29 obserwujących
40 notek
204k odsłony
  205   0

Cudze problemy

   Najprostszy wniosek z tej historii, czyli wyborów w usa. Nawet miliarderzy miewają zgryza. Złe dni. I oni dostają po d…pie, nie tylko biedni i maluczcy. Zawsze pociecha. Z drugiej strony. Jaki wybór zafundowała amerykańska demokracja swoim wyborcom, jak się zapytowywuję? Wybór miedzy Trumpem, obecnym prezydentem, bardzo bogatym, białym starcem, (74 lata) a bogatym, białym starcem Bidenem (77 lat). Obaj z urodzenia, pochodzenia i majątku należący do amerykańskiej elity. Jeden biały starze przegrał, drugi biały starzec wygrał. Co za różnica, który? Nawet z wyglądu podobni. Przy swoim wieku obaj świetnie się prezentują z tą pomarańczową opalenizną… Z solarium? Ten starszy, Bajdet, albo Bidet, na gładszą twarz, prawie jak trzydziestolatek. Bidet sporo zainwestował w operacje plastyczne. U zawodowego polityka, jak u wziętego aktora, wygląd, twarz bardzo się liczy. Biden, alias Bidet musi tylko uważać np. przy uśmiechach, żeby nie przesadzić, bo mu szwy puszczą. I będzie nieszczęście. Czy wygra Trump czy Biden, wszystko zostaje w rodzinie, to jest w elycie, najwspanialszej, bo amerykanskiej elycie. Choć po prawdzie ta najlepsza elyta w niczym nie różni się pod naszej, przaśnej, stolicznoj elyty. Poza językiem, rzecz jasna. Nie do końca jest to prawdą. W naszej warszawskoj elycie zdecydowanie wolą język angielski, niemiecki, czy hebrajski od tego obciachowego, polskiego języka. Kiedyś, wcale nie tak dawno, woleli rosyjski i/lub jidysz. Signa temporum. Sięgam po łacinę, by wykazać, jaki jestem inteligentny i wykształcony. Kariera Abrahama Lincolna, który był rolnikiem, poczciarzem, mierniczym nim został prezydentem usa i to jednym z najwybitniejszych; człowieka, który z nizin wszedł na sam szczyt, typowego self-made nena w dzisiejszej ameryce jest nie do powtórzenia. W ameryce upadła wiara w bajkę w karierę od pucybuta do milionera. Taki Trump zarobił wielkie pieniądze, jedne interesy mu wychodziły, inne nie, jak to w biznesie, lecz najpierw odziedziczył wielki majątek. Biden z kolei to zawodowy polityk, od zawsze w elicie Waszyngtonu, a to jako senator, a to jako vice prezydent. Elita. Dziś amerykanie mają wybór miedzy jednym szarym kotem, a drugim szarym kotem. A nie może być, dajmy na to, czarny kot? Czemu nie? Niedawno przez dwie kadencje rządził murzyn Barak Ou’bama, z zastępca Bidetem. Może być i czarny kot, o ile jest kotem, czyli posłusznie słucha poleceń tych z tylnego siedzenia. Z elity rządzącej ameryką. Zawsze w cieniu, zawsze u steru. Mający w swym ręku koncerny, banki, Wall Street, no i media, Oni decydują. Ci co mają pieniądze, ci mają władze w usa. I nie tylko w usa. Kampania wyborca to kolosalne pieniądze. Bidet na swoją kampanię zebrał dziesięć razy więcej pieniędzy niż urzędujący prezydent Trump! Prawie miliard dolarów! Wyraźnie to wskazuje, kto miał wygrać. Kogo dziwi, że Bidet wygrał?

   Mówią, że pieniądze nie grają. Pieniądze nie grają na boisku piłkarskim i w kampanii wyborczej w usa też nie. Pewnie, że na bosko wybiegają piłkarze, a nie paczki banknotów. Mówią tak zazwyczaj menadżerowie klubów, których budżet roczny liczy się w setkach milionów euro. Kupują najlepszych piłkarzy a potem łżą w żywe oczy. Weźmy taki amatorski zespół od nas, powiedzmy Pogoń Grodzisk - lider naszej III (IV) ligi piłkarskiej. Postawmy go w myślach, rzecz jasna, przeciw FC Barcelona, najlepszej ligowej drużyny Europy, Kto wygra mecz FC Barcelona – Pogoń Grodzisk? Od[powiedź jest jasna. Lecz pieniądze nie grają. Skąd! Ale decydują, kto wygra mecz. Pieniądze rozstrzygają o wyniku nie na boisku piłkarskim

   Dziwne jest nie to, iż Trump przegrał, lecz to, że przegrał tak małą liczbą głosów. Gdyby nie korespondencyjne głodowanie, które go pogrążyło, Trump pewnie wygrałby drugą kadencję w Białym Domu! Jakiś czas temu oglądałem program brytyjskiego komika i showmana (John Oliwier) o zdecydowanie liberalnych poglądach. Cały program poświęcony był nakłanianiu amerykanów do głosowania korespondencyjnego. Prowadzący, który w każdym programie daje wyraz żywiołowej nienawiści do Trumpa, wręcz wychodził z siebie, by zachęcić widzów do oddania głów, najlepiej korespondencyjnie na Bideta. Był to jeden z elementów gigantycznej kampanii w mediach w usa, o której my, tutaj, nie mamy nawet pojęcia, nie tyle na rzecz Bidena, co przeciw Trumpowi. W myśl zasady; każdy, byle nie Trump!.

   Mnożą się zarzuty o fałszowaniu głosów w wyborach korespondencyjnych, podnoszone między innymi przez sztab Trumpa. Czy słusznie? Głosowanie korespondencyjnie ze swej natury szczególnie narażone jest na fałszerstwa, czy manipulacje przy liczeniu głosów. Wujek Stalin, gdyby żył, z pewności bardzo lubiłby głosowanie korespondencyjne. W czasach pandemii wręcz preferowane. Jakie szczęście, że nastała pandemia! Szczególnie w usa, kraju tak doświadczonym przez zarazę, która tej pory zabiła tam ze dwieście tysięcy ludzi. Wyborca w usa dostaje pakiet, zawierający dwie koperty. Jedna dla danych osobistych, druga z głosem. Wyborca wypełnia formularze, wpisuje swoje dane, zakleja obie koperty i odsyła pakiet. W lokalu wyborczym otwierają pakiet, sprawdzają dane wyborcy, czy jest na liście wyborców, a kopertę z głosem wrzucają na kupę głosów do policzenia. Sztab Trumpa protestuje podając, że jest dużo głosów od tych, co zmarli. W usa nie jednolitego sytemu ludności, nie ma dowodów osobistych. Co za problem zgłosić zmarłego dziadka, otrzymać pakiet, wypełnić go i wysłać? Dalej, spisy wyborców nie są uaktualniane. Wybory to sprawa administracji stanowej, a we wszystkich stanach jest olbrzymi opór przed wydawaniem pieniędzy podatników na urzędasów. USA utopiły biliony (bilion to tysiąc miliardów dolarów!) w afgańskiej czarnej dziurze, by ratować prestiż supermocarstwa, a kraj się sypie. Nieliczni urzędnicy administracji stanowej mają ogrom pracy i marne zarobki. Nic dziwnego, że w spisach wyborczych widnieją martwe dusze,, tym bardziej w czasach masowego umierania podczas pandemii. Dalszego możliwe jest, że dzieci, czy wnuki, a nawet sąsiedzi, oddadzą glos na wyborach za zmarłego dziadka, babcię, czy wujka. Można działać na szerszą skale. Tak się składa, że w stanach, które zadecydowały o wyniku wyborów prezydenckich rządzą demokraci. Jeśli urzędnik przekaże dane personalne, taki mały wyciek danych, to można wyprodukować setki, tysiące głosów na martwe dusze. Martwe dusze mają swą cenę tak w carskiej Rosji, jak we współczesnej ameryce! Protesty sztabu Trumpa i ewentualne procesy sądowe nie mają szansy powodzenia. Jak po rozdzielaniu kopert wykazać, że dany głos oddano na Trumpa, a nie Bidena? Amerykański system wyborczy jest wręcz stworzony do oszukiwania. Warto poczytać, co pisał o ameryce i amerykańskiej demokracji Ch. Dickens, czy dwa pokolenia później nasz H. Sienkiewicz. Co więcej, takich oszustw nie da się tego wykazać w sądzie. No, chyba, że ktoś sam się przyzna. Ale na to bym nie liczył.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka