29 obserwujących
58 notek
207k odsłon
  186   2

Modlitwa o deszcz

W sobotę 13 listopada 2021 roku, w Glasgow w Szkocji zakończono konferencję klimatyczną, COP26, i zawarto Pakt z Glasgow podpisany przez 200 państw. Niemałe wydarzenie i warte wzmianki. Wiem, że u nas nie mają do tego typu paktów głowy mając wiele własnych i bliższych kłopotów, na przykład tych na granicy. Trzeba jednak spojrzeć szerzej. Władze unii, unijna, czyli nasza, szefowa, oraz komisarze, żywo są zainteresowani zmianami klimatycznymi. To ich ulubiony konik. Nie trzeba być prorokiem, by wiedzieć, że to również pole kolejnego wielkiego konfliktu u Unii Europejskiej o pakt zwany Fit for 55. Wiec to ważne również dla obywateli naszego kraju. Poza tym jesteśmy już Europejczykami pełną gębą, czyż nie? Kiedy się wpadło między wrony, trzeba krakać jak i one.

Wyniki konferencji klimatycznej z Glasgow są niejednoznaczne, na szczęście. „Komisja Europejska uważa, że przyjęty w sobotę przez 200 państw "pakt z Glasgow" podtrzymuje zobowiązania porozumienia paryskiego i daje szansę ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do 1,5 st. Celcjusza” - oświadczyła z rozczarowaniem nasza cudowała superwomen, czyli przewodnicząca KE Ursula von der Leyen. Wzrost o półtora stopnia Celsjusza temperatury globalnej w stosunku do początku epoki przemysłowej. Trudno jednak nie wyczytać rozczarowania i rozgoryczenia. Rozczarowanie bierze się stad, że przyjęte rozwiązania są zbyt mało radykalne. Półtora stopnia wzrostu temperatury na świecie to jednak półtora stopnia wzrostu. Czy nie byłoby lepiej, gdyby ten wzrost ograniczyć do jednego stopnia? Albo do pól stopnia Celsjusza? Najlepiej dojść do neutralności klimatycznej, to jest ograniczyć do zera emisję tzw. gazów cieplarnianych w skali całej planety! Czyż wówczas nie byłoby cudnie!? To marzenie naszego superrządu w Brukseli, supermanów i superwomenek z komisji europejskiej, wypatrujących lepszej przyszłości dla świata, Europy, i nas wszystkich, a już szczególnie - jej przewodniczącej. Nordycka, blond bestia płci żeńskiej. Niska. drobna, chuda i nerwowa blondyna. Może i aryjka czystej krwi, ale z wyglądu jakaś taka skundlona. Wygląda jak zagłodzona. Czy dlatego Ursula jest taka wściekła, bo ciągłe jest głodna? Zła i głodna? Wpływ super Ursuli na państwa spoza unii, szczególnie te większe, oględnie mówiąc jest… zerowy. Dlatego takie marne wyniki w ratowaniu naszej planety. Jak nasza biedna, stara Ziemia poradzi sobie bez opieki Ursuli, i innych supermenów z Komisji Europejskiej?

Jednakże, jakie to szczęście, że minęły czasy kolonializmu! Nie wszędzie, ale przynajmniej w Azji, czy Afryce. Gdyby mogli, oświeceni Niemcy nauczyliby Chińczyków rozumu, wysyłając samoloty, czy okręty i bombardując chińskie miasta. Tak robili Brytyjczycy w XIX wieku używając kanonierek. Współczesne Chiny, i Indie też, mają w głębokim poważaniu idée fixe (natręctwa myślowe) o ociepleniu klimatu super blond Ursuli i jej kamratów. Wskutek oporu Indii i Chin, największych „trucicieli”, przyjęto takie skromnie ograniczenia i zwarto, w myśl aktywistów klimatycznych, miałki kompromis. W deklaracji końcowej znalazł się tylko zwrot mówiący o "stopniowym zmniejszaniu", a nie "wycofywaniu" węgla. Dla wielu aktywistów i ideologów klimatach było to gorzkie rozczarowanie.

Nic dziwnego, że przewodnicząca KE, z narodu panów pochodząca, die Herin Ursula mocno się wkurzyła. Tak chciała dobrze wszystkim uczynić a tu… kupa. Łagodnie mówiąc, kupa. Brawo Chińczyki! Przewodnicząca KE Ursula – kobieta w dwóch postaciach, bo to i ideolożka klimatyczna i polityczka (czy tak to się pisze?), a polityka wymaga realizmu, a jak wiadomo lepszy rydz niż nic – ostrzegła jednak, że jest jeszcze "wiele ciężkiej pracy do zrobienia". Ciekawe kogo ostrzegła? Chińczykom, czy Hindusom lata, co ta baba gada. Nie ich. Die Herin Ursula to nas ostrzegła; nas, obywateli super unii, szczególnie obywateli tej gorszej kategorii. Mamy dać przykład. Nie ma zmiłuj. Chińczyki się nie dali, Hindusi się wypieli, a my musimy to nadrobić. My, Europejczycy, zwłaszcza ci gorsi, ze wschodu, musimy ratować planetę. Nie ma odwrotu. Ani kroku w tył. Już wkrótce za zapalenie w kominku odstaniesz taki mandat, że taniej byłoby wykupić bilet na księżyc. Za spalanie liści i gałęzi jesienią we własnym ogrodzie to… z pięć lat więzienia, jak obszył! Ani dania mniej! Zamiast samochodu, jazda na rowerze. Taniej, zdrowiej, czyściej. I bez śladu węglowego. Chyba, że po grochówce. Ale grochówkę też się zakaże. Musimy też pozbyć się węgla, co bez ogródek zapowiedział jeden z naszych, nowych panów, komisarzy unii. Co z biednymi emerytami, dla których piece węglowe, te szeroko obrzydzane kopciuchy, to jedyne dostępne źródło ciepła? Ch…j z dziadkami i babciami! Żadnego z nich pożytku. Niech sobie zamarzną zimą. Tak będzie lepiej. Zmniejszy się ślad węglowy. Dla człowieka nowoczesnego i postępowego, co po nocach nie śpi z powodu ocieplenia klimatu, czym jest jakaś tam stara babcia, czy dziadek? Niczym. Walec postępu musi się toczyć. Musimy powstrzymać ocieplenie klimat. A że to kosztuje? Trudno. Niech kosztuje. Zwłaszcza gdy płacą inni, gorsi, głupsi, biedniejsi. Postęp musi kosztować. Gdy płonną lasy, nie żal róż.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale