Blog
Amicus Plato, sed magis amica veritas
Bielinski
Bielinski naukowiec ściśle ukierunkowany
0 obserwujących 28 notek 143559 odsłon
Bielinski, 17 kwietnia 2017 r.

Raport Deptuły

W pierwszych słowach mego listu, to jest chciałem rzec raportu, ja Alfons Deptuła donoszę, że dobrze się czuję, ino mam zgagę tudzież zaparcia, które już mi przestały dokuczać. Tak że teraz wypróżniam się całkiem szparko, aże rury jęczą. A ja lubiem ten hałas, bo na rurach znam się jak mało kto. To dla mnie muzyka duszy, te jęczące rury kanalizy. Bo ja jeztem Alfons Deptuła. Mój ojciec Antoni Deptuła pracował w wodociągach, mój dziad Wawrzyniec Deptuła pracował w wodociągach, ja w wodociągach robie już trzydzieści lat i nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać.

Ale trza przejść do tematu mego raportu, to jest do Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej, która to komisja raport właśnie ogłosiła. Raport całkiem dobry, bo wybuchy na pokładzie samolotu rządowego były i naszego świętej pamięci Pana Prezydenta uśmierciły. A samolot w locie całkiem się rozdupczył. Wiem, bom członkiem rzeczonej komisji żem był i jezt i pod ustaleniami Wysokiej Komisji żem się podpisał. To znaczy, z początku, żem się wzbraniał, ale jak pan minister J. Pisiurkiewicz mi rzecze: podpisz no, Deptuła, no to żem podpisał. Co mam nie podpisać, jak sam pan minister J. Pisiurkiewicz każe? Ja dla pana ministra wszystko, wszystko uczynię. Bo mnie pan Minister J. Pisiurkiewicz członkiem komisji uczynił do zbadania zbrodni smoleńskiej, czyli podkomisji rzeczonej a wysokiej, w skrócie PoddoPoZKa. Bo ja jeztem absulwentem sławnej Politechniki Rzeszowskiej – kuźni naszych kadr lotniczych. Wydział sanitarny żem skończył. To znaczy tytuł licencjata, żem otrzymał w sam czas, by na członka PoddoPoZKi się załapać.

Wydziału budownictwa sanitarnego jeztem absulwentem. Ach to były czasy. Studia! Dwanaście lat żem studiował, alem skoczył i tytuł otrzymał. A ten siwy profesorek w okularach, u którego egzamin żem zdawał, i to nie raz, i nie dwa, i nie trzy, to chociaż niepijący podobno całego litra z radości wypił i w pielgrzymce dziękczynnej udał się na Jasną Góre, i to tylko dlatego żem skończył edukacją. Bo ja jeztem Deptuła, syn Deptuły, wnuk Deptuły, jak se co postanowię to tak musi być, choćby się waliło i paliło. Szedłem na egzamin, dajmy na to, no i dwója. Drugi raz dwója, trzeci - dwója, czwarty - dwója. Inny by się poddał, ale nie ja. Tak długo żem chodził, aż żem wychodził swoje. Wszyscy mnie poznali. Jak żem wchodził, to w instytucie Budownictwa to ruch się robił jako w ulu. Jedni biegną do kibla, drudzy z góry na dół, inni z dołu na górę, a wszyscy patrzą gdzie ja ide. Jeden docencik to przez okno przede mną wyskoczył. Drugie piętro, pod spodem trawnik i badyle żywopłotu. To i nic mu się nie stało tyle, że nogę złamał. Przede mną i tak nie uciekł bom go na dole dopadł i jęczącemu indeks pod nos podstawił. Podpisał a jakże, i to migiem, bom jedną renkom indeks mu podtykał a drugą renkom mu na złamaną noge naciskał. Inny z kolei, taki doktorek obesrany, tak mówi: dawaj no, Deptuła ten indeks. Wpisze ci taką ocenę jak chcesz. Bo jak jeszcze raz cię zobaczę, to albo ciebie pochlastam, albo siebie pochlastam. I tak szło, zaliczenie za zaliczeniem. Egzamin za egzaminem. Trwało to swoje, bo trwało. Dwanaście lat żem te trzy lata licencjatu robił, alem zrobił. Ukończył naukie. Tyle żem musiał płacić za każdy semestr, bom studiował niestacjonarnie. Kosztowało mnie te studia, bo kosztowało. Jak se kiedyś żem policzył za te pieniądze mogłem se kupić dziesięcioletniego Volkswagena Passata w dobrym stanie. Taki jak ma szwagier. Piękne auto, okazałe. Sąsiadom ino gały wychodzą. No i na chodzie. Niech tam! Moja forsa, moja edukacją, moje życie.

Dziś dobre czasy nastały. Kto zaczął studia i kto płaci ten skończy. Musi skończyć. I tytuł otrzyma. Na studiach niestacjonarnych starczy kasa i wytrwałość. Nawet uczyć się nie trzeba. Wystarczy swoje wychodzić. Jak ja. Vivat współczesna edukacja! Dzisiaj każdy może być magistrem. Kiedyś na uczelni to bym ino rury kanalizacyjne przetykał. Dziś żem jest magister pełną gębą! Licencjat to prawie magister. Kto wie, czy magistra nie zrobie, kiedy tak dobrze mi idzie ta nauka? Jak ja kocham edukacją! Jak ja kocham nauką!

            Śmiali się ze mnie koledzy. Szydzili. Alfons, ty kretonie! Ty idioto! Ciężki debilu! No ci ten zasrany papier? Po kiego grzyba co ci te studia? Pluń na ten licencjat. Chodź z nami na robote. Mamy fuchę jak marzenie. I co? Dziś się nie śmieją. Dziś to ja panisko. Ja z nich się śmieje. Wyszło na moje. Nauka zwyciężyła. Edukacją zwyciężyła. Prawda zwyciężyła. Od kiedy zostałem członkiem wysokiej komisji - PoddoPoZKi - to mogie się na nich wysrać. A oni tylko się oblizują smakiem. Kiwam na jednego, drugiego i mówie: skocz no, Zenek, po piwko, tylko migiem, na jednej nodze. I leci obesraniec, mało kapci nie pogubi. A ja ich wszystkich mam w dupie. A jak!

Opublikowano: 17.04.2017 14:54.
Autor: Bielinski
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image
Dla chcących więcej polecam książkę:
"Kto może być zebrą i inne historie"
wydawnictwo: e-bookowo

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Z tych jeńców przeżyli nieliczni może 1 na 100. Niemcy stosowali politykę głodzenia...
  • Pewnie tak, są o ile wiem są także turnusy odchudzające. Ale tak jakoś jest, że pacjenci po...
  • No właśnie, sfiksował. Są ludzie, którzy na podstawie kilku zdań z Biblii obliczają datę...

Tematy w dziale