Kij w mrowisko.
Do zrozumienia potrzebna jest trzeźwość umysłu, a nie emocje. Strzeż się tych, którzy szlochają, gdy coś sobie uświadomią, bo tak naprawdę nie uświadomili sobie niczego.
3 obserwujących
13 notek
19k odsłon
1286 odsłon

Święci na drodze. O braku instynktu samozachowawczego.

www.abcnews.go.com
www.abcnews.go.com
Wykop Skomentuj60

Każdy długi weekend, wakacje i wszelkie święta szczególnie obfitują w wypadki, kolizje i inne nieprzyjemne incydenty drogowe, łącznie ze spotkaniem nabuzowanego pana, który prewencyjnie wozi na przednim siedzeniu kij baseballowy lub maczetę. Kwestia zachowania się ludzi na drodze jest dość ciekawym zjawiskiem, które można badać zarówno pod względem psychologicznym jak i socjologicznym. Niewątpliwie mamy do czynienia ze swego rodzaju zdziczeniem na drodze i to nie tylko wśród kierowców- piesi, rowerzyści i użytkownicy hulajnóg też mają swoje niemałe przewinienia. Zastanawia mnie tylko ten brak troski o własne życie i zdrowie, czy wynika on z naiwnego poczucia totalnego bezpieczeństwa oraz nietykalności, a może to objaw braku wyobraźni? Niemniej jednak widząc niektóre sytuacje na drodze nasuwa się jedna myśl- w ludziach umiera instynkt samozachowawczy.  

Kierowcy… Kowboje, królowie szos, którzy naoglądali się „Szybkich i wściekłych”, niejeden chce być jak Vin Diesel- krzyż na piersi, noga na gazie i mózg wgnieciony w zagłówek. Dla nich nie istnieją żadne zakazy,  w końcu tylko frajerzy jeżdżą zgodnie z przepisami. Nie po to ma się pod maską tyle koni mechanicznych, żeby teraz pykać 60 jak „Sąsiedzi” z Czechosłowacji, po co włączać kierunkowskaz skoro i tak zdąży się przed tym bidokiem w tico? Większość osób, które mają prawo jazdy dłużej niż rok uważają się za starych wyjadaczy i ekspertów od ruchu drogowego co za imbecyl wymyślił ograniczenie prędkości do 50km/h , po trzech piwach nadal mogę jechać, tyle lat jeżdżę i nic się nie stało… Aż przychodzi ten moment, kiedy ktoś ginie lub zostaje kaleką. Nie muszę daleko szukać przykładów ludzkich tragedii z powodu czyjejś bezmyślności na drodze- dziewczynka została przygnieciona do barierek, auto prowadziła pijana kobieta. Ofiara wypadku spędziła 6 miesięcy w szpitalu,  miała zmiażdżoną miednicę i obie nogi. Ta dziewczynka, „tylko dziewczynka”, to moja rodzina. Babcia, a jednocześnie jedyna rodzina i opiekun prawny mojej koleżanki ze szkoły zginęła na pasach, bo jakiś małolat urządził sobie wyścig. W podobnych okolicznościach zginął kolega mojego brata, zostawiając przy tym osamotnioną mamę po wylewie. Znajomy trafił do hospicjum, nikt nie dawał mu szans na przeżycie po wypadku na autostradzie, bo sprawca „zapomniał sobie” włączyć kierunkowskaz przy zmianie pasa ruchu. Będąc dzieckiem byłam świadkiem potrącenia rowerzystki i do dziś mam przed oczami widok człowieka bezwładnie lecącego, a potem spadającego kilka metrów od samochodu, pamiętam ten pisk opon i ludzki krzyk. 

To poczucie wszechwładzy za kierownicą zaczyna się często już przed otrzymaniem prawa jady. Od znajomego instruktora nauki jazdy usłyszałam niejedną historię o narwanych rodzicach, którzy przychodzą z pretensjami, że auto już kupione, a dziecko wciąż nie ma prawa jazdy. Teraz coraz częściej dzieciaki od razu wsiadają w dobre auta, które dają im złudne poczucie bezpieczeństwa. Na samych kursach nie uczy się zbytnio odpowiedzialności, nie mówi się wiele o wypadkach, ja natomiast pamiętam słowa zawodowego kierowcy rajdowego, który powiedział ludzie nie mają świadomości, że samochód jest równie niebezpieczny jak broń. No cóż, na broń trzeba mieć pozwolenie, zaliczone testy psychologiczne, a prawo jazdy na upartego może mieć każdy.  

Sprawa zagrożeń na drodze nie jest jednowymiarowa i łatwo nam oceniać pewne zdarzenia, gdy nie znamy całej sytuacji. Dlatego nie popieram wieszania psów na kierowcach za każde potrącenie pieszego czy rowerzysty. Z punktu widzenia osoby prowadzącej samochód, dostrzegam jak piesi i rowerzyści sami garną się na cmentarz. Codziennie na przejściach dla pieszych widzę zombie z oczami wlepionymi w ekran smartfonów i słuchawkami na uszach. Co gorsze, coraz częstszym widokiem jest mamusia zakochana w smartfonie, podczas gdy dziecko biega samopas od jednego końca chodnika do drugiego. Nie brakuje też pieszych, którzy tak bardzo ufają pasom na drodze, że wchodzą na nie bez upewnienia się o możliwości bezpiecznego przejścia. Widuję panie, które chętnie zaraz przy przejściu urządzają sobie pogaduchy z koleżankami, a kierowcy muszą być jasnowidzami, czy one tylko będą tak stały, czy może któraś za chwilę wtargnie na jezdnię? 

Odblaski to wciąż rzadkość, nie wiem, czy sam Armani musiałby wypuścić na rynek odblaski, żeby ludzie zechcieli je nosić? Od kiedy dbanie o własne dobro i bezpieczeństwo jest powodem do wstydu? Czy z pisaniem wiadomości i słuchaniem muzyki nie można zaczekać do momentu bezpiecznego dotarcia do celu? A po co są przepisy drogowe, ograniczenia prędkości-ktoś się nudził i sam sobie je wymyślił dla zabawy? Z pewnością zostały ustalone po to, żeby urozmaicać życie vindizlów o ułańskiej fantazji, żeby podnosić im ciśnienie, które następnie biedaczyska muszą rozładowywać tłukąc innych kierowców, pieszych i masakrując jeżyki na drodze. A pasy- „zebry”? Pasy to przecież bezpieczne tunele w czasoprzestrzeni, które w magiczny sposób bez udziału świadomości pieszego przenoszą go albo na drugą stronę jezdni albo na tamten świat- przecież to bez różnicy, nieprawdaż? 


Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości