Albatros ... z lotu ptaka
Droga do Prawdy nie zawsze jest kręta.
69 obserwujących
1469 notek
1269k odsłon
175 odsłon

Jak uratować "ptaszka" - publicystyka współczesna LGBT+

Wykop Skomentuj

Takich mamy profesorów jakich młodzieży i studentów chowanie.

NOWOCZEŚNI - "KLASTRY"POLSKIEJ INTELIGENCJI.

Tolerancja, tylko gdzie są granice NORMALNOŚCI  tak wśród ludzi. Bo w przyrodzie wszystko jest po Bożemu!

image


image

TEOLOGIA

STUDIA WARMIŃSKIE 51 (2014)

ISSN 0137-6624

Ks. Tomasz Szałanda

Wydział Teologii

Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie

Skreślone dusze.

O homoseksualizmie na ambonie uwag kilka

Słowa kluczowe: homoseksualizm, homilia, kaznodziejstwo, gej, lesbijka.

Keywords: homosexuality, homily, preaching, gay, lesbian.

Schlüsselworte: Homosexualität; Homilie; Predigtum, Schwuler; Lesbierin.

Wypowiedzi Magisterium na temat homoseksualizmu często są przyczynkiem do publicznej debaty zarówno w gremiach kościelnych, jak i świeckich.

Najczęściej wymiana zdań ma miejsce na internetowych forach, wówczas „aż

huczy” od ostrej wymiany stanowisk, wzajemnych oskarżeń i inwektyw. Marsze

równości podsycają tylko ów spór. W tym dramacie słowa biorą również udział

ludzie Kościoła, którzy często wypowiadają słowa niemające wiele wspólnego

z Dobrą Nowiną. Jedni więc niedzielni słuchacze Słowa są obrażani i wbijani

w jeszcze większe poczucie winy, drudzy utwierdzają się w przekonaniu, że „homo”

to zakała ludzkości z piekła rodem, inni milczą zdegustowani, bezskutecznie szukając Miłosiernego, bądź wychodzą ze świątyni trzaskając ostentacyjnie drzwiami.

Kościół, który winien badać znaki czasu i odpowiadać na wyzwania

współczesności nie powinien przemilczać i tego „kairosu”, głosząc słowo Boże

z ambony. Jak zatem Kościół rozumie to zjawisko, jak o nim mówi.

...

SKREŚLONE DUSZE. O HOMOSEKSUALIZMIE NA AMBONIE

UWAG KILKA

I I (STRESZCZENIE) i

Pismo Święte i nauczanie Kościoła stosunki homoseksualne uznaje za niezgodne z porządkiem

ustanowionym przez Stwórcę. Godzą one w przyrodzoną godność sprawców, a także w społeczny

model rodziny. Kaznodziejstwo mówiące o homoseksualizmie oraz skierowane do osób homoseksualnych winno być delikatnym zaproszeniem do czystości. Fundamentem, na którym opiera się przepowiadanie jest miłość, dzięki której wszyscy jesteśmy w Kościele, również osoby homoseksualne. Do

nich - braci i sióstr - Kościół mówi: „Potrzebujemy siebie nawzajem. [...] Jesteście zawsze naszymi

dziećmi”.

SOULS WRITTEN OFF: A FEW REMARKS ON HOMOSEXUALITY

ON THE PULPIT

i i (SUMMARY) i

The Holy Scripture and Church teaching recognise homosexual relations as contrary to the

order of things established by the Creator. These relations constitute a threat to happy eternity as well

as damage the innate dignity of their perpetrators and the social model of the family. Preaching on the

subject of homosexuality addressed to homosexual persons should be a gentle invitation to chastity.

The preaching must absolutely be founded on love, which will allow the Church to call out to its

homosexual brothers and sisters: “We need one another [...] You are always our children”.

50 J. Prusak, Świątynia a nie więzienie, Znak 674 (2011); wydanie internetowe, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/index.php?tekst=886&p=all (10.06.2013).

51 List pasterski do rodziców dzieci homoseksualnych.

52 W. Hryniewicz, Hermeneutyka w dialogu. Szkice teologiczno-ekumeniczne, t. 2, Opole 1998,

s. 70.

150 Ks. Tomasz Szałanda

Teologia

GELÖSCHTE SEELEN. ÜBER HOMOSEXUALITÄT AUF DER KANZEL

- MEHRERE KOMMENTARE

 1 (ZUSAMMENFASSUNG) 1

Die Heilige Schrift und die Lehre der Kirche halten Beziehungen unvereinbar mit

der Ordnung der Dinge, die der Schöpfer bestimmt hat. Sie sind eine Bedrohung für die Ewigkeit und

stimmen nicht mit der Würde der Täter sowie dem sozialen Modell der Familie überein. Eine Predigt

über Homosexualität sollte eine sanfte Einladung zur Keuschheit sein. Die Grundlage der Predigt

muss die Liebe sein, mit der die Kirche den homosexuellen Brüdern und Schwestern zuruft: „Wir

brauchen einander [...] Ihr seid immer unsere Kinder


https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Zawieyski

50 lat temu w tragicznych okolicznościach zginął Jerzy Zawieyski.

Prezes Klubu Inteligencji Katolickiem o orientacji seksualnej - Gej

Czy miało to wpływ na wielką politykę wobec Kościola Rzymskokatolickiego w Polsce w czasach PRL ano miało

i ma do tej pory.

Tracimy Kościół czyli zawał Polski

https://bonito.pl/k-40402809-tracimy-kosciol-czyli-zawal-polski

Tracimy Kościół czyli zawał Polski – opis wydawcy

Książka Tracimy Kościół czyli zawał Polski to pierwsze kompendium, które w 30 rocznicę ustaleń Okrągłego Stołu dokonuje podsumowania udziału władz Kościoła w zmowie z 1989 r. - skutków nie tylko ustrojowych, ale przede wszystkim społecznych, gospodarczych, socjologicznych, moralnych, obyczajowych. Z książki dowiemy się szczegółów nt. udziału władz Kościoła w tej zmowie, o ogromnych, uzyskanych na jej podstawie, zyskach Kościoła, także materialnych i o zacieraniu uwikłania biskupów w spisek z Kiszczakiem i Geremkiem - zdradę narodu w 1989 r., ukrywaną przez Kościół do dziś.

Autor ukazuje szerokie konsekwencje tamtych ustaleń. Przypomina, że 17 maja 1989 roku, niedługo po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu, sejm uchwalił dwie ustawy, parafowane - co znamienne - 4 kwietnia tegoż roku, w dzień zakończenia obrad Okrągłego Stołu: o gwarancjach wolności religijnej oraz o stosunku państwa do Kościoła Katolickiego w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Zakończenie prac legislacyjnych zaplanowano tak, aby zbiegły się w czasie z obradami Okrągłego Stołu, ponownym zalegalizowaniem Solidarności i przygotowaniami do wyborów w czerwcu 1989 r.


image

Poseł Jerzy Zawieyski IV Kadencja.

Jerzy Zawieyski

Ilustracja

Data i miejsce urodzenia 2 października 1902

Radogoszcz

Data i miejsce śmierci 18 czerwca 1969

Warszawa

Zawód, zajęcie aktor, pisarz, polityk

Odznaczenia

Order Zasługi Republiki Włoskiej II Klasy (1951-2001)

Commons Multimedia w Wikimedia Commons

Wikicytaty Cytaty w Wikicytatach

Jerzy Zawieyski, do 1946 Henryk Nowicki, nazwisko rodowe Feintuch[a] (ur. 2 października 1902 w Radogoszczu ob. Łódź, zm. 18 czerwca 1969 w Warszawie) – polski aktor, dramatopisarz, prozaik, eseista, redaktor „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, katolicki działacz polityczny, poseł na Sejm PRL II, III i IV kadencji (1957–1969) z ramienia Znaku, członek Rady Państwa (1957–1968).

image

Wspólny grób Jerzego Zawieyskiego i Stanisława Trębaczkiewicza na cmentarzu leśnym w Laskach

To były inne czasy Jerzego Zawieyskiego


...

Obecnie to profesor Jan Hartman rozwija sztandary na barykadzie... Wolność, równość, braterstwo

image

Wielki filozof postępowiąc z politycznym uwarunkowaniem w tle.

Zapomniał treść Księgi Rodzaju : douczony cynik czy realizator USTAWIONEGO DROGOWSKAZU - DEPOPULACJA!.


https://www.gosc.pl/doc/792007.Wolnosc-rownosc-braterstwo

LEBENSRAUM XXI w.

O mnie

Jan Hartman: filozof i publicysta, rocznik 1967, z pochodzenia wrocławianin, absolwent KUL, od 26 lat w Krakowie. Profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego, szef Zakładu Filozofii i Bioetyki na Wydziale Nauk o Zdrowiu. Autor kilkunastu książek. Felietonista POLITYKI.

Zajmuje się metafilozofią, filozofią polityki, etyką i bioetyką. Liberał i postępowiec o pewnych aspiracjach politycznych (współpracuje ze środowiskami lewicowymi). Natura dość łagodna i koncyliacyjna, jakkolwiek ze skłonnościami neurotycznymi i upodobaniem do ironii. Może dlatego uchodzi za radykała, wszelako całkiem niesłusznie.

https://hartman.blog.polityka.pl/2019/03/20/tez-chcialbym-byc-gejem-panie-kaczynski/

Też chciałbym być gejem, panie Kaczyński

Jan Hartman

Tomkowi, Robertowi, Olafowi, Piotrowi, Pawłowi, Marcinowi, Piotrowi, Adamowi, Piotrowi, Radkowi, Januszowi i pozostałym przyjaciołom oraz kolegom gejom ten tekst dedykuję. Wszystkim Wam życzę szczęścia w miłości i – jeśli sobie życzycie – w rodzicielstwie.

PiS, ręką w rękę z Kościołem rzymskim, rozpętali nową wojnę z „pedałami”. Sami przepojeni homoseksualną namiętnością, dwulicowi, do cna zakłamani, dziś warczą i plują na osoby homoseksualne, bo nie stoi za nimi żaden Izrael ani USA. Łatwiej być homofobem niż „judeosceptykiem”. Nie boją się.

Niesłusznie. Bo oprócz Izraela i USA jest jeden kraj, który powie „nie” homofobii – Polska. Jest obowiązkiem ludzi dobrej woli, ludzi sumienia dać tej amoralnej hucpie stanowczy odpór i okazać solidarność z tymi, których się dziś obraża i poniża. Ale możemy i powinniśmy uczynić coś więcej – pokazać, że nie biomy się żądać więcej równości i więcej szacunku dla mniejszości LGBT, niż mieliśmy śmiałość czynić to dotychczas.

Niech Kaczyński i jego biskupi – czy też biskupi i ich Kaczyński – poczują na własnej skórze, że poniżanie i obrażanie mniejszości seksualnych (głupi, seksualizujący zwrot, ale na razie nie ma innego) jest kontrproduktywne, przybliżając tylko dzień, w którym osoby tej samej płci będą mogły pobierać się i zakładać rodziny, tak jak inni. Głosy homofobów będą dla PiS kosztowne, bo kampania nienawiści wobec osób LGBT przyspieszy tylko wolnościową i równościową przemianę kulturową, w wyniku której takie twory jak endecja czy Kościół katolicki staną się już tylko marginalnymi niszami, korzystającymi z ochrony zapewnianej przez liberalną konstytucję.

Gdy tak patrzę ze zdumieniem, jak przerażony utratą władzy Jarosław Kaczyński, razem z niemniej przerażonymi biskupami, nie mając godniejszych sposobów ratowania poparcia społecznego, a to zagrywa kartą antysemicką, a to znów chwyta się brzytwy homofobii, to myślę sobie, że ta spektakularna przemiana moralna, która zaszła w polskim społeczeństwie w ciągu minionego półwiecza, nie sięgnęła wcale jego niższych warstw, jego trzewi.

Jeśli wciąż można liczyć na masowe poparcie, szczując Żydem i pedałem, to znaczy, że w Polsce w najlepszym razie są dwie masy – dzika i cywilizowana. Najwyraźniej PiS, który poniósłszy porażkę swej poronnej kampanii paraantysemickiej, szuka szczęścia w rozpętaniu nienawiści do osób homoseksualnych, tak bardzo gardzi sobą i ludźmi, że odwołuje się do tego, co w narodzie najgorsze i najniższe. Takie, jak widać, ma ambicje.

Kaczyński i jego ludzie zapewne nie wiedzą, że długo i rutynowo praktykowany cynizm odbiera godność. Kto sieje pogardę i nienawiść, by utrzymać władzę i dochody, ten poniża nie żadnych tam Żydów ani pedałów, tylko samego siebie. Ale przekonacie się wkrótce, że ta Polska, do której się odwołujecie, choć masowa i potężna, jest jednak mniejszością. Nie zawrócicie Wisły kijem. Polska cywilizowana i etyczna dziś już jest silniejsza niż Polska ciemna, dzika, zabobonna i zapita. Jesteśmy większością – większością moralną i polityczną, panowie biskupi i panowie partyjniacy! A kto żeruje na bagnach, tego bagno wciągnie.

Kraj się zmienia. Na nienawiści do ciot i lesb można było zbijać kapitał polityczny przed wojną i za PRL. Dziś już to nie przejdzie. Gdy byłem małym chłopcem, w latach 70., chyba wszyscy byli homofobami i antysemitami. Nie pamiętam niczego innego. Słowo „Żyd” poznałem w znaczeniu kamyka w ziemi, od którego odskakuje rzucony w ziemię nóż. Słowo „pedał” było jedynym znanym mi na określenie homoseksualisty.

Byłem już studentem, gdy po raz pierwszy spotkałem się z postawami tolerancji i powściągliwości wobec gejów (z miłością lesbijską było nieco lepiej, gdyż mężczyzn zawsze pociągały wizje pieszczących się kobiet) oraz poznałem osobiście osoby LGBT. Myśl, że tolerancja nie jest postawą moralnie zadowalającą, gdyż usprawiedliwia nierówność, zaczęła pojawiać się w przestrzeni publicznej dopiero w latach 90. i sam zetknąłem się z nią wówczas po raz pierwszy.

Podobnie było zresztą z rasizmem. Komuniści krytykowali apartheid w RPA i w tym sensie piętnowali rasizm. Niemniej Murzyn (to słowo jest lepsze od pokrętnego „czarnoskóry”, ma zresztą tę samą konotację) był z całą oczywistością kimś fizycznie obcym, niedotykalnym. Na masową skalę odrzucenie antysemityzmu, rasizmu i homofobii zaczęło się dopiero w ostatnim dwudziestoleciu. I dziś, po dwóch dekadach, dzięki wytrwałości i odwadze setek działaczy LGBT oraz wzmożonym kontaktom Polaków z bardziej cywilizowanymi krajami większość społeczeństwa wyzbyła się lęku, pogardy i wstrętu. I nie damy tego dorobku zaprzepaścić.

Kampania partyjno-kościelnej nienawiści, z którą mamy dziś do czynienia, jest tym bardziej obrzydliwa, że ociekająca obłudą. Kościół i gorliwi katolicy przebierają się w szatki zatroskanych o los dzieci obrońców moralności, protestując przeciwko wychowaniu seksualnemu w szkołach, podczas gdy cały świat aż huczy od tysięcy niebywałych afer pedofilskich z udziałem księży i biskupów, a działający na wszystkich kontynentach kościelny system ukrywania masowej pedofilii księży został bezwzględnie zdezawuowany.

Polscy księża, będący ostatnimi, którzy mieliby prawo zbliżać się do dzieci i wypowiadać w sprawach seksu w kontekście dzieci i edukacji, nie dość, że mają czelność nadal to czynić, to jeszcze bezkarnie rozsiewają wokół pedofilskie kłamstwo, jakoby pedofilia wcale nie występowała wśród kleru katolickiego częściej niż w innych środowiskach. To zupełnie niepojęte, że można tak nisko upaść i tak bez reszty zanurzyć się w szambie załgania.

Oczywiście w obliczu draństwa, jakim jest przykrywanie kościelnych zbrodni kampanią wrogości wobec osób LGBT, fakt, że czynią to akurat geje, ma mniejsze znaczenie. Co nie znaczy, że jest w ogóle bez znaczenia. Gdy geje prześladują gejów, jest to w dwójnasób żałosne. Zgodnie z danymi socjologicznymi (w tym kościelnymi) gejów jest wśród duchowieństwa od 30 do 50 proc., lecz zamiast empatii dla homoseksualności, której należałoby się wobec tego po Kościele spodziewać, tym silniej działa mechanizm zaprzeczenia i wyparcia.

W efekcie mamy do czynienia z groteskową obłudą i dwulicowością. Dokładnie ten sam proces widzimy po stronie PiS. Jarosław Kaczyński powszechnie uchodzi za osobę homoseksualną, czemu zresztą nigdy chyba nie zaprzeczał. Oczywiście nie znaczy to jeszcze, że faktycznie jest gejem. To jego sprawa – do momentu, w którym nie warknął publicznie „wara od naszych dzieci!”. Bo jeśli uczynił to jako gej, to oprócz homofobicznej agresji przypisać mu trzeba przewrotność i zdradzieckość wobec wspólnoty, której los podziela.

W takim przypadku nienawiść jest podła w dwójnasób. Nie wiem, czemu miałaby służyć prezesowi PiS skrytość w kwestii orientacji seksualnej (wszak to żaden wstyd być gejem), niemniej skoro odsłania się z nienawistną homofobią i patronuje homofobicznej kampanii swojej partii, opinia publiczna ma pełne prawo pytać o jego własną orientację. Prawo polityka do prywatności kończy się wtedy, gdy jego sprawy prywatne rzutują na pełnienie politycznej funkcji i ocenę motywacji działania polityka.

Zaś co do meritum, czyli kwestii adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to trzeba sobie powiedzieć jasno: jeśli cokolwiek przemawia przeciwko przyznaniu im ludzkiego prawa do wychowywania dzieci, to tylko to, że dzieci z takich rodzin byłyby narażone na wrogość, pogardę i szykany ze strony homofobów, czyli ze strony tych, którzy mówią do gejów i lesbijek „wara od naszych dzieci”. To przewrotność, którą trzeba piętnować i potępiać na każdym kroku. W społeczeństwie wolnym od homofobii nie ma żadnych przeszkód, aby kochające się i dobrze funkcjonujące pary jednopłciowe adoptowały dzieci. Są za to, owszem, jak najpoważniejsze przeszkody, aby niekochające się, źle funkcjonujące pary heteroseksualne otrzymywały dzieci do adopcji, nawet jeśli chodzą do kościoła i głosują na PiS.

W obecnej sytuacji, gdy siły zła rozpętały nagonkę na niewinnych, odczuwam większą niż kiedykolwiek solidarność ze środowiskami LGBT. W moralnym sensie poczuwam się do jedności z nimi. A nawet powiem więcej – chcę być jednym z nich. Chcę być gejem nie dlatego, że pociągają mnie ciała mężczyzn, a nawet nie dlatego tylko, że nie zgadzam się na to, jak traktuje ich państwo i rządząca klika, lecz po porostu dlatego, że pociągają mnie geje jako ludzie. Nie ich ciała, lecz ich osobowości.

Dobrze się z nimi czuję, odpowiada mi ich sposób bycia, otwartość, ciepło, którym emanują, emocjonalność i delikatność. Oczywiście, geje są różni – odwołuję się wszelako do swego generalnego, uśrednionego doświadczenia. A jest ono niemałe, bo znałem i znam dziesiątki homoseksualnych mężczyzn, w tym księży i byłych księży. Jednak ci mili, serdeczni, ciepli geje są nimi wtedy, gdy nie ukrywają swojej tożsamości. Tzw. coming out osobę homoseksualną zmienia i w perspektywie uszczęśliwia. Kto zaś tłamsi w sobie i ukrywa swoją miłość, ten popada w trwałą frustrację i zgorzknienie. Nienawidzi gejów za to, że sięgają po szczęście, którego sam pragnie najbardziej na świecie, a którego sobie, ze strachu, odmawia. Nienawidzi innych gejów i nienawidzi też samego siebie za swoje tchórzostwo.

Nienawidzi w końcu tej instytucji, która każe mu się bać. Ukrywana, zrepresjonowana homoseksualność jest – owszem – patologią. Ale jest na nią lekarstwo – radykalne zwalczanie homofobii, a w tym również walka z agresywnymi, zakłamanymi gejami, którzy wyobrażają sobie, że czym bardziej będą – jako księża czy partyjniacy – opluwać innych gejów, tym bardziej będą uchodzić za heteroseksualnych. Jest dokładnie odwrotne. Każdy, kto ma trochę oleju w głowie i trochę zna życie, widząc pana Oko albo pana Kaczyńskiego warczących na gejów, myśli tylko jedno: „biedny, niewyoutowany gej, męczy się z narastającą w nim frustracją i agresją”.

Gdyby Kaczyński był inteligentniejszy, to chcąc udawać heteryka, byłby oględny i poprawny w stosunku do osób LGBT. A gdyby był tak w ogóle inteligentny, to nie byłby homofobem ani nie ukrywałby swojej orientacji, niezależnie od tego, jaka tam ona w końcu jest. No ale wtedy Kaczyński nie byłby Kaczyńskim.

Nie poddawajmy się. W dniach haniebnej nagonki na mniejszości seksualne w Polsce musimy stanąć ramię z ramię z naszymi nieheteroseksualnymi przyjaciółmi. Nie pozwólmy, żeby chamy i prostaki nadawały ton życiu w naszym kraju. Nie chowajmy się po kątach, a za to znajdźmy w sobie siłę, by stawić opór warczącej i rozzuchwalonej dziczy. Geje, pokażcie swoje męstwo! I wy, lesbijki, takoż – pokażcie swą kobiecą moc!

Kategorie: ADOPCJA DZIECI PRZEZ PARY JEDNOPŁCIOWE, JAROSŁAW KACZYŃSKI, LGBT, PAWEŁ RABIEJ, PIS, ZWIĄZKI PARTNERSKIE

https://www.newsweek.pl/polska/jestem-zydem-polakiem-i-gejem-newsweekpl/epn7e25


Newsweek Polska

Jestem Żydem, Polakiem i gejem

Data publikacji: 22.10.2013, 08:00 Ostatnia aktualizacja: 23.10.2013, 11:42

MARTA STANISZEWSKA

- Gdyby to subiektywnie zmierzyć procentami, to tolerancyjnych Polaków jest 40 proc., a Żydów z Izraela - 75 proc. Może to dlatego, że w czasie wojny homoseksualiści i Żydzi byli jednakowo mordowani? - mówi Izaak Danewitz, konserwatywny żyd, z pochodzenia Polak, z orientacji homoseksualista, który od 4 lat mieszka w Izraelu.

 JEDWABNE 70. ROCZNICA MORDU YDW W JEDWABNEM

image 

Fot.: Artur Reszko / PAP

 Podziel się Tweetnij Skomentuj

Newsweek: Jesteś konserwatywnym Żydem. Czy Bogu, w którego wierzysz, nie przeszkadza, że jesteś praktykującym homoseksualistą?Izaak Danewitz: Takie osoby jak ja określane są mianem sodomitów. Z punktu widzenia religii moja orientacja nie jest właściwa. Ale jestem gejem i chcę być szczęśliwy. Dlatego zawsze sobie myślę: Panie Boże, jesteś dobry, spowodowałeś, że się urodziłem jako homoseksualista i kochasz mnie takiego, jakim jestem. Skoro tak, to mnie akceptujesz.

Newsweek: A Ty siebie akceptujesz?Izaak Danewitz: Staram się. Wybieram stałe związki, unikam przygodnego seksu w klubach gejowskich. Choćby dlatego też, że nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Może na Araba?

Newsweek: Społeczeństwo izraelskie jest tolerancyjne wobec gejów?Izaak Danewitz: Gdyby to zmierzyć procentami, to tolerancyjnych Polaków jest jakiś 40 proc., a Żydów z Izraela - 75 proc. Prawie dwa razy tyle. Może dlatego, że w czasie wojny homoseksualiści i Żydzi byli jednakowo mordowani. Wtedy ta inność była równoznaczna ze śmiercią.

 Fot.: Izaak Danewitz / BRAK

Newsweek: A co z homoseksualnymi związkami partnerskimi?Izaak Danewitz: Są legalne, związek zatwierdza się urzędowo. Ale poza przywilejami, jak dziedziczenie czy prawo do informacji o stanie zdrowia partnera, są też obowiązki. Przykładowo, jeśli jeden partner zdradzi drugiego i to rozbije związek, to partner, który zawinił, musi płacić drugiemu alimenty. Bo poszkodowany musi godnie żyć. Tak jest też ze związkami heteroseksualnymi. Dlatego trzeba się porządnie zastanowić, zanim podejmie się decyzję o legalizacji związku.

Newsweek: Byłeś w związku z Żydem?Izaak Danewitz: Tak, jednym z moich partnerów był chasyd (ortodoksyjny Żyd – przyp. red.). Chasydzi nie uznają państwa Izrael, bo tylko Bóg może odtworzyć kraj. Przez to nie płacą podatków, mają swoje szkoły, gdzie studiują tylko Torę, Talmud. Swoją drogą, ruch powstał na wschodnich terenach Polski, stamtąd powędrował do USA, potem do Izraela. I w takim środowisku wychował się Benjamin, mój były chłopak. On się cały czas modlił! Też jestem konserwatywnym Żydem, modlę się, ale wszystko musi mieć granice. A dla niego szabas to był szabas, nawet nie mógł papierosa zapalić, bo to praca. I mówi: „Zapal proszę i chuchnij mi dymem, bo mi się tak chce palić”! Kiedy się rozstaliśmy, powiedział mi: „Izaak, ty przez to, że się nie modlisz, od Boga po dupie dostaniesz”. Ja na to: „Ty się modlisz i też dostajesz”. Gdybym z nim był dłużej, to by ze mnie rabina zrobił. Sam nim został w Jerozolimie.

Newsweek: Widzę na Twoim palcu obrączkę. Co ona oznacza?Izaak Danewitz: Moja akurat jest prezentem od byłego chłopaka. Sam dwie podarowałem facetowi, którego do tej pory darzę uczuciem. To symbol oddania, nic nadzwyczajnego w Izraelu.

 Fot.: Michałowski / PAP

Newsweek: Miałeś do czynienia ze środowiskiem homoseksualnym i w Polsce, i w Izraelu. Różnią się czymś?Izaak Danewitz: Moim zdaniem polscy geje są materialistami, nie angażują się zbytnio w związki, uczucie jest dla nich na dalszym planie, są zarozumiali, egocentryczni i nietolerancyjni. Oczywiście, to uogólnienie na podstawie moich doświadczeń, ale też geje z Izraela czy Niemiec, gdzie przez jakiś czas mieszkałem, podobnie oceniają polskie środowisko.

Newsweek: Nie rozumiem. Geje nietolerancyjni?Izaak Danewitz: Kiedyś organizowaliśmy w klubie gejowskim w Warszawie szabasową noc. Żydowska muzyka, występ drag queen po hebrajsku. Wypiliśmy też tradycyjną lampkę wina do macy na koszt organizatora. I wtedy dwóch polskich gejów podeszło do mnie, mówiąc, że lampką wina chcę odkupić winę za zamordowanie Chrystusa. Ja im na to: czyli że ja zabiłem Chrystusa? Przecież ja nikogo nie zabiłem! A że jestem Żydem? Przecież wy się do Żyda modlicie. Wówczas zaczęli mnie obrażać. Tak tolerancyjny, światły, otwarty, o szerokich horyzontach jest polski gej. Niektórzy z nich to jest taki sam ciemnogród, jak te starsze kobiety w moherowych beretach, które są tak często w mediach obrażane.

Newsweek: Jak daleko sięga ta nietolerancja? Dochodzi do rękoczynów?Izaak Danewitz: Miałem partnera w Polsce, który mnie pobił i oszukał. Poznałem go przez internet. Mieszkałem wtedy w Niemczech, on we Wrocławiu, ale po jakimś czasie przenieśliśmy się do Warszawy i zamieszkaliśmy razem. Zapowiadał się naprawdę dobry związek, chociaż z perspektywy czasu oceniam, że facet zwyczajnie był moim utrzymankiem. Ja płaciłem za mieszkanie, znalazłem pracę, stawiałem drinki. Ale kiedy ja siedziałem w domu, on gdzieś uciekał i szukał przygód. Potem znalazł sobie nowego chłopaka, pobił mnie przy nim i zwyzywał. Krzyczał „Żydzi do gazu”.

Newsweek: O tolerancji Polaków też nie wypowiadasz się w superlatywach. Zwłaszcza, gdy publicznie przyznałeś się do homoseksualizmu i bycia Żydem.Izaak Danewitz: Facet, który mnie nękał, był moim sąsiadem. Rozpoznał mnie w programie „Rozmowy w Toku” i zażądał płacenia haraczu. Odmówiłem. To był bandzior z wyrokiem w zawiasach. Ubliżał mi publicznie od ciot, pedałów, cwelów, kurew żydowskich, nawet dziecku na ulicy kazał do mnie tak wołać. Wymalował obelżywe opisy na moich drzwiach. Kiedy wracałem do domu z pracy, pod drzwi mnie prowadził i groził, że mi palce połamie, zęby wybije, oślepi. Bałem się wychodzić z mieszkania. Raz zaatakował mnie na ulicy, gdy wracałem z kolegą z imprezy. Popchnął mnie i zabrał się do kopania, ale kolega zasłonił mnie torbą. Sprawa jest w prokuraturze.

 Fot.: Photoshot / PAP

Newsweek: Czy to ze względu na brak tolerancji wyjechałeś do Izraela?Izaak Danewitz: Mnie raczej bili za to, że byłem gejem, a nie Żydem, więc to nie nietolerancja była przyczyną. W Izraelu mieszka moja rodzina ze strony mamy. W latach 80. nawiązała z nią kontakt. Ona jednak wyjeżdżać z Polski nie chciała – tu miała swoje korzenie, groby najbliższych, przyjaciółki. Ja jednak pielęgnowałem relacje z rodziną w Izraelu, potem zdecydowałem się na przeprowadzkę. Żyje się tu lepiej. Ceny są podobne do polskich, ale zarobki dwa razy większe.

Newsweek: A co się mówi o Polakach?Izaak Danewitz: W porównaniu do innych państw o Polsce mówi się całkiem sporo. Niestety, negatywnie. W prasie można znaleźć sporo o polskim antysemityzmie. Nawet w rozmowach przy winie słyszę: „No i jak w tej Polsce... Biją nas?”

Newsweek: Języka hebrajskiego nauczyłeś się w Polsce czy dopiero w Izraelu?Izaak Danewitz: W Polsce. Babcia była moją pierwszą nauczycielką, kiedy byłem jeszcze chłopcem. To ona nauczyła mnie hebrajskiego i pisać „robaczkami”. Chciała, żebym został rabinem. I pewnie by tak się stało, gdyby nie wojna, holokaust i zlikwidowane gminy żydowskie. Komu miałbym przewodzić? Babcia opowiadała mi, jak robi się macę, jak kiedyś w piątek po zachodzie słońca chodził Żyd i wołał „mach zu”, czyli dawał sygnał w jidysz, by zamykać wszystkie sklepy, bo zbliżał się szabas. Tak jest teraz w Izraelu, w Polsce ta tradycja wygasła. Babcia nauczyła mnie też śmiać się z dowcipów o Żydach. I ja się z nich śmieję. Oczywiście pod warunkiem, że mieszczą się w granicach dobrego smaku. Niestety, nie zawsze to robią. Bo niby jak mam się śmiać z knajackiego dowcipu, który kiedyś opowiedział mi mój polski chłopak: „Zgadnij, ilu Żydów mieści się w samochodzie? „45 – 5 na siedzeniach i 40 w popielniczce”. Bardzo mnie to zabolało. Rodzina mojej mamy zginęła w obozie koncentracyjnym. Moja mama z babcią się przechowały. Dlatego biorę te makabryczne dowcipy do siebie.

Newsweek: Ale nie wyrzekniesz się polskiego obywatelstwa, prawda?Izaak Danewitz: Absolutnie nie. W Polsce się urodziłem i wychowałem. Tam są moje korzenie. Na cmentarzu chrześcijańskim leży mój ojciec, a na kirkucie (żydowskim cmentarzu – przyp. red.) - moja babcia. I pewnie ja będę leżał na kirkucie. Może w Hajfie, może Warszawie. Chyba, że spadnie na mnie bomba i nikt nie zidentyfikuje mojego ciała.

Newsweek: Boisz się bomby? W końcu w Izraelu nie jest bezpiecznie.Izaak Danewitz: W Hajfie w ogóle nie odczuwamy tego, że jest jakakolwiek wojna. Owszem, w gazetach pisali o broni chemicznej w Syrii, ale nie popadamy w paranoję. Ten strach jest, ale pokładamy wielkie zaufanie w izraelskie wojsko, które jest na wysokim poziomie. U nas nikt się nie miga przed pójściem do armii, ani mężczyźni, ani kobiety.

Newsweek: Ale Ty w izraelskim wojsku nie służyłeś.Izaak Danewitz: Bo jestem już na to za stary - mam 45 lat, ale gdybym dostał wezwanie, nie wahałbym się pójść na front.


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale