Blog
Amicus Plato, sed magis amica veritas
Bielinski
Bielinski naukowiec ściśle ukierunkowany
0 obserwujących 29 notek 143674 odsłony
Bielinski, 6 sierpnia 2017 r.

Kilka faktów i mitów o Powstaniu Warszawskim

680 5 0 A A A

Początek sierpnia, kolejna rocznica Powstania Warszawskiego. Pojawia się znowu mnóstwo prawd, półprawd i zwykłych kłamstw. Nie jest prawdą, że wszystko już wiemy o powstaniu warszawskim. Nie jest też prawdą, że wszyscy oddają cześć, hołd powstańcom i ludności cywilnej za to, czego dokonali, za co się wydarzyło w upalne sierpniowe, wrześniowe dni 1944 roku. Ci, co przez dziesięciolecia prześladowali powstańców, co pluli na pamięć o powstaniu, co sprowadzali powstanie do mało znaczącego wydarzenia, kolejnego przejawu dominującej pośród Polaków głupoty, dziś również mają głos. Potężnie wzmacniany glos. I nadal plują jadem, choć argumenty mają inne. Powstanie Warszawskie na świecie, lecz również w Polsce jest mało znane i nierozumiane, lub źle rozumiane. A jest to zdumiewające zdarzenie historyczne. Zdumiewające i przerażające. Dziś będzie o liczbach, o stratach w powstaniu.

Jerzy Kirchmayer szacuje liczbę poległych powstańców na przeszło 16 000, rannych (ciężko) około 6 000. Kirchmayer nie rozróżnia kategorii „zaginiony” uznając i słusznie, że w powstaniu zaginiony = zabity. Pułkownik. Borkiewicz ocenia ilość zabitych i zaognionych łącznie na 18 000 dodając, że „jest to liczba raczej za mała niż wygórowana.”. Tak szacowali straty historycy w kraju, w PRL-u. Opublikowane na Zachodzie dzieło „Polskie Siły Zbrojne” szacowało straty powstańców na zabitych - 10 200, ciężko rannych – 7 000, zaginionych – 5 000. W opisie powstania występuje specyficzna kategoria: ciężko ranni, nigdzie indziej niestosowana. Normalnie wojskowi i historycy rozróżniają: zabitych, zaginionych i rannych. Zaginiony to żołnierze, którzy zaginęli, czyli ci, co zazwyczaj dostają się w ręce nieprzyjaciela i stają się jeńcami. Aczkolwiek w katorgi zaginieni mieszczą się i ci, co np. zdezerterowali, lub ci zginęli, lecz ich ciało zostało tak zmasakrowane, że nie dało się zidentyfikować i zostali pochowani, jako NN (nieznani). Kirchmayer słusznie nie bawi się w rozróżniania: zabity czy zaginiony, uznając ich wszystkich za poległych, bowiem Niemcy mordowali wszystkich wziętych do niewoli jeńców - powstańców, aż do samego końca powstania. Jedną z wielu osobliwości tej tak niezwykłej w dziejach bitwy, jaką było Powstanie Warszawskie, jest to, że wojskowi, historycy rozróżniają nową kategorię: ciężko ranni. I znowu mają rację. Kirchmayer, zawodowy oficer, artylerzysta, uczestnik wielu wojen, w tym wojny obronnej w 1939, w konspiracji wysokiej rangi oficer Armii Krajowej, który znał i rozmawiał z wieloma powstańcami mającymi powstanie z świeżej pamięci (umarł w 1959 roku) nie bez przyczyny czyni takie rozróżnienie. W postaniu tylko ciężko ranni schodzili z linii, dokładniej byli niesieni do szpitali. Ranni, jeśli byli przypomni, i mogli się jako tako się poruszać, zostawali w oddziale i walczyli dalej, na ile byli w stanie to czynić. Przecież ranny żołnierz chętnie idzie do szpitala. Mimo ran i bólu czuje ulgę, bo wie, że w szpitalu jest bezpieczny. Zachowanie powstańców przeczy tej prawidłowości. Jest odwrotne. Sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem? Bynajmniej.  Wynikało to również zajadłości bitwy i żądzy walki powstańców, nawet tych rannych. Ale przyczyny niechęci rannych do szpitali były jak najbardziej prozaiczne. Na linii, gdzie stanowiska powstańców i Niemców rozdzielał pokój, korytarz, piętro, czy ulica, Niemcy w obawie, by nie razić swoich nie mgli użyć ciężkich dział, ani bombardować. Szpitale na tyłach, jak wszystkie inne budynki, były bombardowane, ostrzeliwane i niszczone waliły się w gruzy przysypując chroniących się w piwnicach mieszkańców i rannych, jeśli akurat znajdował się tam powstańcy szpital. W postaniu tyły były często bardziej niebezpieczne niż linia frontu. Poza tym, w razie zdobycia przez Niemców, personel szpitala i ranni i chorzy byli mordowani. Normą było, że Niemcy mordowali rannych, chorych, i cały personel wszystkich zdobytych szpitali. Powstańcy doskonale o tym wiedzieli. Najgorszym koszmarem powstańca, i wynika to z wielu wspomnień, była myśl, że ciężko ranny, niemogący się poruszać trafia do szpitala. A tu wpadają Niemcy. Pamiętam jakiś film na anglosaskim kanale historycznym. Film wspominał o powstaniu, oczywiście epizodycznie, był to chyba film francuski, a narrator powiedział takim konspiracyjnym szeptem, że Niemcy spalili szpital z rannymi. Że niby Niemcy tacy wspaniali żołnierze, a posunęli się do takiej potworności. Spalili JEDEN szpital! Nie do wiary! Jacy ci Naziści są potworni! Zadnie jednocześnie prawdziwe i kłamliwe. Kłamliwe przez użytą liczbę pojedynczą. Powinna być liczba mnoga. Niemcy spalili nie JEDEN szpital, lecz palili wszystkie szpitale, mordując rannych i personel, od pierwszego dnia do samego końca powstania. Lecz na Zachodzie nie chcą o taki rzeczach słyszeć. Po co się stresować? Przecież Niemcy to taki wspaniały, kulturalny, tolerancyjny i postępowy naród, no i produkują świetne samochody.

Opublikowano: 06.08.2017 08:59. Ostatnia aktualizacja: 06.08.2017 09:02.
Autor: Bielinski
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image
Dla chcących więcej polecam książkę:
"Kto może być zebrą i inne historie"
wydawnictwo: e-bookowo

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Z tych jeńców przeżyli nieliczni może 1 na 100. Niemcy stosowali politykę głodzenia...
  • Pewnie tak, są o ile wiem są także turnusy odchudzające. Ale tak jakoś jest, że pacjenci po...
  • No właśnie, sfiksował. Są ludzie, którzy na podstawie kilku zdań z Biblii obliczają datę...

Tematy w dziale Kultura