96 obserwujących
669 notek
1008k odsłon
  566   2

Gospodin Velikij Novgorod, czyli eksperyment przez Moskali spacyfikowany

Otóż, Nowogród Wielki od momentu zrzucenia zwierzchności książąt kijowskich w XII w. – jeśli można tak powiedzieć- niesamowicie rozwinął skrzydła. Niemal cała energia populacji Nowogrodu i ośrodków mu podporządkowanych została skierowana na niwę handlu. Wbrew pozorom nie powinno to dziwić, gdyż warunki naturalne tej części kontynentu nie sprzyjały szczególnie rolnictwu i hodowli. Niejednokrotnie bogactwo zgromadzone w skarbcach kupców i rzemieślników nowogrodzkich nie zapobiegło latom głodu. To tak na marginesie. Dla naszej opowieści ważniejszym jest to, iż Rusini nowogrodcy posiadali rozległe kontakty. Ze Słowianami Połabskimi, Hanzą, Pomorzanami,  Gotlandczykami, Norwegami, Finami, Duńczykami, jak również z Bułgarami Kamskimi, Chorezmijczykami, Grekami a nawet Arabami. Jaka była ich skala wystarczy wspomnieć, iż jeden z faktorów niemieckich współpracujących z Nowogrodzianami w ciągu jednego roku dostarczył na rynek niemiecki – uwaga! – 65 000 futer! Lisów, pieśców, kun, bobrów… Podobnych mu specjalistów pochodzących z samej Rzeszy żyło na co dzień nad Wołchowem (podobno) kilkuset!

Biorąc powyższe pod uwagę nie powinno dziwić, iż ustrój Nowogrodu (i potem Pskowa) odstawał znacząco od tego dominującego nad Dnieprem, Dźwiną i Wołgą. Gdy moskiewscy samodzierżcy ubierali się w szaty samego Boga i każdy sprzeciw wobec ich woli traktowany był niczym świętokradztwo, to nad Wołchowem władza sprawowana była kolegialnie. Do kompetencji „Rady Panów”, a więc bojarów, kupców, wyższych urzędników, duchownych i przedstawicieli zwykłego ludu w liczbie 300, należały m.in.: polityka zagraniczna, prezentacja kandydatów do sprawowania funkcji urzędniczych, wybór zwierzchników religijnych, wypowiedzenie wojny, plany robót publicznych itp. I co ciekawe, propozycje te musiały uzyskać zgodę wiecu! Coś niesłychanego. Wprawdzie jak to w życiu bywa (vide: starożytny Rzym) najczęściej decyzje szły po myśli ludzi najbardziej wpływowych, majętnych, posiadających koligacje, ale… Nie raz i nie dwa lud nowogrodzki buntował się przeciw oligarchom i – o tempora, o mores! – wygrywał.

W efekcie w XIV w. Nowogród Wielki rozkwitał. Ludność tego ośrodka liczyła wówczas - podobno -35 000-40 000, co biorąc pod uwagę, iż za czasów naszego ostatniego Piasta Kraków, czyli stolicę, wraz z Kazimierzem, zamieszkiwało coś ok. 13 000-15 000 mieszkańców, daje nam pewne wyobrażenie. Dodać warto, iż w tym samym okresie w Nowogrodzie funkcjonowało ok. 150 świątyń, a wciąż płacony do skarbca chańskiego podatek, tzw. czarny bór, był niewiele znaczącą pozycją w budżecie miejskim, pozwala przyjąć, że nasz „bohater” był oazą zamożności na olbrzymich obszarach Europy północno-wschodniej. Nie dziwota, że łakomym okiem spoglądali nań Szwedzi, Duńczycy, Krzyżacy, Litwini i Moskale.

image

Bitwa nad Szełonią (lipiec 1471 r.), czyli początek końca Nowogrodu Wielkiego

Warto się zatrzymać. Okazuje się, iż średniowieczni Nowogrodzianie nie byli kosmitami. Podobnie do wszystkich ludzi swojej epoki szanowali władzę książęcą i tak naprawdę nie wyobrażali sobie żyć bez pana, który zamieszkiwałby nowogrodzki Kreml (Dietiniec). W związku z tym „zatrudniali” sobie co rusz sprawnych wojowników rodem z Rusi lub… Litwy i w sytuacjach kryzysowych powierzali im zarząd nad siłami zbrojnymi. Co istotne mieli w sobie wielka siłę i sporą samoświadomość, bo gdy ten i ów najęty kniaź próbował poszerzyć zakres swej władzy, Nowogrodzianie kończyli takie spory w prosty sposób. Wykopywali aspiranta poza mury miejskie. Ba! Potrafili tez się cenić, co najdobitniej ujawniło się na początku XV stulecia, gdy „zatrudniony” przez nich Giedyminowicz Lingwen wybrał się na bitwę grunwaldzką do Polski i się… zasiedział. Wtedy „Rada Panów” bez patyczkowania napisała do Litwina, że (tu będę parafrazował): „Chłopie, nie po to cię zatrudnialiśmy żebyś teraz wojował i balował w Polsce. Zbieraj manatki i wracaj do Nowogrodu, bo jeśli nie zrobisz tego w tym a tym terminie, to możesz zapomnieć o wypłacie. Fuck you!”. Tak naprawdę napisali. No dobrze. Puenta…

image

image

Pacyfikacja Nowogrodu Wielkiego (1569/70)

Ewenement pod nazwą Nowogród Wielki w obliczu zmieniających się czasów nie mógł dłużej funkcjonować. Eh! Mógł! Pod warunkiem, że to on, a nie jego sąsiedzi, wszedłby na ścieżkę podbojów. Niestety (sic!) zarabianie pieniędzy przyćmiło instynkt samozachowawczy co wykorzystał jako pierwszy Iwan III Srogi. W bitwie nad Szełonią stoczoną w lipcu 1471 r. rozbił siły (w znacznej części najemne) nowogrodzkie. Warto dodać, iż Nowogrodzianie nie stali na straconej pozycji. Zwyczajnie i po prostu nie było w ich wojsku ducha. Car obszedł się z pokonanymi stosunkowo łagodnie. Ukradł co mógł. Zabił kogo zamierzał. Upokorzył wielu. Jednak zachował sporą ilość przywilejów i pozostawił miastu duży zakres autonomii.  Taką wielkodusznością nie wykazał się jego imiennik z piekła rodem, czyli Iwan IV Groźny, który w obliczu wojny z Rzeczpospolitą postanowił spacyfikować dokumentnie Nowogród. Zimą 1569/70 roku car poprowadził osobiście tysiące zbrojnych na Nowogród. Przyjął wielką delegację, łapówki i piękne panny, ale za chwilę dał znak swoim zbirom, którzy natychmiast zatopili się w orgii przemocy. Według różnych danych podczas drugiej pacyfikacji Nowogrodu Moskale uśmiercili od 8 do nawet 40 tysięcy ludzi. Topili, dźgali, palili, rozrywali, skracali o głowy. Wszystko po to, aby mieszkańcom grodu nad Wołchowem nie przyszło czasem na myśl kolaborowanie ze Stefanem Batorym w celu odzyskania dawnych swobód. Gdy Iwan Groźny wracał na Kreml pozostawił po sobie jedynie zgliszcza, ruiny i smród niepogrzebanych zwłok. Potęga Pana Wielkiego Nowogrodu przeszła definitywnie do historii. Dziś miasto to jest cieniem dawnej potęgi. I to nawet nie jest cień własny. Schowany bowiem jest w cieniu, który od niechcenia rzuca wielka, groźna, bezlitosna, mongolsko-bolszewicka Moskwa.

Można  przyjąć, iż gdyby  kierownicy polityczni Nowogrodu znaleźli w sobie odpowiedni ładunek determinacji i wznieśli się na wyżyny politycznego przewidywania, to za naszą wschodnią granicą mielibyśmy słabszą Moskwę, albo nawet sama Rosja przyjęłaby modus operandi wykoncypowany w murach Nowogrodu. A ten przypominałby z pewnością bardziej model estoński lub fiński niż moskiewski. Cóż zrobić? Czasem drobne zaniechania prowadzą prostą ścieżką do tragicznych i gargantuicznych konsekwencji.  Szkoda, Gospodin Velikij Novgorod…

-------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych






Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura