99 obserwujących
490 notek
650k odsłon
  1546   0

*Blog Longina Cz.4: Przed I wojną światową

Zaczęło się rozwidniać. Słońce wzeszło jak byliśmy w czarnym lesie. Na granicy naszej wsi spotkaliśmy sąsiadów wyprowadzających bydło i konie na pastwisko. Ja szedłem wtedy w słomkowym kapeluszu, który dostałem od Stasia Wołowicza. Ubranie miałem kupione w Warszawie na wyrost z zamiarem, żeby starczyło na później do szkoły. W tym mundurku chodziłem jeszcze z Herodami w końcu 1914r., ale już był na mnie bardzo za ciasny.



10.Przed I Wojną światową
I znów powrót do koni, do brony i krów. Ucieszyłem się, że tym razem będę już chyba na stałe ze swym braciszkiem Grzesiem, którego bardzo kochałem. Bo kiedy raz jeden odwiedził mnie Ojciec w Warszawie i opowiadał, że Grześ czuje się bardzo osamotniony beze mnie, to wtedy popłakałem się najwięcej tęsknoty za nim. Teraz już miałem lat 12, a za rok Grześ miał stanąć do poboru wojskowego. Rodzice martwili się bardzo, co to będzie w wypadku gdyby go zabrali do wojska. Ojciec postanowił bronić go za wszelką cenę. Opowiadano wtedy o wojnie. Kolega Grzesia, starszy o jeden rok Tomasz Czarnocki został wzięty w jesieni 1911r. do Briańska Orłowskiej guberni. Grześ szykował się na jesień 1912r. razem z kol. Ksawerym Kobylińskim. Ojciec postawił obiad naczelnikowi i członkom komisji poborowej i udało się zwolnic Grzesia od obowiązku służby wojskowej. Dostał on t.zw. siny bilet. Wylosował dość duży numer 554 i w ten sposób został w domu. Ksawery zaś poszedł służyć w artylerii. Grześ został zwolniony pod pozorem, że miał platfusa w nogach, ale głównie pomógł postawiony komisji obiad. Wypada tu wspomnieć, że starszy brat Franek, jako najstarszy syn miał ulgę. W 1909r. stawal do poboru, wylosował N-r 609 i również nie poszedł do wojska. [19] Cała rodzina była bardzo zadowolona, a najwięcej chyba matka, że jej synowie nie poszli na służbę wojskową do Moskali. Był to czas kiedy na Bałkanach wybuchła wojna małych państw przeciw Turcji, a następnie tych samych zwycięskich państw t.j. Serbii, Czarnogóry, Grecji, Rumunii przeciw Bułgarii oraz wojna Włosko - Turecka w Afryce o Trypolis i Cyrenejkę. Zaczytywałem się jako młody chłopak w gazetach i uczyłem się przy tym geografii i historii. Cieszyłem się, kiedy dzielni i waleczni Bułgarzy bili na głowę znienawidzonych Turków - mahometan. Ich zwycięstwa pod Lule- Burgasem, Kirkkilissą, Adrianopolem radowały mnie nie mniej niż zwycięstwa Japończyków pod Laojanem lub Mukdenem w Mandżurii. Przed tym powstanie w Albanii przeciw Turkom również przypominało mi nasze powstania. Dużo wówczas mówiono o wojnie. Polacy za Mickiewiczem modlili się o wojnę ludów, bo wiedzieli, że tylko wojna może nam przynieść niepodległość i wolność. Słyszało się, że gdzieś w Galicji, pod austriackim zaborem jest nieco lżej Polakom. Że tam tworzą się oddziały Strzelców, Sokołów i Drużyny Bartoszowe. Ale za to w zaborze pruskim jest jeszcze gorzej, bo tam Niemcy rugują Polaków z ziemi. Że działa tam Ha-Ka-Ta. Wiedziałem o Wrześni i o wozie Drzymały. O Korfantym, który 

imagew parlamencie berlińskim walczył o polskość Śląska. Słyszało się o poczynaniach posłów polskich w Dumie Petersburskiej. Ale tu nastały gorsze czasy i car zezwalał biskupowi prawosławnemu Eulogumowi oderwać Chełmszczyznę i część Podlasia od Królestwa Polskiego. Pamiętało się dni większej swobody, kiedy w czasie wizytacji parafii przez biskupów zezwolono na tworzenie konnej banderii. Widziało się rogatywki krakowskie i polskie biało - czerwone chorągiewki. Ale teraz znów było [20] to zakazane i nienawiść do Moskali wzrastała. Pojęcia: złodziej, pop, moskal, bandyta miały podobne znaczenie.

Wreszcie poważnie zaczęła się wyłaniać kwestia żydowska. Żydzi opanowywali wtedy cały prawie polski handel. Hasło rzucone bij żydów w Rosji i na Ukrainie przeniosło się i do Polski. Sprawa Bejlisa, bojkot żydów były na porządku dziennym. Ojciec mój prenumerował Gazetę Polską 2 grosze redagowaną przez Sadzewicza. Dawała się ona we znaki żydom i dość skutecznie z nimi walczyła. Siedząc na wsi zaczytywałem się w tym piśmie. Felietonów Żyżkowskiego uczyłem się na pamięć. Brat mój Franek dostał w tym czasie posadę w Grodnie w firmie Bracia Borkowscy.

Franek w Grodnie 20.08.1913
image

Odwrotna strona pocztowki nadesłanej przez Franka z Grodna datowana 21 8 13


image
Gdy przyjechał do domu na święta - przywiózł mi podręczniki do arytmetyki, geografii, historię literatury niepodległej Polski i inne. Od kolegi Józefa Kobylińskiego dowiedziałem się o książkach Sienkiewicza: Ogniem i Mieczem, Potop, Pan Wołodyjowski, Quo Vadis, Krzyżacy. Z tych pism najpierw wpadła mi w ręce III część trylogii „Pan Wołodyjowski”. Czytałem ją nie mogąc się oderwać. Pamiętam było już po zachodzie słońca, a ja pilnowałem, żeby krowy nie weszły do marchwi i kapusty. Tak się zaczytałem, bo było już ciemno, a krówki sporo wyrządziły szkody nim się spostrzegłem, za co dostałem od Ojca burę. Zbiór zadań arytmetycznych przerobiłem sam od pierwszego do ostatniego. Literaturę niepodległej Polski Chrzanowskiego częściowo przestudiowałem, z geografii dużo zapamiętałem z kursu kiedy przygotowywałem się do egzaminu w Warszawie.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale