29 obserwujących
58 notek
207k odsłon
  91   0

Ziarno makowe

Początek grudnia. Niedaleko do świat Bożego Narodzenia. Jeszcze bliżej do kolejnej rocznicy urodzin. Tyle tego było. Każda rocznica za, to jedna mniej przed. Czas płynie, dla wszystkich, chodź nie dla wszystkich jednako. Tak. Świat nie jest sprawiedliwy. Aczkolwiek ostatnimi laty jest całkiem niezły. Zamiast pogrążać się w pustych żalach, może czas zrobić bilans tego mojego pisania? Napisać kilka słów od sobie? Odpowiedź na odwieczne pytanie. Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie ja, to kto? Ważne pytanie nie tylko dla rewolucjonistów, co chcą ruszyć z podstaw bryłę świata; dla polityków zziajanych w wiecznej pogoni za władzą, ale też dla pisarzy, że ośmielę się tak nazwać. Dziś tak wielu pisze. W księgarniach pułki uganiają się pod kolorowymi okładkami książek, jak stadami wielobarwnych papug, których nikt nie kupuje i nie czyta. Nasz sławny noblista, poeta eksportowy i postępowy zażartował, że więcej pisze niż czyta. Coś w tym jest. Powiedziano to ze trzydzieści lat temu. Tym bardziej dziś to aktualne. Lecz wydaje mi się, że w tym żarcie wiele jest goryczy utytułowanego i sytego chwały poety, że pospólstwo tak mało czyta i analizuje jego pouczenia moralne ujęte w formy wierszowane. Twórcy od zawsze mają te samo odczucia – wołającego na puszczę. Dosadniej: o rzucaniu pereł przed wieprze.

Wróciłem więc do źródeł, to jest plików, i okazało sie, że pierwszy tekst na swoim blog opublikowałem 1 lipca 2009 roku. Był to tekst pt. ”6 028 000, czyli ilu? O liczeniu ofiar II wojny światowej w Polsce”. Ile to czasu? Dwanaście lat. Myślałem, że z dziesięć lat, a tu, proszę, prawie dwanaście się uzbierało. Na początku pisałem jeden tekst tygodniowo, potem co dwa tygodnie, i tego terminu staram się trzymać i dziś. O ile mi się uda. Starczy czasu, sił i nadziei. Szacunkowo, w ciągu tych dwunastu lat napisałem ponad trzysta tekstów na tematy różne. Niechętnie wracam do tych tekstów: część mi się podoba, część mniej, inne wcale. Zdarza mi się powtarzać, bywam monotematyczny i co gorsza nudny i napuszony. Nie patrzę na swoją „twórczość” przez różowe okulary. Ale mam kilka tekstów, z których jestem dumny. Najbardziej zestrzały się teksty, które były pisane na aktualne tematy. Kiedy owe wydarzenia odeszły w niepamięć, to i teksty zbladły, nie dziwota. Dlatego nie piszę teraz komentarzy do bieżących wydarzeń. Przynajmniej staram się nie komentować tego, że jakiś pan A, czy pani Zet, coś tam powiedziała, czy napisała; że partia zła i ohydna znowu czymś skrewiła, a w partii hołubionej sami mędrcy i czyściciele zła i korupcji, itp. Nie warto i za dużo ścisku. Wielu jest takich, co w zupełności pełnią tę rolę i na wyścigi serwują komentarze do wszelkich wydarzeń. Chwaląc, czy gromiąc, ale zawsze naświetlając je zgodnie z upodobaniami swymi i grona swych wielbicieli i politycznych stronników. Jednym z powodów, dla którego warto pisać jest zdziwienie. Mam swoje lata a nie przestaję się dziwić. Ostatnio ukazała się wiadomość, ze niejaki Prisztil, czy Frisztil kupił sobie dom koło Krakowa za siedem milionów. Frisztil (chyba, nie jestem pewien jego ksywy) prowadzi intensywna działalność w Internecie, publikuje zdjęcia, czy filmiki o swoim życiu, „Króla Życia”. Pisać to nie, bo chyba nie umie ani pisać, ani czytać, bo po co mu to? Ma mnóstwo internetowych fanów, i fani złożyli się na ten dom. Teraz Frisztil (?) opublikuje kolejne zdjęcia i filmiki: „Króla Życia” na basenie z panienkami, „Króla Życia” gotuje jajko na miękko, „Króla Życia” się wypróżnia na złotym sedesie… Musi być złoty sedes, bo na co by poszły te miliony? I, nie wątpię, że mu się ten wydatek na dom zwróci. Nie to jest dziwne, że „Króla Życia” kupił luksusową posiadłość za cudze pieniądze, i że jeszcze na tym zarobi, lecz to jest dziwne: ilu idiotów jest na tym świecie? Wręcz nie do wiary.

Zazdrość przeze mnie przemawia? Nie mam milionów fanów, to prawda. Dalej mi do tego niż do Plutona. Ale, nie. Z ręką na sercu - nie. Niech się ten Frisztli wypróżnia do złotego sedesu; niech sobie zalicza kolejne setki kobiet, czy facetów, co tam lubi; niech zarobi sobie następne miliony… Nic mnie to nie obchodzi. Sprawdziłem. Ostanie moje teksty czyta około trzystu czytelników, na dwóch portalach. Gdybym prowadził blog modowy i analizował kolor wstążeczek, czy kształt czubka trzewików, albo kulinarny i rozpisywał się o smażeniu żeberek, o tiramisu i kluskach śląskich, taki wynik byłby katastrofalny. Jednakże biorąc pod uwagę, że piszę niełatwe, gorzkie i często mało przyjemne teksty na tematy, które mało kogo obchodzą – jak wiadomo, jesteś tym co jesz – oraz olbrzymią konkurencję, to całkiem sporo czytelników. Zamiast się użalać, cieszę się że czytelnicy są, i że ich jest tylu. I że to, co piszę, to nie całkiem wołanie na puszczę. Fortuny na tym nie zbiję, lecz już dawno się z tym pogodziłem. Albo piszesz to, ci ludzie chcą czytać, na przykład kryminał, albo półpornograficzna powieść, i zarabiasz pieniądze. Albo piszesz to, co uważasz za słuszne i warte pisania. Co ma swoje konsekwencje. Albo, albo. Wolność kosztuje. „Wolność krzyżami się mierzy, historia ten jeden zna błąd…” z wojskowej piosenki. Dziś, w dobie postępu i tolerancji nie płaci się śmiercią, czy kalectwem, ale i dziś wolność kosztuje. Taki mam plan na wzbogacenie: los na loterii. Przecież każdy los wygrywa. Zbieram się do tego od lat. W końcu kupię los i wygram miliony. I będę bogaty. Albo i nie. Tak czy siak, „Królem Życia” to już nie zostanę… na szczęście.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale