Blog
Amicus Plato, sed magis amica veritas
Bielinski
Bielinski naukowiec ściśle ukierunkowany
0 obserwujących 28 notek 143559 odsłon
Bielinski, 2 kwietnia 2017 r.

Filoktet współczesny, albo cierpienie odkupione

96 0 0 A A A

Po bitwie

Przeczytałem Filokteta Sofoklesa po wielu latach. Tak naprawdę wróciłem do Filokteta przez pamięć o innej książce: Jan Kott „Zjadanie bogów. Szkice o tragedii greckiej”. Inna jego książka to „Szekspir współczesny” – piękne i głębokie szkice o Szekspirze. Jan Kott – Żyd, słynny intelektualista, teatrolog, opozycjonista, dysydent, emigrant marcowy. Prześladowany przez reżim komunistyczny. Dziś wiem więcej.  Jan Kott był czołowym propagandzistą reżimu komunistycznego; atakujący i szkalujący „wrogów ludu”, „faszystów”, „morderców”, „zdrajców” z Armii Krajowej, którzy jakże słusznie siedzieli w więzieniach i łagrach i byli mordowani za swe ohydne zbrodnie oraz „reakcyjnych twórców”, jak Zbigniew Krasiński, Stefan Żeromski, i rzecz jasna Henryk Sienkiewicz. Jan Kott został udekorowany przez prezydenta Polski Ludowej Bolesława Bieruta w 1949 roku w środku nocy stalinowskiej, orderem Odrodzenia Polski. Jan Kott zasłużył sobie na ten order jak mało kto.

   Komunistom nie dość było zamordować swoich przeciwników, musieli ich jeszcze zohydzić, zaszczuć, splugawić przed śmiercią. Tępi niemieccy oprawcy ograniczali się do mordowania, choć trzeba przyznać w skali masowej; komuniści wychowani w Sowieckim Sojuzie dobrze wiedzieli, że zabić to za mało. Trzeba jeszcze ofiarę zohydzić, unurzać w błocie i gnoju, odczłowieczyć, by wszyscy widzieli, jacy komuniści są dobrzy, że takie chwasty wyrywają i usuwają ze społeczeństwa. Nowa władza w Polsce Ludowej potrzebowała dwóch rodzajów ludzi: ślepo posłusznych wykonawców, którzy bez wahania wykonają każdy rozkaz, specjalistów od bicia, torturowania, wyrywania paznokci, od strzelania w głowę i wieszania, oraz subtelnych, giętkich intelektualistów, którzy uzasadnia każdą tezę, jaką postawi władza. Oplują każdego, kogo im się wskaże. Zmyślnych organizatorów klaki, która zohydzi wskazanych do zniszczenia, obrzuci błotem każdego wiezionego na stracenie. Podobnie jak Atrydzi w czasie wojny trojańskiej, tak samo władcy reżimu w komunistycznej Polsce potrzebowali swoich Neoptolemów i Odyseuszy. Ktoś nazwał Kotta „cynicznym marksistą”, czyli Jan Kott robił to, co robił nie dla idei, lecz dla własnej korzyści. Kott, młody, inteligentny Żyd, należał do plemienia Odyseuszy, niewątpliwie. Od Kotta tylko krok do Kata. Zresztą może Kott kiedyś wierzył w komunizm? Może i Odyseusz na początku wojny wierzył w cel zdobycia Troi? W prawo i słuszność Atrydów? W geniusz dowódców?

   Po śmierci Stalina i odwilży w 1956 roku Kott zaczyna się dystansować od partii komunistycznej, która już nie spełnia jego oczekiwań. Zostaje za to coraz bardziej widocznym, hołubionym opozycjonista. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku Jan Kott emigruje i na Zachodzie jest niezależnym, represjonowanym przez reżim dysydentem, antykomunistą (a jakże!) słynnym intelektualistą, myślicielem, którego autorytetu nikt nie śmie podważyć. Jakże wielu Żydów, byłych marksistów, byłych katów podążyło tą drogą. A tym, którzy wypominali im przeszłość, zmuszali do milczenia zarzucając antysemityzm. Jak w porzekadle: diabeł ubrał się w orant i ogonem na mszę dzwoni.

   Z tych dwojga: tępych i posłusznych katów, oraz głębokich intelektualistów, giętkich w argumentacji, wydaje się, że gorsi są ci drudzy. Kaci mogli być zbyt tępi, by rozumieć grozę tego, co robią, lub być zbyt ogłupiali ideologią. Intelektualistów – marksistów nic nie tłumaczy, ani nie usprawiedliwia. Jan Kott to przykład kanalii w czystej postaci, jednakże pisał piękne książki. Chyba to nie przypadek. Podobno najpiękniejsze storczyki wyrastają z czystego łajna. W „Zjadaniu bogów” Jan Kott poświęcił rozdział tragedii Filoktet. Nosi tytuł: „Filoktet albo Odmowa”. Kott pisze, że Filoktet został złamany. Że Filoktet to jedyny bohater tragedii greckiej, który został złamany. Filoktet opiera się przez cała prawie sztukę, by na koniec ulec. Popłynie z Odyseuszem pod Troję. Zrobi, co od niego chcą Atrydzi. Wykona każdy rozkaz. Złamany, posłuszny, uległy. Nieprawda. Nie zgadzam się z tym, że Filoktet został złamany. Kott się myli. Nie tylko w tym.

 

Nawiasem mówiąc dla Jana Kotta, Neoptolem i Odyseusz to oficerowie tajnej policji. Jan Kott były komunista a pewnie sam donosiciel miał prawo wszędzie widzieć agentów bezpieki. Czy Agamemnon nie miał pod Troją tajnej policji? Miał, musiał mieć. I pewnie nie jedną, lecz kilka. Czy Odyseusz był szefem tajnej policji? Nadawał się do tego, jak nikt inny. Łatwe skojarzenia. Stary, doświadczony oficer tajnej policji wysokiej rangi – Odyseusz, w towarzystwie młodego oficera - Neoptolema w misji złamania Filokteta. Takie wzmianki o tajnej policji, czyli zawoalowane aluzje do Urzędu Bezpieczeństwa, wyrobiły Kottowi sławę opozycjonisty i niezależnego intelektualisty. I zatarły jego dokonania w przeszłości.

Opublikowano: 02.04.2017 13:56.
Autor: Bielinski
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image
Dla chcących więcej polecam książkę:
"Kto może być zebrą i inne historie"
wydawnictwo: e-bookowo

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Z tych jeńców przeżyli nieliczni może 1 na 100. Niemcy stosowali politykę głodzenia...
  • Pewnie tak, są o ile wiem są także turnusy odchudzające. Ale tak jakoś jest, że pacjenci po...
  • No właśnie, sfiksował. Są ludzie, którzy na podstawie kilku zdań z Biblii obliczają datę...

Tematy w dziale Kultura