0 obserwujących
5 notek
839 odsłon
  104   0

Dwie filmowe metafory USA i Europy z pocz. lat 90. XX wieku

Amerykański „Nagi instynkt” Paula Veerhovena z 1992 r. i francuskie „Gorzkie gody” Romana Polańskiego z 1993 r. W przypadku amerykańskiego reżysera metafora nieświadoma, w przypadku naszego Romka jak najbardziej świadoma jak sądzę.


Fabuły „Nagiego instynktu” nie trzeba przypominać. Moim zdaniem ten film ma dwie warstwy. Pierwsza doskonale widoczna to warstwa erotyczno-seksualna. Ot, film dla młodych mężczyzn na wieczór, żeby sobie przy nim ulżyli. Druga, niewidoczna, to warstwa ideowa. Co nam mówi ten film? Widzicie, skończyła się Zimna Wojna (rok 1992!). My, USA przestajemy się wygłupiać z naszym rzekomym szacunkiem do chrześcijaństwa, do religii, do tradycji, skoro wróg – ZSRR został pokonany. Teraz będzie tak: seks, narkotyki, śmierć; tego chcecie, prawda? I takie były USA po Zimnej Wojnie. Czy wykorzystały swoją niekwestionowaną hegemonię by poprawić świat, sprawić by życie w gorszych częściach świata było lepsze? O nie! Dla krajów Bloku Wschodniego miały wtórny kolonializm i upadek gospodarczy. Inne dokonania to rozbicie Jugosławii a następnie agresja na "małą" Jugosławię w 1999 r., niesprowokowana agresja na Irak w 2003 r. by zagarnąć jego ropę i parę milionów trupów w efekcie, ciągłe próby destabilizacji Rosji, zbrojne przewroty w krajach arabskich w czasie tzw. „Arabskiej Wiosny”, zbrojny zamach stanu na Ukrainie w 2013/2014 r. i popieranie najgorszego nazistowskiego elementu tamże, handel narkotykami z podbitego Afganistanu; a jednocześnie przy tym wszystkim zgoda na upiorną degradację wewnętrzną samej Ameryki (nie muszę pisać o co chodzi, bo wszyscy wiemy).


„Gorzkie gody”. Utracjusz, dewiant ok. pięćdziesiątego roku życia wyhacza w klubie w Paryżu młodą dupeczkę, niezbyt mądrą. I zaczyna prowadzić z nią wyzwolone życie seksualne, powoli wchodząc w sadomasochizm. Kończy się tak, że panna robi z niego kalekę (pan jest sparaliżowany od pasa w dół), ale nie odchodzi od niego, czy też od jego kasy. Podczas rejsu na statku wycieczkowym pan zabija pannę i siebie z rewolweru mówiąc przy tym, że „za dużo chcieliśmy kochanie”. Ostatnie ujęcie to ich zwłoki wynoszone z okrętu i szczęśliwa, niezbyt ładna rodzina Hindusów z gromadką dzieci. Widać jasno, że Roman Polański wszystko rozumie. W warstwie ideowej to film o degrengoladzie moralnej Europy spowodowanej rewolucją seksualną 1968 roku, oraz o będącym tego następstwem demograficznym unicestwieniu Europy i o tym, kto na kontynencie będzie miał przyszłość. Trafia w punkt bo wiemy, że w Europie Zachodniej biali wymierają. A czy w Polsce nie jest tak? Jest dokładnie tak! Uprawiać seks i rozmnażać się godni są tylko piękni, „udani” ludzie – z badań wynika, że w dużych miastach w Polsce w przedziale wiekowym 20-39 lat nie uprawia seksu 30-40 % mężczyzn (i siłą rzeczy 30-40 % kobiet nie ma partnerów). Taki jest efekt skrajnej indywidualizacji i erotyzacji relacji między płciami w Polsce, z 22 letnim opóźnieniem czasowym w stosunku do Zachodu.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale