LUPUS IN FABULA
"Napisz więc to, co widziałeś, i to, co jest, i to, co potem musi się stać" Ap 1, 19.
2 obserwujących
76 notek
18k odsłon
97 odsłon

Policjanci, dewotki i teologia

Wykop Skomentuj5

  Coś niebywałego zdarzyło się w Raciborowicach. Sprawa dotyczy zdarzenia w niedzielę po Mszy Św. i Jana Kapturaka, nazywanego jasnowidzem, ale w rzeczywistości to nie był  żadnym wróżbitą, lecz człowiekiem jasno widzącym sprawy tego świata. Stanął przed kościołem i na oczach wychodzących ze świątyni ludzi czytał głośno pewien tekst.
Niestety nie doczytał go końca, bo szybko przybyła wezwana przez miejscowe dewotki policja i zabrano go na komisariat w celu złożenia wyjaśnień (słowo "dewotki" nie jest obraźliwe, sprawdziłem to w słowniku - przyp autora). Dewotki zarzucały mu obrazę uczuć religijnych i głoszenie dziwnych treści, niezrozumiałych dla pobożnych ludzi a zatem rzekomo szkodliwych moralnie i gorszących duchowo.

— Drodzy policjanci, dziś jest niedziela i nie ma w tym dniu nic ważniejszego niż Bóg, zatem postanowiłem pobożnym ludziom, i nie tylko takim, przeczytać fragment słynnego dzieła filozoficznego, tj. „Traktatu o Bogu„ z „Sumy teologicznej” Tomasza z Akwinu. Nie było przecież w tym nic obraźliwego, żadnej prowokacji, bo to czysta metafizyka — zapomniana dziś niby nauka o wielkich sprawach dotyczących świata pozazmysłowego. Na dowód mojej niewinności proszę posłuchać fragmentu tego dzieła, bo w ten sposób, chcę udowodnić, że nic złego nie mówiłem, wbrew temu, co o mnie nagadały owe dewotki mylące Pismo Święte z modlitewnikiem a Dziesięć przykazań Bożych z przykazaniami kościelnymi. Owe dewotki poskarżyły się policji, że jakobym przed kościołem głosił, że Boga nie ma. Przyznam, że takie słowa wypowiedziałem, ale to był cytat z tego wspomnianego dzieła filozoficznego, które posługuje się typową dla średniowiecza dialektyką polegającą na postawieniu tezy i jej zaprzeczeniu przez podanie dowodów. Dewotki coś tam usłyszały, ale nie zrozumiały i dlatego wylądowałem tu na komisariacie oskarżony o bluźnierstwa i zniewagę tzw. uczuć religijnych — powiedział poważnie Jan Kapturak, a policja, której zadaniem było zbadanie dowodów, pozwoliła mu na odczytanie owego tekstu. Brzmi on tak: „Suma teologiczna Tomasza z Akwinu”„Traktat o Bogu” (fragment) „Zdaje się, że Boga nie ma, bo: 1. Gdy mamy dwóch przeciwników, a jeden jest nieskończonej siły, jasne jest, że wykończy do szczętu drugiego; lecz my to właśnie rozumiemy przez imię Bóg, mianowicie, że jest nieskończonym dobrem. Gdyby więc istniał Bóg, nie byłoby żadnego zła. Niestety, tyle zła jest na świecie. A więc Bóg nie istnieje.

2. Według zasady: nie trzeba szukać wielu przyczyn, gdy ich wystarcza mała liczba, wszystkie zjawiska na świecie mogą być spowodowane przez inne czynniki, bez uciekania się do Boga jako ich przyczyny; i tak: rzeczy naturalne sprowadzają się do natury jako swej przyczyny, a przedsięwzięcia ludzkie mają za przyczynę człowieka: jego rozum i wolę. Nie ma więc żadnej konieczności przyjmować istnienia Boga. Wbrew temu w Księdze Wyjścia sam Bóg mówi o sobie: „Jestem, który jestem”. 

Odpowiedź: Istnienie Boga można udowodnić pięcioma sposobami czy drogami.

Pierwsza droga, nad inne wyrazistością górująca, wiedzie ze zjawiska ruchu. Faktem bowiem niezaprzeczalnym, świadkiem nasze zmysły, jest, że na tym świecie niektóre rzeczy są w ruchu. Wszystko zaś, co jest w ruchu, wprawione jest w ruch przez coś innego. O tyle bowiem coś jest w ruchu, o ile jest w możności do tego, ku czemu jest poruszane; z drugiej strony: o tyle poruszyciel w ruch wprawia, o ile sam jest urzeczywistniony. Wszak poruszanie znaczy: dobyć coś z możności Przenieść zaś coś z możności, do rzeczywistości może tylko taki byt, który sam jest urzeczywistniony, Tak np. rzecz aktualnie płonąca, np. ogień, zapalając drewno, sprawia, że to drewno, które było dopiero w możności do palenia się, staje się rzeczywiście, aktualnie płonące; przez co wprawia w ruch i przemienia drewno. Niemożliwością zaś jest, by jedna i ta sama rzecz jednocześnie była i w możności, i w rzeczywistości oczywiście pod tym samym względem, bo pod różnymi względami jest to dopuszczalne; co bowiem jest aktualnie, rzeczywiście ciepłe, nie może być jednocześnie w możności ciepłe, ale jest jednocześnie w możności zimne. Niemożliwością przeto jest, by pod tym samym względem i w ten sam sposób, coś jednocześnie wprawiało w ruch i było w ruch wprawiane, czyli żeby siebie samego w ruch wprowadzało. Tak więc: cokolwiek jest poruszane, musi otrzymać ruch od kogoś innego, a jeśli i ten, kto w ruch wprawia, sam jest poruszany, to i on musi otrzymać ruch od kogoś innego; ów zaś jeszcze od innego. Nie można zaś tu iść w nieskończoność, bo w ten sposób nie będzie pierwszego poruszyciela, a co za tym idzie i drugiego, i dalszego, i w ogóle żadnego, gdyż motory podrzędne czy pośrednie o tyle w ruch wprawiają, o ile same są w ruch wprawiane przez pierwszego poruszyciela. Toć i kij o tyle jest w ruchu, o ile im ręka wywija. Ostatecznie więc w rozumieniu naszym musimy dojść do jakiegoś pierwszego poruszyciela, który już przez nikogo nie jest w ruch wprawiany, i właśnie, w mniemaniu wszystkich, jest nim Bóg.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura