387 obserwujących
1812 notek
4619k odsłon
  786   0

Grudzień 1970 z lotu ptaka, czyli oczami Wałęsy

             Byłam w Gdańsku 14 grudnia. Przez całe popołudnie i wieczór trwały rozruchy. Sama dostałam pałką.  Chociaż nie miałam kasku stoczniowego na głowie. A tu podobno pojedynczy stoczniowiec , w kasku ,mógł swobodnie podchodzić do grup milicji i z nimi rozmawiać. Mógł wejść dwukrotnie swobodnie do budynku milicji. Rozmawiał z  dowódcami .Pokazywano mu amunicję , z której mieli strzelać do protestujących.Drugi raz wchodzi do otwartego na oścież dla każdego budynku milicji, który przed niespełna godziną był przedmiotem ataku stoczniowców.    

    Kolejny fragment wspomnień Wałęsy pozostawię bez komentarza: 

    „Gdy zjadłem, wziąłem futrzaną czapkę i poszedłem z powrotem pod Komendę. Pewno minęła już godzina, jak byłem tu poprzednio. Milicja wyparła ludzi czy ludzie się rozeszli. Nie wiem. Budynek pali się...

Idę koło "Ruczaju". Przy przystanku z drugiej strony, za mostem jest sklep samoobsługowy. Patrzę a sklep ten jest rozbity. Wiara je i pije. Rozumiem, że sytuacja staje się niebezpieczna. Jak teraz ludzie się napiją, to ktoś z łatwością ich podburzy. Trzeba przeciwdziałać rozbojowi. Zobaczę, co milicja robi.

      Wracam więc na Świerczewskiego, na Komendę i spotykam jakiegoś majora. Pytam go, kto tu dowodzi, co władza myśli robić. Sklepy są rozbijane, ludzie pijani. Jak jeszcze więcej się napiją, to będzie tragedia. Odpowiedział mi, że on nie dużo wie, ale tam jest ktoś, kto może mi powiedzieć. Jakiś cywil. Pytam tego cywila, co władza zamierza robić? Ludzie troszkę wypiją, nie wszyscy, ale niektórzy to lubią - to będzie walka. A on odpowiada - no, takt właśnie już robimy. I pokazuje mi, jak rozdają amunicję, ostrą. Rozdają amunicję, takie pudełka z tektury. Tam są naboje dwadzieścia po pięć razy cztery. Wołam - co pan robi?! Przecież to jest... Polak do Polaka będzie strzelał?! A on do mnie szybko - a jakie pan widzi -wyjście? Jakie wyjście z tego? Odpowiadam mu, że chyba jest -- No, to jakie? Zaczynam szybko myśleć i odpowiadam mu -- trzeba to ująć w jakieś ramy organizacyjne. Może przejechać jakimś samochodem odkrytym czy przejść? Niechaj to zrobią stoczniowcy, kumple, starzy ludzie. Niechaj przemówią do ludzi. Niech się wszyscy zejdą w swoich rejonach, wybiorą jakieś dowództwo i wtedy z tym dowództwem będzie można rozmawiać. Cywil słucha i powiada -- to idź pan do remizy! Ja wstrzymuję akcję! I rzeczywiście wstrzymuje akcję.

Idę ze Świerczewskiego w stronę stoczni. Spotykam kumpla. Gdy mnie zobaczył -- ucieka. Ucieka odę mnie! Już drugi kumpel ucieka. Jeden przy szpitalu. Pytam go, co się dzieje? Słyszę, że ktoś puścił wiadomość, że zginąłem, że zostałem zabity gdy wychodziłem z Komendy. Proponuję mu zorganizowanie samochodu, zrobienie czegoś. Szybko objedziemy, pozbieramy swoich ludzi. A on do mnie cynicznie -- idź sobie sam. Czy ty jesteś głupi? Powiedz o tym któremu, to butelką zafasuje, albo... Nie, nie! Ty się w to nie mieszaj! Nie poszedł ze mną... Idę dalej sam. Nikt się nie chce zgłosić... Zanim doszedłem do stoczni, to ktoś w Komendzie pomyślał podobnie jak ja i już przez głośniki ogłoszono, że należy wybierać przedstawicieli. Na wydziałach stoczni zaczęto organizować jakieś szybkie zebrania, wybierać delegacje. Tak było w stoczni. W innych zakładach chyba też... ”

Polecam całość

http://wyborcza.pl/1,76842,5340302,Stenogram___Grudzien_1970.html?as=2&ias=2&startsz=x

    
Lubię to! Skomentuj55 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale