32 obserwujących
675 notek
366k odsłon
  60   0

SMOLEŃSKI - ZAMACH - KATYŃ 2010

aleksander szumanski
aleksander szumanski

ZBRODNA
ZAMACH W SMOLEŃSKU

ZAMACH W SMOLEŃSKU 10 KWIETNIA 2010 ROKU

Trudno uwierzyć, ale od tragedii, która wydarzyła się 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, minęło już jedenaście lat. Od samego początku media Strefy Wolnego Słowa kontestowały oficjalne rosyjsko-polskie ustalenia, wskazując na dowody i poszlaki świadczące o terrorystycznym charakterze katastrofy. Dziś wiemy, że zebrane informacje i fakty potwierdzają nasze wcześniejsze hipotezy.
- Polski Tu-154 nie mógł uderzyć w słynną smoleńską brzozę. Wskazują na to dane zawarte w systemach nawigacyjnych TAWS (system ostrzegania o zbliżaniu się do ziemi) i FMS (komputer pokładowy) oraz dane z wysokościomierza barycznego WBE-SWS zapisane w skrzynce parametrów lotu. Według nich samolot przed ostatecznym upadkiem na ziemię nigdy nie zszedł poniżej wysokości 18 m nad ziemią.
-Podkomisja dokonała rekonstrukcji konsoli lewego skrzydła w miejscu, gdzie miało ono mieć według MAK kontakt z „pancerną” brzozą. Okazało się, że znajdują się tam ślady odkształceń właściwych dla oddziaływania wysokiego wewnętrznego ciśnienia, którego epicentrum zlokalizowano między żebrami nr 27-32.
-Stwierdzono rozrzut odłamków we wszystkich kierunkach w stosunku do toru przemieszczania się samolotu. Chodzi m.in. o odłamki sekcji slotów lewego skrzydła, które były rozrzucone w kierunku zgodnym z torem lotu Tu-154M na przestrzeni od 20 do 230 m za „pancerną” brzozą. Z kolei większość odłamków klapy części lewego skrzydła było rozrzuconych od brzozy w kierunku głównego pola szczątków na przestrzeni od 15 m do 225 m.
- Wiele odłamków części lewego skrzydła, którą miała uciąć brzoza, zostało znalezionych... przed tym drzewem na obszarze od 41 m na północ do 17 m na południe w kierunku prostopadłym do kierunku lotu oraz aż do 43 m na wschód od drzewa.

CZARNE SKRZYNKI

- Para tzw. rejestratorów katastroficznych tupolewa nr 101 - czyli rejestrator pokładowy MSRP-64M-6 i rejestrator dźwiękowy MARS-BM nr 323025 (dwie najważniejsze „czarne skrzynki”) - została dwukrotnie „znaleziona” na wrakowisku pod Smoleńskiem. I to tego samego dnia: 10 kwietnia 2010 r. Na charakterystyczne pomarańczowe rejestratory natrafiono najpierw wczesnym popołudniem, po godz. 14:30. Według rosyjskich protokołów urządzenia te nie były uszkodzone, a po dokładnych oględzinach zostały spakowane do polietylenowych worków i zabrane. Wieczorem takie same skrzynki - z identycznymi napisami i tego samego koloru - zostały odnalezione w Smoleńsku ponownie. Tyle że nosiły już ślady „rozległych i licznych” uszkodzeń. Po oględzinach włożono je do kartonowych pudeł, które zalepiono taśmą.
- „Zaginiony” rejestrator danych KZ-63, który rzekomo miał ulec całkowitemu zniszczeniu podczas katastrofy smoleńskiej, przetrwał ją. Bardzo dobrze zachowane fragmenty części zewnętrznej urządzenia, znajdujące się wśród nienaruszonych części otoczenia rejestratora, widoczne są na zdjęciach wykonanych  w pierwszych godzinach po katastrofie. Zapisy tej skrzynki - dokonywane na taśmie celuloidowej  - jako jedyne nie mogły zostać sfałszowane. KZ-63 rejestrował kluczowe parametry, takie jak gwałtowne przeciążenia, w tym tzw. twarde lądowania.
- W niewyjaśnionych okolicznościach w Smoleńsku zaginął TCAS II - pokładowy system zapobiegający zderzeniom statków powietrznych i przechowujący dane o operacjach samolotu.

--Oryginalne rejestratory FDR (zapisujący parametry lotu) i CVR (nagrywający rozmowy w kokpicie) - dwie najważniejsze czarne skrzynki tupolewa - od samego początku są w rękach Rosjan. Polacy otrzymali z Moskwy jedynie zmanipulowane kopie zapisów obu rejestratorów

EKSPLOZJA

- Na eksplozję w lewej części skrzydła wskazują zniszczenia powybuchowe na skrzydle i odłamkach oraz inne dowody. Są to: „loki” powybuchowe, czyli charakterystyczne zawinięcia materiału na poszyciu spodnim oderwanej końcówki części lewego skrzydła; odkształcenia odłamków na skutek wewnętrznej fali powybuchowej; rozrzut odłamków we wszystkich kierunkach w stosunku do toru przemieszczania się samolotu (także w tył i na boki); identyfikacja wewnętrznych części skrzydła, które osiadły na gałęziach wysokich partii drzew.
- Według podkomisji smoleńskiej główną przyczyną zniszczeń Tu-154 na moment przed przyziemieniem była eksplozja kesonu baku balastowego (która nastąpiła po wybuchu na skrzydle). W jej wyniku zniszczony został sam keson, czyli fragment lewej części centropłata, wraz z przednim dźwigarem i osmolonymi żebrami. Dźwigar przeleciał ok. 70 m na zachód. Wybuch rozsadził trzecią salonkę, zabijając wszystkich jej pasażerów i rozrzucając ich szczątki na całej długości wrakowiska. Równocześnie fala detonacyjna wysadziła lewe drzwi pasażerskie, które z ogromną siłą wbiły się na metr w ziemię, a tysiące fragmentów kuchni zostały rozproszone na 1/3 obszaru katastrofy. Fala detonacyjna idąca w kierunku ogona rozerwała fragment kadłuba i spowodowała wywinięcie lewej i prawej burty wraz z dachem na zewnątrz konstrukcji
- na miejscu katastrofy znaleziono liczne odłamki osmolone i opalone rozsiane ok. 100 m. przed miejscem upadku samolotu. Odłamki te, o wielkości od kilku do kilkunastu centymetrów kwadratowych, nosiły ślady oddziaływania termicznego oraz mechanicznego. Ponadto część z nich nosiła charakterystyczne ślady (mikrokratery) na swojej powierzchni, odpowiadające kształtem i wielkością śladom powstałym na odłamkach, jakie powstały po eksperymencie pirotechnicznym przeprowadzonym przez podkomisję. Cecha ta jest charakterystyczna dla zniszczeń spowodowanych przez detonację.
- Na wybuch w centropłacie wskazują też zniszczenia w samym samolocie. M.in. zupełne zniszczenie wszystkich foteli, całkowite zdarcie z wewnętrznej części kadłuba wykładziny wraz z izolacją oraz wyrwanie z burty lewych drzwi pasażerskich wbitych na 1 m w ziemię z prędkością przekraczającą aż 10-krotnie prędkość spadania samolotu.

MATERIAŁY WYBUCHOWE

- Obecność materiałów wybuchowych (trotyl, heksogen, pentryt) na szczątkach lewego skrzydła  (które podkomisja wskazała w raporcie technicznym jako miejsce eksplozji) i wewnętrznego fragmentu poszycia samolotu została już udowodniona przez laboratoria w Polsce, USA i Wielkiej Brytanii. Pozostałości takich substancji wykryto na przynajmniej 107 elementach wewnętrznych samolotu - przede wszystkim na metalowych częściach foteli.

KONTROLERZY

- naprowadzaniem samolotu na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj kierował z Moskwy gen. Władimir Benediktow - wojskowy ekspert od krwawych akcji „antyterrorystycznych” w Czeczenii i powietrznych operacji specjalnych.

--Przed wylotem do Smoleńska piloci Tu-154 otrzymali od Rosjan karty podejścia z błędnymi danymi. Karty te to rodzaj instrukcji zawierającej podstawowe informacje potrzebne do przeprowadzenia udanego manewru lądowania na danym lotnisku.
- Tupolew był od początku sprowadzany fałszywie oraz zmuszany do przyjęcia ostrzejszej ścieżki i szybszego schodzenia.
Np. o godzinie 10:38:43 (czasu lokalnego) jeden z kontrolerów podał informację, że
Tu-154M jest na ścieżce 9 km od progu pasa, a w rzeczywistości samolot znajdował się na odległości 10,5 kilometra od progu drogi startowej.
- Wieża lotów zachęcała pilotów do lądowania komendą "pas wolny" i próbowała ich zmylić inaczej ustawionymi reflektorami.
- Rosjanie nie przekazali polskim śledczym nagrania wideo pracy kontrolerów, które standardowo wykonywane jest przy każdym locie. Przyczyną braku zapisu było rzekomo "skręcenie przewodów pomiędzy kamerą a magnetowidem".
- Rosja unieważniła pierwotne zeznania kontrolerów, przeprowadzone w kwietniu

2010 r., z powodu „nieprawidłowości w procedurze przesłuchania świadków”. Następnie przesłała polskiej prokuraturze nowe protokoły z przesłuchań,
z lipca 2010 r., które okazały się znacznie korzystniejsze dla strony rosyjskiej.
- Kontrolerzy wydali polskiej załodze komendę "posadka dopołnitielno" (lądowanie warunkowe). Oznacza ona: kiedy będziesz na wysokości decyzji lub najdalej w odległości 1 km od progu pasa, podamy ci komendę: "lądować zezwalam" lub "odejście na drugi krąg". Piloci spodziewali się więc, że na wysokości 100 m zostanie im podana komenda, co mają dalej robić, i że będą dalej precyzyjnie prowadzeni zgodnie z zasadami sztuki nawigatorskiej. Stało się jednak inaczej. Gdy Tu-154M znalazł się na wysokości 100 m, nawigatorzy milczeli i żaden z nich nie wydał wymaganej komendy odejścia na drugi krąg.

SAMOBÓJSTWA NACZELNIKA FEDERALNEJ SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA GE.KONSTANTINA MORIEWA ORAZ REMIGIUSZA MISIA.

- W sierpniu 2011 r. samobójstwo popełnił 53-letni naczelnik Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) w obwodzie twerskim gen. Konstantin Moriew, który przesłuchiwał smoleńskich kontrolerów po katastrofie.
- W październiku 2012 r. samobójstwo popełnił Remigiusz Muś, technik pokładowy Jaka-40. Z zeznań Musia wynikało, że kontrolerzy ze Smoleńska złamali wszelkie procedury, zezwalając tupolewowi zejść na wysokość 50 m, i że kopie nagrań z kokpitu tupolewa zostały sfałszowane

SEKCJE ZWŁOK

- Rząd Donalda Tuska zrezygnował z pomocy najlepszych polskich lekarzy sądowych różnych specjalności, w tym antropologów i genetyków sądowych, którzy już w południe 10 kwietnia 2010 r. oficjalnie zgłosili gotowość, by jechać do Smoleńska. W wyniku tych zaniechań część ofiar katastrofy smoleńskiej spoczęło nie w swoich grobach, a protokoły sekcyjne sporządzone przez Rosjan świadczą o tym, że w większości przypadków sekcje w ogóle się nie odbyły.

PROFANACJA ZWŁOK - UMIESZCZANIE W INNYCH TRUMNACH INNYCH CIAŁ BEZCZESZCZENIE ZWŁOK

- Przykłady: w trumnie śp. admirała Andrzeja Karwety - dowódcy Marynarki Wojennej - znaleziono liczne części ciał innych członków delegacji.
- W grobie śp. Natalii Januszko, najmłodszej ofiary katastrofy, znaleziono elementy ciał pięciu osób.

- Z kolei w trumnie gen. Bronisława Kwiatkowskiego ujawniono czternaście części ciała, należących do siedmiu osób.
-W trumnie gen. Włodzimierza Potasińskiego było sześć części ciała, należących do czterech innych osób.
- W trumnie abp. Mirona Chodakowskiego znaleziono połowę jego ciała oraz połowę ciała gen. Płoskiego.
- Nieprawidłowości dotyczą też pochówku śp. Lecha Kaczyńskiego.
- W trumnie śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego znaleziono fragmenty ciał dwóch innych osób.
- Rosjanie zamienili też ciała Piotra Nurowskiego i Mariusza Handzlika.
- Zbezcześcili również zwłoki Anny Walentynowicz - legendy "Solidarności" - zaszywając w jej ciele gumowe rękawiczki, rękaw marynarki i fragmenty innych materiałów.
- Urzędnicy związani z Donaldem Tuskiem - Tomasz Arabski i Ewa Kopacz - wmawiali bliskim ofiar, że trumien nie wolno otwierać. Tymczasem prokuratura wojskowa nie wydała zakazu otwierania w Polsce trumien ofiar Smoleńska, a tylko Ewa Kopacz samodzielnie mogła tego zabronić
Dzisiaj wiemy, że specyficzne zniszczenia ciał ofiar są dowodem na eksplozywny charakter zniszczenia tupolewa w Smoleńsku. Chodzi m.in. o całkowite rozczłonkowanie kilkunastu ofiar siedzących w salonce nad centrum eksplozji i rozrzucenie ich ciał na całym obszarze wrakowiska, oraz o liczne i rozległe rany oparzeniowe zwłok ofiar odnalezionych poza sferą ognia naziemnego.

SŁUŻBY SPECJALNE

- TUpolew, który rozbił się pod Smoleńskiem, od 20 maja do 23 grudnia 2009 r. przebywał w zakładach należących do rosyjskiego oligarchy Olega Deripaski, zaprzyjaźnionego z Władimirem Putinem. Prawą ręką Deripaski jest Walerij Pieczenkin, były agent KGB i FSB.
- Zakłady Saturn, w których odbył się remont Tu-154M nr 101, od 2009 r. kontrolowane są przez Siergieja Czemiezowa - byłego agenta KGB, bliskiego przyjaciela Władimira Putina, z którym obecny prezydent Rosji pracował razem w latach 80. w Niemieckiej Republice Demokratycznej.
- Polski MSZ wyznaczył do organizacji prezydenckiej wizyty w Rosji Tomasza Turowskiego - jednego z najgroźniejszych komunistycznych szpiegów, w III RP oficera UOP i Agencji Wywiadu
- Tuż przed katastrofą smoleńską Dmitrij Miedwiediew zmienił naczelnika FSB w Smoleńsku. Został nim pułkownik Oleg Konoplew - wcześniej zastępca szefa FSB w Twerze, skąd pochodzi także znany z wieży w Smoleńsku płk Nikołaj Krasnokucki. Rok po katastrofie smoleńskiej Konoplew został awansowany na generała-majora.

ŚLEDZTWO

- Z nagrania ujawnionego niedawno przez Anitę Gargas w TVP jasno wynika, że to Donald Tusk odpowiada za prowadzenie śledztwa smoleńskiego według korzystnej dla Putina konwencji chicagowskiej, a dokładniej: według jej załącznika 13. "Świadomość Rady Ministrów i moja po relacji ministra Grabarczyka była jednoznaczna. Że z punktu widzenia naszej wiedzy, znaczy wiedzy resortowej i pańskiej rekomendacji, konwencja chicagowska jest tym, czym będziemy się kierować" - tłumaczył Tusk akredytowanemu przy MAK Edmundowi Klichowi 23 kwietnia 2010 r. Klich był zdumiony - gdyż był przekonany, że w pierwszych dniach po tragedii smoleńskiej polski rząd negocjował jakieś inne ramy prawne.
- Podstawa prawna badania przyczyn katastrofy smoleńskiej - Załącznik 13 do konwencji chicagowskiej - została wybrana przez premierów Polski i Rosji.

Ale porozumienie w tej kwestii nie zostało utrwalone na piśmie; Centrum Informacyjne Rządu informowało, iż z rozmów z Tuska i Putina przeprowadzonych 10 kwietnia
010 r. nie sporządzono notatek, gdyż spotkanie premierów miało... charakter kurtuazyjny.
- Pierwsze działania po katastrofie nie toczyły się, jak się powszechnie uważa, według procedur konwencji chicagowskiej. Prowadzono je zgodnie z porozumieniem polsko-rosyjskim z 7 lipca 1993 r., zawartym przez resorty obrony obu państw, określającym warunki współpracy obu krajów w sprawie ruchu samolotów wojskowych i badania katastrof lotniczych.
Pod naciskiem Rosjan Tusk zrezygnował ze stosowania korzystnej dla Polski umowy z 1993 r. i zawarł tajne porozumienie z premierem Władimirem Putinem. Wówczas zaczęło obowiązywać rozporządzenie, wydane 13 kwietnia 2010 r. przez Putina, które badanie katastrofy i koordynowanie działań krajowych i międzynarodowych powierzyło Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu Tatiany Anodiny.
W wyniku tej decyzji Polska musiała zaakceptować konkluzje raportu MAK.

TATIANA ANODINA Z PRYMITYWNYM KŁAMSTWEM W TLE

Zbliżony tematycznie tekst ukazał się w maju 2010 r. na kilku stronach autorskich niżej podpisanego zatytułowany „Tatiana Anodina z prymitywnym kłamstwem w tle”. Został wydrukowany pod tym tytułem również w światowej prasie polonijnej m.in. w „Głosie Polskim” Toronto, jak i w „Kurierze „ Chicago”. Był pisany „na gorąco”, przecież Naród nie otrząsnął się jeszcze z tej Tragedii, słyszałem również takie głosy, że to mistyfikacja etc. Były naturalnie i inne opinie, pokutujące zresztą do dzisiaj- „… bo Kaczyński chciał spoczywać na Wawelu…”. Nie znane były wówczas esemesy redagowane przez Donalda Tuska natychmiast po katastrofie o winie prezydenta, zmuszającego pilotów do lądowania, potwierdzone wiele miesięcy później przez fałszywy raport MAK ( 2011 r).
Nie był znany jeszcze wówczas ten niebywały „targowicki” serwilizm polskiego rządu, były podane wówczas jedynie zapewnienia o doskonałej współpracy z „ towarzyszami sowieckimi”. Rząd nie kwestionował i nie kwestionuje zaplombowania trumien, nie znany jeszcze był bestialski  fałsz Ewy Kopacz o kopaniu terenu przez polskie służby na metr w głąb i obecności polskich patomorfologów w czasie sekcji zwłok osób poległych w zamachu. Rząd nie wytłumaczył do dzisiaj odmowy powołania komisji międzynarodowej, pomimo zebrania na tę okoliczność ponad 50 tysięcy podpisów m. in. przez prof. Jacka Trznadla w 2010 roku.
Dlaczego premier Donald Tusk został zaproszony na uroczystości, a prezydent nie? Dlaczego polecieli oddzielnie? Na te pytania nie padają  rzeczowe odpowiedzi.
Toczyły się wyolbrzymiane dyskusje rządu z oponentami, czy to był samolot wojskowy, czy cywilny, rządowy, czy prezydencki, czy kompromitujące rząd Tuska dywagacje czy gen. Błasik był pijany, czy miał tylko 0,1 promile alkoholu we krwi.
Serwilistyczna prasa całymi kolumnami donosiła na co dzień o nowych „faktach”, wywołując tym samym zamieszanie w głowach odbiorców – z takim właśnie celem.
,Monika Olejnik dla odwrócenia uwagi opinii publicznej od Katynia 2010 przeprowadzała wywiady nie związane z tą tematyką, a zagrażające autentycznej – nie rządowej przecież  polskiej racji stanu, w rodzaju wywiadów w programie „kropka nad i” z agentami SB, jak Józef Życiński – „Filozof” – czy Polacy to antysemici? Odpowiadał w tym programie „przedstawiciel” polskiego Kościoła – naturalnie, wszyscy Polacy są antysemitami.
Bezpośrednio po Tragedii przeprowadzono zamach stanu, już szeroko opisany, wbrew zapisom Konstytucji, bez oficjalnego potwierdzenia śmierci prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, bez aktu zgonu,  prezydentem ogłoszono pro sowieckiego Bronisława Komorowskiego, który natychmiast spenetrował przez podległe mu służby biura zmarłych m.in. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Janusza Kurtyki prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, a „zdobyte” dokumenty zawłaszczył.

O śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego powiadomił telefonicznie Medwiediew, z tej samej  służby. To przyjął Komorowski za przesłankę prawną  i bez obowiązującego w takich przypadkach aktu zgonu ogłosił się prezydentem wszystkich Polaków wspólnie i w porozumieniu z DonaldemTuskiem i samo wykreowanym przewodniczącym komisji badającej katastrofę Putinem.
I Polska legła - ale jeszcze nie zginęła – w kleszczach następnej,  od 17 września 1939 roku, już czwartej okupacyjnej agentury - sowiecko – rodzimych zdrajców narodowych. Imperializm rosyjski rozszerza się, ostatnio podbił Ukrainę, przyszedł teraz czas na Polskę. Rosja odzyskuje więc terytoria podbitych narodów po II Wojnie Światowej.
Tymczasem „Misja specjalna” red. Anity Gargas dokonała zdjęć wraku samolotu, gdy służby sowieckie rozbijały okna i przecinały przewody instalacyjne m. in. elektroniczne, istotne oczywiście dokumenty dla potrzeb śledztwa. I co? „Misja specjalna” została decyzją Tuska zdjęta z ekranów TVP, a autorka straciła posadę.
„Kto zagraża władzy ludowej temu odetniemy rękę” -  wygrażał Józef Cyrankiewicz. I co? Donald Tusk przejął agenturalną rolę Józefa Cyrankiewicza. Czarna noc okupacji trwa.
Gdy nieogrodzony teren katastrofy podlegał penetracji różnych osób, gdy znajdowano tam portfele, dowody osobiste, pieniądze, szczątki rozszarpanych przez wybuch ciał, to Donald Tusk pytany odpowiedział bezczelnie: „a kto ma pilnować? Wojsko, policja”?
„Czy ja jestem stróżem mojego brata”?
Tymczasem zdjęcia satelitarne, lub nagrania z nasłuchu rozmów dotyczące katastrofy smoleńskiej, w których posiadaniu mogą być USA, nie ujrzą światła dziennego – zostaną prawdopodobnie „zakopane”. Żaden kraj z własnej woli nie będzie się bowiem narażał na pogorszenie stosunków z Rosją, skoro państwo, które powinno być zainteresowane pomocą, jej nie chce.

REDAKTOR CEZARY GMYZ NA ŁAMACH "RZECZYPSPOLITEJ" UJAWNIŁ OBECNOŚĆ TROTYLU NA FOTELACH SAMOLOTU  ZA CO ZOSTAŁ WYRZUCONY Z PRACY

Gdy ginęły fragmenty wraku, mi.in. cały kokpit - prowadzący śledztwo powiedział, iż potrzebne te części są Rosjanom do badań, natomiast minister sowiecki w Polsce w czasie konferencji prasowej na zadane pytanie – dlaczego giną części wraku – odpowiedział, iż czynią to chuligani. I tak dalej, i tak dalej, wraku nie zwrócili towarzysze radzieccy, czarnych skrzynek niet, bo nie lzia, amerykanie jak zwykle umyli ręce – „katastrofa w Smoleńsku to sprawa między Polską a Rosją”, natomiast Polska ma zwrócić 67 miliardów dolarów amerykańskiemu lobby żydowskiemu, bo tak optuje m.in. Hilary Clinton w czasie wizyty w Polsce u Komorowskiego w czasie ciszy wyborczej 2 lipca 2010 roku. To już jest sprawa polsko - amerykańska!!!
Aby było straszniej, to organizacje lobby żydowskiego  nie są zarejestrowane w sądzie, działają więc według prawa ustanowionego np. w Korei Północnej. Premier Donald Tusk ze Sławomirem Nowakiem w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych zobowiązali się do zwrotu owych 67 miliardów dolarów, drogą odpowiedniej uchwały Sejmu RP.
A amerykańskie niezarejestrowane w sądzie lobby żydowskie zapowiada bojkot Polski na drodze handlowej i turystycznej, przez pogróżki „prezesów” nieistniejących prawnie organizacji żydowskich w Stanach Zjednoczonych i oficjalnego już rabinatu. A co na to wszystko Kościół Katolicki w Polsce? Co na to Pieronek z Dziwiszem? Józef Życiński – „Filozof”, już nie określi ponownie „antysemickiego mleka matki” podobno  wessanego przez Polaków, już z woli Pana Boga zaniemówił, ten szarlatan, łajdak i oszust intelektualny, określony zresztą podobnie przez Pana Grzegorza Brauna.

Pierwszą czynnością urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego były znane decyzje krzyżowe. To właśnie on określił Obrońców Krzyża Chrystusa Pana oszołomami. To właśnie z jego decyzji usunięto już Krzyże Pańskie z Krakowskiego Przedmieścia, ze szczytu Polski Rysów tatrzańskich, Krzyż papieski z krakowskich Błoń, Stalowej Woli. Co jeszcze Polskę chrześcijańską czeka?
Czyżby Dominik Taras, nożownik internetowy, kucharz, ze służalczą bandą na Krakowskim Przedmieściu bezczeszczący Krzyż, przy pomocy prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz – Waltz v-ce przewodniczącej PO. Z jej decyzji popartej niestety przez warszawską Konferencję Kurii Metropolitalnej nie wolno się wierzącym Polakom pod Krzyżem modlić. To z decyzji tej kurii ksiądz Stanisław Małkowski zagrożony został ekskomuniką za modlitwy pod Krzyżem. Ręka w rękę ze Stanisławem Dziwiszem, odmawiającym Januszowi Kurtyce pochówku w krypcie św. Piotra Skargi, pomimo wcześniejszej deklaracji. To właśnie Stanisław Dziwisz podjął decyzję pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu, a potem ujawnił nieprawdę, iż decyzję tę podjęła rodzina prezydenta.
Ten jedyny skrawek wolnej Polski, namiot Solidarni 2010 z bohaterską Ewą Stankiewicz i innymi wielkimi Polakami, wspierany na palcach stóp wytrwałych Polaków, jest przedmiotem awantur podłej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz działającej przez podległe jej służby Straży Miejskiej i inne, nierzadko będący wyszydzany i wykpiwany przez dominikotaraso podobnych zwyrodnialców i ich zboczonych awanturników i suwerenów - zaprzańców Ojczyzny.
Nie ma wątpliwości, że akcja likwidacji namiotu „Solidarnych 2010” z dnia 14 czerwca na Krakowskim Przedmieściu była demonstracją siły policyjnego państwa i kompletnie przestraszonej władzy, ukrytej za strażnikami i policją. W akcji likwidacji namiotu wzięło udział w sumie 26 strażników miejskich, czterech policjantów oraz dwie osoby z Zarządu Dróg Miejskich. "Wkroczyli silną zwartą grupą liczącą w sumie 32 osoby po to, by w zdecydowany sposób zdemontować i złożyć namiot, i wraz z transparentami wywieźć go w nieznane miejsce samochodem Zarządu Dróg Miejskich" - czytamy na stronie "Solidarnych 2010".
Pomimo tej kosztownej akcji – wzorowanej na działaniach ZOMO i Milicji Obywatelskiej w czasach PRL-u, już wieczorem na miejscu zlikwidowanego namiotu pojawił się kolejny. Bo każdy wie, że taki namiot, bez wysiłku rozwiną i złożą dwie osoby w 10 minut. Ale władza DonaldaTuska i HGW musiała zademonstrować swoją siłę, gdyż jej jedynym atrybutem jest pokaz siły – podobnie do działań Jaruzelskiego w stanie wojennym. Mamy więc już w III RP pełzający stan wojenny, w którym przestraszona władza testuje kolejne akcje.
Ponadto nie przez przypadek pacyfikacja pikiety namiotowej Solidarni 2010 odbyła się w czasie gdy tą drogą przed Pałacem Prezydenckim zmierzali uczestnicy uroczystości w Zamku Królewskim dla nadania honorów KUSTOSZA PAMIĘCI NARODOWEJ PRZEZ PREZESA INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ JANUSZA KRTYKĘ.
Ten namiot Solidarni 2010 to przecież jedyna możliwość wolnych, patriotycznych, niezależnych wypowiedzi Polaków, Andrzeja Nowaka, Ryszarda Terleckiego, Zbigniewa Romaszewskiego,  Mariana Jurka, Piotra Semki, Stanisława Srokowskiego, Jana Pietrzaka, Rafała Ziemkiewicza,  Ryszarda Legutko, Zdzisława Krasnodębskiego, czy Antoniego Macierewicza i innych wielu.
To Stanisław Dziwisz z księdzem Rasiem z krakowskiej Kurii Metropolitalnej, bratem posła PO dopuścili w Krakowie do kradzieży i zbezczeszczenia   Krzyża papieskiego na krakowskich Błoniach. Krzyż miał stanąć w swoim miejscu według zobowiązań Dziwisza po beatyfikacji Jana Pawła II. I co? Zapewne stanie ten Krzyż po mojej beatyfikacji.
Nagonka na Polskę i jej obywateli trwa, zresztą nie od dzisiaj również poprzez różne wrogie Polsce publikacje, jak „Malowany ptak” Jerzego Kosińskiego, któremu polscy chłopi uratowali życie w czasie okupacji hitlerowskiej, czy antypolskimi publikacjami Jana Tomasza Grossa – „Sąsiedzi”, „Strach”, „Złote żniwa”, jak również wrogimi Polsce w Parlamencie Europejskim wypowiedziami „drogiego Bronisława” – Bronisława Geremka. To właśnie on w wywiadzie udzielonym Hannie Krall powiedział: „Polacy? Ja ich nienawidzę”.
Stwarza się nową formę okupacji Polski. Obce narodowi siły wewnętrzne dążą, aby utracił on źródło swojej spoistości i przestał być wrażliwy na własną tożsamość, ukształtowaną przez wiekowe dziedzictwo kulturowe. Te same siły już zawładnęły Kościołem od wewnątrz.
Porównanie dwóch kłamstw katyńskich 1940 - 2010 stanowi wypadkową udowodnionego ludobójstwa sowieckiego, tak zbrodni NKWD jak i innych sowieckich mordów popełnionych na narodzie polskim. Od wschodniego sąsiada przez całe wieki doznawaliśmy tylko krzywd, upokorzenia i mordów. Przecież do dzisiaj ludobójstwo w Katyniu nie zostało uznane przez Rosjan, propagowane jako mord dokonany przez hitlerowców. Kłamstwo katyńskie 1940   trwa, poszerzone o Katyń 2010.
Ze znaczną zwłoką, bo dopiero 26 stycznia 1944 roku sowiecki dziennik "Prawda" zamieścił na swoich łamach "Komunikat Komisji Specjalnej do ustalenia i zbadania okoliczności rozstrzelania przez niemieckich najeźdźców faszystowskich w lesie Katyńskim oficerów polskich". Zbrodni ludobójstwa na oficerach, polskich jeńcach wojennych, NKWD dokonała na polecenie Józefa Stalina jeszcze w marcu 1940 roku. Skąd ta zwłoka w publikacji komunikatu?
W kwietniu 1943 roku radio berlińskie podało wiadomość o odkryciu przez Niemców grobów 12 tys. oficerów polskich, jeńców wojennych wymordowanych przez bolszewickie NKWD. Dopiero wówczas powstała "Komisja Specjalna" której komunikat zamieściła moskiewska "Prawda".
Komunikat ów prymitywnie zredagowany, jako odpowiedź na relacje niemieckie, historycznie nazwano "kłamstwem katyńskim". Komunikat na wstępie powołuje się na materiał, który został przedłożony komisji przez członka akademii nauk ZSRR
N. Burdenkę, jego współpracowników i biegłych sądowo-lekarskich, którzy przybyli do Smoleńska 26 września 1943 roku natychmiast po wyzwoleniu tego miasta i przeprowadzili wstępne śledztwo i badanie okoliczności wszystkich dokonanych przez Niemców zbrodni.
https://muzeum1939.pl/falszowanie-zbrodni-katynskiej-ogloszenie-wynikow-prac-komisji-burdenki/timeline/3062.html (link is external)
Pomijając merytoryczne, łatwe do rozszyfrowania, naiwne i prymitywne „odkrycia" komisji zwanej „Komisją Burdenki" cytuję zasadnicze ustalenia: „komisja specjalna sprawdziła i ustaliła na miejscu. że w miejscowości „Kozie Głowy" znajdują się groby, w których zakopani są jeńcy wojenni Polacy - rozstrzelani przez okupantów niemieckich. Biegli sądowo-lekarscy dokonali szczegółowego zbadania wydobytych zwłok, oraz dokumentów i dowodów rzeczowych, które znaleziono przy trupach i w grobach." Komunikat podaje datę mordu na sierpień - wrzesień 1941 roku. Tekst komunikatu zamieścił również krakowski „Dziennik Polski" 5 marca 1953 roku.
 Pełny tekst komunikatu jest zamieszczony w książce „Fotografie polskie" mojego autorstwa - wydanie 2000 roku.

  Oto niektórzy członkowie owej komisji:

 Nikołaj Burdenko

 - Przewodniczący komisji. Był naczelnym chirurgiem Armii Czerwonej, członkiem Akademii Nauk ZSRR, Bohaterem Pracy Socjalistycznej, laureatem Nagrody Stalinowskiej.

- Aleksy Tołstoj, propagandzista komunistyczny, idealizujący postać Stalina jako następcy Piotra Wielkiego, pisarz, dramaturg i publicysta rosyjski.

 - Mikołaj - metropolita.

W czasie obchodów 70 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej na Westerplatte Putin porównał zbrodnię w Katyniu do rzekomego mordu sowieckich jeńców wojennych w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku jakiego mieli się dopuścić Polacy.
 Prezydent Lech Kaczyński w swoim przemówieniu na Westerplatte podkreślił, iż mord katyński był zemstą Sowietów za przegraną wojnę polsko-bolszewicką i przypomniał cios w plecy zadany Polsce przez bolszewików 17 września 1939 roku.
Prezydent Lech Kaczyński zestawił mord na jeńcach katyńskich z Zagładą, Holocaustem – „można zadać pytanie, co łączy Katyń z Holocaustem, Zagładą, Shoah? Żydzi ginęli, że byli Żydami, polscy oficerowie, że byli Polakami" - powiedział prezydent Lech Kaczyński.
Porównanie rzekomego mordu sowieckich jeńców wojennych w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku z ludobójstwem dokonanym przez NKWD w Katyniu nazywane jest wtórnym, lub drugim kłamstwem katyńskim. Autorem tego kłamstwa jest Putin.
Istnieją jeszcze w niewymiernej liczbowo ilości, prawdy katyńskie w tle jedynej prawdy. Do nich należy zaliczyć aresztowania, torturowania i skazywania na wieloletnie więzienia przez sądy powszechne w PRL obywateli polskich, którzy odważyli się rozpowszechniać jedyną PRAWDĘ o Katyniu.
Milczenie polityków Zachodu – koalicji antyhitlerowskiej, Roosvelta, Trumana, Churchila, było  nie tylko oszustwem, ale i następnym kłamstwem katyńskim.
„Dziennik" z dnia 8 lutego 2008 podał w wywiadzie dla rosyjskiej agencji „Interfax" odpowiedź Donalda Tuska na pytanie Putina: „a więc pana rząd nie będzie jak poprzednicy żądać przeprosin za Katyń?". „Nie do końca zgadzam się w tej sprawie z poprzednim gabinetem. Nie sądzę, by wzywanie kogokolwiek do przeprosin było zadaniem polityków".
Tymczasem rosyjski portal internetowy związany z Kremlem / https://www.gazeta.ru/ / napisał w tytule o premierze rządu polskiego Donaldzie Tusku po jego wizycie w Moskwie: "NASZ CZŁOWIEK W WARSZAWIE"
Śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem przeprowadza strona rosyjska, a propagandziści obu stron powtarzają, iż współpraca polsko-rosyjska układa się bardzo dobrze, bez uchybień, równocześnie nie udzielając odpowiedzi na nurtujące polskie społeczeństwo pytania. Żądania społeczne - m.in. apel prof. Jacka Trznadla - powołania komisji międzynarodowej są ignorowane i pozostają bez odpowiedzi. Arogancja rządzących jest rzadko spotykaną, niebywałą formą nie liczenia się ze społeczeństwem. Mnożą się fakty łamania podstawowych zasad i norm społecznych, pozostawia się teren po wypadku nieogrodzony, znajduje się na nim pieniądze, dokumenty, m.in. paszporty, ludzkie kości etc. Nie dopuszcza się polskich archeologów do pracy w terenie katastrofy. Wyniki sekcji zwłok rosyjskich służb – „zgon na skutek licznych obrażeń" są już kpiną z polskich rodzin ofiar katastrofy i z polskiej racji stanu.
Do dzisiaj oczywiście nie wiadomo jakie ciała przyleciały z Moskwy i kogo właściwie pochowano, z podwójnym pochówkiem Lecha Kaczyńskiego włącznie.
Odmawia się rodzinom wydania ubrań osób które zginęły, po partacku tłumacząc to względami epidemiologicznymi. Jakie tajemnice kryją ubrania?
Przewodnictwo komisji rosyjskiej objął Władimir Putin za zgodą Donalda Tuska, obaj w uścisku na licznych fotografiach. Przyduszony do muru Tusk odpowiada bezczelnym pytaniem: „to kogo mamy posłać do pilnowania terenu, policję polską, czy polskie wojsko?". Oficerowie BOR na miejscu katastrofy odpierali ataki ruskiej MO /ZOMO?/ broniąc ciała Prezydenta RP - i nie oddali. Podobno strzelali, tylko do kogo, jak nie ma trupów? Ale ciała Pani Prezydentowej już nie odzyskali, pojechało do Moskwy, a potem podano, że ciała Pani Prezydentowej na razie nie odnaleziono itd. itp. A jakie osoby zginęły na „skutek licznych obrażeń", tego współcześni już, biegli sądowo - lekarscy nie podali.

Tymczasem jak donosi „Rzeczpospolita" z dnia 22 maja 2010 w wojskowym dodatku do centrowej „Niezawisimoj Gaziety" kontrolowanej przez Kreml, skierowanej głównie do inteligencji rosyjskiej ukazała się notatka "Dziadek Tuska z Wehrmachtu i pytania o Katyń". Pojawiła się następna publikacja podważająca odpowiedzialność NKWD za zbrodnię w Katyniu i zrzucająca winę na hitlerowskie Niemcy. Jej autor twierdzi, iż dziadek polskiego premiera Donalda Tuska, Józef, wcale nie został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, ale zgłosił się jak wielu innych na ochotnika.
Wg. „Dziennika" z dnia 6 lutego 2008 roku Rosjanie znów negują prawdę o Katyniu: „Niezawisimaja Gazieta" kremlowski organ zamieszcza stare kłamstwa o Katyniu: "Nie ma dowodów, że za zbrodnię na polskich oficerach odpowiada NKWD".
Kto poza Putinem bada przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem?
Ano szefowa Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego /MAK/ niejaka i nijaka Tatiana Anodina.
TATIANA ANODINA - WEDŁUG "GAZETY WYBORCZEJ" PRZEWODNICZĄCA MIĘDZYNARODOWEJ KOMISJI DO ZBADANIA KATASTROFY POD SMOLEŃSKIEM
Jakiej komisji międzynarodowej? Zapytuję? Zapewne według "Gazety Wyborczej" chodzi o znaną inwokację –„PROLETARIUSZE WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ!!!"
W odróżnieniu od komisji Nikołaja Burdenki składającej się z „wybitnych autorytetów" stalinowskich i religijnych  Tatiana Anodina nie występuje jako autorytet, bo to jest już spalone.Jest to zwykła radziecka kobieta, inteligentka XXI już wieku, w okularach, kolczykach, perłach na delikatnej szyjce, fryzurce chemicznej blond i buzi w ciup, jak widać na obrazku w „Gazecie Wyborczej". To wszystko co można o tej pani powiedzieKim ona jest? Oto jest pytanie?. Lotniczką, stewardesą, fryzjerką, mechanikiem pokładowym, a może TW samego Putina?
,Jakie ma wykształcenie? Prawnicze, średnie mechaniczne, podstawowe, z maturą czy bez?
Takie blondynki jednak muszą być „wykształcowane" , w myśl starej bolszewickiej zasady „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera".
I oto taka pani z tytułem generała i przewodniczącej Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego podpisuje raport / pierwszy raport z maja 2010 r. / w sprawie tragedii pod Smoleńskiem / „Rzeczpospolita" 21 maja 2010 /. A gdzie podpis Putina powołanego przez Tuska na przewodniczącego komisji?

Nie ma!

Zapewne się wystraszył raportu i nie chciał podpisać. A ten raport to oczywiście wielka kompromitacja  Tatiany Anodiny i wszystkich polsko-radzieckich propagandzistów od siódmej boleści.
 Kogo usiłują „eksperci" oszukać? Naród polski pogrążony w żałobie, te tłumy interlokutorów red. Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz w zapisie „Solidarni 2010”, a może tylko rodziny katyńskie 2010?
Ten raport trudno nazwać skandalem, czy kpiną w "żywe oczy", to jest arogancka rosyjska drwina z żałoby narodowej i Katynia 2010. Do tej drwiny przyłączyli się polscy propagandziści z bezczelnym premierem rządu RP Donaldem Tuskiem "ich człowiekiem w Warszawie" w "nelsonie" z Putinem.
Medwiediew oddał Tuskowi akta katyńskie jak szumnie zapowiadał? Owszem, wręczył dokumenty dawno już znane polskim historykom.
Raport nie odpowiada na żadne z wielu pytań zadawanych przez profesjonalistów i zrozpaczone społeczeństwo. Jest tak arbitralny w swym wyrazie, aż do bólu. Kłamie w każdym zdaniu. Usiłuje w dalszym ciągu poniżyć prezydenta Lecha Kaczyńskiego - jako jednej z dwóch osób znajdujących się w kokpicie pilotów w czasie lądowania.
Nie wyraża tego personalnie, ale domyślnie. Główni winowajcy, tak jak pięć minut po katastrofie, to mgła i załoga. Lotnisko świetnie przygotowane, a rosyjscy kontrolerzy nie dopuścili do zaniedbań. Aby na pewno? Nikt nie powiedział co mówili kontrolerzy, na co pozwolili załodze, jakie komendy wydawali i całą też winę  Tatiana Anodina zrzuca na polskich lotników.
Raport nie wspomina, iż okoliczności wypadku wskazują, że istnieją możliwości celowego zakłócenia pracy urządzeń pokładowych, w tym precyzyjnego systemu TAWS (Terrain Awareness and Warning System TAWS ), zabezpieczającego pilotów przed nadmiernym zbliżaniem się do ziemi. Samolot prezydencki był wyposażony w amerykański system TAWS i byłby pierwszym w historii samolotem, który uległ katastrofie w wyniku niewłaściwej pracy tego urządzenia. Zakłóceniu pracy, poprzez wysyłanie przesuniętych w czasie sygnałów radiowych, można dokonać bądź przy użyciu satelity, bądź z urządzeń znajdujących się w pobliżu lotniska.
Usłużni tuskowcy posłużyli się już przecież harmonogramami ćwiczebnymi polskich pilotów, a Tatiana Anodina w mig uznała słabe ich wyszkolenie, ale dlaczego po katastrofie wymieniano, czy wkręcano nowe żarówki do oświetlenia lotniska, skoro lotnisko było znakomicie przygotowane? Tego raport nie wyjaśnia. Dlaczego kontrolerzy nie powiedzieli załodze o złym oświetleniu pasa?. Oglądaliśmy zdjęcia z otoczenia lotniska. Nie rozumiem, jak mogą w odległości poniżej 1000 m od pasa lotniska rosnąć drzewa, a tuż przy płycie lotniska stoi rozwalona chałupa.
Rzeźba terenu tuż przy zetknięciu z ziemią nagle się zmienia w uskok powyżej płaszczyzny lotu, a pod spodem jest głęboki jar. Jeden samolot tuż przed tragedią omal nie uległ katastrofie. Jak na lotnisku może samolot skrzydłem ucinać drzewo i zahaczać o trakcję energetyczną?
Dlaczego pas lotniska posiada płyty z dylatacjami (spoinami) bez wypełnień?
Kto takie lotnisko dopuścił do eksploatacji?
Dlaczego polscy eksperci nie wydali opinii o stanie technicznym lotniska?.
Kto zezwolił w takiej sytuacji na lot najwyższych władz państwowych z dwoma prezydentami na pokładzie?
Rząd powinien się podać natychmiast do dymisji, a skoro był to samolot wojskowy rozpatrywany wg konwencji chicagowskiej to Klich powinien sobie strzelić w łeb, a nie narodowi strzelać kłamstwami w zmowie z  Tatianą Anodiną.
Nie pora na wprowadzanie opinii publicznej w błąd o rzekomych międzynarodowych korzeniach komisji i wsparciu kolegów z USA i państw UE. Jeżeli jest to prawda, to dlaczego nie wymienia się nazwisk ekspertów zagranicznych, a kto personalnie figuruje w raporcie specjalistów Ministerstwa Obrony Rosji?
Jeżeli wszystkie części samolotu zostały zabezpieczone i skatalogowane, to skąd się biorą części samolotu na miejscu katastrofy, a niektóre są w posiadaniu dziennikarzy "Gazety Polskiej"? Dlaczego urządzenia elektroniczne korespondujące z urządzeniami w samolocie zostały z lotniska usunięte po wylądowaniu samolotu z Tuskiem. Do dzisiaj nie trafiły do Polski czarne skrzynki. Tylko Klich i Miller przesłuchali zapisy rozmów członków załogi.  Miller publicznie oświadczył, że: „nie ma możliwości szybkiego wyjaśnienia przyczyn katastrofy, o ile w ogóle takie istnieje”.
Wrak znajduje się do dzisiaj w Rosji (4 maj 2021 r.).Z raportu wynika, że samolot trzykrotnie podchodził do lądowania. Natychmiast po katastrofie podano czterokrotne podchodzenie do lądowania, później okazało się, że tylko raz, a teraz trzy razy. To ile razy TU-154 podchodził do lądowania?
Czy należy tu obliczyć średnią arytmetyczną?
Raport zatrzymuje się na stwierdzeniach o niezawisłości i profesjonaliźmie specjalistów.
A jest on nie tylko niechlujny merytorycznie i formalnie, ale roi się ewidentnych bzdur w rodzaju - "wyniki będą jawne", "ktoś był w kokpicie" przy utajnionych rozmowach dwóch osób (przesłuchał Miller i Klich ), "ani atak, ani pożar, ani awaria", "należy podwyższyć bezpieczeństwo".
 Raport wyszczególnia terminy prac komisji rosyjskich, powołanych do kwalifikacji technicznej lotniska, podając w orzeczeniach ogólny wniosek, że parametry i charakterystyki dokładności radiolokatora lądowania, dalszej i bliższej radiostacji z markerami oraz oprzyrządowania świetlno-sygnalizacyjnego odpowiadają wymaganiom krajowego ruchu lotniczego Rosji i są wystarczające do obsługi lotów. Raport poza datami nie podaje nazw komisji, ani nazwisk jej członków.
 Raport opracowano w języku rosyjskim i przekazano do TVN24.pl gdzie dokonano tłumaczenia na język polski. Autor tłumaczenia Jan Kłoczko. Czy raport dotarł drogą oficjalną do władz polskich "RZ" nie podaje.

JAKĄ KOLEJNĄ LICZBĄ ZBRODNI SOWIECKICH UJĄĆ KATYŃ 2010?

Jak długo jeszcze rząd Donalda Tuska będzie rżnął głupa z narodu i rodzin katyńskich 2010?
Ilu jeszcze politykierów będzie szydzić z narodu nazywając 8 milionowy elektorat bydłem, pedofilami i nekrofilami.
Jak można pozwolić moralnie i prawnie porównywać trumnę śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do skoku na nią, podobnie jak Józefa Piłsudskiego na kasztankę. Czy polscy prokuratorzy są ślepi i głusi w zadufaniu rządzących. Gdzie jest komisja etyki poselskiej i czego pilnuje? Jak Komorowskiemu nie wstyd za komentarz gruziński "jaka wizyta taki zamach" "z 30 metrów nie trafić w prezydenta, co to za snajper?". Czy p. Komorowski przeprosił za gruzińskie politykierstwo? To ma być kandydat na prezydenta RP?
Portal Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża https://wzzw.wordpress.com (link is external)/ oskarża prezesa Rady Ministrów RP Donalda Tuska:
 "o to, że działając wspólnie i w porozumieniu działał na szkodę interesu Państwa Polskiego. W celu poniżeniu rywala politycznego na arenie wewnętrznej dał się wciągnąć w rozgrywkę, która doprowadziła do śmierci Prezydenta RP i 95 towarzyszących mu osób. Oskarżam go również o to, że działając wspólnie i w porozumieniu z obcym i wrogim mocarstwem nie zawahał się tak pokierować śledztwem, aby nigdy nie zostały wyjaśnione wszelkie okoliczności tej tragedii".
Dlaczego, zapewne nie w interesie narodowym, zaistniała zmowa Tuska z Putinem, aby uroczystości w Katyniu odbyły się bez obecności Głowy Państwa?. Zapewne uniknęłoby się katastrofy. A tak "wataha została dorżnięta" według  Sikorskiego, a według  Tuska "wyginęli jak dinozaury".
Ciekawe spostrzeżenia zamieszcza "Głos Polski" Toronto w numerze 19 z 3-11 maja 2010 roku:
" .prezydencki TU-154 nie mógł ulec tak poważnym zniszczeniom, jeżeli jego ostatnie chwile wyglądały tak, jak to przedstawiają Rosjanie - mówi znawca dynamiki lotu i płatowców. Powinien ślizgając się po zagajniku uderzyć kadłubem w podłoże. Nie zdążyłby się przewrócić. Niemożliwe, by roztrzaskał się na drobne kawałki – dodaje”.
Niemal wszystko wokół tej katastrofy jest niejasne, a w całej sprawie więcej jest pytań niż odpowiedzi. Jednak z relacji świadków i informacji ze śledztwa, w tym dotyczącym odczytu czarnych skrzynek, oraz opinii specjalistów, wyłaniają się najbardziej prawdopodobne hipotezy. Śledczy badający przyczynę katastrofy samolotu prezydenckiego będą brali pod uwagę m.in. jako jedną z wersji ewentualny zamach - przyznał na konferencji prasowej prokurator generalny Andrzej Seremet. Niewytłumaczalna jest skala zniszczeń. Doświadczeni piloci nie kryją oburzenia:
„Podchodzenie do lądowania nie w osi pasa, wysokość samolotu kilka metrów nad ziemią na kilometr przed pasem. Co tam się działo na Boga”? - dziwi się emerytowany pilot tupolewów i antonowów.
Naoczni świadkowie, pracownicy bazy i mieszkańcy potwierdzają, że samolot skręcał na bardzo niskiej wysokości, zahaczając niemalże o samochody jadące lokalną drogą. Kierowcy i przechodnie widzieli upadek, oraz wybuch i pożar.Niektórzy, według doniesień, twierdzą, że wybuch nastąpił zanim maszyna rozbiła się o ziemię. Tupolew 154 jest masywnej konstrukcji. Znane są przypadki awaryjnych lądowań "tutka" na polach. Nie brak opinii, że miał wystarczające zabezpieczenia, aby wylądował awaryjnie nawet na małym lesie ( bardzo mocna konstrukcja kadłubowa i wielokołowe podwozie ).
Skąd więc taka skala zniszczeń samolotu? W relacjach filmowych widać kilka poszczególnych części samolotu, 10 - 15 % kadłuba. Gdzie się podziała reszta szczątków tej potężnej maszyny? Jest to 80 tonowy samolot, zabierający ponad 100 pasażerów. Skoro maszyna rozbiła się na ziemi, dlaczego części zostały rozrzucone na obszarze 700 - 800 m?
,Niewykluczone, że Tu - 154 rozleciał się już w powietrzu, a na ziemię spadały pojedyncze szczątki. Przypomnijmy, ze prezydencki tupolew zahaczał o drzewa, po ścięciu gałęzi na wysokości najwyżej 5-6 m wzbił się na chwilę w górę, a pilot stracił kontrolę prawdopodobnie dopiero po zetknięciu z większym drzewem, najwyżej 6-8 m nad ziemią. Impet uderzenia pochodził więc głównie od ruchu w poziomie, przy minimalnej prędkości. Rzadki zagajnik - jak widać na zdjęciach, w którym leżą szczątki - nie powinien, według niektórych specjalistów, spowodować tak strasznych skutków przy lądowaniu.

Samolot nie mógł rozpaść się na kawałki! !!

 opracowanie Aleksander Szumański Radio "Pomost" Arizona (red. naczelny Victor Zolcinski)                

 

 

 




Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale