20 obserwujących
436 notek
309k odsłon
6638 odsłon

Artur Chmielewski – NASA, Papcio Chmiel i Polska w kosmosie

Artur B. Chmielewski, Miami 2018. © Bogna Janke
Artur B. Chmielewski, Miami 2018. © Bogna Janke
Wykop Skomentuj201

W USA jest tak, że jak się kończy studia, to uczelnia szuka pracy dla absolwentów. Najpierw robią wywiad z tobą, a potem umawiają cię na spotkania z pracodawcami. Jak jest dobry uniwersytet, to pracodawcy zabijają się o absolwentów. Ja miałem takich rozmów 11, z czego byłem bardzo dumny, po czym dostałem 10 ofert pracy. Ale ja chciałem pracować dla NASA. Zadzwoniłem tam, ale zapytali mnie, czy mam doktorat (śmiech).

Wszystkie rozmowy, o pracę miałem z firmami z południowej Kalifornii, gdzie było centrum badawcze NASA (JPL – ang. Jet Propulsion Laboratory, czyli Laboratorium Napędu Odrzutowego). Po każdej takiej rozmowie jechałem taksówką do NASA i pytałem, czy ktoś  mógłby ze mną porozmawiać, bo bardzo chciałbym tam pracować. Ale za każdym razem odpowiadali, że nie prowadzą naboru. Chyba za piątym razem wpadłem na menedżera, który spojrzał na moje cv i zainteresował się tym, że pracowałem nad samochodami. NASA dostała wtedy rządowe zlecenie na budowę samochodu elektrycznego. Naukowcy i inżynierowie wiedzieli wszystko o statkach kosmicznych, ale nie wiedzieli nic o samochodach. I tak dostałem tam pracę. To był rok 1980.

Dzisiaj chcecie zbadać Tytan?

NASA szuka życia w kosmosie. Nasze podejście do tego tematu bardzo się zmieniło w ostatnich kilku latach. Dotychczas szukaliśmy planet, na których jest ocean. Ale nie wiedzieliśmy, że Ziemia pod tym względem bardzo różni się od innych planet. Większość z nich ma bowiem ocean pod skorupą, a nie na zewnątrz. Skorupa nad oceanem chroni potencjalne życie od promieniowania, które by je zabiło lub zmutowało. 

Pierwszy taki ocean pod skorupą zauważyliśmy na księżycu Europa. Teraz okazuje się, że Tytan - księżyc Saturna - też ma ocean. Tak więc jest woda, wiemy, że jest atmosfera, w której syntetyzują się różnego rodzaju cząsteczki z węglem. Oceany, które są na wierzchu, składają się z metanu i etanu, ale pod spodem jest ocean, który jest zrobiony z wody. Tak więc jest to dla nas niesamowicie ciekawe; w tych oceanach pod skorupą może być życie. Planujemy misje na lata 2025–2026, aby zbadać te małe księżyce. Na Saturn lecimy 10 lat, badamy przez 3-4 lata. Będą to misje bezzałogowe (JPL zajmuje się misjami bezzałogowymi, natomiast centrum NASA w Houston na Florydzie wysyła w kosmos astronautów).

Patrząc na Polskę z Twojej perspektywy - studiów i pracy w NASA - jakie rzeczy można by przenieść do naszego kraju?

Po pierwsze, gdy zacząłem studia w USA, byłem zszokowany tym, że pierwszy test był dla mnie potwornie trudny. Musiałem zapamiętać bardzo dużo wzorów, stałych i detali, do tego mój angielski był słaby. Poszedłem na test, a wszyscy rozkładają książki, wzory, kalkulatory. Przygotowałem się „po polsku”, czyli wszystkiego się nauczyłem na pamięć, a oni wychodzą z założenia, że jak będziesz pracował, nie będziesz w stanie wszystkiego pamiętać i że nie będziesz bał się zajrzeć do książki. Na teście powinieneś pokazać, jak pracujesz z wiedzą. Na teście masz wszystkie materiały, które później też będziesz miał pod ręką. Tam wszelkie pomoce są dozwolone.

Druga sprawa, która mnie zaskoczyła, to było oświadczenie, które się pisze na początku, że nie będę brał od nikogo, ani udzielał pomocy nikomu na teście. Gdy to napiszesz, profesor wychodzi z sali. Obowiązuje „honour code” – nikt cię nie sprawdza, jesteś sam, nie będziesz pomagał koledze, ani brał pomocy od nikogo. Chodzi nie tylko o to, aby „wyprodukować” kogoś, kto ma wiedzę, ale też kogoś, kto jest człowiekiem honoru, komu można wierzyć, że nie będzie fałszował danych, nie będzie oszukiwał.

Byłem tym naprawdę zszokowany, bo byłem przyzwyczajony, że na egzaminie ktoś idzie za mną nawet do toalety.

Czy studenci przestrzegali tych zasad?

Absolutnie tak. Od czasu do czasu znajdzie się czarna owca, ale taka osoba zostaje od razu wyrzucona i nie zostanie przyjęta na żaden inny uniwersytet. Uczelnie mają wspólną listę takich studentów. W USA jako student jesteś skończony.

Co jeszcze różni amerykańskie uczelnie od polskich?

Jedna rzecz to relacje z profesorem. W Polsce byłem przyzwyczajony, że nauczyciel/ profesor to jest bóg. Jeżeli nie trzeba było, to takiemu profesorowi nie zadawało się pytań, bo odpowiedź brzmiałaby „Dlaczego jeszcze o tym nie przeczytałeś?”. Nie była to sytuacja naturalna, bo – że tak to ujmę - profesor był pod sufitem, a ja gdzieś przy podłodze.

Pamiętam taką sytuację, gdy siedzący obok mnie kolega zapytał profesora, kiedy może przyjść do niego, bo nie zrozumiał drugiej części wykładu. Pomyślałem przerażony, że zaraz stanie się coś strasznego, a profesor odpowiedział mu, żeby przyszedł za dwie godziny, wtedy będzie wolny.

Musiałem się przyzwyczaić, że profesor jest twoim kumplem, jest w szkole po to, żebyś zrozumiał. Sukces profesora jest wtedy, gdy wszyscy jego studenci zrozumieją materiał. W Polsce – pamiętam – było tak, że profesor pokazywał ci, jaki jesteś głupi. Udowadniał ci, że jesteś niczym, a on jest wszystkim. Że może kiedyś dojdziesz do jakiejś części jego wiedzy. W USA jesteś z profesor na ty, mówisz mu po imieniu.

Wykop Skomentuj201
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie