny, bo świadczy jak Traugutt starał się działalności swojej zewnętrznej nadawać ton chrześcijański. Nic też dziwnego, że chrześcijańskiem ciepłem promieniowała dusza jego na otoczenie, że światłem wiary przepajał on wszystkie wartości i zagadnienia nasuwane przez sprawę i życie.
Naród nie jest dla Traugutta tylko jednym z biologicznych procesów społeczeństwa. „...Bóg podzielił ludzkość na narody, dając każdemu z nich pewne odrębne cechy; każdy więc naród równe ma prawo do swego istnienia jako niezależna jednostka, rozwijająca ze swobodą zupełną tę myśl, którą Stwórca w jej łono złożył. Stąd następstwa, że nie należy ludziom działać niezgodnie z zamiarami Boga, a jeśli zechcą to zrobić, trudy i wysiłki zawsze się muszą udaremnić, zostawiając po sobie tylko pamiątkę wielkich cierpień i nieszczęść wszelkiego rodzaju...".
Cóż jest celem tak pojętego narodu? Odpowiada Traugutt: „...niepodległość i ustalenie w kraju porządku opartego na miłości chrześcijańskiej, na poszanowaniu prawa i wszelkiej sprawiedliwości, udzielając obywatelom należytą swobodę, bez naruszenia powagi i prawdziwej siły, jaka się władzy najwyższej, strzegącej porządku i bezpieczeństwa wszystkich, należy".
„Idea narodowości — przewiduje Traugutt — jest tak potężna i czyni tak szybkie postępy w Europie, że jej nic nie pokona, a wstrzymanie jej postępu posłuży tylko do nabrania siły i popularności ludziom najbardziej rewolucyjnych przekonań, którzy nie widzą innego środka do zaspokojenia pragnień wielu ludów, jak tylko ogólną burzę społeczną i zupełny przewrót istniejącego porządku rzeczy". Oto nacjonalistyczna doktryna Traugutta.
 
Naród polski, mimo, że ma swoją misję daną od Boga, „myśl którą Stwórca w (jego) łono złożył", jest jednak tylko cząstką chrześcijańskiej Rzeczypospolitej ludów. „Jako chrześcijanie, jesteśmy cząstką tej ludzkości, za którą Chrystus krew swą wytoczył...". A nasz dorobek duchowy cierpień, walki i ofiary, w myśl idei solidarności duchowej „składamy do skarbnicy ludzkości jako wspólną od wszystkich ofiarę i ośmielamy się złożyć Przedwiecznej Sprawiedliwości”.    ,
Takiem jest braterstwo ludów w pojęciu Traugutta. A czemże narody mają się rządzić w wzajemnych z sobą stosunkach? Jakież są źródła międzynarodowego prawa?
Daje nam odpowiedź Traugutt w odezwie 2 dn. 18 marca 1864 r. do Ludów Europy: „...prawdziwa wolność człowieka, równość wszystkich przed prawem, stosunki międzynarodowe oparte na braterstwie i miłości chrześcijańskiej, muszą się wydawać mrzonkami, (dla rządu zaborczego sc. Austrji) a ci, którzy w nie wierzą, ludźmi co najmniej słabego umysłu i godnymi politowania; my zaś — z pokorą i zupełną szczerością wyznajemy, że dla nas te mrzonki, są głównem prawidłem i kardynalnem prawem tak w stosunkach jednostek jak i całych narodów między sobą".
„Dla nas — nie pożądaj cudzego, nie czyń drugiemu, czego nie chcesz, aby tobie czyniono, jest główną podstawą wszelkich stosunków społecznych... bo my, w prostocie swojej, nie możemy pojąć, jakim sposobem to, co obowiązuje każdego w szczególności, nie ma w równej że sile obowiązywać ogółu całego...".
„W świętym Kościele katolickim, głównym warunkiem odpuszczenia krzywdy bliźniemu wyrządzonej jest restytucja... Bez najściślejszej restytucji pokrzywdzonemu, nic tej winy nie zmaże, nic nie rozbroi Najwyższej Sprawiedliwości. I tu znowu — nie rozumiemy, aby ten obowiązek ciążąc z taką siłą na jednostkach, nie leżał w tymże stopniu na rządach i narodach, jeśli zbiorowo zawinili".
Etyka więc życia narodów, musi być etyką Dekalogu.
Służba narodowa, w pojęciu Traugutta wymaga przede wszystkiem wielkich walorów moralnych.
Ludzi (nisko stojących moralnie) — a mowa tu o Mierosławskim i jego klice — „nie tylko z grona czynnych pracowników, ale w ogólności z łona Narodu wyrzucać czujemy się w najświętszym obowiązku i wyrzucać będziemy.
„Błędne i nieszczęsne w swych skutkach jest pojęcie, że dla skupienia wszystkich sił Narodu, wszystko, co się tylko mieni być polskiem, asymilować powinniśmy i we wspólnych robotach jednoczyć. Błoto i kał wszelkiego rodzaju zawsze odrzucać należy, bo to i czystych zawalać musi".
„Wprawdzie ten, kto brudny moralnie lub fizycznie może się jeszcze oczyścić; ale niech się wprzód oczyści, a potem do roboty staje i to nie na pierwszem, ale na ostatniem miejscu, z którego trudem i przeciwnością pewno prędzej do pierwszego dojdzie, jak pnąc się odrazu w górę..."
„Władza jest u nas aktem poświęcenia, a nie ambicji" powtarza niejednokrotnie.
Dbałość o wartości moralne w Narodzie, „o świętość domowego ogniska", jak się wyraża Dyktator, kazała mu zaraz w pierwszej do Narodu odezwie z d. 29. X. 1863 przypomnieć „że ponad majątkową ruiną i osobistą katuszą, są jeszcze świętości dla których trzeba poświęcić najdroższe uczucia, a do takich prawy Polak zaliczy honor i wstyd niewieści, na które teraz wróg dziki się rzuca". Poleca więc Traugutt Polkom dla tych racyj zdjąć żałobę narodową, by uchronić je od brutalnych napaści i krzywd ze strony władz rosyjskich.
„Nie potrzebujemy protestować kolorem sukni, kiedy krwią protestujemy przeciw najazdowi" woła.
Miłość rodziny i czystej atmosfery życia domowego, to jedna z najbardziej charakterystycznych cech Traugutta. Posłuchajmy jego zwierzeń:
„Patrząc na me kłopoty i nieprzyjemności — zwierza się w liście do szwagierki Plumbergierowej — ludzie dziwią się, że ja z taką zimną krwią i wytrwale (to wszystko) znoszę. A ja często rzeczywiście zbiedzony i skłopotany, gdy spojrzę na swoich, na żonę i dziatki, na ich wzajemną miłość — i to miłość ze strony dziatek czułą a ze strony matki prawdziwie rozsądną, choć również czułą, na najlepsze skutki tej miłości — wtedy o wszystkich troskach zapominam i czerpię moc do zniesienia nowych..."
„Czy ludzie pojmą — pisze do Jana Karskiego, wyrażając mu swe poglądy na miłość małżeńską — nie wiem, Bogu to tylko wiadomo; ale temu nikt nie zaprzeczy, że to jedyny środek do osiągnięcia szczęścia, tak dla pojedynczych ludzi, jak i dla całych narodów i dla ludzkości całej..."
Kwest ja społeczna w 1863 r. była przede wszystkiem kwestją włościańską, a ta obejmowała zagadnienie pańszczyzny i uwłaszczenia. Jeżeli pierwsze zagadnienie było w społeczeństwie polskiem bezspornem, o tyle sprawa uwłaszczenia wywoływała, zwłaszcza w ziemiańsfwie, zastrzeżenia i sprzeciwy. Dekret Komitetu Centralnego z d. 22 stycznia w chwili wybuchu powstania, jako dekret Tymczasowego Rządu Narodowego dał rozwiązanie decydujące: uwłaszczenie chłopa. Na ogół biorąc patrjotyczna szlachta przyjęła to jako fakt dokonany: ale były i wyjątki. Stąd polskie żywioły rewolucyjne, które kwestję tę chciały załatwić na „czerwono", drogą rewolucji społecznej, parły do walki klasowej.
Traugutt dekret z d. 22 stycznia całkowicie utrzymał i drogą surowych sankcyj starał się go wprowadzić tam, gdzie jeszcze się z nim nie liczono. Czynił to nie tylko ze względów interesu politycznego, by chłopa skaptować do szeregów. Uwłaszczenie było dlań aktem sprawiedliwości społecznej, było obowiązkiem obywatelskim, sprawą chrześcijańskiego sumienia. Ale naciskając opornych właścicieli, z drugiej strony nie schlebia ludowi, mówiąc mu tylko o jego prawach, a zamilczając obowiązki. Społeczna miłość, braterska miłość dzieci jednej Ojczyzny ma wyrównać przedział między panem i chłopem.
Ludowi — poświęcił Traugutt dwa obszerne swoje manifesty, z d. 1 stycznia i z d. 25 marca roku 1864. Nie chodzi nam tu o całą społeczną doktrynę Traugutta, ale o jej „ chrześcijańskość".
„Kiedy według rozkazania naszego (t. j. Rządu Nar.) sprawiedliwość każdemu jest wymierzona, i kiedy wszyscy jednakowo, czy w siermiędze czy w kaftanie jesteśmy prawi ziemi polskiej obywatele, słuszne jest każdemu wiedzieć, jak się ma w tej swojej godności zachować".
A więc najpierw pochodzenie własności: „Tę ziemię naszą świętą, którą my w pocie czoła sprawiamy, dał nam Bóg Najwyższy w dziedzictwo".
Jeżeli szlachta miała kiedyś większe przywileje; to z racji krwi, którą lała w obronie Ojczyzny:
„Na wojnę wychodzili ci tylko, którzy rozum i naukę większą posiadali, szlachtą zwani, chłopek zaś rolę orał a nie znał co to wojna i branki żadnej nigdy nie było. A iż szlachta na wojnie krew swą za tę ziemię Polską przelewała, więc lepszych praw dla siebie żądali i ziemię posiedli" z czasem jednak „rolnik w zapomnieniu pozostał i swawola się wzmogła".
Obecnie jednak, Rząd Narodowy, idąc w ślad Kościuszki, postanowił „żeby chłopek każdy za wolnego obywatela był miany, żeby własności swojej spokojnie na wieki zażywał".
Ale to pociąga za sobą i obowiązki: przede wszystkiem obrony kraju — jako wspólnego dobra. Trzeba też wzajemnej zgody i jedności.
„Każdy wie, iż kiedy dziatwa w niezgodzie, najłatwiej ojcowizną zagrabić. Tak też moskal sobie z nami poczynał, ciągle braci na braci, chłopków na szlachtą podszczuwał. A iż, aby człowieka zabić, w głową sią go uderza, tak też moskal najzacieklej rzucił sią na ludzi rozumniejszych i bogatszych, aby tych wygubiwszy, resztą jako stado bez pasterzy tem pewniej pod moc swoją zagarnął".
Stwierdza Dyktator dobrą wolą ze strony szlachty:
„Wszyscy dziedzice głosu naszego (t. j. Dekretu o uwłaszczeniu) usłuchali z dobrej woli" (Odezwa z. 1. I. 1864).
„Bezwstydnie też Car moskiewski głosi Wam, jakoby panowie szczęściu Waszemu przeszkadzali, kiedy on panom nigdy o waszym losie stanowić nie dopuścił, aż dopiero, kiedyśmy z bronią przeciwko jego zdradom i uciskowi powstali, wtedyśmy od razu całemu ludowi sprawiedliwość uczynili. To sobie zapamiętajcie na wieki wieków, że tylko w ten czas moskal chce niby myśleć o Was, kiedy Polacy biorą sią do broni". (Odezwa z 25. III 1864.)
Przeciwstawia sią więc Traugutt demagogji rewolucyjnej i domorosłych czerwieńców i rosyjskich nihilistów. Miast haseł społecznej nienawiści, głosi społeczną miłość. I to jest jego narodowy testament. Ostatnie słowa odezwy do ludu z 25 marca, która jest Bodaj i ostatnim manifestem Traugutta, są:
„Kochajcie tą Świętą Ziemią, która Was wychowała i wykarmiła. Miłujcie waszych współrodaków, wszystkich, bez różnicy stanu, którzy na tej ziemi wyrośli. Nie znajcie innego wroga jak moskala, który jest gnębiciel i zdrajca, a Bóg Najwyższy pobłogosławi Wam; a gdy tego wroga moskiewskiego pozbędziemy sią, co już wprędce nastąpi, wolność, pokój, szczęście zakwitnie na ziemi naszej!"
Tak przemawiał Traugutt do chłopa polskiego.
Troska o ducha armji narodowej stale zaprzątała Dyktatora. Za najpilniejszą sprawą poczytał sprawą karności w oddziałach i stąd dekrety reorganizujące luźne, samowolne często i jako własność dowódców traktowane partje powstańcze, w małą armję, w szeregi wojska regularnego. Stąd dekrety przeciwko uciekinierom i darmozjadom, co w mundurach miesiącami siedząc, w bezpiecznej Galicji udawali bohaterów.
Ale wychowanie żołnierskie Traugutt pojmuje głębiej, nie chodzi mu o karne a nawet bitne automaty; w żołnierzu polskim chce widzieć podobnie jak Norwid „rycerskość” a nie „sołdactwo".
„Święte prawa rodziny i własności codziennie deptane są przez wrogów, z właściwą im bezczelnością i barbarzyństwem. Straż tych praw, Ojczyzna Wam, Żołnierze Polscy, powierza!" woła Traugutt.
„Każdy z Was, który by się splamił gwałtem lub okrucieństwem, stałby się równym moskalowi i zasłużyłby na tę pogardą, jaka się należy siepaczom najazdu".
„Pomnijcie zawsze — żeście chrześcijańscy rycerze, zachowajcie dziedziczne cnoty waszych przodków z gorącą wiarą, karnością i męstwem".
A w liście do gen. Bosaka - Hauke, jeszcze mocniej akcentuje ten chrześcijański charakter żołnierza polskiego:
„Żołnierz polski powinien być prawdziwym żołnierzem Chrystusa: czystość obyczajów i nieskalaną cnotę, a nie swawolę i demoralizację roznosić wszędzie powinien. Cnota żołnierza naszego powinna być czynną t.j. zasadzać się głównie na czynach, połączonych z poszanowaniem zewnętrznych form przez Kościół przyjętych i uświęconych, jako objaw widomy uczuć wewnętrznych, ale bynajmniej nie uważając tych form za treść samą, za doskonałość chrześcijańską, bo one, bez ducha chrześcijańskiego i płynących zeń czynów, będą nie tylko bezużytecznemi, ale szkodliwemi nawet; gdyż będą kalać świętość religji, sprowadzając ją tylko do zewnętrznych praktyk, zupełnie niezgodnych z postępowaniem. Niech będzie wiara gorąca i szczera bez fanatyzmu, pobożność prawdziwa bez bigoterji, przyzwoitość obejścia się, zarówno daleka od śmiałego narzucania się jak i od zimnej i odpychającej surowości". I dodaje: „Przykład dany z góry, zły czy dobry z łatwością na niższych oddziaływa".
W słowach tych Traugutt mimo woli scharakteryzował siebie. Ten przegląd jego myśli na temat takich istotnych pojęć jak naród, państwo, rodzina, społeczna miłość i sprawiedliwość, kształtowanie ducha obywatelskiego i rycerskiego, pojęć i dziś tak bardzo aktualnych, powinien zwrócić uwagę na Traugutta, jako na wielkiego Wychowawcę Narodu, który życiem, czynem i śmiercią zadokumentował hasła, jakie głosił.
Stwierdziliśmy fakt niezwykłej religijności Traugutta, duszy na wskroś chrześcijańskiej. Musimy wskazać źródło tego nurtu. W Traugucie nie mamy do czynienia z chrześcijaństwem bezświadomem, nieokreślonem i indywidualnem; niema odcieni czerpanych z romantyzmu czy towianizmu.. Traugutt był duszą prostą i trzeźwą; nie znosił religijności sentymentalnej czy ekscentrycznej. Gdy taka właśnie szlachetna ale romantyczna dusza, Rafał Krajewski b. dyrektor Wydziału Spraw Wewnętrznych, wystąpił z projektem, by w dzień wigilji Bożego Narodzenia ludność Warszawy z opłatkiem wyszła na ulice i w duchu przebaczenia łamała się z policją i kozakami, Traugutt wzruszył ramionami. „Chciałem go użyć jeszcze do jakiejś roboty, ale widzę — że niepodobna" zwierzył się potem Dubieckiemu.
Mimo tylu akcentów wiary, jakiemi były nacechowane jego odezwy czy listy, budził też różne wątpliwości w uległym zapewne towianizmowi (przez wpływ ojca) Edmundzie Różyckim. Wywołało to gorzką i mocną odpowiedź ze strony Traugutta, który poczuł się boleśnie dotknięty w swych najświętszych przekonaniach.
„Zaprawdę — pisał w obszernym liście z d. 25 marca r. 1864 - w dziwny sposób do Rządu przemawiacie (Rządem był sam Traugutt) mówiąc, że wzywając wszystkich w imię Boga, powinien sam w Boga wierzyć... Czy pomyśleliście nad tem, czy jest jaka możność robienia tego, co my robimy, bez takiej wiary?... Obywatelu ziemi Polskiej! Uwłaczając w podobny sposób i z taką niebaczną lekkością Rządowi polskiemu nie Rząd, lecz siebie poniżasz... Jeżeli zaś czujesz i jesteś przekonany, że to coś powiedział jest prawdą i że zarazem ty jesteś tym człowiekiem, który i rzeczy rozumie jak należy i przejęty ową prawdziwie chrześcijańską wiarą i ufnością w Boga, a miłością dla ludzkości, drugich najwłaściwiej poprawić zdoła, to obowiązek sumienia nakazuje ci przybyć tu — i stanąć do kierowania wszystkiem... Grzesząc i to ciężko grzesząc w swojem piśmie, więcej daleko przeciwko krajowi jak przeciwko nam zgrzeszyliście, chociaż i osobistość nasza została przez was mocno dotknięta, bo jakiemiż są ludzie, którzy wmawiają w drugich to, czego sami nie podzielają, odzywają się w imię Tego, w którego sami nie wierzą, a rozporządzenia ważniejsze wydają dla efektu i chwilowego zajęcia publiczności...".
Wiara i mistyka Traugutta — była wiarą i mistyką katolickiego Kościoła. Jego chrześcijaństwo było pełnem chrześcijaństwem — było katolicyzmem.
Z drugiej jednak strony, ten jego niewątpliwy katolicyzm życia i zasad, ma pewne zastrzeżenia w stosunku do tych grup kleru katolickiego, które z powstaniem były w kolizji. Te zastrzeżenia stawia Traugutt Stolicy Apostolskiej wobec kandydatów na stolice biskupie lubelską i suwalską 4) (ks. Goljana i ks. Łubieńskiego). Te zastrzeżenia żywił wobec biskupa płockiego Wincentego Popiela, wreszcie wobec naznaczonego przez moskali administratora diecezji Warszawskiej prałata Zwolińskiego. Z tych samych powodów, w instrukcji dla Gabryela Łuniewskiego, ajenta Rządu Narodowego przy Watykanie, surowo sądzi Zmartwychwstańców.
Karol Majewski w zeznaniach swoich mówi, że Traugutt kiedyś w rozmowie, bronił się od zarzutów „klerykalizmu" Obronę od „klerykalizmu skwapliwie w swojej monografijce notuje Limanowski; trudno z tak krótkiej i mętnej wzmianki Majewskiego coś wysnuć. Ale zdaje się, że jeżeli katolickim religijnym poglądom Traugutta stawiano jakie zarzuty, to w dyskusji na ten temat mógł, nie odstępując od istoty zagadnienia, stwierdzić, że wobec sfer duchownych zajmuje stanowisko zupełnie politycznie niezależne. A jako dowody mógł przytoczyć wyżej cytowane przykłady.
Katolicyzmowi swemu dał Traugutt niejednokrotnie wyraz w życiu osobistem i na stanowisku publicznem.
Już w pierwszych słowach zwróconych do Narodu w manifeście z d. 29 paź. 1863 r. wyraża swe oburzenie, iż „dziki i bezbożny wróg nasz splugawił gwałtem kościoły i schronienia umarłych, znieważył klasztory rozpustą".
A w manifeście do ludu z d. 25 marca 1864 r. tłumaczy chłopu polskiemu, iż moskale „są Kościoła katolickiego i Wiary naszej świętej nieprzyjaciele zaklęci, a teraz (zwłaszcza) na Wiarę św. najwięcej rozsrożeni".
„Krew męczenników — woła wreszcie w odezwie do duchowieństwa (d. 15. XII. 63.) płodna jest. Prześladowaniem Kościół się budował, a Bóg nie opuszcza tych, których wybrał jako godnych cierpieć dla Imienia Jego“.
„Moskwa rozumie to dobrze — pisze do ajenta przy Watykanie Łuniewskiego (15. II. 64), że z katolicką Polską nie da sobie rady, to też teraz największą swą wściekłość wywiera na naszych duchownych Pasterzy".
Sensus catholicus do trzech zasadniczo wartości da się sprowadzić, a temi są: papież, Matka Najświętsza, Eucharystja.
Te trzy stygmaty katolickości odnajdujemy w Traugucie.
Na szczególną uwagę zasługuje stosunek jego do Stolicy Apostolskiej. Nasze ruchy insurekcyjne nie pozostawiły po temu tradycji. Dopiero rok 63 dał wyraz katolickim uczuciom Polski. Pierwszy kontakt z Rzymem, z Piusem IX nawiązał bodaj na wniosek Gołemberskiego t. zw. rząd czerwcowy (Karola Majewskiego).
Wyprawiono wtedy do Rzymu przez paryską ajencję księcia Wł. Czartoryskiego adres, wyrażający katolickie uczucia Polski.
Tę tradycję podtrzymał Traugutt. Pierwszy znany nam akt z jego działalności zewnętrznej po objęciu rządów, to list do Piusa IX, podpisany dawno w dyplomacji europejskiej zapomnianym zwrotem: „Z synowską miłością — Rząd Narodowy Polski".
„Ojcze Święty — oto początek listu — walcząc przeciwko najzawziętszym nieprzyjacielom sprawiedliwości i cnoty dla wywalczenia wolności Ojczyzny, otrzymaliśmy najweselszą wiadomość, że Ty, Ojcze Święty, dałeś dowód łaskawości swojej względem naszej sprawy, nakazując w Rzymie publiczne modły w celu uproszenia Miłosierdzia Bożego dla Narodu Polskiego".
„Będąc u steru spraw publicznych w tych najtrudniejszych okolicznościach, zmuszeni jesteśmy, Ojcze Święty, złożyć Ci najgłębsze dzięki w imieniu całego ludu polskiego za postawienie sprawy naszej wobec Najwyższej Sprawiedliwości i bronienia jej tam przez Twoje i wiernych za przykładem Twoim idących — modlitwy".
„Tak jest, Ojcze Święty! Silnie trzymając się tradycji religijnej przodków naszych, z tym samym znakiem wiary, jako przedmurze chrześcijaństwa, chwyciliśmy za broń dla odpędzenia barbarzyńskich Moskali, nieprzyjaciół wiary, nasze krainy niszczących, nasze świętości depcących".
„Nie lękamy się sprawy naszej nazwać sprawiedliwą i dlatego pragniemy otoczyć się najczulszą opieką serca pasterskiego".
Zawiązane stosunki zacieśniły się, a funkcję ajenta polskiego przy Watykanie pełnił Gabrjel Łuniewski „któremu — jak pisze Traugutt do komisarza pełnomocnego na sandomierskie (ks. kan. Kaspra Kotkowskiego) — Ojciec Św. polecił co środa składać raporta o wszystkiem, co się u nas dzieje i takowe raporta za pośrednictwem monsignora Franchi sobie w oryginale komunikować kazał.
W instrukcjach, które Traugutt przesłał Łuniewskiemu 10. XI. 1863 r. czytamy:
„Rząd Narodowy, opierając się na odwiecznych zasadach społecznego porządku, działania swoje rozpoczął, prowadzi i do pożądanego celu aż do końca prowadzić będzie w duchu posłuszeństwa dla Stolicy Apostolskiej w rzeczach duchowych, jakie Jej się od kraju przeważnie katolickiego należy".
„Szczerem i gorącem pragnieniem Rządu Narodowego jest obrona i krzewienie wiary św. katolickiej, a mianowicie obrona od schyzmy moskiewskiej i gwałtów, których kościół obrządku greckiego z rzymskim połączonego był i jest nieustannie przedmiotem ze strony najezdniczego rządu moskiewskiego z zapewnieniem, że w krzewieniu i obronie Wiary św. katolickiej, Rząd Narodowy nie użyje i nie dozwoli użyć innych środków, oprócz przekonania i miłości".
Wzmianki o Piusie IX raz po raz odnajdujemy w odezwach Traugutta.
„Głowa katolickiego Kościoła szlachetnej Polsce zapowiada zwycięstwo i świętą naszą sprawę wspiera modlitwami katolickiego świata; pragnie przywrócenia sprawiedliwości i praw pogwałconych" głosi odezwa do Duchowieństwa.
W ciepłych słowach mówi o papieżu Traugutt ludowi polskiemu:
„Oto Ojciec św. powiedzieć raczył: »0 Polacy, wy zacni jesteście, wam się należy zwycięstwo«. Następnie tenże Ojciec św. modlitwy publiczne za Polskę nakazał i jubileusz wyznaczył, a w końcu i do cesarza francuskiego pisze, że wolą Jego jest, aby sprawiedliwość była przywróconą, a pogwałcone prawa dla pokrzywdzonych były odzyskane" (Odezwa 1. I. 1854).
I znowu: „Oto drugi rok u Ojca Świętego (moskale) proszą, żeby nas Polaków potępił a On, jako Pasterz dobry, takiej niesprawiedliwości uczynić nie chce i nie czyni, ale owszem, modlić się za nas każe, czem najpewniejszą pomoc wyjedna" (Odezwa z d. 25. III. 1864.).
Po latach — miło stwierdzić katolikowi polskiemu, że dwa świetlane duchy: papież Pius IX i tajemny dyktator Polski Romuald Traugutt spotykali się w myślach; że ufność Papieża była ufnością dyktatora; że obaj, w tych najbardziej dla Polski groźnych i klęskowych czasach, wbrew przewidywaniom, już nie tylko polityków europejskich, ale i całego szeregu działaczy polskich wierzyli w zmartwychwstanie Ojczyzny naszej, jako w prosty wynik — Najwyższej Sprawiedliwości.
Imię Bogarodzicy, Niepokalanej Królowej Korony Polskiej, spotykamy zarówno w dyplomatycznej korespondencji Traugutta, jak i w publicznych odezwach.
Jedną z najmilszych dla Traugutta chwil w ciężkim okresie dyktatury, była nadesłana przez Ajencję Paryską wieść, o wypłynięciu na wody mórz europejskich statku z polską banderą pod nazwą „Kościuszko". Do sprawy tej przywiązywano duże nadzieje. Dyplomacja francuska dawała do zrozumienia, że pojawienie się takiego statku, da precedens dla państw europejskich do uznania Polski za stronę wojującą. Zresztą była to bądź co bądź zapowiedź przyszłej floty polskiej! Z radosnem tedy wzruszeniem pisze Traugutt w nocie z d. 8. lutego 1864 do księcia Wł. Czartoryskiego: „Kościuszko" puścił się na morze. Opatrzności Boskiej i szczególnej opiece Królowej Naszej Niebieskiej polecamy ten zawiązek floty naszej narodowej"...
I znów — Polakowi współczesnemu miłą jest rzeczą, że ten zaczątek naszej floty ustami Traugutta został oddany pod błękitną pieczę Stellae Maris — Bogarodzicy.
A okrzyk bojowy, jaki rzuca Traugutt na rok nowy 1864 brzmi: „Weźże się do tej roboty, dziatwo polska, nie leniwo, w Bogu ufając, mężnie i wytrwale sobie poczynając, a Bóg Najwyższy, za przyczyną Matki Najświętszej Królowej Polskiej wprędce nas od tej szarańczy moskiewskiej uwolni" (Odezwa noworoczna do ludu z 1864).
Uzupełnieniem tych śladów kultu Matki Bożej w życiu Traugutta będzie przypomnienie owej kapliczki z obrazem Bogarodzicy w mansardzie ostrowieckiego dworu i wspomnienia córki, p. Anny z Trauguttów Juszkiewiczowej, która świadczy: „(Ojciec) mawiał, że Matka Boża jest naszą opiekunką. W maju zbierał wszystkich na majowe nabożeństwa, które sam czytał z książeczki"...Dochowała się dotąd ta książeczka biedna i zżółkła, w zielonej papierowej okładce drukowana u XX. Misjonarzy w Warszawie, świadek niemy owych majowych nabożeństw Traugutta...
Po straceniu dyktatora, z polecenia Trepowa, komendant Cytadeli jen. major Zajcow sporządził inwentarz rzeczy zabranych z mieszkania przy ul. Smolnej. Wśród 50 pozycyj garderoby, prostych sprzętów i drobiazgów, znajdujemy pod numerem 38 jedyny obrazek, „obrazek Zbawiciela", a pod numerem 45 wzmiankę o złotym pierścionku z wizerunkiem Matki Bożej... Pierścionek wraz z medalikiem również z Matką Boską zdjęty z szyi Traugutta zwrócono z paroma drobiazgami wdowie; resztę rzeczy spalono. Niestety, cenne te pamiątki stały się łupem chciwości ludzkiej w czasie pożaru domu.
Religijną potrzebą tego głęboko wierzącego chrześcijanina był kontakt z Bogiem w komunji świętej. Przed ruszeniem w pole (maj 1863), bawiąc z pożegnaniem u siostry Alojzy Juszkiewiczowej w Białej, w pobliskim kościółku w Siechniewiczach spowiada się i komunikuje. To samo czyni z powagą i namaszczeniem w kościele Kapucynów w Warszawie, gdy otworzyła się przed nim możliwość współpracy z władzami centralnemi powstania. Z tych faktów wnioskować by można, że Traugutt w ważniejszych momentach swego życia miał zwyczaj łączności z Bogiem w komunji św.
Samotnik z ulicy Smolnej rzadko w czasie swej dyktatury opuszczał swe zacisze ze względu na ryzyko, na rozpanoszony po ulicach Warszawy terror policyjny. Wychodził tedy z domu jedynie z konieczności. Ale do. tych konieczności należały msze w niedziele i święta. „Kościołem do którego uczęszczał on co niedziela i święto, był kościół św. Aleksandra, parafjalny, najbliższy" pisze Dubiecki. A wspomina o tem przytaczając szczegół swej bytności z Trauguttem w kościele w dniu 9 marca „jednym z dni rozpoczynających Zmartwychwstanie Pańskie".
Jeżeli się mówi o katolicyzmie Traugutta, nie od rzeczy będzie wspomnieć o jego stosunku do Unji. W instrukcjach dla ajenta przy Watykanie (Łuniewskiego) sprawie tej poświęca stosunkowo dużo miejsca. Już w pierwszym punkcie mówi o obronie „Kościoła obrządku greckiego z Rzymskim połączonego", który „był i jest przedmiotem nieustannych gwałtów ze strony schizmy”. Na przyszłość zapowiada krzewienie wiary św. t. zw. unji, ale tylko „środkami przekonania i miłości" czyli nie drogą ukazów rządowych, ale kościelną pracą misyjną.
„Nie tajno Stolicy Apostolskiej — powiada dalej, że ze wszystkich narodów nowożytnych jedyna Polska posunęła Jej granice na Wschodzie, a wiekami w tem dążeniu ustalona, przekonaniem wzmocniona, mając najsłuszniejsze swe interesy polityczne ściśle połączone z Unją, sama tylko dla Kościoła pożądaną jedność wiary przeprowadzić może i powinna, a przy błogosławieństwie i współdziałaniu Stolicy Apostolskiej niewątpliwie cel ten osiągnie".
Taż sama instrukcja zaleca starania o kanonizację św. Jozefata. „Kanonizacja bł. Józefata, ze względu na wpływ zbawienny, jaki ta wywrze na podniesienie ducha religijnego w prowincjach Litwy i Rusi jest wielce pożądaną". Sprawa kanonizacji, poruszona w listopadzie, wraca pod pióro Traugutta w lutym następnego roku. „Kwestja kanonizacji bł. Józefata — pisze do Komisarza Pełnomocnego na woj. Sandomierskie (kan. Kotkowskiego) w d. 14. II. 1864 r. — zostaje pod kierunkiem ajenta naszego politycznego przy Dworze Watykańskim... Obliczenie całe kosztów i rozłożenie na raty zrobione było przez umyślnie do tego przeznaczonego monsig. Bartolini łącznie z Kardynałem Wikarym Kongregacji monsig. Patrici, poczem zapytywano nas, czy jesteśmy w stanie w czasie obecnym takie koszta ponieść, przyczem zastrzeżono, żebyśmy ściśle naznaczonych terminów wypłaty trzymali się, inaczej włożone koszta stracone będą.“
Smutna atoli rzeczywistość stanęła na przeszkodzie. Powstanie załamywało się. Kasy narodowe świeciły pustkami. Grosz, który był, trzeba było obrócić przede wszystkiem na głodnego, zmarzłego i często bezbronnego żołnierza. Było to kwestją sumienia dla Dyktatora i jego najświętszym obowiązkiem. Jego religijność zawsze cechował realizm.
„Z ostatnich raportów waszych z d. 23 stycz. Nr. 40 i 41 — pisze tedy Traugutt — dowiadujemy się o pomyślniejszym dla nas stanie rzeczy w Rzymie, a także o rozpoczętych przez was pracach względem kanonizacji bł. Józefata. Ze sprawą tą, mającą bez zaprzeczenia znakomitą ważność, z konieczności wstrzymać się na teraz musimy, jakeśmy to pisali w danej wam instrukcji, chociaż jej przeprowadzenie jest nam nader pożądanem i przy pierwszej możności rzecz tę wznowimy. Może Bóg łaskaw pozwoli, że w niedługim czasie łatwiej nam będzie 50 tysięcy skudów jak teraz 30, a choćby nawet 3 tysiące wyłożyć, a przytem, życzylibyśmy, aby kanonizacja tego św. Męczennika Rusi zupełnie oddzielnie się odbyła. Tymczasem pamiętając na pamiętne
słowa, że każda garść ziemi naszej jest relikwią i świętością, zdaje nam się, że nie zanadto powiemy utrzymując, że i sam bł. Józefat potwierdziłby nasze zdanie, iż teraz grosz każdy przede wszystkiem obrócić powinniśmy na ratunek Ojczyzny i zagrożonej Wiary św. za którą Męczennik krew swą przelał i za którą teraz cały nasz Naród swe życie i mienie daje".
A do kanonika Kotkowskiego: „Na teraz to jest niepodobnem dla kraju, ale że jak najprędzej całą tę sprawę wznowić postaramy się. Ciesząc się zatem z gotowości Duchowieństwa Sandomierskiego do niesienia ofiar w tak chwalebnym celu jak kanonizacja Męczennika naszego przez Moskwę zamordowanego, winniśmy wszakże zwrócić uwagę Duchowieństwu, że w obecnym stanie kraju na ratunek jego przede wszystkiem każdy grosz poświęcić należy, na ratunek od tejże samej Moskwy, która i teraz nie przestaje męczyć i katować nie już samych kapłanów i opowiadaczy Słowa Bożego, ale Naród nasz cały. Zdaje się nam, że nie powiemy zanadto, kiedy wyrazimy zdanie i przekonanie nasze, że i sam bł. Józefat z wysokości niebios każe nam wpierw ratować nieszczęsną Ojczyznę i zagrożoną Wiarę św. za którą On krew swą przelał, aniżeli śpieszyć z dopełnieniem obrzędu jego kanonizacji, który na czas tryumfu nad wrogiem właściwiej odnieść należy."
Ostatni wreszcie ślad tej sprawy znajdujemy w zarządzeniu z dn. 19 marca 1864 przesłanem przez Traugutta komisarzowi pełnomocnemu na zabór austryjacki (Wład. Majewskiemu.) Donosi, że w sprawie kanonizacji bł. Józefata ajent posunął się dalej niż miał polecone i sprawę już zaczęto. Należało wnieść wobec tego 3000 skudów. „W ten sposób ajent postawił i Rząd i siebie w przykrem położeniu. Rozkazaliśmy mu, aby nadal żadnych awansów nie robił, a zarazem polecamy wam, abyście potrzebne 8000 zł. (= 3000 skudów) zebrali w Galicji, jako najwięcej mającej mieszkańców obrządku unickiego. Po zrealizowaniu, pieniądze prześlijcie wprost do ajenta rzymskiego. Niech Was Bóg strzeże i dopomaga."
21*
Dodać należy — choć nie wiemy, czy polecenie Traugutta zrealizowano — że sprawa nie przepadła. Mimo upadku powstania i wśród największego terroru moskiewskiego, Pius IX z wielką uroczystością ogłosił kanonizację św. Józefata w 1867 r. a uroczystość ta była bodaj ostatnim aktem braterstwa między Polską i Rusią.
W swojem miejscu zaznaczyliśmy negatywny stosunek dyktatora do tych warstw duchowieństwa, które wobec powstania zajęły stanowisko nieprzychylne. Były to raczej jednostki i rezerwa Traugutta dotyczyła tylko ich stanowiska politycznego. Wyjątek stanowił administrator — intruz Zwoliński, kreatura nieciekawa, przed którym Traugutt ostrzega Stolicę Apostolską, jako przed człowiekiem suspectum de fide. Natomiast znaczenie i rolę kleru polskiego podkreślił mocno w swej odezwie do duchowieństwa. (15. XII. 63).
„Zacne duchowieństwo polskie — pisze w niej — zbrojne świętą tarczą religijnych zasad, stawiając tamę temu napływowi zbrodni, przekazało dzisiejszemu pokoleniu naszemu drogą spuściznę starożytnych cnót i niezłomne przywiązanie do religji, będące dla prawego Polaka podporą w walce, ochłodą w cierpieniu i nadzieją lepszej przyszłości..."
„Dzięki Opatrzności, chwała niespożyta duchowieństwu naszemu, — które idąc za prawdziwym duchem swego powołania, broniąc religji znieważonej haniebnemi ukazami najazdu, broniąc zarazem najświętszych praw Narodu, stanęło po stronie pokrzywdzonego i uciśnionego."
„Gorliwość o wiarę i wierność Ojczyźnie nie mogły nie ściągnąć na duchowieństwo zemsty barbarzyńskiego, wroga. Więzienia moskiewskie zapełniły się sługami Ołtarza, rusztowania moskiewskie zbroczyły się krwią niewinnych kapłanów, którzy razem męczeńską i obywatelską otrzymali palmę...".    .
„Prześladowanie i ucisk nie złamie ducha Pasterzy naszych. Wiernie pełniąc zadanie swego świętego posłannictwa, będą oni nadal przewodniczyć Narodowi na drodze poświęceń dla dobra powszechnego i zbawienia Ojczyzny!".
Taki Traugutt zostawił testament duchowieństwu polskiemu.
Są klęski, które są chwałą, i są hańby, które są zwycięstwem. Taką była chwalebna klęska i męczeńska szubienica Traugutta.
Z tajemniczego szczytu powstańczej hierarchji, z którego duchem promieniował, — znikł pewnej nocy kwietniowej Romuald Traugutt. Zapadł się nagle w podziemia kazamat cytadeli i ucichł w grubych murach X-go pawilonu głos bezimiennego hetmana, który budził w duszy polskiej wiarę, miłość i nadzieję.
Trzeba było lat dziesiątków, by z pożółkłych akt sądowych, ostatniem swojem słowem, verbo novissimo — w wolnej już i niepodległej Polsce przemówił znowu — Romuald Traugutt.
Cztery miesiące więzienia i przedśmiertna noc ostatnia, — pozostaną dla nas na zawsze świętem i nieodgadnionem mysterium. To, co do nas doszło, to jakby migawkowe zdjęcia schwytane przygodnie, krótkie jak skurcz serca i jak skurcz serca przejmujące, fragmenty tragedji tego wielkiego ducha. Wystarczą one jednak, by w ich świetle jawił się oczom naszym Traugutt jako książę niezłomny w majestacie chrześcijańskiego cierpienia.
Do szczegółów, które zebrał Dubiecki, trudno coś dodać.
W pogodny ranek 4-go sierpnia 1864 r. głos współwięźnia zaalarmował go o kapucynach którzy przybyli spowiadać skazańców na śmierć. Cela Dubieckiego (Nr. 19) sąsiadowała wtedy z celą Traugutta (Nr. 20). Gdy przerażony zapukał, Traugutt rzucił mu odpowiedź: „mam księdza". Gdy po paru godzinach znów zakołatał, odpowiedź brzmiała: „modlę się."
Noc całą zbolały i zdrętwiały przeklęczał u dzielącej cele ściany, w oczekiwaniu. Ale spokoju ciszy nocnej nie przerwało nic. Wreszcie rano, — przyśpieszone kroki po korytarzu, szczęk broni, słowa mówione półgłosem i — gwałtownie rzucone o ścianę: „do widzenia!" Traugutt szedł już na śmierć.
Pięciu ich stanęło na Placu Broni. Zadecydowano, że tylu wystarczy. Pięciu spokojnych, skupionych, duchem chrześcijańskiej rezygnacji przejętych bohaterów: Traugutt, Krajewski, Żuliński, Toczyski, Jeziorański. Dokoła zwarty czworobok lśniących bagnetów, uorderowani dostojnicy w błyszczących mundurach i morze, — wielkie, bolesne, ponure falujące morze ludzkich głów. Czarna szubienica grzała się w słońcu wyczekująca i groźna. Skazańcy stali szeregiem z spowiednikami swymi, a oczy ich błądziły po sylwecie ojczystego miasta i po tem morzu głów. Wiedzieli, że tam biją teraz serca ich najbliższych: matek, żon, braci i sióstr i że stamtąd padną na nich, jak grudka ziemi o trumnę, ostatnie kochające i zalane łzami wejrzenia. Jeden Traugutt tylko czuł się sam — Duchem leciał daleko, hen, pod Kobryń, ku żonie i ku dziewczątkom swoim, którym przyjazdu wzbroniono. Nad nim wisiało wielkie turkusowe niebo, przysłaniające Boga.
Kat Diettwald w czerwonym płaszczu zakładał pętle; pomocnicy szykowali białe śmiertelne koszule. Audytor polowy czytał i czytał długo skazańcom dekret śmierci.
Ale Traugutt nie słuchał dekretu. Spokojnie modlił się ze spowiednikiem O. Serafinem, tak spokojnie, że złośliwy Berg, zbierający bezpośrednie wrażenia do swej historji, począł snuć przypuszczenia, iż to musiała być rozmowa niekoniecznie błagonadiożna...
Potem oberpolicmajster zawołał:
— Kto tu jest Traugutt?
Wysunął się śmiało naprzód „jakby z pośpiechem", pisze O. Feliks Sadowski, spowiednik Krajewskiego.
Zarzucono mu białą, śmiertelną koszulę. I nastąpiło coś, co nawet poruszyło i Berga.
„Traugutt — notuje urzędowy historyk — w ostatniej chwili złożył ręce i podniósł oczy ku niebu. Tak, z podniesioną głową, pozostał na stryczku nawet jeszcze wówczas, gdy po skonstatowanej śmierci trójkątna przepaska została mu z oczu zdjęta."
Warkot bębnów stłumił rozdzierający jęk tłumów, które się załamały i runęły na kolana. Zagrała tryumfalnego marsza orkiestra wojskowa. W ciepłem, sierpniowem słońcu kołysało się cicho nad tą piekielną symfonją trąb, jęków i płaczu pięć białych postaci.
W kościele kapucynów na Miodowej, pięciu spowiedników w czarnych ornatach wyszło ze mszą żałobną za straconych na stoku cytadeli.
„Przed oczyma zawisłego wysoko na szubienicy dyktatora — pisze prof. Szelągowski — mignęła jeszcze raz Warszawa. Ale to już była inna Warszawa: powracających z zagranicy obywateli ziemskich i bankierów zmieniających swój entuzjazm patrjotyczny na handel płócienkami z Moskwą Wokulskich i oprawiających swój klejnot szlachecki w majątek zdobyty w mieście — Połanieckich." Innemi słowy: Warszawa wyzbyta z powstańczych uniesień, która zagubiła swój sen o niepodległości...
Zapewne... Ale oczy przed skonem potrafią sięgnąć tak daleko ! A jak daleko sięga wzrok męczennika ?
W dni niewiele potem, w dworku Kownata Płoszkiewicza w Kłopocinie pod Kobryniem, mdlejącej wdowie i płaczącym rzewnie sierotkom Anusi i Aloizce czytano list ostatni Ojca - Męczennika.
„Cokolwiek ze mną się stanie, nieskończone dzięki składam codziennie Bogu, że dziatki pod bacznem okiem i czułą opieką takiej matki jak ty, będą wzrastać w łasce u Boga i u ludzi; tylko ich z pod swego oka nie usuwaj, dla jakich próżnych widoków światowego wychowania... tak więc bądźcie zawsze razem, gdzie ty, tam i one, gdzie one tam i ty...“
„Zamiłowanie porządku i czystości wpajaj najmocniej w dziatki; niech to się stanie ich nałogiem; powinno to być zewnętrznem odbiciem porządku moralnego i czystości duszy. Dwa te przymioty, któremi się tak odznaczała znana ci dobrze ś. p. Babka moja, a które we mnie wszczepiła, nawet tu w więzieniu, są wielce pożyteczne..."
„Nie zapominajmy, że Bóg, chociaż i o szczęściu naszem doczesnem pamięta, przedewszystkiem ma na celu szczęście nasze wieczne, do którego nas stworzył i przeznaczył...".
„Taką to jedynie pociechą przysyłam Ci, gdyż ta tylko człowiekowi w największem nieszczęściu i strapieniu prawdziwą być może, z tego samego źródła i ja czerpią moc i ochłodą."
Z dopisku O. Serafina:
„...mówił, że napisał wszystko, co w godziną śmierci mógł napisać. Chciał tylko dodać błogosławieństwo swoje i to więcej może niż trzykrotnie powtarzał ze łzami w oczach, ze wzruszeniem w sercu... „błogosławię żonę i dzieci." Pełen rezygnacji, spokoju i poddania sią woli Boga umarł z prawdziwą odwagą chrześcijańską."
Rysy duchowe Traugutta są wyraziste. Jest to chrześcijanin świadomy i konsekwentny. Jego kontakt z Bogiem jest żywy, dziecięcy i serdeczny. We wszystkich okolicznościach życia, w obowiązkach rodzinnych i działalności publicznej, upatruje Wolą Boga, gotów do ofiar największych. Niema rozdźwięku między jego wiarą i praktyką tejże wiary. Wie, że Bóg, — Szczęście wieczne i cel ostateczny; i ku temu celowi zmierza drogą jedyną, drogą Kościoła katolickiego, którego jest wiernym wyznawcą, Stolicy Apostolskiej uległym synem, Bogarodzicy pobożnym czcicielem, w Sakramentach świętych i modlitwie czerpiący moc na co dzień i w godzinę śmierci.
Na zagadnienia, które wysuwa życie, społeczeństwo, sprawa Ojczyzny, patrzy okiem wierzącego katolika. „Nie wstydzi sią Ewangelji," a Dekalog nie jest dla niego sprawą prywatną.
Jest typem chrześcijanina czynnego i bojowego; sprawiedliwość i miłość społeczna, to bodźce jego działań; władza nie jest dlań sprawą ambicji, ale aktem poświęcenia. Jego dusza mocna i czysta jest spokojna; ma ład wewnętrzny; w kląskach i śmierci nieugięta, bo ufa! Pochodzi on z rodu tej norwidowskiej „szlachty Chrystusowej", legitymującej sią wiernością sumienia usque ad mortem".
List O. Serafina dochowany u p. Juszkiewiczowej.
Św. Ludwik w okowach i Joanna d'Arc na stosie; Tomasz Morus, na swojem rusztowaniu i skłuty, porąbany trup Żółkiewskiego na polach Cecory — to jego antenaci i protoplaści — z ducha.
Żółkiewski i Traugutt! To najbardziej sobie bliskie, mimo różnicy epok i warunków życia — typy duchowe. Żółkiewski i Traugutt! to dwa szczyty najbardziej uduchowionego polskiego heroizmu. Żółkiewski i Traugutt! To dwa charaktery przeczyste jak kryształ, a mocne jak granit; gwiazdy na niebie polskiem pierwszorzędnej wielkości. Jednaka w nich żywa, gorejąca wiara, jednaka dostojność sumień; jednaka ofiarna służba Bogu — przez służbę Ojczyźnie: jednaka wreszcie męczeńska, bo na posterunku i w obronie najświętszych wartości Wiary i Ojczyzny z ręki wroga — śmierć.
Jeśli w wieczności nosi się chwalebne ślady swoich męczeńskich ran, to się ich obu pozna po czerwonych pręgach na szyi: jednego — od cięcia bisurmańskiego jafagana; drugiego — od moskiewskiego stryczka.
Na tle wieku XIX, postępującego ku laicyzacji wszelkich wartości i detronizowaniu Boga w życiu narodów, Traugutt należy do niewielu tego wieku krzyżowców. Cynizmowi materjalistycznej polityki, której dogmatem jest siła, rzuca w twarz — omal z pod swej szubienicy: „Najwyższa Sprawiedliwość i Boskie Miłosierdzie!"
Dios non mueria !
Bóg nie umiera!
zawtórzy mu w kilka lat później (1875 r.) na drugiej półkuli, padający pod ciosami masońskich sztyletów, prezydent Ekwadoru — Garcia Moreno.
Panowanie Boga w sumieniu Polski już wolnej, — to obowiązek katolików polskich, spadkobierców idei ROMUALDA TRAUGUTTA.
 
Ks. Józef Jarzębowski Marjanin.
„Przegląd Powszechny” 1936. t.211


Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura