3 obserwujących
13 notek
4847 odsłon
  367   0

Prawo do zarażania Covidem

Moja Mama zaraziła się gdzieś koronawirusem.

Ma 81 lat. Ma cukrzycę typu1 i od 20 lat bierze dożylnie insulinę. Czasem śmialiśmy się z niej, że musi sobie dziabnąć działkę do żyły.

Poza tym zdrowa kobieta. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni jeździła na swoją działkę. Tam sobie uprawiała różne roślinki. Miała później swoje warzywa i owoce na zimę. Uwielbiała ten rodzaj ruchu i przebywania na świeżym powietrzu. Dobrze jej to robiło. Wciąż miała wiele energii. 

Corona powaliła ją szybko. Musiała się zarazić na początku grudnia. Na Barbórkę, gdy dzwoniłem do Niej z życzeniami z okazji imienin, już mówiła, że coś słabo się czuje. Że kaszel i ból głowy. Po imprezie z powodu jej słabości, bezalkoholowej, brat sprawdził Mamę testem antygenowym czy nie ma aby covida. Test wyszedł pozytywny. Natychmiast wezwał prywatnie lekarkę, nie było czasu na czekanie na wizytę w Państwowym przybytku, które już się dławią z powodu ilości zakażonych covidem. Lekarka zleciła wymazowóz, przyjechali szybko i potwierdzili badaniem pcr, że to koronawirus.

Lekarka zaordynowała leki, nie pytajcie, nie mam pojęcia jakie. Raczej nie amantadynę. Na pewno jakieś antybiotyki. Saturacja zaczęła jednak spadać poniżej 90% i trzeba było jej załatwić dozownik tlenu. Brat i bratowa siedzieli przy niej niemal non stop. Musieli zwiększać dopływ tlenu. Po 3 dniach lekarka zdecydowała, że konieczna jest hospitalizacja Mamy.

Początkowo leżała na covidowym. Rodzina mogła ją widzieć tylko przez okno. Telefon ode mnie odebrała tylko raz, ale słysząc jej zmęczony głos mówiący z ogromnym wysiłkiem, dałem Jej spokój. Nie chciałem Jej męczyć ponad miarę. Mogłem tylko życzyć wyzdrowienia i namawiać ją do walki z tym draństwem.

Gdy już się pakowałem żeby jechać i Ją zobaczyć choć przez okno, brat mi zadzwonił, że przenieśli Ją na OIOM. Na drugie piętro szpitala. Na drugi dzień dzwoni, że stan Jej jest tak zły, że wprowadzili ją w śpiączkę farmakologiczną. Po 2ch dniach przewieziono ją do innego szpitala, gdzie jest nowszy i nowocześniejszy OIOM. Dzwonimy tam codziennie , brat jeździ co drugi dzień i wypytuje lekarzy. "Stan ciężki, stabilny". Tyle codziennego komunikatu. Płuca zajęte niemal całe. Rokowania co najmniej kiepskie.

Trzymamy się już tylko nadziei na cud i na Jej wolę życia. Oczywiście wierzymy, że wyjdzie z tego dramatu, że jeszcze będzie podziwiać jak rosną jej warzywa i owoce na działce. Jak rosną jej wnuki, a  wkrótce i prawnuki.

Parę słów do antyszczepionkowych fanatyków. Mama nie zaszczepiła się przeciw covid. Twierdziła, ze się boi. Mogą być dumni z siebie i siły swojej propagandy.

2 lata temu zaszczepiła się przeciw grypie. Tydzień odchorowała. Fakt, że grypy tamtej zimy nie miała jak uprzednio co roku. Nie udało nam się Jej przekonać do szczepionki na covid. Może trzeba było się ostrzej upierać? Nie wiem. Nie ma przecież gwarancji, że w Jej przypadku by zadziałała. Skuteczność praktyczna tych szczepionek jest w najlepszym razie na poziomie 50%.

Ale jej szanse na wyzdrowienie znacznie by wzrosły. SZANSE, nie pewność.

Brat, bratowa i bratanice, wszyscy zaszczepieni, bratanek ozdrowieniec, przebywali z Mamą wiele godzin w tych samych pomieszczeniach. Nie zarazili się covidem. 

Analizowaliśmy z bratem gdzie mogła się zarazić. Mama niemal nigdzie nie wychodziła. Nie jeździła autobusem na działkę od października. Zakupy robiła przeważnie w markecie. Szybko produkty do koszyka i do kasy. Wirus potrzebuje 15-20 minut przebywania w pomieszczeniu, aby zainfekować człowieka. Tyle czasu Mama nie spędzała w marketach.

Jedynym wyjątkiem były zakupy w sklepie mięsnym, gdzie ludzie długo wybierają sobie porcje wędlin i kawałki mięsa. Z naszej analizy wynika, że tylko tam mogła się wirusem zarazić. Tylko tam przebywała raz w tygodniu, w pomieszczeniu o słabej wentylacji przez około pół godziny. Tylko tam mogła się wirusem zarazić. Ludzie w Polsce w kolejkach nie przestrzegają dystansu. Stoją jeden za drugim. Taka ruska tradycja. Część klientów ściąga maseczki bo tak i już. Opuszczają na brodę, żeby w razie czego zasunąć gdyby policja przechodziła obok.

Gdy nie przechodzi, zarażeni spokojnie zarażają innych. Wolność do zarażania. O to przecież chodzi tym wszystkim fanatykom antyszczepionkowej sekty. A że zarażą osoby z obniżoną odpornością? Osoby starsze, schorowane? Oj tam oj tam.

Oni silni i zdrowi mają takie osoby głęboko. Dla nich to są osoby do likwidacji. Przeszkadzają im tylko w normalnym życiu w czasie pandemii. Starzy, schorowani, osłabieni chcą żyć, a przecież nie powinni. Przeszkadzają im młodym, zdrowym i silnym.

Nazistom 21 wieku.

Lubię to! Skomentuj58 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale