Brun
Brun brun brun
14 obserwujących
129 notek
77k odsłon
232 odsłony

Podróże jachtem

@Brun
@Brun
Wykop Skomentuj3

Jest już ciemno. Oglądam się za siebie, na dymiącym wierzchołku najbliższej góry sterczy czarny, jarzący się ślepiami reflektorów potwór. Po chwili on jest w dole, a my z góry oglądamy jego pokład. Obchodzi nas dookoła. 

[...]

Wypuszczamy koło z rzutką. Jest wściekle zimno. Dla lepszej widoczności zdjąłem kaptur i woda bez żadnej teraz przeszkody ścieka mi po ciele. Niech ścieka, tak jest lepiej, woda jest znacznie cieplejsza od powietrza i taki prysznic na chwile oddala dygocącą przenikliwość zimnego wiatru. Koło z rzutką. Jedna mało. Dowiązujemy drugą. Holownik prosi

o jeszcze dłuższą linę. Wyciągamy cumę i dowiązuję ją do rzutki.

"Rosomak" cały czas kręci dookoła nas, jego reflektory rozświetlają pył wodny, który wiatr zrywa z wierzchołków fal. Wygląda to jak zamieć śnieżna, wiatr tłamsi słowa, wpycha je z powrotem do gardła.

- Podaje rzutkę! Na dziób! Na dziób! Widzę jak Jurek krzyczy, dociera do mnie przygłuszony bełkot. Krzysiek jest pierwszy, zdążył się nawet przypiąć.

Krzyczy - wracamy! 

Nic tu po nas, nie dorzucili. Teraz łowią nasze koło.

Nie widzą go.

- GDZIE TEN CIOŁ MA OCZY?

Omiata wodę reflektorem. Ma koło! Nie, przejechał tylko smugą światła, wśród białej wody błysnęło coś czerwonego, ale nie zauważył. Teraz my też nie widzimy. 

Jest ZIMNO.

[...]

Wolno, bardzo wolno cieknie czas. Nie ma już minut, kwadransów. Czas stał się rzeczą materialną. Jest obok mnie chociaż go nie widać. Jest przezroczysty, prześwitują przez niego jasno świecące gwiazdy. Piękne jest niebo północy.

Bunt pojawia się z trzewi, wściekłość na holownik, który nie wiadomo dlaczego przypłynął. Gdyby nie on, nie musiałbym sterczeć i moknąć na pokładzie, marznąć na wietrze w mocnym, elektrycznym świetle reflektora. Mógłbym zejść do wnętrza, ogrzać się i wysuszyć. Ale takiego wnętrza już nie ma, łódka cieknie jak sito. Nie ma tam ani jednej suchej rzeczy i nie ma tam ciepła.

[...]

Znowu ogień w rękach. Patrzę na naprężoną rzutkę, boję się że mój węzeł puści. 

- Jarek! Słyszysz? Mówi, że ta lina łatwo się przeciera, trzeba zabezpieczyć, owiń kocem. Biorę w ciemności pierwszy z brzegu koc, który jakimś kaprysem ironicznym zdaje mi się lekki i puszysty. Wychodzę na zewnątrz. Holowanie już się zaczęło, w świetle reflektora kaskady wody walą pod saling, spadają Niagarą na pokład. Rufa jakby przysiadła, ale i jakby cały nasz okręt siadł niżej.

Oplątuję kocem swoje nogi i na rękach ciągnę się na dziób. "Uważaj na ręce", ciekawe, jak mam uważać? Tą swoją troskliwa uwagą przypomniał mi wszystkie opowieści o holach.

Czy warto myśleć? Za dużo? 

Przypinam się do handrelingu, marne to zabezpieczenie, ale co zrobić. Zapieram się ręka o resztki relingu, drugą usiłuję omotać koc dookoła liny. Reflektor z trudem przebija się przez wodną kurtynę. Odrywa mnie wreszcie od stójki. Lecę do rufy. Za burtę.

Szarpnięcie, jak przyszpilony motyl leżę brzuchem na oble Juliet. Następna fala wrzuca mnie do kokpitu, Krysiek przytrzymuje.

Koc diabli wzięli.

[...] 

Powoli wlecze się czas.

- Ciągnę pana dwa węzły, dwa węzły idziemy. 

- Jaja sobie robi? 

Woda od dziobu idzie jak z motopompy. Dziadki zawzięcie wiaderkują starając się wygrać wyścig z czasem. Pomiędzy przyborem wody w zęzie a tempem wylewanych wiader...

[...]

Fale są jakby mniejsze, ale jeszcze trzeba uważać, co poniektóra wchodzi na pokład, potrafi zmyć jeszcze. Od czasu do czasu widać światło Świnoujskiej Latarni, jest jakby raźniej.

Znowu czas staje się kryształem. Całe szczęście, że woda jest ciepła. zaglądam do mesy. Ledwo oświetlona dogorywającym akumulatorem, światełkiem znad nawigacyjnej, jedyną lampą, która jeszcze działa. Podłogę zaścieła sterta podartych żagli, pływa po niej woda, dziadki na chwilę spasowały. Pourywane koje. O stojący już tylko na jednej nodze stół opiera się brodata postać Jurka. Patrzę mu w oczy. Razem zajadamy się mokrymi ciastkami.

[...]

Rwiemy przez gładką wodę kanału, co najmniej pięć węzłów, gniewne morze zostało gdzieś daleko. Jak ekspres przelatujemy koło WOPu, strzelają zielone rakiety. Za osłona z drzew nie ma wiatru. Jest bardzo zimno, mokre ubranie przykleja się do ciała, wiatr przewiewa sztormiak. Ząb nie trafia na ząb, ręce się trzęsą. "Rosomak" stanął, prycha sprężonym powietrzem, rozpędem dochodzimy do czarnej burty.

KOCHANE, WYMIĘTE, ROZEŚMIANE MORDY.


image

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości