25 obserwujących
41 notek
173k odsłony
320 odsłon

Sztuka fugi, sztuka życia i umierania, cz. II

Wykop Skomentuj2

   Istnieje jasna strona księżyca, ta którą widzimy na niebie, i ciemna, niewidoczna. Ukryta. Podobnie w życiu. Są sprawy, o których wolimy nie mówić. Kiedyś takim tematem był seks. Nie dziś. Dziś temat seksu wałkowany jest publicznie w każdym, nawet w tym najbardziej dziwacznym, czy odrażającym aspekcie. Dziś tematem tabu jest przemijanie, umieranie. Najbardziej wstydliwy temat to śmierć. O tym się nie mówi. To jest temat niemodny i niestosowny. Szczytem złego smaku jest to, że umieramy. Że czas płynie. Oto mamy wakacje. Kolejne wakacje. Takie same jak rok temu, jak pięć lat temu. Takie same, ale przecież inne. Takie same, ale nie takie same. Jak wakacje za rok, czy trzy lata temu. Weźmy ten dzień, dzień, jak co dzień. Jak wczoraj, jak jutro. Widzimy przed sobą niekończący się szereg takich samych dni… jakbyśmy byli nieśmiertelni. Ale to tylko miraż, złudzenie optyczne, bowiem w przestrzeni czasu mamy bardzo krótki wzrok. W wymiarze casu jesteśmy ślepi jak krety.

  Ciemną stroną księżyca w muzyce jest dla mnie druga, nieformalnie druga, część Die Kunst der Fuge, ta niepoprawiona przez kompozytora. Bach umiera. Kiedy nadchodzi śmierć, która przecież nie istnieje, ale gdy nadchodzi to, czego nie ma, następuje redukcja. Odrzuca się rzeczy mniej ważne, skupiając resztę sił i czasu, jaki pozostał, na najważniejszych. Bach planował zapewne 24 części dzieła. Wykonał 11, zakończone piękną i długą fugą (Contrapunktus XI, pięć minut długości) i uznał, że to połowa, ale potem, w miarę postępu choroby już wiedział, że nie zdąży skomponować drugiej połowy. Ale pracuje ile może, na ile pozwala mu choroba, siły i stan zdrowia. Kanony praktycznie są gotowe. Komponuje fugi 12-te w dwóch wersjach (Contrapunctus 12a. 2.15’ i Contrapunctus 12b, Inversus, 2.16’). Potem fugi oznaczone numerem 13-tym (Contrapunctus 13a, 1,58’ i Contrapunctus 13b, Inversus, 1,58’). Numeracja fug jest umowna, pochodzi od wydawcy i różni się w różnych wykonaniach podobnie jak długoś utworów. Te czasy utworów są z wykonania Keller Quartett, naprawdę piękna interpretacja. Ale te ostatnie fugi są inne, to znaczy temat przewodni jest taki same, są niby takie same jak poprzednie, ale inne. Bardziej mroczne. Nawet gdy muzyka jest pogodna. Przykładowo Contrapunctus 13a to pogodna, radosna muzyka, prawie taneczna. Co dziwne, Bachowi zdarzają się błędy, może nie błędy – skoki, niespodziewane nuty, coś co nigdy Bachowi się nie zdarzało w jego idealnej harmonii. Jakby muzycy fałszowali. Ale muzycy tej klasy nie fałszują. Grają to, co jest zapisane w nutach. Bach nigdy nie wypuszczał w swoich kompozycjach fałszywych nut. I długość fug. Te fugi maja długość około dwóch minut. Połowa długoś poprzednich fug. Urywają się nagle, w połowie mniej więcej, ale kompozytor umiejętnie to zakrywa kończąc fugi w jednym, dwóch taktach. Bach, nawet umierający, to mistrz co się nie zdarza.


Ostatnia fuga

Przychodzące i odchodzące fale gorączki. Ból narastający do granic wytrzymania i zwolna gasnący, ale nigdy nie znikający, zawsze obecny, jak bolesny cierń; utraty przytomności i ciężkie, coraz cięższe ocknienia, upokorzenia związane z niemożnością samodzielnego załatwiania potrzeb fizjologicznych i koniecznością szukania pomocy innych… Brud, poniżenie, cierpienie, narastający strach i panika. Więcej boimy się nie śmierci, lecz męki umierania. Tak zwykle wygląda nadchodząca śmierć, niezależnie od przyczyny, od medycznej nazwy choroby, ani od tego, czy umierający jest genialnym kompozytorem, czy zwykłym, tzw. szarym człowiekiem. Nie bacząc na chorobę Bach zaczyna pisać następną fugę. Przerywa w połowie. Nie jest w stanie jej skończyć. Pisze kolejną. To samo. Trzecią. Czwartą. Nie skończone. Przerwane w połowie. Coraz krótsze. Ma coraz mniej sił. Ostanie dni przelewają mu się przez palce, a ma tyle do powiedzenia, tyle muzyki do skomponowania. Skupia się. Odpoczywa. Zbiera resztę sił. Piszę ostatnią fugę – Contrapunctus XIV (lub XV, czy XIX) tu o długości 10.34’, (12.14’ u Glenna Goulda). Najdłuższą w całym zbiorze. Ponad dwukrotnie dłużą od innych. Powraca ostatni raz przewodni muzyczny motyw, ale zaprezentowany zupełnie inaczej. Muzyka zaczyna się wolno, ciężko, jakby z trudem, jak strumień płynący pod górę. Żądnych błyskotliwych pasaży, żadnych ozdóbek. Włącza się drugi głos i trzeci. Głosy nabierają siły i czystości, mocy i rytmu. I ten przejmujący przewodni temat, powtarzany w różnych wariantach, Bach zaczyna zwyczajne swe czarowanie dźwiękiem, ale mniej w więcej w połowie zaczyna się coś dziwnego: najpierw pojedyncze „fałszywe” tony, potem głosy przestają współgrać, grają przeciw sobie, czy obok siebie, pojawia jakby kryzys objawiający się narastającym dysonansem. Głosy milkną wreszcie, lecz przetrwa ten cudowny temat przewodni, ocaleje głos, który podejmuje wątek. Gould gra tę część palcami jednej dłoni, a druga dłoń gra bezgłośnie w powietrzu. Muzyka ocalała. Płynie nadal główny muzyczny temat fugi.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura