33 obserwujących
661 notek
357k odsłon
72 odsłony

WESTERPLATTE - HISTORIA PRAWDZIWA - ŚLADAMI NIEPODLEGŁEJ

Aleksander Szumański
Aleksander Szumański
Wykop Skomentuj

WESTERPLATTE  - HISTORIA PRAWDZIWA - ŚLADAMI  NIEPODLEGŁEJ 

Obrona Westerplatte przez polskich żołnierzy stałą się legendą kampanii wrześniowej. Jesienią 1925 roku Polacy przejęli do własnego użytku teren Westerplatte - składnicy amunicji w porcie gdańskim. Zagrożenie ze strony niemieckiej spowodowało, iż załogę Składnicy wzmocniono do 182 ludzi. Dowództwo nad tym małym oddziałem objął
mjr Henryk Sucharski. Obrońcy mieli do swojej dyspozycji niewielki obszar ziemi, na którym mogli się bronić. Wyposażeni byli w 4 moździerze i 3 działa małego kalibru. Gdy 1 września 1939 roku o godz. 4:45 niemiecki pancernik "Schleswig-Holstein" rozpoczął ostrzeliwanie Westerplatte, symbolicznie dał początek II Wojnie Światowej. Kilka dni wcześniej przypłynął do Gdańska z "kurtuazyjną wizytą". Składnica stała się zatem pierwszym celem niemieckim, mimo iż w kilku punktach granicznych ofensywę rozpoczęto kilkanaście minut wcześniej. 18 dział pancernika umilkło dopiero wówczas, gdy przeniósł się on w inny rejon, aby ostrzeliwać Hel, znacznie ważniejszy dla Niemców. Jednocześnie przypuścili oni szturm lądowy. Pierwszym punktem oporu została placówka "Prom", którą dowodził Leon Pająk. Polacy pozwolili zbliżyć się Niemcom na możliwie bliską odległość, po czym otworzyli ogień ze swoich karabinów maszynowych.
Nieprzygotowani na tak skuteczną obronę Niemcy, zmuszani byli do wycofania się, zostawiając za sobą wielu zabitych i rannych. Również innym placówkom udało się przetrzymać pierwszy atak. "Schleswig-Holstein" podpłynął teraz na odległość zaledwie 500 metrów i zaczął razić Składnicę ogniem swoich dział. Po 28 strzałach zamilkło działo obrońców. 1 września zameldowano o pierwszych stratach.
Zginęli st. sierż. Wojciech Najsarek, kpr. Kowalczyk, st. leg. Ziemba oraz strzelec Bronisław Uss. W dniu tym Niemcy trzykrotnie podejmowali się przeprowadzenia ataku, lecz wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Początkowo placówka miała wytrzymać 12 godzin, aż do nadejścia wsparcia. Taki był plan Naczelnego Dowództwa, który i tak uznawano za optymistyczny, wziąwszy pod uwagę nikłość załogi Westerplatte. Liczono jednak na to, iż uda się przeprowadzić ofensywę pomocniczą, która oswobodzi zamkniętych w okrążeniu żołnierzy. To już był skrajny optymizm. Realia początku wojny, który zdecydowanie był na korzyść Niemców, zmusiły Polaków do trwania na pozycjach znacznie dłużej niż wspomniane 12 godzin. Od 2 września na Westerplatte dowodził faktycznie kpt. Franciszek Dąbrowski, który będąc zastępcą Sucharskiego, zmienił go na stanowisku. Dotychczasowy dowódca przeszedł głębokie załamanie nerwowe, przez co nie mógł stać na czele oddziałów broniących placówki. Z czasem zaczął siać niebezpieczny defetyzm wśród kolegów, z czym wiązała się historia dotycząca odizolowania Sucharskiego od reszty załogi. Tego samego dnia Niemcy ponawiają ataki lądowe. Pomimo tego żołnierze polscy wytrzymują natarcie. Dramat rozpoczął się około godz. 17.00, gdy nad Westerplatte nadleciały niemieckie bombowce. Obrońcy usłyszeli przeraźliwy gwizd kilkudziesięciu samolotów Luftwaffe, które zrzuciły swój śmiercionośny ładunek, obracając w gruzy Wartownię nr 5. Straty tego dnia wyniosły 9 zabitych i wielu rannych. Wieczorem niemieckie oddziały jeszcze raz próbują wedrzeć się do placówki. I tym razem górą jest polska załoga.
Mjr Henryk Sucharski rozkazuje zniszczyć dokumenty przechowywane na Westerplatte. Przybywa rannych. Lekarz placówki, kpt. Mieczysław Słaby, ma coraz mniej środków, którymi mógłby leczyć i ratować żołnierzy. Pomimo to warszawski spiker nadal nadaje komunikat: "Westerplatte broni się nadal". W kolejnych dniach Niemcy za wszelką cenę usiłują zdobyć placówkę. Irytuje ich, iż tak wątły oddział odpiera ataki kilkunastokrotnie przeważającego wroga. 5 września Sucharski zwołuje naradę dowódców, na której postanowiono trwać na stanowiskach (szczególnie kpt. Franciszek Dąbrowski był chętny do walki). Według niektórych relacji szlochający Sucharski prosił o poddanie Westerplatte. Byłby to akt wyjątkowego defetyzmu w szeregach obrońców. Dąbrowski prawdopodobnie zagroził, że jeśli major nie przestanie namawiać żołnierzy do kapitulacji, rozkaże go aresztować. Pomimo tego Sucharski nadal pozostawał faktycznym dowódcą obrony, a co za tym idzie zwierzchnikiem Dąbrowskiego, który winien mu był posłuszeństwo, niezależnie od warunków bojowych. Istnieją relacje, które przekazują, iż Sucharski faktycznie na krótko znalazł się "pod kluczem", co miało być akcją co bardziej bojowo nastawionych obrońców Składnicy. Rankiem 7 września szaleńczy szturm niemiecki dociera niemalże do centrum placówki. Bohaterstwo obrońców jeszcze raz pozwala na odrzucenie Niemców w tył. Pomimo, iż żołnierze cały czas są zorganizowanym oddziałem i skutecznie stawiają opór wielokrotnie silniejszemu przeciwnikowi, ich zmagania muszą zostać zakończone. Na skutek wyczerpania amunicji oraz fatalnej sytuacji sanitarnej mjr Sucharski decyduje się poddać placówkę. Także tutaj pojawiają się pewne rozbieżności dotyczące poddania Westerplatte - być może była to samowolna inicjatywa Sucharskiego. Po wojnie lansowano go na bohatera, a mit nieustępliwego dowódcy przetrwał wiele lat. Dopiero dzisiaj postać Sucharskiego zostaje odbrązowiona, wbrew temu, co mówiła komunistyczna propaganda.

Polacy skorzystali z możliwości honorowej kapitulacji, nie było to ujmą na ich honorze. Walczyli dopóki mogli, dalszy opór byłby pewną śmiercią. W dowód uznania gen. Eberhardt, kierujący niemieckim natarciem, pozwala Sucharskiemu zachować oficerską szablę, co jest pewnym symbolem bohaterstwa żołnierza Wojska Polskiego. Polskie straty wynoszą 15 zabitych oraz 50 rannych. Niemcy stracili ok. 400 zabitych, co było ogromnym wyczynem polskich obrońców. Mieli bronić się 12 godzin, utrzymali się aż 7 dni, budując wokół siebie mit nieustępliwości i bohaterstwa polskiego żołnierza.
Stali się symbolem Wojska Polskiego, które zawsze walczy do końca. Mit Polaków na Westerplatte szybko został rozpowszechniony. Niebagatelne znaczenie na tym polu miały audycje Polskiego Radia na bieżąco informującego o wydarzeniach w placówce. Drugim elementem budowania legendy był wiersz napisany przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, jeszcze w trakcie trwania kampanii wrześniowej. Warto przytoczyć jego słowa, , mit poszedł w świat, mit o żołnierzach Westerplatte, którzy "czwórkami do nieba szli".

Córka kapitana Franciszka Dąbrowskiego Elżbieta Dąbrowska – Hojka, zgromadziła wiele dowodów, Iż to kapitan Franciszek Dąbrowski we wrześniu 1939 roku dowodził obroną Westerplatte.

„Jest bardzo stara, najprawdopodobniej w stylu Księstwa Warszawskiego” – mówi, trzymając w ręce małą srebrną łyżeczkę – Elżbieta Dąbrowska - Hojka, córka kapitana Franciszka Dąbrowskiego. Kiedyś była pozłacana, ale złoto już dawno się wytarło. W naszym domu pojawiła się dopiero po wojnie, wraz z całym kompletem łyżeczek, broszek, pierścionków i innych kosztowności. Wszystkie należały do mojej babci wywiezionej na początku wojny „gdzieś” do Związku Radzieckiego. Dziadkowie mieszkali w Stanisławowie, byli tam jedną z najbardziej znanych rodzin wojskowych wyższej rangi. W tym pięknym kresowym mieście, generałów można było policzyć na palcach jednej ręki i pewnie by tych palców jeszcze zostało. Dziadek Romuald generał brygady okazale prezentował się „przy orderach”. Najważniejsze ordery „zapracował” po wstąpieniu do Wojska Polskiego w 1920 roku, na frontach wojny polsko-bolszewickiej. Czterokrotnie odznaczono go wówczas Krzyżem Walecznych, został też kawalerem Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari. Życiorys mojego dziadka drukowany był w „Polsce Zbrojnej”. Kiedy patrzę na fotografię mojej babci Elizabeth, czyli Elżbiety z Broulików, córki Leopoldyny von Schweda, to trudno nie przyznać, że tak dostojnie prezentująca się kobieta nie mogła nie zwracać na siebie uwagi w każdej sytuacji, a cóż dopiero gdy szła z dziadkiem, po lewej jego ręce, żeby prawą mógł odpowiadać salutującym – bez przerwy, jak to w mieście garnizonowym – wojskowym. O tym jak wyglądał przed wojną Stanisławów, nie można było przeczytać w książkach, czy w podręcznikach szkolnych. Zmieniono miastu nazwę na Iwano-Frankiwsk.
O swoich rodzicach ojciec mało opowiadał. Może nie chciał, abym chwaliła się w szkole dziadkiem, przedwojennym generałem? I babcią z rodziny szlachetnie urodzonych z tym „von” przed nazwiskiem? Pięciopokojowym mieszkaniem dziadków w Stanisławowie? I to wówczas, gdy w Krakowie naszej czteroosobowej rodzinie wannę zastępowała poobijana miednica w kącie pokoju… W niektórych książkach podają, że dziadek zmarł w 1938 roku, ale faktycznie został aresztowany przez NKWD we wrześniu 1939 roku, o czym autorzy bali się napisać. Ta niepozorna łyżeczka, która cudem wróciła z wywózki do Kazachstanu i sygnet rodowy, ten sam który widać wyraźnie na palcu ojca na jednym ze zdjęć z kapitulacji Westerplatte, to wszystko co po wojnie zostało z majątku Dąbrowskich.

Po zakończeniu wojny wielu westerplatczyków rozmawiało z dziennikarzami, lub pisarzami. Różne opinie wygłaszali jedni koledzy o innych. Krytykowali brak odwagi, wytykali pozostawienie rannego bez pomocy, ale żaden nie zająknął się nawet na temat obecności bodaj jednej kobiety w koszarach czy na którejś z placówek. Jak potraktować zatem podaną 8 września 1939 roku w „Danziger Neueste Nachrichten” przez Fritza Jaenitzkego informację o jeńcach – kobietach wśród kapitulującej załogi Westerplatte? Takich „pomysłów” mających uatrakcyjnić książki, czy artykuły, nigdy nie brakowało. Całego zamieszania na temat obrony Westerplatte wywołała książka Melchiora Wańkowicza „Westerplatte”, w której autor powtarza plotkę, opowiadaną przez strażników więziennych w Gdańsku. Zaśmiewali się z „dowcipu” polskiej załogi, że wywiesiła białą flagę, a gdy niemieccy dostojnicy ruszyli w stronę niby kapitulujących Polaków, flaga zniknęła, a zagrały karabiny maszynowe. Wańkowicz wprawdzie komentuje tę informację jako niewiarygodną, jednak zapomina dodać w komentarzu, że za podobny „numer” po kapitulacji polscy żołnierze zapłaciliby życiem, a nie wysłaniem do stalagów, czy oflagów. Błędów i zmyśleń nie ustrzegło się wielu polskich autorów. Sporo naliczono ich u Melchiora Wańkowicza. Oprócz wspomnianego wyżej „dowcipu” z białą flagą w jego książce doliczono się trzydziestu innych. Skrytykowany pisarz nie chciał ich prostować, zasłaniając się, że pisał to co usłyszał od majora Henryka Sucharskiego we Włoszech w 1945 roku.

W wydanej w NRD w ogromnym nakładzie broszurze Hansa Haggego „Westerplatte” autor podkreśla, że obrońcy narzekają na polski rząd i dowództwo, które nie zdecydowało się na wyrażenie zgody, aby atakowanej przez hitlerowców Polsce pomogła Armia Czerwona.

Bezsporne jest, że komendantem, a więc i dowódcą WST (Wojskowa Składnica Tranzytowa) na Westerplatte był major Henryk Sucharski, natomiast obroną WST dowodził kapitan Franciszek Dąbrowski. Ale faktycznie to major Henryk Sucharski – co widać na publikowanym wielokrotnie zdjęciu – poszedł, żeby poddać Westerplatte.

Kto naprawdę dowodził obroną Westerplatte we wrześniu 1939 roku?

- Obronę rozpoczął major Henryk Sucharski, 2 września dowodzenie przejął kapitan Franciszek Dąbrowski, który kierował walką do 6 września – mówi w wywiadzie opublikowanym na łamach „Dziennika Polskiego” we wrześniu 2008 roku Mariusz Borowiak, - 7 września placówkę poddał major Henryk Sucharski. A zatem według prawdy historycznej major Henryk Sucharski rozpoczął i zakończył obronę Westerplatte.

- Do zmiany dowództwa w dniu 2 września doszło w dramatycznych okolicznościach…

Tego dnia wieczorem Niemcy zorganizowali ciężki nalot lotniczy na półwysep. Prawie sześćdziesiąt samolotów bombardowało składnicę przez pół godziny, niszcząc wartownię i koszary.
Pod wpływem nalotu i strat jakie wywołał, major Henryk Sucharski przeżył załamanie nerwowe i uznał, że należy się poddać. Wydał rozkaz spalenia dokumentów i szyfrów, a następnie kazał wywiesić białą flagę na dachu koszar. Gdy dowiedział się o tym zastępca majora Henryka Sucharskiego kapitan Franciszek Dąbrowski, natychmiast rozkazał zdjąć flagę, a majorowi zakomunikował, że nie ma mowy o kapitulacji. Major Henryk Sucharski zareagował ogromnym wzburzeniem, które przerodziło się w atak epilepsji. Wezwano lekarza składnicy kapitana Słabego, który zaaplikował dowódcy środki przeciwpadaczkowe i uspokajające i przywiązał go do łóżka. Od tego momentu obroną kierował de facto kapitan Franciszek Dąbrowski. Sucharski był w apatii, wielokrotnie powtarzając, że walka nie ma sensu i należy się poddać.

Janusz Roszko krakowski dziennikarz ujawnił „tajemnicę Westerplatte” – historię białej flagi w „Polityce” w 1993 roku. Wokół artykułu Roszki rozpętało się autentyczne piekło. Zaatakowano Roszkę o naruszanie świętości, oskarżono o lekceważenie bohaterów, o chęć zdeskrydytowania majora Henryka Sucharskiego w porozumieniu z kapitanem Franciszkiem Dąbrowskim. Insynuacje poszły jeszcze dalej, posypały się oceny, wśród których najbardziej delikatne były słowa „bzdury” i „brednie”, „kubeł na śmieci”. W krakowskim klubie dziennikarzy "Pod Gruszką” insynuacje pod swoim adresem Roszko otrzymał od środowiska dziennikarskiego w czasie zakrapianego spotkania. W czasie tego spotkania w obronie red, Janusza Roszki wystąpili dziennikarze Olgierd Jędrzejczyk i Zdzisław Dudzik. Pijany Bruno Miecugow argumentował swoje racje ręcznie, a ja otrzymałem od niego uderzenie w twarz. Artykuł red. Janusza Roszki nazwano „jątrzeniem opinii publicznej”, czyli określeniami z arsenału komunistycznej propagandy, a przecież drukowanymi w 1993 roku.

"Ciekawą" dyskusję prowadzono wczoraj ( 24 lipca 2020 roku) w TVP.Info. - czy Westerplatte należy do Polski? Oraz czy Gdańsk to miasto polskie?
Uważam, iż taką dyskusję prowadzić można w kabarecie lub przez "dziennikarzy" mających "pełną wiedzę".
Westerplatte - tak oczywisty i znany każdemu  symbol Gdańska, dla nas Polaków niesie przekaz na którym się wychowaliśmy. To co znamienne i ważne dla naszego pokolenia nie zawsze przemawia do najmłodszych, będąc dziadkiem nastoletnich już wnuków.  Króluje więc "edukacja" następnych pokoleń. Niedługo pytani o dostęp Polski do morza odpowiedzą, że zwiedzili już Kielce, ale żadnego morza tam nie widzieli.
A więc wyjaśniam, że Westerplatte to półwysep w Gdańsku, położony w północno - wschodniej części miasta, pomiędzy Zatoką Gdańską i zakolem Martwej Wisły.  Szerokość półwyspu szacowana jest na około 200- 500 m, długość wynosi ok. 2 km. Nazwa półwyspu "Westerplatte" jest zbitkiem dwóch słów pochodzenia niemieckiego "wester" - zachodni oraz Platte, czyli płyta ( w znaczeniu wyspa).
W latach 1936 - 1939 działała tutaj wojskowa składnica tranzytowa, a wrzesień
1939 roku przyniósł znamienną obronę, która zapisała się jako symbol oporu Polski przeciwko najazdowi hitlerowców. Z racji symboliki miejsce to jako jedyne w Gdańsku zachowało nazwę brzmiącą w obcym języku.
Westerplatte kojarzy się jednoznacznie. To tutaj 1 września 1939 roku o godzinie 4.45 rozpoczął sie hitlerowski atak na nasz kraj. Niemiecki szkolny pancernik Schleswig - Holstein, który dobił do Gdańska już 25 sierpnia 1939 roku pod pretekstem kurtuazyjnej wizyty, zaatakował nasz kraj. Z zewnątrz pancernik nie wyglądał najnowocześniej, był on jednak silnie uzbrojony i przygotowany do ataku. Pod pokładem przewoził szturmową kompanię Kriegsmarine.
Obroną półwyspu w dniach 1 - 2 września dowodził mjr Henryk Sucharski, a w dniach 2 - 7 września dowodzenie przejął jego zastępca kpt. Franciszek Dąbrowski. Garnizon walczył samotnie z przeważającymi  liczebnie i zbrojnie siłami wroga. Po ogłoszeniu kapitulacji, niemieckie wojska juz 10 października sprowadziły na półwysep polskich więźniów, którzy mieli uporządkować teren po wcześniejszych walkach.
W marcu 1940 roku utworzono na Westerplatte podobóz (Abteilung Aussenstelle) obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Jego komendantami byli SS- Hauptsturmführer Franz Chffelristofel, SS Unterssturmführer Paul Ehle i SS Unterssturmführer Kurt Mathesius.
W maju 1941 roku zakończono prace rozbiórkowe na Westerplatte (częściowe rozebranie koszar) przez ostatnią grupę więźniów i rozwiązano obóz.
Bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych w 1946 roku rozpoczęto rozminowywanie terenu półwyspu. Utworzono też symboliczny cmentarz  Na miejscu Wartowni nr 5 ustawiono krzyż i tablicę z nazwiskami poległych. Jednocześnie w
budynku koszar detonowano niewybuchy, przyczyniając się do dewastacji obiektu.
2 lipca 1962 roku krzyż usunięto i postawiono na jego miejscu czołg T-34 z 1945 roku. Po zakończonej wojnie w 1966 roku Polacy chcąc oddać cześć bohaterom Westerplatte postawili pomnik Obrońców Wybrzeża przy wejściu do portu. Ma on 23 metry wysokości. Jego budowa trwała dwa lata, a powstał z 236 bloków granitowych i waży 1150 ton. Jest też zwyczaj, którego przestrzegają statki pływające pod obcymi banderami, wchodząc do portu oddają cześć naszym bohaterom za pomocą sygnałów.
Westerplatte jest obowiązkowym punktem dla turystów, którzy odwiedzają trójmiasto. Znajdują się tu miejsca, które należy zobaczyć, aby zrozumieć, jak bohatersko broniono wolności Polski. Półwysep zwiedzamy począwszy od przystani statków pasażerskich. Stąd mamy widok na kanał portowy, Kościół Niepokalanego Serca Maryi, Pomnik Obrońców Wybrzeża oraz Twierdzę Wisłoujście.
Następnie kierujemy się w kierunku schronu oraz wieży obserwacyjnej Westerplatte. Schron pochodzi z lat pięćdziesiątych XX wieku.
Kolejne kroki zawiodą nas do Fortu, który jest częścią Pola Bitwy. W tym miejscu w 1939 roku mieściło się centrum obrony przeciwdesantowej.
Westerplatte to kluczowy na wojennej mapie Polski punkt, który musi ocaleć od zapomnienia. My dziadkowie jesteśmy winni naszym wnukom opowieści, dzięki którym historia staje się żywa.
Pamięć o bohaterach naszego kraju nie zginie dopóki będziemy o nich mówić i przekazywać wiedzę naszym następcom.

                                                Aleksander Szumański "Kurier" Chicagoo



















Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale