49 obserwujących
196 notek
640k odsłon
1138 odsłon

Nienawiść w polityce

Wykop Skomentuj24

W tej „mowie nienawiści” przyszłe ofiary stawały się już nie ludźmi lecz zgoła zwierzętami, albo chwastami, które należy wyplenić. Piosenka opublikowana w 1932 r. w „Surmie” zapowiadała: „wyrżniemy dzikie nasienie aż do korzenia, wypalimy gadom wnętrzności”. W 1939 r. jeden z ideologów OUN, Ściborski, nazwał mniejszości narodowe na Ukrainie „pasożytniczą naroślą”. Pismo „Nationalist” w 1938 roku zamieściło „bajkę” w której Polacy zostali przedstawieni jako „ludzie-świnie”. Oto jak wyglądał Polak w oczach ukraińskich nacjonalistów:

„Obcy nie był podobny do nikogo z okolicznych wsi. Był niezwykle duży i otyły, miał wydęte policzki, małe usta, małe oczy i niezwykle brzydki świński nos i duże jak kalafior uszy. (...) Za nim przyszli inni (...) mali i duzi. I tak samo wszyscy byli brzydcy (...). Ze swojej natury byli kłótliwi, ich kobiety uśmiechały się głupio; wszyscy byli nieokrzesani, grubiańscy, gruboskórni, całkowicie świńscy w swoich zwyczajach, tak jak zwierzę, które uderzająco przypominali.”

Tak zdefiniowanego „Lacha” można było już bez skrupułów zabić, co było czynem chwalebnym według nowej doncowskiej moralności. Jak słusznie zauważają W. i E. Siemaszko, „niewyobrażalna wprost nienawiść, dla której nie może być żadnego uzasadnienia we wspólnej polsko-ukraińskiej przeszłości, znajdowała wyraz nie tylko w bezwzględnym unicestwianiu Polaków, ale i demonstrowaniu w trakcie lub bezpośrednio po zbrodni triumfu oraz profanowaniu zwłok.” Tylko ślepą nienawiścią można wyjaśnić okrutne mordy nacjonalistów ukraińskich dokonywane także na dzieciach:

„Miałem wtedy 13 lat. Wtem znienacka otoczyli nas uzbrojeni Ukraińcy, mający maski na twarzach. (...) W mieszkaniu zaczęli tatusia bić, dźgać lufami w głowę. Na ten widok ja schowałem się za drzwi. Wkrótce jeden z bandytów znalazł mnie za drzwiami, chwycił za gardło i wyprowadził na dwór. Następnie przycisnął mnie do ściany domu i zaczął zadawać ciosy nożem w piersi. Czułem ból, jak gdyby silne ukąszenie muchy. Potem straciłem przytomność.” W ten sposób „bohaterski” uczestnik „walk narodowowyzwoleńczych” zadał dziecku 38 pchnięć nożem. Tak opisywała stan ofiary jego siostra: „Dopiero, gdy ta postać znalazła się zupełnie blisko nas, rozpoznałam w niej Henia, brata mojego. Był cały zmasakrowany, podźgany nożem w głowę, piersi, plecy, nogi. Miał rozpruty brzuch, z którego wychodziły kiszki, był więc przepasany ręcznikiem.” (opis nieudanego mordu na Henryku Frontczaku z kolonii Piaseczno, Wołyń).

Ofiara winna

By triumf nienawistnej moralności w pełni się dokonał, należało wskazać winnych niewątpliwej zbrodni. Skoro oprawca był bohaterem, winnym musiała zostać ofiara. Już w 1946 roku jeden z możliwych kierowników ludobójstwa ludności polskiej, Mykoła Łebed' wyraźnie to określił:

„Historyczna nienawiść Polaków wobec narodu ukraińskiego zbierała swoje żniwo. (...) Przekonana przez poprzednie rządy Polski do kolonizacji ziem ukraińskich, wychowana w duchu szowinistycznym i w ślepej nienawiści do wszystkiego co ukraińskie, polska ludność Wołynia i Polesia zdawała obecnie [w latach okupacji niemieckiej – przyp. Mohort] kolejny swój egzamin. (...) Zatem nic dziwnego, że cierpliwość narodu [ukraińskiego] się skończyła. (...) On przeszedł do samoobrony i odpłacił za wszystkie, wiekami nabrzmiałe krzywdy.”

„Narracja” stworzona przez Łebedia po dziś dzień znajduje swoich naśladowców. Dowiadujemy się od różnych pseudoekspertów, że to nie ten, kto atakował, był winny, lecz ofiara. Na pytanie dziennikarza GW „co mogło sprawić, że konflikt na Wołyniu stał się tak tragiczny?”, znany polski historyk Torzecki odpowiedział: „Tu działały czynniki emocjonalne, zadawnione urazy, porachunki, także sąsiedzkie. Na atak odpowiadano atakiem. (...) Można spytać, kto jest bardziej odpowiedzialny. Według mnie zawsze ten, kto ma władzę. Przed wojną Polacy, w czasie wojny Sowieci i Niemcy. Jednak uważam, że wzajemne oskarżanie się prowadzi donikąd.”(GW nr 161/2003). Oto kilkadziesiąt tysięcy zabitych Polaków staje się winnymi, a sprawcy lepiej nie osądzać, bo to szkodzi pojednaniu. Ostatnio na łamach opiniotwórczej „Ukraińskiej prawdy” niejaki Hrabowskij zadał pytanie„Czy ofiary UPA były niewinne?”. Wyszło mu, że jako „koloniści", były winne... Jest to popularne podejście wśród zachodnich Ukraińców.

I jak tu się dziwić, że w zbliżających się wyborach samorządowych na Ukrainie, faworytem w zachodnich obwodach jest partia wzywająca do „krwawej rewolucji”. Czy nieodrobiona lekcja historii sprawi, że ta znowu zatoczy swoje koło?

____________

Korzystałem z prac Władysława i Ewy Siemaszko, Lucyny Kulińskiej i Krzysztofa Łady.

Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura