Blog
Amicus Plato, sed magis amica veritas
Bielinski
Bielinski naukowiec ściśle ukierunkowany
0 obserwujących 33 notki 161181 odsłon
Bielinski, 2 grudnia 2018 r.

Bal u Pani Ambasador

531 1 0 A A A

Wiele ostatnio mówi się o balu u Pani Ambasador, oraz o samej pani Giulliette Mosebaucher Pani Ambasador Najwspanialszego Kraju na Świecie. Ja Panią Ambasador poznałem, spłynęła na mnie ta łaska, iż spoczęła na mnie na moment jej cudne, boskie oko, i ja na balu w Ambasadzie jadłem i piłem. Mnie to spotkało! Widziałem i słyszałem, co się stało. Ten zaszczyt niepojętny na mnie spłynął! Na mnie, na Wacka – blogiera skromnego acz postępowego.

   Było to tak. Opowiem wszystko po kolei, nic nie dodając, nic nie ujmując, jak na spowiedzi u rabina Mojzesa Sztokfisha, słynnego cadyka i mędrca z Koziej Wólki. O wielu lat walczę o etat w Gaziecie postępowej, naszym płonącym kaganku demokracji liberalnej, piewcy wolności, żarliwemu obrońcy praw LGTBiQiPiZ, i dobra wszelkiego, dobrego a słusznego po liniu Gaziety. Niestety, wielce szanowny Mordechaj Mordechajowicz Burumstein, mój guru i przewodnik duchowy, a zarazem vice-naczelny prześwietnej Gaziety znowu nie dotrzymał obietnicy i nie zostałem etatowym a pełnopłatnym redaktorem organu wolności. Kolejny zawód, jak wiele innych, poprzednich. Nie zraziło mnie to niepowodzenie – nic mnie, Wacka, bojownika niezłomnego nie powstrzyma przed żarliwą walką o świetlane jutro – wszakże żyć trzeba, rachunki rosną, czynsz także sam się nie spłaci. Na życie zarabiam rozmaicie, robi się to i owo, czasami pracuję jako barman, czasami jako kelner. Różnie bywa, ale jakoś się klei lepiej lub gorzej od pierwszego do pierwszego.

   Zdarzyło się ostatnio, że firma w której dorywczo pracuję dostała zlecenie dostarczenia cateringu, czyli żarcia i picia, tudzież obsługi na balu w Ambasadzie Najwspanialszego Kraju na Świecie, w skrócie NajWspaKrajnaŚwie. Zlecenie było duże, więc szef wezwał także mnie do pracy. Pominę tutaj żmudne przygotowania do uroczystego i wystawnego przyjęcia, które nikogo to nie interesują i przejdę do samego balu. Nie zawaham się powiedzieć, iż był to najwspanialszy bal w jakim uczestniczyłem. Ktoś powie, że byłem tylko kelnerem. Prawda, lecz lepiej być na balu w Ambasadzie NajWspaKrajnaŚiu jako kelner nawet, niż nie być tam w ogóle. Każdy to przyzna, jak nie, to dureń. Chociaż muszę przyznać, iż początek balu u Pani Ambasador nie był dla mnie najszczęśliwszy. Stoimy z kolegami na uboczu, czekając na początek ewentu, a tu drzwi się otwierają i wchodzi taka podstarzała, powiedzmy... dama: rudy włos tapirowany i sterczący na wszystkie strony, jak ryży pióropusz oszalałego wodza Siuksów, gęba napęczniała i obwisła; baba cała jakaś taka obwisła, ubrana w suknię do ziemi, z trenem, niby elegancką, ale tak pstrokatą, że mógłby służyć do badania daltonizmu pośród kolejarzy.

   - Ale lampucera! - jakoś tak, niechcący mi się wyrwało. Przysięgam, nic żem nie wiedział, iż to właśnie sama Pani Giulliette Mosebaucher Ambasador NajWspaKrajnaŚwie wkroczyła, a to co miała na sobie to nie były żadne szmaty do wykrywania daltonizmu, lecz kreacja najwybitniejszych nowojorskich projektantów wnętrz, lub mody. Zaraz mnie zgromiono, a kierownik chciał mnie wyrzucić, ale kilku kelnerów nie przyszło z powodu grypy, lub alkoholizmu. Nie było kim robić, tak i zostałem.

   Potem zaczęło się przyjęcie, czy raut dyplomatyczny. Nie wiem, jak to zwać; wiem, że dyplomaci i nasi oficjele się snuli z kieliszkami w dłoniach, toczyli się jak te kule bilardowe wte i wewte; przystawali, pouśmiechali się, pogadali, i znów się toczą, wolno, dostojnie, i sączą napoje rozmaite. Ot, przyjęcie dyplomatyczne. Kto? Sama śmietanka. Nasi i obcy. Ministrowie nasi jeno najważniejsi, stadko wicepremierów z pierwszym premierem, marszałkowie obu izb, najważniejsi politycy opozycji, politycy z opozycji i autorytety moralne z mediów, sama nasza śmietanka. Niestety najważniejszy polityk w kraju nie był obecny z powodu choroby. Był i sam obernaczelny Gazety i jego zastępca - Mordechaj Mordechaj Burumstein. Dostrzegł mnie, ale udał, że mnie nie zna, więc i ja go ignorowałem. Z obcych obecny był korpus dyplomatyczny: ambasadorowie najważniejszych państw pośrodku, tych pomniejszych pod ścianami. Na podwyższeniu z uśmiechem przyklejonym do twarzy patrzy i obserwuje uważnie sama Pani Giulliette Mosebaucher Ambasador Pełnomocny Najwspanialszego Kraju na Ziemi. Jak ta królowa. Co tam królowa. Cesarzowa! Jak sama caryca Katarzyna Wielka przyjmująca hołd poddanych! Kiedyś widziałem portret carycy Katarzyny w takiej pozie i takiej urody. Stara już była Katarzyna i mocno zużyta. My, kelnerzy, koło nich biegamy, uwijamy się jak te mrówki; nosimy pełne kieliszki, kielichy, szklaneczki i odnosimy puste. Ani chwili oddechu. Jedni piją wina, inni życzą sobie dobrą whisky, najwięcej sączy tak zwane długie drinki – odrobina alkoholu i mnóstwo soku. Wiadomo, rauty, czy inne bankiety są co dzień, a dyplomacie druga wątroba nie urośnie. Bywają wyjątki, jak pan Spiritdonow, ambasador Rasjii, chłop zwalisty i ciężki, przypominający niedźwiedzia. Wiem, bo go obsługiwałem. Ten zażyczył sobie koktajl miętowy: na dnie odrobina likieru miętowego, reszta woda. Tylko broń Boże wodę mineralną, lecz wodę z wódki, najlepiej wodę z wódki Stolicznaja. Nalewało się kilka kropli likieru na dno, resztę uzupełniało wódką po brzegi a ambasador pił to jak wodę. Ma chłop łeb.

Opublikowano: 02.12.2018 18:50. Ostatnia aktualizacja: 02.12.2018 19:54.
Autor: Bielinski
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image
Dla chcących więcej polecam książkę:
"Kto może być zebrą i inne historie"
wydawnictwo: e-bookowo

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Świetny skecz Moty Pythona pokazując siłę umysłu piłkarzy. Polecam inny, nie mam linku, w...
  • Lubiłem kiedyś bary mleczne, bo lubię mleko i potrawy mleczne. Świetne ruskie, no i ten...
  • Niby czemu? Big Mac jest taki sam dziś jak 40 lat temu. To bułka z kotletem. Na cenę produktu...

Tematy w dziale Rozmaitości